Konferencja „Przyjazne dla środowiska metody gospodarki odpadami komunalnymi

not widownia
W imieniu Organizatorów Konferencji oraz inż. Józefa Kubickiego serdecznie zapraszam na Konferencję nt. „Przyjazne dla środowiska metody gospodarki odpadami komunalnymi”, która odbędzie się w dniu 17.09.2013 r. w Domu Technika NOT w Gdańsku.  

Jednym z podstawowych tematów poruszanych podczas Konferencji będzie najnowocześniejszy sposób beztlenowego spalania (utylizacji) wszelkich nieczystości przy pomocy urządzeń instalacji plazmowej w temp. około 2 000 st. (bez dostępu powietrza). Istnieje możliwość montażu urządzenia pilotażowego o wydajności 25 t/dobę, które można łączyć szeregowo, zaś montaż trwa 2-3 dni, natomiast okres amortyzacji około 4 lata.

inż. Paulina Orłowska – specjalista ds. realizacji projektów

Pomorska Rada Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych Naczelnej Organizacji Technicznej w Gdańsku, ul. Rajska 6,  80-850 Gdańsk, www.notgdansk.pl, tel. +48 58 301 12 18

Życzenia dla Solenizanta

Życzenia składa Marian Szajna, radny Sejmiku Województwa Pomorskiego. Fot. Janusz Wikowski

Życzenia składa Marian Szajna, radny Sejmiku Województwa Pomorskiego. Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Członkowie Stowarzyszenia "Nasz Gdańsk" przede siedzibą na ul. Św. Ducha w Gdańsku. Fot Janusz Wikowski

Członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” przede siedzibą na ul. Św. Ducha w Gdańsku. Fot Janusz Wikowski

Z okazji 85. Urodzin prof. Andrzeja Januszajtisa członkowie i sympatycy „Naszego Gdańska” złożyli Solenizantowi serdeczne życzenia.

Zaszufladkowano do kategorii GALERIE

Na Ołowiankę powrócą Koncerty Familijne

Status

koncert olowianka w.bianga-2447
Wraz z nowym sezonem artystycznym, na Ołowiankę wracają koncerty dla najmłodszych. Najbliższego Koncertu Familijnego będzie można wysłuchać już w niedzielę, 22 września! Tym razem artyści zabiorą swoich słuchaczy w cudowny świat muzyki orkiestrowej.

 Program został świetnie dobrany dla młodszych uczestników, ale rodzice także nie zaznają znużenia. Pierwszym punktem programu jest łącząca tradycje europejskiej klasyki z amerykańskim stylem musicalowym Uwertura do operetki Candide Leonarda Bernsteina. Kolejnym punktem programu jest suita Les Biches (Łanie), która przyniosła kompozytorowi Francis Poulenc’owi wielki sukces. Ostatnim, ale chyba najciekawszym utworem są Wariacje i fuga na temat Purcella, czyli tzw. Przewodnik po orkiestrze. Słuchacze będą mieli szansę poznać poszczególne instrumenty orkiestry w oparciu o temat Purcella (The Moor’s Revenge  z Abdelazera), które na końcu powrócą do grania w pełnej obsadzie. W roli dyrygenta i narratora widowiska wystąpi Jakub Chrenowicz.

KONCERT FAMILIJNY

Termin: 22/09 niedziela, godz. 12:00

Sala koncertowa na Ołowiance

Jakub Chrenowicz dyrygent

Orkiestra Symfoniczna PFB

Program

Leonard Bernstein Uwertura do operetki Candide

Francis Poulenc Suita Les Biches (Łanie)

Benjamin BRITTEN Wariacje i fuga na temat Purcella op. 34 (“Przewodnik po orkiestrze”)

Bilety

W cenach od 8 do 45 zł  w systemie sprzedaży on-line: www.filharmonia.gda.pl oraz przez platformę sprzedażową: www.bilety24.pl oraz przez aplikacje mobilną na smartfonach; szczegóły na: www.filharmonia.gda.pl

JAKUB CHRENOWICZ W latach 2010-2012 pełnił funkcję asystenta dyrektora Antoniego Wita w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Stanowisko to objął zaraz po ukończeniu z wyróżnieniem Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu w klasie dyrygentury symfoniczno-operowej Jerzego Salwarowskiego. W ramach programu LLP-Erasmus kształcił się także w Hochschule für Musik und Darstellende Kunst we Frankfurcie n/Menem oraz był stypendystą Accademia Musicale Chigiana, gdzie studiował pod kierunkiem Gianluigiego Gelmettiego. Artysta koncertował z takimi orkiestrami, jak: Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej w Warszawie, Sinfonia Varsovia, Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, Polska Orkiestra Radiowa, Kammerorchester Berlin, orkiestry Filharmonii Poznańskiej, Łódzkiej i Pomorskiej oraz Opery i Filharmonii Podlaskiej i innymi.    Występował ze znakomitymi solistami, m.in. z: Alexandrem Gavrylyukiem, Daniilem Trifonovem, Isabelle van Keulen, Peterem Jablonskim, Kają Danczowską, Konstantym Andrzejem Kulką, Piotrem Palecznym, Józefem Serafinem Bartłomiejem Niziołem, Łukaszem Długoszem. W sezonie artystycznym 2011/2012 Jakub Chrenowicz zadebiutował w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie, gdzie powierzono mu kierownictwo muzyczne premiery Polskiego Baletu Narodowego Opowieści biblijne. W sezonie artystycznym 2012/2013 pełnił funkcję pierwszego dyrygenta Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku.

ORKIESTRA SYMFONICZNA PFB Powstała w roku 1974 jako Gdańska Orkiestra Symfoniczna, aby już rok później stać sie Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Bałtyckiej. Założycielem i wieloletnim dyrektorem artystycznym orkiestry był Zygmunt Rychert. Wspólna praca młodego dyrygenta i orkiestry w krótkim czasie znalazła uznanie wśród krytyków i melomanów nie tylko w Polsce. Artystyczną pieczę nad orkiestrą sprawowali: Zygmunt Rychert (1976-1981; 1998- 2003), Bogusław Madey (1981-1983), Jerzy Salwarowski (1983-1984 Konsultant ds. artystycznych), Wojciech Czepiel (1984-1986), Wojciech Rajski (1987-1989), Paweł Przytocki (1989-1991), Janusz Przybylski (1992-1993), Roman Perucki (1993-1998), Michał Nesterowicz (2004-2008), Kai Bumann (2008-2012), Ernst van Tiel (2012-). Do współpracy z orkiestrą Filharmonii Bałtyckiej zapraszano wielu znakomitych dyrygentów – wspomnieć należy interpretacje muzyczne pod batutą Witolda Rowickiego, Jerzego Maksymiuka, Kazimierza Korda, Krzysztofa Missony, Karola Teutscha, Jerzego Katlewicza, Andrzeja Markowskiego, Jerzego  alwarowskiego, Wojciecha Michniewskiego, Tadeusza Wojciechowskiego, Tadeusza Strugały, Marka Pijarowskiego, José Mario Florencio, Mirosława Błaszczyka, Tomasza Bugaja, Kaia Bumanna, Franco Ferrary, Enocha von zu Gutenberga, Carlo Zecchi, Felixa Carrasco. Filharmonia Bałtycka gościła niejednokrotnie znakomitych artystów, w których gronie znaleźli się m.in. Ewa Pobłocka, Konstanty Andrzej Kulka, Krystian Zimerman, Krzysztof Jakowicz, Piotr Paleczny, Janusz Olejniczak, Leszek Możdżer, Piotr Pławner, Kaia Danczowska, Andrzej Bauer, Krzysztof Jabłoński, Bożena Harasimowicz, Leonard Andrzej Mróz, Jadwiga Rappé, Elżbieta Towarnicka, Vadim Brodski, Valery Oistrach, Edward Auer, Barbara Hendricks, Nigel Kennedy, Ann Murray, Lucia Aliberti i Helen Bickers. Filharmonicy Gdańscy wielokrotnie gościli na festiwalach w Polsce i Europie – Poznańska Wiosna, Wratislavia Cantans, Warszawska Jesień, Festiwal Muzyki Oratoryjnej w Danii, skandynawski festiwal „Nordteile” czy słynne „Aspekte” w Salzburgu. Zapraszani byli na liczne tournée koncertowe do Niemiec, Francji, Szwajcarii, Włoszech, do sal koncertowych Wiednia, Salzburga, Paryża, Berlina, Bremy, Frankfurtu, czy Leningradu. Podczas XI Music Biennale w Berlinie (1987) orkiestra Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod dyrekcją Wojciecha Michniewskiego, zdobyła Nagrodę Krytyki dla Najlepszej Orkiestry za wykonanie I Symfonii Krzysztofa Pendereckiego. W roku 1989 podczas europejskiego tournée wraz z chórem „Cecilien Verein” z Frankfurtu orkiestra koncertowała w Monachijskiej Filharmonii, Alte Oper we Frankfurcie i Concertgebouw w Amsterdamie. Rok 1991 to koncerty z Requiem Verdiego we Francji – Tours, Marsylia, w Szwajcarii – Zurich, Bazylea, Lozanna, Berno oraz koncerty we Włoszech ukoronowane występem dla papieża Jana Pawła II. W roku 1998 orkiestra reprezentowała Polskę podczas wystawy światowej EXPO w Lizbonie. Od kilku lat orkiestra Filharmonii Bałtyckiej tradycyjnie koncertuje w wielu miastach Niemiec, m.in. w Schleswigu, Bayreuth, Bremie i Berlinie. Orkiestra Symfoniczna Polskiej Filharmonii Bałtyckiej współpracowała z ośrodkami telewizyjnymi w Polsce i Niemczech. Dokonała licznych nagrań dla firm fonograficznych: Vivat (pierwsza płyta CD w Polsce), POLmusic, DUX. Polska Filharmonia Bałtycka i jej muzycy inicjują i współkreują wiele wydarzeń kulturalnych Gdańska i Wybrzeża. W 1000-lecie obchodów Miasta Gdańska w roku 1997 przygotowano wraz z innymi artystami gdańskimi oprawę muzyczną uroczystej Mszy Św. w Rzymie celebrowanej przez Ojca Świętego Jana Pawła II, inaugurującej obchody milenijne Gdańska. Podczas cyklu koncertów organizowanych wspólnie z Fundacją Polsko-Niemiecką „Milenijne Spotkania Muzyczne” obecni byli Prezydent Niemiec Roman Herzog i Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. W ramach obchodów 25-lecia Solidarności i Wydarzeń Sierpnia ’80 w Gdańsku Polska Filharmonia Bałtycka czynnie uczestniczyła w największych wydarzeniach artystycznych. Filharmonicy Gdańscy pod batutą Michała Nesterowicza wzięli udział w dwóch spektakularnych przedsięwzięciach – koncercie Jean Michela Jarre’a w Stoczni Gdańskiej zatytułowanym „Przestrzeń Wolności” (26.08.05) oraz światowym prawykonaniu „Kantaty o Wolności” Jana A.P. Kaczmarka na Placu Solidarności pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców (31.08.05).

Uwertura do operetki Candide Leonarda BERNSTEIN’a pochodzi z dzieła, o którym Tadeusz Kozłowski-kierownik muzyczny przedstawienia w Operze Nova w Bydgoszczy mówi: „Mimo że w partyturze kompozytor nazwał „Kandyda” komiczną operetką, właściwie trudno wtłoczyć to dzieło w sztywne formalne ramy. Musical? Operetka? Opera? Pop-opera? „Kandyd” wymyka się schematom; Bernstein świadomie odszedł od konkretnej konwencji .Dzieło napisał na operowe głosy,stawiając przed śpiewakami wysokie wymagania. Stąd tez moja decyzja, aby wystawić to na operowej scenie. Postanowiliśmy „Kandyda” nazwać musicalem”. Muzyka łączy tradycje europejskiej klasyki z amerykańskim stylem musicalowym.

Źródło: http://www.opera.bydgoszcz.pl/200,festiwal.html

W ​​1921 roku Francis POULENC otrzymał zamówienie od Siergieja Diagilewa, aby napisał muzykę do jego Baletów Rosyjskich, dla którego napisał Les Biches (1924).

Był to dla Poulenca wielki sukces, Les Biches otworzył wiele drzwi dla w paryskich kręgach społeczeństwa.

Źródło: http://www.glbtq.com/arts/poulenc_f.html

Wariacje BRITTENA noszące podtytuł Wprowadzenie młodych osób w orkiestrę, napisane zostało w 1946 roku, a dedykowano je  dzieciom zaprzyjaźnionego z Brittenem małżeństwa. Utwór ten jest ilustracją muzyczną do filmu Instrumenty orkiestry: według zamiaru kompozytora miało ono pokazywać poszczególne instrumenty orkiestry, techniki gry oraz możliwości wykonawcze w sposób jak najbardziej plastyczny. Britten do swojej „parady instrumentów” wprowadza temat Purcella (The Moor’s Revenge  z Abdelazera), czołowego kompozytora angielskiej muzyki preklasycznej. Początkowo odgrywa go cała orkiestra, później kolejne grupy instrumentów: dęte drewniane, blaszane, kwintet smyczkowy i perkusja. Na końcu powtórnie powraca do pełnej obsady.

Informacje pochodzą z Przewodnika po muzyce koncertowej, cz. I autorstwa T. Chylińskiej, S. Haraschina i M. Jabłońskiego.

Problemy odbudowy Śródmieścia Gdańska

Arch. Stanisław Michel pokazuje jedną z wielu szpecących "dziur" w centrum Gdańska, przy Kaplicy Królewskiej. Fot. Janusz Wikowski

Arch. Stanisław Michel pokazuje jedną z wielu szpecących „dziur” w centrum Gdańska, przy Kaplicy Królewskiej. Fot. Janusz Wikowski

Nie wolno naszych polskich miast sprzedawać na targowicy „kto da więcej?” Rada Miasta Gdańska uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego Głównego Miasta – „Serca Śródmieścia”. Przewiduje on możliwość odbudowy około 100 dawnych kamieniczek. Dzięki temu mogą zmartwychwstać w pełni ulice – Św. Ducha, Świętojańska, Straganiarska, Tobiasza oraz poprzeczne uliczki, łączące w całość Główne Miasto. Czytaj dalej

85. Urodziny Prof. Andrzeja Januszajtisa! Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” wkracza w 20 – lecie działalności

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis – niezrównany znawca, miłośnik, działacz i popularyzator wiedzy o Gdańsku, prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” – obchodził 18 sierpnia 2013 r. 85. Urodziny. Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” w 2014 roku obchodzić będzie 20 – lecie działalności.

Okazją do złożenia hucznych życzeń Prezesowi i omówienia planów na najbliższą przyszłość było Zebranie Zarządu Stowarzyszenia, które odbyło się we wtorek, 3 września 2013 r. w siedzibie przy ul. Św. Ducha 119/121.

Odcinałem z pocztówek niebo

– Jestem wzruszony, ale to nie przeszkadza, że państwa chciałem bardzo serdecznie powitać na pierwszym posiedzeniu Zarządu Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” po wakacjach, kiedy też się coś działo, mam nadzieję, że wszyscy państwo wypoczęli – powiedział Prof. Andrzej Januszajtis. – My z żoną niedawno byliśmy w Belgii, Brukseli i przede wszystkim w Brugii.

Członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” przypomnieli Profesorowi o Jego sierpniowych urodzinach, on z kolei w tym czasie zaczął myśleć, że w wieku siedmiu lat, w mieszkaniu swoich dziadków w Lublinie, bawił się ich rozmaitymi pamiątkami z podróży. Dziadkowie byli dość zamożni, często wyjeżdżali, znajdowały się w domu pocztówki i albumy przywiezione z miejsc w Europie, które odwiedzali.

– Odcinałem z tych pocztówek niebo, zaginałem dolną część, stawiałem na stole i wyobrażałem sobie, że jestem w danym mieście – wspominał. – I ze wszystkich miast, których obrazki widziałem, najpiękniejsza wydawała mi się Brugia, oddalona godzinę drogi od Brukseli.

Teraz dopiero, po latach, miał okazję zrealizować marzenie dzieciństwa i to miasto zobaczyć na własne oczy. W Brugii poszukiwał oczywiście  śladów gdańszczan…

– Szanowny panie Profesorze, niezastąpiony Prezesie, dostojny Jubilacie – powiedziała Jarosława Strugała, wieloletnia prezes Spółki Kupcy Dominikańscy, dziś na emeryturze, członkini Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. – Kilkanaście lat temu Zbigniew Socha, obecny wiceprezes, opowiedział mi o działalności Stowarzyszenia i zaprosił do wstąpienia w jego szeregi. Miałam wielki zaszczyt być przyjęta razem z panem Profesorem.

Podziwiamy pańską pracę, wiedzę

Działania Prof. Andrzeja Januszajtisa, które ukierunkowały działalność Stowarzyszenia, wzbudziły i wzbudzają cały czas podziw nie tylko członków i  sympatyków, wymuszają również szacunek osób mniej życzliwych, kontynuowała Jarosława Strugała. Wszyscy pełni są uznania dla Jego pracy, wiedzy, którą w bardzo dostępny dla wszystkich sposób, umiejętnie przelewa na karty swoich książek i publikacji.

– Cieszymy się, że możemy dziś być tu i teraz z panem, myślę, że dalej będzie pan z nami pracował i zarażał także wielu innych mieszkańców Gdańska pasją poznawania historii miasta. W imieniu członków Stowarzyszenia życzę panu dużo, dużo dobrego, wszelkiej pomyślności i stu lat i więcej dla pożytku wszystkich.

Kwiaty i podarunki, wręczano Profesorowi przy gromkim „Sto lat”. Akwarelę z widokiem na zrujnowaną Wyspę Spichrzów z 1956 roku autorstwa inż. arch. Stanisława Michela, nestora odbudowy Głównego Miasta, aktywnego członka Stowarzyszenia, wręczył Jubilatowi wiceprezes Zbigniew Socha.  Anna Kuziemska, skarbnik Stowarzyszenia, przekazała okolicznościową, piękną, laurkę ze specjalnie napisanym wierszem.

– Ma pan bardzo wielu sympatyków i zwolenników w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Pomorskiego – powiedział Andrzej Szajna, radny Sejmiku Województwa Pomorskiego, wieloletni wiceprezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” i odczytał życzenia i listy od Wicemarszałkini Hanny Zych – Cisoń i Zarządu Sejmiku Województwa Pomorskiego.

Życzeniom i uściskom nie było końca. Na akordeonie grał prof. dr Zbigniew Szot, zasłużony sportowiec, były wykładowca Akademii Wychowania Fizycznego. Andrzej Starzec, gdański bard, śpiewał, akompaniując sobie na gitarze.

Katarzyna Korczak

Członkowie Stowarzyszenia "Nasz Gdańsk" przede siedzibą na ul. Św. Ducha w Gdańsku. Fot Janusz Wikowski

Członkowie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” przed siedzibą na ul. Św. Ducha w Gdańsku. Fot Janusz WikowskiSONY DSC

SONY DSC

Prof. Januszajtis w gronie Zarządu Stowarzyszenia. Fot. Janusz Wikowski

Życzenia składa Marian Szajna, radny Sejmiku Województwa Pomorskiego. Fot. Janusz Wikowski

Życzenia składa Marian Szajna, radny Sejmiku Województwa Pomorskiego. Fot. Janusz Wikowski

 

Prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk

Prof. Jerzy Młynarczyk

Prof. Jerzy Młynarczyk

Funkcje: Rektor Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. E. Kwiatkowskiego w Gdyni, przewodniczący Polskiego Stowarzyszenia Prawa Morskiego, Prezes Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarki Morskiej w Gdyni, członek Rady Programowej Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menadżerów. Konsultant prawny przedsiębiorstw żeglugowych i przemysłu okrętowego. Ekspert Międzynarodowej Organizacji ds. ustawodawstwa morskiego.

Nauka: Ur. 2. VIII. 1931 w Wilnie, s. Jana i Ludmiły, z d. Ignatiuk. 1944 Białystok. Od 1945 r. na Wybrzeżu. 1950 – matura w Liceum Chrobrego w Sopocie. Uczył się także muzyki (fortepian). 1954 magister praw Uniwersytetu Poznańskiego. 1963 obronił rozprawę doktorską n/t „Ograniczenie odpowiedzialności przewoźnika morskiego za utratę lub uszkodzenie jednostki ładunku”, nagrodzoną w ogólnopolskim konkursie czasopisma „Państwo i Prawo”. 1978 habilitacja na podstawie rozprawy „Umowy o budowę statku morskiego”. 14 monografii i podręczników, ponad 150 artykułów, liczne prace popularyzatorskie.

  Praca: 1954-58 w Zakładach Cegielskiego i DOKP w Poznaniu. 1958-1970 kolejno st. asystent, adiunkt i docent w WSP w Gdańsku. 1970-2003 Wydział Prawa i Administracji U. G., kierownik Zakładu Prawa i Postępowania Cywilnego oraz Zakładu Międzynarodowego Prawa Handlowego. 1977-1981 Prezydent M. Gdańska. 1982-88 dyr. Instytutu Morskiego. 1988-1991 w wyniku konkursu prof. w Światowym Instytucie Morskim ONZ w Malmö i w Międzynarodowym Instytucie Prawa Morskiego na Malcie. Prof. wizytujący w Chinach, Niemczech, na Litwie i w USA.

Sport: 1950-60  koszykarz w klubach poznańskich Warta (Stal) i Lech, 1960-71 w gdańskim klubie Wybrzeże. 1951-62 w Kadrze Narodowej ­ – 112 meczów w reprezentacji Polski, 4 razy w mistrzostwach Europy, 1960 udział w olimpiadzie w Rzymie.

Odznaczenia: 1960 Srebrny Krzyż Zasługi, 1975 Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Medale Zasłużony Mistrz Sportu, Za Wybitne Osiągnięcia Sportowe, Kalos Kagathos, Nagroda J. Kusocińskiego, Nagroda im. H. H. Sieverta (od Światowego Zrzeszenia Olimpijczyków). Nadal uprawia koszykówkę w TKF Neptun Gdańsk.

Inne: 1994-97 Przewodniczący Rady ds. Gospodarki Morskiej przy Ministrze Transportu i Gospodarki Morskiej, 2001-2004 poseł z listy SLD i UP, później SDP.  Wiceprzewodniczący Komisji Kodyfikacji, członek Komisji Legislacyjnej Prawa Morskiego, ekspert Sejmu w zakresie ustawodawstwa morskiego. Od 1996 Mistrz Kapituły Medali Św. Wojciecha i Księcia Mściwoja II

  Rodzina: żona Krystyna, córka z pierwszego małżeństwa, dwoje wnuków.

W czasie prezydentury: m.in. pomnik Obrońców Poczty, krzyż na Westerplatte, Pomnik Poległych Stoczniowców (podpis na akcie założycielskim). Uczciwa postawa, budząca szacunek (także przeciwników), łagodzenie konfliktów, zdymisjonowany (czy dlatego?) w 1981 r.

Opracował: Andrzej Januszajtis

Prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk: „Gdańsk był zawsze miastem niepokornym”

NG_07

Drugie spotkanie z cyklu: „Zasłużeni w historii Miasta Gdańska” w Ratuszu Głównego Miasta.

Prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk był bohaterem drugiego spotkania z cyklu „Zasłużeni w historii Miasta Gdańska”, które odbyło się 15 października 2012 r. Tradycyjnie, kwadrans przed godziną dwunastą, uczestnicy stanęli na przedprożu Dworu Artusa i wysłuchali krótkiego koncertu karylionowego  z wieży Ratusza Głównego Miasta, skąd przeszli do ratuszowej Wielkiej Sali Wety.  

Organizatorami cyklu „Zasłużeni w historii Miasta Gdańska” w Ratuszu Głównego Miasta jest Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk”  przy współpracy z Muzeum Historycznym Miasta Gdańska.

Widziałem jak to wszystko wyglądało w 1945 r. 

Ulica Długa była stertą zawalonych domów!

– To jest drugie spotkanie jakie organizujemy wspólnie z Muzeum Historycznym Miasta Gdańska – powiedział na powitanie doc. dr inż. Andrzej Januszajtis, prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. – Chodzi nam o przybliżenie sylwetek ludzi, którzy coś dla Gdańska zdziałali, ale to coś jest przez duże „C”. Mam przed sobą prof. dr. hab. Jerzego Młynarczyka, człowieka, którego dorobek złożyć by się mógł na kilka wspaniałych życiorysów.

Prezes doc. dr inż. Andrzej Januszajtis przedstawił życiorys Bohatera.

– Towarzyszy mi teraz uczucie niekłamanego wzruszenia nie tylko dlatego, że usłyszałem piękne słowa o swojej pracy i życiu, ale także dlatego, że w tej oto sali, w której przychodziło mi nieraz przemawiać, zobaczyłem osoby, z którymi pracowałem w mieście Gdańsku, tych, którym miasto wiele zawdzięcza – powiedział prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk, obecnie Rektor Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni. – Pan profesor Andrzej Januszajtis jest instytucją, wie pan wszystko o Gdańsku!

Prof. Jerzy Młynarczyk powiedział, że pamięta swoje spory o sporcie z Rufinem Godlewskim, za jego prezydentury pracownika Wydziału Sportu w magistracie, który wpadał do jego gabinetu i krzyczał: „Pan się nie zna na sporcie, ma być tak i tak w sporcie gdańskim”. Pracownicy się śmiali, pytali: „Jak to, pozwalasz, żeby Godlewski ci mówił jak ma być w sporcie?”

– Odpowiadałem „Tak”, bo miałem pokorę wobec dynamiki jego działań dla rozwoju sportu, trzeba przyznać, że w większości wypadków Godlewski miał rację!  – mówi prof. Młynarczyk.

– Siedzący naprzeciwko mnie inż. arch. Stanisław Michel towarzyszy nam w Gdańsku od pierwszych lat powojennych, wiele zrobił miasta, do dziś słyszę, jak wykłóca się o różne sprawy związane z architekturą, zwłaszcza w Śródmieściu – kontynuuje prof. Młynarczyk.

Następnie spojrzał na dr Janusza Trupindę, reprezentanta Muzeum Historycznego Miasta Gdańska i wyraził podziw dla całej instytucji, która przez lata dba i odmienia w naszych oczach Ratusz Głównego Miasta i inne zabytkowe obiekty mieszczące oddziały placówki.

– Na pańskie ręce, panie doktorze, przekazuję serdeczne gratulacje za to, co państwo zrobili z naszym dziedzictwem – powiedział Bohater spotkania. – Mam pewną legitymację, żeby o tym mówić, bo jako czternastoletni chłopak w czerwcu w 1945 roku widziałem ulicę Długą, nie była to ulica, tylko sterta zawalonych domów! I teraz, kiedy przychodzi mi spacerować po Gdańsku, wydaje mi się, że-  obok pięknych malarskich portretów królów polskich w Wielkiej Sali Wety – warto by zawiesić wizerunki ludzi, którzy Gdańsk postawili na nogi. Ja widziałem jak to wszystko wyglądało w 1945 roku.

Ojciec był organizatorem polskiego szkolnictwa na tym terenie

Rodzina państwa Młynarczyków znalazła się w Gdańsku trochę przypadkowo, słyszeliśmy opowieść Bohatera spotkania, jego ojciec otrzymał nominację na pierwszego kuratora Kuratorium Okręgu Szkolnego w Gdańsku.

– Ojciec był organizatorem polskiego szkolnictwa na tym terenie, bo nie było polskich szkół poza Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego Macierzy Szkolnej w Gdańsku i placówkami w Kwidzynie. Kuratorium sięgało wtedy aż po Bytów, z drugiej strony dochodziło do Kwidzyna. – Myślę, że Obrze by było zainicjować pamięć o nauczycielach z lat 40. na tym terenie, ci ludzie nie patrzyli na uposażenie, pracowali za przysłowiową miskę zupy.

Prof. Młynarczyk podziękował za zaproszenie Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”, które nie bez powodu otrzymało wyróżnienie w postaci Medalu Księcia Mściwoja II, przypomniał, że to jest – po honorowym obywatelstwie Miasta Gdańska – najwyższe odznaczenie przyznawane nie tylko osobom, a także społeczności, organizacjom.

– Pozwoliłem sobie, w dowód prywatnego uznania i wdzięczności, zgłosić mój akces do Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” i – mam nadzieję – mimo iż jestem mieszkańcem Sopotu, znajdę się w waszych szeregach – dodał prof. Młynarczyk, co przyjęte zostało rzęsistymi oklaskami, a Profesor otrzymał na zakończenie spotkania legitymacje naszej organizacji.

– Trudno ukryć mi emocje, w Gdańsku zostawiłem sporą część swojego życia, powodzenia i niepowodzenia – mówił prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk. – Przyszło mi kierować tym miastem w okresie najtrudniejszym, kiedy zmieniały się losy Polski, jeszcze nie tak gruntownie, ale – widać już było, że będzie inaczej. Ówczesne kierownictwo Gdańska – nie tylko miasta, także województwa – wiedziało, że ludzie dążący ówcześnie do zmian mają rację, uznaliśmy to, dlatego pochlebiam sobie, że odchodziłem z Gdańska z podniesionym czołem.

– To były dramatyczne czasy – konkluduje. – Gdańsk, jak powiedziałem na słynnym spotkaniu przed Stocznią Gdańską kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego, był w powojennych latach morską stolica Polski, wtedy Gdańsk stał się sumieniem Polski.

Prawo morskie dawniej i dziś. Cztery dni wicewojewodą gdańskim.

Nadszedł czas na pytania z sali.

– Zwrócę się do pana jako do eksperta od prawa morskiego – powiedział doc. dr inż. Andrzej Januszajtis. – Był przepis, że jeżeli statek rozmyślnie wpłynie na drugi statek i go uszkodzi, to kapitan, czy właściciel, pokrywa całość strat. Natomiast jeżeli nieumyślnie, tylko przypadkiem dojdzie do takiego zderzenia, koszty są pokrywane pospołu. Czy dalej obowiązuje ta zasada?

– Jest to norma niezwykle ciekawa, to prawo obowiązywało w Gdańsku, nazywało się „Prawo z Damme”, gdańszczanie zawsze go przestrzegali, choć Gdańsk był zawsze miastem niepokornym – powiedział prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk. – Na zjeździe HANZY w XIV wieku burmistrz Gdańska był krytykowany bardzo surowo przez pozostałych hanzeatów za to, że Gdańsk sprzedawał statki Anglikom i Holendrom, czyli – największym wrogom HANZY. Pan burmistrz, wysłuchawszy ostrej krytyki, powiedział, że  rozumie tę krytykę, ale Gdańsk będzie dalej sprzedawał statki, bo to dobry interes. Natomiast jeżeli chodzi o odpowiedzialność za zderzenia, to ta zasada, choć nie wszędzie, obowiązuje do dziś, płaci się po połowie, jeżeli nie stwierdza się kto zawinił zderzeniu.

– Jak to się stało, że pan był tylko cztery dni wicewojewodą gdańskim? – zapytano.

– Większość z państwa doskonale wie, że kierownictwo gdańskie było przeciwne rozwiązaniom warszawskim, wprowadzeniem stanu wojennego zostaliśmy zaskoczeni całkowicie, nawet ówczesny I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR i członek Biura Politycznego, a więc najwyższego partyjnego organu, nie wiedział o wprowadzeniu stanu wojennego – odpowiedział prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk.

– Jestem tego świadkiem żywym – kontynuował. – Umawialiśmy się z Tadeuszem Fiszbachem na bieganie po lesie, wróciłem z jakiejś podróży służbowej i o jedenastej w nocy rozmawialiśmy jeszcze u niego w biurze, powiedział wtedy do mnie: „Słuchaj, ale pamiętaj, o szóstej rano biegniemy.” Nie mieliśmy pojęcia, że nazajutrz zostanie wprowadzony stan wojenny, byliśmy, oczywiście, przeciw takiemu działaniu, wielokrotnie demonstrowaliśmy swoje zdanie publicznie. Dlatego kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego dowiedziałem się, że już nie jestem prezydentem Gdańska.

– Były w międzyczasie wydarzenia, o których z drżeniem serca do dziś wspominam, słynne spotkanie na placu Solidarności 16 grudnia, przed Pomnikiem Poległych Stoczniowców „Grudzień 1970”, zgromadziło się tam kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. –  kontynuował prof. Młynarczyk. – Tadeusz Fiszbach kilka lat temu powiedział mi: „Wiesz, wysyłając ciebie na to spotkanie z rozgorączkowanym tłumem byłem przekonany, że wysyłam cię na śmierć.” Powiedziałem mu: „Dziękuję, drogi przyjacielu za to wyznanie po latach.”

– I wtedy mnie usunięto ze stanowiska prezydenta Miasta Gdańska, ale zebrała się egzekutywa KW PZPR i całkowicie bezprawnie zdecydowała o mianowaniu mnie pierwszym zastępcą wojewody Jerzego Kołodziejskiego – wyjaśnia prof. Młynarczyk.

Docierał do rodzin internowanych.

Wezwano go do KW PZPR i wysłano na chwilowe bezrobocie.

– Dostałem konkretne zadanie, ponieważ, jak wiadomo, internowano wtedy, całkowicie bezsensownie, wielu naukowców i artystów, żebym dotarł do tych środowisk i starał się jakoś wesprzeć tych ludzi zatrzymanych, bo nikt nie wiedział, co się z nimi będzie działo – kontynuuje opowieść prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk. –  Moją rolą było kontaktowanie się z rodzinami internowanych i dowiadywanie się, czy możemy coś zdziałać? Oczywiście, nie mieliśmy już wtedy żadnych możliwości sprawczych, bo rządził rząd wojskowy, przedstawiciele służb specjalnych, ale mogliśmy w wielu wypadkach pomóc, odwiedzałem wielu ludzi przez te cztery dni.

Wiedział, że jego funkcja pierwszego wicewojewody jest absolutną fikcją. Dlatego, gdy zwrócono się do niego z pytaniem, jaką tabliczkę na drzwiach dla niego powiesić  powiedział, żeby oszczędzić koszty i żadnej nie robić tabliczki. Jeszcze tego samego dnia wezwano go do KW PZPR w Gdańsku, gdzie dowiedział się, że udać ma się na „chwilowe bezroboci”. Ale nie był ofiarą stanu wojennego, wkrótce zatrudniono go w Instytucie Morskim, gdzie spędził szereg lat.

– Jak się panu podoba teraz Gdańsk, jak pan ocenia obecną młodzież w Gdańsku? – zapytała uczennica Szkoły Podstawowej nr 50  przy ul. Grobla IV w Gdańsku.

– Jestem w Gdańsku zakochany, jeżeli kiedyś posiądę jedną trzecią wiedzy pana Profesora Januszajtisa, to będę z większą swobodą oprowadzał swoich gości – odpowiedział prof. Młynarczyk. – To jest bardzo trudne miasto, ktokolwiek tu działa publicznie, doskonale o tym wie, na przykład w porównaniu z Gdynią, która jest łatwiejsza w zarządzaniu.

W Gdańsku stale trzeba podejmować decyzje będące kompromisem, stwierdził. Cieszy go mądra polityka władz miejskich, która, oczywiście, nie zadowala wszystkich. Prezydenta Adamowicza ceni za to, że ma własne zdanie, czasem przeciwne zdaniom innych.

– Co do młodzieży, spotykam się na uczelni z młodzieżą wyrośniętą i ona mi się bardzo podoba – kontynuował. – Patrzę na was i też mi się bardzo podobacie, miło, że interesujecie się swoim rodzinnym miastem, że chcecie o nim wiedzieć jak najwięcej.

Trudne lata powojenne w harcerstwie.

Najwspanialsza powieść napisana w języku polskim – „Lalka”

– Jakie pan miał kontakty z harcerstwem, czy były po wojnie w Gdańsku jakieś siły, które próbowały harcerstwa bronić?

– Byłem harcerzem, miałem krzyż harcerski, byłem raz, w 1947 roku, na obozie harcerskim – odpowiada prof.  Młynarczyk, zdobyłem kilka sprawności, w tym słynne „Trzy pióra”. Wtedy już zaczęto przebąkiwać o potrzebie zmian w harcerstwie, wielu ludziom ideały harcerskie, które przecież były tak rozpowszechnione w społeczeństwie, zaczynały przeszkadzać.

I zaczął się odwrót od harcerstwa pojmowanego tak, jak przed wojną, kontynuował prof. Młynarczyk. Nie przybierało to postaci organizacyjnej, grupy tak zwanego czerwonego harcerstwa pojawiły się później, w latach 50. , ale drużynę, w której był młody Jerzy rozwiązano, więc rok tylko był cieszył się działalnością w tej organizacji. Harcerstwo zaczęło odżywać i wracać do tradycji skautingu przedwojennego po 1956 roku, przypomniał.

– Panie profesorze, na pewno panu towarzyszyła i towarzyszy literatura piękna, gdyby był pan łaskaw opowiedzieć, co pan lubi czytać? – zapytał Stanisław Sikora, radny Rady Miasta Gdańska.

– W moim domu jest olbrzymia biblioteka, mam gusty bardzo staroświeckie – odpowiedział prof. dr hab. Jerzy Młynarczyk. – Za najwspanialsza powieść napisaną w języku polskim uważam „Lalkę” Bolesława Prusa, mogę czytać ją wciąż, od początku do końca, cudowne pokazanie życia polskiego społeczeństwa, oczywiście także osobistej tragedii. Ma absolutnie parafialny gust, stwierdza, jest zakochany w „Panu Tadeuszu”, kiedyś chciał napisać glosy do „Pana Tadeusza”, kapitalnego dzieła poetyckiego, bo glosa jest niczym innym jak komentarzem do wyroku.

– Moim studentom czytam spore fragmenty „Pana Tadeusza”, bo tam jest ogromna warstwa prawna – mówi prof. dr. hab. Jerzy Młynarczyk. – „Pan Tadeusz. Ostatni zajazd na Litwie” A cóż to był zajazd? Egzekucja prawa, jakiegoś wyroku sądowego, a więc pojęcie prawne, w epopei są fragmenty pasjonujące i dla prawnika. Wiemy, że ojciec Mickiewicza był adwokatem i syn się z prawem osłuchał.

Poezję współczesną czytuje. Szalenie mu się zawsze podobały wiersze Wisławy Szymborskiej, znacznie wcześniej, zanim dostała nagrodę Nobla, fascynuje go jej cienki dowcip i trafne obserwacje. Z literatury zagranicznej najbardziej ceni prozę Hemingwaya, rosyjską literaturę i poezję XIX wieku. I ogromnie ubolewa, że od lat na Wybrzeżu nie mamy pisma literackiego. I z niepokojem patrzy, że stajemy się, nie tylko w Gdańsku, coraz bardziej e – społeczeństwem, wolimy tkwić z nosami w komputerze, zamiast spotkać się oko w oko z pisarzem, poetą, ze znajomym, by osobiście wymienić poglądy i zapatrywania.

Katarzyna Korczak

Nikogo się nie lękaj, nikogo nie obrażaj

Januszajtis ok M. Zarzecki JW OK

Rozmowa z doc. dr inż. Andrzejem Januszajtisem, prezesem Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, laureatem Wielkiej Pomorskiej Nagrody Artystycznej za całokształt wybitnych osiągnięć artystycznych oraz dokonań na rzecz kultury.

– 25 kwietnia 2013 r. w Sali Koncertowej Polskiej Filharmonii Bałtyckiej im. Fryderyka Chopina w Gdańsku, podczas Gali Pomorskiej Nagrody Artystycznej za rok 2012, Mieczysław Struk, marszałek Sejmiku Województwa Pomorskiego, wręczył panu Wielką Pomorską Nagrodę Artystyczną. Statuetka Gryfa Pomorskiego, dyplom, kwiaty i czek w wysokości 20 tys. zł., przypadły panu w udziale „Za wieloletnią niestrudzoną działalność na rzecz popularyzacji historii Gdańska i Pomorza, za aktywność w dziele ratowania pamiątek naszego dziedzictwa, a zwłaszcza zabytków, za pasję i miłość do rodzinnego miasta, którą rozbudził w pokoleniach młodych gdańszczan”. Podczas wręczania publiczność zgotowała panu długą owację na stojąco. Gratulujemy!!!

– Zostałem zaproszony na uroczystość, wiedziałem, że coś się święci, ale nie znałem szczegółów. Przypuszczałem, że spotka mnie coś przyjemnego, nie spodziewałem się jednak, że aż tak miłego. Dramaturgię uroczystości przygotowano starannie, według wskazówek Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, potem napięcie rośnie aż do samego końca. Odbierając nagrodę powiedziałem to, co i dziś czuję – że jestem niezwykle wzruszony, ale, że to nie ja w gruncie rzeczy dostałem nagrodę, tylko Gdańsk, ja tylko relacjonuję jego piękno. Nagroda umacnia mnie w przekonaniu, że postępuję słusznie.

– Podziwiam Pana niezłomność i stoicki spokój, skąd czerpie pan siły do działania i osiągania sukcesu za sukcesem wobec tylu przeszkód i raf?

– Jest na Złotej Kamieniczce dewiza, odtworzona niedawno przy remoncie, brzmiąca w tłumaczeniu: „Czyń słusznie, nie lękaj się nikogo”, która przyświeca mi jako motto. Tych złotych myśli – drogowskazów do działanie nie tylko dla mnie – jest w Gdańsku więcej. Na innej kamieniczce czytamy sentencję: „Nikogo się nie lękaj, nikogo nie obrażaj”, jest wyjątkowo aktualna zwłaszcza dzisiaj, gdy politycy bez przerwy się nawzajem obrażają, uważając to za sposób dyskutowania. Tymczasem mnie uczono jeszcze w szkole, że nie należy stosować argumentum ad hominum, na przykład zarzucać komuś, że nie ma racji, bo jest łysy, albo ma krzywy nos, czy krótszą nogę. Niestety, tak dzisiaj się dzieje, o mnie też mówią, że nie mam prawa się wypowiadać o architekturze, bo nie jestem architektem; to zupełnie błędne podejście, dlatego, że architekci tworzą – lepiej, albo gorzej, a my potem mieszkamy w tych domach i obcujemy z nimi na codzień, a oni często jadą sobie gdzie indziej, żeby tam z kolei się pokazać. Architekci nie działają w próżni, ale dla ludzi i powinni się liczyć ze zdaniem społeczeństwa. Za każdym razem mówię, że wyzywam na pojedynek słowny tych, którzy twierdzą, że nie mam prawa wypowiadać się na jakikolwiek temat związany z Gdańskiem. Proszę bardzo, zróbmy zawody i przekonajmy się, kto wie więcej, wtedy się okaże, czy mam prawo mówić.

– W Gdańsku, co Pan przy wielu okazjach podkreśla, wiele dzieje się dobrego.

– Ogromnym sukcesem władz miasta jest przebudowa układu komunikacyjnego, to nieważne, że szczegóły mogą czasem być nie takie, jak trzeba, ale ogólnie biorąc, jest to sprawa wielkiego znaczenia. Po zakończeniu robót znikną korki w środku miasta, a na pewno przestaną przez Śródmieście jeździć wielkie tiry. Epokowym wydarzeniem, sam też o tym pisałem, jest budowa kolei metropolitalnej. Niezwykle ważna jest odbudowa kolei, która powstała już w 1914 roku i – przez nieporozumienie – nie odbudowano jej po drugiej wojnie światowej. Tajemnicą poliszynela było, że rozebrano tory i oddano je Rosjanom; człowiek, który o tym zadecydował, został później jakimś ważnym dyrektorem PKP i ile razy przychodziła propozycja odbudowy tej kolei, wrzucał sprawę do kosza.

– Niedawno znowu byłam świadkiem sporu czy można używać nazwy Politechnika Gdańska mówiąc o tej uczelni w okresie przedwojennym.

– Ta sprawa ciągle powraca, po wojnie dopiero w latach. 60. władze komunistyczne zabroniły mówić o przedwojennej Politechnice Politechnika Gdańska i niektórzy do dzisiaj mają to w głowie, nie przejdzie im przez usta, czy pióro „Politechnika Gdańska” przedwojenna. Tymczasem to był oficjalny polski odpowiednik niemieckiej nazwy, w 1921 roku zatwierdził ją zarówno Senat Politechniki, jak i władze Wolnego Miasta Gdańska, wszystkie przedwojenne polskie organizacje tej uczelni miały w nazwie polską nazwę uczelni, np. Bratnia Pomoc Studentów Polaków Politechniki Gdańskiej (a nie Technische Hochschule).

– Jest stale o co walczyć – widać to w Pana wypowiedziach, artykułach, książkach – aby Gdańsk nie uległ zeszpeceniu.

– W tej chwili pierwszą sprawą jest zbyt wysoka zabudowa, która ma powstać na Wyspie Spichrzów. Nie chodzi już w tej chwili o kształt, chociaż też jest ważny, ale on, mimo wszystko, jest rzeczą wtórną. Natomiast nie wolno dopuścić, żeby szczyty tych budynków po drugiej stronie Motławy były widoczne z wnętrz ulicy Chlebnickiej, a w przyszłości także ulicy Mariackiej. Musimy walczyć, bo inaczej cały efekt odbudowy Głównego Miasta diabli wezmą. W przedłużeniu osi tych ulic nowe budynki muszą być co najmniej o 3 m niższe niż na projekcie.

– Jak bumerang powraca sprawa kładki nad Motławą.

– To nie jest moja idee fixe, ja nie jestem przedstawicielem lobby budowniczych promów, nikt mi za to nie płaci, chodzi o coś zupełnie innego, o coś, co było zawsze źródłem bogactwa i rozwoju Gdańska – o port, wodę, żeglugę. Ta nieszczęsna kładka nad Motławą, nawet, gdyby miała być, to nie może być ten wariant – najgorszy ze wszystkich: 2,5 metra nad wodą to śmierć dla wszelkiej żeglugi na Motławie. Gdyby nawet miała powstać, musiałaby mieć co najmniej 8 metrów prześwitu pionowego, a najlepiej, żeby nie było jej wcale, tym bardziej, że istnieje znacznie lepsze i tańsze rozwiązanie – prom. Tymczasem od początku założono kładkę. Wiem, że p. dyrektor Perucki planuje budową drugiej sali koncertowej i musi mieć możliwość szybkiego przemieszczenia 1000 osób, co według niego wyklucza prom. To jest jednak tylko kwestia odpowiednich promów, a kładka tez ma ograniczoną przepustowość. Poza tym dlaczego wszyscy mają korzystać z kładki, wiele, jeśli nie większość osób pojedzie w inną stronę. Trzeba tez pamiętać, że powstanie trasa Młodego Miasta, która, w moim głębokim przekonaniu, powinna przejść tunelem pod Motławą i wtedy jest bardzo bliski dojazd na Ołowiankę, który może doprowadzić samochody i autobusy i niepotrzebna jest kładka, która zabije żeglugę. Nie możemy się na to zgodzić!

Problem jest bardzo szeroki, nie wolno w Gdańsku niszczyć żeglugi, a niestety zrobiono już sporo w tym kierunku.

– Kolejny przykład?

– Proszę bardzo – most Jana Pawła II za 130 milionów złotych zbudowany, piękny, bardzo ważny i potrzebny, ale, na stumetrowym pylonie zawieszono jezdnię osiem metrów nad wodą. To jest dno krótkowzroczności! Sam widziałem, jak mała żaglówka wysokości osiem metrów utknęła tam, bo myślał, że przepłynie, przechylił się, nagle dmuchnęło, wyprostował się i utknął pod tym olbrzymim mostem. Przecież to jest coś, co się w głowie nie mieści. Ja nie jestem żeglarzem, po prostu myślę racjonalnie.

To jest droga wodna, ona w tej chwili nie jest wykorzystywana, ale, trzeba patrzeć w przyszłość i naśladować na przykład Holendrów. W Rotterdamie powstał most Erazma, przepiękny, co prawda nie osiem, tylko osiemnaście metrów prześwitu, ale Holendrzy dali na końcu zwodzone przęsło, żeby móc przepuszczać większe jednostki pływające. I tak samo w Gdańsku trzeba było zrobić – zawiesić jezdnię o wiele wyżej (np. trzydzieści pięć metrów) albo na końcu dać możliwość zwodzenia.

Drugi taki most w Gdańsku, bezsensowny, który powstał, też potrzebny, to jest most z Młynisk na Ostrów przy Elektrociepłowni, który powinien być zwodzony. Jest propozycja moja, ale nie tylko moja, będziemy się starać ją również popierać i promować, budowy przystani wielkich wycieczkowców na Młodym Mieście, blisko ujścia Motławy i Martwej Wisły. Mamy tam obrotnicę, czyli miejsce przygotowane do obracania statków długości ćwierć kilometra, a głębokość przed wojną była dziesięć i pół do jedenastu metrów, dzisiaj jest mniejsza, bo nie bagrowano, ale jest możliwość jej przywrócenia.

– Jak statki mają płynąć tamtędy?

– W tej chwili przez Kanał Kaszubski, chociaż jest nieco za wąski, a obok są nabrzeża Gdańskiej Stoczni Remontowej, gdzie czasem stają duże jednostki, co może utrudniać swobodne przepłynięcie. Na przyszłość proponuję przywrócić zwodzenie mostu prowadzącego z Młynisk na Ostrów i tamtędy przeprowadzać wielkie wycieczkowce, tam wszędzie głębokość jest wystarczająca. Mogę przypomnieć, że nasz „flagowy” m/s „Batory” miał 180 metrów długości i zanurzenie siedem metrów, a więc statek tej wielkości beż żadnych problemów i dzisiaj może tam wpływać nawet przez Kanał Kaszubski. Jeżeli nawet obecnie nie stać nas na to – trzeba taką możliwość zostawić, a nie ją zamykać.

– Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” w 2014 roku obchodzić będzie 20–lecie działalności.

– Chcemy to uczcić, przygotowujemy szczegółowy program, na pewno nawiążemy współpracę z Naczelną Organizacja Techniczną, rozmowy na ten temat trwają, między innymi inicjatywa jest taka, żeby na budynku NOT ufundować tablicę ku czci prof. Jerzego Doerffera, który był prezesem NOT przez jakiś czas, był wspaniałym rektorem Politechniki Gdańskiej, ale był przede wszystkim jednym z twórców powojennego przemysłu okrętowego, wielkim wynalazcą, nowatorem itd.

Drugą tablicę pamiątkową, chcemy odsłonić na jednym z domów przy Długim Targu, w którym urodził się królewicz Aleksander Sobieski, nawet proponowano go na króla Polski.

– Zbliża się jeszcze jeden ważny dla Gdańska i bliski Pana sercu jubileusz…

– Również w przyszłym roku, 30 kwietnia, przypadają 550. urodziny zegara astronomicznego w Bazylice Mariackiej. Urządzimy ze Stowarzyszeniem „Horologium” – dziś już trzydziestoletnim – konferencję i zjazd miłośników tego rodzaju zegarów i specjalistów z całego świata, mam ich adresy. Niezależnie od tego, żeby pokazać ten zegar, chcielibyśmy zakończyć jego odbudowę i w pełni przywrócić go do życia. W tej chwili, po przeszło dwudziestu latach niektóre części po prostu się zużyły. Poza tym nasza robota była pionierska, fasada zegara jest prawie w całości autentyczna, natomiast zrekonstruowaliśmy mechanizm, ale średniowieczny, nie wahadłowy, tylko kolebnikowy, prawdopodobnie jedyny tego typu, jaki w XX wieku  wybudowano. Musieliśmy się głowić jak to mogło wyglądać, wobec tego niektóre rozwiązania trzeba trochę poprawić, koszt tych robót wynosić będzie około 150 tysięcy złotych, liczymy na pomoc władz miasta, zainteresowanych osób i instytucji. Niektóre brakujące części trzeba dorobić, na przykład postacie strażników wrót i aniołów miały dzwonki, starzec na dole machał ręką. Mamy małe automatyczne organy, ale trzeba dorobić mechanizm sterujący itd. Wykorzystaliśmy autentyczne tarcze z blachy miedzianej, które są wiotkie, jedna została przez konserwatorów usztywniona, ale druga nie. Z kolei wielka drewniana tarcza kalendarza przy obrocie wyskakuje z zazębienia, ma ponad 500 lat i to jest nieuniknione, ale musimy wprowadzić poprawki, żeby zegar dobrze chodził i żeby można było uznać odbudowę za zakończoną.

– Szykują się kolejne Pana publikacje?

– W tej chwili już wydrukowany jest pierwszy egzemplarz, lada chwila pojawią się następne, czwartego zbioru moich felietonów o Gdańsku i jego historii pt. „W ratuszowych izbach”, które się ukazywały w „Gazecie Wyborczej”, wydawcą jest „Marpress”. Pracuję nad historią nauk ścisłych i techniki w Gdańsku, mam na to rok czasu. Nie jest wykluczone, że wydam album ze zdjęciami Gdańska, mam trochę swoich, chcę też wykorzystać serię kolorowych zdjęć przedwojennego Gdańska na małych przeźroczach, wyjątkowo dobrej jakości. Ich autorem jest nauczyciel z Berlina, prof. Brandt, który przyjechał z uczniami do Gdańska w 1943 roku, miał dobry aparat i dobre oko, a potem, w Berlinie, jak się zbliżały wojska sowieckie, zapakował te zdjęcia w celofan, włożył do metalowej puszki i zakopał w ogrodzie. Parę lat później je odkopał, a jego syn, po jego śmierci, ofiarował mi zbiór. Doszło do tego w ten sposób, że zadzwoniła do mnie pewna pani, Polka z Francji. Powiedziała, że od lat śledzi moje publikacje i że jej znajomy ma zdjęcia kolorowe Gdańska, zapytała, czy byłbym nimi zainteresowany. I po pewnym czasie syn autora przysłał mi te zdjęcia i upoważnił do wykorzystania. Zbiór składa się z 40 zdjęć z Gdańska i 20 z Malborka. Niedługo potem pojawiły się zdjęcia wykonane w tym samym czasie przez norweskiego studenta Politechniki Gdańskiej, które otrzymało Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. Staram się o zgodę, żeby i tę kolekcję opublikować w planowanym albumie.

– Czego mogę Panu życzyć?

– Zdrowia i sił fizycznych oraz duchowych, ale zwłaszcza fizycznych. Chciałbym wydać ponownie moje „Sonety greckie” z własnymi ilustracjami, poprzedni nakład z lat 80. dawno się już wyczerpał.

– Dziękuję za rozmowę i życzę realizacji wszystkich zamierzeń i planów oraz spełnienia najskrytszych marzeń.

Rozmawiała: Katarzyna Korczak

Wiktoria Wiedeńska w Operze Bałtyckiej

gala2 - porucznik Struczyn+skiGala z okazji 330. Rocznicy Wiktorii Wiedeńskiej w 1683 roku, odbyła się w poniedziałek, 9 września 2013 r. w Operze Bałtyckiej w Gdańsku – Wrzeszczu. Spotkanie zorganizowały szkoły i przedszkole Fregata z siedzibą przy ul. Cystersów 13 w Gdańsku – Oliwie, w których młode pokolenie wychowywane jest w oparciu o tradycyjne cnoty: pracowitość, męstwo, odpowiedzialność, patriotyzm.

Bitwa pod Wiedniem zaliczana jest do dwudziestu przełomowych bitew w historii świata.

Patriotyzmu uczy: dom, rodzina, szkoła

– Patriotyzm nosi się w sercu, którego, tak od góry, nikt nas nie nauczy – powiedziała Hanna Zych – Cisoń, wicemarszałek Sejmiku Województwa Pomorskiego. – Uczy tego: dom, rodzina, szkoła. Zadaniem dorosłych jest przypilnowanie wydarzeń, które są dla naszego kraju istotne. Przywiodło nas tutaj święto triumfu w tak odległych czasach, warto o tym pamiętać i świętować, pamiętając, że naszym przeciwnikiem była wtedy Turcja, kraj, który jako jedyny, nigdy nie uznał rozbiorów Polski. Również przeciwnika należy traktować z szacunkiem i wtedy jest dopiero pełen sukces.

Na sali obecny był Maciej Grabski, inwestor Olivia Biznes Center w Gdańsku, pierwszy sponsor i współfundator przedszkola i szkół Fregata.

Jarosław Struczyński, porucznik Chorągwi Husarskiej w Gniewie, powołanej przez Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka, wprowadził zgromadzonych w tajemnice polskiej husarii. Najpierw zaprezentowano – nakręconą pod Gniewem – etiudę filmową „Gniew husarii” z zainscenizowanymi scenami walk z udziałem Chorągwi Husarskiej w Gniewie.

– Husaria to wynik polskiego geniuszu, polskiego ducha, to wynik świadomości, w której wychowywano nas w rodzinach, kiedy byliśmy kształtowani przez naszych rodziców, głównie przez nasze wspaniałe matki, piękne polskie kobiety, na prawdziwych zwycięzców – mówił Jarosław Struczyński. – Mentalność Polaków była tak ukształtowana, że częstokroć wobec przeważającej siły wroga nigdy nie odczuwaliśmy trwogi, stąd te zwycięstwa.

Postawy i konkretne czyny

– Myślę, że każdy z nas, młodzi Polacy, młodzi przyjaciele, nosi w sercu chęć bycia świetnym obrońcą,  rycerzem Rzeczypospolitej – kontynuował Jarosław Struczyński. – Obrońcą swojej rodziny, swojej Małej Ojczyzny. Jak już mamy do tego predyspozycje, sądzę, że jesteśmy gotowi wykonać dzieła i czyny dla Rzeczypospolitej już nie orężem, budować jej potęgę w czasie pokoju, bowiem mamy te same cnoty i te same cechy, co nasi pradziadowie.

– Założyliśmy szkoły, których zadaniem jest najpierw wychowanie – powiedział dr Łukasz Balwicki, prezes Stowarzyszenia prowadzącego Szkoły Fregata. – Jesteśmy rodzicami, chcemy zaoferować naszym dzieciom najlepsze wykształcenie, ale także wychować je w tradycyjnych wartościach i cnotach.

Wcześniej założyciele nawiązali kontakty ze szkołami o podobnym profilu w Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych, najpierw powstało przedszkole, następnie kolejno szkoły.

– Nie bez powodu używamy często słowa cnota, ponieważ, kiedy popatrzy się w definicję słownikową, cnota, doskonałość moralna, ukierunkowuje ku dobru – kontynuował dr Balwicki. –  Tego chcemy dla naszych dzieci, żeby wykazywały stałą dyspozycję i posługiwały rozumem, wolą, zmysłami. Kształtujemy w nich postawy, ale i mobilizujemy do konkretnych czynów zgodnych z dobrem kraju.

W rodzinie, w pracy naukowej, w biznesie

– Jakie to są ważne cnoty? – kontynuował dr Łukasz Balwicki. – Pracowitość, męstwo, hojność, ofiarność, poświęcenie, odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za chwilę za swoją rodzinę, za swoje przedsiębiorstwo, ale także za Ojczyznę. – Są to cnoty potrzebne nie tylko w życiu w rodzinie, w pracy naukowej, ale także w biznesie.

– Jako rodzice staramy się dawać na co dzień dobry przykład, praktykować cnotę hojności, poświęcenia, model naszej szkoły opiera się na solidarnym wsparciu rodzin najuboższych, bez tego ta szkoła nie mogłaby wychować dzieci z rodzin wielodzietnych – dodał dr Balwicki. – Przyjęto zasadę, że finanse nie mogą być przeszkodą, żeby dziecko kształciło się w modelu szkół Fregata. Rodzice uczniów działają w Stowarzyszeniu, poświęcają swój czas, umiejętności pieniądze, dla dobra wspólnego.

– Na co dzień w naszych szkołach i przedszkolu kształtowane są silne charaktery dobrych ludzi i prawych obywateli – zakończył dr Balwicki. – Wydarzenia, takie jak Wiktoria Wiedeńska, to dla nas niewyczerpane źródło inspiracji i motywacji.

W części artystycznej Akademicki Chór Uniwersytetu im. Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy oraz Gdańska Grupa Perkusyjna Jeunescess Musicales pod kierunkiem Piotra Sutta, całość poprowadził Bernard Mendlik, wykonały fragmenty Cermina Burana Carla Orfa. Podczas Gali, która zakończyła się bankietem, sprzedawano cegiełki na Fundusz Stypendialny Szkół Fregata dla dzieci z rodzin wielodzietnych.

* * *

Dla uczczenia 330. rocznicy Bitwy pod Wiedniem w Polsce w 2013 r. odbywają się Dni Tradycji Rzeczypospolitej oraz konny rajd historyczny śladami przemarszu wojska polskiego, które pod wodzą króla Jana III Sobieskiego ruszyło na odsiecz Wiedniowi obleganemu przez Turków. W ten sposób promowana jest chwała oręża polskiego z niezwyciężoną husarią. Celem przedsięwzięcia jest przyczynienie się do przywracania Polakom dumy narodowej. Szczegóły na www.wieden330.pl

Katarzyna Korczak

gala7 - úukasz Balwicki - prezes szko+- Fregata gala0 - porucznik Struczyn+ski z uczniami z Fregaty gala1 gala3 gala4 gala5gala0 - porucznik Struczyn+ski z uczniami z Fregaty gala7 - úukasz Balwicki - prezes szko+- Fregata gala3 gala1 gala4 gala5Zdjęcia: Z archiwum Stowarzyszenia szkół Fregata w Gdańsku – Oliwie