Ostatni Powstaniec Warszawski mieszkający w Gdańsku

Borowski Adam fot_2022 r

Adam Borowski. Fot. Archiwum (2022 r.)

W wieku 100 lat. 6 lipca br., zmarł Adam Borowski pseudonim „Nikita”, ostatni mieszkający w Gdańsku uczestnik Powstania Warszawskiego. Ekonomista, radca prawny, działacz społeczny, Gdańszczanin z powojennego wyboru.

Adam Borowski urodził się 6 marca 1926 r. W Warszawie. Ojciec był oficerem 66. Kaszubskiego Pułku Piechoty w Chełmnie. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej otrzymał zadanie zorganizowania Batalionu Obrony Narodowej w Kościerzynie. Swojego 13-letniego wówczas syna Adama i żonę wysłał do Warszawy, licząc, że tam będzie bezpieczniej. Wojna dosięgnęła ich w stolicy.

***

W wywiadzie z Małgorzatą Bramą (www.1944.pl) w 2008 r. wspominał:

Jak pan zapamiętał wrzesień 1939 roku, wybuch wojny?

– Płynąłem statkiem Wisłą z Torunia do Warszawy i przez radio dowiedzieliśmy się o wybuchu wojny. Uciekaliśmy z Pomorza, bo tam już były utarczki jeszcze w ostatnich dniach sierpnia, tak że ojciec z Kościerzyny wysłał mnie i matkę do Warszawy.
Zdążył pan dopłynąć do Warszawy?
– Tak, 2 września wieczorem przypłynęliśmy do Warszawy. Po drodze był bombardowany Płock, ale dotarliśmy bez przeszkód, a 3 września wsiedliśmy w taksówkę i wyjechaliśmy do Łomianek pod Warszawą. Tam spędziliśmy cały wrzesień i przywitaliśmy z matką Niemców”.

***

Od 1941 r. członek organizacji „Polska Niepodległa”, „Miecz i Pług”. Pracował jako ślusarz. W 1942 r. przyjęty został do Armii Krajowej. W Powstaniu Warszawskim walczył pod pseudonimem „Nikita”, w szeregach Zgrupowania „Chrobry II”. Brał udział w walkach na Woli, gdzie toczyły się najcięższe boje i gdzie niemieckie oddziały dopuściły się masowych zbrodni na ludności cywilnej.

Był kapralem podchorążym Kompanii Osłonowej Wojskowych Zakładów Wydawniczych. W walce powstańczej został ranny (3 sierpnia 1944 r.).

W wywiadzie wspomniał swoją mamę.

– Mama przeżyła?
– Tak, z młodszą
16-letnią siostrą. Potem była ewakuowana, siostrę zgwałcono przez tych z formacji ukraińskiej czy rosyjskiej, ale mama się nią zaopiekowała. Wyszły z Warszawy i miały być deportowane do Niemiec czy do obozu, ale uciekły i mama się dostała pod Kraków. Tam mama miała też rodzinę – siostrę.
To mama opowiadała, że zgwałcili tę dziewczynkę?
– Tak.
Ile miała lat?
– Szesnaście… Mama ocalała.

***

Po kapitulacji Powstania trafił do niewoli niemieckiej, gdzie przebywał do końca wojny.

Do Polski powrócił w listopadzie 1946 r. Początkowo zamieszkał u odnalezionej matki w Toruniu, jesienią 1947 r. przenieśli się do Gdańska, gdzie dołączył do nich ojciec. Studiował w Wyższej Szkole Handlu Morskiego w Sopocie. Jednakże z powodu przeszłości w AK nie otrzymał dyplomu. Dyplom uzyskał dopiero w 1957 r., w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie.

W latach 1950–1984 pracował w Stoczni Północnej (m.in. na stanowisku radcy prawnego), potem w Nadmorskiej Spółdzielni Pracy Robót Morskich „Spelwar”. Należał do Okręgowej Izby Radców Prawnych w Gdańsku.
Od 1990 r. był członkiem koła gdańskiego Światowego Związku Żołnierzy AK. Po przejściu na emeryturę zaangażował się w działalność społeczną i kombatancką.

Był odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Warszawskim Krzyżem Powstańczym oraz Medalem „Pro Patria”.

Jego Żoną była Halina z domu Baar, znana i ceniona pani doktor urolog, działająca w Związku Sybiraków. Pochowany został, z asystą wojskową, przy Żonie na cmentarzu w Oliwie.

R.I.P.

Rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia.

Odszedł do Domu Pana ostatni Powstaniec Warszawski mieszkający w Gdańsku.

(JW)

Zmarł Janusz Daszczyński – zapalony człowiek mediów

daszzynski janusz tvpW wieku 73 lat zmarł Janusz Daszczyński – dziennikarz, menedżer, b. dyrektor Telewizji Gdańskiej oraz prezes Telewizji Polskiej. Absolwent Wydziału Elektroniki Politechniki Gdańskiej.

Był synem znanego i cenionego redaktora Tadeusza Daszczyńskiego (1923 – 2009), który po ucieczce z robót przymusowych w Niemczech był w służbie prasowej dywizji pancernej gen. Stanisława Maczka. Po wojnie pracował w “Dzienniku Bałtyckim”, a następnie był redaktorem naczelnym Tygodnika “Stoczniowiec” (gdzie miałem możliwość poznać Jego wspaniały warsztat, niezależność i wielkie serce dziennikarskie).

Janusz od najmłodszych lat mieszkał w Gdańsku-Wrzeszczu, w latach 80. był związany z opozycją. W 1977 r. pracował jako inżynier studia i realizator efektów audiowizualnych w Telewizji Gdańskiej. Na przełomie lat 70. i 80. pełnił funkcję sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego dwutygodnika „Horyzont”. Po Sierpniu 1980 był razem ze mną w zespole niezależnych dziennikarzy Tygodnika SAMORZĄDNOŚĆ, gdzie pełnił funkcję zastępcy redaktora naczelnego. Było to pierwsze niezależne od cenzury czasopismo (wydawane przez Region Gdański NSZZ „Solidarność”) pod kierownictwem Lecha Bądkowskiego. Po likwidacji tygodnika, wskutek wprowadzenia stanu wojennego, otworzył we Wrzeszczu pracownię fotograficzną.

Przed wyborami parlamentarnymi w 1989 r. pełnił funkcję kierownika zespołu medialnego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Gdańsku. Współtworzył także tygodnik diecezjalny „Gwiazda Morza” oraz dziennik „Gazeta Gdańska”. Po przełomie ustrojowym był dyrektorem-redaktorem naczelnym TVP Gdańsk, potem kolejno – dyrektorem Programu 2 TVP, zastępcą dyrektora TVP Polonia oraz dyrektorem generalnym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W latach 1994 – 1999 r. awansował na wiceprezesa zarządu Telewizji Polskiej.

Po zwolnieniu z TVP kierował działem PR i marketingu w towarzystwie ubezpieczeniowym Ergo Hestia. Współorganizował m.in. festiwal „Dwa Teatry”, był organizatorem i szefem polskiego pawilonu w czasie wystawy światowej Expo 2010 w Szanghaju. Podczas wystawy światowej Expo 2015 w Mediolanie był zastępcą komisarza generalnego Sekcji Polskiej. Był również wicedyrektorem biura ds. finansów i logistyki Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. W latach 1994-1999 był wiceprezesem, a w latach 2015-2016 – prezesem zarządu TVP.
W 2021 r. został felietonistą rozgłośni internetowej Halo.Radio oraz członkiem
Rady Programowej Telewizji Polskiej (zgłoszonym przez Platformę Obywatelską). Był – tak jak Jego Ojciec – doskonałym fachowcem, zapalonym człowiekiem mediów.

Po pierwszym małżeństwie, związał się z Beatą Dunajewską – dziennikarką, obecnie działaczką samorządową (radną z listy Kolacji Obywatelskiej) oraz Stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska. Ojciec Olgi, dziadek 2 wnucząt. Zmarł 23 czerwca, pochowany w grobie rodzinnym (z Mamą, Ojcem i Dziadkiem) w Spocie.

Rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia.

RIP

Janusz Wikowski

(w imieniu „Naszego Gdańska” oraz dziennikarzy z Oddziału Gdańskiego SDP)

Zmarł Gdańszczanin – red. Szymański, niestrudzony Redaktor, wspaniały Człowiek

szymanski jw 0131216_143004

W. Szymański, bez obrazkówW Gdańsku 18 czerwca w wieku 73 lat zmarł red. Włodzimierz Szymański. Niestrudzony redaktor prasy pomorskiej, dziennikarz specjalizujący się w tematyce ekonomicznej i sportowej. Debiutował w Tygodniku POLITECHNIK. Przez wiele lat pracował „Przeglądzie Sportowym”, Tygodniku Gdańskim”, współtworzył „Dziennik Bałtycki” (szczególnie wydania terenowe), redagował gazety Wydawnictwa Pomorskiego. Wspaniały Człowiek. Wychowawca wielu dziennikarzy.

Przez wiele lat walczył z chorobą, pod niezwykle troskliwą opieką swojej Małżonki, znosząc – pokornie, w głębokiej wierze – trudy tego „pielgrzymowania”  do Domu Pana.

Zmarł 18 czerwca 2026 r.

Pogrążonej w żałobie Małżonce – Irenie oraz Bratu – Krzysztofowi i Przyjaciołom – ze środowiska dziennikarskiego, sportowego oraz turystycznego składamy w wielkim smutku wyrazy głębokiego współczucia.

R.I.P.

Janusz Wikowski

Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk”

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

+ + +

Szymanski Wlodzimierz kadrWłodzimierz Szymański, ur. 26.08.1953 r. w Łodzi, abs. Wydziału Ekonomiki Transportu Uniwersytetu Gdańskiego (kierunek Handel Zagraniczny, 1978), mgr ekonomii. Jako dziennikarz debiutował na łamach Tygodnika Studenckiego „Politechnik” (1976), od 1980 r. pracował w „Głosie Wybrzeża” (redaktor depeszowy w okresie 1981-84). Następnie przez ponad 6 lat był redaktorem działu informacji „Przeglądu Sportowego” (1984-90), z którym to pismem przez wiele lat (1977-84, 1991-2000) współpracował jako korespondent terenowy w Gdańsku.

Podczas 1,5-rocznego pobytu w USA był redaktorem nowojorskiego „Nowego Dziennika” (1989-91). Po powrocie do kraju sekretarz dodatku ekonomicznego „BOOM!” w „Tygodniku Gdańskim” (1991). Później wieloletni pracownik „Dziennika Bałtyckiego” (1991-97, 1998-2004), w którym był m.in. zastępcą kierownika Działu Ekonomicznego, kierownikiem Działu Dodatków oraz kierownikiem Działu Regionalnego. W międzyczasie krótko pełnił funkcję kierownika Działu Dokumentacji Prasowej Wydawnictwa „Prasa Bałtycka” (1997-98) oraz zastępcy redaktora naczelnego „Wieczoru Wybrzeża” (1998).

Potem redaktor naczelny ogólnopolskiego medyczno-biznesowego pisma branżowego „Med-info” (2004-2005) oraz redaktor naczelny tygodnika „Gazeta Tczewska” (2005-2013).

W okresie pracy reporterskiej zajmował się głównie tematyką sportową i ekonomiczną; znany z wykorzystywania danych statystycznych w swoich materiałach (m. in. autor popularnego w pierwszej połowie lat 90. Rankingu Banków w Polsce).

Współpracował z: miesięcznikiem „Lekkoatletyka”, tygodnikiem „Czas”, miesięcznikiem „Kariera” w Nowym Jorku, miesięcznikiem „Panorama” w Chicago, „Dziennikiem Chicagowskim”, „Gazetą Gdańską”, tygodnikiem „Gazeta Bankowa”, miesięcznikiem „Przegląd Przemysłowy” i miesięcznikiem „The Coastal Times”.

Od 1987 r. członek międzynarodowej organizacji statystyków lekkoatletycznych ATFS (Association of Track and Field Statisticians). Autor i współautor kilkunastu książek (opracowań) z zakresu historii sportu i lekkoatletyki w Polsce i na Wybrzeżu Gdańskim.

szymanski wlodek

(JW)

„Dziękujemy, Komandorze”

Rakowski Roman fot. gdansk.pl

Komandor Roman Rakowski. Fot. Dominik Paszliński, gdansk.pl

W wieku 102 lat w Gdańsku zmarł śp. Roman Rakowski – prawnik, komandor w stanie spoczynku, działacz spółdzielczy oraz organizacji kombatanckich. Był m.in. prezesem „Społem” w Sopocie i Gdańsku oraz prezesem Oddziału Wojewódzkiego Centralnego Związku Spółdzielni Spożywców „Społem”. Urodził się w Tymowej (gdzie spędził dzieciństwo, przyznano mu tytuł Honorowego Obywatela Brzeska).

W okresie II wojny światowej harcerz Szarych Szeregów, oficer Kedywu ZWZ-AK, uczestnik akcji „Burza” we Lwowie, po wojnie członek Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość oraz oficer I Sztabu Głównego Marynarki Wojennej PRL. Ma bogatą kartę działalności w organizacjach kombatanckich. Za swoją wieloletnią działalność uhonorowany został wieloma odznaczeniami woskowymi i cywilnymi, w tym Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari V kl., Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych oraz Medalem Prezydenta Miasta Gdańska.

rak jw IMG_20260428_135204-3

W asyście wojskowej Komandor Rakowski spoczął w „alei zasłużonych” na Cmentarzu Srebrzysko. Fot. Janusz Wikowski

Spoczął w „alei zasłużonych” na Cmentarzu Srebrzysko. Pogrzeb odbył się przy asyście wojskowej (z honorami, salwą). Żegnała go rodzina, sąsiedzi i parafianie z „Czarnej” we Wrzeszczu, przyjaciele, kombatanci, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych (władze Tymowej, Brzeska) liczne poczty sztandarowe (w tym gdańskich szkół i harcerstwa ZHP i ZHR). Obecny był m.in. Lech Parell – szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz senator Bogdan Borusewicz.

Mszę św. pogrzebową w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego we Wrzeszczu w asyście wielu księży celebrował ks. prałat Ireneusz Bradtke, który w przejmującej homilii przypomniał ważne momenty w życiu komandora Rakowskiego, poczynając od służby ministranckiej (w rycie trydenckim – wyj. autora), aktywności w walce z okupantem niemieckim oraz w latach powojennych. Podkreślił głęboką wiarę i nieodłączną dewizę „Bóg, Honor, Ojczyzna”, nawiązującą do tradycji niepodległościowych.

rak jw IMG_20260428_140045_1

Kmdr Rakowskiego żegna syn Wojciech. Fot. Janusz Wikowski

– Tata nie mówił o wierze, ale ją reprezentował i pokazywał na co dzień – powiedział w mowie pożegnalnej syn – Wojciech Rakowski. – Nie bał się być wierzącym w czasach komuny, ale i teraz, gdy bycie wierzącym jest trochę passe. Tata od wczesnych lat był związany z Kościołem, zawsze wiernie stał na straży wiary. Mówił głośno o opatrzności Bożej, która uratowała mu życie o sekundy, milimetry, o chwilę. Zaangażował się w działania Klubu Inteligencji Katolickiej.

Nie bał się też występować publicznie, m.in. w obronie Westerplatte, gdy mogło stać się Disneylandem, bo obiecał to Kubie (przyjacielowi, komendantowi Franciszkowi Dąbrowskiemu, zastępcy mjr. Henryka Sucharskiego).
– Ten, który urodził się w Beskidzie Wyspowym, znajduje swoje miejsce nad morzem, ale będzie z nim też ziemia z Tymowej i Brzeska, bo jak sam mówił, oddychał dwoma płucami – Gdańska i Brzeska ze swoim tymowskim DNA – powiedział Wojciech Rakowski i na trumnę złożoną w grobie posypał ziemię z miejsca urodzenia Komandora.

wojtek IMG_20260428_140605

Wojciech Rakowski sypie ziemię do grobu z miejsca urodzenia Ojca. Fot. Janusz Wikowski

W imieniu Gdańszczan kmdr. Rakowskiego żegnała prezydent Aleksandra Dulkiewicz (wraz z zastępcami, przewodniczącą Rady Miasta Agnieszką Owczarczak i radnymi).
– Komandor w stanie spoczynku Roman Rakowski bez wątpienia był człowiekiem jak klejnot, a tacy nie zdarzają się często. Wraz z jego odejściem nasze wspólnoty – narodowa i lokalna ponoszą wielką stratę – powiedziała Aleksandra Dulkiewicz. – Należał do pokolenia, które zamiast marzeń dostało wojnę. Wielka odpowiedzialność za przyszłość tyle samo ważyła w 1939 r. jak i po 1945 r. Jako harcerz Szarych Szeregów i żołnierz Armii Krajowej uczestniczył w najtrudniejszych akcjach podejmowanych w imię Wolnej Polski, ale przeszedł też więzienie NKWD i powojenne represje, doświadczając niesprawiedliwości systemu, który niejednemu złamał charakter.

prezydent Dulkiewicz i Wojtek Rakowski jw IMG_20260428_131841

Aleksandra Dulkiewicz i Wojciech Rakowski. Fot. Janusz Wikowski

– Dziękuję Ci, Komandorze, za codzienną szkołę patriotyzmu i za aktywność obywatelską, za stanie na straży etosu, wiele lat działalności na rzecz środowisk kombatanckich i zachowania pamięci o żołnierzach Armii Krajowej.

rak jw IMG_20260428_132539

Minister Lech Parell żegna komandora w „alei zasłużonych” na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu. Fot. Janusz Wikowski

– Kmdr Rakowski animował po 1989 r. organizacje kombatanckie, był działaczem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i Związku Inwalidów Wojennych – podkreślił w mowie pożegnalnej minister Lech Parell. – Zrobił bardzo wiele dla ludzi, którzy z tymi organizacjami byli związani, a w konsekwencji także dla nas wszystkich, bo przecież przechowanie tradycji jest niezwykle ważne. To jest coś, co kształtuje pokolenia, co procentuje i jest niezwykłym zaczynem dla nas wszystkich, dla kolejnych pokoleń. Za to jestem Panu Komandorowi niezwykle, niezwykle wdzięczny.

– Zapisał się w naszej pamięci jako człowiek honoru, o wielkim sercu, niezwykle skromny i przyjazny, Gdańszczanin z wyboru – jak wielu przybyłych tutaj po wojnie, lecz oddany sprawom naszego pięknego miasta, zawodowo – jako spółdzielca oraz społecznie – jako niezwykle aktywny działacz organizacji kombatanckich – powiedział Stanisław Sikora, prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, który z działaczami Stowarzyszenia uczestniczył w uroczystościach pogrzebowych. – Rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia. Żegnaj Komandorze.

Janusz Wikowski

Podpisy


Nasz Gdańsk uczcił pamięć zmarłych członków Stowarzyszenia

Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_120830

Prezes Stanisław Sikora przywołał nazwiska śp. członków Stowarzyszenia. Fot. Janusz Wikowski

W Bazylice Mariackiej 30 listopada została odprawiona  msza święta w intencji zmarłych członków Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Mszę świętą celebrował proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Gdańsku ks. prałat Ireneusz Bradtke. Na początku mszy prezes Stowarzyszenia Stanisław Sikora przywołał imiona i nazwiska członków zmarłych w ponad 30-letniej historii Stowarzyszenia.

Fotorelacja – Fot. Janusz Wikowski

W mszy uczestniczyli członkowie i sympatycy Stowarzyszenia. Nie zawiodły Gdańskie Patrycjuszki w przepięknych strojach – działające w Stowarzyszeniu, na czele z Anną Stawską, która brała udział w liturgii – czytaniem na niedzielę.

Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_121305

Anna Stawska – Gdańska Patrycjuszka podczas liturgii w Bazylice Mariackiej. Fot. Janusz Wikowski

Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_130205

  • Lista zmarłych w minionych latach działalności Stowarzyszenia Nasz Gdańsk jest długa – powiedział wiceprezes i współzałożyciel Stowarzyszenia Zbigniew Socha.
  • Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_115628

    W nabożeństwie uczestniczyli członkowie Stowarzyszenia, na czele z prezesem Stanisławem Sikorą i wiceprezesem Zbigniewem Sochą. Fot. Janusz Wikowski

    – W listopadzie, w szczególnym okresie wspomnień o zmarłych czcimy pamięć o naszych członkach, wspaniałych ludziach, którzy bardzo aktywnie uczestniczyli w różnych okresach naszej ponad 30-letniej działalności.

  • Wśród tych osób jest m.in. pierwszy prezes, współzałożyciel  Stowarzyszenia Nasz Gdańsk Antoni Szczyt – zmarły w tragicznych okolicznościach.
  • Wspominamy naszego honorowego członka, przyjaciela i wspomagającego Stowarzyszenie – ks. infułata Stanisława Bogdanowicza – proboszcza Bazyliki Mariackiej.
  • Niezwykłe zasługi dla rozwoju Stowarzyszenia oraz bogactwa dokonań dla Gdańska ma Stanisław Michel – architekt, odnowiciel powojennego starego miasta.
  • Bardzo aktywnie działał – tworząc Klub Poetów Stowarzyszenia Nasz Gdańsk – Wacław Janocki, członek władz SNG.
  • Na liście działaczy, którzy przez wiele lat swojego życia w Gdańsku bardzo aktywnie działali w Stowarzyszeniu jest wiele osób, o których nie zapominamy. W Bazylice podczas mszy modlono się w ich intencji – o pokój duszy, miłosierdzie Boże i wieczny odpoczynek.

  • (J.)
Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_114326Lista zmarłych członków zwyczajnych i honorowych oraz sympatyków i darczyńców Stowarzyszenia Nasz Gdańsk w okresie ponad 30-letniego funkcjonowania Stowarzyszenia jest długa. O każdym z Nich pamiętamy/
Antoni Szczyt
Ks.Infułat Stanisław Bogdanowicz
Stanisław Michel
Wacław Janocki
Alicja Misiukiewicz
Tadeusz Stasiński
Mirosław Beger
Ryszard Jaśniewicz
Witold Andruszkiewicz
Jerzy Młynarczyk
Antoni Perzyna
Stanisław Michalski
Andrzej Furmaga
Zbigniew Szot
Tadeusz Młynik
Mieczysław Wasiewicz
Tadeusz Rancew
Cezary Żukowski
Stanisław Uba
Lech Miądowicz
Barbara Kierkowska
Czesław Podwójcik
Tadeusz Matusiak
Lucjan Kluba
Gustaw Budzyński
Marianna Stankiewicz Budzyńska
Irmina Sajnóg – Golinska
Michał Bidas
Bolesław Suchocki
Henryk Lewandowski (niezawodny darczyńca)
Henryk Czoska
Andrzej Flont
Zenon Plech

Po mszy ks. prałat poświęcił opłatki, którymi wierni będą się dzielić przy stole wigilijnym. Opłatki te także zostały przekazane przedstawicielom Stowarzyszenia, aby można było uroczyście dzielić się na spotkaniu opłatkowo-noworocznym (w styczniu).

Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_130310

Ks. prałat Ireneusz Bradtke poświęcił opłatki wigilijne, które będą także na wieczerzy opłatkowo-noworocznej w Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk. Fot. Janusz Wikowski

Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_130757
Msza w Bazylice Mariackiej w intencji zmarłych czlonków SNG Fot_Janusz Wikowski IMG_20251130_130931_1
Zdjęcia: Janusz Wikowski (portal Nasz Gdańsk)

Msza w intencji zmarłych członków Naszego Gdańska

znicz 2

W intencji zmarłych członków Stowarzyszenia  w Bazylice Mariackiej zostanie odprawiona  msza święta.

Msza odprawiona będzie w niedzielę 30 listopada br. o godz. 12 w Bazylice Mariackiej w Gdańsku.

  • Lista zmarłych w minionych latach działalności Stowarzyszenia Nasz Gdańsk jest długa – mówi wiceprezes i współzałożyciel Stowarzyszenia Zbigniew Socha. – W listopadzie, w szczególnym okresie wspomnień o zmarłych, chcemy uczcić pamięć o naszych członkach, wspaniałych ludziach, którzy bardzo aktywnie uczestniczyli w różnych okresach naszej ponad 30-letniej działalności. Wśród tych osób jest m.in. nasz pierwszy prezes, współzałożyciel  Naszego Gdańska Antoni Szczyt – zmarły w tragicznych okolicznościach. Wspominamy naszego honorowego członka, przyjaciela i wspomagającego Stowarzyszenie – ks. infułata Stanisława Bogdanowicza – proboszcza Bazyliki Mariackiej. Niezwykłe zasługi dla rozwoju Stowarzyszenia oraz bogactwa dokonań dla Gdańska ma Stanisław Michel – architekt, odnowiciel powojennego starego miasta. Bardzo aktywnie działał – tworząc Klub Poetów Naszego Gdańska – Wacław Janocki. Na liście działaczy, którzy przez wiele lat swojego życia w Gdańsku bardzo aktywnie działali w Stowarzyszeniu jest wiele osób, o których nie zapominamy i chcemy w Bazylice pomodlić się w ich intencji – o pokój duszy, miłosierdzie Boże i wieczny odpoczynek w Domu Pana.
  • (J.)
Lista zmarłych członków zwyczajnych i honorowych oraz sympatyków i darczyńców Stowarzyszenia Nasz Gdańsk w okresie ponad 30-letniego funkcjonowania Stowarzyszenia jest długa. O każdym z Nich pamiętamy/
Antoni Szczyt
Ks.Infułat Stanisław Bogdanowicz
Stanisław Michel
Wacław Janocki
Alicja Misiukiewicz
Tadeusz Stasiński
Mirosław Beger
Ryszard Jaśniewicz
Witold Andruszkiewicz
Jerzy Młynarczyk
Antoni Perzyna
Stanisław Michalski
Andrzej Furmaga
Zbigniew Szot
Tadeusz Młynik
Mieczysław Wasiewicz
Tadeusz Rancew
Cezary Żukowski
Stanisław Uba
Lech Miądowicz
Barbara Kierkowska
Czesław Podwójcik
Tadeusz Matusiak
Lucjan Kluba
Gustaw Budzyński
Marianna Stankiewicz Budzyńska
Irmina Sajnóg – Golinska
Michał Bidas
Bolesław Suchocki
Henryk Lewandowski (niezawodny darczyńca)
Henryk Czoska
Andrzej Flont
Zenon Plech

 

Barbara Szczepuła – reportażystka z miłością do Gdańska

SONY DSC

Barbara Szczepuła. Fot. Janusz Wikowski

Pogrzeb Babary Szczepuły Fot. Janusz Wikowski a IMG_20251015_120611Redaktor Barbara Szczepuła w reportażach i książkach opisywała losy gdańszczan. Chciała uchronić od niepamięci ludzi, którzy z różnych stron przybyli do Gdańska. O ludziach, którzy po wojnie osiedlili się w Gdańsku, o przesiedlonych z Kresów, wypędzonych z Warszawy po powstaniu, o przybyłych tu z innych jeszcze stron, ale także o mieszkańcach Wolnego Miasta i Kaszubach.

Barbara Szczepuła – dziennikarka, reportażystka, pisarka zmarła w wieku 82 lat w Gdańsku. Była publicystką w Dzienniku Bałtycki, prowadziła magazyn „Rejsy”. Publikowała także w Tygodniku Gdańskim, Gwieździe Morza. Komentowała w Telewizji Gdańskiej i Radiu Gdańsk. Należała do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Podczas uroczystości pogrzebowych żegnał Ją także w imieniu Stowarzyszenia Nasz Gdańsk red. Janusz Wikowski. Jej dawny szef w Dzienniku Bałtyckim oraz w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich.

Fotorelacja:

Janusz Wikowski powiedział:

  • Kilka słów również od Stowarzyszenia Nasz Gdańsk (prowadzonego przez prof. Andrzeja Januszajtisa i Stanisława Sikorę), które docenia Twoje reportaże, książki o gdańszczanach – także tych, których los skierował nad Bałtyk. Te losy chciałaś i uchroniłaś od niepamięci w swoich znakomitych reportażach i książkach.

Wystąpienie Janusza Wikowskiego podczana ceremonii pogrzebowej śp. red. Barbary Szczepuły

Przyjaznej, niezrównanej Basi – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich” – tymi słowami i wiązanką przepięknych, ulubionych przez Ciebie róż i pachnących lilii, chcemy Tobie podziękować.

Za wiele lat Twojej niezwykłej aktywności dziennikarskiej. Za bogatą, owocną twórczość reportażową i oryginalność – w komentowaniu życia politycznego w niezwykle poczytnych felietonach (dla niektórych być może kontrowersyjnych, ale odważnych, autorskich i oczekiwanych przez Twoich Czytelników oraz środowisko społeczno-polityczne).

Żegna Ciebie całe – nie tylko gdańskie – Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, w którym przez wiele lat aktywnie działałaś (wraz z Markiem). Miałaś czasami odrębne zdanie, które było szanowane…

Basiu, żegna Ciebie brać dziennikarska – z dawnego Tygodnika Gdańskiego, Gwiazdy Morza, Telewizji Gdańskiej i Radia Gdańsk oraz nowatorskich, współczesnych mediów społecznościowych, w których byłaś także bardzo aktywną i namiętnie czytywaną Autorką.

Jako Twój dany szef w „Dzienniku Bałtyckim” dopowiem, że wielkimi łzami opłakują Twoje nagłe, niespodziewane odejście do Domu Pana kolejne zespoły redakcyjne i Czytelnicy, na czele z kultowymi autorskimi „Rejsami”.

Kilka słów również od Stowarzyszenia Nasz Gdańsk (prowadzonego przez prof. Andrzeja Januszajtisa i Stanisława Sikorę), które docenia Twoje reportaże, książki o gdańszczanach – także tych, których los skierował nad Bałtyk. Te losy chciałaś i uchroniłaś od niepamięci w swoich znakomitych reportażach i książkach.

W licznych wspomnieniach podkreślano:

  • Dociekliwie zbierała dokumenty, wyszukiwała cichych bohaterów.

  • Z wrażliwością opowiadała o prawdzie, kierując się szacunkiem, pokorą i ciekawością drugiego człowieka.

  • Zbierała ludzkie losy, chciała uchronić je od niepamięci.

  • Rozmawiała, zawsze dopytywała. Umiała snuć opowieści.

  • Umiała słuchać i patrzeć głębiej. Słowem, sercem i mądrością tworzyła pamięć o Gdańsku.

W jednym z wywiadów skromnie powiedziałaś:

W gruncie rzeczy od lat piszę jedną i tę samą książkę – o budowaniu gdańskiej tożsamości, mówiąc językiem socjologii. O ludziach, którzy po wojnie osiedlili się w Gdańsku, o przesiedlonych z Kresów, wypędzonych z Warszawy po powstaniu, o przybyłych tu z innych jeszcze stron, ale także o mieszkańcach Wolnego Miasta i Kaszubach”.

Zdążyłam sporo tych ludzkich losów zebrać. Warto uchronić je od niepamięci, bo pozwalają zrozumieć, jak powstawał specyficzny, gdański genius loci („duch miejsca”) i z czego w 1980 roku wyrosła Solidarność”.

Tydzień temu, po także niespodziewanej śmierci redaktora Jana Jakubowskiego, naszego wspólnego szefa, niezłomnego i cenionego b. redaktora naczelnego Dziennika Bałtyckiego napisałaś w mediach społecznościowych:

Wspaniały człowiek, który wiedział czego chce i wiedział, że tylko prawda jest ciekawa. Był dobrym redaktorem naczelnym, który dawał dziennikarzom wiele samodzielności. Żegnaj Jasiu. Smutno nam i żal”.

To była Twoja bodaj ostatnia publikacja przed – także przedwczesnym i bolesnym dla Rodziny, Przyjaciół, Czytelników – przejściem do Domu Pana.

Pozwól, że sparafrazuję:

Wspaniały człowiek, dziennikarka, która wiedziała czego chce i wiedziała, że tylko prawda jest ciekawa. Była znakomitą reportażystką, felietonistką, pisarką, która korzystała z wolności słowa i samodzielności. Żegnaj Basiu. Smutno nam i żal”.

Tak szybko, po cichutku, niepostrzeżenie odchodzą nasi Przyjaciele z „rodziny dziennikowej”, taka seria przejścia na tamtą – z głęboką wiarą – lepszą stronę wszechmocy.

Mówi się: Już tam jesteście, może tworzycie „niebiańską redakcję” – razem z Basią, Jasiem Jakubowskim, Grzesiem Kurkiewiczem, Tadeuszami – Jabłońskim i Skutnikiem, Zbyszkami – Jujką i Gachem, Elą Przewoźniak, Jackiem Sieńskim, Szczepanem Krydą oraz ostatnio zabranymi: Januszem Czerwińskim i Piotrem Piesikiem… Taki wspaniały ekumeniczny, pluralistyczny zespół dziennikarski!

A my tutaj – w wojence polski-polskiej, walczący o wolność słowa, o niezależność mediów i spełnianie misji „czwartej władzy”– skazani na siebie i daj Boże Twoją dobrą wolę.

Gdy byliśmy razem z wizytą u Papieża Jana Pawła w Watykanie – z życzeniami i listami od Czytelników Dziennika Bałtyckiego – przyszły święty powiedział nam na pożegnanie: Pan z Wami!

Niech zatem nasz dobry Pan przyjmie Ciebie godnie w Królestwie Bożym i da życie wieczne.

Dzięki Basiu, że byłaś z nami, pozostań w życzliwej pamięci – taka jaką Ciebie pokochaliśmy.

Janusz Wikowski

Gdańsk-Sopot. 15.10.2025 r.

Zmarł red. Jan JAKUBOWSKI – wybitny redaktor gdański

Jakubowski Jan Gdansk

Redaktor Jan JAKUBOWSKI.

3 października 2025 r. w wieku 84 lat zmarł w Gdańsku

śp. redaktor JAN JAKUBOWSKI.

Absolwent Politechniki Gdańskiej, dziennikarz. Był m.in. szefem oddziału Tygodnika POLITECHNIK, redaktorem Tygodnika Morskiego, CZASU, Tygodnika Gdańskiego.

Opozycjonista. Niezłomny i niepokorny. Współorganizator, publicysta i redaktor prasy podziemnej w stanie wojennym.

W latach 1991-1996 był pierwszym redaktorem naczelnym Dziennika Bałtyckiego tworzonego przez środowisko niezależnych dziennikarzy Wybrzeża. Współtwórca nowoczesnych mediów na Pomorzu. Założyciel i pierwszy przewodniczący „Solidarności” w prasie gdańskiej.

Za swoją działalność opozycyjną oraz wkład w rozwój wolnej prasy był wielokrotnie odznaczany i nagradzany. Uhonorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Wolności i Solidarności, Medalem XXV-lecia „Solidarności”, odznaką Zasłużony Działacz Kultury za wkład w kulturę i rozwój społeczności Pomorza oraz Polski i Medalem „Niepokorni na Politechnice Gdańskiej 1945-1989”.

Był dla wielu dziennikarzy mistrzem zawodu. Niezależny, walczący o wolność słowa. Zasłużony działacz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Rodzinie składamy głębokie wyrazy współczucia.

Zarząd Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

————————————————————————————————————

jj foto nekrolog-1 jj

Prof. Elżbieta Grot: ten dzień jest dla mnie wyjątkowy

Uroczystość prof. E_Grot Fot_J.Wikowski l IMG_3336 Uroczystość prof. E_Grot Fot_J.Wikowski 20 IMG_3440Prof. Elżbieta Grot  podczas uroczystości przyznania Jej przez Stowarzyszenie Nasz Gdańsk zaszczytnego tytułu „Zasłużona w Historii Miasta Gdańska” wygłosiła referat, który – za zgodą Autorki – publikujemy poniżej.

„O Pamięć, nie o zemstę wołają nasze cienie” – ten  fragment wiersza Franciszka Fenikowskiego będącego przesłaniem skierowanym do następnych pokoleń przywołała prof. Elżbieta Grot w swoim wystąpieniu.

  • Mam nadzieję, że historia spisana na podstawie relacji więźniów i dokumentów będzie służyć następnym pokoleniom, będzie inspiracją do działań na rzecz pokoju i ostrzeżeniem przed wojną i jej następstwami.
  • Życzeniem wyrażanym przez tych, którzy przeżyli piekło obozów koncentracyjnych jest życie ich dzieci, wnuków i następnych pokoleń w czasach pokoju.

Szanowni Państwo,

serdecznie dziękuję wszystkim inicjatorom i organizatorom dzisiejszej uroczystości, w szczególności Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk, prezesowi profesorowi Andrzejowi Januszajtisowi, Barbarze Badowskiej – Średniawa, dyrektorom Muzeum Gdańska: profesorowi Waldemarowi Ossowskiemu i dr Januszowi Marszalcowi, Prezydent Miasta Gdańska Aleksandrze Dulkiewicz za objęcie patronatu, wicemarszałkowi województwa pomorskiego Wiesławowi Byczkowskiemu, Piotrowi Mazurkowi prezesowi Towarzystwa Przyjaciół Gdańska i dyrektorowi Muzeum Wolne Miasto Gdańsk. Strefa Historyczna oraz gościom, którzy odpowiedzieli na zaproszenie i zaszczycili mnie dzisiaj swoją obecnością. Wszyscy Państwo sprawiliście, że ten dzień jest dla mnie wyjątkowy. Jestem bardzo wzruszona.

Prestiżowy Tytuł Zasłużony w Historii Miasta Gdańska ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ historia była moim ulubionym przedmiotem. Tytuł ten świadczy o słusznym wyborze przedmiotu studiów.

49 lat temu rozpoczęłam studia historyczne z specjalizacją z muzealnictwa na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Moim nauczycielem akademickim był m.in. ś.p. Tadeusz Matusiak, pierwszy dyrektor Muzeum Stutthof w Sztutowie, następnie dyrektor Muzeum Historii Gdańska, który potem pełnił do chwili przejścia na emeryturę funkcję dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie. Zawsze był uśmiechnięty, służył nam studentom, a potem pracownikom Muzeum Stutthof wielokrotnie życzliwą radą. Z Ratuszem Głównym Miasta Gdańska związane są też emocje podczas zdawania egzaminu z muzealnictwa w gabinecie dyrektora Muzeum Historii Gdańska ś.p. dr Mirosława Glińskiego, który wcześniej był drugim dyrektorem Muzeum Stutthof i z którym później współpracowałam przy tworzeniu haseł do Encyklopedii Gdańska.

W latach 1977 – 2019 pracowałam w Muzeum Stutthof w Sztutowie, w Oddziale Naukowym, który początkowo mieścił się w pokojach wynajmowanych w Muzeum Archeologicznym, przez krótki czas w pomieszczeniu Ratusza Głównego Miasta Gdańska i od 1979 r. w Sopocie.

W pracy zawodowej zajmowałam się dokumentowaniem martyrologii więźniów i działalności niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Stutthof w latach 1939-1945. Poznałam wielu ocalałych więźniów i świadków wydarzeń: m.in. Elżbietę Szucę, Stefanię Burzyńską, Barbarę Głusik, Henryka Dannemanna, Bernarda Szczeblewskiego, Bogusława Sojeckiego, Zbigniewa Raczkiewicza, kpt. Włodzimierza Jacewicza, doc. dr Kazimierza Badziąga, prof. Alfonsa Wojewskiego, Gerarda Knoffa, Feliksa Rzeźnikowskiego, Felicjana Ładę i wiele innych osób w kraju i zagranicą, z którymi utrzymywałam długoletnie kontakty. Były to osoby bardzo skromne o wysokich kwalifikacjach zawodowych, które wywarły na mnie duże wrażenie i miały na mnie duży wpływ sprawiając, że zaczęłam traktować swoją pracę w inny sposób. Praca stała się misją w utrwalaniu pamięci o obozie i byłych więźniach. Kilku byłym więźniom pomogłam spisać wspomnienia, innych zainspirowałam do ich napisania. W ten sposób mogli opowiedzieć swoją własną historię o pobycie w obozie koncentracyjnym Aleksander Kaszuba, Kazimierz Badziąg, dr Józef Matynia więzień KL Auschwitz i innych obozów.

Współpracowałam z niemieckimi autorami książek Dietrem Schenkiem, Güntherem Schwarbergiem, historykiem Detlaffem Korte, szwedzkim pisarzem Larsem Wikanderem oraz z wieloma instytucjami w kraju i zagranicą prowadząc wymianę informacji historycznej i wydanictw, dzięki którym możliwe było ustalenie wielu wydarzeń rozgrywających się Europie Zachodniej w 1945 r.

Głównym tematem badawczym, którym zajmowałam się była ewakuacja więźniów drogami lądowymi i morskimi w 1945 r. Ewakuacja lądowa na ziemi kaszubskiej zakończyła się 12 marca 1945 r., lecz morska trwała od 25 kwietnia do dnia zakończenia II wojny światowej. Temat wymagał poznania relacji b. więźniów, świadków ewakuacji i miejscowości, przez które przebiegały trasy ewakuacyjne. Niejednokrotnie przemierzałam te trasy szukając grobów, zbiorowych mogił, cmentarzy, a potem sprawdzałam, czy można ustalić nazwiska ofiar. Badania związne z ewakuacją morską prowadziłam w kraju, na terenie Niemiec, Danii, Szwecji i Litwy. Dotyczyły grupy 4 400 więźniów wyprowadzonych z obozu Stutthof przez esesmanów w ostatnich dwóch transportach 25 i 27 kwietnia 1945 r., następnie dążyłam do nawiązania kontaktów z b. więźniami, którzy przeżyli rejs śmierci. Poszukiwałam list osób wyzwolonych na terytorium Niemiec, Danii i przyjętych przez Szwedzki Czerwony Krzyż do Szwecji. Większość ofiar rejsu śmierci wyrzucono za burty barek. Jednym z celów badawczych było odnalezienie grobów uczestników rejsu śmierci zmarłych po wyzwoleniu w Niemczech, Danii i Szwecji. Najbardziej wzruszający moment w pracy zawodowej przeżyłam 3 maja 2000 r. w Zatoce Lubeckiej, kiedy razem z byłymi więźniami KL Neuengamme i członkami ich rodzin wrzuciłam do morza wieniec oddając hołd 7 tysiącom ofiar, które zginęły z winy esesmanów na statkach „Cap Arcona” i „Thielbek” 3 maja 1945 r. podczas bombardowania przez brytyjskie lotnictwo. Reprezentowałam Muzeum Stutthof i rodziny, które nie mogły być w tym miejscu. Wśród ofiar byli również więźniowie KL Stutthof ewakuowani drogą morską 25 marca 1945 r. z Gdyni do Niemiec i więźniowie KL Stutthof przeniesieni jesienią 1944 r. w transporcie do KL Neunegamme k. Hamburga. Jednym z więźniów był powstaniec warszawski Franciszek Badowski, którego historię przedstawiłam w programie „Dopóki żyje ostatni świadek” nadawanym przez TVP 2. Wzruszająca była również historia inż. Tomasza Michalkiewicza z Warszawy, więźnia politycznego KL Stutthof, który zmarł w wieku 39 lat po ewakuacji morskiej przez Rugię do Danii w szpitalu w Kopenhadze. Dzięki pomocy władz duńskich udało się w 2014 r. ustalić, na którym cmentarzu w Kopenhadze został pochowany, a rodzina mogła odbyć podróż do grobu ojca. Podobnie było w przypadku więźniarki politycznej Haliny Banasiak, absolwentki filologii polskiej Uniwersytetu w Poznaniu, podczas okupacji członkini Armii Krajowej, kiedy jej dzieci mogły stanąć po latach przy jej grobie na ziemi szwedzkiej w Malmö. Zachowały się w zbiorach rodzinnych pisane w obozie przez Halinę Banasiak bajki z ilustracjami wykonanymi przez towarzyszy niedoli. Dzięki opublikowaniu bajek przez Muzeum Stutthof mogłam zapoznawać uczniów szkół z jej twórczością obozową. Plonem prac badawczych są 4 książki na temat ewakuacji morskiej i lądowej, liczne artykuły, udział w filmach dokumentalnych, realizacje wystaw dla Muzeum Stutthof, stałe, czasowe i objazdowe oraz dwie wystawy prezentowane w Szwecji przez Polski Komitet Pomocy w 2015 r. i w 2020 r. przez Polski Instytut w Sztokholmie wspierany przez Szwedzki Czerwony Krzyż, Ambasady RP w Oslo i Helsinkach.

Temat o ewakuacji stał się też powodem długoletniej zaszczytnej współpracy z diecezją poniewierską na Litwie, w związku z zamierem beatyfikacji ks. Alfonsasa Lipniunasa profesora Seminarium Duchownego w Wilnie, który był więźniem politycznym KL Stutthof od 25 marca 1943 r., inspiratorem konspiracyjnego życia religijnego w obozie oraz uczestnikiem Marszu Śmierci. Zmarł w wieku 40 lat wycieńczony i chory na tyfus plamisty kilkanaście dni po wyzwoleniu 28 marca 1945 r. w puckim szpitalu. Otworzony w 2006 r. proces beatyfikacyjny na Litwie został zakończony na szczeblu diecezji poniewierskiej w czerwcu 2021 r. Znalazłam się w gronie zaprzysiężonych 4 historyków powołanych do zebrania dokumentacji procesowej, która obecnie znajduje się w Watykanie.

Ważnym elemntem pracy dającej dużo satysfakcji było utrzymywanie stałych serdecznych kontaktów z szkołami patronackimi, które odwiedzałam najczęściej razem z byłymi więźniami politycznymi KL Stutthof uczestnicząc w szkolnych uroczystościach i lekcjach. Były to: Szkoła imienia Pamięci Ofiar Stuthofu w Sztutowie, Zespół Szkół i Wychowania im. Bohaterów Stutthofu w Rozłazinie, Szkoła im Męczenników Marszu Śmierci w Garczegorzu, Szkoła Podstawowa im. dr Bolesława Kaczyńskiego w Policach, Szkoła im. Więźniów Obozu Stutthofu w Niestępowie, Gimnazjum w Kolbudach, Liceum Ojców Jezuitów w Gdyni, Szkoła Handolowa w Sopocie, Szkoła Podstawowa im Mariusza Zaruskiego w Gdańsku – Oruni i inne.

Działając w środowisku byłych więźniów i ich rodzin poznawałam ich oczekiwania. Przypatrywałam się z bliska jak pełnili rolę Strażników Pamięci, działali na rzecz upamiętniania miejsc związanych z historią KL Stutthof i towarzyszy niedoli. Pomagałam im w tej działalności współpracując z instytucjami państwowymi, stowarzyszeniami i organizacjami przyczniając się do powstawania tablic pamiątkowych m.in. w Gdańsku, Gdyni, Pucku. Dla miejscowości związanych z Marszem Śmierci Więźniów KL Stutthof w 1945 r. na Żuławach i Kaszubach opracowywałam tablice z informacją historyczną, które stanęły m.in. w: w Juszkowie, Straszynie, Pruszczu Gdańskim, Pręgowie, Lini, Rybnie, Gniewinie, Mrzezinie, Toliszczku, Chynowie, Kostkowie. W 2000 r. opracowałam scenariusz wystawy dla zorganizowanej przez gminę Nową Wieś Lęborską Izby poświęconej ofiarom Marszu Śmierci KL Stutthof im. prof. Konstantina Čakste w Krępie Kaszubskiej oraz wspomagałam działania byłych więźniów w sprawie upamiętnienia jednego z obozów ewakuacyjnych w Gęsi, gdzie w 2001 r. stanął pomnik.

Innym tematem, który badałam, były losy wojenne Polaków z Wolnego Miasta Gdańska. W 1996 r. nawiązałam kontakt z rodzinami polskimi – mieszkańcami Wolnego Miasta Gdańska, z Marią Chodakowską z domu Filarską, Budzimirą Wojtalewicz – Winke i jej siostrą Jadwigą Michałkiewicz, Urszulą Kliszkowiak, prof. Stefanem Kłosowskim, Leonem Lendzionem, rodziną Bellwonów, prof. Ireną Jabłońską-Kaszewską, Henryką Flisykowską-Kledzik, Stefanią Koziarowską, Stanisłwem Tysarczykiem, Anną Sosińską-Parchowską i innymi. Rodziny te zostały mocno doświadczone przez II wojnę światową. Miasto Gdańsk przygotowywało się do obchodów 1000 – lecia. Pomyślałam wówczas, aby przypomnieć współczesnym mieszkańcom wybitnych Polaków, którzy walczyli o zachowanie polskości w Wolnym Mieście Gdańsku. Za patriotyczną działalność w polskich organizacjach i stowarzyszeniach zapłacili wysoką cenę męczeństwa i często utraty własnego życia w miejscach ludobójstwa w lasach Piaśnicy, Lasach Szpęgawskich, w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych Stutthof, Sachsenhausen, Dachau, Maurhausen-Gusen, Ravensbruck, Auschwitz i w innych miejscach. 1 września 1997 r. w gmachu Uniwersytetu Gdańskiego na ulicy Kładki, byłej Victoriaschule została zaprezentowana wystawa Gdańszczanie 1939/1940. Jeden rok z tysiącletnich dziejów miasta” zrealizowana w współpracy z ś. p. dyrektor Muzeum Stutthof Janiną Grabowską – Chałka. Drugą część wystawy artystycznej przygotowała Sabina Hoffmann z Stuttgartu. Wystawa ta była pokazywana w kilku miejscach w Gdańsku, Gdyni i Wejherowie do 2001 r. Od września 1997 r. rozpoczęła się długoletnia współpraca z ks. Cezarym Annusewiczem proboszem Parafii pw. Św. Piotra i Pawła w Gdańsku, który objął opieką duchową rodziny zbierające się co roku przed byłą Victoriaschule, aby uczcić Pamięć Bliskich, z Piotrem Mazurkiem prezesem Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, Szkołą Ustawicznego Kształcenia w Gdańsku, gdzie również była pokazywana wystawa „Gdańszczanie 1939/1940…”.

W 1998 r. w Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku postanowiłam zrealizować następną wystawę tym razem poświęconą pamięci pracowników Poczty Polskiej ofiar niemieckich nazistowskich więzień i obozów koncentracyjnych.

W czerwcu 1998 r. otrzymałam od dyrektor ś.p. Janiny Grabowskiej – Chałka zaszczytne zadanie przygotowania wystawy i opracowania na temat błogosławionych męczenników obozu Stutthof. Po beatyfikacji 13 czerwca 1999 r. 108 męczenników II wojny światowej wystawa w Muzeum Stutthof została uroczyście otworzona 23 czerwca 1999 r. Dotyczyła 8 błogosławionych, wśród których było trzech księży z Gdańska.

Następstwem tej pracy były kolejne wystawy o błogosławionych księżach Bronisławie Komorowskim, Franciszku Rogaczewskim, Marianie Góreckim realizowane dla kościołów gdańskich: św. Stanisława BM we Wrzeszczu, Chrystusa Króla w Gdańsku i Św. Jadwigi Śląskiej w Nowym Porcie. Przy realizacji wystaw współpracowałam z środowiskiem polskich rodzin z b. Wolnego Miasta Gdańska oraz z księżmi proboszczami: Andrzejem Rurarzem, dziekanem gdańskim, kanonikiem Kazimierzem Schwabe i komandorem Ryszardem Preussem. Zebrana bogata dokumentacja zaowocowała licznymi opracowaniami oraz książką o Błogosławionych Męczennikach Obozu Stutthof, a także udziałem w filmach dokumentalnych realizowanych przez Lecha Kujawskiego dla Telewizji Gdańsk. Przez kilka lat brałam udział w przygotowywaniu wystaw przez Towarzystwo Przyjaciół Gdańska. Za tę działalność zostałam wyróżniona Medalem Prezydenta Miasta Gdańska przez ś. p. Pawła Adamowicza. Jednym z obozów utworzonych 13 września 1939 r. w którym przebywali Polacy z Gdańska był Grenzdorf koło Granicznej Wsi, który funkcjonował jako podobóz obozu Stutthof w latach 1940-1941. Zostałam zaproszona przez Dominikę i Lucjana Gajewskich do współpracy w utworzeniu wystawy plenerowej na temat obozu i harcmistrza Alfa Liczmańskiego komendanta Gdańskiej Chorągwi Harcerzy, skrytobójczo zamordowanego przez esesmanów w lesie w pobliżu obozu Grenzdorf. Włączyłam się do organizowanych przez gminę w Trąbkach Wielkich co rocznych uroczystości w Granicznej Wsi, biorąc również udział w zajęciach edukacyjnych w szkołach w Trąbkach Wielkich i Czerniewie, przygotowując wykłady również dla dorosłych.

W 1998 r. włączyłam się do prac Stowarzyszenia Rodzina Piaśnicka w Wejherowie kierowanego przez ks. prałata Daniela Nowaka, kapelana i kustosza Sanktuarium Piaśnickiego i Błogosławionej Alicji Kotowskiej. Moja działalność w Stowarzyszeniu polega na upowszechnieniu wiedzy na temat zbrodni ludobójstwa w Lasach Piaśnickich dokonanej przez Niemców jesienią 1939 r. Pomagałam Stowarzyszeniu w rozszerzeniu listy osób rozstrzelanych w Piaśnicy, z których większość była anonimowa. Ustalenie każdego nazwiska ma ogromne znaczenie dla rodzin. Znając ofiary z imienia, nazwiska, miejsca zamieszkania, zawodu i funkcji społecznych można szacunkowo określić, ilu mieszkańców Gdańska, Gdyni, Wejherowa, Pucka, Półwyspu Helskiego zginęło w Piaśnicy, jakie grupy zawodowe, samorządowe były likwidowane przez okupanta. Po opracowaniu biografii poszczególnych osób można było podjąć starania o ich upamiętnienie. W 2010 r. zostałam członkiem Komitetu Piaśnickiego powołanego przez Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka. Przedstawiłam stan badań i postulaty badawcze, które zostały wzięte pod uwagę w wznowieniu w 2011 r. z zawieszenia śledztwa przez prokuratora Macieja Schulza, ówczesnego Naczelnika Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Gdańsku. Współpracuję od lat z dr hab. Moniką Tomkiewicz, która jest obecnie głównym specjalistą i badaczem Zbrodni Pomorskiej, w tym popełnionej w Piaśnicy.

Pragnę jeszcze wspomnieć o dwóch dużych projektach. Pracowałam w zespole powołanym przez Andrzeja Przewoźnika, sekretarza generalnego Rady Upamiętniania Miejsc Walk i Męczeństwa w Warszawie zbierającym dokumentację, relacje i zdjęcia do wystawy Człowiek człowiekowi – Niszczenie polskiej inteligencji w KL Mauthausen – Gusen pokazanej według scenariusza Jolanty Adamskiej w 2009 r. na Zamku Królewskim w Warszawie, w Muzeum Stutthof w Sztutowie, następnie w Niemczech i Austrii. Drugi to projekt dyrektora Piotra Tarnowskiego Ostatni świadkowie, który realizował zespół pracowników Muzeum Stutthof z Agnieszką Kosko pod kierunkiem kierownika Działu Oświatowego Marcina Owsińskiego. Realizacja tego projektu została nagrodzona w 2011 r. nagrodą Sybilla.

Nie sposób w krótkim wystąpieniu opowiedzieć wszystkiego o długoletniej pracy zawodowej. Mimo wielu zadań zawsze starałam się znaleźć czas dla byłych więźniów i służyć im pomocą. Od lat współpracuję z Związkiem Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych, towarzyszę w spotkaniach z młodzieżą, w wyjazdach na uroczystości do Miejsc Pamięci Narodowej. To od nich czerpałam wiedzę, inspirację i wsparcie do działania. Na sali są wśród zaproszonych gości są ks. Mikołaj Skłodowski wiceprezes Zarządu Głównego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych w Warszawie oraz Karol Wardański, prezes okręgu pomorskiego, a także członkowie rodzin byłych więźniów KL Stutthof i byłej Polonii Gdańskiej, którym serdecznie dziękuję za obecność.

O Pamięć, nie o zemstę wołają nasze cienie –

to jeden z fragmentów wiersza Franciszka Fenikowskiego będącego przesłaniem skierowanym do następnych pokoleń.

Mam nadzieję, że historia spisana na podstawie relacji więźniów i dokumentów będzie służyć następnym pokoleniom, będzie inspiracją do działań na rzecz pokoju i ostrzeżeniem przed wojną i jej następstwami.

Życzeniem wyrażanym przez tych, którzy przeżyli piekło obozów koncentracyjnych jest życie ich dzieci, wnuków i następnych pokoleń w czasach pokoju.

Po przejściu na emeryturę nadal kontynuuję swoją pracę, między innymi uczestniczę w pracach Komitetu Społecznego Centrum Upamiętniania Polaków Wolnego Miasta Gdańska im. Brunona Zwarry, który został powołany 28 października 2019 r. przez Prezydent Miasta Gdańska Aleksandrę Dulkiewicz.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do nadania mi tak zaszczytnego tytułu.

Elżbieta Maria Grot

Gdańsk, 25 maja 2022 r.