Paweł Skałuba: Śpiewać i być partnerem na scenie

pawel_skaluba_prywatne_001

Na zdjęciu Paweł Skałba. Fot. z archiwum Pawła Skałuby

Rozmowa z Pawłem Skałubą, solistą Opery Bałtyckiej, odtwórcą partii w Cavaradossiego w spektaklu „Tosca”.

– Po raz pierwszy wystąpi pan w roli Cavaradossiego.

– Tak, cieszę się, że dyrektor Marek Waiss zwrócił się do mnie z propozycją. Doszedłem do wniosku, że przyszedł odpowiedni moment, abym zmierzył się partią. W tym wieku i po zaśpiewaniu: „Madame Butterfly” i „Cyganerii” Pucciniego, „Tosca” jest kolejną pozycją tego kompozytora do zaśpiewania teraz dla mnie.

– Jaka jest w pana odczuciu ta opera?

– Piękna i trudna z takiego powodu, że jest bardzo popularna, każdy dźwięk ludzie – chodzący do teatru, słuchający muzyki w czasach, kiedy dostępne są najlepsze nagrania –  znają. Jest to dla mnie wyzwanie.

– Dobrze się pan czuje w przedstawieniu jako Cavaradossi?

– Tym razem ja ginę, trup ściele się gęsto. Bardzo mi odpowiada spektakl pod względem reżyserii. Nie ma zbędnych rekwizytów, jest czysto, ascetycznie, wszystko to podkreśla najważniejsze – muzykę i osobowość tytułowej bohaterki, jej nieszczęście, bo tematem, motorem zdarzeń w spektaklu jest Tosca, która tworzy postać naturalną, prostolinijną.

– Więcej o pana postaci.

– Cavaradossi nie jest tylko i wyłącznie amantem zakochanym w śpiewaczce. Jest artystą malarzem wielbiącym również samego siebie. I Tosca nie jest dla niego spełnieniem wszelakich marzeń, jak to zazwyczaj w spektaklach tej opery widzimy. Bohater z Toscą, piękną kobietą, są razem, ale, nie mniej ważny, niż wątek miłosny, jest romantyczny, patriotyczny stosunek Cavaradossiego do polityki.

– Na premierze pana sceniczną partnerką będzie Katarzyna Hołysz.

– Kasia, na scenie jest bardzo plastyczna, jest  fantastycznym partnerem, co ja uwielbiam w niej, do tego pięknie śpiewa. Scena żyje wtedy, kiedy partneruje się komuś  i ten ktoś to oddaje. Jeżeli tylko staje się i śpiewa, chodzi z kąta w kąt, bo tak reżyser kazał, to, żeby ktoś nie wiem jak zaśpiewał, mnie to nie ekscytuje.

– Kolejny partner w spektaklu to Leszek Skrla w roli Scarpi.

– Od lat w wielu spektaklach z Leszkiem się spotykamy i nie na jednej scenie, nie tylko w Gdańsku, sama przyjemność wspólnego śpiewania i grania. Również w tej roli wystąpi Mikołaj Zalasiński, który właśnie zaśpiewał w premierze „Tosci” w Norymberdze i przyjeżdża teraz do nas.

– Od roku jest pan również solistą w Teatrze Wielkim w Łodzi.

– Namawiano mnie dwa lata, zgodziłem się, śpiewałem i śpiewam na tej scenie wiele spektakli – „Carmen”, Traviatę”, „Madama Butterfly” i in. Z tego powodu musiałem na pewien czas zrezygnować z pracy pedagogicznej w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku, byłem asystentem prof. Floriana Skulskiego. Uczenie jest fantastyczne i mnie to cieszy, studenci utrzymują ze mną kontakt. Jestem na takim etapie kariery, że trzeba jak najwięcej śpiewać.  Myślę jednak o powrocie na uczelnię.

– Na uczelni pisze pan pracę doktorską.

– Mówi się o tenorach wagnerowskich, a ja udowadniam, że jest tenor moniuszkowski i ja nim jestem. Piszę pracę na podstawie dwóch partii: Stefana i Jontka, które śpiewam na wielu scenach.

– Nowe nagrania?

– Przed chwilą miałem telefon od wytwórni DUX, w sierpniu 2014 roku, wraz z trzema innymi śpiewakami, wezmę udział w sesji nagraniowej pieśni Johanna Gottlieba Goldberga, która odbędzie się w Europejskim Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach.

Rozmawiała Katarzyna Korczak

„Tosca” Giacomo Pucciniego w Operze Bałtyckiej. Pięć minut przed premierą

tosca na_srtone_www_copy

Zmagania kobiety z przeklętym losem

Premiera opery „Tosca” Giacomo Pucciniego odbedzie się w sobotę, 25 maja 2014 r. o godz. 19 na scenie Opery Bałtyckiej. – Dla mnie to kolejna opowieść o wspaniałej kobiecie zagubionej w świecie mężczyzn, którzy realizując swoje bojowe zadania i, niecne częstokroć, plany igrają ze śmiercią. (…) – zapowiada Marek Weiss, autor inscenizacji i reżyser przedstawienia.

Ryzykowanie życia nie jest domeną kobiet

Wiem, że wszystkie uogólnienia bywają zabójcze dla prawdy, ale nie będę od niej daleko ze swoim przekonaniem o odmiennym stosunku obu płci do śmierci. – kontynuuje Marek Weiss. – Gra z nią i ryzykowanie życia nie jest domeną kobiet. Ich misją jest tworzenie i obrona tej podstawowej wartości w naszym ludzkim świecie, jaką jest życie. Wynika to z ich biologicznej funkcji i wszystkich związanych z nią konsekwencji.

To w kobiecie życie powstaje i po długich miesiącach osiąga ludzki kształt. To kobieta musi od pierwszych dni wykarmić, ogrzać i otoczyć dziecko miłością. Żadne kulturowe manipulacje z płcią nie zmienią tego, mam nadzieję, rozważa reżyser.

– My faceci, my straceńcy ze swoim wojowniczym testosteronem, też wolimy żyć, niż umierać – mówi reżyser. –  A jednak wikłamy się w potyczki ze śmiercią – raz z powodów najwyższej rangi, a raz z powodów błahych lub przypadkowych. Nie mamy o nie aż takiej dbałości, by bezwzględnie uznawać je za wartość najwyższą.

Oczywiście istnieją kobiety złe i zbrodnicze, ale te wyjątki Marka Weissa nie interesują. Pasjonują reżysera opowieści o heroinach, które w imię obrony życia i jego godności, podejmują ze śmiercią nierówną walkę. Próbują, jak Tosca, oszukać śmierć, targować się z nią, wierzyć, że jest szansa na magiczne opóźnienie jej nieubłaganego wyroku.

Cudowny fundament nieśmiertelności matki i syna

– Stąd ich powszechna miłość do Jezusa, jako gwaranta nieśmiertelności. Stąd kult Marii, która mimo, że wycierpiała mękę śmierci dziecka, doczekała się zmartwychwstania i sama również uniknąwszy starzenia się i rozkładu, zasnęła tak piękna i dziewicza, jak była zawsze – mówi Weiss. – Ta krzepiąca religia wniknęła tak głęboko w życie wielu kobiet, że nigdzie nie można spotkać podobnie powszechnej zdolności do utożsamiania się z Boginią, jak w naszym katolicyzmie budowanym na cudownym fundamencie nieśmiertelności matki i syna.

Tosca, rzecz jasna, nie utożsamia się z Marią, bo walczy o nieśmiertelność kochanka, wyjaśnia reżyser. Relacje z nim są niewątpliwie grzeszne, ale miłość tłumaczy wszystko na język wzniosłych emocji i racji. Tosca ma poczucie, że Madonna ją rozumie i wybacza. Oboje z Cavaradossim czczą, jak większość grzeszników, Marię Magdalenę, najbardziej tajemniczą postać Nowego Testamentu, przedstawianą tradycyjnie jako wcielenie seksualnego piękna kontemplującego trupią czaszkę – symbol śmierci.

Eros z Tanatosem

To powiązanie Erosa z Tanatosem jest tematem wielu wspaniałych dzieł sztuki i opera Pucciniego niewątpliwie do nich należy, rozważa reżyser.

– Można ją odgrywać jako historyczny dokument z dziejów Rzymu i nawet zadbać nie tylko o wierność kostiumologiczną, ale również nakłonić publiczność do wędrówki w różne miejsca akcji, by stworzyć podobieństwo do rzekomo autentycznych wydarzeń. Wszak Puccini jest kompozytorem werystycznym.

– Dla mnie osobiście jednak ważniejsza w tym spektaklu będzie warstwa symboliczna i jak zawsze heroiczny wymiar zmagania się kobiety z przeklętym losem zwieńczonym niezmiennie ponurym finałem, czyli zwycięstwem śmierci. Ale przecież świadomość, że tak to się kończy u każdego z nas, nie psuje nam nadziei, że te zmagania mają sens i budują nasze godne człowieczeństwo. Taka jest wzniosła odpowiedź na próby wpędzenia nas w rozpacz przez posłańców śmierci, których tu reprezentuje Scarpia. Opera „Tosca” jest tej odpowiedzi wymownym nośnikiem.

(K.K.)

 

Tosca

Giacomo Puccini

 

libretto Luigi Illica, Giuseppe Giacosa
kierownictwo muzyczne Tadeusz Kozłowski
inscenizacja i reżyseria Marek Weiss
scenografia Hanna Szymczak
światła Piotr Miszkiewicz
przygotowanie Chóru Anna Michalak

asystent dyrygenta Sylwia Anna Janiak

premiera 25 maja 2014

 

obsada:

Tosca Katarzyna Hołysz / Lilla Lee
Cavaradossi Paweł Skałuba / Jacek Laszczkowski
Scarpia Leszek Skrla / Mikołaj Zalasiński
Angelotti Piotr Nowacki / Szymon Kobyliński
Zakrystian Daniel Borowski
Spoletta Krzysztof Rzeszutek / Witalij Wydra
Sciarrone Marcin Miloch / Rafał Sambor
Dozorca więzienia Jacek Jasman / Wojciech Jurga

 

oraz Chór i Orkiestra Opery Bałtyckiej

dyrygent Tadeusz Kozłowski

 

Pieśni z całego świata

gda chor fotka do artykułu png

Gdański Chór Nauczycielski podczas występu 13 stycznia 2014 w Kolegiacie p.w. Najświętszej Marii Panny w Kartuzach. Fot. Z archiwum Gdańskiego Chóru Nauczycielskiego.

30–lecie Gdańskiego Chóru Nauczycielskiego. Pod patronatem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Gdański Chór Nauczycielski, w którym początkowo śpiewały tylko kobiety, powstał w styczniu 1984 r. Pierwszym dyrygentem był Leon Snarski, następnie Krystyna Kowalczyk. W 1986 r. chór przekształcił się w mieszany i przyjął nazwę Gdański Chór Nauczycielski, a kierownictwo artystyczne przejęła nad nim Teresa Pabjańczyk, absolwentka Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku.

Teresa Pabjańczyk swój zawodowy czas podzieliła na pracę w Polskim Chórze Kameralnym Schola Cantorum Gedanensis jako wokalistka i naszemu chórowi.

W Gdańsku i krajach Europy

Od początku położyła duży nacisk na kształcenie głosów, pozyskanie nowych członków i poszerzenie repertuaru. Dało to dobre efekty i wkrótce zaczęła się bogata działalność artystyczna. Koncerty odbywają się  przede wszystkim w Gdańsku, w różnych środowiskach, są dostępne dla szerokiej publiczności, ale również śpiewamy w innych państwach. Byliśmy we Francji, wielokrotnie – ze względu na przyjaźń z Niemiecko-Polskim Chórem z Bremy – w Niemczech, Rosji (Katyń i Kaliningrad), na Litwie, Łotwie, Estonii, w Austrii, Czechach, we Włoszech. Bardzo lubimy podróżować i poznawać brać chóralną, dlatego w naszym repertuarze mamy utwory z całego świata, chociaż całego świata jeszcze nie objechaliśmy, między innymi afrykańskie. W okresie świąteczno – noworocznym przedstawialiśmy publiczności koncerty „Kolędy świata” , a w 2013 roku zaprezentowaliśmy program „Piosenki naszych sąsiadów”. Piosenki te śpiewamy w języku kraju, z którego pochodzą. W ciągu 30 lat braliśmy udział w różnych festiwalach i przeglądach, wydarzeniach krajowych i światowych. W uroczystościach milenijnych swoimi pieśniami otwieraliśmy wystawę w Centralnym Muzeum Morskim. Braliśmy udział we mszy św. koncelebrowanej przez Jana Pawła II na gdańskiej Zaspie. Reprezentowaliśmy Gdańsk w „Dniach polskich” w Wilnie. Po raz trzeci do Wilna pojechaliśmy, kiedy jako jedyny gość zagraniczny braliśmy udział w festiwalu zorganizowanym w Druskiennikach z okazji 125. rocznicy urodzin litewskiego kompozytora, malarza i grafika Mikołaja Konstantyna Czurlionisa. Ciekawym doświadczeniem dla nas był udział w koncertowych wersjach opery „Halka” Stanisława Moniuszki i pełnym przedstawieniu „Tosci” Giacoma Pucciniego, wystawianych przez Operę Bałtycką. Był festiwal w Ołomuńcu, w którym udział wzięło 125 zespołów i – w naszej kategorii chórów mieszanych – zostaliśmy nagrodzeni srebrnym medalem, były Europejskie Dni Chórów w Bremie, Europejskie spotkania w Spiazzo (Włochy) i dwukrotnie w Moedling (Austria), w tym oprawa mszy z okazji odsieczy wiedeńskiej w kościele na Kahlenbergu.

W kościołach, hospicjum, domach opieki

Wielokrotnie braliśmy udział w przeglądach chórów nauczycielskich organizowanych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Często, zwłaszcza w okresie kolędowym, ale nie tylko, można nas posłuchać w kościołach, wielokrotnie śpiewaliśmy dla chorych w hospicjum, czy domach opieki.

Repertuar chóru jest bogaty i różnorodny, od pieśni hymnicznych, poprzez ludowe, religijne i przeboje światowe.  Przygotowaliśmy też dwa programy z muzyką żydowską. Chór ma szczęście, że jest prowadzony przez już 28 lat przez znakomitą dyrygentkę, która swoją energią zaraża chórzystów i słuchaczy. Ma wspaniałe wyczucie doboru repertuaru, więc nasze koncerty charakteryzują znakomicie dobrane programy. Podczas pracy z chórem artystka założyła rodzinę, zbudowała coś trwałego, posadziła parę drzew i zdobyła miłość swoich chórzystów. Od lat prowadzi też Młodzieżową  Orkiestrę Smyczkową i Chór Dziecięcy „Canzonetta” przy Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I i II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku. W tym czasie uzyskała tytuł doktora sztuk muzycznych w dyscyplinie artystycznej dyrygentura i pracuje jako adiunkt na wydziale Dyrygentury Chóralnej, Muzyki Kościelnej, Edukacji Artystycznej, Rytmiki i Jazzu Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku.

Podczas 30 lat funkcję prezesa Zarządu chóru pełniły: Anna Krzystanek, członkini grupy założycielskiej, Krystyna Klincewicz, inicjatorka powstania chóru, wieloletnia prezes oddziału Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, Jadwiga Trubłajewicz, która za zasługi dla chóru otrzymała tytuł honorowego prezesa, Krystyna Starak – wszystkie panie śpiewają w chórze do dziś, obecnie prezesem Zarządu chóru jest Roma Kozłowska. Kilkoro z grupy założycielskiej utrzymuje stały kontakt z chórem przychodząc na koncerty i biorąc udział w spotkaniach towarzyskich.

Chór trwale związany jest z Miastem Gdańsk, które zapewnia nam dyrygenta i salę prób, jak również czasami wspomaga finansowo. Nasz zespół zrzeszony jest w Polskim Związku Chórów i Orkiestr. Próby chóru odbywają się w poniedziałki i czwartki, w godz.17-19 w XIX LO przy ul. Pestalozziego. Zapraszamy potencjalnych nowych członków chóru.

Regina Stróżyk

chórzystka, 21 lat w Gdańskim Chórze Nauczycielskim

„Ciąg” w Teatrze „Wybrzeże”. Pięć minut przed prapremierą

zdjęcie z próby foto Tomek Bergmann (4)

Prapremiera przedstawienia „Ciąg” Michała Buszewicza w reżyserii Eweliny Marciniak odbędzie się w piątek, 16 maja 2014 r. o godz. 19 na scenie Malarnia Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Jak zapowiadają realizatorzy: „Spektakl jest próbą zmierzenia się ze stereotypowym obrazem choroby alkoholowej i jej szerszych niż się wydaje konsekwencji. I próbą porozmawiania o tym, o czym nie wypada.”

 

Kolejne spektakle: 17 i 18 maja na Scenie Malarnia.

Michał Buszewicz: „Trzy okazje”

– Skąd czerpał pan inspiracje do napisania sztuki?

– Rozmaicie, troszkę z lektur i to zarówno z teoretycznych, jak i wokół alkoholowych – odpowiada Michał Buszewicz, autor sztuki. – Jeśli chodzi o literaturę piękną jest dużo tak zwanej literatury pijackiej – Hłasko, Bukowski, Lowry, Jerofiejew. We wszystkich tekstach obserwujemy centralną postać pijącą, dla której alkohol jest konieczny, albo obserwujemy zmagania się z piciem, albo podróż przez życie z piciem w tle, jest to zamknięte w mocno anegdotycznym obrazie.

– A w pana tekście?

– Staramy się  dotknąć atmosfery, która towarzyszy postrzeganiu świata przez alkohol, zobaczyć, w jaki sposób alkohol wykrzywia postrzeganie świata, uczestniczenie w świecie. To, co nam się bardzo często wydaje zabawą, może mieć drugie dno, idealna impreza ma zawsze swój kolejny etap, który możemy nazwać kacem. Więc taka cykliczna konstrukcja, zaczynamy od banalnych, prostych historii, trzech okazji – randki, urodzin i rocznicy ślubu. A to, w jaki sposób one się na przestrzeni spektaklu modyfikują przez alkohol, można potem zobaczyć.

– Do czego pan zmierzał pisząc ten tekst?

– Nie mam moralizatorskich intencji. Na alkoholizm patrzymy dwojako – albo ktoś jest uzależniony, albo nie. Natomiast przestajemy, jako społeczeństwo, patrzeć na to jako na zjawisko problemu z alkoholem w ogóle. Mamy bardzo ograniczone informacje na temat alkoholizmu, sądzę, że łatwo nam jest wybielić, zbagatelizować, temat. I my – przez gest jeszcze silniejszej bagatelizacji tematu – próbujemy zwrócić na to uwagę, zatrzymać widza w momencie, kiedy powie: to już chyba jest przesada.

– Kiedy przychodzi ten  moment?

– Gdy się ktoś zorientuje, że to, co piękne, ładne i cukierkowe – drink, chodzi o to, żeby był jak najładniejszy, najsmaczniejszy itd., czy wódka, która jest tą samą substancją, różni się tylko opakowaniem – prowadzą do tego samego celu – destrukcji totalnej.

– Opierał się pan na naocznych obserwacjach w otoczeniu?

– Dla mnie to nie jest doświadczenie bardzo osobiste. Bo nawet gdyby ktoś w rodzinie był alkoholikiem, czy byśmy teraz o tym rozmawiali i w jaki sposób? Co bym miał na ten temat powiedzieć, czy byłby to dla mnie temat wstydliwy? Czy nie zacząłbym się zastanawiać, czy czasami nie robię komuś czarnego piaru, czy przypadkiem na mnie nie rzuca to cienia? Byłaby to od razu kłopotliwa sytuacja.

– Moralizatorstwo nie, więc co?

– Chcę zwrócić uwagę, w jaki sposób ten problem traktujemy, z pewnego rodzaju pobłażaniem. A właściwie nie, traktujemy go zero- jedynkowo: albo ktoś jest alkoholikiem, patologią, dnem, ma problem, jest chory, bardzo radykalne jedno spojrzenie, albo – świetnie się bawi, czasem robi szalone rzeczy, ale panuje nad sytuacją. Więc mamy bardzo silną dychotomię, próbujemy rozbić tę dychotomię.

– Jak?

– Przestajemy obserwować świetnie bawiącego się człowieka nie uzależnionego, albo pogrążonego w jakiejś totalnej degrengoladzie, uzależnionego. Mamy tylko do czynienia z tak zwanymi normalnymi ludźmi, którzy równocześnie przeżywają ten kontrowy stan, rozwałki zupełnej.

– Trzy anonimowe pary i nierzeczywista postać.

– Trzy pary – połączone wiekiem – mają ponad 20, 30, 40 – 50 lat, w każdej jest inny odcień alkoholizmu, w każdej relacji inaczej ten problem wygląda. I postać Kataklizmu, mocno symboliczna,  wprowadza w ten świat jakąś zależność od dobrej zabawy. Na poły bajkowa, koresponduje z Królikiem z „Alicji w krainie czarów”. Zabiera nas do jakiejś nomen omen – dziury, gwarantuję dobrą zabawę, tylko nie wiadomo na jak długo i dokąd nas prowadzi.

– Czym się różnią?

– W przypadku pary najstarszej mamy do czynienia z poalkoholową przemocą domową. Dwudziestolatkowie nieskrępowanie się bawią, eksperymentują jak daleko można się posunąć w relacjach. Trzydziestolatkowi borykają się z problemem współ uzależnienia, nie wprost, ale pojawia się temat ciąży bohaterki, która pije. Siódemka bohaterów jest cały czas na scenie.

– Wszyscy piją?

– Tak, bajkowa postać tym piciem kieruje, cała reszta pije dzięki niej, chociaż postać grana przez Piotra Biedronia, nie pije, ale jest współ uzależniona.

Katarzyna Figura: „Pozornie bajkowa

– Postać, którą gram, Kataklizm, człowiek z głową królika, w sukni – niby balowej, jest tylko pozornie bajkowa – powiedziała Katarzyna Figura. – Jest to uosobienie czerni natury ludzkiej, śmierć, desperacja, lęk, destrukcja, autodestrukcja, rozszalały, maniakalny, potworny terrorysta, uosobienie grozy samej w sobie. Znajdujemy się w różowo – pomarańczowych pomieszczeniach i wszystko powinno być różowe, a jednak tak nie jest, jest bardzo czarno i nieprzejrzyście, jest to groźna przestrzeń.

Ta przestrzeń, zdaniem Katarzyny Figury, jest elitarna, niewielu widzów może się tutaj dostać, po wejściu zostają wymieszani z aktorami. Wewnątrz wytwarza się ciąg problemów, jakie się z tym łączą.

– Wszyscy uczestniczący w tym ciągu będą mówić: „Ale to nie my, my takich ludzi nie znamy” – kontynuuje aktorka. – W moim rozumieniu robienie kolejnej rzeczy na ten temat nie ma znaczenia, bo to już nie pracuje, rejestruje się problem i nic z tego nie wynika.

Trzeba znaleźć i użyć narzędzi innych, które spowodują dotkliwe doznania poczucia grozy i potworności sytuacji, stwierdza Figura.

– Myślę, że ten Kataklizm jest końcówka człowieka – konkluduje.

 

Ewelina Marciniak: „W rausz wejść wspólnie”

 

– Na pewno nie uczyliśmy się, jak być pijanym, ani jak grać pijanego, nie było to naszym celem – Mówi Ewelina Marciniak, reżyser. – Forma, jaką zbudowaliśmy, konwencja, że jesteśmy zamknięci w jednym pomieszczeniu z bohaterami uświadamia nam, że my, w ten rausz, który stwarza rzeczywistość teatralna, możemy wejść wspólnie. I na tym nam zależy.

Konwencja bajkowa dla ukazania problemu realnego? Dlaczego reżyser zastosowała takie rozwiązanie?

– Chodziło nam o to, że mamy poczucie, że problem jest straszny i przez to bardzo łatwo jest uruchamiać mechanizm obronny – powiedziała Ewelina Marciniak. – Mówimy, że nas to nie dotyczy, ale, gdy otwieramy butelkę wina, wydaje mi się, że to jest moment, w którym możemy się zapomnieć.

Reżyser nie uważa, że jeżeli ktoś pije wino, jest alkoholikiem, tylko zwraca uwagę, że dziś jest dużo mechanizmów obronnych, które pozwalają nam myśleć, że problem jest zupełnie poza nami. A konwencja bajkowa służy temu, żeby wyeksponować, że alkohol może nas uwodzić, wyjaśnia.

* * *

Michał Buszewicz
CIĄG
Reżyseria: Ewelina Marciniak
Scenografia: Katarzyna Borkowska
Muzyka: Piotr Kubiak
Ruch sceniczny: Izabela Chlewińska
Inspicjent, sufler: Agnieszka Szczepaniak

W spektaklu występują: Małgorzata Brajner, Agata Bykowska, Katarzyna Dałek, Katarzyna Figura, Piotr Biedroń, Michał Jaros, Krzysztof Matuszewski.

Planowana prapremiera: 16 maja 2014 na Scenie Malarnia
Kolejne spektakle: 17 i 18 maja na Scenie Malarnia

Ewelina Marciniak (ur. 1984) – reżyserka. Studentka V roku reżyserii krakowskiej PWST, absolwentka dramatologii i europeistyki UJ. Wyreżyserowała m.in. ZBRODNIĘ Michała Buszewicza, za którą otrzymała nagrodę na 17. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej i 11. Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy, oraz NOWE WYZWOLENIE Stanisława Ignacego Witkiewicza za które zdobyła główną nagrodę na 2. edycji Koszalińskich Konfrontacji Młodych m-teatr. Marciniak jest również laureatką Talentu Trójki w kategorii Teatr. Jej ostatnimi realizacjami są: SKĄPIEC Buszewicza z Teatru Polskiego w Bydgoszczy oraz PIOTRUŚ PAN wystawiony w Teatrze Współczesnym w Szczecinie. W Teatrze Wybrzeże Ewelina Marciniak wyreżyserowała szeroko komentowane i nagradzane AMATORKI Elfriede Jelinek (m.in. Główna Nagroda dla najlepszego spektaklu na 48. edycji Przeglądu Teatrów Małych Form KONTRAPUNKT).

Michał Buszewicz (ur. 1986) – dramatopisarz, dramaturg. Student specjalizacji dramaturgicznej na Wydziale Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST i absolwent specjalizacji dramatologicznej Wiedzy o Teatrze UJ. Jest autorem tekstów: ZBRODNIA, PROCES BERENTYZACJI, BOHATERKI, MISJA (WOJNY OD KTÓRYCH UCIEKŁEM) oraz PIOTRUSIA PANA. Współpracuje jako dramaturg z Eweliną Marciniak, z którą zrealizował oprócz powyższych tekstów również NOWE WYZWOLENIE Stanisława Ignacego Witkiewicza w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, KOBIETĘ Z PRZESZŁOŚCI Rolanda Schimmelpfenniga w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym im. J. Słowackiego w Koszalinie, AMATORKI Elfriede Jelinek w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, SKĄPCA na motywach komedii Moliera w Teatrze Polskim w Bydgoszczy oraz czytanie performatywne MOCARZA wg Stanisława Brzozowskiego w ramach projektu BRZOZOWSKI – WSTĘP WOLNY w Instytucie Teatralnym.

Katarzyna Borkowska (ur. 1974 ) – scenograf. Absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Systematycznie współpracuje z Mają Kleczewską, m.in. przy takich spektaklach jak: MAKBET Shakespeare’a (Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu), WOYZECK Büchnera (Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu), FEDRA Eurypidesa (Teatr Narodowy w Warszawie), OPOWIEŚCI LASKU WIEDEŃSKIEGO von Horvátha (Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu), MARAT/SADE Weissa (Teatr Narodowy w Warszawie), BABEL Jelinek (Teatr Polski w Bydgoszczy). Tworzyła scenografię również do KORONACJI Modzelewskiego w reżyserii Łukasza Kosa (Teatr Narodowy w Warszawie) oraz do przedstawień Michała Borczucha, m.in. LULU Wedekinda i WERTERA Goethego (Stary Teatr). W zeszłym roku stworzyła scenografię do SKĄPCA Buszewicza w reżyserii Eweliny Marciniak (Teatr Polski w Bydgoszczy). Otrzymała Nagrodę im. Teresy Roszkowskiej dla młodego scenografa, przyznawaną przez Polski Ośrodek Międzynarodowego Instytutu Teatralnego i Fundację im. Leona Schillera (2006) oraz Nagrodę im. Leona Schillera za twórcze osiągnięcia w dziedzinie scenografii (2007).
Katarzyna Korczak

Zdjęcia z próby sztuki „Ciąg”. Fot. Tomek Bergman (Teatr Wybrzeże)

zdjęcie z próby foto Tomek Bergmann (3) zdjęcie z próby foto Tomek Bergmann (2) zdjęcie z próby foto Tomek Bergmann (1) Ciąg A6

Ujrzeć Apollina podniebną świątynię

12. Bassae

Basse. Rysunek Andrzeja Januszajtisa

„Sonety greckie” Andrzeja Januszajtisa. W czwartek, 24 kwietnia 2014 r. w Auli Politechniki Gdańskiej przy ul. Gabriela Narutowicza w Gdańsku – Wrzeszczu odbyła się promocja tomiku wierszy doc. dr inż. Andrzeja Januszajtisa „Sonety Greckie”. Spotkanie zorganizowane było w program Politechniki Otwartej.

Druga promocja tego tomiku poezji miała miejsce we wtorek, 29 kwietnia 2014 r. w Filii Gdańskiej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej przy ul. Mariackiej 42. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Marpress.

Mieliśmy badać akustykę

„Sonety greckie” są reminiscencją podróży po Grecji, jaką odbyłem w 1981 r. ze studentami Instytutu Fizyki Technicznej Politechniki Gdańskiej, którego byłem dyrektorem, a po powstaniu Wydziału dziekanem – powiedział doc. dr inż. Andrzej Januszajtis. – Był to właściwie obóz naukowy, mający na celu badania akustyki w antycznych teatrach greckich. Wzięliśmy ze sobą potrzebne do tego przyrządy, ale na miejscu okazało się, że w żadnym z tych teatrów nie ma elektryczności! Było to dla nas wielkie zaskoczenie. Nie robili pomiarów, tym więcej czasu zostawało na zwiedzanie. W ciągu dwóch tygodni zjeździli autokarem prawie całą Grecję kontynentalną (przedtem i potem całe Bałkany). W dzień zwiedzali różne cudowne miejsca, a na noc wyjeżdżali wysoko w góry i rozbijali namioty na jakiejś ustronnej polanie.

– Było to dla mnie, towarzyszącej mi córki Kasi i wszystkich młodych uczestników wyprawy niezapomnianym przeżyciem – kontynuuje doc. dr inż. Andrzej Januszajtis. Tam, na miejscu, można było zrozumieć historię Grecji, podzielonej niegdyś na miasta-państwa. Wszędzie są góry, to one dzielą kraj na niewielkie, odseparowane od siebie, regiony.

Wszędzie też jest blisko do morza, uprawianego przez Greków i wykorzystywanego do żeglugi od zarania dziejów.

Kolebka wszystkiego, dla czego żyć warto

To niezwykłe połączenie gór, morza i zabytków prastarej kultury zrodziły najgłębszy podziw i wzruszenia, których odbiciem jest niniejszy zbiór wierszy. Autor pisał je już po powrocie do kraju, w którym niedługo potem rozszalał się stan wojenny – groźny przejaw zniewolenia i pogardy dla ideałów wolności, wypracowanych w starożytnej Grecji. Stąd zawarte w niektórych wierszach aluzje.

– Pisząc sonety starałem się dochować wierności regułom tej klasycznej formy poetyckiej – mówi autor. – Zmusza to do dyscypliny i sprzyja spójności i zwartości wypowiedzi. Towarzyszące wierszom ilustracje powstały na podstawie szkiców, które robiłem na miejscu. W kilku przypadkach posłużyłem się fotografiami, również przez siebie wykonanymi.

Całość była wydana po raz pierwszy w 1983 r. przez Klub Kultury „Rudy Kot”, w którym działał wówczas niezapomniany Jan Gawlik. Obecne wydanie autor zaopatrzył w glosy, wyjaśniające mniej wyrobionym odbiorcom trudniejsze pojęcia, dodał też mapkę trasy podróży. Poezja, zwłaszcza tradycyjna, jest dziś niestety niezbyt popularna.

– Jeżeli wierni jej Czytelnicy podzielą choć część moich wzruszeń, wzbudzonych pobytem w pięknej Grecji – kolebce wszystkiego, dla czego żyć warto – będę wiedział, że nie pisałem na próżno – konkluduje autor.

Świątynia Apollina w Bassae

Przykładem ówczesnych emocji doc. dr inż. Andrzeja Januszajtisa jest sonet zamieszczony w tomiku opiewający świetnie zachowaną świątynię Apollina na górskim odludziu w Bassae.

BASSAE

Jak ów cud nienawykłym zdołam oddać piórem,

Który me zachwycone objęło spojrzenie?

Kiedyśmy po tarasach wspięli się na górę,

Gdzie kozy przed spiekotą chronią się w drzew cienie

 

I jaszczurki wśród głazów wygrzewają skórę,

Widziałem, jak kolumny puściły korzenie,

A kolczasty się oset poplątał z marmurem:

W jedność zrosło się boskie i ludzkie stworzenie.

 

O serce, niezbadane i nigdy nie syte!

Wszak od dawna marzyłem w północnej krainie,

By stanąć w tym ustronnym miejscu pod gór szczytem

 

I ujrzeć Apollina podniebną świątynię,

A dzisiaj, gdym w tym celu przemierzył pół świata,

Dlaczego myśl stęskniona na północ ulata?

(K.K.)

20 lat „Naszego Gdańska”. Ponad podziałami

SONY DSC

Członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” przed siedzibą na ul. Św. Ducha 119/121 w Gdańsku. Fot. Janusz Wikowski

Z uzyskanego w ten sposób wpływu na decyzje Stowarzyszenie korzystało, zabierając głos w wielu sprawach zgodnie z interesem miasta i jego mieszkańców.

Medal księcia Mściwoja II

Nie ograniczano się przy tym do spraw gospodarczych, ale organizowano także różne akcje charytatywne, jak np. „Wakacje dzieciom”, imprezy kulturalne i spotkania integracyjne. Po tragicznych wydarzeniach, jak np. pożar w Hali Stoczni Gdańskiej, czy powódź na Oruni, „Nasz Gdańsk” przychodził z pomocą poszkodowanym.

Pasmo sukcesów przerywały niepowodzenia w kolejnych wyborach samorządowych, w których zawsze brakowało ułamka procenta do pokonania progu 5 procent głosów.

Po pierwszych przegranych wyborach w 1998 r. pierwszy prezes, Antoni Szczyt, podał się do dymisji. Na nowego prezesa wybrano niżej podpisanego, który zresztą dopiero wtedy został członkiem Stowarzyszenia. Od 2001 r. Stowarzyszenie wydaje bezpłatny miesięcznik „Nasz Gdańsk”, który szczegółowo informuje o naszej działalności. Jak to w życiu bywa radość przeplatała się ze smutkiem, sukcesy z niepowodzeniami. Zabieraliśmy głos i występowali z inicjatywą w sprawach większych i mniejszych, ale zawsze ważnych dla Gdańska. Udało się uratować skwer przy ulicy Szerokiej, nie udało się – mimo dobrego początku i oficjalnego poparcia – wybudować wielozadaniowej krytej pływalni w Śródmieściu. Zostawmy jednak na boku niepowodzenia. W roku 2012 Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” zostało uhonorowane jednym z najwyższych odznaczeń, jakie przyznaje Rada Miasta Gdańska – medalem księcia Mściwoja II.

Naszą działalność oddał słowami wygłaszający z tego tytułu laudację Przewodniczący Rady Bogdan Oleszek:

 Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” powstało w 1994 r. Wśród założycieli było wielu kupców, przedsiębiorców i przedstawicieli Gdańskiej Izby Rzemieślniczej. Wszystkim były bliskie sprawy Gdańska i tak jest do dziś.  W okresie początków transformacji gospodarczej i tworzenia się samorządności lokalnej Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” stało się ponadpartyjną płaszczyzną ludzi pragnących dynamicznego rozwoju miasta, wyczulonych na krzywdę człowieka, działających ponad podziałami politycznymi. Pierwszym prezesem był Antoni Szczyt, zmarły tragicznie w roku 2010. Od roku 1998 na czele zarządu stoi doc. dr inż. Andrzej Januszajtis. „Nasz Gdańsk” jest dziś stowarzyszeniem użyteczności publicznej.

Zachować walory historycznej architektury i ładu przestrzennego

Pośród zawartych w jego statucie ideowych celów na pierwszy plan wybija się działalność na rzecz zachowania walorów historycznej architektury i ładu przestrzennego Gdańska, jego zabytków i dzieł sztuki oraz wspieranie rewitalizacji miejsc i dzielnic istotnych dla wizerunku i świadectwa historycznego Gdańska. W oparciu o zasadę, że bez spraw morza i żeglugi nie byłoby Gdańska, Stowarzyszenie aktywnie je promuje i wspiera ożywienie dróg wodnych w naszym mieście. Ważną domeną działalności jest upamiętnianie wybitnych postaci, miejsc i wydarzeń w historii Gdańska i regionu, czego widomym efektem był inicjatywa i doprowadzenie do zawieszenia tablicy upamiętniającej pobyt Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego w gdańskim areszcie w 1917 r. Z inicjatywy Stowarzyszenia przywrócono też na byłej siedzibie Generalnego Komisariatu Rzeczpospolitej Polskiej przy Nowych Ogrodach odtworzoną tablicę z roku 1935, upamiętniającą 15-lecie powrotu Polski nad Bałtyk, z dodaniem nowej, przypominającej dramatyczne dzieje tego budynku. W uznaniu tych przedsięwzięć Prezes Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych odznaczył Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” medalem Pro Memoria. Stowarzyszenie często zabiera głos w sprawach zagospodarowania przestrzennego i właściwego kształtu zabudowy historycznego Śródmieścia Gdańska i choć nieraz zajmuje stanowisko krytyczne wobec niektórych decyzji władz, to zawsze przy tym proponuje rzetelnie opracowane rozwiązania alternatywne. Należy również przypomnieć zainicjowane przez Stowarzyszenie 4 lata temu, we współpracy z Nadbałtyckim Ośrodkiem Kultury, comiesięczne odczyty o historii Gdańska i jego zabytków w Ratuszu Starego Miasta, gromadzące liczne rzesze słuchaczy.

Pobudzane aktywności mieszkańców

W wielu istotnych sprawach miejskich Stowarzyszenie współdziała z Władzami Miasta i jest to współpraca cenna. Ważną cechą działalności Stowarzyszenia jest wyjątkowe zaangażowanie w sprawy miasta, a także umiejętność pobudzania aktywności mieszkańców i skupiania do realizacji wspólnych celów przedstawicieli różnorodnych środowisk. Niezwykle aktywna była rola Stowarzyszenia w ostatnich wyborach rad jednostek pomocniczych, po obniżeniu progu wyborczego przez Radę Miasta. Dzięki temu zaangażowaniu i połączeniu pod egidą „Naszego Gdańska” sił stowarzyszeń inicjatyw lokalnych powstała po raz pierwszy Rada Dzielnicy Śródmieście, w której znalazło się wielu członków Stowarzyszenia. Trybuną Stowarzyszenia i miejscem popularyzacji zarówno historii Gdańska jak i problemów współczesności jest starannie redagowany miesięcznik „Nasz Gdańsk”, którego ukazało się dotąd 150 numerów. Są to wszystko przykłady dobrego realizowania idei społeczeństwa obywatelskiego. W uznaniu tych zasług Rada Miasta Gdańska z pełnym przekonaniem przyznała Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk” medal Księcia Mściwoja II.

Z nowszych inicjatyw wspomnę jeszcze o organizowanych przez nas wspólnie z Muzeum Historycznym Miasta spotkaniach z Ludźmi Zasłużonymi dla Historii i o zawarciu partnerstwa z Federacją Stowarzyszeń Naukowo Technicznych NOT.

Pakt dla Gdańska”

Partnerstwo to sprzyja m.in. realizacji zaproponowanego przez nas „Paktu dla Gdańska”, który ma objąć możliwie szeroki krąg stowarzyszeń, osób i instytucji działających na rzecz zachowania i pomnażania walorów naszego miasta. Powstały aktywne koła na Oruni i we Wrzeszczu. „Nasz Gdańsk” coraz mocniej zaznacza swoją obecność w życiu miasta.

Także nasz obecny jubileusz nie będzie pustą uroczystością, fajerwerkiem wyłącznie na pokaz. Trwałą jej pamiątką będzie ufundowany przez naszych członków i sympatyków sztandar, którego jedna strona powtarza mało znaną historyczną flagę naszego miasta, przedstawioną na „Apoteozie Gdańska” z 1608 r. w Ratuszu Głównego Miasta. Drugim widomym śladem naszego XX – lecia ma być pomnik Artura Schopenhauera, wielkiego europejskiego filozofa, jednego z największych Gdańszczan. Chcieliśmy wmurować kamień węgielny pod pomnik przy ul. Św. Ducha, nieopodal domu, w którym Schopenhauer się urodził, ale uzyskanie wszystkich pozwoleń (mimo ogólnie życzliwego nastawienia) wymaga dłuższego czasu, ograniczamy się więc na razie do inicjatywy wystawienia pomnika. To kontynuacja jednego z naszych statutowych celów: uhonorowania i upamiętniania wybitnych postaci dawnego i współczesnego Gdańska.

Z okazji Jubileuszu dziękuję wszystkim, którzy współdziałali w realizacji naszych celów i życzę wszystkim Członkom i Sympatykom „Naszego Gdańska” i w ogóle wszystkim Gdańszczanom, by im zawsze towarzyszyło zdrowie, miłość Najbliższych i satysfakcja ze wszystkiego, co robią, zwłaszcza dla naszej małej Ojczyzny – Gdańska, większej – Regionu Gdańskiego i tej największej – Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Andrzej Januszajtis

 

Obchody XX-lecia „Naszego Gdańska”

Program Uroczystości Obchodów XX-lecia Działalności Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Kalendarz obchodów

20.05–31.05.2014 r. (9.00–18.00) – Wystawa twórczości malarskiej i prac architektonicznych Stanisława Michela i Tadeusza Stasińskiego oraz twórczości rzeźbiarskiej Gennadija Jerszowa – członków Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Otwarcie wystawy nastąpi 20.05.2014 r. o godz. 12.00 w budynku Naczelnej Organizacji Technicznej (NOT) przy ul. Rajskiej 6 (I piętro).

24.05.2014 r. – Uroczystość Główna

9.00–10.00 – Msza święta w Kościele św. Katarzyny w intencji za Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk”.

10.45–11.00 – Przybycie uczestników uroczystego apelu i wręczenia sztandaru. Miejsce uroczystości – Dwór Artusa, ul. Długi Targ w Gdańsku.

11.00–11.05 – Powitanie i hymn państwowy.

11.05–11.10 – Wystąpienie powitalne Prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

11.10–11.25 – Nadanie sztandaru Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”:

  • – wbicie gwoździ honorowych w drzewce sztandaru,
  • – poświęcenie sztandaru,
  • – wręczenie sztandaru Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”.

11.25–11.35 – Wystąpienie okolicznościowe Prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

11.35–11.45 – Wystąpienia przedstawicieli władz samorządowych.

11.45–12.15 – Wręczenie medali, odznak i innych wyróżnień:

  • – wystąpienia okolicznościowe wyróżnionych odznaczeniami państwowymi,
  • – wręczenie złotych odznak Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

12.15–12.35 – Koncert Capella Gedanensis.

12.35 – Zakończenie głównej uroczystości.

Wszystkich naszych sympatyków i zainteresowane osoby informujemy, że w czerwcowym wydaniu miesięcznika „Nasz Gdańsk” przedstawiona zostanie szczegółowa i pełna relacja z przebiegu Uroczystości Obchodów XX-lecia Działalności Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Rufin Godlewski