Obchody 25-lecia działalności Stowarzyszenia ”Nasz Gdańsk”

Informacja dotycząca uroczystości obchodów 25-lecia działalności
Stowarzyszenia ”Nasz Gdańsk”.
 W dniu 25 maja 2019 r. (sobota), o godz. 13.00 Mszą Świętą w Kaplicy Królewskiej rozpoczną się uroczystości obchodów 25-lecia działalności Stowarzyszenia ”Nasz Gdańsk”.
Po Mszy Świętej uczestnicy uroczystości będą  zaproszeni do Dworu Artusa, na przedprożu zostanie wysłuchany koncert Carillonowy oraz zostaną wykonane zdjęcia pamiątkowe.
Zasadnicza cześć uroczystości odbędzie się w Dworze Artusa z udziałem przedstawicieli władz wojewódzkich oraz Miasta Gdańska.

Marszałek Województwa Pomorskiego obejmie patronatem uroczystość obchodów 25-lecia działalności Stowarzyszenia.

Członkowie Stowarzyszenia i sympatycy, którzy chcą włączyć się czynnie w prace związane z organizacją uroczystości proszeni są o kontakt ze Stowarzyszeniem.
[Kontakt m.in. we wtorki o godz. 17.00 na zebraniach Zarządu]
Do organizacji uroczystości jest powołanych 9 zespołów tematycznych
Zapraszamy do współpracy.
Zbigniew Socha
Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego
PATRONAT HONOROWY-MARSZALEK WOJEWODZTWA POMORSKIEGO-poziom-prawa RGB-ONLY FOR WEB-2012

„Fedra” Jeana Racine’a na Scenie Kameralnej w Sopocie. Pięć minut przed premierą

plakatW sobotę, 6 kwietnia 2019 roku, o godzinie 19.00 na Scenie Kameralnej w Sopocie, odbędzie się premiera „Fedry” Jeana Racine’a, w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego, z Katarzyną Figurą w roli tytułowej.

W zapowiedzi spektaklu czytamy:

(…) po polsku tak jasno i czysto.

Arcydzieło francuskiej klasyki w wyrafinowanej, współcześnie zamierzonej inscenizacji. Oparta na mitologicznych wątkach historia opętańczej namiętności żony Tezeusza, królowej Fedry do pasierba. Dumna królowa, owładnięta niepohamowaną żądzą nie może pogodzić się z jego obojętnością. Wskutek splotu nieprzewidzianych okoliczności i nikczemnych kłamstw niewinnego młodzieńca spotyka niezasłużona kara. A to dopiero początek lawiny… „Fedrę”, jeden z największych dramatów w historii literatury, znamy w przekładzie Tadeusza Boya – Żeleńskiego, z wierszem trzynastozgłoskowym. Reżyser, Grzegorz Wiśniewski, sięgnął po tłumaczenie najnowsze, Antoniego Libery, który wprowadził jedenastozgłoskowiec.

(…) Korzyści, jakie przynosi taki wybór wiersza (…) okazały się nieocenione. (…) powstał dzięki niemu przekład bez porównania wierniejszy i prostszy w wyrazie (…) pozwolił on na wydobycie tego wszystkiego, co w poezji Racine’a uchodzi za najświetniejsze, (…) zyskano rzecz zupełnie podstawową w teatrze: komunikatywność czy wręcz przezroczystość mowy. (…) Racine nigdy dotąd nie brzmiał po polsku tak jasno i czysto. (…)

Państwowy Instytut Wydawniczy, ze wstępu do nowego tłumaczenia dramatu.

Wypowiedzi, które udało mi się uzyskać na próbie medialnej przed premierą, bez udziału reżysera, pozostawiły pytania bez odpowiedzi. Od początku natomiast nie było wątpliwości, że będzie to przedstawienie współczesne i umiejscowione lokalnie. W zamkniętej z trzech stron przestrzeni z materiału, przypominającego przyrdzewiałą fakturę ścian Europejskiego Centrum Solidarności, pokazano dwie sceny. Po czym nastąpiło, nie zaplanowane, długie oczekiwanie –frekwencja wyjątkowa była fotoreporterów – na wykonawczynię roli głównej.

Katarzyna Figura: „Ja czuję, że jesteśmy nad falami”

Katarzyna Figura ukazała się dziennikarzom w zwiewnej sukni i z wyjątkowo mocnym makijażem oczu, poruszała się, jak w transie, ledwie słyszalnym, zachrypłym głosem przepraszając za zwłokę, gotowa była na pozowanie do zdjęć i udzielanie wywiadów.

– Ja czuję, że jesteśmy nad falami, przed jakąś katastrofą, w tej rdzy, w tej krwi – powiedziała aktorka, grająca Fedrę, żonę Tezeusza, córkę Minosa i Pasifae. – Jakaś nieprawdopodobna kolej rzeczy, która się zdarza, wszyscy ulegamy od wieków tym samym uczuciom, popełniamy te same błędy, nie potrafimy sobie z nimi poradzić, jesteśmy niszczeni, tłamszeni.

– Nie ma wolności, wszyscy jej pragniemy, do niej dążymy, a może sami zapominamy, że coś takiego istnieje, tak jesteśmy wyprani, zmanipulowani – kontynuuje. – I myślę, że to, że jesteśmy w takim otoczeniu, i że jesteśmy tutaj, na Wybrzeżu, że taką myśl wysyłamy i przekazujemy, jest bardzo ważne, szczególnie w sytuacji, kiedy to się stało w styczniu w Gdańsku.

Aktorka kontynuowała, że dziś nie możemy się poddać, musimy mówić o człowieku, o tym, że zbrodnia, zamach, hańba, jest. Musimy mieć świadomość, że mamy tylko jedno życie, i że ono jest bardzo cenne. Piotr Wyszomirski z „Gazety Świętojańskiej” głośno zauważył, że to, co mówi, jest poruszające, i że ma wrażenie, że aktorka cały czas jest w roli.

– Jestem taką aktorką, która nie potrafi odwiesić kostiumu na wieszak. – odpowiedziała. – Przepraszam za mój głos, on dzisiaj, po porannej próbie, trochę uległ dewastacji, ale, wypiję trochę oliwy z oliwek i, myślę, że na dzisiejszą, generalną, wróci głos, a na pewno na premierę, nie zawiodę państwa.

„Musimy zaskakiwać”

Stwierdziła, że to, że straciła głos, nie wynika tylko z tego, że się zagrała, ale z emocji. One się kumulują w środku jej postaci – w nogach, w ciele, i nie mogą się wydostać. Jest w Fedrze niezgoda, gniew, jakiś żal, i natłok wrażeń się tak wyraża, że odbiera jej głos.

– Chodzi też o odebranie poczucia własnej wolności, swojej wartości – stwierdziła. – Z tym wszystkim w mojej postaci mam do czynienia, i wyrażam pewnie w sposób dla państwa zaskakujący. Musimy zaskakiwać, chciałabym, żebyście państwo przyszli na Scenę Kameralną i zobaczyli coś, czego się nie spodziewacie, nie oczekujecie, co was poruszy, wstrząśnie wami. To, co zamierzamy wam pokazać, to jest katastrofa.

Dodała, że Fedra jest królową, władczynią, ofiarą własnych uczuć, wyobraźni, obsesji. Bardzo silna i krucha zarazem. Ważne jest, że kocha, co jest bardzo rzadkie w dzisiejszym świecie.

– Teraz już nikt nie kocha! – stwierdziła Katarzyna Figura. – Hipolit dla mnie, jako Fedry, jest ukochanym, najcenniejszym obiektem, nie tylko miłości i fascynacji, ale uosabia wolność, miłość najwyższej formie, ten chłopak jest po prostu cudowny!

Jakub Nosiadek: „Teatr i życie zaczynają na siebie zachodzić”

– W tekście jest napisane, że Fedra po prostu jest moją macochą, i tylko tyle powiedzieć mogę, jeżeli chodzi o nasze relacje  – mówi Jakub Nosiadek, grający Hipolita, syna Tezeusza i Antiopy, królowej Amazonek. – Układy między tymi dwiema postaciami są skomplikowane, delikatne. Mam poczucie, że rola dla mnie jest bardzo trudna, co wynika z klimatu dramatu, który ogromnie jest pochłaniający emocjonalnie, ale też fizycznie.

Stwierdza, że są zmęczeni pracą nad sztuką, bo utrzymujące się napięcie generuje poczucie, że sytuacja staje się nie do wytrzymania, kontynuuje. Zdaje sobie sprawę, że tego wymaga materia dramatu. Jest przekonany, że tylko w ten sposób do pracy można było podejść. Nie wie, czy to wynika z okoliczności, jakie panują w sztuce, czy jego charakteru, obserwuje, że sfery – teatru i życia – zaczynają na siebie zachodzić. Trudno mu oderwać się od tego, co działo się na scenie, emocje z Racine’ a przenosić zaczyna na ludzi w swoim otoczeniu.

– Trudno na razie mówić o efekcie, ale zdaję sobie sprawę, że założonego przedsięwzięcia łagodnym trybem pracy, nie wymagającym od aktorów większego zaangażowania, nie udało by się zrealizować. – mówi. – To wszystko niezwykle mobilizuje i kształtuje osobowość aktora.

Jest we mnie rodzaj niepewności, strachu, stresu przed premierą, zwierza się Jakub Nosiadek. Jak budował rolę? W podobnej sytuacji nigdy się nie znalazł. Można się posłużyć tylko tym, co się widzi, słyszy, i wyobraźnią, pracuje intuicyjnie.

– Żadnego laboratorium nie prowadziłem, nie wchodziłem w podobne relacje.  – konkluduje Jakub Nosiadek. – Główna praca z Grzegorzem Wiśniewskim polegała na siedzeniu przy tekście, analizowaniu, mówił, co jest źle, co dobrze, powtarzał, że to aktorzy są panami roli, i tego, co się dzieje na scenie. Reżyser sam wykonał ogromną pracę i tego samego wymaga od nas.

Krzysztof Matuszewski: „Wewnętrznie rozbudowany i skomplikowany”

– Tekst mało jest znany, Grzegorz Wiśniewski wydobył z niego pokłady emocji i znaczeń, na które przy pierwszym czytaniu nie zwrócilibyśmy uwagi, ot, takie romansidło, ona kocha jego, a on kocha inną – powiedział Krzysztof Matuszewski. – A tu nagle się okazuje, że nawet postać drugoplanowa, służący Enon, w którego się wcielam, wewnętrznie jest rozbudowany i skomplikowany.

W sztuce Enona, piastunka i powiernica Fedry, przekształcona jest w Enona, tranwestytę. Aktor dostał jasno określone zadanie od reżysera, który tak, a nie inaczej, widzi postać.

– Grzegorz Wiśniewski powiedział, że właśnie o to chodzi, żebym nie grał staruszki – mówi Krzysztof Matuszewski drepczący po scenie w szpilkach na koturnach.

Marek Tynda: „Mąż rozwiązły”

– Postać, którą gram, jest mężem rozwiązłym, który lepiej się czuje poza domem, niż w domu. – mówi Marek Tynda, Tezeusz, syna Egeja, króla Aten. – W jakiś sposób kocha Fedrę, ujawnia to pokazując, jak bardzo jest zazdrosny. Tezeusz to wspaniały, kochający ojciec, ale bardzo surowy, do końca poszukuje prawdy, ale najtrudniejszą decyzję podejmuje dość pochopnie.

Tezeusz jest ojcem, który chce, żeby syn doszedł do wszystkiego sam, kontynuuje aktor. Nie pomaga synowi, a jednocześnie bardzo mu kibicuje.

– Bardzo żmudnie żeśmy pracowali – zwierza się Marek Tynda. – Ale już na tym etapie mam wrażenie, że uchwyciłem najważniejsze nitki, aby spleść coś naprawdę ciekawego.

Katarzyna Dałek: „Studium psychiki”

– Rąbka reżyserskiego zamysłu nie uchylę, moja rola polega na zajmowaniu się organizacją – mówi Katarzyna Dałek, grająca Arycję, księżniczkę królewskiej krwi ateńskiej, asystent reżysera. – Po raz pierwszy spotykam sie dogłębnie z dramatem Racine’ a. Odkrywcze w w „Fedrze” są dla mnie: struktura postaci i to, jak dogłębnie autor opowiada o człowieku.

– Mam wrażenie, że to jest studium psychiki Fedry, innych bohaterów – kontynuuje. –  Autor niezwykle tka relacje pomiędzy postaciami. Ta XVII wieczna tragedia klasyczna jest niezwykle współczesna, zupełnie nie odczuwa się w niej być koturnowości.

Racine, jak w soczewce, buduje obraz człowieka, skupia się na emocjach, na naturze. Praca nad sztuką, wymaga, zdaniem Katarzyny Dałek, olbrzymiej koncentracji. Ma wrażenie, że jest w laboratorium duszy, co dla nas może być zaskoczeniem. To dramat subtelny i pulsujący.

– Arycja funkcjonuje jako ukochana Hipolita, jest więźniem politycznym, Tezeusz zamordował jej rodzinę i na dworze ją zamknął, zabronił jakiegokolwiek kontaktu z nią, żeby nie narodziło się potomstwo, które będzie walczyło dalej o tron – dodaje Katarzyna Dałek. – Więc ona jest w niezwykle trudnej sytuacji, nie tylko politycznej, ale i też psychicznej, depresyjno – wojennej.

Nawiązuje się pomiędzy Arycją i Hipolitem nić, wydaje się, czystej miłości, kontynuuje. Dla aktorki ta miłość nie jest czysta, bo jeśli człowiek jest obarczony takimi, jak ona, doświadczeniami, nie jest w stanie od tego się odciąć, i z niewinnością wejść w uczucie.

– Działania bohaterki są czysto polityczne, to świadome posunięcia – konkluduje

Katarzyna Korczak

*

Jean Racine FEDRA

Przekład: Antoni Libera Reżyseria: Grzegorz Wiśniewski

  • Scenografia: Mirek Kaczmarek
  • Asystentka reżysera: Katarzyna Dałek
  • Inspicjent: Katarzyna Wołodźko Sufler: Weronika Mathes

W spektaklu występują:

Katarzyna Dałek, Katarzyna Figura, Agata Woźnicka, Michał Jaros, Krzysztof Matuszewski, Jakub Nosiadek, Marek Tynda, Piotr Witkowski.

Premiera: 6 kwietnia na Scenie Kameralnej Pokaz przedpremierowy: 5 kwietnia na Scenie Kameralnej Kolejne spektakle: 7, 9, 16, 17, 18 kwietnia na Scenie Kameralnej

Grzegorz Wiśniewski (ur. 1968) – etatowy reżyser Teatru Wybrzeże. Jeden z najciekawszych i najlepszych polskich reżyserów średniego pokolenia. Absolwent Wydziału Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie (1996). Zadebiutował w 1997 roku w Krakowskim Teatrze Scena STU BABIŃCEM Czechowa, przygotował tam jeszcze PREZYDENTKI Schwaba (1999). Reżyserował w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego (ZDARZENIA NA BRYGU BANBURY Gombrowicza, 1999; PŁATONOW Czechowa, 2000), w teatrach wrocławskich: Współczesnym (RZEŹNIA Mrożka, 2000) i Polskim (JAN GABRIEL BORKMAN Ibsena, 2005), w warszawskim Powszechnym (PREZYDENTKI Schwaba, 2001; KSZTAŁT RZECZY LaBute’a, 2002; BIAŁE MAŁŻEŃSTWO Różewicza, 2003; LETNICY Gorkiego, 2004), w Narodowym (KRÓLOWA MARGOT Dumas, 2012), i Studio (JÓZEF I MARIA Turriniego, 2011), w Teatrze im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy (PLASTELINA Sigariewa, 2005), w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu (MEWA Czechowa, 2007), w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi (BRZYDAL von Mayenburga, 2007 – polska prapremiera; ZAGŁADA LUDU ALBO MOJA WĄTROBA JEST BEZ SENSU Schwaba, 2008; PRZED ODEJŚCIEM W STAN SPOCZYNKU Bernharda, 2010; KRÓL RYSZARD III Shakespeare’a, 2012), w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu (MARIA STUART Schillera, 2008; ŚNIEG Witkacego, 2010). Od 2001 roku jest etatowym reżyserem Teatru Wybrzeże w Gdańsku, gdzie zrealizował JANA GABRIELA BORKMANA Ibsena (2001), MEWĘ Czechowa (2002), MATKĘ Witkacego (2003), PRZED ODEJŚCIEM W STAN SPOCZYNKU Bernharda (2004), KSIĘŻNĄ D’AMALFI Webstera (2006), SŁODKIEGO PTAKA MŁODOŚCI Williamsa (2008), ZMIERZCH BOGÓW Viscontiego (2009) , PERSONĘ Bergmana (2010), PŁATONOWA Czechowa (2013), KTO SIĘ BOI VIRGINII WOOLF? Albee’ego, BELLA FIGURA Yasminy Rezy (2018). Jest laureatem wielu prestiżowych nagród teatralnych, m.in. Nagrody im. Konrada Swinarskiego za reżyserię ZMIERZCHU BOGÓW, Złotego Yoricka w konkursie na najlepszą polską inscenizację dzieł Willama Shakespeare’a za reżyserię RYSZARDA III oraz Feliksa Warszawskiego za reżyserię KRÓLOWEJ MARGOT.

Mirek Kaczmarek (ur. 1970) – scenograf, absolwent Wydziału Komunikacji Wizualnej poznańskiej ASP. Od debiutu w 2001 roku stworzył scenografie, kostiumy i oprawę multimedialną do ponad 100 przedstawień. Jest stałym współpracownikiem reżyserów: Piotra Kruszczyńskiego (m.in. ODEJŚCIE GŁODOMORA Tadeusza Różewicza, NIE/BOSKA KOMEDIA. RZECZ O KRZYŻU Zygmunta Krasińskiego), Jarosława Tumidajskiego (m.in. KREACJA Ireneusza Iredyńskiego, G®UPA LAOKOONA Tadeusza Różewicza, PAN TADEUSZ wg Adama Mickiewicza, SOLARIS wg Stanisława Lema), Wiktora Rubina (m.in. ORGIA Passoliniego oraz CARYCA KATARZYNA, JONANNA SZALONA, MICHAEL J. Jolanty Janiczak), Jana Klaty (m.in. TROJANKI, SPRAWA DANTONA Stanisławy Przybyszewskiej i DO DAMASZKU Strindberga) i Marcina Libera (m.in. ŚWIĘTO WINKELRIDA. REWIA NARODOWA Jerzego Andrzejewskiego i Jerzego Zagórskiego, FAHRENHEIT 451 Raya Bradbury’ego, BYĆ JAK STEVE JOBS Michała Kmiecika oraz WESELE Stanisława Wyspiańskiego). Z Grzegorzem Wiśniewskim współpracował przy spektaklu BELLA FIGURA. W 2012 roku był nominowany do Paszportów Polityki. Laureat wielu nagród artystycznych m.in. nagrody za scenografię do SPRAWY DANTONA na 33. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych Klasyka Polska, na I Międzynarodowym Festiwalu Teatrów BOSKA KOMEDIA oraz na Festiwalu KONTAKT.

24 MARCA 2019 MIESZKAŃCY DECYDUJĄ O KIERUNKACH ROZWOJU WŁASNEJ DZIELNICY

W historii naszej państwowości Gdańsk zapisał się złotymi zgłoskami w rozwoju samorządności. Dobry Samorząd (na każdym szczeblu i poziomie) był i jest fundamentem pomyślnego rozwoju  i harmonijnego bytowania człowieka z otaczającą rzeczywistością (z naturą martwą i żywą oraz infrastrukturą tworzoną przez pokolenia).

Po transformacji ustrojowej – Gdańsk z mozołem i potknięciami buduje samorządność lokalną w swoich Dzielnicach. Dzięki aktywności naszych mieszkańców to już trzecia kadencja wyborcza w naszej dzielnicy. W mojej pamięci utkwiły dwie osoby, które z  determinacją zbierały podpisy aby zdobyć prawo do  przeprowadzenia tych wyborów. Są to nasze mieszkanki Władzia Górska i Ula Szkutnik, które do dziś są wielce szanowane. Właśnie ja miałem szczęście trafić na dyżur Radnej Władzi Górskiej, której przedstawiłem koncepcję powołania Inżynierskiego  Koła Orunia IKO i wówczas sprawa potoczyła się błyskawicznie a przystąpienie IKO do Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” oraz wybór naszych przedstawicieli do Władz  ugruntowało naszą pozycję w tym Stowarzyszeniu. W  6-cio letnim okresie nasze przedsięwzięcia były publikowane w kilkunastu artykułach Miesięcznika Nasz Gdańsk.

Najbardziej wartościową przesłanką wynikającą z ich treści jest DOTARCIE do naszej ŚWIADOMOŚCI  – jak ważną sprawą jest budowanie symbiozy lokalnych pracodawców z mieszkańcami swego sąsiedztwa, żyjemy na tym samym terenie i wszystkie pojawiające się problemy dotyczą naszego dobrostanu. Przyszła Rada Dzielnicy Św. Wojciech-Lipce-Orunia powinna na tę problematykę obrać główny kierunek.

Sprawa jest niezwykle istotna gdyż Rada Dzielnicy Razem z Radą Miasta Gdańska z mocy prawa i swojego statutu są współgospodarzami tego obszaru(terenu) powierzonego przez Państwo i z tych nowych ustrojowych uprawnień trzeba umieć korzystać. Na naszym terenie z racji wielowiekowego najbliższego sąsiedztwa Gdańska było i jest zlokalizowanych wiele przedsiębiorstw i instytucji  –  to nasi Pracodawcy dwóch odmiennych grup interesów. Jedna grupa to przedsiębiorstwa i instytucje, które tworzą Dochód Narodowy, natomiast druga grupa to przedsiębiorstwa i instytucje oraz inne organizacje dobra publicznego, które zabiegają  u Władz miejskich  czy wojewódzkich o jak największe środki budżetowe.

Często zabiegają w tej pierwszej grupie o różnego rodzaju wsparcie. Te dwie grupy „dawców” i „biorców” są sobie niezbędne do poprawnego funkcjonowania dlatego  tak ważne jest by nasze sąsiedztwo było ze sobą zaprzyjaźnione. Rada Dzielnicy powinna większą wykazywać troskę i być wobec Władz MG – rzecznikiem interesów naszych przedsiębiorców, aby były silne ekonomicznie i stać je było na płacenie podatków, które utrzymają instytucje budżetowe. Należy uruchomić mechanizm 1 % wpłat do Rady Dzielnicy na inne wydatki niż przyznawany ( przez Miasto) budżet, ponieważ  jego wysokość zależy od procentowej frekwencji wyborczej w danej dzielnicy i  wydatkowanie jego  jest ściśle określone na jakie cele może być spożytkowany. Rada Dzielnicy nie może  wydać tych środków na inne ważne potrzeby, które mogą okazać się bardziej służące dobru społecznemu. Dlatego tak ważne jest aby taki mechanizm mógł powstać i był indywidualnie dopasowany do potrzeb każdej z dzielnic.  Dzięki uchwale Rady Miasta z 2017 roku zwiększającej budżet trzykrotne  a przekroczenie 16% frekwencji wyborczej może zwiększyć budżet nawet czterokrotnie (X4)!.

A ZATEM IDŹMY na WYBORY  CAŁYMI  RODZINAMI  i niech każdy głosuje oddzielnie  na swojego przedstawiciela. Taki udział w wyborach umożliwi stworzenie z wybranych  Radnych  komplementarną RODZINĘ  która będzie posiadać  wiarygodność, kompetencje, doświadczenie i dynamizm w działaniu – są to atrybuty skuteczności.

Nasza Rada Św. Wojciech – Lipce – Orunia powinna być  trójpokoleniowa  RODZICE  –  DZIADKI  –  WNUKI gdzie najcenniejszą sprawą  będzie liczny zróżnicowany elektorat , w którym każdy Radny będzie miał legitymację swoich wyborców przed którymi będzie zdawał sprawozdanie i gdzie może liczyć na ich wsparcie w swoim działaniu.

Niezwykle cennym skarbem naszej Dzielnicy są między innymi dwie historyczne postacie. To  Święty  Wojciech  i twórca polskiego hymnu narodowego – Józef Wybicki.

Te dwie postacie  to wielki skarb, który trzeba zagospodarować i włożyć do „Dobrego  Banku”. Na pewno przyniesie dobre owoce w kształtowaniu zdrowych więzi społecznych nie tylko dla Gdańska.

Kubicki jozef foto_leg

Józef Kubicki

„Śmierć komiwojażera” w Starej Aptece. Pięć minut przed premierą

Beznazwy-1Premiera „Śmierci komiwojażera” Arthura Millera, w reżyserii Radka Stępnia, odbędzie się sobotę, 2 marca 2019 roku, o godzinie 19, na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże.

(….) ten najsłynniejszy z dramatów Arthura Millera i kamień milowy amerykańskiej dramaturgii do dziś stanowi niezwykle trafną krytykę kapitalizmu i bezlitosne studium zjawiska mitomanii.(…) czytamy w zapowiedzi przedstawienia.

Ofiary mitu sukcesu

Reżyser, w tejże zapowiedzi, uzasadnia swoje zainteresowanie dramatem:

Bohaterowie (…) byli pierwszymi ofiarami czegoś, przez co my, żyjący w 2019 roku, zostaliśmy pożarci i wypluci – Willy Loman i jego rodzina to ofiary mitu sukcesu. Co znaczy dobre życie w świecie, gdzie naczelną wartością jest popularność, reprezentatywność i sława? Czy taki świat jest w ogóle miejscem do życia? W takim świecie dochodzi do spięć i konfliktów, które rozbijają najbliższe i najsilniejsze więzi. Problem społeczny staje się przyczyną problemów osobistych bohaterów ŚMIERCI KOMIWOJAŻERA. Propaganda sukcesu sprawia, że człowieka nie kształtuje jego życie – tylko to, jak sobie to życie opowiada.

Niedaleko do katastrofy

A kiedy dowolnie rozumiany sukces nie jest naszym udziałem – zrobimy wszystko, żeby go czuć, będziemy kłamać sobie i innym, przekonywać się do tego, że nie jesteśmy bezużyteczni i opowiadać niestworzone historie poświadczające naszą niecodzienność.

Zajęci dbaniem o wizerunek, możemy nie zauważyć, jaki efekt ma to na naszych bliskich, a stąd niedaleko do katastrofy. Miller, zanim wymyślił tytuł ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA chciał nazwać swój dramat INSIDE OF HIS HEAD. Co dzieje się w głowie człowieka, który okłamuje rodzinę i samego siebie, że jest kimś więcej niż jest – i okłamuje za wszelką cenę, byle tylko nie przyznać się, że w gruncie rzeczy nie ma w nim nic wyjątkowego? Być może to jest najsmutniejsze w tych ludziach: nie mają nic wyjątkowego, a chcą o sobie opowiedzieć… Więc teraz naszym obowiązkiem jest opowiedzenie o nich, opowiedzenie o nich dziś, kiedy fałszywy obraz świata i błędnie funkcjonujący kapitalizm nadal jeszcze zbierają swoje żniwo.

Anna Kociarz: „Trudny wybór dla kobiety między synem a ojcem”.

– Im większe pojawiają się kłopoty, tym bardziej moja bohaterka stara się zapanować nad sytuacją, czasami w nie najlepszy sposób, bo, albo zaprzeczając faktom, albo umniejszając pewne wydarzenia, stara się tonować awantury- powiedziała Anna Kociarz, występująca w roli Lindy Loman. – Ale, niestety, mam wrażenie, zostaje postawiona przed trudnym wyborem dla kobiety, między synem a ojcem, którzy nie potrafią się dogadać z powodów dla niej nie do końca jasnych.

Zostaje przy mężu i jest do końca lojalna, ale z poczuciem winy, bo, jeżeli dorośli synowie nie układają sobie życia, to pojawia się pytanie, w co nie wyposażyła tych dzieci, co się stało, że oni nie potrafią sobie ani znaleźć kobiet ani pracy, rozważa aktorka. Jest to mały koszmar, nikomu tego nie życzy, ale, są przecież teraz takie dorosłe dzieci, które mieszkają wciąż u mamy.

– Moja bohaterka stara się być ciepła, tonować wszystkich, usuwa w cień własne potrzeby, ale, czy wszystkim to wychodzi na dobre? – Trudno jej wytknąć pojedyncze złe cechy.

Natomiast, jak się to wszystko zsumuje, wychodzi osoba dość bierna, która nie podejmuje decyzji, nie stawia granic, nie mówi „nie”, stara się zadowolić wszystkich, nie zadowalając siebie.

– I w efekcie to wszystko powoduje, że tej rodziny nie ma, ona żyje w jakimś zakłamaniu i utrzymuje ten stan przez wiele lat – konkluduje aktorka.

Radek Stępień: „Staram się wyglądać zza tej bańki”

Młody reżyser zaproponował realizację przedstawienia w Teatrze Wybrzeże, i dyrektor, Adam Orzechowski, powierzył mu pracę.

Realia, panujące siedemdziesiąt lat temu w Ameryce, do nas przyszły teraz – mówi przed premierą. – Pracując, brałem pod uwagę kontekst społeczny, w którym funkcjonujemy, to, że człowiek jest trybikiem w machinie gospodarczej, a ma przecież własne potrzeby, zmartwienia.

W 2012 roku, po maturze, próbował podjąć, choćby dorywczą, pracę, i po raz pierwszy zetknął się ze światem korporacji, który odebrał jako coś koszmarnego. Dyskutowano wtedy o umowach śmieciowych. Czuł temat do poruszenia.

– Ludzie teatru troszeczkę żyją w bańce, ale ja się staram zza tej bańki wyglądać, albo przynajmniej, wiercić w niej małe otwory – zwierza się.

Pochodzi z Pionek pod Radomiem, liczących 20 tysięcy mieszkańców, realnie jest o połowę mniej, bo ci, którzy mają siłę fizyczną do pracy, wyjechali do Irlandii, Norwegii. Za każdym razem, gdy wraca do rodzinnego miasteczka, spotyka się z tymi, którzy mieli aspiracje, możliwości robienia czegoś więcej, i poszli za chęcią zysku, zamiast realizować własne potrzeby. Oni albo są za granicą – złamani, albo – także złamani, wrócili, bo im nie wyszło.

Spełnienie amerykańskiego snu

– To jest też to, co złamało Willego Lomana, przecież jego syn, Biff, wspomina, że powinni pracować na świeżym powietrzu, na farmie, albo jako stolarze. – mówi. – Willy się chwali przed przyjacielem, że zrobił dobry sufit, gdyby wykonywał to, do czego był powołany, może wszystko wyglądałoby inaczej.

– A on zajął się czymś, co było spełnieniem amerykańskiego snu, i na tym wszystkim się wywalił – mówi Radek Stępień.

Dla reżysera punktem wyjścia do realizacji przedstawienia był konflikt między dwiema sferami życia. Zadawał sobie ponadto odwieczne pytania. Jak dalece rodzice są odpowiedzialni za dzieci, i w którym momencie powinno się to skończyć? Kiedy, oraz czy w ogóle, dziecko ma odpowiadać za rodziców? I kto jest winien, że do dorosłości wszyscy startujemy z niegotowością?

Drąży uniwersalny konflikt pokoleń zarysowany między Willym Lomanem i Biffem Lomanem. Z uwagi na wiek i doświadczenia bliższy jest mu Biff, którego gra Piotr Biedroń. Czuje zmęczenie, wypalenie, poczucie bezcelowości pracy Willego, ale głębiej zrozumieć jego świat wewnętrzny pomógł Mirosław Baka, wcielający się w głównego bohatera, aktor, reżyser stwierdza z podziwem, wybitny, o niewiarygodnym warsztacie.

– Praca polegała na rozmowach o relacjach, rozpracowywaniu relacji, szukaniu sposobu ich wyrażenia – opowiada Radek Stępień. – Kontakt był satysfakcjonujący, jako młody reżyser bardzo wiele od obu aktorów się nauczyłem.

Mirosław Baka: „Postać bez metamorfozy”

– Gram biednego, sponiewieranego faceta, postać tragiczną, u schyłku swojego życia, wiele się w jego głowie, niestety, nie ma szans, zmienić, taka postać bez metamorfozy. – powiedział Mirosław Baka. – Willy, centralna postać, wszystko się dzieje wokół niego, dostaje pewien bagaż zdarzeń, doświadczeń z ludźmi, spotkań, można to zakończyć pointą: „A jednak niczego się nie nauczył”.

– Mimo to, materiał niesiony przez dramat Arthura Millera, jest tak bogaty, że daje aktorowi ogromną satysfakcję, można bardzo dobrze kolorować, pograć – kontynuuje. – Równocześnie jest pewna oś w tym dramacie, którą stanowi Willy, i nie można kombinować za dużo. Musi być linia interpretacyjna czytelna.

– Myślę, że Radek potrafił to czytelnie przeprowadzić – stwierdził Mirosław Baka. – To fantastyczny młody reżyser – z jego wrażliwością, umiejętnością obserwacji, myślenia, słuchania ludzi, błyskotliwością, w lot się rozumieliśmy – ten człowiek będzie wielki – powiedział Mirosław Bara. – A przy tym jest czytelny dla aktora w swoich uwagach, definiuje, nazywa to, o co mu chodzi, tak, że moje wielkie szczęście, że trafiłem na młodziaka, który jest taki dojrzały.

Katarzyna Korczak

Zdjęcia z próby generalnej

Fot. Dominik Werner. Materiały promocyjne Teatru Wybrzeże

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu " Śmierć Komiwojażera " .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu ” Śmierć Komiwojażera ” .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu " Śmierć Komiwojażera " .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu ” Śmierć Komiwojażera ” .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu " Śmierć Komiwojażera " .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu ” Śmierć Komiwojażera ” .

*

Arthur Miller
ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA
Przekład: Anna Bańkowska
Reżyseria: Radek Stępień
Dramaturgia: Konrad Hetel
Scenografia i kostiumy: Eliza Gałka
Muzyka: Michał Górczyński
Reżyseria świateł i video: Natan Berkowicz
Ruch sceniczny: Wioleta Fiuk
Asystent reżysera: Piotr Chys
Inspicjent, sufler: Agnieszka Szczepaniak

W spektaklu występują: Mirosław Baka – Willy, Anna Kociarz – Linda, Piotr Biedroń – Biff, Piotr Chys – Happy, Jarosław Tyrański – Charley, Cezary Rybiński – Ben, Marcin Miodek – Howard Wagner, Justyna Bartoszewicz – Dziewczyna.

Premiera: 2 marca 2019 roku na scenie Stara Apteka
Kolejne spektakle: 3, 5, 6, 7, 12, 13 i 14 marca na scenie Stara Apteka

Arthur Miller (ur. 1915 zm. 2005) – dramaturg i prozaik amerykański. Uznawany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych twórców amerykańskich XX wieku. Zdobywca nagrody Pulitzera. Urodzony na Manhattanie w polsko-żydowskiej rodzinie imigrantów. Ukończył Abraham Lincoln High School w Nowym Yorku i anglistykę na University of Michigan. Światowy rozgłos i pozycję jednej z czołowych postaci we współczesnej literaturze zawdzięcza dwóm, klasycznym już sztukom: ŚMIERCI KOMIWOJAŻERA i CZAROWNICOM Z SALEM. Nie mniejszą popularnością cieszyły się (również w Polsce) jego sztuki WSZYSCY MOI SYNOWIE, PO UPADKU, WIDOK Z MOSTU i CENA. W Teatrze Wybrzeże w 1995 roku odbyła się premiera jego dwóch jednoaktówek: COŚ W RODZAJU MIŁOŚCI i ELEGIA DLA JEDNEJ PANI. W swoich sztukach Miller opisywał niestabilną sytuację społeczną przeciętnego człowieka, zwracał uwagę na wszechobecną korupcję i wyzysk. Opisywał kompromitację „amerykańskiego snu”. W latach 1955-1961 był mężem Marilyn Monroe.

Radek Stępień (ur. 1993) – reżyser teatralny, student V roku Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego. W latach 2011-2013 związany z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego, w latach 2013-2018 z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice. Studiował na Międzywydziałowych Interdyscyplinarnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współpracował m.in. z Krystianem Lupą przy spektaklach SPI-RA-LA (2015, asystent reżysera) i PROCES (2017, współpraca dramaturgiczna i asystent reżysera). Debiutował przedstawieniem PANNA JULIA (Teatr Ludowy w Krakowie) za który otrzymał m.in. nagrodę ZAIKS na Forum Młodej Reżyserii 2018. Wyreżyserował STUDIUM O HAMLECIE w ramach wydarzenia Wyspiański wyzwala w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie i SAMUELA ZBOROWSKIEGO w ramach przeglądu Młodzi w Starym w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Rezydent ostatniej edycji Festiwalu Teatru Dokumentalnego Sopot Non-Fiction (BIOGRAFIA, 2018). Laureat m.in. nagrody Off na 22. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku za spektakl HAMLET i I nagrody na Przeglądzie Młodej Reżyserii 2017 w Krakowie. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2018.

Konrad Hetel (ur. 1991) – poeta i dramaturg. Pracował w wydawnictwach Znak i a5 oraz jako sekretarz Joanny Olczak-Ronikier i asystent (współpraca dramaturgiczna) Krystiana Lupy przy PROCESIE w Teatrze Nowym w Warszawie. W teatrze pracował m.in. z Magdą Szpecht (OSTATNIE ZWIERZĘTA w krakowskiej Łaźni Nowej), Martą Streker (TRAGEDIA CORIOLANUSA Szekspira w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu) i Mikołajem Mikołajczykiem (ŚMIERĆ W WENECJI według autorskiego scenariusza w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku). Jako dramaturg stale związany z Radkiem Stępniem (m.in. PANNA JULIA w Teatrze Ludowym, STUDIUM O HAMLECIE w Teatrze Słowackiego). Współtwórca multidyscyplinarnego kolektywu KORAN. Prowadzi fanpage z poezją ±1354.

Eliza Gałka (ur. 1988) – scenograf, kostiumograf, rysownik. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dyplom magistra sztuki obroniła w 2016 roku na kierunku scenografia pod opieką dr hab. Ryszarda Melliwy. Debiutowała w Teatrze Ludowym w Krakowie w 2018 r. projektując scenografię i kostiumy do PANNY JULII w reżyserii Radka Stępnia, z którym pracować zaczęła jeszcze na studiach. Owocem tej współpracy jest m.in. HAMLET (nagrodzony na SzekspirOFF w Gdańsku w 2018 r.). Członek multidyscyplinarnego kolektywu KORAN.

Michał Górczyński (ur. 1977) – klarnecista, kompozytor, pedagog muzyczny. Jest absolwentem warszawskiej Akademii Muzycznej im. F. Chopina. Od 1998 roku skomponował szereg utworów na różne składy instrumentalne oraz muzykę do teatru (około 25 spektakli w teatrach dramatycznych i lalkowych). Zajmuje się improwizacją i interpretacją muzyki współczesnej. Występował jako solista z takimi zespołami, jak De Ereprijs, Kwartet Śląski, Orkiestra Aukso, Filharmonia Podlaska, Filharmonia Szczecińska. Uczestniczył w Międzynarodowych Kursach Wakacyjnych Muzyki Współczesnej w Darmstadt, gdzie prezentował swoje autorskie techniki wykonawcze. Od 2002 roku współtworzy zespół Kwartludium, specjalizujący się w wykonywaniu muzyki współczesnej. Stypendysta Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu tworzenia alternatywnych podręczników edukacyjnych. Od 2013 roku realizuje projekt muzyka do języków, tworząc autorską muzykę do języka jidysz (płyta została wydana przez Multikulti Records), do poezji japońskiej (For Tune Records) do perskiej poezji Dżalaluddina Rumiego, poezji Williama Blake’a, poezji indonezyjskiej Sahnila Arifa Farobiansah.

Natan Berkowicz (ur. 1998) – operator, artysta wideo, grafik. Student Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Pracuje z reżyserami teatralnymi nad koncepcją i oprawą wizualną spektakli, skupiając się głównie na relacji chaosu z ładem, zaciemnienia i mroku. Twórca visuali m.in. do PROCESU w reżyserii Krystiana Lupy, ZATOKI SUMA Agaty Dyczko i PANNY JULII Radka Stępnia. Współtwórca multidyscyplinarnego kolektywu KORAN.

Wioleta Fiuk (ur. 1985) – tancerka i choreograf, współzałożycielka Teatru Tańca Dzikistyl Company znanego z takich produkcji jak: RADIO ŻELAZA, UCHODŹCY/TESTIGO DOCUMENTARY, REALITY DISAPPEARS AFTER WALKING. Jest autorką ruchu scenicznego m.in. do ZACZAROWANEJ KRÓLEWNY w reżyserii Michała Derlatki, FARAONA i CZAROWNIC Z SALEM w reżyserii Adama Nalepy oraz DO KOMINA MURZYNA!MURZYNA! w reżyserii Zbigniewa Brzozy. Szerszej publiczności znana jest jako zwyciężczyni dwóch programów telewizyjnych o tematyce tanecznej: You Can Dance TVN oraz Got to dance Polsat.

 

 

„Zaczarowana Królewna” w Starej Aptece. Pięć minut przed premierą

Beznazwy-1Premiera baśni „Zaczarowana Królewna” Artura Oppmana, w reżyserii Michała Derlatki, odbędzie się w sobotę, 9 lutego 2019 roku, o godzinie 16, na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże.

Spektakl przeznaczony zarówno dla młodych jak i dorosłych widzów.

Michał Derlatka: „Najważniejsza jest baśniowość”

Michał Derlatka w zapowiedzi przedstawienia powiedział: (…) Wyobrażam sobie, że wzbogacając klasyczną baśń o Śpiącej Królewnie w krakowskie motywy lokalne, wplatając zapożyczenia z innych, znanych ówczesnemu widzowi historii: Kota w Butach, historii o Waligórze i Wyrwidębie czy Smoku Wawelskim – Oppman de facto eksplorował i tworzył kulturę popularną swoich czasów i uprawiał awangardową, intertekstualną dramaturgię skierowaną do młodego odbiorcy. ZACZAROWANA KRÓLEWNA była, można powiedzieć, SZREKIEM swoich czasów, a sam autor cieszył się popularnością i rozpoznawalnością. Czy stuletni tekst jest nadal w stanie porwać młodych widzów, czy może nadaje się już jedynie jako materiał na szkolną akademię z okazji dnia teatru? Wierzę, że także szkolne przedstawienie, za sprawą aktorskiego ducha i odrobiny magii teatru, może przejmować, poruszać, komentować rzeczywistość: mówić o nas.

Na początku rozmowy z reżyserem (rocznik 1981) ze zdziwieniem się dowiedziałam, że baśni Artura Oppmana, które – ilustrowane przez Jana Marcina Szancera – nieodłącznie towarzyszyły mi w dzieciństwie, nie znał za młodych lat.

– Tych książek wtedy nie było, Oppmana poznałem dopiero teraz – mówi Michał Derlatka. – Tekst zaproponował mi Adam Orzechowski, przeczytałem, odniosłem wrażenie że jest archaiczny, i odpowiedziałem, że raczej się nie podejmę jego realizacji na scenie.

Zastanawiał się  długo, rozmawiał z dyrektorem. Doszedł do wniosku, że najważniejsza w utworze jest baśniowość. Bohater wystawiony zostaje na poważne próby wykazania się odwagą, konsekwencją. Powstał pomysł na przedstawienie w formie teatru szkolnego, teatru w teatrze. Będzie to kolejny spektakl familijny tego reżysera przeznaczony dla dzieci i rodziców oraz dziadków.

Tekst Oppmana w dużej części zabrzmi ze sceny, aktorzy go interpretują i, zdaniem reżysera, okazał się komunikatywny.

– Ponieważ idziemy w stronę komedii bardzo często, a dowcip wymaga czasem wtrącenia aluzji, zabawienia się, nie ograniczałem aktorów, nie podchodziłem do oryginalnego tekstu restrykcyjnie – tłumaczy reżyser.

Monika Chomicka: „Przyjemny i wdzięczny materiał do grania.”

– Zrealizowałam z Michałem Derlatką kilka „Lekcji niegrzeczności”, to trzecia bajka, w której występuję – mówi Monika Chomicka, grająca Królową i kilka innych ról. – Reżyser  miał pomysł na realizację tekstu, okazało się, że wychodzimy od postaci prywatnych, wszyscy aktorzy byli otwarci.

Każdy aktor musi bardzo szybko i sprawnie przebierać się za kulisami, wszyscy pomagają w dokonywaniu zmian na scenie.

– Przede wszystkim gra w przedstawieniu powinna nam sprawiać satysfakcję i radość, ciekawi jesteśmy, jak odbiorą to, co przygotowaliśmy, widzowie, zwłaszcza najmłodsi, bardzo byśmy chcieli, żeby im się spodobało – kontynuuje.

Monika Chomicka bajek autora także wcześniej nie czytała, w szkole poznała tylko wiersze patriotyczne Oppmana.

– „Zaczarowana Królewna” to przyjemny i wdzięczny materiał do grania – stwierdza aktorka.

Katarzyna Z. Michalska: „Mamy nadzieję, że zaczarujemy widza”

– Od dziesięciu miesięcy jestem mamą i doczekałam się roli Królewny –  mówi Katarzyna Z. Michalska, ubrana w szkolny fartuszek z białym kołnierzykiem. – Cieszy mnie, że realizujemy bajkę, bo, jak się ma swoje dziecko, zaczyna się odbierać świat jego oczami.

To pierwsza duża rola bajkowa w jej karierze scenicznej.

– Mamy nadzieję, że zaczarujemy widza, każdy z aktów rozgrywa się w przestrzeni mniej szkolnej, bardziej teatralnej, światy ewoluują, aż trafiamy na księżyc, miejsce magiczne –  konkluduje Katarzyna Z. Michalska. – Będą się dziać czary, mamy nadzieję, że kilka razy zaskoczymy, może nawet przestraszymy, małych i dorosłych widzów, szczegółów zdradzać nie będę.

Piotr Łukawski: „Materiał bardzo dla aktora wymagający”.

– Bajki Oppmana pewnie funkcjonowały w okresie mojego dzieciństwa, ale ja ich nie dotykałem – mówi Piotr Łukawski, grający Króla i kilka innych postaci. – Wszyscy mamy  po parę ról, cały czas w przedstawieniu uczestniczymy, gramy na scenie, albo pomagamy zza sceny, to jest ogromny wysiłek.

– „Zaczarowana Królewna” jest literacko świetnym materiałem i bardzo dla dzisiejszego aktora wymagającym – kontynuuje. – Przyzwyczajeni jesteśmy do tekstów łatwiejszych, tu jest wysoka półka.

Aktor bardzo lubi bajki, chętnie bierze udział w przedstawieniach dla dzieci, w Teatrze Wybrzeże grał w „Arabeli”, „Podróżach Guliwera”.

– Jestem ciekawy, jak moja trzynastoletnia córka odbierze to przedstawienie – mówi Piotr Łukawski. – Ona chętnie ogląda repertuar dla dzieci, ale ciągle mówi, że chce być starsza.

Katarzyna Korczak

* * *

Artur Oppman

ZACZAROWANA KRÓLEWNA

  • Adaptacja i reżyseria: Michał Derlatka
  • Scenografia i kostiumy: Michał Dracz
  • Udźwiękowienie: Joanna Sówka-Sowińska
  • Ruch sceniczny: Wioleta Fiuk
  • Asystent reżysera: Maciej Konopiński
  • Inspicjent: Jerzy Kosiła
  • Sufler: Weronika Mathes

W spektaklu występują: Monika Chomicka-Szymaniak (Królowa, Twardowska, Wąż, Płowa Łapka, Gwiazda Poranna, Stara Baba, Pijak, Kosmiczny Krasnoludek, Chochlik), Katarzyna Z. Michalska (Królewna, Wiewiórka, Szarak, Królewic, Piernikarka, Chochlik), Małgorzata Oracz (Hulababula, Dobrotka, Migdalina, Gwiazda Wieczorna, Pijak, Kosmiczny krasnoludek, Chochlik, Przekupka Krakowska), Jerzy Gorzko (Lirnik, Twardowski, Sowizdrzał, Dziadek Kościany, Długi Ogon, Smok, Pisarz), Michał Jaros (Kot i Pieszczotek), Maciej Konopiński (Palipieca), Piotr Łukawski (Król, Rycerz, Dworzanin, Chłop, Wilk, Walek, Pająk), Marcin Miodek (Organista, Dworzanin, Niedźwiedź, Kosmyczek, Bziczek, Szarlatan, Żak, Chochlik), Jakub Nosiadek (Staszek, Dworzanin, Migdal, Kuglarz, Doktor, Żak, Chochlik).

  • Premiera: 9 lutego 2019 roku w Starej Aptece
  • Kolejne spektakle: 10, 12, 13 i 14 lutego oraz 7, 8 i 10 marca w Starej Aptece
  • Spektakl zalecany dla widzów od szóstego roku życia.

Artur Oppman (ur. 1867, zm. 1931) – poeta okresu Młodej Polski, publicysta, redaktor tygodnika Wędrowiec i Tygodnika Ilustrowanego. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Znany ze słynnych bajek i legend warszawskich, o Kocie w butach, Bazyliszku, Złotej Kaczce, napisał wierszowaną historię Polski. Dzięki prostocie i melodyjności uczynił bajkę dla dzieci swoistym dziełem sztuki. W 1928 otrzymał nagrodę literacką miasta Warszawy.

Michał Derlatka (ur. 1981) – absolwent reżyserii i aktorstwa Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, studiował też reżyserię i dramaturgię w Hiszpanii (Institut del Teatre, Barcelona). Specjalizuje się w przedstawieniach teatru formy i teatru młodego widza. Trójmiejskiej publiczność znany głównie z realizacji w Tetrze Wybrzeże (PODRÓŻE GULIWERA, PRZYGODY KOZIOŁKA MATOŁKA) oraz w Teatrze Miniatura (FAHRENHEIT, SIEDMIU KRASNOLUDKÓW, TRAMWAJE). Pod jego pieczą powstał realizowany od czterech lat cykliczny projekt lektur udramatyzowanych dla najmłodszych LEKCJE NIEGRZECZNOŚCI. Poza Trójmiastem współpracował z teatrami w całej Polsce, m. in. we Wrocławiu, Warszawie, Olsztynie, Jeleniej Górze, Kaliszu, a także za granicą: w Barcelonie, Kordobie w Czechach i na Słowacji. Stypendysta MKiDN, ma na koncie ponad 30 realizacji teatralnych oraz drugie tyle czytań udramatyzowanych.

Joanna Sówka-Sowińska (ur. 1982) – architekt, projektant przestrzeni dźwiękowych, animator kultury. Absolwentka Wydziału Architektury na Politechnice Gdańskiej oraz wydziału fotografii na uczelni Bellas Artes de Valencia w Hiszpanii. Autorka dźwięku do ponad 30 spektakli teatralnych, etiud ulicznych i czytań udramatyzowanych. m.in. do wyreżyserowanych przez Michała Derlatkę spektakli: SZNYCEL GÓRSKI, SIEDMIU KRASNOLUDKÓW, TESLA VS EDISON, RYDYGIER, MÓJ PRZYJACIEL WAMPIR, PRZYGODY KOZIOŁKA MATOŁKA, RANDKA Z FENINISTĄ i innych.

Michał Dracz (ur. 1978) – scenograf, grafik, twórca multimedialny, absolwent Akademii sztuk Pięknych we Wrocławiu na wydziale Grafika. Od 2006 roku związany z Wrocławskim Teatrem Pantominy (GASTRONOMIA, GALAPAGOS , CAFE PANIQUE ) oraz Wrocławskim Teatrem Lalek (CO W TRAWIE PISZCZY, MOŻE MORZE, TESLA V EDISON , ZIEMIANIE ). Pracował m.in. z Wiesławem Hejną, Aleksandrem Sobiszewskim, Agatą Kucińską ,Joanną Gerigk, Leną Frankiewicz. Od 2010 roku stale współpracuje z Michałem Derlatką, w Trójmieście znany z realizacji Gdańskiej Miniatury (FAHREHEIT, SIEDMIU KRASNOLUDKÓW).

Wioleta Fiuk (ur. 1985) – tancerka i choreograf, współzałożycielka Teatru Tańca Dzikistyl Company znanego z takich produkcji jak: RADIO ŻELAZA, UCHODŹCY/TESTIGO DOCUMENTARY, REALITY DISAPPEARS AFTER WALKING. Jest autorką ruchu scenicznego m.in. do FARAONA i CZAROWNIC Z SALEM w reżyserii Adama Nalepy oraz DO KOMINA MURZYNA!MURZYNA! w reżyserii Zbigniewa Brzozy. Szerszej publiczności znana jest jako zwyciężczyni dwóch programów telewizyjnych o tematyce tanecznej: You Can Dance TVN oraz Got to dance Polsat.

 

 

Spotkanie „opłatkowe” Naszego Gdańska

SONY DSC

Fot. Janusz Wikowski

29 stycznia odbyło się spotkanie „Opłatkowe” Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Fotorelacja: Janusz Wikowski

Próba wspomnienia o Pawle Adamowiczu. „Wielkich ludzi pieśni chwal”

10 listopada 2018 - Prezydent Adamowicz na Gradowej Górze (fot. A. Januszajtis)

Prezydent Paweł Adamowicz na Gradowej Górze. 10 listopada 2018 roku. Fot. Andrzej Januszajtis

Czy ta tragedia odmieni oblicze tej ziemi? Musimy w to wierzyć i w tym pomagać, zaczynając od siebie samych. Trzeba raz na zawsze skończyć z nienawiścią, jej językiem, pogardą, poniżaniem innych, wysuwaniem nieuzasadnionych oskarżeń. Musimy wrócić do podstawowych wartości: miłości, życzliwości, szacunku dla cudzych poglądów, religii, koloru skóry – nawet gdy są różne od naszych. 
    

Próba wspomnienia o Pawle Adamowiczu 

Wielkich ludzi pieśni chwal  

    Brak mi słów, żeby opisać, co czuję.  Gdy w tak oczywisty sposób Zło triumfuje nad Dobrem, wydaje się, że runął porządek tego świata. Zbrodniczy oręż nienawiści ugodził jedno serce, a krwawią ich tysiące. Nie wolno się jednak poddawać. Pociechę przynoszą wspomnienia wszystkiego, co było dobre, co nas łączyło, czym się wspólnie cieszyliśmy.

Wyróżniał się rozsądkiem i opanowaniem

Pawła Adamowicza poznałem w 1990 roku, gdy on, wówczas 24-letni, i ja znaleźliśmy się w tej samej Radzie Miasta Gdańska, pierwszej wybranej, w wolnym już państwie. Były to wybory ważniejsze niż w poprzednim roku, bo przeprowadzono je we wszystkich gminach. Wolność i demokracja ogarnęły cały kraj. Wspólnie włączyliśmy się w proces reformowania samorządu. W ciągu czterech lat Rada, której od 11 grudnia 1990 roku miałem zaszczyt przewodniczyć, podjęła 640 uchwał, z których każda coś zmieniała w przesiąkniętym komunizmem systemie prawa komunalnego. Nasz najmłodszy radny brał w tym czynny udział, a w dyskusjach wyróżniał się rozsądkiem i opanowaniem. Jako prawnik układał nowy Statut Miasta. Był to czas niezwykły, przywracaliśmy i nawiązywali partnerstwa z miastami Zachodu, które prześcigały się w zapraszaniu nas do siebie, dla organizowania pomocy i wymiany doświadczeń. Wiele się wtedy nauczyliśmy, podpatrując mnóstwo rozwiązań.

Z potrzeby serca

Pamiętam jeden taki wyjazd do Kopenhagi, w którym Adamowicz uczestniczył. W kończącej pobyt imprezie o charakterze towarzyskim trzeba było zaśpiewać jakąś polską pieśń. Najlepiej wypadła kresowa … „Hej tam gdzieś, znad czarnej wody” z refrenem „Hej, hej, hej sokoły”! Mimo doświadczenia w działalności społecznej i politycznej – w 1988 roku był przecież organizatorem strajku studentów na Uniwersytecie Gdańskim – w tamtym czasie raczej wchłaniał informacje, można powiedzieć przygotowywał się do przyszłej wielkości. W następnej kadencji był Przewodniczącym Rady, która w kolejnej wybrała go na prezydenta miasta. Potem, gdy zmieniono zasady wyboru, pięciokrotnie powtórzyli to mieszkańcy, powierzając mu rządy nad miastem. Pamiętam jak w dniu setnych urodzin mojej mamy, jako Prezydent odwiedził ją u mojej siostry, gdzie wtedy mieszkała. Nie jest to rzadkością wśród przedstawicieli władz, ale on czynił to w sposób niezwykle ujmujący– nie z obowiązku, tylko z potrzeby serca.

Nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie

Przedtem i potem nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie. Gdy po śmierci naszej młodszej córki Oli założyliśmy Towarzystwo Promocji Młodych Skrzypków i zaczęliśmy organizować Ogólnopolskie Konkursy Jej Pamięci, był sponsorem głównych nagród, a jako Prezydent Miasta objął nad nimi patronat (w tym roku ma się odbyć XIII Konkurs i z niepokojem patrzymy w przyszłość). Wspierał i sam podejmował niezliczoną liczbę inicjatyw upamiętnienia osób i wydarzeń historycznych. W wielu z nich brałem udział. W 2005 roku na fasadzie Ratusza Głównego Miasta zawisły zrekonstruowane gdańskie wzorce miar, a w 2007 tablica na frontonie domu, gdzie urodził się Daniel Gabriel Fahrenheit. W 2008 roku na Długim Targu wspólnie odsłanialiśmy niezwykły pomnik gdańskiego fizyka w postaci stacyjki meteorologicznej ze zrekonstruowanym termometrem z 1758 roku. Kiedy z naszym wspólnym przyjacielem, Jackiem Starościakiem, wysunęliśmy propozycję przyznania Honorowego Obywatelstwa ostatniemu Prezydentowi RP na uchodźstwie, Ryszardowi Kaczorowskiemu, z radością ją podtrzymał, a Rada w odpowiednim czasie podjęła stosowną uchwałę. Nigdy nie zapomnę związanego z tym spotkania naszej trójki z Prezydentem Kaczorowskim i prowadzonych wtedy rozmów.

Łączyła nas miłość do  Gdańska

Wcześniej, w 2002 roku, z inicjatywy Prezydenta Adamowicza zostałem zaszczycony najwyższą godnością, jaką może przyznać miasto – Honorowym Obywatelstwem. W 2003 roku, gdy ukazało się drugie wydanie „Z uśmiechem przez Gdańsk”, przekazał autorom – Zbyszkowi Jujce i mnie – dwa egzemplarze w ufundowanej przez siebie skórzanej oprawie, zachowując trzeci dla siebie. W 2005 roku powołał Zespół do spraw Przywracania Nazw Historycznych pod moim kierownictwem. W 2017 zaprosił mnie do Komitetu Honorowego Obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości, a w 2018 zorganizował w Dworze Artusa wspaniałą uroczystość na moje 90. urodziny, na której wygłosił wzruszającą laudację. Nie mówiliśmy sobie po imieniu, nie odwiedzaliśmy się w naszych domach, a mimo to mogę stwierdzić, że byliśmy przyjaciółmi. Łączyła nas miłość do  Gdańska.

    Z „Naszym Gdańskiem”. Przedsięwzięcia wagi ogólnopolskiej i międzynarodowej

Trzeba też wspomnieć o jego stosunku do Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Mimo że parę razy zaleźliśmy za skórę – nie tyle jemu, co byłemu wiceprezydentowi do spraw gospodarki przestrzennej – obdarzał nas życzliwością, objął patronatem nasze spotkania z Zasłużonymi w Historii Miasta Gdańska, odznaczał ich medalami, a w 2012 r. z jego inicjatywy Rada Miasta uhonorowała nasze Stowarzyszenie Medalem Księcia Mściwoja II. Dzięki jego poparciu udało się przywrócić historyczny kamień „Serce Gdańska” w trakcie zeszłorocznego Święta Ulicy Św. Ducha. A ileż inicjował, realizował lub pomagał zrealizować przedsięwzięć wagi ogólnopolskiej i międzynarodowej – tysiąclecie pierwszej wzmianki o Gdańsku, dwutysiąclecie chrześcijaństwa, kolejne rocznice wybuchu wojny na Westerplatte, budowa Europejskiego Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej, nowy terminal na lotnisku, hala na granicy z Sopotem i bursztynowy stadion, przebudowa układu komunikacyjnego, tunel pod Martwą Wisłą, Obwodnica Południowa, mosty Jana Pawła II i najnowszy Stulecia Odzyskania Niepodległości! Każdy z organizowanych od 2002 roku Światowych Zjazdów Gdańszczan (w sumie pięć) pogłębiał pojednanie i przyjaźń między narodami.

Nieprawdopodobnie wstrząsające

Okoliczności jego tragicznej śmierci są nieprawdopodobnie wstrząsające. Jest w nich też jakaś regularna kolejność zdarzeń, sprawiająca wrażenie, jak gdyby gdzieś, ktoś kierujący naszymi losami je tak ułożył. Człowiek niesłychanie aktywny, niespodziewanie uzyskuje chwilę wytchnienia, parę tygodni bezcennego czasu na spędzenie go zagranicą, z ukochaną żoną i córkami. Po tych dniach, pełnych rodzinnego szczęścia, wraca, by przeżyć kulminację szczęścia jako społecznik – gospodarz ukochanego Gdańska, Miasta Wolności i Solidarności, przyjaznego dla wszystkich. Wyrazem tego szczęścia były słowa, ostatnie w jego życiu, podziękowania dla gdańszczan, podobnie jak on czyniących dobro, mieszkańców miasta „najcudowniejszego na świecie”. Nie przebrzmiały jeszcze ich echa, gdy został śmiertelnie ugodzony przez zbrodniarza, zatrutego jadem nienawiści. Jak to się wszystko układa w ciąg o wręcz apokaliptycznej wymowie! Czy ta tragedia odmieni oblicze tej ziemi? Musimy w to wierzyć i w tym pomagać, zaczynając od siebie samych. Trzeba raz na zawsze skończyć z nienawiścią, jej językiem, pogardą, poniżaniem innych, wysuwaniem nieuzasadnionych oskarżeń. Musimy wrócić do podstawowych wartości: miłości, życzliwości, szacunku dla cudzych poglądów, religii, koloru skóry – nawet gdy są różne od naszych.

Plac na Górze Gradowej najwłaściwszym miejscem, by nosić Jego imię

I jeszcze jedno: jak zwykle w takim przypadku, zastanawiamy się, jak uczcić zmarłego, który ze wszech miar na to zasługuje. Czy i któremu obiektowi nadać jego imię? W żadnym razie nie powinno się to odbyć kosztem jakiejś nazwy historycznej. Padają różne propozycje, ja mam swoją. W przededniu święta narodowego, 10 listopada zeszłego roku, Prezydent Paweł Adamowicz uczcił Stulecie Odzyskania Niepodległości wystawieniem masztu na majdanie fortu Góry Gradowej, najwyższego takiego w Polsce. Wciągnięto na nim flagę państwową, również największą, na wysokość 86 m nad poziomem morza. Przemawiał, jak zwykle mądrze i pięknie, grupy rekonstrukcyjne dały pokaz musztry. Widziałem w jego oczach satysfakcję, radość i dumę z rodzinnego miasta. Ten wybrany przez niego plac, górujący nad miastem, z widoczną z oddali flagą, najwłaściwszym miejscem, by nosić imię Pawła Adamowicza.

Jego wielkość rozszerza się na Polskę, Europę, może nawet cały świat!

Choć to straszliwie trudne, próbuję też spojrzeć na jego śmierć z jeszcze innej strony. Co jest lepsze, czy umrzeć nagle w pełni życia, gdy się osiągnęło maksimum szczęścia, czy doczekać starości i przeżywać związane z nią choroby, upadek sił fizycznych i duchowych? Na to pytanie nikt dotąd nie znalazł odpowiedzi. Zadziwia inny fenomen. Są ludzie, którzy w chwili śmierci są całkowicie ukształtowani. Znamy ich walory osobiste i osiągnięcia, wiemy, co sobą przedstawiają i gdy umierają, obraz nie ulega zmianie. W przypadku Pawła Adamowicza jest inaczej. Po śmierci jego sylwetka, osiągnięcia, zasługi ciągle rosną. Wielki za życia, gdyśmy go znali i kochali, staje się jeszcze większy, gdy go już nie ma, jego wielkość rozszerza się na Polskę, Europę, może nawet cały świat! To naprawdę coś niespotykanego. Najpiękniej wyraził to Rudyard Kipling (przekład J. Birkenmajera):

Wielkich ludzi pieśni chwal

Małego imienia,

Bo ich dzieło rośnie wciąż

I ich dzieło rośnie wciąż,

W głąb i wszerz się krzewi wciąż,

Ponad ich marzenia.

Realizujmy jego marzenia!

Andrzej Januszajtis