Gdański Latarnik – Stefan Michalak – „Zasłużony w Historii Miasta Gdańska”

michalak-Stefan-Jacek-Michalak-2004Uroczyste spotkanie ze Stefanem Jackiem Michalakiem odbędzie się we wtorek, 17 czerwca 2014 r., o godz. 13.00 w Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta. Będzie to już szóste spotkanie z cyklu „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska”. Wcześniej naszymi gośćmi byli: – Tadeusz Matusiak, prof. Jerzy Młynarczyk, Krystyna Stankiewicz, prof. Witold Andruszkiewicz i Halina Winiarska.

W trakcie uroczystości Stefan Jacek Michalak uhonorowany zostanie Medalem Prezydenta Miasta Gdańska.

Fizyk, inżynier i podróżnik

Wcześniej, o godz. 12.50, na przedprożu i schodach Ratusza Głównego Miasta spotkają się zaproszeni goście i o godz. 13.00 wysłuchają pięknego utworu wybranego przez Pana Stefana Jacka Michalaka – I Koncertu fortepianowy Fryderyka Chopina, który wykona na carillonie Anna Kasprzycka. Następnie uczestnicy zostaną uwiecznieni na wspólnym zdjęciu i przejdą do Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta, gdzie już tradycyjnie, odbędzie się główna uroczystość.

Stefan Jacek Michalak (ur. 25 IX 1943 r. w Warszawie) to fizyk, inżynier i podróżnik. Syn  Stefana Stanisława Michalaka. W kwietniu 1945 r. przyjechał z rodzicami do Gdańska. Po śmierci  ojca (1947 r.) w 1950 władze zakazały jego matce i jemu mieszkania w strefie przygranicznej. Wyjechali więc do Poznania. Maturę zdał w 1961 r. IX Liceum Ogólnokształcącym w Poznaniu. Studiował elektronikę na Politechnice Gdańskiej (1961–1963) i Politechnice Warszawskiej (1963–1967).

Stefan Jacek Michalak to również zapalony podróżnik, który zwiedził pół świata.  W 1966 roku – Niemcy, Holandię, Wyspy Kanaryjskie, Finlandię, Anglię, Francję, Sierra Leone, Ghanę, Nigerię, Wybrzeże Kości Słoniowej. W 1968 roku podróżował do Włoch i Francja, w 1969 – Hiszpania, Maroko, w 1977 – na Labrador, w 1978 roku poznawał: Paramaribo, Wodospady Raleigha, rzekę Coppename i górę Voltzberg w Surinamie, Kourou i Wyspę Diabła w Gujanie Francuskiej;

Kupił latarnię, zrekonstruował „kulę czasu”

W latach 1978–1980 zwiedzał rafy koralowe i pustynie Arabii Saudyjskiej, Egipt, Sudan, Kenię, Dżibuti, Grecję; w 1982 roku – piramidy Majów i Monkey River w Belize; 1984 – Anglię i fiordy Norwegii.

Od roku 1980 do emerytury pracował w firmie Bell w Montrealu. Od 1991 r. odwiedzał Polskę (głównie Gdańsk) co roku.

W 2001 r. kupił starą, historyczną latarnię morską w Nowym Porcie. Po przeprowadzeniu niezbędnych wielkich prac remontowych i konserwatorskich w 2004 roku udostępnił ją szerokiej publiczności jako muzeum latarnictwa. W 2008 r. zrekonstruował na latarni jej XIX-wieczną „kulę czasu”. W 2009 r. kanadyjski minister obrony Greg Thompson i ambasador David Preston przywieźli mu słowa uznania i podziękowania „w imieniu narodu kanadyjskiego”. Od 2010 r. pełni funkcję Honorowego Ambasadora Miasta Gdańska w Kanadzie. 6 kwietnia 2010 r. został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego „za zasługi w działalności na rzecz kultywowania tradycji i kultury polskiej”.

Obecnie dzieli swój czas między Montrealem i miastem swojego dzieciństwa, Gdańskiem.

Motto życiowe Stefana Jacka Michalaka brzmi: „Tylko pracując dla dobra innych można być w pełni szczęśliwym”.

Uroczyste spotkanie w dniu 17 czerwca 2014 r. w Wielkiej Sali Wety Ratusza Głównego Miasta z mieszkańcami Gdańska, w tym również z młodzieżą licealną, będzie ważnym i znaczącym wydarzeniem dla naszego miasta.

Rufin Godlewski

Zdjęcia z archiwum Stefana Jacka Michalaka michalak-Kula-Czasu-na-latarni-morskiej-w-Gdańsku-Nowym-Porcie michalak-2010-Nad-Rzeką-Św.Wawrzyńca-w-Kanadzie michalak-Stefan-Jacek-Michalak-2004

MIchalak-1945-Jacek-z-Ojcem-Gwiazdka-1945-w-willi-przy-ul.-Dębinki-7d-276x400

Serce i dobra wola – tylko trzeba chcieć…

panie 2 fot_J_Wikowski  DSC06246

Danuta Znamierowska i Anna Makilla uhonorowane Złotymi Odznakami Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” podczas obchodów jubileuszowych w Dworze Artusa. Fot. Janusz Wikowski

Rozmowa z Danutą Znamierowską, dyplomowaną pielęgniarką, wiceprzewodniczącą Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

– Pani działalność w Komisji Zdrowia i Opieki Społecznej Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” nie jest dziełem przypadku.

– W rodzinnym domu nigdy nie spotkałam się z agresją, jako mała dziewczynka byłam wrażliwa na zło, niesprawiedliwość w otoczeniu. Opiekowałam się pieskiem, zbierałam i leczyłam poranione ptaki. Wcześnie pojawiły się u mnie zadatki, by pełnić humanitarny zawód. Widziałam siebie w roli pielęgniarki tym bardziej, że siostra i kuzynki wybrały ten zawód, w rodzinie było kilkoro nauczycieli – społeczników. Uczyłam się w liceum ogólnokształcącym poza miejscem zamieszkania, korzystałam z kwatery prywatnej, internatu. Sam człowiek był i musiał wiedzieć, co jest dobre, a co złe.

– Wcześnie nauczyła się pani samodzielności.

– Bardzo pomogło mi to w pracy, żeby wziąć odpowiedzialność za innych, trzeba poradzić sobie z własnymi problemami. Nie przypuszczałam, jak ciężki i odpowiedzialny jest ten zawód, dopiero zetknięcie z rzeczywistością na praktykach dało mi dużo do myślenia, tym bardziej, że trafiłam do szkoły pielęgniarskiej o profilu psychiatrycznym. Interesowała mnie psychologia, chciałam iść na studia w tym kierunku, choroba mamy uniemożliwiła mi realizację planów. W 1970 roku przyjechałam do Gdańska i zaczęłam pracować jako pielęgniarka na oddziałach: Chirurgicznym, Neurochirurgicznym, Pediatrycznym ówczesnej Akademii Medycznej w Gdańsku. Po ponad dziesięciu latach przeszłam do Przychodni Rejonowej przy ul. Kaletniczej w Gdańsku.

– Zawód, czy społeczna misja?

– Najważniejsze jest całkowite poświęcenie choremu, dyscyplina, precyzja, zawodowa uczciwość, wykazanie się pełną psychiczną i fizyczną sprawnością. Już w pierwszych miesiącach pracy wrzucono mnie na głęboką wodę. Pełniłam nocne ostre dyżury na chirurgii. Sama musiałam trzydzieściorgu pacjentom zrobić zabiegi na czas, nie tylko zmierzyć temperaturę, czy ciśnienie, ale dopilnować, czy opatrunek nie mokry, jeśli były bilanse diurezy, wszystko notować, podejmować szybkie decyzje. Przygotowywałam i zawoziłam chorych windą na salę operacyjną. W pierwszych latach 70. nie było sal pooperacyjnych, wszyscy pacjenci leżeli razem, przychodziły całe rodziny i musiałyśmy pilnować, żeby nie nakarmili ojca, matki, czymś, co zaszkodzi. To była szkoła życia.

– Pacjent oczekuje dobrego słowa.

– Ważne jest, żeby pracę polubić, wiedzieć, że pacjent jest najważniejszy, bo zarobki zawsze były niskie. Były momenty, że nie wiedziałam, w co ręce włożyć. Jak już nie było sił, mówiłam do siebie: „wytrwaj, wyobraź sobie, że to ktoś z najbliższej rodziny, każdego trzeba tak samo obsłużyć, być oddanym dla niego.” Na dziecięcej endokrynologii miałam do czynienia między innymi z dziećmi chorymi na cukrzycę, przydały się doświadczenia z dorosłymi. Mali pacjenci są szczególnie wrażliwi na ból, żeby zrobić zastrzyk, podłączyć kroplówkę, potrzeba zdobyć ich zaufanie. Dziewczynka w nocy bała się, siedziała za szybą, wzięłam ją do dyżurki, porozmawiałam, do innej małej pacjentki nie przyszła mama, płacz. Nie można nikogo faworyzować, trzeba reagować odpowiednio.

Po przejściu do pracy w przychodni przy ul. Kaletniczej zaczęła pani działać w Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”.

– Pracowałam jako pielęgniarka zabiegowa, potem środowiskowa – z dorosłymi i z dziećmi. Odwiedzałam rodziny w domach na terenie Głównego Miasta. Poznałam bliżej i zaprzyjaźniłam się z przemiłą, nieżyjącą już, niestety, panią Dobrochną Michel, której robiłam zastrzyki, a potem ona, jako artysta plastyk, włączyła się w naszą działalność charytatywną, przygotowując wystrój sal na spotkania. Jej mąż, inż. arch. Stanisław Michel powiedział, że przydałabym się w Stowarzyszeniu, od dawna widział potrzebę zajęcia się w Śródmieściu ludźmi starszymi, myślał o założeniu klubu seniora. Pracując w przychodni na Kaletniczej współpracowałam z działającą tam wtedy komórką Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, chodziłam do rodzin na interwencje, widziałam dużo potrzeb w środowisku. I tak w 2000 roku, razem z Anna Makillą – Puczką i Barbarą Tułodziecką – Stangel, założyłyśmy Komisję Zdrowia i Opieki Społecznej przy Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”, która ściśle współpracowała z lokalnym MOPS. Nieco później dołączyły do nas: lek. med. Anna Kit – Bieniecka, obecna przewodnicząca i Helena Korzeniowska, także do dziś pracująca z nami.

– Kiedy komisja wkraczała do akcji?

– Zdarzało się, że w rodzinie umarł ojciec, albo matka, albo, co w tym czasie było częste, rodzice wyjechali do pracy za granicę i dzieci zostawały pod opieką babć. Matka, ojciec, tylko czasem wspierali finansowo swoje dzieci, które czuły się zawsze niepełnowartościowe, potrzebowały akceptacji w grupie. Bywało, że wnuczce, wnukowi, urosły stopy i babcia nie miała za co kupić trampek, wszyscy żyli z jednej emerytury. MOPS w takich sytuacjach dawał zapomogę, ale jednorazową. Doszliśmy do wniosku, że trzeba co dzień tym rodzinom pomagać, żeby miały co jeść, co na siebie włożyć itp. W działalność włączyły się wszystkie komisje Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Nawiązywaliśmy kontakty z okolicznymi szkołami, bardzo aktywnie współpracowaliśmy ze Szkołą Podstawową nr 50 przy ul. Grobla IV.

– Nie było wtedy grantów dla organizacji pozarządowych.

– Zaczęliśmy pozyskiwać sponsorów, którzy dostarczali: produkty żywnościowe, odzież, zabawki, książki itp. do paczek. Wszyscy, do których zwracaliśmy się, byli otwarci, tym bardziej, że niektórzy kupcy, przedsiębiorcy, działali w naszym Stowarzyszeniu. Odpowiadano na hasła: zbieramy książki, zabawki, ubrania. Najbardziej hojny, uczynny, który nigdy nas nie zawiódł, był Ryszard Grzesik, kupiec z Hali Targowej, dawał najlepszej jakości owoce, często sam je przywoził. Włączały się najróżniejsze lokalne społeczności, począwszy od grup gimnastycznych, na naszych sąsiadach skończywszy. Ten przekazał ubranka po dzieciach, inny ofiarował nieużywany wózek dziecięcy dla samotnej matki. Wśród darczyńców znaleźli się przedstawiciele polonii kanadyjskiej. Lista jest długa, wszystkim jesteśmy bardzo wdzięczni.

– Trzeba wiedzieć komu, co i jak dać.

– Potrzeby określaliśmy w rozmowach z lekarzami, pracownikami socjalnymi MOPS i paniami świetliczankami w szkołach. Dzieci otrzymywały, na przykład na Dzień Dziecka, na święta, paczki z ubraniami, słodyczami, mlekiem, odżywkami, maskotkami. Organizowaliśmy zabawy, loterie, konkursy, zawody, wycieczki, szczególnie zapisał się w pamięci wypad do ZOO, odbywały się wyjazdy młodzieży na wakacje, na przykład nad jezioro Mausz. Były wśród naszych podopiecznych dzieci niepełnosprawne, w tym dwoje na wózkach z porażeniem mózgowym. Weszliśmy z działalnością na dziecięcy oddział onkologii, chirurgii do Szpitala Wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Urządzaliśmy dla chorych dzieci Mikołaje, zanosiliśmy paczki, występował zespół Aksamitki ze Szkoły Podstawowej nr 57, organizowaliśmy konkursy wiedzy o Gdańsku z nagrodami książkowymi, nasz kolega ze Stowarzyszenia, Andrzej Furmaga, podarował małym pacjentom dwa aparaty fotograficzne.

– Serce i pomoc okazywaliście i okazujecie seniorom.

– W Śródmieściu żyje wielu starszych ludzi, miejscem ich spotkań była przez długi czas świetlica Szkoły Podstawowej nr 50. Mieszkańcy z przyjemnością wychodzili z domów, ładnie się ubierali. Spotykaliśmy się na opłatkach, na Walentynkach dzieci wręczały uczestnikom serduszka z napisem: „Z najlepszymi życzeniami od przybranej wnuczki”. Z Anną Makillą przygotowywałyśmy stosy kanapek. Zawsze wielkim wydarzeniem był udział w spotkaniach wspaniałej aktorki, Haliny Słojewskiej, która recytowała poezję. Wtedy myśleliśmy o stworzeniu Śródmieściu Klubu Seniora, niestety, nie znaleźliśmy lokalizacji. Na Długim Targu przestał działać KMPiK, gdzie ludzie starsi chętnie się spotykali i czytali gazety.

– Mieszkańcy pamiętają, jak członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” kwestowali na Drodze Królewskiej na rzecz szkół, które ucierpiały na skutek powodzi.

– Najbardziej poszkodowane były dwie szkoły na Oruni i jedna na Olszynce. Jest to teren bardzo ubogi, niektóre rodziny mieszkały na działkach, które zostały doszczętnie zalane i nie miały gdzie się podziać. Zrobiliśmy plan kto i gdzie będzie z kwestą chodził, wypożyczyliśmy puszki z PCK, uzyskaliśmy pozwolenie od miasta. Zbierali pieniądze wszyscy nasi członkowie, każdej szkole przekazaliśmy po prawie 2 tysiące złotych.

– Mijają lata, zmieniają się realia, a potrzeby ludzi ubogich, samotnych, chorych, są nadal.

– Od czasu, gdy pracownicy socjalni opuścili przychodnie zdrowia, osoby starsze, potrzebujące pomocy, przestały mieć łatwy dostęp do świadczeń, nie każdy może dotrzeć do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej przy ul. Powstańców Warszawskich. Brakuje geriatrów, lekarze pierwszego kontaktu mają zbyt wielu pacjentów, żeby zajmować się dłużej osobami w podeszłym wieku. Zaczęliśmy organizować prelekcje, pogadanki na temat zdrowia, na przykład o nadciśnieniu, o chorobach onkologicznych, przyjmowane są z dużym zainteresowaniem. Lekarze dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem bezpłatnie w wolnym od pracy zawodowej czasie.

Nie ma już konieczności, żeby starsze osoby zbierały się w szkołach, są inne formy, powstało dużo klubów seniora. Pojawiają się nowe formy spotkań, na przykład Dni Sąsiadów, z których mieszkańcy, w tym samotni, wykluczeni z czynnego życia, chętnie korzystają, nawiązują kontakty, które później kontynuują.

Anna Makilla podpatrzyła, że w Sopocie seniorzy spotykają się w kawiarniach i już kolejny rok, w porozumieniu z kawiarniami w Śródmieściu, rozdajemy emerytom i rencistom „Karty dla Seniora”, upoważniające do zakupu kawy, albo herbaty za symboliczną cenę.

– Ktoś powie, że są organizacje, instytucje, powołane do pomocy.

– Tam są bariery, nie zawsze możliwe do pokonania. Poza tym, nie wszyscy potrzebujący wiedzą do kogo i po co można się zwrócić. Trzeba patrzeć i widzieć tych, którzy sobie nie radzą. Potrzeby były, są i będą. Każdy może w takim, czy innym zakresie, komuś pomóc. Obserwuję, że w kamienicach, blokach, gdzie lokatorzy się znają, jest pomoc sąsiedzka. Ludzi dobrej woli nie brakuje, można do nich dołączyć i współpracować, tylko trzeba chcieć.

Rozmawiała Katarzyna Korczak

panie 4 fot_J_Wikowski  DSC06254

Danuta Znamierowska i Anna Makilla w gronie odznaczonych. Fot. Janusz Wikowski

 

Odszedł ś.p. dr med. Roman Okoniewski

okuniewski fot.Anna Jakubowska 02.03.11.-338 czerwca 2014 r. po długiej i ciężkiej chorobie zmarł dr med. Roman Okoniewski, wybitny specjalista chirurgii urazowej i ortopedycznej. Urodził się i wychował w Gdyni. Ukończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Mieszkał w Sopocie. Przez blisko pięćdziesiąt lat pracował jako chirurg ortopeda, w tym dwadzieścia lat pełnił funkcję ordynatora Oddziału Ortopedii Szpitala Miejskiego w Gdyni. Zasłużył się ratując rannych podczas wypadków grudniowych w 1970 roku w Gdyni. Był członkiem Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia’ 70, oddział w Gdyni.

Prawdziwy lekarz humanista. Kochał przyrodę, muzykę, poezję, teatr. Był zapalonym narciarzem i żeglarzem. Pięknie fotografował. Dużo podróżował. Przez dwa lata był kierownikiem Kliniki Ortopedyczno-Urazowej na University of Nigeria.

 

Pogrzeb odbędzie się 17 czerwca 2014 r.

Msza o godz. 11 w kościele św. Jerzego w Sopocie.

Wyprowadzenie zwłok o godz. 13 w kaplicy na Cmentarzu Katolickim w Sopocie.

 

Na zdjęciu dr med. Roman Okoniewski podczas wernisażu wystawy swoich zdjęć pt. Ptasie impresje” 31 marca 2011 r. w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej przy ul. Śniadeckich 33 w Gdańsku – Wrzeszczu. Fot. Anna Jakubowska

Histologia powstania Sztandaru Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

12 DSC05649

Dwudziestolecie powstania Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” to doskonała okazja do podsumowania działalności naszego Stowarzyszenia. Na uwagę zasługuje fakt powstania inicjatywy wykonania Sztandaru naszego Stowarzyszenia. Świadczy to jak wielkie znaczenie dla członków i działaczy naszego Stowarzyszenia, zarządu i sympatyków ma praca na rzecz naszego miasta Gdańska.

Najgorętszą propagatorką wykonania Sztandaru była koleżanka Jarosława Strugała.

Sporządzenia rysunków sztandaru dla hafciarek podjął się członek Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” architekt i malarz Tadeusz Stasinski- Rogen.

Powstały 3 projekty wstępne o różnych wersjach:

  • 1. Z herbem prostym i szarfą „Nec Temere, Nec Timide”, który stosowano w Wolnym Mieście Gdańsku z lwami mocno wspierającymi herb.
  • 2.Następniepowstała wersja herbu o bokach rozczłonkowanych (barokowych) ale lwy trzymające herb są delikatne jak gdyby grzecznościowo trzymają herb Gdańska ,z czerwonymi, jakby w uśmiechu, zadowoleniu wysuniętymi jęzorami i głowami w tzw. profilu.
  • 3.Kolejna wersja herbu charakteryzowała się bogatym rysunkiem korony królewskiej, a lwy były w pozach spokojnych, bardzo przyjaznych.

W projektowaniu sztandaru uwzględniono elementy herbu znajdującego się na plafonie w Ratuszu Głównomiejskim w Sali Sądowej, który stworzył Holender działający na terenie ówczesnego Gdańska – Van den Blocke.

Strona druga sztandaru na kremowym (ekry) tle narysowano 35 cm wys. symbol dużego „G” z integrowaną koroną i dwoma gdańskimi srebrnymi krzyżami oraz napisami: – górą „Stowarzyszenie” – dołem „Nasz Gdańsk”.

W celu ożywienia sztandaru dół i górę sztandaru ozdobiono szachownicami biało-czerwonymi odpowiednio dużymi (6×6 cm) po obu stronach sztandaru, a tło sztandaru obu stron ustalono w kolorze jasnego beżu – ekry.

Projektant zdecydował się na bogato rozczłonkowaną koronę królewską z rubinowymi i szafirowymi kamieniami szlachetnymi.

By haftowane powierzchnie nie były płaskie przewidziano podkład bawełniany, który podłożono pod tarczę gdańską, pod oba lwy jak również pod dużą złotą koronę.

Powierzchnia sztandaru wynosi 120 cm na 100 cm, a ze względów technicznych sztandar jest 3-warstwowy z lnianym płótnem wewnątrz.

Wokół sztandaru pozostawiono 2 cm szeroki wolny od dekoracji odstęp obrzeżony złotą nicią.

Po ustaleniu ostatecznej wersji sztandaru i szarf projektant wykonał rysunki na folii w skali 1:1.

Wykonane rysunki w skali 1:1 posłużyły hafciarkom do przekopiowania na osnowę w celu dokładnej realizacji projektu sztandaru oraz trzech dekoracyjnych szarf nośnych.

Trzy wolne brzegi (od drzewca) sztandaru obszyto 5 cm szerokimi złotymi frendzlami.

Drzewce zaprojektowano z drzewa wiśniowego o przekroju okrągłym, lakierowane i bejcowane na brązowo, szlifowane, polerowane oraz pokryte lakierem bezbarwnym i skręcane w połowie z okuciem mosiężnym.

Na szczycie drzewca by podkreślić polskie korzenie Gdańska przewidziano spiżowego orła piastowskiego, a pod nim spiżowy napis „Nasz Gdańsk”.

U góry drzewca nabite są pamiątkowe mosiężne plakietki z nazwiskami Prezesa Zarządu doc. dr. inż. Andrzeja Januszajtisa, projektanta Sztandaru arch. m.a. Tadeusza Stasinskiego-Rogena oraz wszystkich członków Zarządu, aktywu i sponsorów.

Dużym zaangażowaniem nad terminowym i prawidłowym wykonaniem sztandaru, (którzy jeździli regularnie ze mną) wykazali się Jarosława Strugała, Skarbniczka Stowarzyszenia Anna Kuziemska, Andrzej Siewruk i Józef Kubicki.

Pieczę nad całością przedsięwzięcia jak zwykle sprawował prof. Andrzej Januszajtis, (nawet raz pojechał z nami do hafciarki w Luzino) gdzie w ciągu pięciu bez mała miesięcy na ramach – krosnach powstawał nasz sztandar.

Trzeba tu nadmienić, że sporządzenie ostateczne projektu sztandaru wraz z trzema szarfami dł. 135 cm i całości rozrysowanej w skali 1:1 zajęło pełne dwa miesiące.

Tadeusz Stasiński

Zdjęcia: Janusz Wikowski

17 DSC05682 17 DSC05677 12 DSC05657 12 DSC05649 3 DSC05656 2 DSC05668 16 png DSC06131

14 DSC05664

XX-lecie „Naszego Gdańska”

1 png DSC06292W sobotę, 24 maja w Dworze Artusa odbyły się główne uroczystości obchodów XX-lecia działalności Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

O godz. 9.00 w Kościele św. Katarzyny odprawiona została msza sw. w intencji  Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

O godz. 11 w Dworze Artusa, na Długim Targu w Gdańsku rozpoczęły się uroczystości rocznicowe z udziałem przedstawicieli władz miasta i województwa, sympatyków i członków Stowarzyszenia.

Gości powitał Prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, prof. Andrzej Januszajtis.

Podczas uroczystości odbył się akt nadania, poświęcenia i wręczenia sztandaru Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk” ufundowanego całkowicie ze zbiórki publicznej darczyńców.

Zasłużonym działaczom wręczono medale, odznaczeniami państwowowe, wyróżnienia a sympatykom i wspomagającym Stowarzyszenie wręczono dyplomy podziękowania za współpracę.

16 png DSC06131 23 png DSC06151 22 png DSC06150

„Tosca” Giacomo Pucciniego w Operze Bałtyckiej. Pięć minut przed premierą

tosca na_srtone_www_copy

Zmagania kobiety z przeklętym losem

Premiera opery „Tosca” Giacomo Pucciniego odbedzie się w sobotę, 25 maja 2014 r. o godz. 19 na scenie Opery Bałtyckiej. – Dla mnie to kolejna opowieść o wspaniałej kobiecie zagubionej w świecie mężczyzn, którzy realizując swoje bojowe zadania i, niecne częstokroć, plany igrają ze śmiercią. (…) – zapowiada Marek Weiss, autor inscenizacji i reżyser przedstawienia.

Ryzykowanie życia nie jest domeną kobiet

Wiem, że wszystkie uogólnienia bywają zabójcze dla prawdy, ale nie będę od niej daleko ze swoim przekonaniem o odmiennym stosunku obu płci do śmierci. – kontynuuje Marek Weiss. – Gra z nią i ryzykowanie życia nie jest domeną kobiet. Ich misją jest tworzenie i obrona tej podstawowej wartości w naszym ludzkim świecie, jaką jest życie. Wynika to z ich biologicznej funkcji i wszystkich związanych z nią konsekwencji.

To w kobiecie życie powstaje i po długich miesiącach osiąga ludzki kształt. To kobieta musi od pierwszych dni wykarmić, ogrzać i otoczyć dziecko miłością. Żadne kulturowe manipulacje z płcią nie zmienią tego, mam nadzieję, rozważa reżyser.

– My faceci, my straceńcy ze swoim wojowniczym testosteronem, też wolimy żyć, niż umierać – mówi reżyser. –  A jednak wikłamy się w potyczki ze śmiercią – raz z powodów najwyższej rangi, a raz z powodów błahych lub przypadkowych. Nie mamy o nie aż takiej dbałości, by bezwzględnie uznawać je za wartość najwyższą.

Oczywiście istnieją kobiety złe i zbrodnicze, ale te wyjątki Marka Weissa nie interesują. Pasjonują reżysera opowieści o heroinach, które w imię obrony życia i jego godności, podejmują ze śmiercią nierówną walkę. Próbują, jak Tosca, oszukać śmierć, targować się z nią, wierzyć, że jest szansa na magiczne opóźnienie jej nieubłaganego wyroku.

Cudowny fundament nieśmiertelności matki i syna

– Stąd ich powszechna miłość do Jezusa, jako gwaranta nieśmiertelności. Stąd kult Marii, która mimo, że wycierpiała mękę śmierci dziecka, doczekała się zmartwychwstania i sama również uniknąwszy starzenia się i rozkładu, zasnęła tak piękna i dziewicza, jak była zawsze – mówi Weiss. – Ta krzepiąca religia wniknęła tak głęboko w życie wielu kobiet, że nigdzie nie można spotkać podobnie powszechnej zdolności do utożsamiania się z Boginią, jak w naszym katolicyzmie budowanym na cudownym fundamencie nieśmiertelności matki i syna.

Tosca, rzecz jasna, nie utożsamia się z Marią, bo walczy o nieśmiertelność kochanka, wyjaśnia reżyser. Relacje z nim są niewątpliwie grzeszne, ale miłość tłumaczy wszystko na język wzniosłych emocji i racji. Tosca ma poczucie, że Madonna ją rozumie i wybacza. Oboje z Cavaradossim czczą, jak większość grzeszników, Marię Magdalenę, najbardziej tajemniczą postać Nowego Testamentu, przedstawianą tradycyjnie jako wcielenie seksualnego piękna kontemplującego trupią czaszkę – symbol śmierci.

Eros z Tanatosem

To powiązanie Erosa z Tanatosem jest tematem wielu wspaniałych dzieł sztuki i opera Pucciniego niewątpliwie do nich należy, rozważa reżyser.

– Można ją odgrywać jako historyczny dokument z dziejów Rzymu i nawet zadbać nie tylko o wierność kostiumologiczną, ale również nakłonić publiczność do wędrówki w różne miejsca akcji, by stworzyć podobieństwo do rzekomo autentycznych wydarzeń. Wszak Puccini jest kompozytorem werystycznym.

– Dla mnie osobiście jednak ważniejsza w tym spektaklu będzie warstwa symboliczna i jak zawsze heroiczny wymiar zmagania się kobiety z przeklętym losem zwieńczonym niezmiennie ponurym finałem, czyli zwycięstwem śmierci. Ale przecież świadomość, że tak to się kończy u każdego z nas, nie psuje nam nadziei, że te zmagania mają sens i budują nasze godne człowieczeństwo. Taka jest wzniosła odpowiedź na próby wpędzenia nas w rozpacz przez posłańców śmierci, których tu reprezentuje Scarpia. Opera „Tosca” jest tej odpowiedzi wymownym nośnikiem.

(K.K.)

 

Tosca

Giacomo Puccini

 

libretto Luigi Illica, Giuseppe Giacosa
kierownictwo muzyczne Tadeusz Kozłowski
inscenizacja i reżyseria Marek Weiss
scenografia Hanna Szymczak
światła Piotr Miszkiewicz
przygotowanie Chóru Anna Michalak

asystent dyrygenta Sylwia Anna Janiak

premiera 25 maja 2014

 

obsada:

Tosca Katarzyna Hołysz / Lilla Lee
Cavaradossi Paweł Skałuba / Jacek Laszczkowski
Scarpia Leszek Skrla / Mikołaj Zalasiński
Angelotti Piotr Nowacki / Szymon Kobyliński
Zakrystian Daniel Borowski
Spoletta Krzysztof Rzeszutek / Witalij Wydra
Sciarrone Marcin Miloch / Rafał Sambor
Dozorca więzienia Jacek Jasman / Wojciech Jurga

 

oraz Chór i Orkiestra Opery Bałtyckiej

dyrygent Tadeusz Kozłowski

 

Pieśni z całego świata

gda chor fotka do artykułu png

Gdański Chór Nauczycielski podczas występu 13 stycznia 2014 w Kolegiacie p.w. Najświętszej Marii Panny w Kartuzach. Fot. Z archiwum Gdańskiego Chóru Nauczycielskiego.

30–lecie Gdańskiego Chóru Nauczycielskiego. Pod patronatem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Gdański Chór Nauczycielski, w którym początkowo śpiewały tylko kobiety, powstał w styczniu 1984 r. Pierwszym dyrygentem był Leon Snarski, następnie Krystyna Kowalczyk. W 1986 r. chór przekształcił się w mieszany i przyjął nazwę Gdański Chór Nauczycielski, a kierownictwo artystyczne przejęła nad nim Teresa Pabjańczyk, absolwentka Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku.

Teresa Pabjańczyk swój zawodowy czas podzieliła na pracę w Polskim Chórze Kameralnym Schola Cantorum Gedanensis jako wokalistka i naszemu chórowi.

W Gdańsku i krajach Europy

Od początku położyła duży nacisk na kształcenie głosów, pozyskanie nowych członków i poszerzenie repertuaru. Dało to dobre efekty i wkrótce zaczęła się bogata działalność artystyczna. Koncerty odbywają się  przede wszystkim w Gdańsku, w różnych środowiskach, są dostępne dla szerokiej publiczności, ale również śpiewamy w innych państwach. Byliśmy we Francji, wielokrotnie – ze względu na przyjaźń z Niemiecko-Polskim Chórem z Bremy – w Niemczech, Rosji (Katyń i Kaliningrad), na Litwie, Łotwie, Estonii, w Austrii, Czechach, we Włoszech. Bardzo lubimy podróżować i poznawać brać chóralną, dlatego w naszym repertuarze mamy utwory z całego świata, chociaż całego świata jeszcze nie objechaliśmy, między innymi afrykańskie. W okresie świąteczno – noworocznym przedstawialiśmy publiczności koncerty „Kolędy świata” , a w 2013 roku zaprezentowaliśmy program „Piosenki naszych sąsiadów”. Piosenki te śpiewamy w języku kraju, z którego pochodzą. W ciągu 30 lat braliśmy udział w różnych festiwalach i przeglądach, wydarzeniach krajowych i światowych. W uroczystościach milenijnych swoimi pieśniami otwieraliśmy wystawę w Centralnym Muzeum Morskim. Braliśmy udział we mszy św. koncelebrowanej przez Jana Pawła II na gdańskiej Zaspie. Reprezentowaliśmy Gdańsk w „Dniach polskich” w Wilnie. Po raz trzeci do Wilna pojechaliśmy, kiedy jako jedyny gość zagraniczny braliśmy udział w festiwalu zorganizowanym w Druskiennikach z okazji 125. rocznicy urodzin litewskiego kompozytora, malarza i grafika Mikołaja Konstantyna Czurlionisa. Ciekawym doświadczeniem dla nas był udział w koncertowych wersjach opery „Halka” Stanisława Moniuszki i pełnym przedstawieniu „Tosci” Giacoma Pucciniego, wystawianych przez Operę Bałtycką. Był festiwal w Ołomuńcu, w którym udział wzięło 125 zespołów i – w naszej kategorii chórów mieszanych – zostaliśmy nagrodzeni srebrnym medalem, były Europejskie Dni Chórów w Bremie, Europejskie spotkania w Spiazzo (Włochy) i dwukrotnie w Moedling (Austria), w tym oprawa mszy z okazji odsieczy wiedeńskiej w kościele na Kahlenbergu.

W kościołach, hospicjum, domach opieki

Wielokrotnie braliśmy udział w przeglądach chórów nauczycielskich organizowanych przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. Często, zwłaszcza w okresie kolędowym, ale nie tylko, można nas posłuchać w kościołach, wielokrotnie śpiewaliśmy dla chorych w hospicjum, czy domach opieki.

Repertuar chóru jest bogaty i różnorodny, od pieśni hymnicznych, poprzez ludowe, religijne i przeboje światowe.  Przygotowaliśmy też dwa programy z muzyką żydowską. Chór ma szczęście, że jest prowadzony przez już 28 lat przez znakomitą dyrygentkę, która swoją energią zaraża chórzystów i słuchaczy. Ma wspaniałe wyczucie doboru repertuaru, więc nasze koncerty charakteryzują znakomicie dobrane programy. Podczas pracy z chórem artystka założyła rodzinę, zbudowała coś trwałego, posadziła parę drzew i zdobyła miłość swoich chórzystów. Od lat prowadzi też Młodzieżową  Orkiestrę Smyczkową i Chór Dziecięcy „Canzonetta” przy Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej I i II stopnia im. Feliksa Nowowiejskiego w Gdańsku. W tym czasie uzyskała tytuł doktora sztuk muzycznych w dyscyplinie artystycznej dyrygentura i pracuje jako adiunkt na wydziale Dyrygentury Chóralnej, Muzyki Kościelnej, Edukacji Artystycznej, Rytmiki i Jazzu Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku.

Podczas 30 lat funkcję prezesa Zarządu chóru pełniły: Anna Krzystanek, członkini grupy założycielskiej, Krystyna Klincewicz, inicjatorka powstania chóru, wieloletnia prezes oddziału Polskiego Związku Chórów i Orkiestr, Jadwiga Trubłajewicz, która za zasługi dla chóru otrzymała tytuł honorowego prezesa, Krystyna Starak – wszystkie panie śpiewają w chórze do dziś, obecnie prezesem Zarządu chóru jest Roma Kozłowska. Kilkoro z grupy założycielskiej utrzymuje stały kontakt z chórem przychodząc na koncerty i biorąc udział w spotkaniach towarzyskich.

Chór trwale związany jest z Miastem Gdańsk, które zapewnia nam dyrygenta i salę prób, jak również czasami wspomaga finansowo. Nasz zespół zrzeszony jest w Polskim Związku Chórów i Orkiestr. Próby chóru odbywają się w poniedziałki i czwartki, w godz.17-19 w XIX LO przy ul. Pestalozziego. Zapraszamy potencjalnych nowych członków chóru.

Regina Stróżyk

chórzystka, 21 lat w Gdańskim Chórze Nauczycielskim

20 lat „Naszego Gdańska”. Ponad podziałami

SONY DSC

Członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” przed siedzibą na ul. Św. Ducha 119/121 w Gdańsku. Fot. Janusz Wikowski

Z uzyskanego w ten sposób wpływu na decyzje Stowarzyszenie korzystało, zabierając głos w wielu sprawach zgodnie z interesem miasta i jego mieszkańców.

Medal księcia Mściwoja II

Nie ograniczano się przy tym do spraw gospodarczych, ale organizowano także różne akcje charytatywne, jak np. „Wakacje dzieciom”, imprezy kulturalne i spotkania integracyjne. Po tragicznych wydarzeniach, jak np. pożar w Hali Stoczni Gdańskiej, czy powódź na Oruni, „Nasz Gdańsk” przychodził z pomocą poszkodowanym.

Pasmo sukcesów przerywały niepowodzenia w kolejnych wyborach samorządowych, w których zawsze brakowało ułamka procenta do pokonania progu 5 procent głosów.

Po pierwszych przegranych wyborach w 1998 r. pierwszy prezes, Antoni Szczyt, podał się do dymisji. Na nowego prezesa wybrano niżej podpisanego, który zresztą dopiero wtedy został członkiem Stowarzyszenia. Od 2001 r. Stowarzyszenie wydaje bezpłatny miesięcznik „Nasz Gdańsk”, który szczegółowo informuje o naszej działalności. Jak to w życiu bywa radość przeplatała się ze smutkiem, sukcesy z niepowodzeniami. Zabieraliśmy głos i występowali z inicjatywą w sprawach większych i mniejszych, ale zawsze ważnych dla Gdańska. Udało się uratować skwer przy ulicy Szerokiej, nie udało się – mimo dobrego początku i oficjalnego poparcia – wybudować wielozadaniowej krytej pływalni w Śródmieściu. Zostawmy jednak na boku niepowodzenia. W roku 2012 Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” zostało uhonorowane jednym z najwyższych odznaczeń, jakie przyznaje Rada Miasta Gdańska – medalem księcia Mściwoja II.

Naszą działalność oddał słowami wygłaszający z tego tytułu laudację Przewodniczący Rady Bogdan Oleszek:

 Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” powstało w 1994 r. Wśród założycieli było wielu kupców, przedsiębiorców i przedstawicieli Gdańskiej Izby Rzemieślniczej. Wszystkim były bliskie sprawy Gdańska i tak jest do dziś.  W okresie początków transformacji gospodarczej i tworzenia się samorządności lokalnej Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” stało się ponadpartyjną płaszczyzną ludzi pragnących dynamicznego rozwoju miasta, wyczulonych na krzywdę człowieka, działających ponad podziałami politycznymi. Pierwszym prezesem był Antoni Szczyt, zmarły tragicznie w roku 2010. Od roku 1998 na czele zarządu stoi doc. dr inż. Andrzej Januszajtis. „Nasz Gdańsk” jest dziś stowarzyszeniem użyteczności publicznej.

Zachować walory historycznej architektury i ładu przestrzennego

Pośród zawartych w jego statucie ideowych celów na pierwszy plan wybija się działalność na rzecz zachowania walorów historycznej architektury i ładu przestrzennego Gdańska, jego zabytków i dzieł sztuki oraz wspieranie rewitalizacji miejsc i dzielnic istotnych dla wizerunku i świadectwa historycznego Gdańska. W oparciu o zasadę, że bez spraw morza i żeglugi nie byłoby Gdańska, Stowarzyszenie aktywnie je promuje i wspiera ożywienie dróg wodnych w naszym mieście. Ważną domeną działalności jest upamiętnianie wybitnych postaci, miejsc i wydarzeń w historii Gdańska i regionu, czego widomym efektem był inicjatywa i doprowadzenie do zawieszenia tablicy upamiętniającej pobyt Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego w gdańskim areszcie w 1917 r. Z inicjatywy Stowarzyszenia przywrócono też na byłej siedzibie Generalnego Komisariatu Rzeczpospolitej Polskiej przy Nowych Ogrodach odtworzoną tablicę z roku 1935, upamiętniającą 15-lecie powrotu Polski nad Bałtyk, z dodaniem nowej, przypominającej dramatyczne dzieje tego budynku. W uznaniu tych przedsięwzięć Prezes Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych odznaczył Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” medalem Pro Memoria. Stowarzyszenie często zabiera głos w sprawach zagospodarowania przestrzennego i właściwego kształtu zabudowy historycznego Śródmieścia Gdańska i choć nieraz zajmuje stanowisko krytyczne wobec niektórych decyzji władz, to zawsze przy tym proponuje rzetelnie opracowane rozwiązania alternatywne. Należy również przypomnieć zainicjowane przez Stowarzyszenie 4 lata temu, we współpracy z Nadbałtyckim Ośrodkiem Kultury, comiesięczne odczyty o historii Gdańska i jego zabytków w Ratuszu Starego Miasta, gromadzące liczne rzesze słuchaczy.

Pobudzane aktywności mieszkańców

W wielu istotnych sprawach miejskich Stowarzyszenie współdziała z Władzami Miasta i jest to współpraca cenna. Ważną cechą działalności Stowarzyszenia jest wyjątkowe zaangażowanie w sprawy miasta, a także umiejętność pobudzania aktywności mieszkańców i skupiania do realizacji wspólnych celów przedstawicieli różnorodnych środowisk. Niezwykle aktywna była rola Stowarzyszenia w ostatnich wyborach rad jednostek pomocniczych, po obniżeniu progu wyborczego przez Radę Miasta. Dzięki temu zaangażowaniu i połączeniu pod egidą „Naszego Gdańska” sił stowarzyszeń inicjatyw lokalnych powstała po raz pierwszy Rada Dzielnicy Śródmieście, w której znalazło się wielu członków Stowarzyszenia. Trybuną Stowarzyszenia i miejscem popularyzacji zarówno historii Gdańska jak i problemów współczesności jest starannie redagowany miesięcznik „Nasz Gdańsk”, którego ukazało się dotąd 150 numerów. Są to wszystko przykłady dobrego realizowania idei społeczeństwa obywatelskiego. W uznaniu tych zasług Rada Miasta Gdańska z pełnym przekonaniem przyznała Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk” medal Księcia Mściwoja II.

Z nowszych inicjatyw wspomnę jeszcze o organizowanych przez nas wspólnie z Muzeum Historycznym Miasta spotkaniach z Ludźmi Zasłużonymi dla Historii i o zawarciu partnerstwa z Federacją Stowarzyszeń Naukowo Technicznych NOT.

Pakt dla Gdańska”

Partnerstwo to sprzyja m.in. realizacji zaproponowanego przez nas „Paktu dla Gdańska”, który ma objąć możliwie szeroki krąg stowarzyszeń, osób i instytucji działających na rzecz zachowania i pomnażania walorów naszego miasta. Powstały aktywne koła na Oruni i we Wrzeszczu. „Nasz Gdańsk” coraz mocniej zaznacza swoją obecność w życiu miasta.

Także nasz obecny jubileusz nie będzie pustą uroczystością, fajerwerkiem wyłącznie na pokaz. Trwałą jej pamiątką będzie ufundowany przez naszych członków i sympatyków sztandar, którego jedna strona powtarza mało znaną historyczną flagę naszego miasta, przedstawioną na „Apoteozie Gdańska” z 1608 r. w Ratuszu Głównego Miasta. Drugim widomym śladem naszego XX – lecia ma być pomnik Artura Schopenhauera, wielkiego europejskiego filozofa, jednego z największych Gdańszczan. Chcieliśmy wmurować kamień węgielny pod pomnik przy ul. Św. Ducha, nieopodal domu, w którym Schopenhauer się urodził, ale uzyskanie wszystkich pozwoleń (mimo ogólnie życzliwego nastawienia) wymaga dłuższego czasu, ograniczamy się więc na razie do inicjatywy wystawienia pomnika. To kontynuacja jednego z naszych statutowych celów: uhonorowania i upamiętniania wybitnych postaci dawnego i współczesnego Gdańska.

Z okazji Jubileuszu dziękuję wszystkim, którzy współdziałali w realizacji naszych celów i życzę wszystkim Członkom i Sympatykom „Naszego Gdańska” i w ogóle wszystkim Gdańszczanom, by im zawsze towarzyszyło zdrowie, miłość Najbliższych i satysfakcja ze wszystkiego, co robią, zwłaszcza dla naszej małej Ojczyzny – Gdańska, większej – Regionu Gdańskiego i tej największej – Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

Andrzej Januszajtis

 

„Szczęście chwytane w locie…!”

4 DSC03901

Pamiątkowe zdjęcie przed Dworem Artusa w Gdańsku. Fot. Janusz Wikowski

Piąte spotkanie „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska”. 25 marca 2014 r. o godz. 12.50 jako organizatorzy uroczystego spotkania z Panią Haliną Winiarską – mieliśmy wielkie szczęście, że udało nam się zaprogramowane spotkanie przeprowadzić planowo i sprawnie. Nasz niepokój pojawił się od samego rana, gdy stwierdzono, że niebo nad całym Głównym Miastem Gdańsk zaciąga się chmurami coraz bardziej i pada deszcz.

Powiewał zmiennie porywisty wiatr, wilgotne powietrze nastrajało – nie do radości.

Na przedprożu Dworu Artusa

Zaniepokojenie dotyczyło szczególnie pierwszej części uroczystości zaplanowanego w scenerii przepięknego przedproża Dworu Artusa. Właśnie w tym miejscu, o godzinie 12.50, zaprogramowano pierwsze spotkanie Haliny Winiarskiej z zaproszonymi Gośćmi i wysłuchanie jej ulubionej melodii „Chóru niewolników” z opery Giuseppe Verdiego „Nabucco” granej na carillonie (godz. 13.00), a na koniec – wspólne pamiątkowe zdjęcie do „Dziennika Bałtyckiego”.

Realizacja tego programu przebiegała następująco: około godz. 12.40 zaczęły zbierać się na przedprożu Dworu Artusa grupy szkolne, oficjalnie zaproszone: z IV Liceum Ogólnokształcącego im. Marynarzy WOP z Nowego Portu z opiekunem Jolantą Pietreniuk, klasa I „i” z Gimnazjum Nr 3 z Chełmu z wychowawcą Izabelą Graszewską oraz liczna uczniowie z Gimnazjum Nr 11 im. Obrońców Westerplatte ze Stogów. W tym samym czasie dochodzili, również zaproszeni, przewodnicy turystyczni z Gdańskiego Oddziału PTTK, na czele z prezesem – Stanisławem Sikorą. Przybyli: pracownicy Urzędu Miejskiego z Dyrektorem Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańska, Heleną Chmielowiec, Członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, na czele z prezesem doc. dr inż. Andrzejem Januszajtisem, redaktorzy „Dziennika Bałtyckiego”, główny laudator – prof. dr hab. Jan Ciechowicz wraz z grupą studentów z UG. Obecni byli również pracownicy Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, delegacja Społecznego Komitetu Budowy Pomnika „Poległych Stoczniowców 1970” z Henrykiem Knapińskim na czele i przedstawiciele różnych firm w tym DART.

Halina Winiarska – główna Bohaterka

Mieliśmy przyjemność gościć trzy osoby, które wcześniej otrzymały tytuł: „Zasłużony w Historii Miasta Gdańska”: prof. zw. dr hab. Jerzego Młynarczyka, Krystynę Stankiewicz i prof. zw. dr s.p.n.b. Witolda Andruszkiewicza. Nieobecnego Tadeusza Matusiaka reprezentowała jego siostra – Elżbieta Orłowska z Gdańska.

Około godziny 12.50 od strony Złotej Bramy zbliżać się zaczęła w kierunku przedproża Dworu Artusa, pod parasolem, Halina Winiarska, z mężem, Jerzym Kiszkisem. Niespodziewanie pogoda zaczęła się poprawiać i „las parasoli” zniknął znad głów zaproszonych uczestników. Tak więc mogliśmy program pierwszej części uroczystego spotkania bez komplikacji zrealizować i przejść na główną uroczystość do Wielkiej Sali Wety w Ratuszu.

Halina Winiarska – w asyście dwóch pięknych dam w historycznych strojach gdańszczanek – weszła i zajęła miejsce honorowe w rzeźbionym gdańskim fotelu w Wielkiej Sali Wety.

Zebranych powitał – w imieniu Organizatorów i Patronów (Prezydenta Miasta Gdańska i Redakcji „Dziennika Bałtyckiego”) – Prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” doc. dr inż. Andrzej Januszajtis w sposób szczególny, co wywołało gorący aplauz.

– Od dwóch lat organizujemy wspólnie z Muzeum Historycznym Miasta Gdańska spotkania z Ludźmi Zasłużonymi w Historii Gdańska. – powiedział Andrzej Januszajtis. -Dotychczas wyraziliśmy w ten sposób uznanie i szacunek: Tadeuszowi Matusiakowi, prof. Jerzemu Młynarczykowi, Krystynie Stankiewicz i prof. Witoldowi Andruszkiewiczowi. Dziś odbywa się uroczyste spotkanie z panią Haliną Winiarską – naszą wybitną aktorką, szczególnie zasłużoną w czasie Solidarności.

Medal Prezydenta Miasta Gdańska, recytacje przyjęte owacjami

Bardzo ciekawą laudację wygłosił na temat Haliny Winiarskiej prof. dr hab. Jan Ciechowicz – Kierownik Katedry Kultury i Sztuki Uniwersytetu. Medal Prezydenta Miasta Gdańska, nadany w dowód uznania i szacunku, podziękowania za „długoletnią pracę” – wręczyła Halinie Winiarskiej – w imieniu Prezydenta – Dyrektor Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańska Helena Chmielowiec.

Kolejną pamiątkę – medal wybity przez Mennicę Polską z okazji 400-lecia urodzin Jana Heweliusza, w zastępstwie Adama Koperkiewicza, Dyrektora Muzeum Historycznego Miasta Gdańska, wręczył Halinie Winiarskiej doc. dr inż. Andrzej Januszajtis.

Dyplom uznania od Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, znaczek i legitymację Członka Zwyczajnego Stowarzyszenia oraz kwiaty wręczył Halinie Winiarskiej Prezes Zarządu Andrzej Januszajtis w asyście: prof. Witolda Andruszkiewicza, prof. Jerzego Młynarczyka, Anny Kuziemskiej i autora artykułu.

Po części oficjalnej wystąpiła Halina Winiarska recytowała poezję: Czesława Miłosza – „Walc”, Wisławy Szymborskiej – „Smutki i radości starości”. Aktorka otrzymała uczestników owacyjne podziękowania za przepiękny występ.

Następnie Halina Winiarska wpisała się do Księgi Pamiątkowej „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska”. Z uwagi na piękną treść prezentujemy ten wpis w formie oryginalnej.

Na koniec tej uroczystości delegacje poszczególnych grup wyraziły podziękowania i wręczyły Pani Halinie Winiarskiej kwiaty oraz wpisywały się do Księgi Pamiątkowej. Wszystkie wydarzenia były fotografowane na pamiątkę dla przyszłych pokoleń Gdańska.

Rufin Godlewski

Zdjęcia: Janusz Wikowski

36 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC04120 29 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC04090 18 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC0401211 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC03935 11 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC03976 SONY DSC SONY DSC 16 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC04002 19 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC04013 25 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC04073 31 Zdjęcie _Nasz Gdańsk_ Winiarska_Fot_Janusz_Wikowski_ DSC04097 SONY DSC

SONY DSC