Wielki sukces: na motolotniach przez Bałtyk – z Gdańska na North Cape

17 - pokonani i jednocześnie zwycięzcy

Andrzej Tyliński i Ryszard Groth

W tym roku, w lipcu mija 25. rocznica przelotu na motolotniach z Gdańska – przez Bałtyk – na North Cape. Był to pierwszy – i jak dotąd – jedyny taki wyczyn polskich motolotniarzy – Andrzeja Tylińskiego i Ryszarda Groth. Uznano to za wielki sukces. Rok wcześniej, w 1998 r. po raz pierwszy w historii przelecieli na swoich motolotniach – bez międzylądowania przez Bałtyk – z Gdańska do Ronneby (Szwecja).

MOTOLOTNIA Multaniak maciej naszgdansk P1600915

Maciej Multaniak pasjonat latania motolotnią

Maciej Multaniak, członek Stowarzyszenia Nasz Gdańsk, a także miłośnik i korzystający z uroków latania motolotnią postanowił przypomnieć ten wyczyn i poprosił Ryszarda Groth, aby udostępnił nam swoje zapiski z wyprawy na North Cape.

Zdjęcia z wyprawy – z archiwum Ryszarda Groth

Start w Pruszczu Gdańskim – cel: Spitsbergen

Pulpitabc2Po pierwszym w historii przelocie motolotnią przez Bałtyk bez międzylądowania na trasie Gdańsk – Ronneby (Szwecja) w 1998 roku postanowiliśmy w następnym roku wraz z Andrzejem Tylińskim zrealizować drugą wyprawę. Tym razem na trasie znacznie dłuższej. Głównym założeniem tej wyprawy był przelot na trasie Gdańsk – Spitsbergen.

2 - Ryszard Groth przed startem z lotniska Gdańsk-Rębiechowo

Ryszard Groth przed startem z lotniska Gdańsk-Rębiechowo

Start nastąpił dnia 17 lipca 1999 roku z lotniska w Pruszczu Gdańskim z międzylądowaniem na lotnisku w Gdańsku Rębiechowie skąd nastąpił oficjalny start. Przeszliśmy tam odprawę celno – paszportową. Prognoza pogody przed startem nie była zbyt optymistyczna, mimo to podjęliśmy decyzję startu.

Na płycie Portu Lotniczego w Gdańsku Rębiechowie żegnała nas ekipa reporterów TV Gdańsk i radia oraz wielu znajomych, przyjaciół i sympatyków.

1 - Andrzej Tyliński udziela wywiadu przed startem na North Cape

Andrzej Tyliński udziela wywiadu przed startem na North Cape

Start nastąpił o godz. 8.28 i obraliśmy kurs w kierunku Szwecji. Po raz drugi udawaliśmy się do przelotu przez Bałtyk bez międzylądowania. Tym razem trasa nad morzem była dłuższa w porównaniu do tej z roku poprzedniego, gdyż wiodła do Kalmaru przez wyspę Oland.

Kluczenie między chmurami, urwany kontakt

Od chwili startu do osiągnięcia linii brzegowej w rejonie Dębek pogoda stopniowo się pogarszała. Nad morzem napotkaliśmy niskie podstawy chmur i przelotne lecz intensywne opady deszczu. W tej sytuacji, w celu omijania opadów, byliśmy zmuszeni do częstej zmiany kursu co znacznie wydłużało czas lotu nad morzem.

Słyszę w słuchawkach pytanie Andrzeja. Jaką w tej sytuacji podejmujemy decyzję. Czy zawracamy, czy nadal kontynuujemy lot zgodnie z planem. Odpowiadam, że kontynuujemy chyba, że warunki ulegną dalszemu pogorszeniu uniemożliwiając nam dalszy lot. Wtedy podejmiemy decyzję o przerwaniu dalszego lotu i powrotu. Podczas kluczenia pomiędzy chmurami z opadem utraciliśmy ze sobą kontakt wzrokowy i przebijaliśmy się przez te opady każdy na własną rękę. W pewnej chwili przelatując nisko nad wodą pod chmurą z opadem zauważyłem pod sobą jacht z opuszczonymi żaglami. Nad pełnym morzem opady zaczęły stopniowo zanikać i chmury ustępowały. Zrobiło się słonecznie i spokojnie lecz byłem nad pełnym morzem zupełnie sam.

Poprzez radio podaliśmy swoje aktualne pozycje i po pewnym czasie ponownie byliśmy w kontakcie wzrokowym.

Uwaga: trąba wodna!

W pewnej chwili w oddali z mojej prawej strony na godzinie 14 zauważyłem niepokojące zjawisko. Z przerażeniem to obserwowałem. W tym czasie odzywa się Andrzej pytając mnie, czy widzę to zjawisko. Odpowiadam, że właśnie to obserwuję i mówię do Andrzeja: „omijajmy to możliwie jak najdalej”. Sięgnąłem po aparat i zrobiłem zdjęcie. Następnie z duszą na ramieniu starałem trzymać się od tego z dala, a wraz ze mną Andrzej.

Mieliśmy dużo szczęścia, bo napotkane przez nas zjawisko nad pełnym morzem było niczym innym jak trąbą wodną. Zdjęcie które wykonałem, jak się później okazało, niczego nie wykazało ponieważ aparat jakim wówczas dysponowałem zbytnio to oddalił i na zdjęciu trudno było cokolwiek dostrzec.

W rezultacie to bardzo niebezpieczne zjawisko udało nam się szczęśliwie ominąć i dalszy lot kontynuowaliśmy już w promieniach słońca i zgodnie z planem.

Ogromna ulga – pod nami ląd!

W pobliżu szwedzkiego wybrzeża napotkaliśmy jedyny statek podczas całego lotu nad morzem pomijając wcześniej napotkany jacht w strugach deszczu opodal polskiego wybrzeża. Chwilę później naszym oczom ukazał się zarys wyspy Oland. Po pewnym czasie wlatujemy nad wyspę odczuwając ogromną ulgę po długim i pełnym przygód locie nad morzem. Przed nami jeszcze krótki przelot nad wodą dzielącą wyspę od stałego lądu i naszym oczom ukazuje się miasto Kalmar i po chwili zbawienne lotnisko docelowe na terytorium Szwecji.

Dolatujemy do lotniska w wchodzimy na prostą do lądowania. Dotykamy kołami pasa startowego o godzinie 12.48, po 4 godzinach i 20 minutach lotu. Kołujemy na płytę postojową i na części trawiastej kotwiczymy nasze motolotnie. Udajemy się do portu lotniczego w celu odbycia formalności celno – paszportowych, a następnie kierujemy się do kawiarenki w celu odprężenia.

Ponieważ z uwagi na ekipę naziemną, która płynie promem, start planujemy na późniejsze godziny popołudniowe.

Lot na… szwedzkie piwko

W tym układzie, po tak stresującym i pełnym niebezpiecznych przygód locie, nad morzem możemy sobie pozwolić na wypicie po jednym słabym szwedzkim piwku. Żartujemy między sobą, iż doszliśmy już do tego, że po prostu przylatujemy sobie motolotnią do Szwecji na piwo.

Po ustaleniu kolejnego lotniska docelowego na którym planujemy nocleg, nawiązaliśmy kontakt telefoniczny z ekipą zabezpieczenia naziemnego i skierowaliśmy ich na lotnisko w Hultsfred.

Delektując się zapachem żywicy

Startujemy z Kalmaru o godz. 17.48 i obieramy kurs na Hultsfred. Warunki pogodowe mamy znakomite – ciepły, bezchmurny i bezwietrzny wieczór. Lecę na całej trasie na bardzo małej wysokości tuż nad sosnowym lasem delektując się zapachem żywicy. Jaki to odmienny lot w porównaniu do tego nad morzem pełnego stresu i napięcia. Podczas tego lotu daje się zauważyć jakie następują zmiany w psychice człowieka. Zgodnie z zasadami, ze względów bezpieczeństwa, należy latać na większej wysokości, aby w sytuacji awaryjnej mieć możliwość dolotu do miejsca awaryjnego lądowania. Jednak po takim długim locie nad morzem moja psychika uległa takiemu przestawieniu, że lecąc tuż nad czubkami drzew nie odczuwałem żadnego zagrożenia i byłem całkowicie pozbawiony jakichkolwiek obaw zagrożenia. Dla mnie najważniejsze było, że pode mną nie ma tego bezkresu wody.

Sytuacja powtarzała się podczas kolejnych lotów, gdzie przelatywaliśmy nad dużymi jeziorami. Pokonywałem je na małej wysokości, bo nie robiły na mnie większego wrażenia. Cóż tam jakieś jezioro w porównaniu do olbrzymiego morza, nad którym lecąc przez kilka godzin nie widzi się lądu tylko wodę sięgającą po horyzont. Oczywiście, jest to odczucie złudne i niebezpieczne, ale tak właśnie działa to na psychikę człowieka.

Gościnny kluczyk klubowy

Po pięknym i relaksującym locie dolatujemy nad lotnisko w Hultsfred, położonym przy szosie i otoczone lasem z pięknym betonowym pasem startowym. Lądujemy o godz. 19.41, po 1 godzinie i 53 minutach lotu. Kołujemy na płytę postojową i ustawiamy motolotnie. Okazuje się, że na lotnisku wszystkie obiekty są pozamykane i nikt nie jest obecny. Po pewnym czasie pojawia się osoba funkcyjna i po wyjaśnieniach co i jak, udostępnia nam klucz do pomieszczenia klubowego ustalając jednocześnie zasady korzystania z obiektu. Ponieważ następnego dnia rano, podczas naszego wylotu, również nikogo nie będzie polecił zamknąć pomieszczenie i klucz zawiesić we wskazanym miejscu. Taka gościnność powtarzała się wielokrotnie podczas lądowania na kolejnych lotniskach z których byliśmy zmuszeni korzystać.

Wieczorem prosto z promu dociera do nas rzut naziemny. Lokujemy się w pomieszczeniu klubowym i planujemy dalszą część wyprawy. Znajdujemy tam mapy lotnicze szwedzkiej przestrzeni powietrznej, które okazują się bardzo pomocne do planowania dalszej trasy przelotu nad Szwecją.

Rano odtwarzamy gotowość startową i w pomieszczeniu klubowym, z którego korzystaliśmy, w podziękowaniu pozostawiamy drobne gadżety.

Wśród zabytkowych samolotów

Wystartowaliśmy o godz. 8.57 obierając kurs na kolejne lotnisko, gdzie lądowaliśmy o godz. 11.51, po 2 godzinach i 54 minutach lotu. Było to duże lotnisko, na którym tętniło życie i odbywały się skoki spadochronowe. Tutaj spędziliśmy całe popołudnie do godzin wieczornych regenerując siły. Mieliśmy okazję zobaczyć sporo zabytkowych samolotów i szybowców co wzbudziło zachwyt i zainteresowanie.

Wystartowaliśmy o godz. 18.55 lecąc na kolejne lotnisko w Bollnas, gdzie planowaliśmy spędzić noc. Lotnisko lub lądowisko było dość nietypowe, gdyż usytuowane było w dolinie pomiędzy lasami i stosunkowo wąskie. Lądowaliśmy o godz. 21.16 po 2 godzinach i 21 minutach lotu. Obiekty były zamknięte, a przed hangarem stał zakotwiczony piękny zabytkowy szybowiec.

Sytuacja powtórzyła się z lotniska w Hultsfred. Po chwili pojawił się zarządzający lotniskiem i udostępnił nam obiekt wyposażony we wszystko co tylko możliwe, włącznie z wypełnioną lodówką. Określił zasady korzystania z zastanych dóbr. Z lodówki można było brać wszystko według potrzeb, a pieniądze należało wrzucić do stojącej obok skarbonki.

Relaks pod skrzydłami, czekając na tankowanie

Po nocnym wypoczynku postanowiliśmy wstać wczesnym rankiem, aby wystartować możliwie o wczesnej porze. Przegląd motolotni, tankowanie i zapakowanie tego co niezbędne i byliśmy gotowi do startu. Jeszcze w udostępnionym pomieszczeniu pozostawienie drobnych gadżetów w podziękowaniu za gościnę, zamknięcie obiektu, umieszczenie klucza w wyznaczonym miejscu i byliśmy gotowi do startu.

Startujemy o godz. 5.55 i obieramy kurs na lotnisko w Solleftea. Po trasie przelatywaliśmy nad malowniczymi obszarami Szwecji przy pięknej pogodzie i znakomitej widzialności. Lotnisko otoczone niskim lasem z pięknym asfaltowym pasem startowym. Podchodzimy do lądowania od strony urokliwego małego miasteczka i lądujemy o godz. 9.05, po 3 godzinach i 10 minutach lotu. Po lądowaniu kołujemy na płytę postojową przed budynkiem z wieżyczką kierownika lotów. Obok znajdowały się małe hangary lub wiaty, w których stały już raczej nieco leciwe samoloty. Sytuacja kolejny raz się powtarza i na lotnisku nie zastajemy żadnych oznak aktywności. Po chwili z pobliskiego miasteczka przyjeżdża osoba kompetentna i po krótkiej rozmowie odjeżdża.

My, korzystając z okazji wyczekiwania na przyjazd ekipy naziemnej z dostawą paliwa, rozkładamy się pod skrzydłami motolotni i wypoczywamy. Po jakimś czasie dojeżdża dostawa paliwa, więc tankujemy i przygotowujemy się do startu.

O godz. 12.58 startujemy na kolejną trasę przelotu. Tym razem kierujemy się na lotnisko komunikacyjne w Umea. Po 2 godzinach i 21 minutach lotu lądujemy o godz. 15.19 i kołujemy na płytę postojową pod portem lotniczym. Udajemy się na odpoczynek do lotniskowego bufetu i przy kubełku pepsi ustalamy swój dalszy lot na lotnisko sportowe w Alvsbyn. Uzgadniamy swój start ze służbami ruchu lotniczego i przed godz. 18 zajmujemy miejsca w motolotniach. Po uzyskaniu zgody kołujemy na start i zajmujemy pas startowy.

Wkraczamy w strefę białych nocy

Startujemy o godz. 17.55 i lecimy z kursem na Alvsbyn. Lot przebiega bardzo spokojnie nad malowniczymi obszarami leśnymi i niewielkimi jeziorami.

Dolatujemy do lotniska, które jest położone wśród zalesionych wzgórz i jest bardzo zadbane z nawierzchnią wyłącznie trawiastą. Lądujemy o godz. 20.57, po 3 godzinach i 2 minutach lotu. Na lotnisku zastajemy domki kempingowe, z których dwa przydzielono do naszej dyspozycji. Tu kończymy trzeci dzień wyprawy i wkraczamy w strefę białych nocy. Od tej pory loty kontynuujemy na okrągło bez względu na porę doby.

Około godz. 1 w nocy pojawiła się na niebie motolotnia. Zbliżyła się do lotniska od strony północnej, a następnie oddaliła się z kursem powrotnym. Białe nocy były dla nas bardzo korzystne, choć zakłóciły nam rytm życia. Jednak determinacja i przygoda całej wyprawy była górą i nie zwracaliśmy uwagi na oznaki zmęczenia.

Ponieważ od tej pory nie byliśmy ograniczeni porą nocną, start wyznaczyliśmy na godziny południowe. Po przygotowaniu się do lotu wystartowaliśmy o godz. 12.05 z kursem na lotnisko komunikacyjne cywilno – wojskowe w Lulea nad Zatoką Botnicką. Lądowaliśmy o godz. 12.51 po 45 minutach lotu. Andrzej, jako prowadzący korespondencję radiową w języku angielskim, lądował w pierwszej kolejności a ja zająłem miejsce tuż za nim na prostej do lądowania. Po zakończonym dobiegu Andrzej rozpoczął kołowanie w niewłaściwym kierunku, kierując się w stronę bazy wojskowej. Lecz natychmiast podjechał samochód służby lotniskowej i poprowadził we właściwym kierunku na płytę postojową portu lotniczego, a ja kołowałem tuż za nim.

Tu mieliśmy chwilę odpoczynku przed czekającym nas lotem przez Zatokę Botnicką w drodze do Finlandii na lotnisko w Kemi. Spacerując po terenie obiektów lotniskowych natknęliśmy się na stojącą w hangarze motolotnię, którą obserwowaliśmy minionej nocy w pobliżu lotniska w Alvsbyn. Mieliśmy też okazję podziwiać lot samolotu myśliwskiego z miejscowej bazy, który prawdopodobnie ćwiczył przed udziałem w pokazach.

W kamizelkach i łodzią ratunkowa przez Zatokę Botnicką

Zaczęliśmy przygotowywać się do kolejnego odcinka lotu nad wodą. Ubieramy się w specjalne kombinezony lotnicze do lotów nad morzem, zakładamy kamizelki ratunkowe i do motolotni wkładamy pneumatyczne łódki ratunkowe.

Przed godz. 16 jesteśmy gotowi do startu i kołujemy na pas startowy. Startujemy o godz. 15.54 i chwilę po starcie jesteśmy nad wodami Zatoki. Obieramy kurs w kierunku Finlandii na lotnisko komunikacyjno – sportowe w Kemi. Drugi raz znajdujemy się nad wielką wodą, lecz ten lot jest nieporównywalnie mniej stresujący od poprzedniego. Warunki pogodowe są bez zarzutu, a ponadto po całej trasie mijamy sporo małych wysepek, co wywierało ogromny wpływ na nastrój psychiczny. Lot nad Zatoką Botnicką był stosunkowo krótki i po upływie nieco ponad godziny lotu osiągnęliśmy linię brzegową Finlandii. Lotnisko widoczne było za miastem leżącym nad brzegiem Zatoki.

O godz. 17.26 dotknęliśmy kołami pasa startowego na terytorium Finlandii, po 1 godzinie i 32 minutach lotu. W czasie wyczekiwania na przyjazd ekipy naziemnej z dostawą paliwa obserwowaliśmy odbywające się skoki spadochronowe po przeciwległej stronie lotniska. Rzut naziemny jak zwykle niezawodnie zjawił się w miarę szybko i uzupełniliśmy zbiorniki paliwowe. Chcieliśmy złożyć plan lotu, ale okazało się, że nie jest to wymagane i możemy bez przeszkód kontynuować dalszy lot na północ.

Z niepokojem obserwujemy zmieniające się niebo, po którym podążają za nami niepokojąco wyglądające chmury. Zaistniała sytuacja wymusiła w nas zwiększenie tempa lotu, gdzie przerwy pomiędzy lotami były jedynie czasem wyczekiwania na dostawę paliwa. Ponieważ nie mieliśmy również ograniczenia wynikającego z pory nocnej mogliśmy praktycznie lecieć non stop.

Zauroczeni północnym krajobrazem

Z Kemi startujemy o godz. 19.55 i lecimy z kursem północnym do Kemijarvi, czyli już poza Kołem Polarnym. Zaraz po starcie obrałem właściwy kurs i w niskim locie rozkoszowałem się przemieszczającymi się pode mną widokami. Jakże odmienny krajobraz od obserwowanego wcześniej w lotach nad Szwecją. Nie można tych widoków oceniać który lepszy lub gorszy – po prostu inny! Zauroczony widokami leciałem na małej wysokości mijając niskie drzewostany, łączki i meandrujące wśród lasów rzeczki. Gdzieniegdzie w odludnych miejscach znajdowały się samotne jakby traperskie chatki. Napotkałem też na leśnej polanie obozowisko jakby indiańskich namiotów. Krajobraz w pewnym stopniu przypominał tereny Alaski. Takie widoki powtarzały się aż do północnych granic Finlandii. Powietrze było bardzo spokojne, co sprzyjało i zachęcało do niskiego lotu i podziwiania w szczegółach tego co na dole.

Wysokie napięcie tuż pod kołami…

Podczas tego lotu o mało nie doszło do tragedii. Zauważyłem przed sobą linię energetyczną wysokiego napięcia, która przecinała mój tor lotu i znajdowała się w bezpiecznej odległości. W związku z tym zwiększyłem wysokość lotu w celu bezpiecznego przelotu ponad grubymi przewodami zwisającymi pomiędzy słupami. Kiedy byłem już bardzo blisko linii energetycznej w ostatniej chwili spostrzegłem przed sobą cienkie druty rozpostarte pomiędzy słupami na ich szczycie. Błyskawicznie zwiększyłem obroty silnika do maksymalnych i poderwałem motolotnię do góry. Kątem oka spostrzegłem jak druty przeszły mi tuż pod kołami. Z wrażenia zredukowałem obroty silnika dopiero na wysokości około 300 metrów i wyrównałem lot. Czułem jak krople potu spływają mi z czoła. Dalszy lot kontynuowałem przezornie na większej wysokości.

Z grozą przez Koło Polarne

Lecąc dalej w kierunku Koła Polarnego krajobraz zaczął ulegać pewnym zmianom. Pojawiały się rozległe obszary bagienne. Patrząc na ziemię pod kątem wyglądało to jak zielone pola, ale gdy spojrzało się pionowo w dół widać było wszędzie wodę. Lot nad tym obszarem budził ogromną grozę i był bardzo niebezpieczny. Nad tym niebezpiecznym terenem przekroczyliśmy Koło Polarne co było dla nas szczególnym przeżyciem. Rovaniemi z siedzibą św. Mikołaja pozostało po naszej lewej stronie.

O godz. 21.55, po 2 godzinach lotu wylądowaliśmy w Kemijarvi 20 km za Kołem Polarnym. Po lądowaniu złożyliśmy sobie wzajemne gratulacje z faktu przekroczenia Koła Polarnego. Lotnisko było z pasem startowym o nawierzchni asfaltowej. Na lotnisku nikogo nie zastaliśmy, jedynie stał zakotwiczony jeden samolot i zamknięta brama. W oczekiwaniu na rzut naziemny rozłożyliśmy na stoliku mocno już sfatygowaną mapę i planowaliśmy dalszą trasę lotu. Ekipa naziemna dotarła do nas bardzo szybko dzięki niezawodnemu kierowcy Andrzejowi Derengowskiemu. W jakiś sposób udało im się sforsować bramę wjazdową na lotnisko i mogliśmy zatankować motolotnie do kolejnego lotu.

Start z Kemijarvi odbył się o godz. 23.03 i obraliśmy kurs na Vuotso. Lot odbywał się w środku nocy i jak pozostałe był bardzo spokojny. Był to lot zupełnie nietypowy, gdyż lecieliśmy z kursem północnym, a tymczasem słońce mieliśmy idealnie przed sobą. Podczas tego lotu mogliśmy obserwować słońce zbliżające się do horyzontu, a następnie się od niego odbiło niczym potężna piłka.

Stadko reniferów i zaciekawieni Lapończycy

Lądując w Vuotso w środku nocy o godz. 0.57, po 1 godzinie i 54 minutach lotu na lotnisku położonym w lesie z szutrowym pasem startowym byliśmy 180 km za Kołem Polarnym. Tuż po lądowaniu i ustawieniu motolotni w osłoniętym miejscu na leśnej polanie podeszło w nasze pobliże stadko reniferów. Był to nasz pierwszy kontakt z tymi urokliwymi zwierzętami. Po dotarciu na miejsce ekipy naziemnej Arek Pawełek rozwiesił moskitierę, w której się wszyscy zgromadziliśmy i wspólnie uczciliśmy fakt przekroczenia Koła Polarnego. Na tym odludziu pojawiło się kilku miejscowych zaciekawionych Lapończyków, lecz nie udało nam się nawiązać z nimi kontaktu. Czując spore zmęczenie intensywnością lotów rozbiliśmy obozowisko i zapadliśmy w głęboki sen. Andrzej Tyliński rozstawił swój namiot i spał w nim z nogami wystającymi na zewnątrz. Mnie ze zmęczenia ogarnęło lenistwo do tego stopnia, że nie rozłożyłem namiotu tylko owinąłem się folią termiczną i tak spałem. Rano przebudziłem się jako pierwszy i nie mogłem się nadziwić, że nie pożarły mnie komary. Wszyscy jeszcze spali więc wybrałem się szosą na spacer do pobliskiego miasteczka Vuotso. W miasteczku napotkałem spacerujące po ulicach renifery. Lecąc dalej na północ Europy te urocze zwierzęta można było spotkać wszędzie. Po powrocie do naszego obozowiska całe towarzystwo było już na nogach. Zjedliśmy śniadanie, jak zwykle w warunkach polowych i rozpoczęliśmy przygotowanie motolotni do kolejnego lotu na północ. Czekała nas jeszcze długa trasa przelotu nad pięknymi lecz groźnymi i odludnymi obszarami północnej Skandynawii.

Lądowanie na pasie z deskami

Kolejnym lotniskiem docelowym było lotnisko komunikacyjne w Ivalo w Norwegii. Czyli w tym locie przekraczamy granicę państwową i opuszczamy terytorium Finlandii. Podczas lotu do Ivalo nie mogliśmy zlokalizować tego lotniska i przez pewien czas błądziliśmy szukając go w niewłaściwym miejscu. Podczas błądzenia zalecieliśmy nad pobliską rzekę, na której stał zacumowany wodnopłatowiec. Andrzej nawiązał kontakt radiowy z kontrolerem lotów i poprosił o podanie właściwych współrzędnych lotniska. Po wprowadzeniu poprawki do nawigacji bez problemów dolecieliśmy do celu. Dolot do lotniska wykonaliśmy na małej wysokości. Będąc na prostej do lądowania zauważyłem leżące na pasie startowym deski. Pomyślałem, jaki mają tutaj bałagan żeby na pasie startowym leżały deski. W pobliżu przebywały jeszcze jakieś osoby, które w naszym kierunku wymachiwały rękami.

Wylądowaliśmy o godz. 10.30, po 55 minutach lotu. Zakołowaliśmy na płytę postojową pod budynkiem portu i zabezpieczyliśmy motolotnie po czym udaliśmy się na więżę kontroli lotów. Weszliśmy do kontrolera dumni niczym pawie, a tymczasem nieźle nam się oberwało. Okazało się, że pas na którym lądowaliśmy był wyłączony z użytkowania, gdyż znajdował się w remoncie. Deski na pasie ułożone w kształcie krzyża oznaczały zakaz lądowania, a ludzie znajdujący się w pobliżu wcale do nas przyjaźnie nie wymachiwali tylko wygrażali. Wykonując dolot do lotniska na małej wysokości nie widzieliśmy drugiego pasa, na którym powinniśmy lądować, gdyż był on zasłonięty nierównością terenu. W tym układzie byliśmy przekonani o istnieniu tylko tego jednego pasa startowego. Oczywiście, żadne nasze tłumaczenie się nas nie usprawiedliwiało. Była to ewidentnie nasza wino, gdyż przed lotem na obce lotnisko mieliśmy obowiązek zapoznania się z warunkami na danym lotnisku. Za ten nasz wyczyn zostaliśmy ukarani finansowo i musieliśmy uiścić opłatę za lądowanie.

Po odtworzeniu gotowości startowej zajęliśmy miejsca w motolotniach i kołowaliśmy do startu z właściwego pasa czując ogromny wstyd za popełnioną gafę!

Mylnie – w ziejące grozą góry

Wystartowaliśmy o godz. 12.41. Tym razem obraliśmy kurs również na lotnisko komunikacyjne Banak w Lakselv, które jest usytuowane na skraju fiordu. Okazało się, że w tym przypadku również mamy niewłaściwe namiary na lotnisko. Ponieważ Andrzej był odpowiedzialny za korespondencję radiową i z tego powodu był prowadzącym to ja musiałem podążać za nim. Kiedy zbliżaliśmy się w pobliże celu lotu Andrzej kierował się w kierunku gór. Wydawało mi się to dosyć dziwne, bo według mnie powinniśmy lecieć w prawo w kierunku fiordu. Pomyślałem może kontroler z jakiś powodów kieruje nas okrężnie. Wlecieliśmy nad te groźne i niedostępne góry, na których zalegały jeszcze łachy śniegu mimo że był już 21 lipca.

Kontynuowaliśmy lot nad tymi górami przez dłuższy czas coraz bardziej oddalając się od lotniska. W końcu Andrzej zorientował się, że coś jest nie tak i poprosił kontrolera o podanie namiarów na lotnisko. Wreszcie zaczęliśmy lecieć we właściwym kierunku opuszczając te ziejące grozą góry. Spoglądając na te góry z lotu ptaka miałem wrażenie jakby tam nigdy nie stanęła stopa ludzka. Nad miasto i lotnisko nadlecieliśmy znad gór o pionowych ścianach opadających w kierunku fiordu. Powodowało to dodatkowe wrażenie zapierające dech w piersiach. Następnie spiralą wytracałem wysokość, by wejść na prostą do lądowania od strony fiordu.

Wylądowaliśmy o godz. 19.58, po 2 godzinach i 37 minutach lotu. Po lądowaniu sprzęt zabezpieczyliśmy w osłoniętym przed ewentualnym wiatrem i udaliśmy się w poszukiwanie kwater na nocleg.

W pubie o „szalonym pomyśle lotu na Spitsbergen”

Zakwaterowaliśmy się w domkach kempingowych. Moją uwagę zwróciły brezentowe pasy przełożone przez dachy i obciążone po bokach betonowymi blokami. W niedługim czasie miałem okazję przekonać się osobiście jakie to ma zadanie do spełnienia. Ponieważ trwał okres białych nocy i mieliśmy zaburzony rytm snu wybraliśmy się do miasteczka, w którym tętniło życie jak za dnia. Weszliśmy do miejscowego pubu i zamówiliśmy piwo. Ponieważ to małe miasteczko od razu zostaliśmy rozpoznani jako obcy. Ponieważ ktoś z obecnych w pubie pracował na lotnisku więc szybko rozniosła się fama, że przylecieli Polacy na motolotniach i planują lecieć dalej na północ aż na Spitsbergen. Któryś z miejscowych zadał pytanie – a ile to trzeba piwa wypić, aby wpaść na tak szalony pomysł? Andrzej odpowiedział, że w Polsce piwo jest znacznie mocniejsze więc niewiele. Po spędzeniu miłego czasu w towarzystwie miejscowych udaliśmy się na sen mimo obecności słońca na niebie.

Na rano planowaliśmy ostatni etap lotu do North Cape z lądowaniem na lotnisku w Honningsvag. Lotnisko położone nad Morzem Barentsa od strony południowej otoczone wysokimi skałami. Jest to właściwie stosunkowo krótki pas startowy, przy którym stoi mały budynek lotniskowy z wieżą kontroli lotów oraz niski terminal obsługi pasażerów, przed którymi znajduje się płyta postojowa dla samolotów. Po opuszczeniu kwater udaliśmy się na lotnisko do naszych maszyn i tam spożywaliśmy swoje tradycyjne śniadanie polegające na opróżnianiu kolejnych puszek.

Przygotowaliśmy motolotnie do lotu i planowaliśmy start jak najwcześniej. Jednak warunki atmosferyczne w rejonie North Cape były bardzo niekorzystne i służby lotnicze kategorycznie wstrzymały nasze plany. Pozostało nam wyczekiwanie na poprawę warunków pogodowych po planowanej trasie i bezpośrednio w rejonie lotniska docelowego.

Cały dzień minął nam na wyczekiwaniu zgody na start. Dopiero w godzinach wieczornych otrzymaliśmy informację o poprawie warunków i możliwości startu. Lotnisko w Honningsvag czynne było tylko do określonej godziny i musieliśmy tam dotrzeć przed jego zamknięciem.

W strefie turbulencji i silnego duszenia

Start nastąpił o godz. 19.58 i cały lot przebiegał nad fiordem. Na początkowym odcinku trasy towarzyszył nam samolot ultralekki z miejscowego klubu. Podczas lotu z niepokojem obserwowaliśmy niebo, po którym przemieszczały się ciemne chmury z miejscowymi opadami. Wiał dość silny tylny wiatr, który dla nas był bardzo korzystny ponieważ zwiększał naszą prędkość przelotu. Na powierzchni wody obserwowaliśmy fale lecz moją uwagę zwrócił widok powierzchni wody w pewnej odległości przed nami, na której nie było fal i była zupełnie gładkim lustrem wody. Leciałem za Andrzejem i zauważyłem, że kiedy zbliżył się do tego rejonu zaczęło nim raptownie rzucać w powietrzu. Po chwili i ja znalazłem się w tej sytuacji strefie i wpadłem w strefę turbulencji i wyjątkowo silnego duszenia. Zwiększyłem obroty silnika do maksymalnych i mimo to przez cały czas miałem opadanie. Myślałem, że ta olbrzymia siła wciśnie mnie do samej powierzchni wody. Gdy wytraciłem sporo wysokości zauważyłem, że wariometr wreszcie powrócił w okolice zera, a następnie na wartości dodatnie. W tym czasie zbliżyłem się do obszaru, gdzie na powierzchni wody ponownie występowały fale. Wszystko nagle wróciło do normy i bez problemu odzyskałem utraconą wysokość. Na szczęście strefa tego zjawiska nie była zbyt rozległa. Mieliśmy pecha znaleźć się w strefie opadających mas chłodnego powietrza, które powodowały, że tafla wody była zupełnie gładka. Takie zjawiska zdarzają się w tej strefie geograficznej i mieliśmy akurat okazję tego doświadczyć.

Podczas dolotu do celu krajobraz widziany z powietrza był wyjątkowo surowy i groźny. W rejonie Honningsvag przewalały się nad skalistymi górami ciemne chmury z widocznymi miejscowymi opadami. Ponieważ chmury przesuwały się w kierunku wschodnim postanowiłem ominąć je od lewej strony. Andrzej, dysponując szybszą motolotnią, podjął decyzję ominięcia ich od strony wschodniej. Po chwili przelatywałem nad miasteczkiem Honningsvag, które jakby było przyklejone u podnóża wysokich skał. Od strony Morza Barentsa znajdowało się lotnisko ukryte od strony miasteczka za wysokimi skałami. Po chwili byłem już nad lotniskiem i zauważyłem motolotnię Andrzeja podchodzącego do lądowania. Obserwowałem go z ogromną uwagą, aby ocenić warunki podczas lądowania. Zacząłem zniżanie łagodną spiralą i w napięciu, czy ponownie nie wpadnę w jakieś groźne turbulencje. Jak się okazało, warunki w rejonie lotniska były bardzo spokojne i po wytraceniu wysokości wszedłem na prostą do lądowania. Podejście do lądowania odbywało się od strony stromo opadających skalnych ścian.

Motolotnie zakotwiczone do opon z betonem

Wylądowałem o godz. 21.15, po 1 godzinie i 17 minutach lotu. Nie przypuszczałem, że było to ostatnie lądowanie podczas tej wyprawy. Po zakończonym dobiegu zakołowałem na płytę postojową i tam przez pracownika służby lotniskowej zostałem podprowadzony na wyznaczone miejsce postoju. Chwilę po mnie wylądował jeszcze niewielki samolot pasażerski, który po krótkim czasie wystartował. W tym czasie w rejonie lotniska była bardzo dobra pogoda i całkowicie bezwietrznie, ale były ślady wcześniejszego opadu.

W rejonie płyty postojowej znaleźliśmy opony wypełnione betonem służące do kotwiczenia samolotów. Widać było, że są tu przygotowani na częste silne wiatry. Motolotnie zabezpieczyliśmy za pomocą tych ciężkich opon przywiązując je do elementów konstrukcji solidnie je zabezpieczając, a bynajmniej tak nam się wydawało.

Po zabezpieczeniu motolotni oczekiwaliśmy na przybycie ekipy naziemnej. Ponieważ lotnisko było już nieczynne pracownicy lotniska pozostawili nam klucz od bramy z prośbą zamknięcia jej po naszym wyjeździe. Wreszcie pod bramą lotniska pojawił się oczekiwany Mercedes Vito firmy Wittman – Żurański z Gdańska-Oliwy udostępniony nam do naszych potrzeb z logo wyprawy. Zamknęliśmy bramę i zapakowaliśmy się do samochodu udając się w kierunku przylądka na nocleg w domkach kempingowych na polu namiotowym.

Pole kempingowe znajdowało się na otwartej przestrzeni. W drodze na nocleg pogoda uległa drastycznej zmianie i rozszalała się ogromna wichura. Namioty rozstawione na polu były dosłownie zmiatane przez wiatr, a ludzie gonili za swoim dobytkiem. Zajęliśmy jeden z domków kempingowych i udaliśmy się samochodem na zwiedzanie przylądka. Tam spędziliśmy czas w kinie na seansie filmowym dotyczącym przyrody i warunków w tym surowym klimacie północnego krańca Europy. Następnie, przy szalejącej wichurze, gdzie mewy chowały się w zacisznych zaułkach i gęstej mgle zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie przy globusie. Po tych emocjach udaliśmy się w drogę powrotną na kemping. Weszliśmy do domku i zaczęliśmy przygotowywać się do snu.

Bezlitosna wichura i zdruzgotane skrzydła

Wichura jednak nie ustępowała i trzęsła całym domkiem jakby było trzęsienie ziemi. Wtedy zrozumiałem dlaczego w tym rejonie domki są opasane pasami i obciążone betonowymi blokami. Byłem mocno zaniepokojony, co dzieje się na lotnisku, gdzie pozostawiliśmy motolotnie. Rzuciłem Andrzejowi propozycję, aby jednak udać się na lotnisko i sprawdzić co się tam dzieje. Andrzej jednak zbagatelizował moją propozycję twierdząc, że możemy być spokojni gdyż są dobrze zabezpieczone i osłonięte wysokimi skałami. W tym układzie położyliśmy się spać.

Jednak po pewnym czasie Andrzej to przemyślał i nie dało to również jemu spokoju. Zdecydował, że mimo wszystko pojedziemy tam sprawdzić sytuację. Zajeżdżamy na lotnisko i zastajemy tam opłakany widok. Nasze motolotnie sponiewierane przez wichurę leżą szczepione że sobą.

Uszkodzenia były tak duże, że pozostało nam tylko sięgnąć po klucze i wszystko rozkręcić a następnie zapakować! A mieliśmy tego dnia wykonać jeszcze lot nad samym Przylądkiem. Z ogromnym smutkiem i zmęczeniem na twarzach pakowaliśmy zdruzgotane skrzydła do pokrowców i następnie na dach Mercedesa, a wózki na przyczepę, która cały czas była na haku samochodu jako zabezpieczenie do sytuacji awaryjnej, a teraz się przydała.

14 - skutki wichury

Skutki wichury…

Spitsbergen tuż tuż – szczęśliwi ze zdobycia North Cape

13 - wspólne zdjęcie na North Cape

Wspólne zdjęcie na North Cape

W ten sposób niespodziewanie zakończyła się wyprawa na kraniec Europy, gdzie klimat jest srogi a warunki meteorologiczne bardzo zmienne i często trudne do przywidzenia. Po zapakowaniu poważnie uszkodzonego sprzętu na przyczepę i dach samochody wsiedliśmy do samochody i drogą kołową udaliśmy się w drogę powrotną do kraju. Było nam smutno spoglądając na poturbowane motolotnie, które podążały za nami na przyczepie ale jednocześnie szczęśliwi ze zdobycia North Cape.

16 - wyjazd z lotniska w Honningsvag i powrót do kraju

Wyjazd z lotniska w Honningsvag i powrót do kraju

Czy wyprawa była porażką, czy sukcesem? Często zadawano nam takie pytanie i my sobie również.

Głównym celem wyprawy był lot na Spitsbergen. Nie dało się tego zrealizować, jak uważam z trzech powodów.

Po pierwsze, nasze motolotnie zostały całkowicie i skutecznie wyeliminowane z dalszych lotów. Po drugie, warunki pogodowe w tym rejonie, a co dopiero nad Morzem Barentsa, są bardzo zmienne i nieobliczalne o czym mogliśmy się przekonać.

Po trzecie, brak było zabezpieczenia logistycznego na dalszą część trasy.

Natomiast osiągnięcie North Cape uważam za ogromny sukces. Tym bardziej, że byliśmy i do tej pory jesteśmy jedynymi Polakami, którzy dotarli tam na motolotniach.

Moja motolotnia, na której doleciałem do North Cape znajduje się obecnie jako eksponat w zbiorach Muzeum Lotnictwa w Krakowie.

Autor: RYSZARD GROTH

Zdjęcia udostępnione do publikacji – z archiwum Ryszarda Groth

PRZELOT NA NORTH CAPE 17.07.-22.07.1999 r.

Trasa przelotu: Pruszcz Gdański – North Cape (lotnisko w Honningsvag)

Dystans: 2350 km

Uczestnicy wyprawy:

Piloci: Andrzej Tyliński, Ryszard Groth

Ekipa zabezpieczenia naziemnego:

– kierowca – Andrzej Derengowski

– operator filmowy i foto – Arkadiusz Pawełek

– korespondent PAP – Aleksander Główczewski

– pomoc (tłumacz języka angielskiego) – Joanna Mizgier

PRZELOT NA NORTH CAPE 17.07.-22.07.1999 r.

Trasa przelotu: Pruszcz Gdański – North Cape (lotnisko w Honningsvag)

Dystans: 2350 km

Uczestnicy wyprawy:

Piloci: Andrzej Tyliński, Ryszard Groth

Ekipa zabezpieczenia naziemnego:

– kierowca – Andrzej Derengowski

– operator filmowy i foto – Arkadiusz Pawełek

– korespondent PAP – Aleksander Główczewski

– pomoc (tłumacz języka angielskiego) – Joanna Mizgier

Salon Pięknego Słowa zaprasza

SALON Pieknego Slowa SNG INAUGURACJA zaproszenieSalon Pięknego Słowa działający w Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk zaprasza na spotkanie z poezją w piątek, 26 lipca o godz. 17. Spotkanie odbędzie się na przedprożach kamienicy ul. Świętego Ducha 119/121 – gdzie mieści się siedziba Stowarzyszenia.

Stowarzyszenie wydało kolejny tomik z wierszami autorstwa poetów skupionych w Salonie Pięknego Słowa pt. „Melodia słowem pisana”.

okładka ksiazki SNG Melodia slowem pisana

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_9240

Wiersze Autorów Salonu Pięknego Słowa recytowano podczas obchodów 30-lecia działalności Stowarzyszenia Nasz Gdańsk. Fot. Janusz Wikowski

??????????????

Ul. Świętego Ducha 119/121 – siedziba Stowarzyszenia Nasz Gdańsk. Fot. Janusz Wikowski

 

30-lecie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_881922 czerwca w Dworze Artusa uroczyście obchodzono 30-lecie działalności Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Gości powitał i przypomniał 30-lenią historię Stowarzyszenia – prezes doc. dr inż. Andrzej Januszajtis.

Fotorelacja Janusz Wikowskiego z mszy św. w Kaplicy Królewskiej, zdjęcie rodzinne przed Dworem Artusa oraz zdjęcia z głównych uroczystości w Dworze Artusa.

Uroczystości zaszczycili: Pani Wojewoda Pomorska – Beata Rutkiewicz (która wygłosiła laudację i uhonorowała specjalnym medalem  Pomorza doc. dr inż. Andzeja Januszajtisa), zastępca Prezydenta Gdańska – Grzegorz Grzelak (który pogratulował pięknego jubileuszu i wręczył medal Gdańska Stanisławowi Sikorze), przedstawicielka Sejmiku Pomorskiego – radna Beata Dunajewska oraz gospodarz Dworu Artusa – dyrektor Muzeum Gdańska, prof. Waldemar Ossowski (który wręczył specjalne Medale Muzeum Gdańska – „CUI*Que Suum” w „podziękowaniu za wspaniałą pracę na rzecz budowania pamięci o historii Gdańska i jego mieszkańców” Annie Stawskiej – organizatorce grupy Gdańskich Patrycjuszek oraz red. Januszowi Wikowskiemu).

Zasłużonym członkom Stowarzyszenia wręczono odznaczenia SNG. Specjalne wyróżnienie otrzymał współzałożyciel Stowarzyszenia Zbigniew Socha (zobacz wspomnienie). Specjalne podziękowania przekazano darczyńcom – wspomagającym materialnie Stowarzyszenie.

Uroczystości prowadził Stanisław Sikora, wiceprezes Stowarzyszenia. Przepiękną oprawą muzyczną 30-lecia był koncert Zespołu Muzyki Dawnej CAPELLA GEDANENSIS. Natomiast poeci z Salonu Pięknego Słowa recytowali swoje wiersze –  „melodie słowem pisane”.

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_9256

Z okazji 30-lecia Stowarzyszenie ukazał się 275 numer Miesięcznika „Nasz Gdańsk” (redagowanego i ukazującego się od ponad 23 lat). Stowarzyszenie wydało jubileuszową książkę – tomik poezji z wierszami członków Klubu Poetów – Salonu Pięknego Słowa, działającego w Stowarzyszeniu (któremu liderują: Anna Stawska i Andrzej Hoppa) , pt. „Melodia słowem pisana” (wg pomysłu, redakcji Zbigniew Sochy – współzałożyciela Stowarzyszenia, wiceprezesa SNG).

 

okładka ksiazki SNG Melodia slowem pisanaRelacja z uroczystości – w kolejnym wydaniu Miesięcznika Nasz Gdańsk.

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_8970

Uroczystości prowadził Stanisław Sikora, wiceprezes Stowarzyszenia. Fot. J. Wikowski

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_2207

Prof. Waldemar Ossowski – dyrektor Muzeum Gdańska. Fot. J. Wikowski

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_2178

Pani Wojewoda Beata Rutkiewicz wręcza medal prezesowi Stowarzyszenia Andrzejowi Januszajtisowi. Fot. J. Wikowski

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_8975

 

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_9142

Zbigniew Socha, współzałożyciel Stowarzyszenia został uhonorowany specjalną nagrodą, którą wręczają: Stanisław Sikora i Andrzej Januszajtis. Fot. J. Wikowski

30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_9039

Dyrektor Muzeum Gdańska Prof. Waldemar Ossowski wręcza Medale „CUI – QUE SUUM” Annie Stawskiej i Januszowi Wikowskiemu

okładka ksiazki SNG Melodia slowem pisana30-lecie SNG fot_Janusz Wikowski IMG_2144

Obchody XXX-lecia Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

Dwor Artusa Fot. J.Wikowski IMG_0106

Pamiątkowe zdjęcie z obchodów 25-lecia Stowarzyszenia Nasz Gdańsk. Fot. Janusz Wikowski

22 czerwca odbędą się uroczystości XXX-lecia działalności Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. O godz. 10 w Kaplicy Królewskiej będzie celebrowana msza święta. Natomiast o godz. 11 w Dworze Artusa odbędą się uroczystości z udziałem gości.

Nasza historiazaproszenie XXX-lecie,,NG -page-001 azaproszenie XXX-lecie,,NG -page-001 bNG V 2024 do netu-page-002 kom

Budując morskie kolosy. Fotografie Tercjana Multaniaka

Wystawa Multaniak _MG_2184Wernisaż zapowiadanej przez Narodowe Muzeum Morskie wystawy „Budując morskie kolosy. Fotografie Tercjana Multaniaka” zgromadził liczne grono zainteresowanych, około 60 osób. Przywitanie miało miejsce w sali konferencyjnej muzem.

Tercjan Multaniak, 1921 – 1981, artysta fotografik, ZPAF nr 322, AFIAP, PSA.

Wystawa MultaniakPrzybyłych przywitał Zastępca Dyrektora Narodowego Muzeum Morskiego ds. merytorycznych dr Marcin Westphal. Przedstawiony został zespół kuratorów wystawy, którego praca nadała unikalny kształt wystawie – w doborze prezentowanych prac jak i formie prezentacji.

Wymienieni zostali współpracujący partnerzy medialni. Dr Marcin Westphal nawiązał do misji muzeum i uznał udział Twórcy – Tercjana Multaniaka – prezentowanych obrazów fotograficznych w realizacji tej misji.

Do zabrania głosu poproszony został kadm. Piotr Stocki, Prezes Towarzystwa Przyjaciół Statku – Muzeum „Sołdek”. Wyraził zadowolenie, że ta wystawa prezentowana jest właśnie na „Sołdku”.

Miałem zaszczyt także zabrać głos. Przybliżyłem przybyłym postać mojego Ojca, wspominając o okolicznościach oddania się sztuce fotografowania. Wyjaśniłem ideę przekazu zawartą w prezentowanych pracach, które pokazują człowieka potrafiącego przekształcać materię w dzieło – statek.

Dzieło, które powstawało w wyniku twórczej pracy mistrzów rożnych zawodów i specjalności. Będąc inżynierem okrętowcem z ponad dwudziestoletnim stażem pracy w Stoczni Gdańskiej odbieram każdy obraz fotograficzny jako opowieść. Każde dzieło sztuki jest opowieścią…

Moją wdzięczność za uznanie prac Ojca godnych przypomnienia wyraziłem przekazując oryginalny egzemplarz znanej pracy, prezentowanej wielokrotnie, także wyróżnianej na salonach fotografii artystycznej.

Głos zabrał także kurator wystawy, p. Jakub Adamczak. Przybliżył szczegóły powstawania wystawy, zapowiedział pojawienie się za kilka tygodni katalogu/albumu wystawy, nad którym trwają prace. Pozycja ta przedstawi nie tylko zbiór fotografii o tematyce stoczniowej, przybliży także osobę artysty fotografika oraz analizę jego twórczości. Pojawienie się katalogu/albumu ma być okazją do wykreowania kolejnego interesującego wydarzenia.

Do przejścia do przestrzeni wystawowej „Sołdka” zaprosił dr Marcin Westphal.

Wystawa Multaniak IMG_20240517_153817597_HDR-1Wystawa Multaniak bWystawa prezentuje 59 prac, 10 z nich jest pokazanych w formule wielkoformatowej. Wybrane prace nie powielają prac prezentowanych w Dworze Artusa w roku 1963. Zasadnym jest tu przywołać wypowiedź p. Leonarda Sempolińskiego, autorytetu w dziedzinie fotografii artystycznej, która została opublikowana w miesięczniku Fotografia nr 5 maj, rocznik 1963, „Na marginesie wystawy Tercjana Multaniaka Stocznia Gdańska”.

Do dyspozycji specjalistów NMM był kilkutysięczny zbiór negatywów Twórcy. Większość tych prac powstała w Stoczni Gdańskiej, w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych. Dla prezentacji części prac zbudowano specjalną przestrzenną konstrukcję, rozmieszczone w przemyślany sposób prace mogą wywoływać wrażenie obecności w Stoczni. Spędziliśmy tam około godziny, nie zauważyłem, aby ktokolwiek się nudził, w małych grupkach wymieniano poglądy, dyskutowano.

We właściwym momencie zostaliśmy poproszeni do przejścia do sali recepcyjnej muzeum. Udostępniony catering też zachwycił.

Dla mnie był to bardzo radosny dzień, z pewnością nie zapomnę tego dnia.

Chciałbym wyrazić i podziw, i wdzięczność Panu Dyrektorowi Robertowi Domżałowi, że dostrzegł wartości i przesłanie Twórcy obrazów fotograficznych ze Stoczni Gdańskiej, które warto pamiętać. Oczywiście, budowanie statków ma w Gdańsku długą historię i duże tradycje, s/s „Sołdek” jest w tą historię trwale wpisany. Teraz ma inną rolę – nobilituje i uczy, także dzisiaj.

Wystawa będzie czynna do końca października 2025.

MACIEJ MULTANIAK

Sołdka”  i  wystawę  “Budując  morskie kolosy. Fotografie  Tercjana  Multaniaka” odwiedził  także  pan Karol  Hajduga,  wieloletni  pracownik  Stoczni  Gdańskiej.  Karol  Hajduga, który  nie  tylko  współtworzył  s/s „Sołdek”,  ale  Stocznię  Gdańską, podobnie  jak  Zygmunt  Tyska  i  Tadeusz Deptała.

Wystawa Multaniak _MG_2146

Paweł  Jóźwiak  (pierwszy  z  lewej  Tadeusz Deptała,  obok Zygmunt Tyska)

Wystawa Multaniak odbicie

Nie  prezentowana  na  wystawie  praca Tercjana Multaniaka pt. “Koegzystencja”

Wystwa Multaniak _MG_2244-1

Paweł  Jóźwiak – w środku

Wystawa Multaniak _MG_2116

Zaproszenie na Bazunę do Grodziska Owidz. Muzyka łagodząca, w przyjaznej atmosferze

SONY DSC

Tegoroczna edycja Bazuny – swoistego festiwalu piosenki turystycznej, zainicjowanego przez gdańskie środowisko miłośników rajdowego śpiewania przy dźwiękach gitary – już wkrótce – w końcówce czerwca. Jubileuszowa 50. Bazuna odbyła się w kampusie Politechniki Gdańskiej, spotkała się z wielkim zainteresowaniem także członków i sympatyków „Naszego Gdańska”.

W tym roku organizatorzy zapraszają w dniach 28-30 czerwca w plener, do przepięknego Grodziska Owidz. Warto tam się wybrać – w programie bogaty i urozmaicony repertuar, znakomici wykonawcy, przyjazna atmosfera. Tak jak w minionych latach Bazuna będzie w krainie łagodności, w której można cieszyć się wolnością słowa, miłą dla ucha melodią i duchową strawą. Wstęp na wszystkie koncerty jest bezpłatny. Można także wybrać się, aby biwakować, zrelaksować się i bawić się w przyjaznej atmosferze.

52. Ogólnopolski Turystyczny Przegląd Piosenki Studenckiej „Bazuna” odbędzie się w dniach 28 – 30 czerwca 2024 r. – w Grodzisku Owidz k. Starogardu Gdańskiego.

SONY DSC

Widownia na Bazunie w Grodzisku. Fot. Janusz Wikowski

Przegląd piosenki Bazuna w swym zamyśle powstał jako sceniczny obraz turystycznego szlaku, niosący z sobą ideę wspólnego śpiewania, przeniesionego z wędrownych plenerów i nocnych ognisk w światło sceny. Ta niezwykła impreza kulturalna odbędzie się w tym roku, u progu lata, w przepięknym plenerze grodziska Owidz niedaleko Starogardu Gdańskiego. Jest to perełka Kociewia, niezwykle ciekawe miejsce na Pomorzu. Znajduje się tam rekonstrukcja XI-wiecznego grodu (domostwa, zagrody, wieża bramna, wieża stołp. W tym magicznym miejscu, na scenie amfiteatru wystąpią uczestnicy tegorocznego festiwalu piosenki turystycznej Bazuna. Grodzisko ma rozbudowaną infrastrukturę turystyczną – gastronomię, plac biwakowy, parkingi i przystań kajakowa na Wierzycy.

Imprezami towarzyszącymi są:
JARMARK NA PODGRODZIU

SPOTKANIE Z OKAZJI 60-LECIA STUDENCKIEGO KLUBU TURYSTYCZNEGO PG „FIFY”
SPŁYW NA BAZUNĘ

W Grodzie odbędzie się specjalny koncert SŁOWIAŃSKA DUSZA – śpiewanie dawnych pieśni, a także – już tradycyjnie – wspólne śpiewanie kultowych, popularnych piosenek turystycznych – koncert STUDENCKA NUTA (wędrowne melodie) prowadzony przez gdański zespół WAGABUNDY.

Ogólnopolski Turystyczny Przegląd Piosenki Studenckiej Bazuna ma charakter otwarty, udział biorą wykonawcy z całego kraju – w licznych koncertach oraz części konkursowej.

– „Bazuna” organizowana jest nieprzerwanie od ponad półwiecza, cieszy się dużą popularnością wśród publiczności, fanów oraz uczestników – tych znanych z dawnych lat oraz ciągle przybywających nowych zespołów, grup oraz młodych piosenkarzy, w tym środowiska harcerskiego – mówi Ryszard Markowski, od bardzo wielu lat niestrudzony, główny organizator „Bazuny”.

Przypomnijmy nowym zainteresowanym tą kultową nie tylko na Pomorzu imprezą łączącą brać turystyczną, rajdową, odpoczywającą w plenerze, na tresie, przy ognisku, że to już 52 edycja.  Pierwsza impreza odbyła się jesienią 1971 r. w dawnej Sali Teatralnej KSW „Żak” w Gdańsku (obecnie siedziba Rady Miasta). Przez kolejne lata Przegląd odbywał się w Gdańsku, a następnie – objazdowo, plenerowo w różnych miejscach Pomorza (Kaszub, Kociewia, Powiśla). BAZUNA jest jedyną w Polsce imprezą wędrującą, wzorem studenckiego turysty przemierzającą szlaki i odwiedzającą interesujące miejsca. Domem naszej piosenki stał się niejeden pomorski zamek, starosłowiańskie położone nad rzeką grodzisko, Jantarowe Wybrzeże, harcerska baza obozowa czy kompleks campingu, otoczenie kaszubskiego jeziora oraz sopocka plaża, ze sceną usytuowaną na wodzie. Bazuna gościła na Kaszubach, Powiślu i Kociewiu. Pięćdziesiąty, jubileuszowy Przegląd odbył się w lipcu 2022 r. na terenie kampusu Politechniki Gdańskiej.
„Bazuna” kultywuje dobre wzorce piosenki turystycznej i studenckiej i przekazuje je kolejnym pokoleniom studentów. Jest spoiwem wielopokoleniowej rodziny studentów i absolwentów Politechniki Gdańskiej i innych uczelni Trójmiasta.

Program tegorocznej „Bazuny” jest bardzo bogaty.

Szczegółowy program Bazuny na stronie: www.bazuna.org.pl

Szefem programowym jest od wielu lat Marek Skowronek, niezwykła osobowość – bardzo znana, lubiana i doceniana w środowisku muzycznym.

Przegląd BAZUNA jest coroczną kulminacją akustycznej folkowej piosenki, wydarzeniem tworzonym w gdańskim środowisku politechnicznym – mówi Marek Skowronek. – Utworzony w roku 1971 jako sceniczny obraz turystycznego szlaku, dziś urósł do rangi szerokiego forum piosenki o akustycznym mianowniku, adresowanego twórczym osobom w piosenkach ukazującym siebie i świat.
– Nasze forum młodych wykonawców przynosi im informację o nowych konkursach i koncertowych wydarzeniach, dając perspektywy rozwoju.
Sam Przegląd jest niezapomnianym weekendem szczelnie wypełnionych piosenką. Bywalcy twierdzą, że w tym czasie zdają się oddychać bardziej świeżym, ożywczym powietrzem, przy piosence uzyskując pogodę, uśmiech i radość z każdego nadchodzącego dnia.

Ryszard Markowski zapewnia, że jak w latach poprzednich, także w tym roku została do występów w koncertach zaproszona krajową czołówkę bardzo lubianych i cenionych grup muzyczno- wokalnych oraz uznanych artystów wywodzących się z półwiecznych Przeglądów Bazuny. Będzie to wielka uczta dla miłośników dobrej muzyki oraz możliwość prezentacji swoich danych przebojów i nowych piosenek przez goszczących na Bazunie wykonawców i zespołów.

Wystąpią m.in. Grupa Muzycznego Wsparcia, Maciej Służała, Łukasz Majewski i Łukasz Nowak, Trzecia Miłość, Marzena Nowakowska (koncert specjalny z okazji 10-lecia na scenie), Małgorzata Lipińska, Piotr Rzeczkowski, Vatra, Wagabundy, grupa Labolare (świętująca swój jubileusz 50-lecia na scenie), Atlantyda, Anna Ciaszkiewicz (ballady), Kinga Wylęgły oraz niesamowity muzyk z Kaszub (grający m.in. na instrumencie „bazuna” – Janusz Świątkowski i grupa Pleskota z Chmielna.

W NOCNYM MARATONIE (sobota) wstąpią m.in. czołowe, lubiane nie tylko przez bazunową publiczność: Słodki Całus od Buby (na czele z Krzysztofem Jurkiewiczem), Mała Caryna, Czerwony Tulipan, Trzeci Oddech Kaczuchy.

– Udział znanych artystów, przed laty zdobywających laury „Bazuny” cieszyć się zwykle wielkim zainteresowaniem odbiorców – miłośników dobrej, pogodnej muzyki – mówi Janusz Wikowski, rzecznik „Bazuny”. Pola biwakowe obok Grodziska już są zamawiane, miejsca jest bardzo dużo. Także mieszkańcy Starogardu i okolic a także spędzający wakacje w okolicznych ośrodkach wypoczynkowych będą mieli wielką atrakcję – „Bazuna” zaprasza. Jest wiele dodatkowych atrakcji, m.in. JARMARK NA PODGRODZIU, dobra, smaczna kuchnia kociewska i kaszubskie truskawki. Dla turystów jest przygotowany SPŁYW NA BAZUNĘ.

SONY DSC

Pole biwakowe przy historycznym Grodzisku. Fot. Janusz Wikowski

Istotnym aspektem Przeglądu jest jego integracyjny, rodzinny, przyjacielski charakter. W tym roku – jak w dawnych latach – koncerty odbędą się w plenerze, na scenie.

W Grodzie odbędzie się także specjalny koncert SŁOWIAŃSKA DUSZA – śpiewanie dawnych pieśni a także – już tradycyjnie wspólne śpiewanie kultowych, popularnych piosenek turystycznych STUDENCKA NUTA (wędrowne melodie – prowadzone przez zespół WAGABUNDY).

Integralną częścią „Bazuny” jest konkurs piosenki.

W części konkursowej wystąpią wykonawcy – laureaci i wyróżnieni -ocenieni przez jury na podstawie przeglądu wcześniej zgłoszonych utworów.

Nagrodami głównymi przeglądu BAZUNA są:
• tytuł najlepszego wykonawcy (solisty bądź zespołu) i wyróżnienia
•  tytuł Rajdowej Piosenki Roku za utwór o szczególnych walorach turystycznego przeboju
•  najlepsza interpretacja piosenki znanej
•  Nagroda Publiczności

SONY DSC

SONY DSC

Fot. Janusz Wikowski. Bazuna w Owidzu w 2018 r.

– Mamy nadzieję, że tegoroczna „Bazuna” wyłoni nowe przeboje, pozwoli ujawnić talenty muzyczne nie tylko wśród młodzieży akademickiej. Udział w konkursie ma bowiem charakter otwarty – dla młodzieży, studentów, harcerzy i ludzi ciągle czujących się młodymi. Tak, jak w bogatej historii „Bazuny” nominacje konkursowe mają być zachętą i bodźcem do dalszego artystycznego rozwoju oraz konstruowania autorskiego programu – mówi Janusz Wikowski, rzecznik „Bazuny”.

Warto podkreślić, że wstęp na wszystkie koncerty jest bezpłatny. Jak zwykle, „Bazuna” nie ma bowiem charakteru komercyjnego. Koszty organizacyjne, techniczne są pokrywane z funduszy darczyńców i sponsoringu. Natomiast organizatorzy – miłośnicy i popularyzatorzy piosenki turystycznej – działają na zasadzie wolontariatu.

Organizatorzy: Pomorskie Stowarzyszenie Kulturalno- Artystyczne Bazuna, Stowarzyszenie Absolwentów PG, Studencki Klub Turystyczny PG FIFY, Gminny Ośrodek Kultury i Sportu Grodzisko.

Patronat Honorowy objął Rektor PG, prof. dr hab. inż. Krzysztof Wilde.

(DEM.)

SONY DSC

SONY DSC

Bazuna 20241

Fotografie Tercjana Multaniaka: BUDUJĄC MORSKIE KOLOSY

BUDUJĄC MORSKIE KOLOSY – to wystawa fotografii Tercjana Multaniaka. Wernisaż wystawy odbędzie się 17 maja 2024 r. o godz. 15 w sali konferencyjnej w Spichlerzu na Ołowiance w Gdańsku.

Jest to zbiór unikatowych zdjęć wykonanych w Stoczni Gdańskiej przez znanego fotografika artysty, dokumentalisty – Tercjana Multaniaka. ZaproszenieTercjanMultaniak

SYNEM TERCJANA MULTANIAKA JEST MACIEJ – CZŁONEK STOWARZYSZENIA NASZ GDAŃSK. PONIŻEJ WSPOMNIENIE O OJCU.

Autor: Maciej Multaniak

Pamięć o Stoczni Gdańskiej

Stał się pracownikiem Stoczni Gdańskiej bodajże w roku 1960, początkowo znalazł zatrudnienie w służbach zaopatrzenia i kooperacji. Z zawodu był ekonomistą ze specjalnością handel zagraniczny, z zamiłowania był już artystą fotografikiem z określonym dorobkiem twórczym potwierdzonym prezentacją swoich prac wyróżnianych w konkursach i wystawach fotografii artystycznej.
Zasadniczą tematyką jego prac był człowiek prezentujący swoje nieograniczone umiejętności tworzenia. Tym człowiekiem był artysta grający rolę na scenie, muzyk podczas koncertu, zespół baletowy w tańcu, rybak na Zalewie Wiślanym, hodowca koni w Bieszczadach, sportowiec na boisku, czasami sam, czasami w zespole. Postać stoczniowca wpisywała się doskonale w to, co Tercjan Multaniak dostrzegał i chciał pokazać innym. Zabiegi o uzyskanie formalnej zgody na fotografowanie na terenie Stoczni Gdańskiej nie były łatwe, Stocznia Gdańska urzekła go na długo, stoczniowcy-mistrzowie w zawodzie tworzyli dzieła-statki, tak postrzegał Stocznię i jej załogę.
W Dzienniku Bałtyckim w wydaniu z dnia 13-14-15 kwietnia 1963 roku, na pierwszej stronie znajdujemy informację, cyt. „Stocznia Gdańska to nie tylko chluba polskiego przemysłu okrętowego. Ten wspaniały obiekt Wybrzeża to także temat dla artystów. Szkoda, że na ogół mało eksponowany. (…)

Międzynarodowe konkursy fotografii artystycznej upodobały sobie kilka prac z tematyki stoczniowej autorstwa Tercjana Multaniaka, te, zgłoszone i nadesłane do konkursu, zawsze były wystawiane i prezentowane także w katalogach rozchodzących się po całym świecie. Prezentowane w tych pracach motywy, ujęcia , gra czernią i bielą znalazły naśladowców.
Wydany został album fotografii tego artysty z osiemdziesięcioma pięcioma pracami zatytułowany „Stocznia Gdańska”, na początku lat siedemdziesiątych był już białym krukiem.
Sukces wystawy fotografii artystycznej „Stocznia Gdańska w impresjach” był inspiracją dla ówczesnego kierownictwa Stoczni Gdańskiej do zorganizowania wystawy budownictwa okrętowego pokazującej „ co my w Gdańsku robimy z tego, co wy na Śląsku wyprodukujecie i nam dostarczycie” – wystawa miała miejsce w Katowicach, była pożytecznym wydarzeniem dużej rangi.

W międzyczasie Tercjanowi Multaniakowi powierzone zostało inne, bardziej odpowiedzialne stanowisko pracy, oczywiście z innym zakresem obowiązków.

Stocznia Gdańska stała się obiektem zainteresowaniem w środowisku artystów plastyków, na jej terenie odbywały się plenery malarskie. Narodowe Muzeum Morskie w swym rozwoju było wspierane przez Stocznię Gdańską. Stocznia Gdańska uczyniła budownictwo okrętowe przemysłem narodowym a pracująca w niej załoga uczyniła Stocznię Gdańską WIELKĄ. Obrazy fotograficzne autorstwa Tercjana Multaniaka pomagają o tym pamiętać.


Cieszył się tytułami artysty i wybitnego artysty nadanymi mu przez Międzynarodową Federację Fotografii Artystycznej ( AFIAP, EFIAP ), był członkiem Photographic Society of America, członkostwo w Związku Polskich Artystów Fotografii uzyskał w 1965 roku.Potrafił doradzać młodszym, pracowitym kolegom fotografikom w zbliżaniu się do perfekcji.
Zdjęcia: Tercjan Multaniak
(źródło: https://www.mystocznia.pl/2019/07/pamiec-o-stoczni-gdanskiej.html)

Uroczystości 20-lecia w Unii Europejskiej z Naszym Gdańskiem

Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_0747Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” wzięło udział uroczystościach obchodów  „20 lat w Unii Europejskiej”, które odbyło się 1 maja 2024 r. na Targu Węglowym w Gdańsku.
Stowarzyszenie zorganizowało stoisko prezentujące Luksemburg.
Piękna oprawa, gadżety, przekąski, cukrowa wata i muzyka płynąca z akordeonu. Odwiedzający mogli dowiedzieć się o Luksemburgu, związkach z Gdańskiem. Obecni byli m.in. prezes Stowarzyszenia Nasz Gdańsk, doc. dr inż. Andrzej Januszajtis oraz wiceprezes, Stanisław Sikora – doskonali przewodnicy, znawcy historii nie tylko Gdańska. Sekretarz Stowarzyszenia Tadeusz Godlewski wraz z najmłodszą ekipą częstowali licznie odwiedzających słodkościami. Wielkie zainteresowanie wzbudzały, w przepięknych strojach, Gdańskie Patrycjuszki ze Stowarzyszenia Nasz Gdańsk (na czele z Anną Stawską). Z Patrycjuszkami przed stoiskiem zorganizowanym przez Stowarzyszenie spotkała się Pani Prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz wraz z goszczącym w Gdańsku na pikniku 20-lecia w Unii Europejskiej prezydentem elektem Krakowa Aleksandrem Maszalskim.
Redakcja Miesięcznika Nasz Gdańsk serwowała najnowsze a także archiwalne, unikatowe – poszukiwane przez koneserów – wydania czasopisma.
Stoisko Luksemburga przygotowała ekipa Stowarzyszenia (wspomagana przez sympatyków, w tym młodzież harcerską) dowodzona przez Violettę Wiśniewską.
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_1055
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_0759
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_1204
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_0720
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_1119
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_0715
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_0790
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_1259
Gdansk -20 lecie UE- Fot_Janusz Wikowski IMG_1231
Fotoreportaż Janusza Wikowskiego

Wycieczka SNG – Gdańsk z okna autokaru

Wycieczka SNG - z okna autokaru Fot_Janusz Wikowski IMG_0604

Wiceprezes i przewodnik Stanisław Sikora daje znak do startu wycieczki. Fot. Janusz Wikowski

Stowarzyszenie Nasz Gdańsk zorganizowało dla sympatyków i członków Stowarzyszenia kolejną wycieczkę autokarową: Gdańsk z okna autokaru.

Wycieczkę zorganizował i przewodniczył: Stanisław Sikora – wytrawny przewodnik turystyczny i krasomówca, barwnie opowiadając o widzianym z okien autokaru Gdańsku wiceprezes Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Trasa wycieczki prowadziła m.in. przez stare miasto, rozbudowaną część Gdańska Północnego – DCT, Port Północny, nabrzeża portowe, Westerplatte, Wisłoujście (twierdza – odnowiona i już gotowa do zwiedzania oraz dawne tereny zamieszkiwane w tym rejonie portowym),  tunel pod Martwą Wisłą. Z okien autokaru można było zobaczyć stare, zabytkowe budynki oraz nowe osiedla – m.in. na terenach postoczniowych, w południowych dzielnicach Gdańska oraz w okolicach potężnie rozbudowanego lotniska. Na lotnisku była okazja, aby zobaczyć ogrom ruchu pasażerskiego oraz niema co chwilę loty samolotów. Można było także wypić kawę, ochłodzić się lodami (niestety, po cenach europejskich).

Trasa wycieczki prowadziła także przez Oliwę oraz Wrzeszcz (z zabudowaną biurowcami i super ponad 30 piętrowym punktowcem, wokół historycznej Hali Olivia).

Podczas wycieczki wiceprezes Stowarzyszenia, Zbigniew Socha (jeden z założycieli Stowarzyszenia) przypomniał w telegraficznym skrócie historię oraz istotne dokonania Stowarzyszenia, które w tym roku obchodzi 30-lecie działalności. Zaprosił na obchody tego jubileuszu (w czerwcu) oraz na organizowane przez Stowarzyszenie święto ulicy Świętego Ducha w Gdańsku (planowane na jesień br.). Natomiast 1 maja odbędzie się piknik na Targu Węglowym w Gdańsku z okazji 20-lecia przynależności Polski do Unii Europejskiej, podczas którego Stowarzyszenie Nasz Gdańsk zaprezentuje specjalne stanowisko z atrakcjami luxemburskimi.

– Wycieczka po Gdańsku – zorganizowana przez Stowarzyszenie – była także okazją do zobaczenia zmian w mieście w minionych 20 latach i do refleksji na temat przynależności do Unii – powiedział prezes Stowarzyszenia, doc. dr inż. Andrzej Januszajtis.

Wycieczka była udana, pogoda znakomita, także humory dopisały – tak bardzo, że wielu uczestników (i uczestniczek – jakże inaczej) już wyraziła ochotę na kolejną wycieczkę proponowaną przez Stowarzyszenie i organizowaną przez wiceprezesa Stanisław Sikorę. W planie jest wycieczka autokarowa „Wiatraki na Żuławach” (m.in. Wiatraki w Mokrym, Dworze, Drewnicy, Palczewie) 29 maja 2024 r. Zapisy u organizatora:  519-854-442 lub na e-mail: stanislaw.sikora@pttk.pl. Liczba miejsc ograniczona….

(jw)

Wycieczka SNG - z okna autokaru Fot_Janusz Wikowski IMG_0697

Wsiadamy na lotnisku i jedziemy dalej … autokarem. Fot. Janusz Wikowski

Fotorelacja Janusz Wikowskiego

 

Nasz Gdańsk zaprasza. „20 lat w Unii Europejskiej”

20-lat-w-UE.-Zjednoczeni-w-roznorodnosciMiło nam poinformować, że Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” bierze aktywny udział w wydarzeniu „20 lat w Unii Europejskiej”, które odbędzie się 1 maja 2024 r. na Targu Węglowym w Gdańsku.
Jesteśmy organizatorem stoiska prezentującego Luksemburg.
 
Serdecznie zapraszamy do udziału w tym wydarzeniu oraz do odwiedzenia naszego namiotu. Czeka na Was mnóstwo atrakcji – od informacji i ciekawostek na temat Luksemburga, poprzez quizy i zabawy dla każdego po niespodziankę muzyczną i wystawę „Pocztówki z Luksemburga”
 
Więcej informacji w linku:
 
Wybierz się 1 maja 2024 roku na Targ Węglowy w godzinach 12.00-17.00 na wydarzenie, którego zamiarem jest uczcić dwie dekady Polski w Unii Europejskiej!
Violetta Wiśniewska
Źródło ilustracji: Regionalne Centrum Wolontariatu w Gdańsku

PROGRAM PIKNIKU

Hymn Unii Europejskiej
Piknik rozpocznie się o godzinie 12 od wspólnego odśpiewania „Ody do Radości”. To symboliczny akt jedności i solidarności mieszkańców UE.

Wspólne zdjęcie
Uczestnicy stworzą wielką europejską i polską „sektorówkę”, celebrując swoje poczucie przynależności do wspólnoty europejskiej.

Targi krajów członkowskich UE
Lokalne szkoły i organizacje pozarządowe zaprezentują kulturę, potrawy i informacje o różnych krajach członkowskich.

Strefa „Pomorskie”
Poznaj, jak fundusze europejskie zmieniły Gdańsk i region przez ostatnie 20 lat.

Fotobudka 360°
Niezapomniane zdjęcia z wirtualną podróżą po Europie czekają na uczestników.

„Europa w centrum”
Innowacyjny teleturniej z okazji 20-lecia Polski w Unii Europejskiej, który przypomni o historii, kulturze i osiągnięciach Polski w UE.

Strefa Smaki Europy
Foodtrucki zaoferują potrawy znane z różnych zakątków Europy, umożliwiając kulinarną podróż po kontynencie.

Strefa dla Dzieci
Specjalnie przygotowana przestrzeń z atrakcjami dla najmłodszych, w tym kreatywne warsztaty, gry i zabawy zespołowe.

(źródło: radiogdansk.pl)