Muzeum Drugiej Wojny Światowej – placówka najwyższej światowej rangi

muzeum 1. Gmach Muzeum na Wiadrowni kadr

Gmach Muzeum na Wiadrowni. Fot. A. Januszajtis

GDAŃSK. Wystawa, którą każdy powinien zobaczyć. Mam na myśli wystawę w Muzeum Drugiej Wojny Światowej, naszym najnowszym, nazwanym przez kogoś nową gdańską katedrą. Tak górnolotnie bym go nie określił, ale niewątpliwie otrzymaliśmy placówkę najwyższej światowej rangi, chlubę Gdańska i Polski.

Dla ponad czterystu osób, które jako pierwsze przekroczyły próg Muzeum Drugiej Wojny Światowej, przygotowana prezentacja okazała się prawdziwym wydarzeniem.

400 gablot, a w nich przeszło 2500 eksponatów

Opracowana przez zespół pod kierunkiem dyrektora Pawła Machcewicza, przy współudziale specjalistów z tej tematyki, najwybitniejszych jakich można było znaleźć w Polsce i świecie, jest tak bogata, że brak słów, by szczegółowo ją opisać. Na powierzchni ok. 5 tys. metrów kwadratowych (pół hektara!) ustawiono 400 gablot, w których zgromadzono przeszło 2500 eksponatów. Na 250 stanowiskach multimedialnych można obejrzeć materiały filmowe trwające 4 godziny. Towarzyszące teksty liczą ponad tysiąc stron. Gdybyśmy chcieli każdemu eksponatowi poświęcić minutę uwagi (to minimum!), to pełne zwiedzenie wystawy zajęłoby nam 41 godzin, czyli 5 dni – licząc po osiem godzin dziennie, co oczywiście przekracza przeciętne ludzkie możliwości. Można tu będzie prowadzić cotygodniowe wycieczki, np. dwugodzinne, za każdym razem z innym programem, przez cały rok szkolny czy akademicki! To prawdziwa encyklopedia wiedzy nie tylko o wojnie, ale o tym, co do niej doprowadziło. Pokazuje przede wszystkim, jak rodziło się zło, jak doszło do nienawiści i wynikających z niej zbrodni, najstraszniejszych i najbardziej masowych w dotychczasowej historii ludzkości. Jest jednym wielkim ostrzeżeniem: uważajcie, bo i wam może się to przytrafić! Czyńcie wszystko, co możliwe, żeby się to nigdy nie powtórzyło!

Walka Dobra ze Złem, Światła z Ciemnością

Przesłanie wystawy i w ogóle całego gmachu Muzeum jest klarowne i przekonujące – to walka Dobra ze Złem, Światła z Ciemnością, pełnego słońca świata zewnętrznego z mrokiem podziemi, w których ją umieszczono. Wstrząśnięci mrocznymi obrazami w bocznych zakamarkach możemy w każdej chwili wyjść na główną oś komunikacyjną, biegnącą po linii jednej z dawnych ulic historycznej Wiadrowni (ulicy Wielkiej), częściowo nawet wybrukowanej dawnym brukiem. Wysoka przestrzeń między pochyłymi ścianami, oświetlona od góry naturalnym światłem dnia, pozwala nam wrócić do teraźniejszości i uświadomić sobie, że żyjemy w całkiem innych czasach.

Dla mnie wystawa jest swojego rodzaju powrotem w przeszłość – na początek w czas mojego dzieciństwa. Oto np. przedwojenna ulica, prawie naturalnych rozmiarów, sklepy, wystawy, pełne autentycznych przedmiotów z tamtej epoki, wśród nich gablota z gazetami. Przeglądam tytuły i widzę „KURJER PORANNY”, tak właśnie pisany, nawet po przeprowadzonej w 1936 r. zmianie pisowni. Wracają wspomnienia z Lublina. Widzę gabinet dziadka Michała, który drzemie w fotelu, z ulubioną gazetą na kolanach. Pięcioletni brzdąc, któremu ojciec niedawno pokazał duże drukowane litery, podchodzi do śpiącego, wpatruje się w tytuł gazety, sylabizuje K-U-R-J-E-R P-O-R-A-N-N-Y i po raz pierwszy litery składają mu się w słowa! To dawne olśnienie przeżyłem dzięki wystawie po raz drugi!

Do dziś cierpnie mi skóra

Ulica pojawia się w następnym pomieszczeniu, dramatycznie zniszczona, z sowieckim czołgiem królującym na kupie gruzów. Ileż ja takich obrazów widziałem! Kolejne wspomnienie: ten sam Lublin, w czasie wojny, zbombardowana kamienica na rogu Krakowskiego Przedmieścia i Kapucyńskiej. Dwaj chłopcy chodzą po gruzach. Jeden z nich (mój towarzysz) znalazł jakiś niewielki pocisk i zamierza się, by rzucić w moim kierunku. Wołam: nie rób tego!, ale on rzuca. Pocisk przelatuje przez dziurę w murze, uderza w coś i wybucha – za chroniącą nas ścianą! Nietrudno zgadnąć, że po chwili już nas tam nie było.

Inny obrazek: idziemy w trójkę w zimowy wieczór przez zaciemnione miasto, przyświecając sobie latarką, z której byłem dumny. Miała świetny reflektorek, rzucający po odpowiednim podregulowaniu prawie punktowe światło. Pokazuję to na ślepej ścianie mijanego budynku i oto, jak spod ziemi, wyrasta niemiecki żandarm z jakimś cywilem. Za naruszenie wojennego zaciemnienia można było nawet zostać rozstrzelanym, więc jesteśmy przygotowani na najgorsze. Cywil mówi (po polsku): Daj tę latarkę! Oglądają, świecą, próbują, na koniec żandarm daje mi w zamian swoją, o wiele gorszą. Wracam z kolegami do domu, uboższy ale szczęśliwy, bo żyję! Czy takie przeżycia, strach który nam codziennie towarzyszył, dadzą się oddać wystawą? Nad tą zrujnowaną ulicą można by na przykład wyświetlać nadlatujący samolot, taki, jakie widziałem podczas wędrówki z rodzicami we wrześniu w 1939 r. Na pomruk wysoko lecącego samolotu śmigłowego do dziś cierpnie mi skóra.

Ze ściśniętym gardłem

Albo wyobraźmy sobie taką możliwość: zwiedzając wystawę znajdujemy się w mieszkaniu warszawskim podczas wojny. Nagle słychać syreny, to alarm! Pracownicy prowadzą nas po schodach do odtworzonego schronu w piwnicy. Słychać wybuchy, wszystko się trzęsie, potem nastaje cisza. Syreny odwołują alarm. Wracamy do pokoju, ale tego drugiego, pokazującego stan po bombardowaniu. Wiem, że to trochę pachnie Disneylandem, ale pozwalałoby jeszcze mocniej odczuć grozę wojny.

W sali poświęconej tragedii katyńskiej najbardziej wstrząsające są autentyczne guziki pomordowanych i napis: „zostały tylko guziki”. W innej sali oglądamy rysunki dzieci, którym nauczycielka tuż po wojnie kazała narysować co pamiętają z tamtych czasów. Patrzę na narysowaną przez dziecko szubienicę i stają mi w pamięci kartki z zapiskami rosyjskiej dziewczynki, Tani Sawiczewej, z czasu strasznego głodu podczas oblężenia ówczesnego Leningradu. Odnotowała po kolei śmierć babci, siostry, brata, dwóch wujków i mamy, a na ostatniej kartce napisała: „Wszyscy Sawiczewy umarli, została tylko Tania.” Czyta się to ze ściśniętym gardłem. Niedługo potem śmierć zabrała i ją.

W wymiarze uniwersalnym

Największą zaletą wystawy jest właśnie pokazanie okropności wojny w wymiarze uniwersalnym, potworności, które dotykają wszystkich. Czy rany Niemca, Rosjanina, Japończyka mniej bolą niż polskie? U jednego z moich wojennych kolegów zakwaterowano niemieckiego oficera z żoną i 10-letnim synem, jego rówieśnikiem. Obaj przypadli sobie do gustu. Po roku oficera przeniesiono do Hamburga. Stamtąd niemiecki chłopiec przysyłał polskiemu pocztówki ze zdjęciami sprzed wojny, zaznaczając na nich krzyżykami domy, których już nie było, bo zniszczyły je alianckie bomby. Te krzyżyki radowały nasze serca, bo dawały pewność, że hitlerowskie Niemcy muszą w końcu przegrać, że wojna się skończy. Ale alianckie bomby, jak każde inne musiały powodować cierpienie i śmierć wielu ludzi, także niewinnych. W czasie wojny zabijanie staje się koniecznością i właśnie dlatego wojny są tak straszne. Jako harcerz Szarych Szeregów byłem jeszcze za młody, by uczestniczyć w walce zbrojnej, ale przygotowywano nas do zabijania, co wówczas uważaliśmy za rzecz oczywistą. Ale wojna się skończyła, od ponad 70 lat mamy pokój i dalsze hodowanie w sobie nienawiści nieuchronnie doprowadziłoby do destrukcji, w pierwszym rzędzie nas samych!

Wystawa jest wielkim osiągnięciem. Nie wolno jej likwidować, można co najwyżej ją uzupełnić. Powinna to robić ta sama ekipa, która w tak znakomity sposób zrealizowała to niezwykłe dzieło. Ludzi dobrej roboty należy nagradzać, a nie pozbawiać możliwości kontynuacji działania! Osobiście dodałbym stoiska poświęcone powojennej pracy nad odwracaniem skutków wojny: odbudowie zabytków, staraniom o zwrot dzieł sztuki zabranych z miejsc, gdzie się od wieków znajdowały i – co niezwykle ważne – skutecznym działaniom na rzecz pojednania i przyjaźni między narodami. Tylko to może zapobiec nowym wojnom.

Andrzej Januszajtis

muzeum 2. Główna oś komunikacyjna

Oś komunikacyjna. Fot. Andrzej Januszajtis

muzeum 3, Sowiecki czołg na gruzach

Czołg na gruzach. Fot. Andrzej Januszajtis

muzeum 4. Zostały tylko guziki sm

Zostały tylko guziki… Fot. Andrzej Januszajtis 

 

Odrodzenie Wisły – powrotem potęgi Gdańska

Gloskiewicz 4. Przyczółek promu rowerowego w- Amsterdamie fot. GVBGDAŃSK. Geneza powstania portu. Od zarania dziejów działalność gospodarcza człowieka zawsze oparta była o handel i wymianę dóbr miedzy wieloma narodami. By tego dokonać rasa ludzka przysposobiła sobie żeglugę i transport morski jako główną metodę przesyłu towarów między odległymi miejscami.

Tak jak przed wiekami tak i obecnie obieg produktów światowej gospodarki opiera się w dalszym ciągu głównie za pomocą transportu wodnego.

Statki i porty morskie

Nieodłącznymi elementami transportu wodnego zawsze były statki i porty morskie. Statki jako środki komunikacji i transportu – by móc właściwie pobrać towary oraz bezpiecznie wyładować ludzi – niemal zawsze potrzebują do tego celu specjalnych nabrzeży. Nabrzeża od wieków lokowano w dogodnych i bezpiecznych dla statków miejscach. Z punktu widzenia warunków hydro – meteorologicznych najlepiej nadawały się do tego wolne od podwodnych skał i mielizn za to osłonięte od otwartego morza – zatoki. Na tych wodach zatok panują zwykle spokojniejsze wiatry, a prądy morskie są ograniczane przez piaszczyste mierzeje. Drugim ważnym czynnikiem było właściwe skomunikowanie nabrzeży z zapleczem lądowym. Miejsca postoju i przeładunku statków powinny być dobrze połączone drogami lądowymi czy rzekami i promami tak, by możliwe było szybkie i skuteczne dowożenie towarów w celu wymiany handlowej.

Istnienie ograniczonej liczby naturalnych miejsc bezpiecznego postoju statków z reguły determinowało powstawanie coraz większej liczby przystani w pobliżu lokacji pierwszego nabrzeża. Duża koncentracja nabrzeży prowadziła z reguły do połączenia poszczególnych przystani budując dzisiejsze porty. Na przestrzeni wieków liczebność budowanych nabrzeży wzrastała wraz ze zwiększeniem przeładunków. Wzrost przeładunków zależał od zasobów naturalnych i atrakcyjności danego regionu w produkty lokalnego rzemiosła, a potem przemysłu. Handel zamorski kwitł tam gdzie zamieszkiwała ludność zdolna wytworzyć dobra atrakcyjne dla innej społeczności i zdolna je przetransportować za pomocą statków i swych przystani. Równolegle z budową nabrzeży powstawały osady i grody a ciągłe rozbudowy dały początek wielu współczesnym miejskim aglomeracją portowym porozrzucanym nad rzekami. Sprawną komunikację wewnętrzną od zawsze w takich miastach pełniły promy.

Powstania portu i miasta – historią narodzin Gdańska

Czytając do tego momentu artykuł nie sposób nie odnieść wrażenia, że ów sposób powstania portu i miasta portowego opisuje historię narodzin Gdańska. Jest to prawidłowe odczucie. Gdańsk podobnie jak wiele innych miast Hanzeatyckich przyczynę swojego dużego rozwoju od średniowiecza po czasy nam współczesne bierze właśnie ze znakomitego położenia geograficznego. Jako port usytuowany jest nad Zatoką Gdańską, której głębokie wody osłonięte Półwyspem Helskim zapewniają bezpieczne kotwiczenie statków oczekujących na wpłyniecie do portu. Wody zatoki i portu pozbawione są dokuczliwych prądów i pływów. W okresie zimowym zatoka i kanały portowe są zwykle wolne od grubego zalodzenia utrudniającego żeglugę jak to jest w krajach skandynawskich czy Rosji. Gdańsk od początku swojego istnienia swoja siłę czerpał z połączenia handlu morskiego oraz rzecznego. Jako miasto położone nad Wisłą był znakomicie skomunikowany z głębią kraju i regionu. Do miasta spławiano tratwami, szkutami a później barkami: zborze, drewno, smołę, Wajda, czy sól. W górę rzeki zabierano tkaniny, egzotyczne owoce i rudy metali. Do nadrzecznych osad ludzie docierali promami. Mimo iż obecnie królowa polskich rzek pełni marginalne znaczenie w komunikacji portu w Gdańsku z głębią kraju to jej uśpiony potencjał jest ogromny i warty ponownego wskrzeszenia. Niezależnie od obecnego stanu Wisły położenie Gdańska nad rzeką i jej korzystny wpływ (przed wiekami) na rozkwit gospodarki regionu Pomorza to niepodważalny fakt. Podobne przykłady znaleźć można z powodzeniem w innych miastach portowych Europy zachodniej. Najdobitniejszymi przykładami są miasta niemieckie czy holenderskie. Hamburg, Brema, Amsterdam czy Rotterdam to miasta siostrzane naszego Gdańska. Znaczne rozmiary ich portów oraz tkanki miejskiej tłumaczy fakt, że do dnia dzisiejszego korzystają one z drożnych rzek i kanałów śródlądowych, którymi transportuje się dziesiątki milionów ton towarów. Rozbudowane systemy wodne w takich miastach wymagają funkcjonowania wielu przepraw promowych. Wystarczy odwiedzić te wielkie porty rzeczno – morskie by móc sobie wyobrazić jak wyglądał by Gdańsk gdyby zachowano żeglowność Wisły. Aktualnie prowadzone są liczne prace projektowe, których celem jest udrożnienie rzeki tak, by przywrócić jej wymagane standardy żeglugowe i by mogły z niej korzystać duże barki i statki rzeczno – morskie. Czy tak się stanie czas pokaże ale strategia ożywienia śródlądowych dróg wodnych w Polsce i połączenia portów morskich z przemysłem w głębi kraju to najlepsza metoda rozwoju Gdańska do poziomu wspomnianych miast w Holandii czy Niemiec.

Złożone miasto portowe

Doskonała lokalizacja oraz połączenie transportu rzeczno – morskiego to wspólne cechy łączące Gdańsk z dużymi portami znad Morza Północnego. Prócz tego historycznego faktu Gdańsk – podobnie jak większe porty na zachodzie – posiada historyczną cechę „Złożonego Miasta Portowego”. W czasach, gdy gród nad Motławą posiadał zadbane połączenia rzeczne, tempo jego rozwoju dorównywało miastom zachodnim. Podobnie jak na zachodzie tak i stary port nad Motławą stawał się zbyt ciasny w stosunku do liczby korzystających z niego statków i ładunków, które trzeba było obsłużyć. By miasto portowe mogło się dalej dynamicznie rozwijać wytyczano coraz większe tereny przeładunkowe poza głównymi bastionami obronnymi miasta. Port nad Motławą stopniowo rozbudowywano o kolejne nabrzeża nad Wisłą w rejonie Polskiego Haku, Młynisk, Wisłoujścia, a z czasem aż do Westerplatte i Nowego Portu.

Budowano nowe baseny przeładunkowe i kanały – miedzy innymi przekopano „Łachę Bosmańską”, która dała początek Kanałowi Kaszubskiemu i dzisiejszej wyspie Ostrów, na której znajdują się liczne stocznie i nabrzeża przeładunku zbóż. Szybki rozwój portu w przeciągu dwóch wieków doprowadził do wzrostu znaczeń kilku osad w ostatnim odcinku ujścia Wisły. Osada jak Stogi, Przeróbka, Wisłoujście, Nowy Port, Płonia czy Sobieszewo stały się w XVIII, XIX i XX wieku częścią administracyjną miasta i portu. W obrębie tych dzielnic zbudowano szereg zakładów przemysłowych i składów towarowych. Na Polskim Haku powstały stocznie Klawittera. W rejonie dzisiejszej Przeróbki wybudowano zakłady kolejowe (dzisiejsze „ZNTK”) i bocznice kolei portowej. Rejon Wisłoujścia to elewatory zbożowe, składy cukru oraz browar Fishera. Na wschodniej stronie nieopodal Twierdzy Wisłoujście zbudowano Basen Górniczy do przeładunków węgla i rudy. Oczywiście są to tylko przykłady, wymieniać wszystkich nie sposób.

Promy portowe usprawniały pracę portu

Wszystkie te ośrodki produkcyjne (ulokowane po różnych stronach brzegów rzeki) spowodowały głębokie zmiany w tkance miasta i portu. Nowe zakłady przemysłowe potrzebowały dużej siły roboczej. Liczni pracownicy by się dostać do swych zakładów korzystali z usług lokalnych przewoźników promowych. Do fabryk położonych po obu stronach rzeki dowożono koleją surowce i części potrzebne do produkcji. By tak się stało powstały przeprawy promów kolejowych jak np.: na Przeróbce. Cześć nowych pracowników uzyskała nowe mieszkania w pobliżu zakładów portowych zwiększając tym samym liczbę mieszkańców dawniej małych osad. Rozbudowa portu zarówno w okresie międzywojennym jak i powojennym wymagała pracy coraz liczniejszej rzeszy specjalistów i robotników. Najkrótszy czas ich dowozu do zakładów gwarantował rozbudowany system przepraw promowych. Mijały lata rozbudowywano nowe terminale i rosły także osiedla okalające port z obu stron. Wszystkie te zjawiska generowały duży przepływ ludzi i pojazdów kołowych korzystających z promów. Dodatkowy ruch wewnątrz portowy w okresie letnim gwarantował ruch turystyki rowerowej i pieszej. Niezależnie od pory roku z przepraw promowych korzystały instytucje kontroli i nadzoru nad bezpieczeństwem portu jak: straż graniczna, portowa, straż pożarna czy portowe placówki ochrony zdrowia.

Kres Przeprawy promowej NR 1

Natężenie ruchu kołowego, zwłaszcza po oddaniu do użytku Głębokowodnego Terminala Przeładunkowego „DCT” w Porcie Północnym, doprowadziło do konieczności rozwiązania przepływu pojazdów ciężarowych w obrębie portu. Dotychczasowa przepraw promowa w Wisłoujściu była niewystarczająca, a przejazd tirów mostami naokoło przez centrum miasta groził paraliżem komunikacyjnym. W takiej sytuacji podjęto decyzję o budowie tunelu pod Martwą Wisłą. Drążenie zapoczątkowane w 2013 roku zakończyło się w 2016 roku otwarciem ruchu samochodowego. Inwestycja z punktu widzenia rozwoju portu stanowi znaczący krok w jego dalszym rozwoju. Swobodny przepływ samochodów po obu stronach kanału portowego stanowi dogodny transport pracowników i ładunków w obrębie terminali.

To, co jest dobre dla firm i zakładów, może mieć również negatywny wpływ dla funkcjonowania portu i lokalnych społeczności. Wraz z otwarciem tunelu włodarze miasta podjęli decyzję o likwidacji połączenia promowego w Wisłoujściu. Po blisko 44,letniej służbie prom nr:2 „Wisłoujście” oddany został na złom. Ponieważ tunel pod kanałem przeznaczony jest wyłącznie do użytku kołowego miasto zakupiło kilka autobusów przystosowanych do przewozu kilku rowerów. Wkrótce okazało się, że rozwiązanie tego typu jest niewystarczające. Ruch turystyczny korzystający z dawnej przeprawy promowej był znacznie większy, a przewóz rowerów busami tylko utrudniał i wydłużał okres oczekiwania na przeprawę przez tunel. Wśród mieszkańców okolicy dawnej przeprawy promowej narasta niezadowolenie z powodu likwidacji połączenia promowego, gdyż niemożliwe jest dotarcie pieszo do Twierdzy Wisłoujście. Dyrekcja Muzeum Historycznego Miasta Gdańska również przyznaje, że wraz z likwidacją promu, zanotowano znaczny spadek turystów odwiedzających obiekt. Wobec tych problemów magistrat rozważa powołanie małego promu pasażersko,- rowerowego, który byłby uruchamiany na czas sezonu letniego.

Zdaniem specjalistów reaktywacja połączenia promowego w obrębie portu jest wskazana. Przeprawa powinna być czynna całorocznie. Przesłanek do funkcjonowania promu w miejscu pierwotnego użytkowania starego jest wiele. Nadrzędnym jest wola komunikacji mieszkańców Nowego Portu chcących korzystać z przeprawy w kierunku Wisłoujścia, Westerplatte i Stogów. Prócz mieszkańców z przeprawy korzystali liczni pracownicy dojeżdżający rowerami do swoich zakładów pracy. Osoby nie posiadające samochodów nie powinny być dyskryminowane, tunel wybudowano przecież także z podatków osób niezmotoryzowanych. Zmuszanie do korzystania z przejazdu autobusowego pod tunelem również generuje koszty z powodu eksploatacji busów – porównywalne z kosztami funkcjonowania dawnego promu. Prom stanowił osobliwą atrakcję turystyczną przyciągającą sporą rzeszę odwiedzających muzea w Wisłoujściu i na Westerplatte.

Prócz wartości komunikacyjnych dla lokalnych mieszkańców jak i turystów połączenie promowe ma też wysoki wymiar bezpieczeństwa dla portu. Tunel, z punktu widzenia zagrożenia terrorystycznego, stanowi dość trudny do obrony obiekt. Mimo monitoringu kamer i czujników wjazd samochodu wypełnionego materiałami wybuchowymi i jego detonacja są możliwe. W przypadku zajścia takiego aktu dotarcie do ludzi uwięzionych po drugiej stronie kanału będzie utrudnione. Wszelkie awarie i wypadki wewnątrz tunelu zamykają możliwość korzystania z obiektu. Na czas awarii pracownicy terminali oraz okoliczni mieszkańcy mieli by możliwość korzystania z alternatywy w postaci promu.

Pozytywny przykład u sąsiadów

Omawiane powyżej siostrzane porty Gdańska, cechujące się również znacznym rozmieszczeniem swych obszarów portowych także na przestrzeni wieków, posiadały rozbudowany system promowy. Mimo iż każdy z portów: Hamburg, Amsterdam czy Rotterdam posiada połączenia tunelowe w obrębie portu, to pozostawiono również połączenia promowe. Wszystkie wymienione przez nas powody utrzymania funkcjonowania promów zostały podtrzymane w decyzjach administracji tych portowych miast.

Koncepcja promu kompaktowego

Konieczność odtworzenia przeprawy promowej jest doskonałą okazją do powstania miejskiej strategii komunikacji wodnej w obrębie portu gdańskiego, jak i wód jego okalających. Zarówno wśród mieszkańców, jak i turystów, rośnie potrzeba korzystania z całorocznych usług tramwajów wodnych, jak i przepraw promowych. Nic nie stoi na przeszkodzie by opracować projekt statku, który swą konstrukcją, napędem, jak i wyposażeniem, pełnić będzie mógł rolę promu, jak i statku – tramwaju wodnego w zależności od bieżących potrzeb. Poprzedni prom o nazwie „Wisłoujście” był pasażersko-samochodowy, dwustronny, przelotowy, długości 39 m, szerokości 8,3 m i zanurzeniu 2,17 m. Miał nośność 106 t, dopuszczalna liczbę pasażerów wynosiła 60 osób. Prom był napędzany przez dwa silniki typu ZM PZL Wola o mocy 228KM każdy.

Według koncepcji promu wielozadaniowego nowy statek miałby długość 27 m, szerokości 9 m i zanurzeniu 1,8 m. Statek miał by postać promu przelotowego, jednak kompaktowa konstrukcja zamykanych w nadbudówce drzwi i wrót umożliwiała by adaptacjeę promu na statek pasażerski – tramwaj wodny. Konstrukcja jednostki posiadać będzie składane miejsca siedzące w obrębie zamykanej sekcji nadbudówki oraz toalety. Burty w obrębie zamkniętej nadbudówki wyposażone będą w wiele przeszkleń, co dawać będzie wrażenie przestronności i lekkości konstrukcji. Statek zdolny będzie do jednorazowego przewozu 90 osób. Obsługę statku pełnić będzie trzy osobowa załoga. Prom wyposażony będzie w tratwy pneumatyczne wraz z tzw. MES – morskim systemem ewakuacyjnym mogącym w szybki i bezpieczny sposób obsłużyć wszystkich podróżujących. Statek posiadać będzie pędniki azymutalne -każdy napędzany silnikiem spalinowo elektrycznym o mocy 300KM. Warto zaznaczyć, iż dla lepszej zdolności manewrowej statek wyposażony zostanie w denne pędniki strumieniowe typu Gil Jet. W celu ochrony środowiska generatory statku przystosowane będą do spalania etanolu i bio –diesla. Prócz ramp dziobowej i rufowej umożliwiającej korzystanie statku z przyczółków promowych, jednostka będzie mogła, cumując burtą do nabrzeża, zabierać pasażerów tak, jak statek wycieczkowy. Prom kompaktowy przeznaczony będzie do obsługi pasażerów i dużej liczby rowerów. W szczególnych wypadkach będzie zdolny do przewozu dwóch pojazdów typu karetka pogotowia. Zarówno wymiary, kształt promu, jak i możliwości manewrowe zapewniają jednostce pełnienie roli zarówno promu jak i statku spacerowego białej floty na wodach Motławy, portu handlowego jak i komunikacji Gdańska z sopockim molem.

Należy życzyć włodarzom miasta, wszystkim decydentom odpowiedzialnym za wskrzeszenie przeprawy promowej w Wisłoujściu otwartego i światłego przemyślenia sprawy budowy serii pasażerskich statków wielozadaniowych. Małe wielozadaniowe statki pasażerskie, działające także w formie promów, umożliwią efektywne wykorzystanie ich w całorocznej żegludze miejskiej. Przykładów podobnego spojrzenia na wielozadaniowy prom miejski jest wiele, choćby w Amsterdamie, gdzie piękne i nowoczesne sylwetki małych promów przewożą tysiące osób do pracy i na wypoczynek w mieście.

Życzenia Wielkanocne

Z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę Państwu dużo zdrowia, spokoju w gronie rodziny oraz radości i pokoju, jakie niesie ze sobą obcowanie z wodą. Niechaj nowy miejski prom łączący oba brzegi rzeki będzie symbolem zgody i pojednania wszystkich mieszkańców niezależnie od zapatrywań politycznych – wszak wszyscy jesteśmy jedną Gdańską rodziną. Radosnego Aleluja!

Mgr inż. Marcin Głośkiewicz

Gloskiewicz 4. Przyczółek promu rowerowego w- Amsterdamie fot. GVB

Przyczółek promu rowerowego w Amsterdamie fot. GVB

Gloskiewicz 5. Prom rowerowy GVB w Amsterdamie podczas rejsu

Prom rowerowy GVB w Amsterdamie podczas rejsu

Gloskiewicz 1. Stary prom „Wisłoujście” fot.- M. Głośkiewicz

Stary prom „Wisłoujście”. Fot. M. Głośkiewicz

Gloskiewicz 6. Projekt promu- tramwaju wodneg-o widok od rufy projekt M. Głośk-iewicz

Projekt promu tramwaju wodnego widok od rufy projekt M. Głośkiewicz

Gloskiewicz 3. Projekt nowego promu widok od- burty fot. M. Głośkiewicz

Projekt nowego promu widok od burty. Fot. M. Głośkiewicz

Gloskiewicz 2. Koncepcja promu kompaktowego -projekt M. Głośkiewicz

Koncepcja promu kompaktowego projekt M. Głośkiewicz

 

„Kobiety, ach kobiety”

KL marzec 10W dniu 15 marca 2017 r. odbyło się dwudzieste czwarte spotkanie literackie w Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”, pt. „Kobiety, ach kobiety”.

Na początku pan Ryszard Jaśniewicz recytował utwory własne i innych autorów, a następnie uczestnicy prezentowali wiersze swoje. Szczególnym uznaniem cieszył się utwór muzyczny Edyty Geppert „Poeci nie zjawiają się przypadkiem”, który idealnie wpasował się do naszego spotkania. Wyróżnienie w postaci „Ptasiego Pióra” otrzymała pani Barbara Bielecka. Atmosfera była bardzo ciekawa i przyjemna. Wystrój salki przygotowała pani Anna Stawska.

Następne spotkanie w Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk” odbędzie się 12 kwietnia o godz. 17.00, pod hasłem „Wiosna radosna”. Serdecznie zapraszamy wszystkich miłośników i twórców literatury i poezji.

(WJ)

Fot. Wacław Janocki

KL marzec 9 KL marzec 13 KL marzec 14 KL marzec 15

?????????????

?????????????

KL marzec logo KP 001

KL marzec 9 KL marzec 8 KL marzec 7 KL marzec 6 KL marzec 5 KL marzec 4 KL marzec 2 KL marzec 1O Kobiecie

Kobieto do końca nierozpoznana istoto

Odkrywasz zbyt łatwo co świeci się w przestrzeni

Srebro czy złoto

Masz w sobie sporo słabości

Wielowymiarowe są twoje poglądy

Od nietolerancji do ślepej miłości

Jesteś za odważna czasami

Ale tak mówiąc między nami

To czasy się zmieniły

Mężczyźni już oszczędzają siły

Nie tylko fizycznie

A życie przestało być liryczne

Trzeba ta osobę łapać niebogą

Przywiązać łańcuchem do serca

Gdy nastanie samotność

Obawa przed niespodziankami losu

A potem bez patosu

Co będzie niech się stanie

Szczególnie tym co wierzą jedynie w przeznaczenie

Barbara Dębska

Kobieta

z żebra Adama stworzona
matka i żona
przedtem, czy potem
kochanka,
wybranka serca czyjegoś
odważna,
odejść potrafi w noc ciemną
porzucona,
na pastwę zostawiona losu
silna,
bo, żyć inaczej nie sposób,
waleczna
z przeciwnościami losu Joanna
panna,
o czym marzy dziewczyna
dojrzała,
słodycz gruszki i kształtów
Wenus,
marmurowo zimna
winna,
na stosie bez winy
Ona.

Elżbieta Aletorowicz

              Królowa przestworzy

                 Właśnie  wylądował

                 boeing  787  z  Toronto

                 na  fotelu  odpowiedzialności

                 skoncentrowana  brunetka

                 przed  nią  kokpit,

                 wolant,  radar –

                 bez  tajemnic

                 za  nią

                 bagaż zaufania…

                 kobieta  –  pilot

                 żona,  matka,  córka

                 niecodzienny  mariaż

                 wiedzy,  wdzięku  i  urody

  Grażyna Brylska

Chciałabym

Chciałabym dać Ci

Dotknięcie warg,

Radosny uśmiech,

Blask oczu,

Czułe spojrzenie

Mrugnięcie rzęs

Lekki uścisk dłoni

Aksamitne dotknięcie

Ciche westchnienie

Czułość serca

Zapatrzenie, zauroczenie

Całą swoją miłość.

Irmina Golińska

Daj mi

Daj mi swoją dłoń,

Niech zamiast

Płatków róż

Zamknę w niej

Całą moją miłość.

Poczuj słodycz uniesień,

Zagubienia rozkoszy.

Niech jak muzyka płynie

Ciepłą falą kochania

Irmina Golińska

Podarunek

Podaruj mi błękit nieba,

Złociste słońce,

Jego ciepło i blask.

Cudowny koloryt kwiatów,

Płatki czerwonych róż,

Odcieniem barw liści jesienią , Tańczące cienie i błyski.

Urzekający śpiew ptaków.

Rozmyte niewyraźnie chmury,

Drobiny kurzu,

Unoszące się w powietrzu.

Skrawki i okruchy wspomnień,

Oczekiwanie i nadzieję,

Ciszę,

Samotność,

Łzę radości i namiętności.

Daj mi swą miłość,

Przywiązanie,

I wieczne kochanie.

Irmina Golińska

KOBIETA

Kobieta – cud natury
emanuje urokiem, wewnętrznym pięknem
wiatr roznosi jej konwaliowy zapach
pocałunek słońca złoci lica
roziskrza oczy pełne tajemnic

obiecuje i kusi
w sercach zamęt sieje
zmienna jak wiosenna aura

z chmury gradowej przeistacza się w radosną ptaszynę
anioł i diabeł w jednym
krucha i silna zarazem
z głową w chmurach lecz twardo stąpa po ziemi

któż ją zrozumie?
kto rozpozna kiedy zatańczy jak szalona
albo eksploduje ze wzburzenia
a może pogrąży się w rozpaczy?

pojąć świat i zrozumieć kobietę – równie trudno……
czy warto?

Joanna Kochanowska                                            

Wspólne Marzenie

Gdy mężczyzna miło marzy o kobiecie,

dni marcowe przychodzą w zachwycie.

Tak szybko się kończy ta aura zimowa,

wiosna rozpocznie działanie od nowa.

Nadejdzie już pora do wspólnego marzenia,

przekazane zostaną nawzajem wspomnienia

z lat młodszych i starszych, które pamiętamy

i tak wiele przeżyć , które razem wymieniamy.

Wzmocni nas pogoda i świecące słońce,

zieleń wesprze i kwiaty kwitnące na łące.

Ożywi mocno we wspólnej przestrzeni-

nasze życie ponownie znów się odmieni.

Kobieta też poczuje ten powiew radosny-

będzie jej przyjemny, jak przybycie wiosny.

Dlatego najlepsze jest wspólne działanie

w pamięci naszej miło na zawsze zostanie.

Wacław Janocki

Po premierze „Kasieńki” w Miejskim Teatrze Miniatura

tm_kasia_genNET 12

Fot. Piotr Pędziszewski/Teatr Miniatura

Smutne, prawdziwe, krzepiące, piękne.

„Kasieńka” na podstawie powieści Irlandki Sarah Crossan, w reżyserii i inscenizacji Anny Wieczur – Bluszcz, to realizacja wyjątkowa. Na efekt składa się przejmujący, aktualny, osadzony w realiach dnia dzisiejszego tekst oraz nowoczesna, komunikatywna forma przekazu usytuowana na pograniczu teatru i filmu.

Premiera odbyła się w niedzielę, 26 marca 2017 roku w Miejskim Teatrze Miniatura.

Zagubienie, zatracenie więzi rodzinnych

Dzieci, młodzież i dorośli siedzieli na wypełnionej do ostatniego miejsca widowni jak zahipnotyzowani. Przedstawienie, grane bez przerwy, wciąga bez reszty, frapuje, nakłania do refleksji, wzrusza, ale i daje nadzieję. Tekst pisany w pierwszej osobie nie pozwala wątpić, że powstał pod wpływem bolesnych przeżyć autorki, że problemy tytułowej bohaterki bliskie są jej własnym. Tak jest w istocie, jak zwierzała się przed premierą Sarah Crossan, Irlandka, jako młoda dziewczyna przeprowadziła się do Anglii, gdzie doświadczyła braku akceptacji, prześladowań za to, że była nie stąd, inna, mówiła z obcym akcentem, stykała się z rasizmem, miały miejsce na jej oczach ataki terrorystyczne.  Przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych i tam  ją zaakceptowano. Pierwowzorem Kasieńki jest dziewczyna jej brata, która w Anglii doznała upokorzeń z powodu narodowości.

Kasieńka opowiada nam swoje losy szczerze, mamy wrażenie, że siedzimy z nią w kawiarni, czy przy ognisku, jesteśmy po jej stronie, oburzamy się, że otaczający ją młodzi ludzie potrafią być tak okrutni, agresywni, bezwzględni, że nie akceptują jej w grupie. Ale, niestety, wszystkie te zjawiska są zaczerpnięte ze środowiska, w którym imigranci stykają się z miejscowymi, są prawdziwe.

Młoda bohaterka wraz z mamą wyjeżdża do Coventry w Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu ojca, który  ich opuścił. Czy to Kasieńka, czy jej mama jest bardziej bezradna wobec losu? Mama – śpiewaczka z zamiłowania, czy z zawodu,  nie wiadomo – pracuje jako salowa w szpitalu, gdzie doznaje upokorzeń, nie zna języka, więc nie pozwalają jej się nawet odzywać. Są chwile, że dziewczynka podtrzymuje na duchu zagubioną, zrozpaczoną mamę, nie znajduje oparcia, a nieraz i akceptacji w rodzicielce. Przyjazną dłoń wyciąga ku mamie i córce Kanoro, czarnoskóry, też zatrudniony jako pomoc w szpitalu, lekarz starającego się o nostryfikację dyplomu.

Lekcja tolerancji

Ociec Kasieńki założył nową rodzinę i nie potrafi odnaleźć się w sytuacji, kiedy odwiedza go pierworodna córka, to raczej jego żona jest ludzka i wykazuje wobec niej macierzyńskie instynkty, proponuje, żeby dziewczynka zamieszkała z nimi, ale ona nie chce i nie zostawia mamy. Łącznikiem między członkami rodziny jest babcia, która chce pogodzić zwaśnionych i stworzyć bezpieczeństwo. Jak na dłoni odbicie znajdują w spektaklu zjawiska życia społecznego XXI wieku – zatracające się więzi w rodzinie, pogoń za pieniądzem, zagubienie, chęć za wszelką cenę przeżycia nowego, czy lepszego? Krzepiące i pozytywne w opowieści jest to, że nastolatka na obcym gruncie, pomimo kłopotów, przykrości, trudny okres dojrzewania przeżywa zwycięsko, udaje się jej obronić własną godność, znajduje rówieśników, którzy ją nie tylko akceptują, ale i podziwiają z uwagi na zdolności matematyczne i doskonale wyniki w sekcji pływackiej, przeżywa pierwszą miłość, chwile szczęścia, dostrzega piękno. Spektakl uwrażliwia na problemy ludzi słabszych, odtrąconych, innych, jest lekcją tolerancji.

Specyficznie i ciekawie zrealizowane jest przedstawienie. Na dużym ekranie widzimy rysunki i animacje, w których występują – nie wypowiadając ani słowa – aktorzy, niczym w teatrze cieni, liczy się poza, gest. Przez cały czas słyszymy tylko kwestię głównej bohaterki, rolę czyta Anna Andruszkiewicz, która wygrała kasting. Kasieńkę gra Edyta Janusz-Ehrlich. Piotr Kłudka wciela się w rolę Williama, sympatii Kasieńki. W rolę sympatycznego czarnoskórego Kanoro, wciela się Jacek Majok. Agresywną, zawistną koleżankę ze szkoły, Clair, gra Jolanta Darewicz. Występują również  Agnieszka Grzegorzewska,  Jadwiga Sankowska, Joanna Tomasik.

Katarzyna Korczak
 
* * *

Kasieńka

  • na podstawie książki Sarah Crossan (tytuł oryginalny: „The Weight of Water”)
  • tłumaczenie: Katarzyna Domańska (Wydawnictwo Dwie Siostry)
  • adaptacja, reżyseria i inscenizacja: Anna Wieczur-Bluszcz
  • scenografia: Ewa Gdowiok
  • współpraca przy koncepcji wizualnej oraz animacje filmowe: Esy Floresy (Urszula Morga, Bartosz Mikołajczyk)
  • muzyka: Łukasz Matuszyk
  • asystenci ds. scenografii: Kinga Patoka, Piotr Jurek
  • udźwiękowienie: Agata Chodyra
  • koncepcja i realizacja techniczna, światło: Maciej Motowidło
  • obsada: Jolanta Darewicz, Agnieszka Grzegorzewska, Edyta Janusz-Ehrlich, Piotr Kłudka, Jacek Majok, Jadwiga Sankowska, Joanna Tomasik
  • głos Kasieńki: Anna Andruszkiewicz

Premiera: 26 marca 2017, godz. 17.00

Fot. Piotr Pędziszewski/Teatr Miniatura

tm_kasia_genNET 46 — kopia tm_kasia_genNET 45 — kopia tm_kasia_genNET 28 — kopia tm_kasia_genNET 19 — kopia tm_kasia_genNET 16 — kopia tm_kasia_genNET 12 — kopia

Kongres Kultury Pomorskiej

ng system

Pomorze to fascynujący Region obfitujący w miejsca, w których powstawała Historia. Mówiąc o kulturze naszego Regionu, nie można zapominać o skomplikowanej, ale i różnorodnej spuściźnie, która powinna nas wzbogacać, a nie dzielić.

W panelu „Kultura na nowe czasy” udział wezmą: prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska (była minister kultury i dziedzictwa narodowego), Robert Biedroń (prezydent Słupska), Artur Celiński (Res Publica), prof. dr hab. Przemysław Czapliński (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński (prezes Instytutu Kaszubskiego), Władysław Zawistowski (dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego).

Dlaczego Kongres Kultury Pomorskiej?

Dwa lata temu powstał pomysł zorganizowania Kongresu Kultury Pomorskiej. Od tego momentu przeprowadziliśmy setki rozmów, wykonaliśmy wiele działań i, przede wszystkim, zyskaliśmy pewność, że Kongres jest potrzebny. Głównym hasłem, które przyświeca tej inicjatywie jest Kultura porozumienia.

Nie ulega wątpliwości, że kultura jest najważniejsza. Nie tylko gospodarka i polityka wynikają z kultury. Najpierw muszą być wartości, które powinny stanowić bazę, na której się buduje gospodarkę, politykę i relacje międzyludzkie. Gdy tak się dzieje, możemy mówić o synergii społecznej.

Pomorze to fascynujący Region obfitujący w miejsca, w których powstawała Historia. Mówiąc o kulturze naszego Regionu, nie można zapominać o skomplikowanej, ale i różnorodnej spuściźnie, która powinna nas wzbogacać, a nie dzielić.

Kultura, dzięki wartościom, powinna prowadzić do konsensusu i wyznaczać standardy w komunikacji społecznej. Region i Centrum nie powinny stanowić antynomii, tak jak kultura instytucjonalna i pozainstytucjonalna (off).

Tematów, które już podjęto podczas debat, jest wiele. Suma zebranych głosów będzie stanowić bazę, na której nadbudowywane będą wnioski i postulaty. Mamy nadzieję, że Kongres będzie  nie tylko ich depozytariuszem, ale stworzy trwałą platformę wymiany poglądów i budowy najlepszych rozwiązań.

Blisko dwuletnie przygotowania do Kongresu Kultury Pomorskiej wchodzą w decydującą fazę. Przed nami 18 wydarzeń, które zamkną pierwszy etap inicjatywy powstałej w organizacjach pozarządowych i skierowanej do wszystkich zainteresowanych. Po nich Kongres będzie trwać nadal, być może za kilka lat znowu przyjmie formę ciągu zorganizowanych spotkań. Do tego czasu funkcjonować będzie jako monitor kultury pomorskiej i wykonawca postanowień proponowanych na obradach plenarnych.

Co to jest kultura porozumienia?

To w największym skrócie proces i metoda komunikacji. W kulturze porozumienia nie chodzi o to, by mieć rację za wszelką cenę. Można, a często wręcz należy, być wiernym swoim poglądom. Jednak są wartości, wokół których należy tworzyć konsensus. Taką sumą wartości jest dla nas kultura. Rozumiana szeroko – od elementarnego aktywizmu do kultury wysokiej, od nieskrępowanej twórczości amatorskiej przez główny nurt po wyrafinowaną awangardę.

Kongres Kultury Pomorskiej został wymyślony i zaprojektowany w środowisku organizacji pozarządowych – tych z Centrum, i tych z Regionu. Partnerami Organizatorów są organizacje społeczne oraz instytucje kultury. Projekt został wsparty przez administrację wszystkich szczebli. Patronatem objęli go przedstawiciele władz centralnych, regionalnych i lokalnych. Spotkania prowadzą specjaliści z różnych ośrodków, pokoleń i estetyk. I to jest przejaw właściwego pojmowania kultury porozumienia. Powstał fundament, jest na czym budować. Zapraszamy budowniczych.

Biuro Organizacyjne Kongresu Kultury Pomorskiej

ng wczoraj ng kultura art afisz1Region1. Część oficjalna (otwarcie)

2. Obrady plenarne, część I

  • – prezentacje moderatorów z obrad stolikowych (do 5 minut każda, łącznie ok. 1-1,5 h)

3. Przerwa kawowa

4. Panel „Kultura na nowe czasy”

5. Obrady plenarne, część II

  • – dyskusja plenarna „Kultura na Pomorzu”

6. Przerwa lunchowa

7. Dokończenie obrad, przyjęcie dokumentów(u) kongresowych(ego)

8.Coctail/rozmowy kuluarowe

Harmonogram

Harmonogram

24.04.2017. Obrady plenarne.

Teatr Wybrzeże, godz. 10.30 – 20.00

Rejestracja: od godz. 9.30

  • 1. Część oficjalna (otwarcie)
  • 2. Obrady plenarne, część I
  • – prezentacje moderatorów z obrad stolikowych (do 5 minut każda, łącznie ok. 1-1,5 h)
  • 3. Przerwa kawowa
  • 4. Panel „Kultura na nowe czasy”
  • 5. Obrady plenarne, część II
  • – dyskusja plenarna „Kultura na Pomorzu”
  • 6. Przerwa lunchowa
  • 7. Dokończenie obrad, przyjęcie dokumentów(u) kongresowych(ego)
  • 8.Coctail/rozmowy kuluarowe

W panelu „Kultura na nowe czasy” udział wezmą: prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska (była minister kultury i dziedzictwa narodowego), Robert Biedroń (prezydent Słupska), Artur Celiński (Res Publica), prof. dr hab. Przemysław Czapliński (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), prof. dr hab. Cezary Obracht-Prondzyński (prezes Instytutu Kaszubskiego), Władysław Zawistowski (dyrektor Departamentu Kultury Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego).

Informacje o Kongresie Kultury Pomorskiej: kongres.pomorzekultury.pl

Honorowe patronaty nad Kongresem Kultury Pomorskiej objęli: Sekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Jaroslaw Sellin, Wojewoda Pomorski Dariusz Drelich, Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk, Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Partnerzy: Uniwersytet Gdański, Akademia Sztuk Pięknych, Nadbałtyckie Centrum Kultury, Instytut Kultury Miejskiej, Gdański Teatr Szekspirowski, Teatr Wybrzeże, Fundacja Wspólnota Gdańska, Muzeum Narodowe w Gdańsku, Pracodawcy Pomorza, Instytut Kaszubski w Gdańsku, Gdyńskie Centrum Filmowe, Scena Lalkowa im. Jana Wilkowskiego, SPATiF, Muzeum Zachodniokaszubskie w Bytowie, Stacja Kultura, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie, Opera Bałtycka, Kaszubski Uniwersytet Ludowy, Regionalne Centrum Informacji i Wspierania Organizacji Pozarządowych, Filharmonia Kaszubska, Faktoria Kultury, Teatr Rondo, Teatr Miniatura, Opera Bałtycka, Wytwórnia Kultury „Bo-Tak”, Pomorska Sieć COP, Faktoria Kultury, Muzeum Wsi Słowiańskiej w Klukach.

Patroni medialni: nasz.gdansk.pl,  !Pomorskie.eu, ngo.pl, Dziennik Bałtycki, Nasze Miasto, e-teatr.pl, Nowe Idzie od Morza, Pomorze Kultury, Prowincja, Pitu Pitu Trójmiasto, My3miasto.pl, Sztuka Trójmiasta, Miasto Kultury, Radio Kaszëbë, TV Kamena, TV Kwidzyn, Puls Kwidzyna, Kurier Kwidzyński, Portal Pomorza.pl, Kuryer Sopocki, gdańsk.pl, Nasz Gdańsk.

Album Wojsława Brydaka. Za siódmym jeziorem. Kaszuby

brydak 1 a.

Wojsław Brydak podczas promocji albumu w Bibliotece Manhattan. Fot. Marek Zarzecki

Ukazał się album Wojsława Brydaka „Za siódmym jeziorem Kaszuby.” Artystyczne, poetyckie, zdjęcia odzwierciedlają piękno i tajemnice kaszubskiego regionu, przeplatane są tekstami literackimi autora.

Album wydał Dom Wydawniczy Rebis, twórcą oprawy graficznej jest prof. Tomasz Bogusławski.

Byty, przestrzenie i opowieści niewidoczne

Wojsław Brydak Wojsław – tłumacz prozy anglojęzycznej, autor sztuk teatralnych i reżyser przedstawień, publicysta, fotografik, muzyk i nauczyciel akademicki, od 2016 roku redaktor dwumiesięcznika „Autograf” – jest postacią znaną nie tylko na Pomorzu, ale w całej Polsce.

(…) Komuś wychowanemu na karpackim pogórzu – jak mnie – wydaje się oczywiste, że zza niższych wzgórz wyłonią się wyższe, zza wyższych jeszcze wyższe, a potem prawdziwe góry. A za górami rozciąga się, hen, widoczny ze szczytów inny świat, ziemie obiecane, gdzie ludzie mówią innymi językami, a rzeki spływają do innych mórz.

Na Pomorzu to się nie sprawdza. Za wzgórzami czekają podobne wzgórza, raz wyższe, raz nie. Trafi się rzeczułkowa kotlina, trafią rozległe bory, znienacka jar, a niemal wszędzie tafla jeziora. (…) Pejzaż kaszubski to dla mnie pejzaż niedopowiedziany. Nie opuszcza mnie wrażenie, że pod widokami kryją się tu byty, przestrzenie i opowieści niewidoczne. Bez nich ten krajobraz nie mógłby tak wabić, tak uwodzić. (…)

Wojsław Brydak, z rozdziału „Krajobraz i torba ze sprzętem”

Gdy widzę światło

– Jak nie ma światła, nie ma zdjęć, to Bułhak już dawno zauważył – powiedział Wojsław Brydak na promocji albumu w Bibliotece Manhattan we Wrzeszczu. – Więc gdy widzę, że jest światło, łapię za to, co pod ręką, jeśli w pobliżu nie mam samochodu, idę do lasu piechotą, albo wsiadam na rower i wtedy można trafić na miejsca, którymi się człowiek zachwyci, za pół godziny, za dzień, będą wyglądać tak banalnie, że nawet nie zwrócimy na nie uwagi. Natomiast, gdy się złapie promienie słońca, które padają pod wyjątkowym kątem i zauważy, że coś się w czymś odbije, to okazuje się, że jest to czarodziejski moment. I to jest specyfika fotografii, żeby ten moment uchwycić, jest na to szansa.

– Na zdjęciach, poza małymi wyjątkami, prawie nie ma ludzi – kontynuuje autor. – W dzisiejszym czasie awantur, gdy są awantury na tle społecznym czy politycznym, warto zwrócić uwagę na krajobraz, który jest na to wszystko zupełnie obojętny. Krajobraz istnieje w innym czasie, czas krajobrazu jest czasem kołowym. My żyjemy w czasie liniowym, co roku jesteśmy inni.

– Te ziemie, akurat tak się złożyło, były w rękach różnych gospodarzy, władali nimi ludzie mówiący różnymi językami, ale krajobraz na to jest obojętny, to jest istota miejsca, w którym się znajdujemy, dlatego te zdjęcia są bez ludzi, żeby ich nie przypisywać do naszego czasu – konkluduje Wojsław Brydak.

Przedwojenne pogranicze

(…) Gdzieś między Lęborkiem a Tępczem uchowała się przydrożna aleja. Ściślej: tylko kawałek. (…)Nawcz to przedwojenne pogranicze.

Jako Nawitz leżał po stronie niemieckiej. Ze strony polskiej zezowała ku niemu stacyjka Kętrzyno. Leżały przy linii kolejowej Łeba–Lębork–Kartuzy–Pruszcz, która uchodziła za najbardziej malowniczą na Pomorzu. (…)

Budowana od roku 1886, została w całości oddana do użytku w dziewiętnaście lat później. Po pierwszej wojnie światowej okazało się jednak, że ta niedługa linia biegnie przez trzy organizmy państwowe: Niemcy, Polskę i wreszcie przez Wolne Miasto Gdańsk. Skutek był taki, że w roku 1920 rozebrano tory między granicznymi stacjami polską i niemiecką. A to były właśnie Nawitz i Kętrzyno.”

Z rozdziału „Nawcz i stare trakty”

Katarzyna Korczak

 

brydak 2 a.

Marzena Bakowska, redaktor Radia Gdańsk, Wojsław Brydak i prof. Tomasz Bogusławski podczas promocji albumu w Bibliotece Manhattan. Fot. Marek Zarzecki

Zdjęcia Wojsława Brydaka z albumu „Za siódmym jeziorem Kaszuby.”

Zaszufladkowano do kategorii KULTURA

Wszystkie wagi Gdańska

waga 3. Waga z 1482 r. w Oudewater -

Waga z 1482 r. w Oudewater.

Może warto pomyśleć o odtworzeniu którejś z nich? O istnieniu wagi w dawnym mieście czerpiemy wiadomości ze źródeł pisanych, mogą o nich także świadczyć obiekty materialne, odkrywane przez archeologów. Najstarszym takim obiektem w Gdańsku jest składana waga szalkowa z gdańskiego grodu w zakolu Motławy. Pochodzi z końca XI w.

Są także pochodzące z tego samego czasu odważniki – spłaszczone kulki stalowe pokryte blachą z brązu.

Mała w Ratuszu przy ul. Długiej, wielka przy bramie Kogi

Ważą po ok. 20 g, co oznaczało wówczas 1,6 łuta (1 grzywna dzieliła się na 16 łutów). Dokument ks. Świętopełka z roku 1224 wymienia dalsze jednostki masy: grzywnę, skojec (1/24 grzywny) i wiardunek (1/4 grzywny). Jeżeli ustanowiono wówczas opłaty, zależne od masy towaru, to odpowiedni urzędnik książęcy musiał mieć możność jej mierzenia, musiała więc istnieć waga. W innym dokumencie, z 1226 r., rozróżnia się grzywny dużą i małą. Znacznie więcej wiadomości płynie z czasów krzyżackich. W roku 1335 lub 1336 ujednolicono jednostki miar i wag w całych Prusach. Grzywna mennicza, być może równoznaczna z poprzednią małą, odpowiadała naszym 190 gramom, handlowa (duża) 217 gramom. Niedługo potem, w roku 1378 pojawia się pierwsza bezpośrednia wiadomość o wadze miejskiej w Gdańsku, i to nie jednej, a dwóch – małej i wielkiej. Można sądzić, że znajdowały się w tych samych miejscach, co później – mała waga w rozbudowywanym właśnie Ratuszu przy ul. Długiej, wielka przy bramie Kogi, poprzedniczce Zielonej. Na małej wadze ważono towary, których ciężar nie przekraczał pół kamienia (ok. 6,5 kg). W roku obrachunkowym 1379/80 odnotowano m. in. wydatek 7 grzywien dla wagowych (ponderatoribus). Tych przysięgłych urzędników było dwóch, każdy obsługiwał swoją wagę, wraz z pomagającymi ludźmi.

20 grzywien dla wagowego od wielkiej wagi, 12 od małej

Jeden z wagowych, Winandus, otrzymał w sumie 50 grzywien, z których musiał opłacić swoich pomocników. Później stawki dla wagowych się ustaliły: 20 grzywien dla tego od wielkiej wagi, 12 od małej. Znacznie więcej płynęło do kasy miasta: w 1379 r. zysk z wielkiej wagi wyniósł 133 grzywien, z małej 90. W 1415 r. przywilej na wagę otrzymało także Stare Miasto: Zezwalamy im też wieczyście posiadać wagę, tak jednak, by zapewnili uczciwe jej obsługiwanie, a kamień i odważniki mają mieć takie jak na Prawym Mieście. Pierwsza wiadomość o istnieniu tej wagi, ustawionej przy Staromiejskim Ratuszu, nad Radunią, pojawia się jednak dopiero w roku 1436.

W 1425 r. Rada Prawego (Głównego) Miasta przekazała Piotrowi Hildebrandowi zarząd i zyski z małej wagi miejskiej, w zamian za pogłębianie portu i tzw. Łachy Bosmańskiej (na jej miejscu jest obecnie Kanał Kaszubski): „My Burmistrzowie i Rajcy miasta Gdańska oznajmiamy i poświadczamy publicznie (…) że ze względu na szczególne usługi i dobrą wolę, jakie nam i naszemu miastu świadczył i okazywał nasz drogi wierny Piotr Hildebrand … odstępujemy na mocy niniejszego pisma wyżej wymienionemu Piotrowi Hildebrandowi małą wagę naszego miasta położoną pod naszym ratuszem, wraz z całym pożytkiem i zyskiem, który z niej przychodzi (…) Za wspomniane lenno [tak nazywano miejskie posady] wyżej wymieniony Piotr Hildebrand będzie zobowiązany naszemu miastu głębię dla kog przy zamku naszych panów [Krzyżaków] na 5 łokci czynić, Łachę Bosmańską czyścić i pogłębiać, tudzież Motławę po obu stronach w górę i w dół, kiedy i gdzie na wspomnianych odcinkach zajdzie potrzeba i konieczność, na koszt miasta czyścić; mają do tego służyć jego statki, liny i przyrządy, które ma obecnie, wraz z tymi, które mu do tego poleciliśmy zrobić..” To pierwszy znany akt takiej umowy nad Bałtykiem.

Wagi: lnu, żelaza, prochu, ołowiu, masła…

Po powrocie do Polski za Kazimierza Jagiellończyka nastąpił ogromny rozwój, Gdańsk wyrósł na stolicę polskiego handlu. Przepływ towarów wzrósł do niebywałych rozmiarów, a z nim liczba miejskich wag. W 1530 r. na Wyspie Spichrzów, na rogu Mnisiej (dzisiejszej Żytniej) i Chmielnej, pod nr 95, zaczęła działać waga lnu, czynna aż do spalenia w czasie oblężenia w 1813 r. W 1576 przy tzw. Małym Żurawiu przy Stągwiach Mlecznych (Motławska 16) powstała waga żelaza, służąca w trzy wieki później także do ważenia lnu i wełny. Z 1593 r. pochodzi wiadomość o wadze prochu, związanej zapewne ze zbudowanym w 1545 r. młynem prochowym, którego charakterystyczny budynek stał do ostatniej wojny u wylotu dzisiejszego placu Obrońców Poczty na Tartaczną. W 1598 r. na Ołowiance pojawiła się waga ołowiu. W 1600 r. zakupiono wagę do ważenia armat. W 1769 istniała także waga do masła, najprawdopodobniej na funkcjonującym od 1650 r. Targu Maślanym i waga popiołu na Popielnym Dworze, w 1796 waga cukru, w 1803 waga wełny. W sumie miasto utrzymywało siedem wag. Dla porównania: Kraków miał ich w sumie pięć: małą, wielką, (tzw. „ołowną”), srebra, wosku i kazimierską. Większość miast obywała się jedną lub dwiema.

A oto, jak w 1709 r. Bartłomiej Ranisch opisał wielką wagę miejską w Zielonej Bramie: Trzeci przejazd prowadzi do wielkiej wagi, gdzie się waży towary i z wozów i statków tam i sam przenosi… To pomieszczenie ma 6 (przęseł) sklepienia i stoi na 2 mocnych słupach z kamienia polnego i jest zadziwiające, że te sklepienia mogą utrzymać ciężkie szale wagi i odważniki. Pisząc o sześciu przęsłach autor miał na myśli wszystkie trzy ówczesne przejścia bramy, pomieszczenie wagi było w dzisiejszym czwartym przejściu, przebitym po jej zlikwidowaniu w roku 1883. Nie mamy ilustracji, przedstawiających dawne gdańskie wagi, ale na pewno nie różniły się od pokazanych na dawnych rycinach w innych miastach. W Muzeum Kupiectwa w Świdnicy można obejrzeć zachowaną wagę miejską z 1670 r., pochodzącą z Bolkowa. W holenderskim Oudewater pokazują wagę miejską z 1482 r., w Goudzie niewiele młodszą do ważenia serów, w Muzeum Celnym w Hamburgu wagę celną, a we Fryburgu Bryzgowijskim wagę do ważenia czarownic! Wszędzie są to wielkie atrakcje. Może warto pomyśleć o odtworzeniu którejś z naszych wag?

Andrzej Januszajtis

waga 1. Balka składanej wagi z gdańskiego grodu

Belka składanej wagi z gdańskiego grodu

waga 2. Miejsca dawnych wag na współczesnym planie Gdańsk-a

Miejsca dawnych wag na współczesnym planie Gdańska

W sprawie obywatelstw honorowych sprzed roku 1990

SONY DSC

Doc. dr Andrzej Januszajtis. Fot. J. Wikowski

Na publikowanych listach dawnych obywateli honorowych Gdańska umieszcza się często także osoby, np. zbrodniarzy wojennych, które tę godność utraciły. Co pewien pojawiają się w tej sprawie zarzuty. Aby temu na przyszłość zapobiec, wysłaliśmy do Władz Miasta pismo następującej treści:

Obywatelstwo honorowe w dzisiejszym tego słowa znaczeniu zaczęto nadawać w Gdańsku w roku 1832. Do końca rządów pruskich otrzymały je 24 osoby, z których większość uznalibyśmy i dziś za godnych takiego wyróżnienia. W czasie Wolnego Miasta doszedł do tego pisarz Max Halbe, który również nie budziłby naszych oporów. Z chwilą przejęcia władzy przez hitlerowców sytuacja się zmieniła. W 1933 r. nadano je Albertowi Forsterowi, w 1939 Adolfowi Hitlerowi, a w 1943 Hermannowi Göringowi. Wszystkie trzy nadania odbyły się z pogwałceniem ówczesnego prawa: w pierwszym przypadku Senat (władza wykonawcza) nie zasięgnął opinii Sejmu, w drugim nadał je Sejm, któremu Senat bezprawnie przedłużył kadencję, trzecie nadanie odbyło się po równie bezprawnej aneksji Wolnego Miasta przez Rzeszę (na wniosek Forstera, który złamał w ten sposób gdańską konstytucję). Wszystkich trzech uznano po wojnie za zbrodniarzy wojennych, z odebraniem im wszelkich praw i honorów. Niezależnie od tego w akcie prawnym z 30 marca 1945 r., ustanawiającym województwo gdańskie, Krajowa Rada Narodowa uchyliła całokształt dotychczasowych praw, na miejsce którego wprowadzono prawo polskie.

Jak widać stan prawny jest jednoznaczny: obywatelstwa honorowe, nadane przed 1945 rokiem nie obowiązują. Wszelkie listy dawnych obywateli honorowych miasta są czysto historyczne. Jednak ze względu na wspomniane złamanie gdańskiego prawa w przypadku trzech ostatnich, a także uznanie ich za zbrodniarzy wojennych, nie powinno się ich umieszczać nawet na listach historycznych, bo oni nawet w świetle ówczesnego prawa nie są obywatelami honorowymi Gdańska!

Nieco inną sytuację mamy w przypadku obywatelstw honorowych, nadanych po wojnie: Bolesławowi Bierutowi (w 1947 r.), sowieckim marszałkom – Konstantinowi Rokossowskiemu (w 1949) i Wiktorowi Kulikowowi (1977), jak również sowieckiemu generałowi Pawłowi Batowowi (1965), odpowiedzialnemu za spalenie miasta po jego zajęciu (jeden jego rozkaz mógł je powstrzymać). Wszystkie miały miejsce w warunkach braku demokracji i jako takie są z natury nieważne. Takie też stanowisko zajęła pierwsza demokratycznie wybrana Rada Miasta Gdańska, uznając je za niebyłe w dniu 18 grudnia 1990 r. Potwierdziło je oświadczenie Rady z 17 listopada 2008 r.

Stan prawny w stosunku do obywatelstw honorowych, nadanych przed rokiem 1990, w którym przywróciliśmy demokrację w każdej gminie, jest jasny: nie obowiązują. Mimo to od czasu do czasu padają propozycje, by oficjalnie odebrać honorowe obywatelstwo osobom niegodnym. Doświadczenie uczy, że wysuwają je z jednej strony osoby dobrej woli, nieznające odpowiednich aktów prawnych, a z drugiej ludzie, kierujący się pobudkami politycznymi. Aby rozwiać wątpliwości pierwszych i wytrącić broń z ręki drugim, powinno się przy każdym omawianiu obywatelstw honorowych sprzed roku 1990 przytaczać te akty prawne, na podstawie których są one dziś nieważne. I w żadnym przypadku nie należy, nawet na listach historycznych, umieszczać hitlerowskich zbrodniarzy, komunistycznych dygnitarzy ani sowieckich dowódców, którzy nie są honorowymi obywatelami – nawet w rozumieniu ówczesnego prawa, a tym bardziej obecnego.

Apelujemy do Władz Samorządowych Miasta Gdańska o rozwiązanie, które położy kres wszelkim wątpliwościom. Należy się to społeczeństwu, a także obecnym i przyszłym obywatelom honorowym, którzy mogą się czuć nieswojo w towarzystwie Forstera, Hitlera, Goeringa, czy sowieckich i komunistycznych dygnitarzy.

Gdańsk, 27 lutego 2017 r.

Za Zarząd

Doc. dr Andrzej Januszajtis

Honorowy Obywatel Gdańska

Odrodzenie Wisły – powrotem potęgi Gdańska

port Duży masowiec podczas załadunku produktów rolnych w Porcie Wewnętrznym fot. M. Głośkiewicz

Duży masowiec podczas załadunku produktów rolnych w Porcie Wewnętrznym. Fot. M. Głośkiewicz

GDAŃSK. Port – węzeł transportowy, czynniki rozwoju. Odrodzenie Wisły – powrotem potęgi Gdańska (cz.6)

Naród dążący do podtrzymania i rozwoju gospodarki swojego społeczeństwa musi nieustannie dbać o sprawy handlu międzynarodowego. Jak przed wiekami tak i obecnie handel międzynarodowy opiera się głównie na transporcie morskim. Mimo rozwoju lotnictwa i transportu kołowego- 85% światowego handlu odbywa się nadal morskimi szlakami komunikacyjnymi.

Nieodłącznymi elementami każdego szlaku wodnego są porty.

Kluczowa rola w strategii transportowej

To w nich krzyżują się niezliczone linie przesyłu towarów i wymiany technologii między częstokroć bardzo odległymi od siebie państwami. Każdy port morski pełni jednocześnie rolę początkowego i końcowego węzła transportowego. Dla jednej transakcji dany port jest miejscem docelowym dostawy zakupionego dobra, a dla innych miejscem wysyłki swych produktów eksportowych. Porty morskie stanowią kluczową rolę w strategii transportowej każdego państwa na świecie. To od ich właściwego funkcjonowania zależy w dużej mierze postęp ekonomiczny i społeczny.

Nie każdy port jest taki sam. W świecie istnieje wiele typów portów. Podstawową klasyfikacją jest rozmiar portu. Wielkość portu zależy do wielu czynników. Podstawowym jest położenie geograficzne i uwarunkowania naturalne. Porty ulokowane na peryferiach transportowych będą się rozwijały znacznie wolniej od portów położonych na przecięciu wielu szlaków komunikacyjnych. Pierwotne warunki naturalne również nadal mają duże znaczenie. Najlepiej funkcjonują porty o dostatecznie dużej głębokości akwenów, porty osłonięte od nadmiernego falowania sztormowego i te, których wody w okresie zimowym są wolne od grubej pokrywy lodowej.

Postęp w technologii wytwarzania statków generuje coraz większe jednostki pływające. Niektóre z dużych portów zaczęły robić się już zbyt ciasne dla kolejnych generacji frachtowców. Głębokość wód portowych, rozmiar nabrzeży oraz zapasy terenów pod rozbudowę to obecnie bardzo ważne czynniki wskazujące inwestorom perspektywy rozwoju danego portu.

Głównym czynnikiem mającym wpływ na rozwój organizmów portowych jest również połączenie portu z głębią lądu. Od skali skomunikowania portu z resztą kraju zależą ilość ładunków jaki będzie można dostarczyć do portu na statki oraz przewóz towarów do klientów oddalonych od wybrzeża. W dużej mierze na ten czynnik rozwoju portu ma wpływ dane państwo. Rozsądnie gospodarujące państwo – buduje liczne połączenia drogowe, kolejowe i rzeczne tak by możliwe było dowiezienie każdej ilości masy towarowej do własnego portu.

Na skalę rozwoju portu ma znaczny wpływ uwarunkowanie społeczno – gospodarcze danego państwa. Od liczby ludności zamieszkałej na terytorium regionu oraz poziomu jego rozwoju zależy skala potrzeb jakie zaspokajać będzie węzeł portowy. W regionach o dużej liczbie ludności oraz w państwach o dużym poziomie uprzemysłowienia porty rozwijają się dynamicznie i wielobranżowo. Funkcjonują porty uniwersalne o zróżnicowanej infrastrukturze zdolnej do obsługi każdego rodzaju towaru. Porty państw słabiej rozwiniętych z reguły pełnia rolę pojedynczych terminali specjalistycznych nastawionych na obsługę jednego, bądź wąskiej grupy rodzajów towarów. Tak jest na przykład w państwach afrykańskich lub azjatyckich, gdzie poszczególne porty nieraz funkcjonują jedynie jako ośrodki eksportu surowców naturalnych: rudy metali, ropy czy boksytów.

Port Gdańsk – dużym portem uniwersalnym

Dzięki wciąż rozbudowywanej infrastrukturze port w Gdańsku staje się coraz silniejszym portem uniwersalnym. W wielu rejonach portu prowadzone są inwestycje w postaci budowy nowych i rozbudowy istniejących terminali przeładunkowych. Do największych inwestycji zaliczana jest rozbudowa Głębokowodnego Terminala Kontenerowego „DCT” w Porcie Północnym. W ubiegłym roku terminal T1 obsłużył łącznie 1,3 miliona TEU (TEU to jeden kontener 20 stopowy). Oddany w czwartym kwartale terminal T2 ma zwiększyć możliwości przeładunkowe kontenerów do 3 mln kontenerów. Gdański port coraz szybciej staje się dogodną alternatywą dla przeciążonych portów Europy zachodniej. Port w Hamburgu już odnotowuje spadek obsługiwanych kontenerów na rzecz Gdańska. Coraz więcej dużych armatorów żeglugowych decyduje się korzystać z gdańskiego terminalu w ramach połączeń liniowych z Chin i Korei Południowej. Poza wielkimi kontenerowcami oceanicznymi do gdańskich terminali kontenerowych wpływają liczne feedery – czyli mniejsze statki kontenerowe dowożące z gdańskiego terminalu kontenery do mniejszych portów na Bałtyku.

Również w innych sektorach towarowych „port nad Motławą” odnotowuje znaczne wzrosty. Dzięki oddaniu pierwszego etapu budowy terminalu naftowego PERN – port w Gdańsku zwiększył znacząco możliwości magazynowania ropy naftowej. W dalszym etapie inwestycji zbudowane będą zbiorniki produktów naftowych i chemikaliów. Warto zaznaczyć, iż mimo stopniowego ograniczania przez Rosję eksportu ropy za pośrednictwem Gdańskiego Naftoportu – port rejestruje znaczne wzrosty w obsłudze przeładunku ropy i produktów naftowych w relacjach eksportowych. Dzieje się tak wskutek sprzedaży produktów rafinerii Lotos i Orlen, które importowaną ropę za pośrednictwem naftowych terminali odsprzedają partnerom zagranicznym.

Prowadzone prace modernizacyjne pirsu węglowego oraz uruchomienie stanowiska przeładunkowego rudy na pirsie rudowym w Porcie Północnym przez spółkę Sea – Invest spowodowały ożywienie przeładunków w tej grupie towarowej. Stanowiska węglowe i rudowe pracują w obu relacjach. Rudy żelaza do krajowych i czeskich hut wyładowywane są w nowej części terminalu. W przypadku węgla port w Gdańsku pełni rolę uniwersalną. Z jednej strony tańszy węgiel z Australii przywożony jest statkami na rynek krajowy, a węgiel lepszej jakości z krajowych złóż eksportowany jest za granicę.

Różnorodność infrastruktury przeładunkowej

Prócz dużych terminali na uniwersalny charakter przeładunków w porcie składają się liczne mniejsze, ale wyspecjalizowane nabrzeża przeładunkowe. Tak na terenie portu wewnętrznego zmodernizowano i powiększono terminal przeładunku pasz i słodu. Na nabrzeżu Bytomskim firma „GBT- Gdańsk Bulk Terminal” sukcesywnie zwiększa przeładunki produktów Agro o czym świadczą częste widoki statków masowych przekraczających rozmiary 10000 ton nośności. Oprócz tego terminalu w porcie Gdańskim jeszcze w kilku miejscach prowadzone są przeładunki towarów rolnych. Na nabrzeżu Zbożowym w historycznych spichlerzach spółka „Gdańskie Młyny” prowadzi przeładunki i przetwórstwo zbóż i mąki. Spółka posiada też stanowisko przeładunkowo – składowe w spichlerzu na wyspie Ostrów. Przeładunkami zbóż również zajmuje się spółka „Magro” – prowadząca swą działalność na nabrzeżu Oliwskim w zmodernizowanym historycznym elewatorze, z którego w 1939 ostrzeliwano Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte. Wszystkie te terminale obsłużyły łącznie 1,15 mln ton produktów zbożowych.

Na terenie Portu Wewnętrznego eksploatowane są liczne nabrzeża zajmujące się przeładunkiem wszelakich chemicznych ładunków sypkich. Największe ilości ładunków masowych chemicznych obsługiwane jest na nabrzeżu Chemików (fosforyty i fosfaty, nawozy sztuczne). Dużą liczbę ładunków masowych przeładowuje się na nabrzeżu Obrońców Poczty Polskiej (OPP) przedsiębiorstwa „Siarkopol”. Prócz sypkiej siarki w relacjach eksportowych na nabrzeżu obsługiwane są statki masowe przywożące tłuczeń i grys budowlany oraz płynne chemikalia, jak: kwas siarkowy, oleje jadalne i melasę.

Obok terminali przeładunku złomu w „basenie Górniczym”, asfaltu, gazów technicznych i medycznych duża część portu dedykowana jest pod obsługę towarów drobnicy nieskonteneryzowanej oraz ładunków ponad gabarytowych. Wiele nabrzeży zostało wyremontowanych pod katem obsługi ładunków drobnicowych toczonych. Nabrzeża tego typu zostały wyposażone w specjalnie wzmocnione i odwodnione płyty postojowe. Nabrzeże na Westerplatte dzięki specjalnym rampom przystosowane zostało do obsługi statków typu RO- RO (roll of –roll on) -gidze ładunek wtaczany jest po rampie przez furtę poziomo do wnętrza statku. W podobne rampy zostały wyposażone nabrzeża Wolnego Obszaru Celnego „WOC”- znajdującego się w basenie Władysława IV u wejścia do portu. Prócz składowania pojazdów i towarów wtaczanych – nabrzeża WOC posiadają magazyny przeznaczone do składowania i przeładunku towarów mrożonych jak owoce cytrusowe, banany, mięso czy ryby. Na pozostałych nabrzeżach drobnicowych obsługiwane są towary klasycznej drobnicy workowanej, prętów stalowych, szyn kolejowych, czy kolii stalowych. Mimo że w wielkim skrócie omówiono zaledwie część towarów obsługiwanych w gdańskim porcie wyraźnie widać jak duże zróżnicowanie towarowe przypada na określenie Gdańska jako portu uniwersalnego.

Nowe linie żeglugowe w porcie Gdańsk

Prowadzone w ostatniej dekadzie inwestycje w poprawie dostępu do portu od strony lądowej, kolejowej, budowa nowoczesnych specjalistycznych terminali oraz modernizacja starszej infrastruktury przeładunkowej spowodowała znaczny wzrost zainteresowania licznych armatorów żeglugowych.

Dzięki uruchomieniu głębokowodnego terminala kontenerowego Gdańsk stał się portem docelowym wielu armatorów oceanicznych kontenerowców. Z portu w Gdańsku korzystają statki duńskiego armatora „Maersk Line”, szwajcarskiego MSC- „Mediterranean Shipping Company”, niemieckiego „Hapag Lloyd” i innych.

Modernizacja infrastruktury „Portu Wewnętrznego” zaowocowała w ostatnim czasie trzema ciekawymi połączeniami żeglugowymi. Począwszy od lata ubiegłego roku arabski armator „Bahri”, dysponujący flotą dużych statków typu „con-ro”, (przystosowanymi do przewozu ładunków wtaczanych jak i za pomocą dźwigów) zapoczątkował linię łączącą Gdańsk z portami Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego. Ciekawostką jest to, że pierwszymi ładunkami przeznaczonymi z Polski do Arabii Saudyjskiej były pojazdy opancerzone typu „Rosomak” oraz duża partia cystern kolejowych również wyprodukowana w krajowym przemyśle.

Dzięki budowie placów składowych i modernizacji infrastruktury terminalu promowego na Westerplatte, WOC i nabrzeżu Oliwskim port przyciągnął armatorów zajmujących się morskim transportem samochodów osobowych. Od 5 stycznia raz w tygodniu do Gdańska zawijają statki japońskiego armatora „KESS”, którego jednostki przewożą między europejskimi portami do 800 tys. samochodów rocznie. Regularne połączenie na trasie Gdańsk- Tilbury niewątpliwie wpłynie na wzrost przeładunku samochodów w naszym porcie.

19 stycznia kolejny armator drobnicowy zapoczątkował swoje połączenie żeglugowe. Holenderski armator „Spliethoff” ustanowił regularne przewozy towarów drobnicowych z Gdańska do Stanów Zjednoczonych. Statki co najmniej raz w miesiącu wypływać będą z nabrzeża Oliwskiego do portów takich jak: Baltimore, Jacksonville, Nowy Orlean, Houston, a – w zależności potrzeby – także połączy porty wschodniego wybrzeża Meksyku. Prócz towarów typowo drobnicowych statki tego przewoźnika transportować będą opcjonalnie ładunki inwestycyjne tzw.: „projekt cargo” czyli części wielkogabarytowe fabryk, maszyn, dźwigów i innych pojazdów. Ciekawym ładunkiem przewożonym z Gdańska do portu West Palm Beach na Florydzie były ładunki luksusowych jachtów produkowanych dla amerykańskiego odbiorcy przez jedną z pomorskich stoczni jachtowych.

Gdańsk wraca do łączności ze światem

Dzięki prowadzeniu szeregu inwestycji port w Gdańsku stał się portem uniwersalnym i niezwykle atrakcyjnym inwestycyjnie dla kolejnych firm żeglugowych. Port spod znaku podwójnego krzyża i korony ma wszelkie cechy predestynujące go do miana bardzo dużego portu europejskiego. Jest portem głębokowodnym, niezamarzającym na zimę. Lokalizacja miasta, jak i całego portu, stanowi niezwykle korzystne położenie na przecięciu wielu szlaków transportowych. Gdańsk posiada duże zaplecze gospodarcze zarówno w postaci samego potencjału państwa polskiego, jak i innych państw śródlądowych (nie mających dostępu do morza, jak Czechy, Węgry czy Słowacja), których towary obsługuje. Rozwój krajowych firm i ich zapotrzebowanie na eksport swych produktów w naturalny sposób przyciągają kolejne linie żeglugowe do portu.

Port grodu nad Motławą powraca stopniowo liczbą połączeń żeglugowych do stanu, jaki prezentowano na początku lat 90., kiedy to Polska Marynarka Handlowa rozwoziła produkty krajowej gospodarki do niemal każdego morskiego zakątka na Ziemi. Miejmy nadzieje, że stopniowo także i polscy armatorzy wrócą liniami żeglugowymi do portu w Gdańsku.

Mgr inż. Marcin Głośkiewicz

port Linie żeglugowe obsługiwane przez Polską Marynarkę- Handlową M.Głośkiewicz

Linie żeglugowe obsługiwane przez Polską Marynarkę Handlową. Fot. M. Głośkiewicz

port Załadunek jachtów na statek na nowej linii do Stanów- Zjednoczonych. fot. portgdansk

Załadunek jachtów na statek na nowej linii do Stanów Zjednoczonych. Fot. portgdansk

port Kontenerowiec oceaniczny w Głębokowodnym terminalu kon-tenerowym M. Głośkiewicz

Kontenerowiec oceaniczny w Głębokowodnym terminalu kontenerowym. Fot. M. Głośkiewicz