Kresowe historie (1) Tragedie wciąż nie do końca zbadane

SONY DSC

Zbigniew Socha. Fot. Janusz Wikowski

Publikujemy cykl materiałów na temat Kresów Wschodnich Zbigniewa Sochy. Obszar ten po drugiej wojnie światowej znalazł się poza granicami Polski. Przypominamy mieszkających tam ludzi i zdarzenia, w których uczestniczyli, próbujemy odsłonić tajemnice zaginionych, lub rozproszonych tamtejszych zbiorów dziedzictwa narodowego.
Wielu kresowiaków repatriowało się na tereny Gdańska i Pomorza. Sądzimy, że nie tylko oni i ich potomkowie zainteresują się tekstami.
200 – 250 tysięcy Polaków zniknęło z Litwy Kowieńskiej po 1918 roku
Za życia dwóch pokoleń, w ciągu niespełna 50 lat, z tak zwanej Litwy Kowieńskiej, liczącej niewiele ponad 2 mln ludności, zniknęło ponad 200 tysięcy Polaków, zamieszkujących głównie Kowno i okolice.
W 1916 roku 35 procent ludności Kowna stanowili Polacy, a w całym okręgu, to jest w Kiejdanach, Uścianie, Wędziagole, Wodoktach, sienkiewiczowskiej Laudzie mieszkało ponad 200 tysięcy Polaków.
Już w 1918 roku rozpoczęły się, na wcześniej nie spotykaną skalę, represje. Polacy pozbawiani byli ziemi (bez odszkodowań), pod pozorem reformy rolnej, zamykano polskie szkoły, wprowadzano zakazy eksponowania symboli związanych z polskością, umieszczania napisów, szyldów, reklam w języku polskim. Represje szczególnie dotykały prasę polską poprzez stopniową jej likwidację, organizacje społeczne oraz ich członków.
Była to lituanizacja zaborcza i bezwzględna, wykorzystująca wszystkie służby w państwie do walki z Polakami, presja i przemoc fizyczna występowała na porządku dziennym.
Niestety te działania w pełni popierał kościół katolicki litewski, przenosząc praktycznie wszystkich polskich księży z Kowna i okolic do miejscowości, gdzie większość stanowili Litwini, a w to miejsce przysyłając księży litewskich, najczęściej nie mówiących po polsku.
Był to bardzo duży cios zadany głęboko wierzącej autochtonicznej ludności polskiej, sytuacja ta negatywnie odbiła się na morale Polaków.
W taki to oto sposób, przede wszystkim bez własnych szkół, przy agresywnie i bezwzględnie działającym aparacie państwa litewskiego, braku oparcia w kościele, likwidacji prasy polskiej i, z biegiem czasu, wszystkich organizacji polskich, Polacy w Kownie i regionie zostali wynarodowieni.
W 2020 roku narodowość polską w Kownie deklaruje 0,6 proc. mieszkańców, natomiast w regionie – od 1 do 3 proc. ludności czuje się Polakami.
Temat zniknięcia Polaków z Kowna i regionu nie jest dogłębnie zbadany i opisany przez polskich historyków, problem jest raczej przemilczany.
Operacja polska” NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) w latach 1937 – 1938
Jest to pierwsze ludobójstwo na tle narodowościowym na terenach Europy Środkowej.
Po zakończeniu wojny polsko – sowieckiej 18 marca 1921 roku podpisano Traktat Ryski, w wyniku którego, poza granicami Polski pozostało ponad milion Polaków, w większości mieszkających blisko nowej granicy z Polską.
Stalin, w wyniku przegranej wojny z Polską latach 1919 – 1920 oraz tego, że wszelkie próby sowietyzacji Polaków, zamieszkujących Rosję bolszewicką, nie powiodły się miał szczególny uraz do Polaków i Polski.
Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Bolszewików 9 sierpnia 1937 roku podjęło decyzję o rozprawieniu się z Polakami pod pretekstem rzekomego zagrożenia Rosji Sowieckiej ze strony tychże Polaków.
Stalin wydaje rozkaz rozpoczęcia akcji przeciwko Polakom Nikołajowi Jeżowowi, Komisarzowi Ludowemu do spraw Wewnętrznych, który 11 sierpnia 1937 roku podpisał rozkaz nr 00485 rozpoczęcia represji przeciwko Polakom. NKWD rozpoczęło na masowa skalę rozstrzeliwania, zamykanie w więzieniach i deportacje.
Aresztowanych Polaków dzielono na dwie kategorie: zakwalifikowanych do kategorii pierwszej przeznaczono na rozstrzelanie, włączonych do kategorii drugiej osadzano w więzieniach i wywożono do łagrów.
Na rozstrzelanie skazywani byli Polacy, którym zarzucano członkostwo, czy też współpracę z Polską Organizacją Wojskową, ze 160 tysięcy aresztowanych pod tym pretekstem rozstrzelano przytłaczającą większość.
Szacuje się, że w ramach operacji sowieckiej zamordowano ponad 111 tysięcy Polaków. Dużą część, około 29 tysięcy, z fikcyjnymi zarzutami, deportowano do Kazachstanu i do Komi.
Dzieci po zamordowanych rodzicach umieszczano w sowieckich sierocińcach, skutecznie ich wynaradawiając. Część ludności polskiej, głównie kobiet, dzieci i starców, zsyłano w głąb Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich.
Należy podkreślić, że deportacji bolszewicy dokonywali masowo już od 1936 roku w ramach, jak określali, oczyszczania pasa przygranicznego.
Szacuje się, że łącznie w ten sposób zesłano około 100 tysięcy Polaków.
26 listopada 1938 roku zakończono operację mordowania, osadzania w więzieniach i deportacji do Kazachstanu, Komi, czy też na Syberię Polaków dlatego, że byli Polakami.
Praktycznie co piąty Polak został zamordowany, lub dotknięty represjami. Miejscowości opustoszały, społeczności uległy w dużej mierze rozproszeniu, a rodziny zostały rozdzielone.
Stalin osiągnął cel, ponad milionowa społeczność polska została rozbita, a ci, co pozostali, walczyli o przetrwanie, przytłoczeni bezmiarem okrucieństwa.
Archiwa Rosyjskie i Białoruskie w kwestii operacji NKWD przeciw Polakom w latach 1937-1938 są zamknięte przed historykami, dlatego do dnia dzisiejszego nieznane są wszystkie miejsca kaźni oraz dokładna liczba pomordowanych Polaków.
Ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939 – 1945
W lutym 1943 roku nastąpiły pierwsze masowe mordy na bezbronnych Polakach. Zbrodni tych dokonywali członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej
Armia, z szerokim udziałem Ukraińców sąsiadów mordowanych Polaków.
W kolonii Porośla banderowcy zamordowali od 149 do 173 mieszkańców tej wsi. Cudem ten mord przeżyło 12 osób. W kwietniu zniszczono 17 wsi, natomiast w Janowej Dolinie banderowcy zamordowali 607 osób, pomimo stacjonowania w tej miejscowości Niemców.
Od maja 1943 roku na Wołyniu działały już duże jednostki UPA, które rozpoczęły eksterminację polskiej ludności, głównie mieszkającej na wsi.
Kulminacja rzezi Polaków nastąpiła 11 lipca 1943 roku. Oddziały UPA i okoliczna ludność Ukraińska zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi. Ponieważ była niedziela, większość mieszkańców znajdowała się na mszach w kościołach i tam rozpoczęły się mordy, tylko w tym dniu zginęło ponad 8 tysięcy bezbronnej ludności – kobiet, dzieci, starców.
Organizacja mordów miała swój określony schemat. Najczęściej otaczano dokładnie wieś, aby nikt nie uciekł. Następnie w pierwszym szeregu atakowało od 15 do 30 uzbrojonych osób z OUN – UPA, za nimi biegła okoliczna ludność ukraińska, zwykle byli to sąsiedzi, zwani „siekiernikami”, uzbrojeni w siekiery, kosy, widły, młoty, pałki, noże, sierpy, piły, łomy.
Rytuał zabijania przewidywał znęcanie się, tortury. Rozcinano brzuchy, odcinano kończyny, wbijano gwoździe w głowę, dzieci przybijano do ściany, lub nabijano na płot.
Kompletny zestaw tortur fizycznych, jakie stosowali Ukraińcy, po wielu latach badań, zliczył i opisał Aleksander Korman, wyszczególnił 362 pozycje.
Ten sposób mordowania miał, w zamyśle Ukraińców, spowodować takie przerażenie wśród ludności Polskiej, iż sami będą opuszczać swoje zagrody, uciekając do Polski centralnej.
Po wymordowaniu mieszkańców oprawcy zabierali wszystko, co miało jakąś wartość, na wcześniej przygotowane furmanki. Zabudowania starannie palili tak, aby pozostało jak najmniej śladów istnienia polskiej wioski. W ten sposób zniknęło ponad 1800 polskich wiosek.
Według ustaleń badaczy Ewy i Władysława Siemaszków w latach 1939 – 1947 szacunkowo wymordowano do 130 tysięcy Polaków, według Grzegorza Motyki około 100 tysięcy, a według Czesława Portacza około 120 tysięcy.
Z upływem czasu, wobec niewyobrażalnego bestialstwa w mordowaniu Polaków przez banderowców, mieszkańcy wiosek polskich rozpoczęli organizować samoobronę .Takich miejscowości było około 100.
Do nich zaliczała się Rybcza, położona 20 km od Krzemieńca. Rybcza miała dużo szczęścia, gdyż kilku mieszkańców należało do organizującego się Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, a byli to Franciszek Mytkowski, Marcin Mysłowski, Jan Niewiński, ponadto dowództwo ZWZ – AK przysłało wachmistrza, Henryka Butyńskiego, mającego dowodzić obroną. Broń kupowano od Niemców i Węgrów, stacjonujących w Krzemieńcu.
Banderowcom i okolicznym Ukraińcom udało się zabić trzech mieszkańców Rybczy i spalić 42 zabudowania. Rybcza obroniła się, ale już pobliski Wiśniowiec spalono, a większość mieszkańców wymordowano.
W maju 1945 roku Rybcza została ekspatriowana na Opolszczyznę do Mąkoszyc. Z Wołynia i Małopolski Wschodniej po wojnie ekspatriowano do Polski ponad 90 proc. ocalałej z pogromu ludności polskiej.
Państwo Ukraińskie z dniem 27 września 2019 roku odblokowało zakaz poszukiwań pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich i innych, którzy zginęli na terenie dzisiejszej Ukrainy.
Jest szansa, że zostaną wznowione poszukiwania przez polski IPN.
Ukraina, nasz strategiczny partner, gloryfikuje UPA i OUN, przedstawiając je jako formacje wolnościowe, a przywódców jako przykład bohaterstwa, którym są stawiane pomniki. Potwierdzają to ustawy przyjęte przez Sejm Ukraiński.
W Ponarach pod Wilnem wymordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II RP

Według ostatnich badań dr hab. Moniki Tomkiewicz w Ponarach pod Wilnem wymordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II RP.
W Ponarach w latach 1941-1944 oprawcami byli Litwini działający pod nadzorem niemieckich okupantów, gdzie zamordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej Polskiej.
Szacuje się, że w tej liczbie znajdowało się 70 tysięcy osób narodowości żydowskiej. Polaków mogło tam zginąć od 2 do 20 tysięcy.
Zamordowano też kilka tysięcy jeńców rosyjskich, ginęli też Białorusini, Romowie, Tatarzy oraz działacze komunistyczni Litwini, współpracujący podczas okupacji sowieckiej z Rosjanami oraz kilkudziesięciu oficerów i żołnierzy litewskich.
Polaków mordowano – była to głównie młodzież i elity polskie – według list, które przygotowywali Litwini z Saugumy (litewska policja bezpieczeństwa).
Jesienią 1943 roku rozpoczęto zacieranie śladów zbrodni w Ponarach, a od grudnia do kwietnia 1944 roku wydobywano z dołów i palono ciała, mieląc niedopalone kości, popiół mieszano z piaskiem i ponownie wsypywano do dołów, w których wcześniej znajdowały się zwłoki rozstrzelanych.
Niemcy, tworząc administrację okupacyjną, opierali się na Litwinach, a oddziały policji litewskiej, powołane do pilnowania porządku okupacyjnego, składały się z ochotników, wśród których szczególną rolę odgrywali członkowie przedwojennej organizacji litewskiej – Związku Strzelców Litewskich, który charakteryzował się bardzo dużym nacjonalizmem, antysemityzmem i antypolonizmem.
Specjalny oddział, dokonujący rozstrzeliwań w Ponarach, w początkach liczył kilkuset żołnierzy i oficerów, składał się z ochotników litewskich, głównie z organizacji Lietuvos Sauliu Sajunga, w oddziale było kilku Rosjan i czterech Polaków, którzy, wstępując do oddziału, zrzekli się obywatelstwa polskiego. Komendy wydawano w języku litewskim, a umundurowanie początkowo składało się z sortów mundurowych armii litewskiej z insygniami litewskiej Pogoni.
Dowódcami oddziału byli oficerowie armii litewskiej w kolejności Juozas Sidlau, Balys Norvaisza, Jonas Tumas. To właśnie ten oddział litewski ludność Polska nazywała z odrazą, pogardliwie – strzelcy ponarscy, lub potocznie szaulisi’”.Ten oddział był dodatkowo obsługiwany przez batalion ochrony, który dowoził skazanych, pilnował zatrzymanych przed egzekucją, pełnił służby wartownicze.
Litwini wiele razy prowokowali sytuacje, które miały usprawiedliwiać ich ataki przeciwko bezbronnym Polakom.
Największa akcja odbyła się w maju 1942 roku w Święcianach. Policja litewska, z udziałem oddziału specjalnego z Wilna, pod dowództwem mjr Jonasa Maciuleviciusa, zamordowała 450 Polaków,,a łącznie z zamordowanymi w okolicy było to 600 osób.
Najlepiej stan ducha i mentalność oddziałów litewskich wobec mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny oddaje list – skarga napisana do Komisarza SS Okręgu Wilno, Hansa Christiana Hingsta.
Dowódca oddziału, Balys Norvaisza, w imieniu swoim i żołnierzy, zwracam się o naprawienie krzywd i prosi o wyrażenie zgody, aby ubrania i kosztowności po mordowanych przechodziły na ich własność za ich trud likwidowania wrogów Rzeszy i Litwy, głównie Żydów i Polaków, w trudnych warunkach, deszcz, mróz, ciemności oraz niekończące się transporty więźniów do likwidacji.
W ten sposób pozyskane części ubrań po rozstrzelanych były sprzedawane na pobliskich targowiskach przez członków oddziału specjalnegostrzelcy ponarscy” i ich rodziny.
Przed wejściem na teren ludobójstwa obywateli II RP w Ponarach brak jest tablicy w języku polskim.
c.d.n.

Zbigniew Socha

  • Bibliografia:
    Marian Kałuski – Litwa Kowieńska – tam była Polska
    Prof. dr hab. Piotr Niwiński – Ponary miejsce „ludzkiej rzeźni”
    Andrzej Chodacki – Ponary

Nr 3/2021 Nasz Gdańsk

Kresowe historie (1). Tragedie wciąż nie do końca zbadane

Socha Zbigniew kolor

Zbigniew Socha – autor reportaży na temat Kresów Wschodnich.

Publikujemy cykl materiałów autorstwa Zbigniewa Sochy na temat Kresów Wschodnich. Obszar ten po drugiej wojnie światowej znalazł się poza granicami Polski. Przypominamy mieszkających tam ludzi i zdarzenia, w których uczestniczyli, próbujemy odsłonić tajemnice zaginionych, lub rozproszonych tamtejszych zbiorów dziedzictwa narodowego.

Wielu kresowiaków repatriowało się na tereny Gdańska i Pomorza. Sądzimy, że nie tylko oni i ich potomkowie zainteresują się tekstami.

200 – 250 tysięcy Polaków zniknęło z Litwy Kowieńskiej po 1918 roku

Za życia dwóch pokoleń, w ciągu niespełna 50 lat, z tak zwanej Litwy Kowieńskiej, liczącej niewiele ponad 2 mln ludności, zniknęło ponad 200 tysięcy Polaków, zamieszkujących głównie Kowno i okolice.

W 1916 roku 35 procent ludności Kowna stanowili Polacy, a w całym okręgu, to jest w Kiejdanach, Uścianie, Wędziagole, Wodoktach, sienkiewiczowskiej Laudzie mieszkało ponad 200 tysięcy Polaków.

Już w 1918 roku rozpoczęły się, na wcześniej nie spotykaną skalę, represje. Polacy pozbawiani byli ziemi (bez odszkodowań), pod pozorem reformy rolnej, zamykano polskie szkoły, wprowadzano zakazy eksponowania symboli związanych z polskością, umieszczania napisów, szyldów, reklam w języku polskim. Represje szczególnie dotykały prasę polską poprzez stopniową jej likwidację, organizacje społeczne oraz ich członków.

Była to lituanizacja zaborcza i bezwzględna, wykorzystująca wszystkie służby w państwie do walki z Polakami, presja i przemoc fizyczna występowała na porządku dziennym.

Niestety te działania w pełni popierał kościół katolicki litewski, przenosząc praktycznie wszystkich polskich księży z Kowna i okolic do miejscowości, gdzie większość stanowili Litwini, a w to miejsce przysyłając księży litewskich, najczęściej nie mówiących po polsku.

Był to bardzo duży cios zadany głęboko wierzącej autochtonicznej ludności polskiej, sytuacja ta negatywnie odbiła się na morale Polaków.

W taki to oto sposób, przede wszystkim bez własnych szkół, przy agresywnie i bezwzględnie działającym aparacie państwa litewskiego, braku oparcia w kościele, likwidacji prasy polskiej i, z biegiem czasu, wszystkich organizacji polskich, Polacy w Kownie i regionie zostali wynarodowieni.

W 2020 roku narodowość polską w Kownie deklaruje 0,6 proc. mieszkańców, natomiast w regionie – od 1 do 3 proc. ludności czuje się Polakami.

Temat zniknięcia Polaków z Kowna i regionu nie jest dogłębnie zbadany i opisany przez polskich historyków, problem jest raczej przemilczany.

Operacja polska” NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych)
w latach 1937 – 1938

Jest to pierwsze ludobójstwo na tle narodowościowym na terenach Europy Środkowej.

Po zakończeniu wojny polsko – sowieckiej 18 marca 1921 roku podpisano Traktat Ryski, w wyniku którego, poza granicami Polski pozostało ponad milion Polaków, w większości mieszkających blisko nowej granicy z Polską.

Stalin, w wyniku przegranej wojny z Polską latach 1919 – 1920 oraz tego, że wszelkie próby sowietyzacji Polaków, zamieszkujących Rosję bolszewicką, nie powiodły się miał szczególny uraz do Polaków i Polski.

Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Bolszewików 9 sierpnia 1937 roku podjęło decyzję o rozprawieniu się z Polakami pod pretekstem rzekomego zagrożenia Rosji Sowieckiej ze strony tychże Polaków.

Stalin wydaje rozkaz rozpoczęcia akcji przeciwko Polakom Nikołajowi Jeżowowi, Komisarzowi Ludowemu do spraw Wewnętrznych, który 11 sierpnia 1937 roku podpisał rozkaz nr 00485 rozpoczęcia represji przeciwko Polakom.

NKWD rozpoczęło na masowa skalę rozstrzeliwania, zamykanie w więzieniach i deportacje.

Aresztowanych Polaków dzielono na dwie kategorie: zakwalifikowanych do kategorii pierwszej przeznaczono na rozstrzelanie, włączonych do kategorii drugiej osadzano w więzieniach i wywożono do łagrów.

Na rozstrzelanie skazywani byli Polacy, którym zarzucano członkostwo, czy też współpracę z Polską Organizacją Wojskową, ze 160 tysięcy aresztowanych pod tym pretekstem rozstrzelano przytłaczającą większość.

Szacuje się, że w ramach operacji sowieckiej zamordowano ponad 111 tysięcy Polaków. Dużą część, około 29 tysięcy, z fikcyjnymi zarzutami, deportowano do Kazachstanu i do Komi.

Dzieci po zamordowanych rodzicach umieszczano w sowieckich sierocińcach, skutecznie ich wynaradawiając.

Część ludności polskiej, głównie kobiet, dzieci i starców, zsyłano w głąb Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich.

Należy podkreślić, że deportacji bolszewicy dokonywali masowo już od 1936 roku w ramach, jak określali, oczyszczania pasa przygranicznego. Szacuje się, że łącznie w ten sposób zesłano około 100 tysięcy Polaków.

26 listopada 1938 roku zakończono operację mordowania, osadzania w więzieniach i deportacji do Kazachstanu, Komi, czy też na Syberię Polaków dlatego, że byli Polakami.

Praktycznie co piąty Polak został zamordowany, lub dotknięty represjami.

Miejscowości opustoszały, społeczności uległy w dużej mierze rozproszeniu, a rodziny zostały rozdzielone.

Stalin osiągnął cel, ponad milionowa społeczność polska została rozbita, a ci, co pozostali, walczyli o przetrwanie, przytłoczeni bezmiarem okrucieństwa.

Archiwa Rosyjskie i Białoruskie w kwestii operacji NKWD przeciw Polakom w latach 1937-1938 są zamknięte przed historykami, dlatego do dnia dzisiejszego nieznane są wszystkie miejsca kaźni oraz dokładna liczba pomordowanych Polaków.

Ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej
w latach 1939 – 1945

W lutym 1943 roku nastąpiły pierwsze masowe mordy na bezbronnych Polakach . Zbrodni tych dokonywali członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armia, z szerokim udziałem Ukraińców – sąsiadów mordowanych Polaków.

W kolonii Porośla banderowcy zamordowali od 149 do 173 mieszkańców tej wsi. Cudem ten mord przeżyło 12 osób. W kwietniu zniszczono 17 wsi, natomiast w Janowej Dolinie banderowcy zamordowali 607 osób, pomimo stacjonowania w tej miejscowości Niemców.

Od maja 1943 roku na Wołyniu działały już duże jednostki UPA, które rozpoczęły eksterminację polskiej ludności, głównie mieszkającej na wsi.

Kulminacja rzezi Polaków nastąpiła 11 lipca 1943 roku. Oddziały UPA i okoliczna ludność Ukraińska zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi. Ponieważ była niedziela, większość mieszkańców znajdowała się na mszach w kościołach i tam rozpoczęły się mordy, tylko w tym dniu zginęło ponad 8 tysięcy bezbronnej ludności – kobiet, dzieci, starców.

Organizacja mordów miała swój określony schemat. Najczęściej otaczano dokładnie wieś, aby nikt nie uciekł.

Następnie w pierwszym szeregu atakowało od 15 do 30 uzbrojonych osób z OUN – UPA , za nimi biegła okoliczna ludność ukraińska, zwykle byli to sąsiedzi, zwani siekiernikami, uzbrojeni w siekiery, kosy, widły, młoty, pałki, noże, sierpy, piły, łomy.

Rytuał zabijania przewidywał znęcanie się, tortury. Rozcinano brzuchy, odcinano kończyny, wbijano gwoździe w głowę, dzieci przybijano do ściany, lub nabijano na płot.

Kompletny zestaw tortur fizycznych, jakie stosowali Ukraińcy, po wielu latach badań, zliczył i opisał Aleksander Korman, wyszczególnił 362 pozycje.

Ten sposób mordowania miał, w zamyśle Ukraińców, spowodować takie przerażenie wśród ludności Polskiej, iż sami będą opuszczać swoje zagrody, uciekając do Polski centralnej.

Po wymordowaniu mieszkańców oprawcy zabierali wszystko, co miało jakąś wartość, na wcześniej przygotowane furmanki. Zabudowania starannie palili tak, aby pozostało jak najmniej śladów istnienia polskiej wioski. W ten sposób zniknęło ponad 1800 polskich wiosek. Według ustaleń badaczy Ewy i Władysława Siemaszków w latach 1939 – 1947 szacunkowo wymordowano do 130 tysięcy Polaków, według Grzegorza Motyki około 100 tysięcy, a według Czesława Portacza około 120 tysięcy.

Z upływem czasu, wobec niewyobrażalnego bestialstwa w mordowaniu Polaków przez banderowców, mieszkańcy wiosek polskich rozpoczęli organizować samoobronę .Takich miejscowości było około 100.

Do nich zaliczała się Rybcza, położona 20 km od Krzemieńca. Rybcza miała dużo szczęścia, gdyż kilku mieszkańców należało do organizującego się Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, a byli to Franciszek Mytkowski, Marcin Mysłowski, Jan Niewiński, ponadto dowództwo ZWZ – AK przysłało wachmistrza, Henryka Butyńskiego, mającego dowodzić obroną. Broń kupowano od Niemców i Węgrów, stacjonujących w Krzemieńcu.

Banderowcom i okolicznym Ukraińcom udało się zabić trzech mieszkańców Rybczy i spalić 42 zabudowania. Rybcza obroniła się, ale już pobliski Wiśniowiec spalono, a większość mieszkańców wymordowano.

W maju 1945 roku Rybcza została ekspatriowana na Opolszczyznę do Mąkoszyc.

Z Wołynia i Małopolski Wschodniej po wojnie ekspatriowano do Polski ponad 90 proc. ocalałej z pogromu ludności polskiej.

Państwo Ukraińskie z dniem 27 września 2019 roku odblokowało zakaz poszukiwań pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich i innych, którzy zginęli na terenie dzisiejszej Ukrainy. Jest szansa, że zostaną wznowione poszukiwania przez polski IPN.

Ukraina, nasz strategiczny partner, gloryfikuje UPA i OUN, przedstawiając je jako formacje wolnościowe, a przywódców jako przykład bohaterstwa, którym są stawiane pomniki. Potwierdzają to ustawy przyjęte przez Sejm Ukraiński.

W Ponarach pod Wilnem wymordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II RP

Według ostatnich badań dr hab. Moniki Tomkiewicz w Ponarach pod Wilnem wymordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II RP.

W Ponarach w latach 1941-1944 oprawcami byli Litwini działający pod nadzorem niemieckich okupantów, gdzie zamordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej Polskiej.

Szacuje się, że w tej liczbie znajdowało się 70 tysięcy osób narodowości żydowskiej. Polaków mogło tam zginąć od 2 tysięcy do 20 tysięcy.

Zamordowano też kilka tysięcy jeńców rosyjskich, ginęli też Białorusini, Romowie, Tatarzy oraz działacze komunistyczni Litwini, współpracujący podczas okupacji sowieckiej z Rosjanami oraz kilkudziesięciu oficerów i żołnierzy litewskich.

Polaków mordowano – była to głównie młodzież i elity polskie – według list, które przygotowywali Litwini z Saugumy (litewska policja bezpieczeństwa).

Jesienią 1943 roku rozpoczęto zacieranie śladów zbrodni w Ponarach, a od grudnia do kwietnia 1944 roku wydobywano z dołów i palono ciała, mieląc niedopalone kości, popiół mieszano z piaskiem i ponownie wsypywano do dołów, w których wcześniej znajdowały się zwłoki rozstrzelanych.

Niemcy, tworząc administrację okupacyjną, opierali się na Litwinach, a oddziały policji litewskiej, powołane do pilnowania porządku okupacyjnego, składały się z ochotników, wśród których szczególną rolę odgrywali członkowie przedwojennej organizacji litewskiej – Związku Strzelców Litewskich, który charakteryzował się bardzo dużym nacjonalizmem, antysemityzmem i antypolonizmem.

Specjalny oddział, dokonujący rozstrzeliwań w Ponarach, w początkach liczył kilkuset żołnierzy i oficerów, składał się z ochotników litewskich, głównie z organizacji Lietuvos Sauliu Sajunga, w oddziale było kilku Rosjan i czterech Polaków, którzy, wstępując do oddziału, zrzekli się obywatelstwa polskiego. Komendy wydawano w języku litewskim, a umundurowanie początkowo składało się z sortów mundurowych armii litewskiej z insygniami litewskiej Pogoni.

Dowódcami oddziału byli oficerowie armii litewskiej w kolejności Juozas Sidlau, Balys Norvaisza, Jonas Tumas.

To właśnie ten oddział litewski ludność Polska nazywała z odrazą, pogardliwie – strzelcy ponarscy, lub potocznie „szaulisi”.Ten oddział był dodatkowo obsługiwany przez batalion ochrony, który dowoził skazanych, pilnował zatrzymanych przed egzekucją, pełnił służby wartownicze.

Litwini wiele razy prowokowali sytuacje, które miały usprawiedliwiać ich ataki przeciwko bezbronnym Polakom. Największa akcja odbyła się w maju 1942 roku w Święcianach.

Policja litewska, z udziałem oddziału specjalnego z Wilna, pod dowództwem mjr Jonasa Maciuleviciusa, zamordowała 450 Polaków,,a łącznie z zamordowanymi w okolicy było to 600 osób.

Najlepiej stan ducha i mentalność oddziałów litewskich wobec mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny oddaje list – skarga napisana do Komisarza SS Okręgu Wilno, Hansa Christiana Hingsta. Dowódca oddziału, Balys Norvaisza, w imieniu swoim i żołnierzy, zwraca się o naprawienie krzywd i prosi o wyrażenie zgody, aby ubrania i kosztowności po mordowanych przechodziły na ich własność za ich trud likwidowania wrogów Rzeszy i Litwy, głównie Żydów i Polaków, w trudnych warunkach, deszcz, mróz, ciemności oraz niekończące się transporty więźniów do likwidacji. W ten sposób pozyskane części ubrań po rozstrzelanych były sprzedawane na pobliskich targowiskach przez członków oddziału specjalnego „strzelcy ponarscy” i ich rodziny.

Przed wejściem na teren ludobójstwa obywateli II RP w Ponarach brak jest tablicy w języku polskim.

Zbigniew Socha

Bibliografia:

  • Marian Kałuski – Litwa Kowieńska – tam była Polska
  • Prof. dr hab. Piotr Niwiński – Ponary miejsce „ludzkiej rzeźni”
  • Andrzej Chodacki – Ponary

Zmarł Ryszard Jaśniewicz – Przyjaciel Stowarzyszenia Nasz Gdańska

Jasniewicz KL-8_02_2017_1 kadr czb4 listopada br. w Gdańsku, w wieku 82 lat, zmarł Ryszard Jaśniewicz – aktor, reżyser, scenarzysta, pedagog oraz poeta i animator kultury. Przez wiele ostatnich lat aktywnie uczestniczył w działalności Koła literackiego Stowarzyszenia Nasz Gdańsk, gdzie prowadził warsztaty poetyckie.

Ryszard Jaśniewicz  – aktor, reżyser, scenarzysta, poeta, pedagog – urodził się 15 października 1939 r. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie (Wydział Aktorski). Studiował także lalkarstwo. Mieszkał, pracował i tworzył na Pomorzu (w Słupsku oraz Gdańsku).

Przez wiele ostatnich lat (od 2015 r.) aktywnie uczestniczył w działalności Koła literackiego Stowarzyszenia Nasz Gdańsk („Kącika literacko-poetyckiego, utworzonego z  inicjatywy Wacława Janockiego). Był moderatorem, prowadził warsztaty poetyckie (treningi recytacji oraz dyskusje doskonalące twórczość literacką). Były to bardzo inspirujące spotkania twórców, miłośników poezji oraz początkujących poetów.Tam autorzy recytowali własne utwory. Stowarzyszenie Nasz Gdańsk wydało kilka zbiorów poetyckich autorów związanych z tym Kołem literackim.

Ryszard Jaśniewicz zadebiutował w latach 50. w gdańskim Teatrze Lalki i Aktora „Miniatura”. Występował Teatrze Wybrzeże w Gdańsku oraz w Teatrze Polskim we Wrocławiu, Teatrze Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze. W latach 1983-88 był dyrektorem artystycznym Teatru Dramatycznego w Słupsku. Był także kierownikiem artystycznym Centrum Edukacji Teatralnej w Gdańsku. Związany był także z Theatre des Dechargeurs – Paryż – jako aktor, reżyser. W 2008 r. zainicjował i prowadził w oliwskim Domu Zarazy (dzielnicowym ośrodku kultury) warsztaty poetyckie „Jaśniewicz recytuje, spróbuj i Ty!”.

Był laureatem wielu nagród. Stowarzyszenie Nasz Gdańsk uhonorowało Ryszard Jaśniewicza odznaczeniem Z inicjatywy Stowarzyszenia otrzymał Medal Prezydenta Gdańska. W 2020 r. został wyróżniony Nagrodą Specjalną Marszałka Województwa Pomorskiego „za wybitne zasługi w dziedzinie twórczości artystycznej oraz upowszechniania i ochrony kultury na rzecz mieszkańców”.

Jasniewicz KL-8_02_2017_1 kadr

Jasniewicz jozef ng-kacik-lit-listopad-15-WJ-2 sm

CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI!

Jasniewicz ng-kacik-lit-listopad-15-WJ-22(JW)

Zdjęcia z licznych spotkań, warsztatów z udziałem Ryszarda Jaśniewicza w Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk – w obiektywie Wacława Janockiego i Janusz Wikowskiego.


Utwory Ryszarda Jaśniewicza prezentowane przez Autora na spotkaniach miłośników poezji skupionych w Klubie Naszego Gdańska

Drzewa pysznią się zielenią

Nie obawiają się być sobą

Pelargonie, gladiole, róże

Swą wyniosłością są sobą

Deszcz srebrzysty bezczelny

Jest sobą

Filiżanka z kawą zwyczajnie zaprasza do picia

Nie obawia się być sobą

A ja uśmiecham się, mówię, zachwalam, zachwycam się

Kłaniam się, rozmawiam, idę, wracam, napalam się

Milczę, głowę opieram o stół, myślę

Kładę się spać, zasypiam

Jestem sobą!!!

24.VIII 2018

Ryszard Jaśniewicz


On

w białym półświcie

podał rękę

zacząłem się wydrapywać

Patrzył na mnie

z tą powagą

która zamienia się w uśmiech

Jeszcze trochę

a zaczęły się ciągnąć

zielone łąki

na których rodziły się

kolorowe kwiaty i słowa

Ktoś powiedział daj znak

Na zegarze zobaczyłem goniące siebie wskazówki

On zaczął się oddalać

i tylko poznałem

Jego biały cień

(Po operacji 19.01.2007)

Ryszard Jaśniewicz


Aktor

Zabiera się za ciało

wygniata, rzeźbi

maluje, popędza

i zwalnia

rysuje

Chodzi, siada, skacze

przewraca się

obserwuje, rani się, zdrowieje

Czyści się, pięknieje lub brzydnie

rodzi się, pęcznieje

Zabiera się za duszę, dręczy się, szuka

interpretuje, powraca, porywa się

buduje, znajduje i gubi, już, już wie…

A kiedy kurtyna idzie w górę

Sztywnieje, zapomina i się ratuje

Ryszard Jaśniewicz


Żonie w dniu poezji

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

Łąka strojna zawita w południe

Będą tańce i muszek i trzmieli

Tańczą cienie i drzew i latarni

A biedronki w orkiestrze z kropkami

Psy w zachwycie z bukietami błądzą

I zaczyna się z deszczem zabawa

Chmury w kroplach fryzury swe gładzą

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

My zaczniemy oddychać radośniej

I do lata będziemy wydzwaniać

Serce tęskni do kwietnych przekonań

Zabłąkany powraca wodzirej

Okno staje się rajem dla oczu

Tu sikorki w tanecznym pokazie

A jemioły zielono pęcznieją

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

Czapkę zdejmę i płaszcz zimowaty

I do słońca modlitwy zaniosę

Dni zaczynam kolorowym błyskiem

Czerwonawe niebieskie zielone

Wiatr mój wieje znad rzeki prześwistem

Kot na górce wypatruje łupu

I już bajka w rzeczywistości

Idę sobie i śpiewam i śpiewam

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

Ty z uśmiechem pozwalasz na te moje swawolne dziwności

Ryszard Jaśniewicz


Bratek

Trochę bezczelny lecz z chłopackim wdziękiem

Z podsiniaczonym okiem a może marzącym

Ciągle chce mówić jakby wiedział o czymś

A człowiek chce go po prostu pogładzić

I zdjąć tęsknoty ten płaszcz zadumany


Tulipan

Waleczny rycerz, szlachetny kochanek

Swój kielich daje w ręce ukochanej

I obezwładnia beznamiętnym szałem

A tylko obraz zostaje na ścianie


Narcyz

W nim taniec zapisany, szał i obietnica

I zapatrzenie przed zawirowaniem

I zamyślenie i spokojna wiara

Że baletnice wkładają w nas tchnienie

Ryszard Jaśniewicz


On

w białym półświcie
podał rękę

zacząłem się wydrapywać

Patrzył na mnie

z tą powagą

która zamienia się w uśmiech

Jeszcze trochę

a zaczęły się ciągnąć
zielone łąki

na których rodziły się
kolorowe kwiaty i słowa

Ktoś powiedział: Daj znak!

Na zegarze zobaczyłem goniące siebie wskazówki

On zaczął się oddalać

I tylko poznałem

Jego biały cień

Ryszard Jaśniewicz

Po operacji serca, 19 stycznia 2007


Rzeka czeka

Rzeka czeka i fale wygładza

Błękitnieje i blaskiem rozjaśnia

Jak królowa koronę przymierza

Wszystkie ryby zmieniają sukienki

I serdecznie witają się z deszczem

A strumyki wywijają tańce

A więc łodzie szykujcie, panowie

Kajakami na krańce do morza

Białe żagle nie samotne wcale

Złote plaże przypieką zachwycą

Słońce kąpie się i promienieje także

Rzeka patrzy radośnie i płynie

Ana plaży słychać toasty

Biali, żółci i także ci w paski

Pluskiem sygnał do startu, do zmagań

Już się rodzą miłości igraszki

Ryszard Jaśniewicz


WIELKA WOJNA CZEREŚNIANA

Autor: To największa z największych wojen tego wieku.

Chciałbym to opowiedzieć najzwyklej, najprościej

Lecz sprawy się toczyły gwałtownie, człowieku

Truskawki z czereśniami połamały kości

Truskawki: I co wy tu robicie biedne, pozrywane

Wstyd, żeby tak wisieć, jak wisielcy jacyś

Czereśnie: I mówią to biedaki w ziemi pochowane

Donoszone zwyczajnie, na zwyczajnej tacy

Truskawki: Czereśnie to, od wieków, jest plebs owocowy

Sadzone na rozdrożach albo w kątach jakich

Czereśnie: Wy macie kołnierzyki, a nie macie głowy

Nie potrzeba nam w sadzie elegantów takich!

Truskawki: W sadzie! W sadzie? Nie macie pojęcia

Do elity to trzeba należeć

Czereśnie: Lecz nie trzeba takiego nadęcia

Wy zwyczajnie to możecie leżeć!

Truskawki: A więc wojna! Do szturmu, armio truskawkowa!

Zaraz się zaczerwieni ten ogromny stół!

Czereśnie: Baczność! Patriotów gromado czereśniowa!

Pestkami my strzelamy, nie w górę, a w dół!

Truskawki: Nas nigdy nie dorwiecie! Bo strzelamy celnie!

Czereśnie: W walce z nami zgnijecie, My walczymy dzielnie!

Truskawki: Wojna po naszej stronie! Jesteśmy słodyczą!

Czereśnie: Wy jesteście w ogonie! Z nami ludzie się liczą!

Autor: Jakby tu to dokończyć? Fakt, jestem w kłopocie

Bo truskawki, czereśnie, już zjadłem w kompocie.

Ryszard Jaśniewicz

Czekających na szóstkę

Raczej mała, o nieokreślonym kolorze włosów

Raczej czarna

Płaszczyk trochę wytarty

Trochę zielonkawy

Nie mogłem dopatrzeć się twarzy

Zasłaniał duży kapelusz, jak kontrabas

I dopiero, kiedy nadjechał tramwaj, szóstka

Ruszyła

I wtedy

Oczy!

Ech ta wiosna!

Ryszard Jaśniewicz


Z cyklu „Sztuka Jedzenia”

To było rano, może wieczorem

Świece i sztućce, obrazu blask

I gdy do stołu z żoną siadamy

W pokoju stoi gromada gwiazd

Wszyscy znajomi, role z teatru

Szał myśli wielkiej, witam was

Wiem, co podamy, płomień i żar

Romantyzm witam, myśli w cwał

Nad głową niebo, w sercu ogień

Carów obalać, narodom żyć

Jedzeniem dusza, marzenie, wiara

Ludom natchnienie, wyczekiwanie

A na to Kordian: Bigosu daj!

Jeść trzeba, bracie, by w górę wejść

Kordian, ty płatki duszy jadłeś

Stary, nie główkuj, schabowy rzuć

Gustaw, ty spory z Bogiem wiodłeś

Golonkę podaj, trzeba jeść

Ty, Samuelu, myślą żyjesz

Myślą, lecz udziec poda kmieć

Odys, widziadło, syren gwizd

Arnaki podaj, zalotniku

W was bohaterstwa jest bez liku, uniesień waszych płynie rzeka

Lecz świeca nagle spada z trzaskiem, a żona mówi: Kotlet czeka!

Nie, nie żoneczko, daj mi gwiazdkę, pozwól smakować płatek róży

I krople deszczu pić po burzy, bo ja ostatni już Romantyk

Szczypta obłoków mnie rozmarza

A żona dzwoni po lekarza!

Ryszard Jaśniewicz


Jesień aktora

Zapatrzyłem się w krzak jarzębiny

Jesień na nim wycina kształty

A ja chciałbym zostawić z lata

Tej czerwieni burzliwe rauty

Chciałbym jeszcze z jesienią zatańczyć

Krokiem pełnych radosnych zmagań

I o rudych zaśpiewać liściach

A tu zjawia się deszczu plaga

I już jesień zasiada na tronie

piękna jest i bardzo wyniosła

drzew gałęzie gną się i prężą

Jesień zimnem poranków wyniosła

ale we mnie jest siła jesieni

Ja jesienią kochałem i kocham

gwiazdozbiory ja zbieram jak kwiaty

Zaczynałem grę życia i grałem.

Ryszard Jaśniewicz


Aleja Przyjaciół Iwaszkiewicza

Powód zadumy

Przede mną pelargonie, żółtawa śliwa

I ogromne wierzby

Aleja wspomnień

Za oknem na każdej gałęzi, na liściu

Oni

Uśmiechają się do mnie

Rozmawiają, zadają pytania

Cieszą się, czasami denerwują

Pamiętają o wszystkim

Moje sprawy, nasze życie

Jesteśmy razem

To takie proste

Wystarczy spojrzeć w słońce

Tam widać Aleje Białych Brzóz

Prowadzące do naszego życia

Drzwi otwierają się

I oto zaczyna się normalny dzień

Z prysznicem, herbatą i nieprzeczytaną gazetą

Za chwilę wejdzie sprzedawca gęsi

Wraz z otwierającymi się drzwiami wpada wiatr

To nie tak miało być

Spadają

Radości i troski tamtych dni

14.11.2016

Ryszard Jaśniewicz


Don Juan

Zachwycałem się całując dziewczyny!

Byłem nim! czułem go!

Cała radość, Don Juan… dzięki Niemu

wybierałem co wieczór

dzieliłem, mnożyłem

żyłem, tylko że ja byłem

prawdziwy

a on grał

kobiety były jego towarzyszem

a dla mnie były boginiami

Oddawałem im siebie

a on oddawał krótki czas

Bo obłuda jest zawsze w modzie

Dlatego dobrze, że to była tylko rola

20 XI 2005

Ryszard Jaśniewicz


Teatr

Teatr to zwierciadło

Które skupiać ma i kondensować

Promienie barw

Błysk przeobrażać w światło

Światło w płomień

Płomień w rewolucję

Gongu

Kurtyny

Reflektorów

Aktorskich zmagań

I oklasków

Na które wszyscy

Czekają

Bo to jest złotem teatru

Ryszard Jaśniewicz


(…) Gram, bo jestem aktorem
A ze sceny zejdę dopiero wtedy
Gdy na Najwyższej Scenie
Będą potrzebowali
Don Juana Samuela
Edypa Odysa Króla
Wariata.

Ryszard Jaśniewicz

Jasniewicz wj-14

„Gdańsk – Ojczyzna wielu”. Z „Naszym Gdańskiem” w Świbnie

DSC00076W Szkole Podstawowej nr 88 w Świbnie26 października odbyła się uroczystość pt. „Gdańsk – Ojczyzna wielu”. Honorowymi gośćmi byli Ewa i Andrzej Januszajtisowie.

W spotkaniu uczestniczyli Członkowie Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Zdjęcia: Jacek Piekara

DSC00079 DSC00078 DSC00071 DSC00069 DSC00067 DSC00011

Zobacz filmu z uroczystości w szkole nr 88 w Świbnie:

Dzień Seniora w Domu Technika

28 października w Domu Technika przygotowani dla seniorów szereg atrakcji, m.in. prof. Andrzej Januszajtis wygłosi prelekcję o ciekawostkach Gdańska.

Zaproszenie na organizowany przez Pomorską Radę FSNT NOT w Gdańsku, we współpracy z Gdańską Spółdzielnią Socjalną, Dzień Seniora.

image003

Prof. Andrzej Januszajtis – prezesem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” na kolejną kadencję

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski IMG_0066

Prof. Andrzej Januszajtis Prezes Stowarzyszenia Nasz Gdańsk – wybrany na kolejną kadencję. Fot. Janusz Wikowski

Prof. Andrzej Januszajtis został jednogłośnie wybrany na funkcję Prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” na kolejną kadencję. 28 września br. w gdańskim Domu Technika NOT, pod przewodnictwem Waldemara Kowalskiego, odbyło się Walne Zebranie Sprawozdawczo-Wyborcze Członków Stowarzyszenia. Podczas Zebrania przyjęto sprawozdania ustępujących Władz, udzielono absolutorium oraz dokonano wyboru statutowych Władz Stowarzyszenia na kolejną kadencję (2021- 2023): Prezesa, Zarząd Stowarzyszenia, Komisję Rewizyjną i Sąd Koleżeński.

Sprawozdanie Zarządu z działalności w minionej kadencji przedstawił Prezes – prof. Andrzej Januszajtis.

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski 20210928_180824

Sprawozdanie Zarządu z działalności w minionej kadencji przedstawił Prezes – prof. Andrzej Januszajtis. Obradom przewodniczył Waldemar Kowalski (po lewej). Fot. Janusz Wikowski

Sprawozdanie finansowe przedstawiła Anna Kuziemska – Skarbnik Stowarzyszenia.

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski 20210928_181355

Sprawozdanie finansowe przedstawiła Anna Kuziemska – Skarbnik Stowarzyszenia. Fot. Janusz Wikowski

Sprawozdania z działalności Komisji przestawili: Józef Kubicki, który przestawił wniosek Komisji Rewizyjnej o udzielenie absolutorium  oraz Sławomir Łabsz (w imieniu Jarosławy Strugały – przewodniczącej Sądu Koleżeńskiego).

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski IMG_0040

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski IMG_0064

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski IMG_0046

Nowy Zarządu Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”:

  • Prezes – doc. dr inż. Andrzej Januszajtis
  • Wiceprezesi: dr inż. Bogdan Sedler oraz Ireneusz Lipecki
  • Skarbnik: Anna Kuziemska
  • Sekretarz: Jędrzej Lesiński
  • Członkowie Zarządu: Małgorzata Cieśniewska, Tadeusz Godlewski
Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski Zarzad 20210928_193702

Nowy Zarządu Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” – od lewej: Jędrzej Lesiński, Anna Kuziemska, Tadeusz Godlewski, Andrzej Januszajtis, Ireneusz Lipecki, Bogdan Sedler. Fot. Janusz Wikowski

NASZ GDANSK-nowy-Zarząd (M Ciesniewska) Fot_Janusz-Wikowski-A31_8071

Od lewej: Andrzej Januszajtis, Małgorzata Cieśniewska, Anna Kuziemska, Tadeusz Godlewski. Fot. arch. Janusz Wikowski

Komisja Rewizyjna

  • Przewodniczący – Józef Kubicki
  • Wiceprzewodniczący: Jerzy Kortas
  • Sekretarz: Tadeusz Widacki
Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski 20210928_200058

Komisja Rewizyjna Stowarzyszenia od lewej: Tadeusz Widacki, Józef Kubicki, Jerzy Kortas. Fot. Janusz Wikowski

Sąd Koleżeński:

  • Przewodniczący: Sławomir Łabsz
  • Przewodnicząca: Grażyna Błaszczyk
  • Sekretarz: Aneta Borkowska
Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski IMG_0098

Sąd Koleżeński Stowarzyszenia – od lewej: Grażyna Błaszczyk, Sławomir Łabsz, Aneta Borkowska. Fot. Janusz Wikowski

Protokolantem Zebrania była: Bożena Moćko.

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski DSC02372

Protokolantem Zebrania była Bożena Moćko. Fot. Janusz Wikowski

Komisja Skrutacyjna pracowała w składzie: Jolanta Stworzyjanek (przewodnicząca), Adam Nowotniak, Tadeusz Widawski (wyłączony z prac Komisji podczas głosowania wyboru Komisji Rewizyjnej) oraz Danuta Znamirowska.

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski IMG_0058

Komisja Skrutacyjna – od lewej: Adam Nowotniak, Jolanta Stworzyjanek, Danuta Znamirowska oraz Tadeusz Widawski. Fot. Janusz Wikowski.

Podczas Zebrania uroczyście wręczono legitymacje nowym Członkom Stowarzyszenia.

 

Nasz Gdańsk Walne Zebranie 28_09_2021 fot_Janusz Wikowski DSC02368

FOTOREPORTAŻ z Walnego Zebrania Sprawozdawczo-Wyborczego. Autor: Janusz Wikowski

Klub Seniora „Motława” ożywia działalność! Oby uśmiech jak najczęściej gościł na naszych twarzach

motlawa 1

Wzięliśmy udział w Gdańskiej Paradzie Seniorów. Fot. Sylwia Szulc

Powakacyjne spotkania klubowiczów były pełne energii i planowania nowych  zajęć i imprez oraz programowania współpracy z innymi instytucjami. Mieliśmy wizyty organizatora wycieczek, a także instruktorki różnorakich rozrywek dla seniorów, z propozycjami nawiązania współpracy z nami.

Dostaliśmy też trochę zaproszeń.

Wielki Test Wiedzy o Metropolii”, piknik łączący pokolenia, bilety na koncert

Oczywiście z nich skorzystaliśmy. Redakcja „Gazety Wyborczej” zaprosiła nas na „Wielki Test Wiedzy o Metropolii”. Kilkoro naszych seniorów przystąpiło do zmagań, pragnąc sprawdzić swoją wiedzę na temat regionu. Skusiła nas dodatkowo perspektywa podziwiania wspaniałych widoków, gdyż impreza odbywała się na 34 piętrze podobno najwyższego budynku w północnej Polsce, „Olivia Star” we Wrzeszczu. Pytania dotyczyły wielu
dziedzin : gospodarki, ekologii, sportu i transportu, a my czuliśmymy się się jak przed laty na maturze, siedząc przy osobnych stolikach w sali kongresowej wśród 120 uczestników. Niektóre z pytań były dość trudne, nic dziwnego, że nagrody przypadły młodszym
osobom, ale seniorom należą się gratulacje za aktywność i odwagę.
Ponadto
społeczność Szkoły Podstawowej nr 50 im. Emilii Plater zaprosiła nas na piknik łączący pokolenia, z udziałem  młodzieży i seniorów. Dostaliśmy też propozycję zakupu zniżkowych biletów na koncert w sali NOT.  

Urodziny Heleny, w Parku w. Barbary, Dzień Sybiraka

Mimo zmniejszonej liczby uczestników czwartkowych spotkań,
kontynuujemy „ familijne” imprezy. W połowie września
zaskoczyliśmy Helenę, naszą liderkę, owacją z kwiatami z okazji jej
urodzin, a w końcu września spotkaliśmy się na pikniku przy grillu w
parku św. Barbary na świeżym powietrzu.
Pamiętamy jak zawsze, o ważnych rocznicach i wydarzeniach. Nasi seniorzy
z wiązanką kwiatów byli na Cmentarzu Łostowickim w Dniu Sybiraka. Jest
to naszą tradycją, także dlatego, że są wśród nas osoby, których
przeszłość jest powiązana z różnymi tragicznymi wydarzeniami.

Spisaliśmy się, śledzimy 4. falę pandemii, Gdańska Parada Seniorów


We wrześniu zakończył się Narodowy Spis Powszechny Ludności i Mieszkań. Dzielnicowa Rada Śródmieścia Gdańska przyszła z pomocą seniorom w dopełnieniu tego obowiązku ,
organizując spotkanie, na którym można było tego dokonać, przy pomocy
informatyków. Z zadowoleniem wykorzystaliśmy tę  okazję.
Nasza liderka z uwagą śledzi doniesienia na temat rozwijającej się 4.
fali pandemii, przewidując konieczność zorganizowania pomocy seniorom, w
przypadku zarządzeń ograniczających ich mobilność, w zakresie
zaopatrzenia, czy przygotowywania obiadów.
1 października, w Międzynarodowym Dniu Osób Starszych, odbyła
się w Gdańsku Parada Seniorów. Po zbiórce przy Neptunie na Długim
Targu, po wysłuchaniu ciepłych słów pani Prezydent Aleksandry
Dulkiewicz, ruszono barwnym pochodem przez Stągiewną, Długie Ogrody, do
parku Św. Barbary na piknik z poczęstunkiem. Dopisała pogoda i dopisali
uczestnicy. Wiele osób zabawnie się poprzebierało, były
piękne kapelusze.

Powracanie do normalności

Klub Seniora „Motława” wyróżniał się dużym transparentem
„firmowym”, a nasze kapelusze nasze były udekorowałyśmy
bukietami pięknych kwiatów.
Ta impreza to kolejny dowód powracania do normalności. Może nie tak
szumnie, bogato i radośnie, jak przed pandemią, ale swoją obecnością,
chęcią wykazywania aktywności i żywotności, udowadniamy
swoją znaczącą pozycję w społeczeństwie.
Jeszcze musi minąć trochę czasu, żeby w pełni odreagować ten ponury
okres pandemiczny, ale starajmy się być optymistami. Październik to
miesiąc, poświęcony osobom starszym. Wiele imprez z tej okazji
organizowanych jest okazją do świętowania i uśmiechu.
Oby ten uśmiech jak najczęściej gościł na naszych twarzach.

Krystyna Tylman

motlawa 2

Na pikniku w Parku w. Barbary także dopisała pogoda. Fot. Sylwia Szulc

 

„Gdańsk – Ojczyzna wielu”. Wyjazd do Świbna

1. 60-lecie slubu EiA Januszajtis_Fot_Janusz Wikowski IMG_416226 października (wtorek) o godz. 12 w Szkole Podstawowej nr 88 w Świbnie odbędzie się uroczystość pt. „Gdańsk – Ojczyzna wielu”.

Honorowymi gośćmi będą Ewa i Andrzej Januszajtisowie.

Zarząd Stowarzyszenia Nasz Gdańsk organizuje dla Członków Stowarzyszenia wspólny wyjazd na spotkanie do Świbna.

Planowany wyjazd godz.11.15 autokarem z Gdańska (obok z przystanku PKS). Planowany powrót ok. 16 – 17.

Zgłoszenia: 510 170 173 (A. Kuziemska) lub 602 389 554 (email: ireneusz.lipecki@op.pl