„Nasz Wrzeszcz” – Koło Inżynierów i Pasjonatów już działa

2 DSC03473Pod patronatem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, którego dwudziestolecie będziemy obchodzili w tym roku, należy promować uczciwych światłych ludzi na stanowiska samorządowe. Nawet kilku radnych bezpartyjnych może łączyć się i popierać wartościowe  inicjatywy (dobre pomysły) niezależnie od opcji i poglądów politycznych. O tych i innych problemach dotyczących aktywności obywatelskiej w życiu Gdańska dyskutowano na spotkaniu inauguracyjnym Koła Inżynierów i Pasjonatów „Nasz Wrzeszcz”.

Koło Inżynierów i Pasjonatów „Nasz Wrzeszcz” zaczyna działać

Spotkanie inauguracyjne

1. Przywitanie uczestników

Józef KUBICKI: „Dziecię się nam narodziło właśnie odebraliśmy je ze szpitala”. Takim porównaniem przywitał zebranych Józef KUBICKI założyciel i inicjator KIiP. „Dbajmy o jego rozwój fizyczny i psychiczny aby się  rosło w zdrowiu”.

Celem Koła Inżynierów i Pasjonatów „Nasz Wrzeszcz” powinno być połączenie nauki i pracy. Wskazane jest wykorzystanie mądrej wiedzy w  praktycznych zastosowaniach. W złożonej teraźniejszości niczego nie można zrobić samotnie – potrzeba łączenia sił. W realizacji wszelkich zamierzeń niezbędna jest wiedza inżynierska, ale też myśl pasjonatów i humanistyczne podejście. W kole jest miejsce dla: lekarzy, prawników, ekonomistów, pisarzy etc. Wskazówką mogą być ubiegłoroczne nagrody im. Jana Heweliusza przyznane zarówno w kategorii nauk ścisłych, jak też  humanistycznych i społecznych:  

Prof. dr hab. inż. Jerzy MIZERACZYK za  badania  zjawiska elektrohydro – dynamicznego w elektrofiltrach, reaktorach plazmy nietermicznej oraz pompach i aktuatorach elektrohydrodynamicznych.
prof. dr hab. Stefan CHWIN za wybitne osiągnięcia w dziedzinie literaturoznawstwa oraz badań nad polską i europejską kulturą XIX i XX wieku.

Pod patronatem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, którego dwudziestolecie będziemy obchodzili w tym roku, należy promować uczciwych światłych ludzi na stanowiska samorządowe. Nawet kilku radnych bezpartyjnych może łączyć się i popierać wartościowe  inicjatywy (dobre pomysły) niezależnie od opcji i poglądów politycznych. Bardziej świadomi obywatele na podobieństwo pracy pszczół powinni wytwarzać miód dla całego społeczeństwa, w którym żyją. Powiedzenie, że „Do miodu ciągną nie tylko pszczoły, ale również szerszenie”, jest zawsze aktualne zwłaszcza, gdy organizacja zdobywa znaczenie i przybywa jej członków, stając się językiem uwagi.

2. Przekazanie zebranym zatwierdzonego przez SNG Regulaminu KIiP.

Arkadiusz KOWALINA – rekrutacja i pozyskiwanie nowych członków odbywać się będzie zgodnie ze statutem na zasadzie rekomendacji. Nowi członkowie muszą znaleźć poparcie dwóch stałych członków np. poprzez zaproponowanie udziału w realizacji konkretnego zadania. Budując fundament pod nową budowlę, warto wykonać go z dobrze dopasowanych kamieni i szlachetnego materiału. Rekomendację, można wycofać.  Kandydat, który nie przejawia aktywności, lub jest niewiarygodny na skutek utraty poparcia obu członków wprowadzających, jest skreślany z listy Koła. Osobami założycielami są:

Witold ANDRUSZKIEWICZ, Marek SZKODO, Józef KUBICKI, Bogdan SEDLER, Katarzyna KORCZAK, Wojciech KULIŃSKI, Arkadiusz KOWALINA, Andrzej WITKIEWICZ, Roman MAKOWSKI, Piotr DWOJACKI, Patryk JASIK.

Mamy wspaniałych naukowców – w Politechnice Gdańskiej i w innych uczelniach komputery i szuflady biurek są pełne idei i pomysłów, dlatego jest ważne, by były zrealizowane w praktyce. Jako specjaliści z różnych dziedzin możemy wspierać samorząd i siebie nawzajem dla dobra ogółu. Realizacji indywidualnych pomysłów, przy wsparciu Koła,  ma służyć powołanie KIiP. W trudnych czasach należy się łączyć, tworzyć więzi i organizować oddolne inicjatywy. Propozycja rewitalizacji Jaśkowej Doliny i parku. W celu ożywienia tego miejsca będzie zorganizowane Sobótkowe Święto z paradą. W programie znajdzie się bogaty wybór wydarzeń sportowych, artystycznych oraz możliwość zaprezentowania „Naszego Gdańska” podczas przemarszu z paradą. Święto sobótkowe jest nawiązaniem do wcześniejszej wielowiekowej tradycji. Inne proponowane działania to odtworzenie stawów oraz odkrycie skanalizowanych części Potoku Jaśkowego zgodnie z opracowana społeczną koncepcją.

3.      Inauguracja koła i dyskusja nad kierunkami działań KIiP 

Patryk JASIK – ważne jest kształtowanie zainteresowań i postaw obywatelskich wśród młodzieży, pokazywanie człowieka neorenesansowego zamiast bezideowości. Projekt „e-Doświadczenia w fizyce” (http://e-doswiadczenia.mif.pg.gda.pl/), w ramach którego stworzono zbiór programów komputerów dla szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych. e-Doświadczenia to bezpłatne narzędzie do nauczania fizyki. 4 szkoły ponadgimnazjalne w Gdańsku przystąpiły do programu:

  • VII Liceum Ogólnokształcące im. Józefa Wybickiego, Chałubińskiego 13
  • Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 6, Głęboka 11
  • IX Liceum Ogólnokształcące, Wilka Krzyżanowskiego 8
  • II Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Pniewskiego, Pestalozziego 7/9

Spośród uczniów, uczestników projektu, 70 proc. zadeklarowało chęć studiowania kierunku związanego z naukami ścisłymi lub kierunku technicznego na PG lub UG. Realizowany jest też inny projekt studencki. Za pomocą tworzonego narzędzia młodzież i dzieci, przy użyciu dostępnych urządzeń, np. telefonu komórkowego, mogą badać zjawiska przyrodnicze.

Trzeba wdrażać nowe technologie w szkołach, by zainteresować dzieci i młodzież, a do tego potrzebna jest zgoda szkoły i współpraca z nauczycielem prowadzącym. Należy pamiętać, że nowoczesna technologia jest tylko narzędziem w nowej rzeczywistości edukacyjnej, a nie treścią samą w sobie. Należy spróbować  przekonać firmy z branży IT, by inwestowały w edukację w Gdańsku, to pozwoli lepiej przygotować młodzież do studiowania na kierunkach ścisłych, związanych z nowoczesnymi technologiami.

Wojciech KULIŃSKI – należy również zadbać o porządek na ulicach, Gdańsk jest najbrudniejszym miastem w Polsce wśród i tak najbrudniejszych miast całej Europy. Nawet za naszą wschodnią granicą nie ma gorszego bałaganu i trzeba to jak najszybciej zmienić. Wystarczy przejść się po głównej arterii Gdańska Al. Grunwaldzkiej, by zauważyć, że ulice są nie sprzątane od zimy. Elewacje wielu budynków i budowli szpecą grafitti. W lasach jest pełno śmieci i potłuczonych butelek. Nie zmieniła tego nawet ustawa i tzw. rewolucja śmieciowa.

Zauważa konieczność sponsorowania kampanii przed wyborami samorządowymi z własnych środków kandydatów, co jest dużym wyzwaniem finansowym. Środowiska bezpartyjne nie są dotowane, w przeciwieństwie do partii politycznych.

Janusz WIKOWSKI: W Portalu Stowarzyszenia  www.nasz.gdansk.pl można utworzyć zakładkę z informacjami dotyczącymi dzielnic, w tym także o działalności Koła „Nasz Wrzeszcz”. Będzie tam można publikować informacje i artykuły na temat Wrzeszcza.

Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” powinno stać się platformą do zakładania lokalnych, dzielnicowych Kół w innych dużych dzielnicach, np. w Oliwie, na Przymorzu, w Nowym Porcie, Brzeźnie, na Wyspie Sobieszewskiej itp. Nie chodzi o dublowanie działalności samorządowej w radach dzielnicy, ale o stworzenie obywatelskiego forum partnerskiego, które będzie w stanie walczyć o sprawy mieszkańców. Przed wyborami samorządowymi niezwykle istotne jest zgromadzenie pod skrzydłami „Naszego Gdańska” bezpartyjnych środowisk lokalnych – ludzi aktywnych, zdeterminowanych do zmian.

Witold ANDRUSZKIEWICZ: W Polsce Ludowej i dziś, czyli przez 70 lat, wszystko urządza się tymczasowo. W latach słusznie minionej epoki zaniedbano nawet turystykę, gdyż obcokrajowców uważano za szpiegów. Stan ten trwa do dziś. W najstarszej części Portu Gdańskiego nad Motławą zbudowano tymczasowe mosty bez możliwości ich otwierania, które okazały się tak trwałe , że do dziś uniemożliwiają dostęp od wody do pięknych atrakcyjnych terenów dla turystyki morskiej. Obecnie zbudowano most Wantowy oraz projektuje się kładkę przez Motławę, co całkowicie uniemożliwi ruch wycieczkowców. Z danych światowych wynika duży potencjał i możliwość rozwoju Gdańska w tej dziedzinie oraz korzystania z profitów tego rozwoju. Mosty, jak przed wiekami, muszą być otwierane. Postuluje zajęcie się i wspieranie gospodarki morskiej, która była podstawą rozwoju Gdańska przez 1000 lat.

W latach 50. Miasto zorganizowało konferencję na temat upiększenia Wrzeszcza i stwierdzono, że przed wojną były tu piękne ogrody. W ramach odnawiania przedogródków ADM zlikwidował wiele kutych ogrodzeń i – zgodnie z modą – zamieniono je na płoty z siatki drucianej. Dzisiaj trzeba zręcznych rzemieślników kowali, by przywrócić dawne  piękno oraz zachęcać do odtworzenia tego, co zostało zniszczone. Okna, zabytkowe drzwi, wystrój klatek schodowych, to relikty dawnej świetności, które należy pieczołowicie zachować i odtwarzać.

Katarzyna KORCZAK: Od 1998 r. realizuje autorski cykl reportaży i spotkań „Ślad” –  projekt ciągły. Ukazuje losy mieszkańców Wrzeszcza po 1945 roku, którzy przybyli tutaj z różnych stron Polski, a nawet świata i rozpoczęli nowy etap życia. Chodzi o dokumentację wydarzeń – zbieranie relacji oraz zdjęć i dokumentów-  związanych z życiem rodzinnym i społecznym, pracą zawodową bohaterów. Spotkania przyciągają mieszkańców, odbudowują się więzi międzyludzkie. W planach jest wydanie książki. Od początku pracy nad cyklem postuluję stworzenie Muzeum Wrzeszcza, w którym, w sposób profesjonalny, gromadzone by były wszelkie materiały i dokumenty związane z życiem we Wrzeszczu. Jest to jedyny sposób, aby to, co ludzie mają w domach, nie uległo rozproszeniu.

Jakub SZCZEPAŃSKI: Jak był jakikolwiek projekt architektoniczny, to od razu  trzeba go było budować we Wrzeszczu. Nasza Dzielnica to zlepek różnorodnej architektury, pośród której znajduje się wartościowa historyczna zabudowa. Społeczeństwo potrzebuje odpowiedzialnych architektów. Za krytykę budowy Quatro Towers firma Hines wytoczyła mieszkańcom proces. Trzeba uświadamiać mieszkańcom, że to, co ich otacza, ma wartość i nie można tego bezmyślnie niszczyć. Warto propagować „Wędrówki po Wrzeszczu”, w 2011 r. wyszła książka po tym samym tytułem. Działania edukacyjne są podstawą wszelkiej pracy, mającej przynieść efekt w przyszłości. Gdańsk będzie taki, jak świadomi będą jego mieszkańcy. Wskazał miejsce lokalizacji Muzeum Wrzeszcza – na terenie Politechniki Gdańskiej – w niewykorzystanym budynku hydrotechniki, który czeka na pomysły.

Tadeusz STASIŃSKI – wskazał na zaniedbania w dziedzinie urbanistyki, które wymagają interwencji. W Gdańsku sprzedawano za bezcen grunty, które były potem wielokrotnie odsprzedawane z zyskiem nic na nich nie budując. Słynne dziury, zamiast odbudowanej tkanki miejskiej straszą mieszkańców i turystów grodu nad Motławą. Miasto w wielu miejscach nie jest dokończone i architektura bezładna. Budynki wydzielone geodezyjnie po obrysach przez co podwórka ulice i chodniki nie mają gospodarza. Mamy do czynienia z mocno zniekształconą estetyką i funkcjonalnością miasta. Również we Wrzeszczu występują tego typu zjawiska. Niezbędne powstanie sekcji urbanistycznej w ramach KIiP.

Protokołował : Arkadiusz Kowalina

Zdjęcia: Janusz Wikowski

12 DSC03459 SONY DSC 10 DSC03443 9 DSC03427 8 DSC03445 7 DSC03457 6 DSC03460 5 DSC03463 SONY DSC 3 DSC03471 1 DSC03479

 

Rozbudzić i rozwijać zdolności muzyczne dzieci

muz ok banerRekrutacyjny004aJak i gdzie rozbudzić i rozwijać zdolności muzyczne dzieci, uczynić z nich wrażliwych i świadomych odbiorców muzyki oraz przygotować do dalszego kształcenia w szkole muzycznej?  

Zespół Szkół Muzycznych w Gdańsku-Wrzeszczu jest szkołą państwową, prowadzoną i finansowaną przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

ZSM składa się z dwóch szkół:

muz budynek1dmowskiego002cien

  • Szkoły Muzycznej I stopnia im. Grażyny Bacewicz, Gdańsk – Wrzeszcz, ul. Dmowskiego 16 B.

oraz

muz budynekSM2stWrzeszczPartyzantow21cienJasny

  • Szkoły Muzycznej II  stopnia im. Fryderyka Chopina, Gdańsk – Wrzeszcz, ul. Partyzantów 21 A.

Historia obu szkół zespołu liczy sobie 68 lat. Ich mury opuściło wielu wybitnych muzyków. Od lat szkoła prezentuje wysoki poziom kształcenia, o czym świadczą coroczne sukcesy uczniów na konkursach, przesłuchaniach i festiwalach muzycznych.

ZSM jest organizatorem konkursów o zasięgu ogólnopolskim.
Zajęcia w szkole odbywają się w godzinach popołudniowych.

Nauka w szkole jest bezpłatna. Szkoła prowadzi tylko przedmioty muzyczne w następujących specjalnościach:

FORTEPIAN , KLAWESYN, ORGANY, SKRZYPCE, ALTÓWKA, WIOLONCZELA, KONTRABAS, GITARA, FLET, OBÓJ, FAGOT, KLARNET, SAKSOFON, TRĄBKA, WALTORNIA, PUZON, TUBA,
PERKUSJA, AKORDEON,  ŚPIEW SOLOWY.

Termin składania podań

  • do Szkoły Muzycznej I stopnia – do 30 kwietnia br.
  • do Szkoły Muzycznej II  stopnia – do 30 maja br.

Więcej informacji udziela sekretariat szkoły:

80-264 Gdańsk-Wrzeszcz, ul. Dmowskiego 16 B

tel. 341 92 13, tel./fax 346 04 20

e-mail: sekretariat@zsm-gdansk.edu.pl

www.zsm-gdansk.edu.pl

S e r d e c z n i e   z a p r a s z a m y

SZKOŁA MUZYCZNA I st.
im. Grażyny Bacewicz
w Gdańsku-Wrzeszczu

Prowadzi naukę gry na instrumentach muzycznych na poziomie podstawowym oraz przekazuje uczniom niezbędną wiedzę z zakresu teorii muzyki.
Nauczanie odbywa się głównie w kierunku muzyki poważnej.
Zajęcia lekcyjne odbywają się w godzinach popołudniowych.
Celem szkoły jest rozbudzanie i rozwijanie zdolności muzycznych uczniów, uczynienie z nich wrażliwych i świadomych odbiorców muzyki oraz przygotowanie kandydatów do dalszego kształcenia w szkole muzycznej II stopnia.
W strukturze polskiego szkolnictwa artystycznego nauka w szkole muzycznej I st. stanowi pierwszy etap kształcenia muzycznego.

Spotkanie z H. Winiarską – „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska”

Winiarska Halina Winiarska 1

Halina Winiarska

Uroczyste spotkanie z Haliną Winiarską, absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, znakomitą polską aktorką teatralną, filmową i telewizyjną, pedagogiem, odbędzie się we wtorek, 25 marca 2014 r., o godz. 13.00 w Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta.

Będzie to już piąte spotkanie z cyklu „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska” – po Tadeuszu Matusiaku, prof. Jerzym Młynarczyku, Krystynie Stankiewicz i prof. Witoldzie Andruszkiewiczu.

Zobacz wywiad: Halina Winiarska. Heroina bez patosu

Ulubiona melodia i życiowe motto

W trakcie uroczystości Halina Winiarska uhonorowana zostanie Medalem Prezydenta Miasta Gdańska.

Wcześniej, o godz. 12.50, na przedprożu Dworu Artusa spotkają się zaproszeni goście i o godz. 13.00 wysłuchają pięknej melodii wybranej przez Halinę Winiarską – „Chóru niewolników” z opery Giuseppe Verdiego „Nabucco”, którą zagra na carillonie Anna Kasprzycka, a następnie zostaną uwiecznieni na wspólnym zdjęciu. Goście przejdą do Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta, gdzie, już tradycyjnie, odbędzie się główna uroczystość. Pani Halinie będą asystować dwie postacie w strojach starogdańskich.

W przygotowaniach do uroczystości i działając w imieniu Zespołu Koordynacyjnego, działacze Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, na czele z doc. dr inż. Andrzejem Januszajtisem odbyli dwa spotkania z Panią Haliną Winiarską w dniach: 21 stycznia i 10 lutego 2014 r. W trakcie pierwszej rozmowy poinformowaliśmy, że organizowane spotkania są wspólną inicjatywą z Muzeum Historycznym Miasta Gdańska, bardzo wspierane przez Dyrektora Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańska i Wydział Edukacji Urzędu Miejskiego, oraz Gdański Oddział PTTK i „Dziennik Bałtycki”. Rozmawialiśmy również na temat programu spotkania, który zawsze ma charakter uroczysty. Podczas drugiej rozmowy Halina Winiarska wyraziła zgodę na uczestnictwo w uroczystym spotkaniu w dniu 25 marca 2014 r. Podała ulubioną melodię na koncert carillonowy oraz swoje motto: „Trzeba umrzeć młodo, możliwie jak najpóźniej”. Na naszą prośbę, wypożyczyła nam ze swego prywatnego archiwum 5 zdjęć dla potrzeb artykułu zapowiadającego i promującego spotkanie w dniu 25 marca 2014 r.

Żywa lekcja historii

Poinformowaliśmy również, że głównym założeniem uroczystych spotkań jest, aby wśród zaproszonych Gości – 50 proc. obecności stanowiła młodzież gdańskich szkół gimnazjalnych i licealnych wyróżniająca się szczególnie pozytywną aktywnością, dobrym poziomem nauczania i zachowania.

Spotkania z Osobami „Zasłużonymi w histoii miasta gdańska” są żywą lekcją historii, a dla Gości honorowym zaproszeniem i nagrodą, szczególnie dla młodzieży.

Na uroczystym spotkaniu z Haliną Winiarską młodzież gdańska będzie reprezentowana przez: 1) Zespół Szkół Ogólnokształcących Nr 5 z Nowego Portu, ul. Na Zaspie 31 a, 2) Gimnazjum Nr 11 ze Stogów, ul. Kłosowa 2, 3) Zespół Szkół Ogólnokształcących z Chełmu ul. Chałubińskiego 13.

Wszystkich zaproszonych Gości powita – Dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska – Adam Koperkiewicz. Następnie wystąpią: doc. dr inż. Andrzej Januszajtis, a główną laudację wygłosi prof. dr hab. Jan Ciechowicz, kierownik Katedry Kultury i Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego, członek Komitetu Nauk o Sztuce PAN.

Po laudacji i wręczeniu wyróżnień wystąpi Halina Winiarska, która wcześniej zapowiedziała nam, organizatorom spotkania, że nie będzie przemawiała tradycyjnie. Przemówi natomiast słowami sławnych i wybitnych polskich poetów: Czesława Miłosza („Walc”) i Wisławy Szymborskiej („Smutki i radości starości” oraz „Jak ja się czuje”). Na koniec wpisze się do „Księgi Pamiątkowej” uroczystych spotkań z osobami „Zasłużonymi w historii Miasta Gdańska”.

Halina Winiarska to wybitna polska aktorka, zasłużona w czasach „Solidarności”. W latach 1966–2003 była aktorką Teatru Wybrzeże w Gdańsku”. Lista otrzymanych odznaczeń, nagród i wyróżnień jest długa, bo jej wyjątkowy talent, pracowitość i zasługi – wniosły nowe znaczące wartości do kultury.

Rufin Godlewski

„Batory”. Co nam zostało z tych lat…

Batory Na pokładzie, lipiec 1972-ed-b12

Zbyszek Michalak na pokładzie ts/s Stefan Batory, lipiec 1972 r. Fot. ze zbiorów Teresy Michalak

M/s Batory (1936 – 1969) i ts/s Stefan Batory (1969 – 1988)

Kuratorami wystawy byli: Stefan Figlarowicz, Anna Makowska i Arek Staniszewski. Zdjęcia i relacje zamieszczone na wystawie dotyczyły fragmentu historii m/s Batory i ts/s Stefan Batory – powitania transatlantyku w Gdyni w lipcu 1966 roku i pożegnania jego następcy udającego się w pierwszy rejs w kwietniu 1969 r.

Zwiedzający i ci, którzy dowiedzieli się o prezentacji i apelu kuratorów z mediów, dzielili się i wciąż dzielą wspomnieniami, przynoszą dokumenty, pamiątki, wiążące się z podróżami na obu statkach.

– Dziś, z perspektywy czasu, w epoce podróży lotniczych oraz internetowych, prezentowane zdjęcia stają się, oprócz przyczynku do historii fotoreportażu,

dokumentem historii – reliktem celebry towarzyszącej tajemniczym długim, dalekim podróżom w nieznane – powiedział Stefan Figlarowicz.

Oto fragmenty wspomnień:

M/s Stefan Batory – Moje rejsy 

W 1972 roku mój syn Zbyszek i ja popłynęliśmy do Anglii statkiem Stefan Batory, na zaproszenie rodziny ze strony mego ojca. Dla syna wówczas 13-latka było to wydarzenie szczególne, ale ja także bardzo cieszyłam się na ten rejs, od dziecka uwielbiałam podróże. Stefanem Batorym dowodził wówczas kapitan Hieronim Majek, szwagier mego męża, co dało nam możliwość lepszego poznania statku, jego zakamarków i pracy załogi. Zbyszek mógł zwiedzić mostek kapitański i maszynownię. Uczestniczyliśmy  zarówno w imprezach, organizowanych przez niezapomnianego oficera kulturalno-rozrywkowego – Eryka Kulma, jak i w wycieczkach po Kopenhadze i Rotterdamie.

W drodze powrotnej płynęliśmy przez Kanał Kiloński, podziwiając liczne mosty i nabrzeża ciągnące się wzdłuż Kanału, domy, samochody, jako że był to kraj „zgniłego kapitalizmu”, jak nam wówczas w Polsce wmawiano. W którymś dniu rejsu do kapitana zgłosił się pasażer z pytaniem czemu na statku zatrudnia się dzieci. Kapitan zaprzeczył, że nic takiego nie ma miejsca, ale okazało się, że Zbyszek zaprzyjaźnił się z windziarzem, a ten pozwolił mu obsługiwać przez chwilę windę. Na zakończenie naszej eskapady kapitan podarował Zbyszkowi swoje zdjęcie z żartobliwą dedykacją na odwrocie.

Teresa Michalak

– Pani Teresa zadzwoniła do mnie 30 sierpnia wieczorem i długo rozmawialiśmy – mówi Stefan Figlarowicz. – Jednocześnie wymieniliśmy się mailami. Tekst dostałem 31 sierpnia, potem identyfikowaliśmy fotografie, wysyłała mi oddzielnie JPG, bo najpierw były wklejane do pliku tekstowego. Ostatni mail dostałem 25 listopada z adresem pocztowym dla rozesłania zaproszeń na wystawę. Autorka zmarła w styczniu 2014.

Historia „Małego Gapowicza”

Historia „Małego Gapowicza” to jedna z wielu opowieści o różnych wydarzeniach, nieraz nieprawdopodobnych, które wydarzyły się na pokładzie Batorego. Wiem, że pamięć ludzka jest zawodna, trudno mi określić datę tego wydarzenia. Z tego co sobie przypominam był przełom roku 1966-1967, kiedy na pokład Batorego dostał się chłopiec w wieku 12 lat, któremu zamarzyła się podróż do Kanady, aby tam przeżyć przygodę swojego życia. Chłopiec zauroczony książka-mi przygodowymi, tak jak ich bohaterowie zapragnął zostać traperem, tropicielem, myśliwym, mieszkać w namiocie i żyć wśród Indian.

Dostał się na statek korzystając z zamieszania panującego na Dworcu Morskim w czasie mustrowania pasażerów. Szczęście mu sprzyjało, nikt początkowo nie zwrócił uwagi na małego chłopca, który pomysłowo realizował swój plan.

Podczepił się do rodziny z dziećmi, udając, że jest jej członkiem, następnie poinformował stewarda, że nie dostał się ze swoją rodziną na tzw. pierwsze krycie na posiłki w mesie. Steward wskazał mu stolik i miejsce gdzie ma siadać na drugim kryciu i tak mały podróżnik zabezpieczył sobie posiłki. W nocy kiedy spał na korytarzu na kanapie, wyjaśnił, że mama, przyprowadziła sobie do kabiny gościa i poprosiła go by posiedział na korytarzu. Wzruszony steward przyniósł mu koc. Zawiadomił jednak o tym swojego przełożonego, a następnego dnia zaczęto bacznie mu się przyglądać.

Okazało się, że rodzina z którą mały podróżnik spędza czas nic nie wie o nim, nie zna jego mamy itd.

Zawiadomiono mojego tatę kapitana Juliusza Chrapkiewicza, że na statku jest tzw. blindziarz – [Blindziarz (blinda) – „ślepy pasażer” czyli odmiana pasażera na gapę (wikipedia)]. Przyprowadzono małego urwisa, który opowiedział jak dostał się na statek. Pamiętam, że chłopiec mieszkał gdzieś na południu Polski. To wydarzenie zapamiętałam z opowiadania taty ale, że miałam brata w podobnym wieku, tato nie opowiadał tego ze szczegółami, żeby innym młodym chętnym do przeżywania przygód, nie przyszło to do głowy.

Alicja Wajszczyk, córka kpt. Juliusza Chrapkiewicza

Gdynia, 6 lutego 2014

(K.K.)

UWAGA!

Kuratorzy wystawy nadal gromadzą wspomnienia, dokumenty i relacje.

Zainteresowani proszeni są o kontakt: telefon stacjonarny (58) 556 57 81, mail Studium Fotografii Artystycznej sfa.gda.pl@interia.pl  

https://www.facebook.com/pages/Studium-Fotografii-Artystycznej-SFa/204802749681713

Batory Kapitan Hieronim Majek

Kpt. Hieronim Majek. Fot. ze zbiorów Teresy Michalak

Batory Podziękowanie dla Zbyszka png

Dedykacja dla Zbyszka

 

Sztandar na 20-lecie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

Flaga z Apoteozy Gdańska (Izaak van den Block, 1608)

Flaga miejska z Apoteozy Gdańska Izaaka van den Blocka (1608)

Zbliża się dwudziesta rocznica działalności naszego Stowarzyszenia. Z inicjatywy naszej koleżanki, pani Jarosławy Strugałowej, jedną z form uczczenia naszego święta ma być ufundowanie i poświęcenie sztandaru.

Strona „stowarzyszeniowa” sztandaru jest oczywista: ma nosić jego godło i nazwę. Dla drugiej strony zaproponowałem wykorzystanie flagi Gdańska, namalowanej na obrazie Izaaka van den Blocka „Apoteoza Gdańska” z 1608 roku w Wielkiej Izbie Rady (tzw. Czerwonej Sali) gdańskiego Ratusza. Propozycję przyjęto. Na podstawie dostarczonych przeze mnie podkładek kolega inż. arch. Tadeusz Stasiński narysował projekt. Wykonanie powierzono, specjalizującej się w tego rodzaju pracach hafciarce, z Luzina. Sztandar będzie kosztował ok. 5 tys. zł. Urząd Marszałkowski wyraził zgodę na rozprowadzanie cegiełek o nominałach 20, 50 i 100 zł. Gorąco zapraszamy naszych Członków i Sympatyków do wspólnego ufundowania sztandaru, który będzie nam towarzyszył w uroczystych chwilach.

A będzie naprawdę niezwykły. Flaga, przyjęta za wzór, zdobi na obrazie nadbudówkę rufową okazałego okrętu, stojącego przy moście na Motławie. Jest inna od tej, którą znamy i której używamy do dziś – czerwonej z białymi krzyżami i złotą koroną. W białym polu, obrzeżonym u góry i u dołu szlakiem złożonym z podwójnych pasów czerwonych i białych kwadratów, dwa złote lwy trzymają półokrągłą czerwoną tarczę z dwoma białymi krzyżami. Złota korona jest umieszczona nad tarczą, niezgodnie z przywilejem Kazimierza Jagiellończyka z 25 maja 1457 r., który dodając ją nad krzyżami stwierdzał, że ma być „w górnej części tarczy.” Jest zadziwiające, że tolerowano takie odstępstwo od heraldycznej poprawności w głównym obrazie reprezentacyjnej sali Ratusza! Że taka flaga, obok czerwonej, również była w użyciu, świadczy  egzemplarz z tego samego czasu, zachowany na Wawelu, z tą samą kolorystyką płata tkaniny i herbu. Mam zdjęcie tylko fragmentu, więc nie wiem czy także miała szachownicowe pasy u góry i dołu, mogę jedynie stwierdzić, że wyhaftowany na niej herb jest prawidłowy: dodana przez króla korona jest nad krzyżami w górnej części tarczy i taką wersję przyjęliśmy w naszym sztandarze.

Andrzej Januszajtis

2. Flaga gdańska z Państw. Zbiorów Sztuki na Wawelu (fragment)

Herb Gdańska na fladze w zbiorach wawelskich.

Cegiełeki na sztandar „Naszego Gdańska”

ceg png 50-01

Powstaje sztandar Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Będzie sfinansowany ze zbiórki na ten cel. Są już do nabycia cegiełki. 

– Cegiełki o nominałach 20, 50 i 100 zł członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” będą rozprowadzać na terenie całego województwa pomorskiego – powiedziała Jarosława Strugała, inicjator przedsięwzięcia. – Zachęcamy do kupowania cegiełek osoby indywidualne oraz firmy.

Sztandar Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” wykonuje hafciarka, pani Krystyna Bargańska z Luzina, która specjalizuje się w haftowaniu sztandarów. Prace są już daleko zaawansowane.

Grupa przedstawicieli Stowarzyszenia dobrała nici, co wymagało wielkiej precyzji, bowiem – jak mówi pani Strugała – czerwień czerwieni nie jest równa, ma wiele odcieni. Tydzień temu, podczas wizyty w pracowni hafciarki okazało się, że część haftu trzeba było spruć, ponieważ kratka biało – czerwona znajdująca się z dwóch stron sztandaru, wykonana była z niewłaściwie dobranych nici.

– Zobaczyliśmy jak nici sprawdzają się w hafcie – kontynuuje pani Jarosława Strugała. – Trzeba było zmienić nici i sposób wykonania tarczy, aby haft był nieco podniesiony. Ustaliliśmy kilka innych ważnych szczegółów. Za tydzień pojedziemy do Luzina znowu, żeby zobaczyć, jak sztandar wygląda po tych zmianach.

Zmienione tez zostało na drzewcu wykończenie, zamiast herbu Gdańska na szpicy, znajdzie się godło narodowe. Ustalono, że gwoździe na drzewcu z nazwiskami fundatorów nie będą informowały o wysokości przekazanej kwoty.

 (K.K.) 

ceg png 100-01 ceg png 50-01 ceg png 20-01

Halina Winiarska. Heroina bez patosu

Halina Winiarska 2

Halina Winiarska – wybitna aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna.

W sierpniu 1980 r. występowała wraz z grupa aktorów dla strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej, pełniła funkcję przewodniczącej Komitetu Zakładowego „Solidarności” w Teatrze Wybrzeże, brała udział w koncertach poetyckich w kościołach w czasie stanu wojennego – Halina Winiarska, wybitna aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna.

Halina Winiarska wspomina stan wojenny: „Byłyśmy na drugim piętrze, pilnowało nas Wojsko Polskie, a my dla żołnierzy spuszczałyśmy na sznurkach w termosie gorącą herbatę, oni do góry nam podawali karteczki z informacjami, co się dzieje, radia nie miałyśmy. Absolutna komitywa”. 

Rozmowa z Haliną Winiarską, wybitną aktorką teatralną, filmową i telewizyjną.

– Wielkiej klasy aktorka, klasyczna uroda, zniewalający głos, dystans w grze, elegancja, głębokie zrozumienie tekstu, ucieleśnienie scenicznego ideału.

– Byłam, byłam! Teraz już nie, bo to nie zostaje. Ten rozdział życia mam za sobą. We właściwym momencie podjęłam decyzję, przestałam grać na scenie, w porę opuściłam żaluzje. Nie lubię, nie mogę wspominać, nie sprawia mi to przyjemności, raczej się zmagam z pamięcią. Zresztą – od takiej strony – nigdy do roli nie podchodziłam, nie przywiązywałam wagi ani do wyglądu, ani do postawy specjalnej, tego ani nie szukałam, ani się nie dokopywałam. Ja raczej doszukiwałam się sensu w samym tekście i to było zawsze najważniejsze, żeby go dobrze pojąć i jasno, klarownie powiedzieć. Nawet sobie niedawno pomyślałam, że gdyby ktoś teraz zaproponował mi rolę, nie wróciłabym na scenę. Jedyną rzeczą, której nigdy bym się nie wyrzekła, jest poezja, to mi daje pełną satysfakcję, to lubię i chcę robić.

– Występowała Pani na scenach w Nowej Hucie, Białymstoku, Rzeszowie, Zielonej Górze, Poznaniu, by wreszcie w 1966 na stałe związać się z Teatrem Wybrzeże.

– Po przyjeździe do Gdańska na pierwszym miejscu bym postawiła sztukę „Punkt przecięcia” Paula Claudela w reżyserii Piotra Paradowskiego, której premiera odbyła się w 1968 roku na scenie kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie. Grałam z Jerzym Kiszkisem, moim mężem i świętej pamięci Andrzejem Szalawskim, wielkim aktorem, znacznie starszym od nas. Bardzo sympatyczna była współpraca z reżyserem, tekst poetycko piękny, zniewalający, mądry, szukaliśmy jeszcze pogłębienia i to sprawiało nam przyjemność, radość, wiedzieliśmy, że coś ważnego chcemy powiedzieć widowni. To było niezwykłe przedstawienie między innymi dlatego, że ogromne skróty wprowadziła nam cenzura, z którą toczyliśmy wielką wojnę. Mieliśmy tego świadomość i – kiedy nie można było wypowiedzieć słów – wzmacnialiśmy dialog, zdarzenia, wprowadzając więcej emocji. Spektakl, mimo skrótów, powstał bardzo wartościowy, publiczność odbierała go świetnie.

– Współpracowała Pani z innymi znakomitymi reżyserami.

– W Poznaniu, Zielonej Górze spotkałam się z Markiem Okopińskim, który nie był wymagający, trzeba było samemu szukać sensów różnych i on je wtedy pokazywał, przyjmował. W Gdańsku najlepiej wspominam pracę ze Stanisławem Hebanowskim, do dzisiaj go widzę, chodzącego na sztywnych nogach, z tekstami pod pachą. Był wielce wykształconym człowiekiem, filozofem, przerastał znacznie wszystkich aktorów. Ale myśmy też drwiny sobie robili z niego, wyciągaliśmy jakieś słowo, którego nie rozumieliśmy, zadawaliśmy pytania z pogranicza filozofii i on zaczynał tłumaczyć. Chodziło o to, żeby dowiedzieć się jak najwięcej i przedłużyć rozmowę i nie zaczynać od razu próby. Brał wszystkie nasze prośby poważnie, był ciągłym źródłem mądrości, wielu rzeczy można się było od niego nauczyć. Był bardzo sympatycznym człowiekiem, chociaż miał swoje zawirowania. Wiedział czego w tekście dramatycznym szukać, chociaż myśmy nie zawsze jego rozumieli, gdy chcieliśmy dociekać, był skory do objaśnień, drążenia kwestii, tematu, słowa. Jego spektakle były znaczące, bardzo dobre i wartościowe. Bardzo interesująca była praca z Zygmuntem Hubnerem, kiedy reżyserował „Ulissesa”.

– Za czasów Stanisława Hebanowskiego grała pani heroiny – Elektrę, Ifigenię, Marię Stuart, Kliteimnestrę, Helenę…

– Byłam jego ulubioną aktorką, być może repertuar nawet dobierał szukając partii dla mnie. Pewnego dnia, z przykrością, ale się przyznaje do tego, zaproponował mi rolę Fedry w dramacie Jeana Racine’ a  i ja się pierwszy raz zbuntowałam, powiedziałam: „Co, ty znowu chcesz, żebym stała jak ta pionowa belka i klepała wierszyki, które ty przetłumaczyłeś? Nie będę tego grała!”. Bardzo go uraziłam. Obraził się na mnie. Sztuka nie została zrealizowana. I od tej pory nie obsadzał mnie w ogóle. Ogromnie cierpiałam z tego powodu, oczywiście przeprosiłam go, ale to nic nie dało, był dotknięty. Miał potem kolejną ulubiona aktorkę, chociaż inna była skala tych ról. Ja już u niego nie zagrałam nic. Właściwie tak się powinno zdarzyć, ale w innej formie. Z perspektywy wciąż uważam, że, choć byłam już znudzona, zachowałam się brzydko, chociaż powiedziałam prawdę.

– Wspaniale prezentowała się Pani na tle scenografii i w kostiumach Marian Kołodzieja.

– Najpierw powstawały projekty w jego pracowni, które on traktował jako akt bezdyskusyjny, nigdy niczego nie konsultował z aktorami. Potem następowały przymiarki. On, jako jedyny projektant kostiumów, nie opuścił ani jednej miary krawieckiej. Siedział na dużym stole, z opuszczonymi nogami i patrzył bardzo pilnie,  pilnował, żeby wszystko było wykonane tak, jak zostało zaprojektowane, bez odstępstw. Każdy guziczek, pętelka, perełka, stójka, zamek, musiały być przyszyte precyzyjnie, jak chciał. Wszystkie jego kostiumy przyjmowałam, nie miał chyba ze mną kłopotów. Nie było łatwo w nich się poruszać, dużo materiału, obciążonego jeszcze perłami, metalowymi ozdobnikami. Czekaliśmy niecierpliwie na stroje Kołodzieja, żeby wreszcie zacząć w nich pracować, a dostawaliśmy je tuż przed premierą.

– Ma Pani w biografii również role lżejsze.

– Szczególnie utkwiła mi w pamięci kameralna, trzyosobowa sztuka „Droga do Mekki” Athola Fugarda w Czarnej Sali Teatru Wybrzeże z 1994 roku,  grałam z Dorotą Kolak i Andrzejem Nowińskim. Żałowaliśmy, że ją zdjęto z afisza, a stało się to dlatego, że rozpoczął się remont.

– Lubiła Pani występować na scenie Jerzym Kiszkisem, prywatnie mężem?

– Zdarzało się, że graliśmy razem, choć nie za często, myśmy do tego nie przywiązywali wielkiej wagi. Obowiązywało między nami prawo, że w domu absolutnie nigdy nie mówiliśmy o teatrze, dom, to dom.

– W sierpniu 1980 roku występowała Pani wraz z grupa aktorów dla strajkujących robotników w Stoczni Gdańskiej, pełniła Pani funkcję przewodniczącej Komitetu Zakładowego „Solidarności” w Teatrze Wybrzeże, brała Pani udział w koncertach poetyckich w kościołach w czasie stanu wojennego.

– Staszek Michalski, który wtedy był dyrektorem artystycznym Teatru Wybrzeże, niesamowite poczucie humoru miał, gdy przyszli do niego panowie, żeby zakazał aktorom uczestniczyć w tych koncertach, powiedział im: „A czego chcecie, przecież oni po łacinie to wszystko mówią i tak nikt nic nie rozumie” i przegonił intruzów, cały czas był jednak pod wielka presją. Kiedy mieliśmy koncerty w kościele, rezygnował z popołudniówki w teatrze, w której braliśmy udział, to są jego decyzje, szalenie znaczące. Raz nawet brał udział w koncercie we Wrzeszczu w kościele jezuitów, przyjechała Halina Mikołajska, obstawili cały kościół sukami, jakoś obyło się bez ingerencji, ale dali znak, że są obecni i wiedzą o wszystkim.

– Zaangażowała się Pani czynnie w przemiany w Polsce.

– Ale to nie była polityka, dla nas to było społeczne działanie. Niczego się nie zmieniało, niczego nie przeinaczało, tylko o to swoje miejsce na ziemi, które było naznaczone, się walczyło, chcieliśmy godnie żyć i pracować, a nie ślizgać się pomiędzy pałami i sikawkami.

– Przypłaciła Pani działalność internowaniem.

– Owszem, nas we dwójkę z Jurkiem zabrano z domu, zostało nasze dziecko, Asia, ale akurat nocowała u nas wtedy jej przyjaciółka i dziewczynki pojechały rano, po godzinie policyjnej, do jej rodziców, państwa Suchorów i Aśka u nich została. Agnieszka poszła w ślady ojca, Piotra Suchory,  który, niestety, już nie żyje i jest aktorką w Warszawie. Inni internowani ludzie były w znacznie gorszych, niż my, sytuacjach, mieli maleńkie dzieci, które musieli zostawić. Odwiedziłam parę więzień  – najpierw byłam na Kurkowej w Gdańsku, potem w Strzebielinku i w Fordonie w Bydgoszczy, stamtąd dopiero przewieziono nas, dziewiętnaście kobiet, do ośrodka wypoczynkowego pracowników Radia i Telewizji w Gołdapi.

– Jak spędzałyście Panie czas w trakcie internowania?

– Szczególnie utkwił mi w pamięci moment, kiedy nas zawieziono do ośrodka w Gołdapi. My wysiadamy, a tu dwa plutony wojska nas witają, wszyscy uzbrojeni. Prowadzą nas na do jadalni, zapraszają do stołów zastawionych grubym fajansem i wychodzi pani i mówi z taką elegancją i zażenowaniem:„Bardzo panie przepraszamy, ale dziś ziemniaki będą z puszki, ponieważ nie spodziewaliśmy się tylu gości”. Halina Mikołajska była z nami, pokładała się ze śmiechu. Zderzenie tych pepesz z kartoflami z puszki było niesamowite zupełnie, takie czarujące kontrasty. A co robiłyśmy? Nasza współtowarzyszka, masażystka, masowała nas wszystkie, gimnastykowałyśmy się w tym pokoju, na dwór się nie wychodziło. Byłyśmy na drugim piętrze, pilnowało nas Wojsko Polskie, a my dla żołnierzy spuszczałyśmy na sznurkach w termosie gorącą herbatę, oni do góry nam podawali karteczki z informacjami, co się dzieje, radia nie miałyśmy. Absolutna komitywa. Najpierw drzwi celi były cały czas zamknięte, potem nam pozwalali otwierać drzwi, potem mogłyśmy wychodzić i rozmawiać i wtedy, po miesiącu, wyszłam. Ogromne starania w celu wypuszczenia mnie na wolność czynili arcybiskup Tadeusz Gocłowski i Tadeusz Fiszbach, byłam im wdzięczna.

– Jak Pani teatr postrzega dziś?

– Być może ja pozostałam trochę staroświecka w swoim myśleniu o teatrze, nie wszystkie pomysły dzisiejszych reżyserów mi odpowiadają, nie zawsze one mają czytelny związek z intencją sztuki, albo ja nie jestem w stanie tego pojąć. Reżyserzy dopisują, dodają coś, albo odmieniają teksty dramatów, może jest im za mało. Ostatnia realizacja, „Martwe dusze” Janusza Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże, złożona jest z tekstów dziesiątków autorów, to mi się akurat podobało, z majstersztykiem Janusz Wiśniewski to zrobił. Charakteryzacja postaci jest zachwycająca, myśmy przez pewien czas nie rozpoznawali kolegów aktorów. Bardzo dobry spektakl, taka jestem rada, że realizacja jest udana.

– Uważa się Pani za aktorkę spełnioną?

– Jestem absolutnie usatysfakcjonowana i niczego mi w moim życiorysie artystycznym nie brakuje. Sumując, we właściwym momencie odeszłam. Uważałam, że już więcej się nie da zrobić, że wszystko, co mogłam, zrealizowałam. Scena to zamknięty rozdział. Mnie interesuje to, co teraz mam do zrobienia.

– Chętnie bierze Pani udział w wieczorach poetyckich.

– Poezja jest moja miłością. Lubię poezję współczesną, trudną, Miłosz mnie nie opuszcza, ale nie cała jego twórczość, mój sztandarowy jego wiersz, to: „Walc”. Kiedyś jedna ze słuchaczek po wyjściu z wieczoru poezji powiedziała mi: „Pani deklamowała tego walca, a ja płynęłam w tańcu do samego końca i jeszcze teraz chciałabym tańczyć”. To było największe uznanie, jakiego może doświadczyć aktorka. To mnie podniosło na duchu, tak mi było przyjemnie, że nawet mi się łza zakręciła w oku, oczywiście nie okazałam tego. Głosy publiczności są najważniejsze, nie to, co piszą krytycy, bo oni się nie znają na aktorstwie, nie umieją o tym pisać, tylko analiza spektaklu im się udaje.

Katarzyna Korczak

Halina Winiarska 3 Winiarska Halina Winiarska 1 Halina Winiarska 5

„Martwe dusze” w Teatrze Wybrzeże

plakat do MARTWYCH DUSZ, autor Janusz WiśniewskiPięć minut przed premierą. Od dawna zapowiadana i z niecierpliwością oczekiwana premiera przedstawienia „Martwe dusze” odbędzie się w sobotę, 22 lutego 2014 r., o godz. 19, na Dużej Scenie Teatru Wybrzeże przy Targu Węglowym w Gdańsku. Janusz Wiśniewski, mistrz teatru autorskiego, do współrealizacji zaprosił kolejne wielkie indywidualności – Jerzego Satanowskiego i Emila Wesołowskiego.

Na scenie występuje trzydzieścioro aktorów.

Janusz Wiśniewski: „Klucz, który z lękiem podejmujemy”

Martwe dusze portret reżysera autor Dominik Werner

Janusz Wiśniewski. Fot. Dominik Werner

Próba medialna odbyła się w innej, niż zazwyczaj formule.

Z twórcami spotkaliśmy się wieczorem i już w progu dowiedzieliśmy się, że Janusz Wiśniewski jest, ale wywiadów nie udziela i nie pozwala się w trakcie pracy fotografować. Wypowiedź artysty o spektaklu zamieszczono w materiałach Teatru: „Nie słuchamy tradycji, która MARTWE DUSZE Gogola czyta jak komedię obyczajową, jak poczet rosyjskich przywar i typów, Królów Głupoty, Obłudy, Chciwości itd. Tak, ale to ledwie pretekst. Lepiej usłyszeć co mówi Gogol: „Pisałem rosyjską BOSKĄ KOMEDIĘ”. MARTWE DUSZE są pierwszą jej częścią – „piekłem”. To jest wstrząsająca perspektywa. I to jest klucz, który z lękiem podejmujemy. Gogol piszący z perspektywy Dekalogu jest pisarzem uniwersalnym, mimo, że ledwie rozpoczął dzieło i przedwcześnie umierając zostawił nam tylko parę nut wielkiego tematu. Te nuty zagramy na swój sposób; temat, jak zwykle – traktujemy jak jazzman traktuje temat muzyczny – z całkowitą pieczołowitością, jednakże na swoich instrumentach i z wariacjami, do których pobudza nas i upoważnia gorący stosunek do wielkiego zapisu Gogola.”

– Zaprosiłem Janusza Wiśniewskiego, nasze intencje się jakoś zgodziły, obaj byliśmy zainteresowani tym tekstem  – powiedział Adam Orzechowski. – Plusem jest to, że Janusz Wiśniewski przetwarza materiał literacki bardzo, robi to z namysłem, nawet pogłębia rodzajową historię, jest to typowe dla jego twórczości. „Martwe dusze” są wędrówką po ziemskim padole, jest w nich poszukiwanie Boga, sensu życia, rzecz jest troszkę osadzona w naszych realiach, padają na koniec  dość mocne słowa.

Sylwia Góra – Weber: Śmierć, postać krzykliwa, wulgarna…

Sylwia Góra – Weber, odtwórczyni roli Śmierci, odpowiadała szeptem, ponieważ w trakcie prób straciła głos.

– Próbowaliśmy różnego dojścia do mojego monologu, państwo zobaczą, w jakich warunkach jest mówiony, wymaga dużego wkładu i przygotowania technicznego, ale, mam nadzieję, że do piątkowego pokazu przedpremierowego się wykuruję – powiedziała aktorka. – Przeforsowanie wynikło stąd, że pracujemy z muzyką, próbujemy znaleźć, to już jest w zakresie reżysera, najlepsze połączenie, żeby to był żywy głos.

W przypadku monologu Sylwii natężenie muzyki musi być bardzo wysokie, wiec próbowano to znaleźć, pojawiła się mała niedyspozycja. Czy ta rola jest trudna? Nie, aktorka tak nie uważa, jest to rola dla niej bardzo ciekawa. Śmierć – według Janusza Wiśniewskiego w tym przedstawieniu – jest to postać krzykliwa, wulgarna, przeklinająca, rzucająca przekleństwa na świat, w którym funkcjonuje i to jest najważniejsze w tej postaci.

– Dawno nie pracowałam w tak wyrazistej formie – mówi Sylwia Góra – Weber. – Jest nas bardzo wielu na scenie, zobaczycie państwo różnorodność formy, są postacie prowadzone bardzo wyrazistą formą, ale są też postacie spokojniejsze, realistyczne.

Na pierwszej próbie Sylwia dowiedziała się, że ma chodzić po kwadracie, to było też dużym wyzwaniem, żeby nauczyć się ruchu, w którym nie ma nic realistycznego, wszystko jest ciosane, ostre, żadne podejście nie może być zaokrąglone.

– Dla mnie najtrudniejsze było uchwycenie czego oczekuje ode mnie reżyser – kontynuuje Sylwia Góra – Weber. – Janusz Wiśniewski jest genialnym reżyserem i przede wszystkim mówi o obrazach, dostałam bardzo dużo wskazówek i musiałam to wszystko połączyć, wypełnić.

Krystyna Łubeńska: „Niesamowita bajka wielkiego teatru”

– Myślę, że chodzi tu nie o „Martwe dusze”, ale, tak, jak reżyser zasugerował, to jest „Boska Komedia” Dantego, czyli piekło – powiedziała jeszcze w imieniu swoim i reżysera Sylwia Góra – Weber. – Łączy wszystkie postaci to, że są one martwe.

– I w „Nieboskiej komedii” i w „Czarownicach z Salem”, które gram w Teatrze Wybrzeże, mam role, w których jest dużo ruchu, więc, mając doświadczenie, nie zdziwiło mnie, że tutaj też dużo pracujemy fizycznie, taki jest nasz zawód –  mówi Krystyna Łubieńska, odtwórczyni roli Karoboczki. – Pan Wesołowski jest tej klasy choreografem, że klucz do spektaklu jest wspaniały, wszystko, co robimy, jest związane z treścią sztuki. Oczywiście, nie jest to Gogol dosłowny, a impresja wspaniałego reżysera na temat „Martwych dusz” Gogola.

Mało jest w tym komedii, natomiast jest tragedia świata, tacy jesteśmy, aktorka bardzo jest ciekawa, jak odbierze spektakl publiczność. Bo Łubieńska odbiera go jako niesamowitą bajkę wielkiego teatru. Mówi, że jej rola jest niewielka w tym spektaklu rolę, choć Karoboczka w powieści jest postacią rozbudowaną. To, co aktorka kreuje, jest wyrażeniem wizji reżysera.

– Cieszę się, że gram w tym spektaklu, bo to jest zupełnie nowa, wielka, przygoda – stwierdza.

Robert Ninkiewicz: „Cziczikow jest diabłem, odbiera dusze Bogu

– Cziczikowa Gogola i Cziczikowa Wiśniewskiego łączy charakter i próba zdobycia dusz – mówi Robert Ninkiewicz, odtwórca głównej roli, Cziczikowa. – U Gogola jest to bardzo realne, te dusze są potrzebne po to, żeby zaistnieć na salonach, martwe, więc tanie, można je kupić tanio, a nawet, jak u Gogola, dostać w prezencie. Cziczikow ma tyle dusz i jest bogatym człowiekiem, może udać się do bankiera i wziąć kredyty i zrobić przekręt.

U Wiśniewskiego dusze są potrzebne po to, żeby  walczyć z Bogiem, Cziczikow jest diabłem, kupuje dusze, które już umarły, widzimy postacie w tym spektaklu, które są już po drugiej stronie, przekraczają krąg piekła, opowiada Robert Ninkiewicz.

– Kupując dusze diabeł staje się ich właścicielem, więc odbiera je Bogu – konkluduje aktor. – Widz musi zdecydować, czy warto te dusze oddać. My pokazujemy bohaterów w różnych sytuacjach, to jest retrospekcja, nasi bohaterowie nie żyją. Jeżeli ubralibyśmy się we współczesne garnitury, swetry, to mogą to być postacie z czasów obecnych – polityk, biznesmen, czy zwykły, szary człowiek – rolnik, aktor, dziennikarz.

– Dostosować się do wizji reżysera nie jest trudno, problem konwencji polega na tym, że, grając formą, trzeba jednocześnie być na tyle prawdziwym, żeby widz nie odbierał wszystkiego jako jedynie czegoś zewnętrznego – mówi Robert Ninkiewicz. – To jest podobnie, jak w tańcu, jak wychodzą profesjonalni tancerze, widzimy też prawdziwe emocje

Aktor jest zdania, że o to właśnie w tym spektaklu chodzi. Aktorzy wchodzą w formę Janusza Wiśniewskiego, żeby znaleźć i uzewnętrznić swoje emocje.

Nie jest to pierwsza praca aktora z formą, teraz najtrudniejsza była współpraca z muzyką,

– Muzyka nie tylko jest w tle, ale podbija dramaturgię, ogromnie ważną rolę pełnią akustycy w tym spektaklu – stwierdza Robert Ninkiewicz. – Akustycy, razem z aktorami, balansują w obrazach.

Wanda Neumann: „Tematy ostateczne”. Krzysztof Gordon: „Mistrz ceremonii”

– Moja postać początkowo nazywała się Dama Miła pod Każdym Względem – mówi Wanda Neumann. – Potem się okazało, że koleżanka, która miała drugą Damę grać, zrezygnowała i powstała ta postać. To jest spektakl zbiorowy, ja także występuję w różnych sytuacjach i to jest ciekawe!

Aktorka dostała wiersze, w tym Frosta, bardzo piękne, także Sonet Szekspira, które nawiązują do tematyki całości, a więc traktują o śmierci, odchodzeniu, samotności, wszystkich rzeczach podstawowych dla każdego, wywołujących duże emocje, to są tematy ostateczne.

– Jestem bardzo ciekawa reakcji publiczności, nie tylko premierowej, uważam, że sam spektakl jest interesujący już z tego względu, że reżyser jest osobowością teatralną. – Przedstawienie opiera się na przekazie treści, ale jest ono w ruchu, zrytmizowane muzycznie, kostiumowe, barwne, każdy z nas ma swój kostium.

– Reżyser powierzył mi rolę mistrza ceremonii, narratora, właściciela tego teatru – mówi, jak zwykle lakonicznie, Krzysztof Gordon. – Interesująca rola, państwo zobaczą. – Praca była skomplikowana, dużo prób mieliśmy, jestem bardzo ciekawy, jak to na scenie wyjdzie.

Katarzyna Korczak

 

* * *

Nikołaj Gogol
MARTWE DUSZE
Scenariusz, reżyseria, scenografia: Janusz Wiśniewski
Muzyka: Jerzy Satanowski
Ruch sceniczny: Emil Wesołowski
Asystent reżysera i współpraca przy kostiumach: Magdalena Szczygielska
Współpraca dramaturgiczna: Anna Wachowiak
Asystent organizacyjny: Cezary Rybiński
Inspicjent, sufler: Jerzy Gutarowski

W spektaklu występują: Justyna Bartoszewicz, Monika Chomicka-Szymaniak, Sylwia Góra-Weber, Ewa Jendrzejewska, Anna Kaszuba, Katarzyna Kaźmierczak, Joanna Kreft-Baka, Krystyna Łubieńska, Maria Mielnikow-Krawczyk, Wanda Neumann, Marzena Nieczuja-Urbańska, Małgorzata Oracz, Krzysztof Gordon, Jerzy Gorzko, Maciej Konopiński, Michał Kowalski, Michał Jaros/Mirosław Krawczyk, Jacek Labijak, Piotr Łukawski, Robert Ninkiewicz, Andrzej Nowiński, Zbigniew Olszewski, Cezary Rybiński, Florian Staniewski, Maciej Szemiel, Adam Kazimierz Trela, Jarosław Tyrański oraz Magdalena Szczygielska.

Premiera: 22 lutego 2014 roku na Dużej Scenie
Pokaz przedpremierowy: 21 lutego
Kolejne spektakle: 23, 24, 25 lutego oraz 22, 23 i 25 marca

Janusz Wiśniewski (ur. 1949) – jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów teatralnych. Absolwent wydziału filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim (1974) oraz Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej na wydziale reżyserii (1978). W 1979 roku nawiązał współpracę z Teatrem Nowym w Poznaniu. Laureat wielu prestiżowych nagród artystycznych m.in. Nagrody im. Konrada Swinarskiego za zrealizowane w Teatrze Nowym w Poznaniu autorskie przedstawienia: PANOPTICUM À LA MADAME TUSSAUD oraz KONIEC EUROPY, Nagrody First Fringe na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Fringe w Edynburgu za spektakl OLŚNIENI, Herald Angel Award dla FAUSTA na Festiwalach Edynburskich oraz Złotego Yoricka w Konkursie na Najlepszą Inscenizację Dzieł Dramatycznych Williama Shakespeare’a na Międzynarodowym Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku za RYSZARDA III (2003 r.) i BURZĘ (2008 r.). Ostatnio wyreżyserował QUO VADIS w Teatrze Polskim w Warszawie, uznane za najlepszy spektakl sezonu 2012/13 przez tygodnik „Przegląd” oraz operę UBU REX Pendereckiego w Operze Bałtyckiej w Gdańsku.

Jerzy Satanowski (ur. 1947) – wybitny kompozytor filmowy i teatralny. Absolwent Wydziału Filologii Polskiej UAM w Poznaniu (1972). Pisał dla prawie wszystkich polskich teatrów, a także dla Teatru TV, BurgTheater w Wiedniu, Schauspielhaus w Zurychu, Narodowego Teatru w Helsinkach, Schillertheater w Berlinie, teatru Towstonogowa w Leningradzie oraz teatrów w Bonn, Genewie, Kassel, Grazu, Düsseldorfie, Mainz, Teheranie. Jako kompozytor teatralny współpracował m.in. z Erwinem Axerem, Adamem Hanuszkiewiczem, Gustawem Holoubkiem, Tadeuszem Łomnickim. Napisał muzykę do wszystkich spektakli w reżyserii Janusza Wiśniewskiego. Artysta został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Emil Wesołowski (ur. 1947) – jeden z najciekawszych polskich choreografów. Absolwent Państwowej Szkoły Baletowej w Poznaniu (1966). W sezonie 1979/80 kierował baletem Opery Wrocławskiej, a następnie Teatru Wielkiego w Poznaniu. W połowie 1982 roku związał się z warszawskim Teatrem Wielkim jako szef baletu i solista. W 1985 roku ustąpił ze swej funkcji kierowniczej i poświęcił się przede wszystkim pracy choreograficznej w balecie, operze i teatrach dramatycznych. W latach 1995-2006 był ponownie dyrektorem baletu Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, a od początku 2007 roku do jesieni roku 2008 – dyrektorem artystycznym Teatru Wielkiego w Poznaniu. Potem ponownie związał się z baletem warszawskim i zajmuje obecnie pozycję etatowego choreografa Polskiego Baletu Narodowego w Teatrze Wielkim. W teatrach muzycznych i dramatycznych pracował m.in. z: Kazimierzem Dejmkiem, Jerzym Grzegorzewskim, Krystyną Jandą, Maciejem Prusem, Januszem Wiśniewskim. Emil Wesołowski został odznaczony m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Zasłużonego dla Kultury Polskiej oraz Srebrnym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”.

Wrażliwość i dojrzałość oraz mistrzostwo formy

Jackiewicz Dostojny Jubilat90. urodziny Profesora Władysława Jackiewicza. Galeria „Punkt” Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki wypełniła się po brzegi. Z drugiej strony trudno sobie wyobrazić, aby mogło być inaczej, skoro swoje 90. urodziny fetował tu wybitny polski malarz, prof. Władysław Jackiewicz. Z tej okazji asystenci oraz studenci Profesora przygotowali wystawę zadedykowaną swojemu Mistrzowi.

Wernisaż otworzył prezes GTPS Beniamin Koralewski, który serdecznie powitał przybyłych gości.

Nagroda Prezydenta, prezenty, morze kwiatów

Nie zabrakło Prezydenta Miasta Gdańska, Pawła Adamowicza oraz Rektora Gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych prof. Ludmiły Ostrogórskiej. Laudację na rzecz Mistrza wygłosił komisarz wystawy prof. Zbigniew Gorlak.

Prezydent Adamowicz wręczył Jubilatowi nagrodę. Wyniosła ona 10 tys. zł. Na ręce Mistrza posypały się też inne prezenty oraz morze kwiatów. Otrzymał ponadto specjalnie wydany z tej okazji przez Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki katalog. W imieniu członków honorowych GTPS życzenia przekazał mu Jarosław Biłat wraz z prof. Włodzimierzem Łajmingiem.

Nieco wcześniej w Małej Auli Wielkiej Zbrojowni gdańskiej ASP została otwarta wystawa prac Władysława Jackiewicza. Jego twórczość cechuje olbrzymia wrażliwość i dojrzałość oraz mistrzostwo formy. Malarstwo Jackiewicza to rzadki dziś gatunek sztuki kontemplacyjnej.

Subtelne akty

Od ponad 40 lat koncentruje się ciele tworząc subtelne akty. Zatem dominuje u niego jeden z najważniejszych tematów malarskich w dziejach sztuki. Wspomniane zainteresowania stały się zresztą przyczyną odwołania jego marcowej wystawy w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w ubiegłym roku. W akcie solidarności z tym jednym z najwybitniejszych nestorów polskiego malarstwa współczesnego Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki zorganizowało jego wystawę w foyer Teatru Wybrzeże, na którą przyszły tłumy wielbicieli.

Warto przypomnieć, że prof. Władysław Jackiewicz urodził się 17 lutego 1924 r. w Podbrodziu na Wileńszczyźnie. Studiował na Wydziale Malarstwa Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie (obecnie ASP w Gdańsku). Dyplom otrzymał w 1952 r. w pracowni prof. Artura Nacht-Samborskiego. W latach 1969-1981 pełnił funkcję rektora gdańskiej PWSSP (wcześniej prorektora i dziekana Wydziału Malarstwa). Jest laureatem Nagrody im. Kazimierza Ostrowskiego. Jednym z ważniejszych wydarzeń (o międzynarodowej randze) w jego życiu artystycznym był udział w XLII Biennale w Wenecji.

– Goszczenie Profesora Władysława Jackiewicza jest dla nas zaszczytem – podkreśla prezes Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki Beniamin Koralewski. –Jego ogromny dorobek artystyczny i pedagogiczny powinien być przykładem dla twórców młodego pokolenia.

Jarosław  Balcewicz

Zdjęcia Jerzy Gajewicz

Jackiewicz Prezydent Adamowicz i prof Jackiewicz

Sprzeciw wobec tragicznych wydarzeń na Majdanie

Pomorze, gdzie narodził się wielki obywatelski ruch „Solidarności”  ma szczególne powody, by solidaryzować się z Ukrainą.  Wzywamy do demokratycznego i pokojowego ich rozwiązywania – czytamy w Apelu władz samorządowych Pomorza.

Z inicjatywy Europejskiego Centrum Solidarności, Gdańskiej Fundacji Dobroczynności, Proboszcza Parafii Grekokatolickiej św. Bartłomieja w Gdańsku, oraz mniejszości ukraińskiej w Gdańsku w czwartek, 20 lutego o godzinie 18.00 na Placu Solidarności w Gdańsku odbędzie się Wiec Solidarności z Ukrainą.
Wyraźmy nasz  sprzeciw wobec użycia przemocy przeciwko obywatelom Ukrainy! Uczcijmy pamięć ofiar Euromajdanu!
Nie zgadzajmy się, by dokonania pokojowej rewolucji Solidarności, które powinny stanowić wzór rozwiązywania konfliktów społecznych, zostały zaprzepaszczone!

W trakcie Wiecu Europejskie Centrum Solidarności będzie zbierać podpisy pod apelem wsparcia dla protestujących, który zostanie przesłany na ręce liderów Euromajdanu w Kijowie.

Bądźmy Solidarni z Ukrainą!

Apel władz samorządowych Pomorza: marszałka Mieczysława Struka, prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego oraz prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka w sprawie bieżących wydarzeń na Ukrainie przekazany Konsulowi Generalnemu Republiki Ukrainy w Gdańsku oraz władzom partnerskiego Obwodu Odeskiego na Ukrainie.

Apel władz samorządowych Pomorza

Patrzymy na ostatnie wydarzenia na Ukrainie z perspektywy Gdańska, Sopotu, Gdyni oraz całego Pomorza z ogromnym niepokojem i obawą. Nie możemy być obojętni i dlatego stanowczo chcemy wyrazić swój sprzeciw wobec tragicznych wydarzeń, toczących się od dwóch dni na Majdanie, które pochłonęły już tak wiele ofiar.

W pełni wspieramy dążenia Narodu Ukraińskiego do pełnych swobód obywatelskich, przejrzystości na szczytach władzy oraz integracji z Unią Europejską.

Pomorze, gdzie narodził się wielki obywatelski ruch „Solidarności” w 1980 roku ma szczególne powody, by solidaryzować się z Ukrainą. Apelujemy do przedstawicieli wszystkich szczebli władz Ukrainy o potępienie siłowych rozwiązań konfliktów i wzywamy do demokratycznego i pokojowego ich rozwiązywania.

Wierzymy, że wkrótce zwycięży wola Ukraińskiego Narodu, czego skutkiem będzie nowy rozdział w historii Waszego Państwa. Myślimy z nadzieją o przyszłości Ukrainy, wierząc, że będzie się rozwijała w duchu demokratycznych tradycji europejskich.

Marszałek Województwa Pomorskiego

Prezydent Miasta Gdańska

 Prezydent Miasta Sopotu

 Prezydent Miasta Gdyni

Gdańsk, 19 lutego 2014 r.