Serce i dobra wola – tylko trzeba chcieć…

panie 2 fot_J_Wikowski  DSC06246

Danuta Znamierowska i Anna Makilla uhonorowane Złotymi Odznakami Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” podczas obchodów jubileuszowych w Dworze Artusa. Fot. Janusz Wikowski

Rozmowa z Danutą Znamierowską, dyplomowaną pielęgniarką, wiceprzewodniczącą Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

– Pani działalność w Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” nie jest dziełem przypadku.

– W rodzinnym domu nigdy nie spotkałam się z agresją, jako mała dziewczynka byłam wrażliwa na zło, niesprawiedliwość w otoczeniu. Opiekowałam się pieskiem, zbierałam i leczyłam poranione ptaki. Wcześnie pojawiły się u mnie zadatki, by pełnić humanitarny zawód. Widziałam siebie w roli pielęgniarki tym bardziej, że siostra i kuzynki wybrały ten zawód, w rodzinie było kilkoro nauczycieli – społeczników. Uczyłam się w liceum ogólnokształcącym poza miejscem zamieszkania, korzystałam z kwatery prywatnej, internatu. Sam człowiek był i musiał wiedzieć, co jest dobre, a co złe.

– Wcześnie nauczyła się pani samodzielności.

– Bardzo pomogło mi to w pracy, żeby wziąć odpowiedzialność za innych, trzeba poradzić sobie z własnymi problemami. Nie przypuszczałam, jak ciężki i odpowiedzialny jest ten zawód, dopiero zetknięcie z rzeczywistością na praktykach dało mi dużo do myślenia, tym bardziej, że trafiłam do szkoły pielęgniarskiej o profilu psychiatrycznym. Interesowała mnie psychologia, chciałam iść na studia w tym kierunku, choroba mamy uniemożliwiła mi realizację planów. W 1970 roku przyjechałam do Gdańska i zaczęłam pracować jako pielęgniarka na oddziałach: Chirurgicznym, Neurochirurgicznym, Pediatrycznym ówczesnej Akademii Medycznej w Gdańsku. Po ponad dziesięciu latach przeszłam do Przychodni Rejonowej przy ul. Kaletniczej w Gdańsku.

– Zawód, czy społeczna misja?

– Najważniejsze jest całkowite poświęcenie choremu, dyscyplina, precyzja, zawodowa uczciwość, wykazanie się pełną psychiczną i fizyczną sprawnością. Już w pierwszych miesiącach pracy wrzucono mnie na głęboką wodę. Pełniłam nocne ostre dyżury na chirurgii. Sama musiałam trzydzieściorgu pacjentom zrobić zabiegi na czas, nie tylko zmierzyć temperaturę, czy ciśnienie, ale dopilnować, czy opatrunek nie mokry, jeśli były bilanse diurezy, wszystko notować, podejmować szybkie decyzje. Przygotowywałam i zawoziłam chorych windą na salę operacyjną. W pierwszych latach 70. nie było sal pooperacyjnych, wszyscy pacjenci leżeli razem, przychodziły całe rodziny i musiałyśmy pilnować, żeby nie nakarmili ojca, matki, czymś, co zaszkodzi. To była szkoła życia.

– Pacjent oczekuje dobrego słowa.

– Ważne jest, żeby pracę polubić, wiedzieć, że pacjent jest najważniejszy, bo zarobki zawsze były niskie. Były momenty, że nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Jak już nie było sił, mówiłam do siebie: „wytrwaj, wyobraź sobie, że to ktoś z najbliższej rodziny, każdego trzeba tak samo obsłużyć, być oddanym dla niego.” Na dziecięcej endokrynologii miałam do czynienia między innymi z dziećmi chorymi na cukrzycę, przydały się doświadczenia z dorosłymi. Mali pacjenci są szczególnie wrażliwi na ból, żeby zrobić zastrzyk, podłączyć kroplówkę, potrzeba zdobyć ich zaufanie. Dziewczynka w nocy bała się, siedziała za szybą, wzięłam ją do dyżurki, porozmawiałam, do innej małej pacjentki nie przyszła mama, płacz. Nie można nikogo faworyzować, trzeba reagować odpowiednio.

Po przejściu do pracy w przychodni przy ul. Kaletniczej zaczęła pani działać w Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”.

– Pracowałam jako pielęgniarka zabiegowa, potem środowiskowa – z dorosłymi i z dziećmi. Odwiedzałam rodziny w domach na terenie Głównego Miasta. Poznałam bliżej i zaprzyjaźniłam się z przemiłą, nieżyjącą już, niestety, panią Dobrochną Michel, której robiłam zastrzyki, a potem ona, jako artysta plastyk, włączyła się w naszą działalność charytatywną, przygotowując wystrój sal na spotkania. Jej mąż, inż. arch. Stanisław Michel powiedział, że przydałabym się w Stowarzyszeniu, od dawna widział potrzebę zajęcia się w Śródmieściu ludźmi starszymi, myślał o założeniu klubu seniora. Pracując w przychodni na Kaletniczej współpracowałam z działającą tam wtedy komórką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, chodziłam do rodzin na interwencje, widziałam dużo potrzeb w środowisku. I tak w 2000 roku, razem z Anna Makillą – Puczką i Barbarą Tułodziecką – Stangel, założyłyśmy Komisję Zdrowia i Opieki Społecznej przy Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”, która ściśle współpracowała z lokalnym MOPS. Nieco później dołączyły do nas: lek. med. Anna Kit – Bieniecka, obecna przewodnicząca i Helena Korzeniowska, także do dziś pracująca z nami.

– Kiedy komisja wkraczała do akcji?

– Zdarzało się, że w rodzinie umarł ojciec, albo matka, albo, co w tym czasie było częste, rodzice wyjechali do pracy za granicę i dzieci zostawały pod opieką babć. Matka, ojciec, tylko czasem wspierali finansowo swoje dzieci, które czuły się zawsze niepełnowartościowe, potrzebowały akceptacji w grupie. Bywało, że wnuczce, wnukowi, urosły stopy i babcia nie miała za co kupić trampek, wszyscy żyli z jednej emerytury. MOPS w takich sytuacjach dawał zapomogę, ale jednorazową. Doszliśmy do wniosku, że trzeba co dzień tym rodzinom pomagać, żeby miały co jeść, co na siebie włożyć itp. W działalność włączyły się wszystkie komisje Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Nawiązywaliśmy kontakty z okolicznymi szkołami, bardzo aktywnie współpracowaliśmy ze Szkołą Podstawową nr 50 przy ul. Grobla IV.

– Nie było wtedy grantów dla organizacji pozarządowych.

– Zaczęliśmy pozyskiwać sponsorów, którzy dostarczali: produkty żywnościowe, odzież, zabawki, książki itp. do paczek. Wszyscy, do których zwracaliśmy się, byli otwarci, tym bardziej, że niektórzy kupcy, przedsiębiorcy, działali w naszym Stowarzyszeniu. Odpowiadano na hasła: zbieramy książki, zabawki, ubrania. Najbardziej hojny, uczynny, który nigdy nas nie zawiódł, był Ryszard Grzesik, kupiec z Hali Targowej, dawał najlepszej jakości owoce, często sam je przywoził. Włączały się najróżniejsze lokalne społeczności, począwszy od grup gimnastycznych, na naszych sąsiadach skończywszy. Ten przekazał ubranka po dzieciach, inny ofiarował nieużywany wózek dziecięcy dla samotnej matki. Wśród darczyńców znaleźli się przedstawiciele polonii kanadyjskiej. Lista jest długa, wszystkim jesteśmy bardzo wdzięczni.

– Trzeba wiedzieć komu, co i jak dać.

– Potrzeby określaliśmy w rozmowach z lekarzami, pracownikami socjalnymi MOPS i paniami świetliczankami w szkołach. Dzieci otrzymywały, na przykład na Dzień Dziecka, na święta, paczki z ubraniami, słodyczami, mlekiem, odżywkami, maskotkami. Organizowaliśmy zabawy, loterie, konkursy, zawody, wycieczki, szczególnie zapisał się w pamięci wypad do ZOO, odbywały się wyjazdy młodzieży na wakacje, na przykład nad jezioro Mausz. Były wśród naszych podopiecznych dzieci niepełnosprawne, w tym dwoje na wózkach z porażeniem mózgowym. Weszliśmy z działalnością na dziecięcy oddział onkologii, chirurgii do Szpitala Wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Urządzaliśmy dla chorych dzieci Mikołaje, zanosiliśmy paczki, występował zespół Aksamitki ze Szkoły Podstawowej nr 57, organizowaliśmy konkursy wiedzy o Gdańsku z nagrodami książkowymi, nasz kolega ze Stowarzyszenia, Andrzej Furmaga, podarował małym pacjentom dwa aparaty fotograficzne.

– Serce i pomoc okazywaliście i okazujecie seniorom.

– W Śródmieściu żyje wielu starszych ludzi, miejscem ich spotkań była przez długi czas świetlica Szkoły Podstawowej nr 50. Mieszkańcy z przyjemnością wychodzili z domów, ładnie się ubierali. Spotykaliśmy się na opłatkach, na Walentynkach dzieci wręczały uczestnikom serduszka z napisem: „Z najlepszymi życzeniami od przybranej wnuczki”. Z Anną Makillą przygotowywałyśmy stosy kanapek. Zawsze wielkim wydarzeniem był udział w spotkaniach wspaniałej aktorki, Haliny Słojewskiej, która recytowała poezję. Wtedy myśleliśmy o stworzeniu Śródmieściu Klubu Seniora, niestety, nie znaleźliśmy lokalizacji. Na Długim Targu przestał działać KMPiK, gdzie ludzie starsi chętnie się spotykali i czytali gazety.

– Mieszkańcy pamiętają, jak członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” kwestowali na Drodze Królewskiej na rzecz szkół, które ucierpiały na skutek powodzi.

– Najbardziej poszkodowane były dwie szkoły na Oruni i jedna na Olszynce. Jest to teren bardzo ubogi, niektóre rodziny mieszkały na działkach, które zostały doszczętnie zalane i nie miały gdzie się podziać. Zrobiliśmy plan kto i gdzie będzie z kwestą chodził, wypożyczyliśmy puszki z PCK, uzyskaliśmy pozwolenie od miasta. Zbierali pieniądze wszyscy nasi członkowie, każdej szkole przekazaliśmy po prawie 2 tysiące złotych.

– Mijają lata, zmieniają się realia, a potrzeby ludzi ubogich, samotnych, chorych, są nadal.

– Od czasu, gdy pracownicy socjalni opuścili przychodnie zdrowia, osoby starsze, potrzebujące pomocy, przestały mieć łatwy dostęp do świadczeń, nie każdy może dotrzeć do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej przy ul. Powstańców Warszawskich. Brakuje geriatrów, lekarze pierwszego kontaktu mają zbyt wielu pacjentów, żeby zajmować się dłużej osobami w podeszłym wieku. Zaczęliśmy organizować prelekcje, pogadanki na temat zdrowia, na przykład o nadciśnieniu, o chorobach onkologicznych, przyjmowane są z dużym zainteresowaniem. Lekarze dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem bezpłatnie w wolnym od pracy zawodowej czasie.

Nie ma już konieczności, żeby starsze osoby zbierały się w szkołach, są inne formy, powstało dużo klubów seniora. Pojawiają się nowe formy spotkań, na przykład Dni Sąsiadów, z których mieszkańcy, w tym samotni, wykluczeni z czynnego życia, chętnie korzystają, nawiązują kontakty, które później kontynuują.

Anna Makilla podpatrzyła, że w Sopocie seniorzy spotykają się w kawiarniach i już kolejny rok, w porozumieniu z kawiarniami w Śródmieściu, rozdajemy emerytom i rencistom „Karty dla Seniora”, upoważniające do zakupu kawy, albo herbaty za symboliczną cenę.

– Ktoś powie, że są organizacje, instytucje, powołane do pomocy.

– Tam są bariery, nie zawsze możliwe do pokonania. Poza tym, nie wszyscy potrzebujący wiedzą do kogo i po co można się zwrócić. Trzeba patrzeć i widzieć tych, którzy sobie nie radzą. Potrzeby były, są i będą. Każdy może w takim, czy innym zakresie, komuś pomóc. Obserwuję, że w kamienicach, blokach, gdzie lokatorzy się znają, jest pomoc sąsiedzka. Ludzi dobrej woli nie brakuje, można do nich dołączyć i współpracować, tylko trzeba chcieć.

Rozmawiała Katarzyna Korczak

panie 4 fot_J_Wikowski  DSC06254

Danuta Znamierowska i Anna Makilla w gronie odznaczonych. Fot. Janusz Wikowski

 

Odszedł ś.p. dr med. Roman Okoniewski

okuniewski fot.Anna Jakubowska 02.03.11.-338 czerwca 2014 r. po długiej i ciężkiej chorobie zmarł dr med. Roman Okoniewski, wybitny specjalista chirurgii urazowej i ortopedycznej. Urodził się i wychował w Gdyni. Ukończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Mieszkał w Sopocie. Przez blisko pięćdziesiąt lat pracował jako chirurg ortopeda, w tym dwadzieścia lat pełnił funkcję ordynatora Oddziału Ortopedii Szpitala Miejskiego w Gdyni. Zasłużył się ratując rannych podczas wypadków grudniowych w 1970 roku w Gdyni. Był członkiem Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia’ 70, oddział w Gdyni.

Prawdziwy lekarz humanista. Kochał przyrodę, muzykę, poezję, teatr. Był zapalonym narciarzem i żeglarzem. Pięknie fotografował. Dużo podróżował. Przez dwa lata był kierownikiem Kliniki Ortopedyczno-Urazowej na University of Nigeria.

 

Pogrzeb odbędzie się 17 czerwca 2014 r.

Msza o godz. 11 w kościele św. Jerzego w Sopocie.

Wyprowadzenie zwłok o godz. 13 w kaplicy na Cmentarzu Katolickim w Sopocie.

 

Na zdjęciu dr med. Roman Okoniewski podczas wernisażu wystawy swoich zdjęć pt. Ptasie impresje” 31 marca 2011 r. w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej przy ul. Śniadeckich 33 w Gdańsku – Wrzeszczu. Fot. Anna Jakubowska

Histologia powstania Sztandaru Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

12 DSC05649

Dwudziestolecie powstania Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” to doskonała okazja do podsumowania działalności naszego Stowarzyszenia. Na uwagę zasługuje fakt powstania inicjatywy wykonania Sztandaru naszego Stowarzyszenia. Świadczy to jak wielkie znaczenie dla członków i działaczy naszego Stowarzyszenia, zarządu i sympatyków ma praca na rzecz naszego miasta Gdańska.

Najgorętszą propagatorką wykonania Sztandaru była koleżanka Jarosława Strugała.

Sporządzenia rysunków sztandaru dla hafciarek podjął się członek Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” architekt i malarz Tadeusz Stasinski- Rogen.

Powstały 3 projekty wstępne o różnych wersjach:

  • 1. Z herbem prostym i szarfą „Nec Temere, Nec Timide”, który stosowano w Wolnym Mieście Gdańsku z lwami mocno wspierającymi herb.
  • 2.Następniepowstała wersja herbu o bokach rozczłonkowanych (barokowych) ale lwy trzymające herb są delikatne jak gdyby grzecznościowo trzymają herb Gdańska ,z czerwonymi, jakby w uśmiechu, zadowoleniu wysuniętymi jęzorami i głowami w tzw. profilu.
  • 3.Kolejna wersja herbu charakteryzowała się bogatym rysunkiem korony królewskiej, a lwy były w pozach spokojnych, bardzo przyjaznych.

W projektowaniu sztandaru uwzględniono elementy herbu znajdującego się na plafonie w Ratuszu Głównomiejskim w Sali Sądowej, który stworzył Holender działający na terenie ówczesnego Gdańska – Van den Blocke.

Strona druga sztandaru na kremowym (ekry) tle narysowano 35 cm wys. symbol dużego „G” z integrowaną koroną i dwoma gdańskimi srebrnymi krzyżami oraz napisami: – górą „Stowarzyszenie” – dołem „Nasz Gdańsk”.

W celu ożywienia sztandaru dół i górę sztandaru ozdobiono szachownicami biało-czerwonymi odpowiednio dużymi (6×6 cm) po obu stronach sztandaru, a tło sztandaru obu stron ustalono w kolorze jasnego beżu – ekry.

Projektant zdecydował się na bogato rozczłonkowaną koronę królewską z rubinowymi i szafirowymi kamieniami szlachetnymi.

By haftowane powierzchnie nie były płaskie przewidziano podkład bawełniany, który podłożono pod tarczę gdańską, pod oba lwy jak również pod dużą złotą koronę.

Powierzchnia sztandaru wynosi 120 cm na 100 cm, a ze względów technicznych sztandar jest 3-warstwowy z lnianym płótnem wewnątrz.

Wokół sztandaru pozostawiono 2 cm szeroki wolny od dekoracji odstęp obrzeżony złotą nicią.

Po ustaleniu ostatecznej wersji sztandaru i szarf projektant wykonał rysunki na folii w skali 1:1.

Wykonane rysunki w skali 1:1 posłużyły hafciarkom do przekopiowania na osnowę w celu dokładnej realizacji projektu sztandaru oraz trzech dekoracyjnych szarf nośnych.

Trzy wolne brzegi (od drzewca) sztandaru obszyto 5 cm szerokimi złotymi frendzlami.

Drzewce zaprojektowano z drzewa wiśniowego o przekroju okrągłym, lakierowane i bejcowane na brązowo, szlifowane, polerowane oraz pokryte lakierem bezbarwnym i skręcane w połowie z okuciem mosiężnym.

Na szczycie drzewca by podkreślić polskie korzenie Gdańska przewidziano spiżowego orła piastowskiego, a pod nim spiżowy napis „Nasz Gdańsk”.

U góry drzewca nabite są pamiątkowe mosiężne plakietki z nazwiskami Prezesa Zarządu doc. dr. inż. Andrzeja Januszajtisa, projektanta Sztandaru arch. m.a. Tadeusza Stasinskiego-Rogena oraz wszystkich członków Zarządu, aktywu i sponsorów.

Dużym zaangażowaniem nad terminowym i prawidłowym wykonaniem sztandaru, (którzy jeździli regularnie ze mną) wykazali się Jarosława Strugała, Skarbniczka Stowarzyszenia Anna Kuziemska, Andrzej Siewruk i Józef Kubicki.

Pieczę nad całością przedsięwzięcia jak zwykle sprawował prof. Andrzej Januszajtis, (nawet raz pojechał z nami do hafciarki w Luzino) gdzie w ciągu pięciu bez mała miesięcy na ramach – krosnach powstawał nasz sztandar.

Trzeba tu nadmienić, że sporządzenie ostateczne projektu sztandaru wraz z trzema szarfami dł. 135 cm i całości rozrysowanej w skali 1:1 zajęło pełne dwa miesiące.

Tadeusz Stasiński

Zdjęcia: Janusz Wikowski

17 DSC05682 17 DSC05677 12 DSC05657 12 DSC05649 3 DSC05656 2 DSC05668 16 png DSC06131

14 DSC05664

W Orunii – „Po stronie prawdy”

trwam p70
Gorąco zapraszam na spotkanie, podczas którego będzie okazja poruszyć lokalne problemy Gdańska i swojej dzielnicy.
Program telewizyjny stacji TV Trwam będzie prowadzony na żywo przy przejeździe kolejowym w Gdańsku Oruni przy ul. Dworcowej 04.06.2014 o godz. 17:00.
Jest to cykl programów TV Trwam dotyczących lokalnych problemów.
Podczas tej audycji chcielibyśmy poruszyć sprawę przejazdu kolejowego oraz planowanej budowy linii napowietrznej elektroenergetycznej 110 kV Gdańsk Błonia-Pruszcz Gdański -Straszyn – GPZ Maćkowy, a także Parku oraz zabytków Oruni.
Ponadto będzie możliwość poruszenia innych bulwersujących tematów na które każdy z Nas może zabrać głos i przyczynić się do poprawy życia nas wszystkich!
Zapraszam wszystkich zainteresowanych wraz z całymi rodzinami!
Ps. Przykładowy reportaż:
Józef Kubicki
założyciel IKO

Strategia Rozwoju Gdańska pod lupą inżynierów

Konsultacje społeczne dla członków i sympatyków NOT. Pomorska Rada FSNT NOT w Gdańsku zaprasza inżynierów, techników i popularyzatorów wiedzy technicznej do udziału w konsultacjach społecznych dotyczących Strategii Rozwoju Gdańska – projektu dokumentu uchwalonego przez Radę Miasta Gdańska.

Spotkanie konsultacyjne odbędzie się 9 czerwca o godz. 17.00 w Domu Technika NOT w Gdańsku. Spotkanie poprowadzi dr Piotr Dwojacki z komitetu Gdańsk Obywatelski. Formalne konsultacje prowadzone przez władze Miasta Gdańska kończą się 13 czerwca br.

Uczestnicy spotkania postarają się znaleźć odpowiedź na pytania: Jaka jest wizja przyszłości Gdańska? Czy Gdańsk będzie chłonął nowe technologie? Czy w Gdańsku będą rozwijać się branże wymagające kompetencji technicznych? Z jakiego dorobku i jakich doświadczeń będzie czerpał Gdańsk?

Piknik Naukowy na Oruni

Postaramy się udowodnić wszystkim uczestnikom, że poprzez zabawę także można się uczyć. Chemia, fizyka czy matematyka nie musi być trudnym, nieprzystępnym przedmiotem szkolnym. Zapraszamy na Piknik Naukowy na Oruni pt.: „I ty możesz zostać chemikiem – nauka przez doświadczenie”.

Powiedz mi, a zapomnę,

Pokaż mi, a zapamiętam,

Pozwól mi wziąć udział, a zrozumiem.
(Konfucjusz)

W imieniu Dyrekcji Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 2 w Gdańsku oraz organizatorów zapraszamy do uczestnictwa w corocznej imprezie organizowanej przez naszą placówkę w ramach Pikniku Naukowego na Oruni pt.: „I ty możesz zostać chemikiem – nauka przez doświadczenie”.
Serdecznie zapraszamy 5 czerwca 2014 r. w godzinach 10.00 – 14.00 do CKZiU nr 2 ul. Smoleńska 5/7 w Gdańsku.

Nasza impreza pt.: „I ty możesz zostać chemikiem – nauka przez doświadczenie” ma na celu rozwijanie zainteresowań naukami przyrodniczymi i technicznymi. Podczas imprezy odbędzie się piknik naukowy, a dziedziniec przed szkołą zamieni się w laboratorium. Przewidziane są pokazy ciekawych reakcji chemicznych: „Sztuczki chemiczne” – Pienisty Potwór, Lokomotywa, Lampa olejowa, Paląca piana, Wydzielanie wodoru. Zabawa kolorami – Czary mary Hary, Kameleon czyli wszystko o KMnO4. Będzie można samodzielnie poeksperymentować w szkolnym laboratorium: zbadać zasolenie Morza Bałtyckiego, przeprowadzić reakcje jakościowe w probówce, zbadać zachowanie cieczy nie newtonowskiej. Poznać „chemię od kuchni”:  Woda gazowana, Samopompujący się balonik, Żyjące Drożdże, Gazowa Fontanna, Barwna skala pH, właściwości białek, zawartość witaminy C, skrobi. Zaprezentujemy praktyczne rady, które pomogą rozwiązać problemy życia codziennego: jak pozbyć się kamienia z czajnika? co zrobić aby ziemniaki nie czerniały, barszcz był czerwony, a mięso się nie psuło? Dowiemy się jak działają baterie słoneczne, wytworzymy Eko-energie, będziemy prognozować pogodę. Czeka nas również spotkanie z geodezją.

Postaramy się udowodnić wszystkim uczestnikom, że poprzez zabawę także można się uczyć. Chemia, fizyka czy matematyka nie musi być trudnym, nieprzystępnym przedmiotem szkolnym. Na naszym pikniku każdy będzie mógł poczuć się naukowcem. Wzbudzimy w Was odkrywców i pozwolimy na czerpanie przyjemności ze zdobywania wiedzy.
Serdecznie zapraszamy!

Joanna Sznajder-Stworzyjanek

opiekun Samorządu Uczniowskiego

Malarstwo i rewitalizacja Starego Gdańska

W budynku NOT w Gdańsku czynna jest wystawa twórczości malarskiej i prac architektonicznych członków Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Wernisaż wystawy twórczości malarskiej i prac architektonicznych Stanisława Michela i Tadeusza Stasińskiego oraz twórczości rzeźbiarskiej Gennadija Jerszowa – członków Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

pt. „MALARSTWO I REWITALIZACJA STAREGO GDAŃSKA”

odbył się w dniu 20 maja 2014 r. w Domu Technika NOT w Gdańsku przy ul. Rajskiej 6.

Wystawę zorganizowały: Naczelna Organizacja Techniczna w Gdańsku oraz Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk”.

Wystawa czynna do 31 maja 2014 r. w godz. 9.00-18.00.

XX-lecie „Naszego Gdańska”

1 png DSC06292W sobotę, 24 maja w Dworze Artusa odbyły się główne uroczystości obchodów XX-lecia działalności Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

O godz. 9.00 w Kościele św. Katarzyny odprawiona została msza sw. w intencji  Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

O godz. 11 w Dworze Artusa, na Długim Targu w Gdańsku rozpoczęły się uroczystości rocznicowe z udziałem przedstawicieli władz miasta i województwa, sympatyków i członków Stowarzyszenia.

Gości powitał Prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, prof. Andrzej Januszajtis.

Podczas uroczystości odbył się akt nadania, poświęcenia i wręczenia sztandaru Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk” ufundowanego całkowicie ze zbiórki publicznej darczyńców.

Zasłużonym działaczom wręczono medale, odznaczeniami państwowowe, wyróżnienia a sympatykom i wspomagającym Stowarzyszenie wręczono dyplomy podziękowania za współpracę.

16 png DSC06131 23 png DSC06151 22 png DSC06150