
Komandor Roman Rakowski. Fot. Dominik Paszliński, gdansk.pl
W wieku 102 lat w Gdańsku zmarł śp. Roman Rakowski – prawnik, komandor w stanie spoczynku, działacz spółdzielczy oraz organizacji kombatanckich. Był m.in. prezesem „Społem” w Sopocie i Gdańsku oraz prezesem Oddziału Wojewódzkiego Centralnego Związku Spółdzielni Spożywców „Społem”. Urodził się w Tymowej (gdzie spędził dzieciństwo, przyznano mu tytuł Honorowego Obywatela Brzeska).
W okresie II wojny światowej harcerz Szarych Szeregów, oficer Kedywu ZWZ-AK, uczestnik akcji „Burza” we Lwowie, po wojnie członek Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość oraz oficer I Sztabu Głównego Marynarki Wojennej PRL. Ma bogatą kartę działalności w organizacjach kombatanckich. Za swoją wieloletnią działalność uhonorowany został wieloma odznaczeniami woskowymi i cywilnymi, w tym Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari V kl., Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych oraz Medalem Prezydenta Miasta Gdańska.

W asyście wojskowej Komandor Rakowski spoczął w „alei zasłużonych” na Cmentarzu Srebrzysko. Fot. Janusz Wikowski
Spoczął w „alei zasłużonych” na Cmentarzu Srebrzysko. Pogrzeb odbył się przy asyście wojskowej (z honorami, salwą). Żegnała go rodzina, sąsiedzi i parafianie z „Czarnej” we Wrzeszczu, przyjaciele, kombatanci, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych (władze Tymowej, Brzeska) liczne poczty sztandarowe (w tym gdańskich szkół i harcerstwa ZHP i ZHR). Obecny był m.in. Lech Parell – szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz senator Bogdan Borusewicz.
Mszę św. pogrzebową w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego we Wrzeszczu w asyście wielu księży celebrował ks. prałat Ireneusz Bradtke, który w przejmującej homilii przypomniał ważne momenty w życiu komandora Rakowskiego, poczynając od służby ministranckiej (w rycie trydenckim – wyj. autora), aktywności w walce z okupantem niemieckim oraz w latach powojennych. Podkreślił głęboką wiarę i nieodłączną dewizę „Bóg, Honor, Ojczyzna”, nawiązującą do tradycji niepodległościowych.

Kmdr Rakowskiego żegna syn Wojciech. Fot. Janusz Wikowski
– Tata nie mówił o wierze, ale ją reprezentował i pokazywał na co dzień – powiedział w mowie pożegnalnej syn – Wojciech Rakowski. – Nie bał się być wierzącym w czasach komuny, ale i teraz, gdy bycie wierzącym jest trochę passe. Tata od wczesnych lat był związany z Kościołem, zawsze wiernie stał na straży wiary. Mówił głośno o opatrzności Bożej, która uratowała mu życie o sekundy, milimetry, o chwilę. Zaangażował się w działania Klubu Inteligencji Katolickiej.
Nie bał się też występować publicznie, m.in. w obronie Westerplatte, gdy mogło stać się Disneylandem, bo obiecał to Kubie (przyjacielowi, komendantowi Franciszkowi Dąbrowskiemu, zastępcy mjr. Henryka Sucharskiego).
– Ten, który urodził się w Beskidzie Wyspowym, znajduje swoje miejsce nad morzem, ale będzie z nim też ziemia z Tymowej i Brzeska, bo jak sam mówił, oddychał dwoma płucami – Gdańska i Brzeska ze swoim tymowskim DNA – powiedział Wojciech Rakowski i na trumnę złożoną w grobie posypał ziemię z miejsca urodzenia Komandora.

Wojciech Rakowski sypie ziemię do grobu z miejsca urodzenia Ojca. Fot. Janusz Wikowski
W imieniu Gdańszczan kmdr. Rakowskiego żegnała prezydent Aleksandra Dulkiewicz (wraz z zastępcami, przewodniczącą Rady Miasta Agnieszką Owczarczak i radnymi).
– Komandor w stanie spoczynku Roman Rakowski bez wątpienia był człowiekiem jak klejnot, a tacy nie zdarzają się często. Wraz z jego odejściem nasze wspólnoty – narodowa i lokalna ponoszą wielką stratę – powiedziała Aleksandra Dulkiewicz. – Należał do pokolenia, które zamiast marzeń dostało wojnę. Wielka odpowiedzialność za przyszłość tyle samo ważyła w 1939 r. jak i po 1945 r. Jako harcerz Szarych Szeregów i żołnierz Armii Krajowej uczestniczył w najtrudniejszych akcjach podejmowanych w imię Wolnej Polski, ale przeszedł też więzienie NKWD i powojenne represje, doświadczając niesprawiedliwości systemu, który niejednemu złamał charakter.

Aleksandra Dulkiewicz i Wojciech Rakowski. Fot. Janusz Wikowski
– Dziękuję Ci, Komandorze, za codzienną szkołę patriotyzmu i za aktywność obywatelską, za stanie na straży etosu, wiele lat działalności na rzecz środowisk kombatanckich i zachowania pamięci o żołnierzach Armii Krajowej.

Minister Lech Parell żegna komandora w „alei zasłużonych” na cmentarzu Srebrzysko w Gdańsku-Wrzeszczu. Fot. Janusz Wikowski
– Kmdr Rakowski animował po 1989 r. organizacje kombatanckie, był działaczem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i Związku Inwalidów Wojennych – podkreślił w mowie pożegnalnej minister Lech Parell. – Zrobił bardzo wiele dla ludzi, którzy z tymi organizacjami byli związani, a w konsekwencji także dla nas wszystkich, bo przecież przechowanie tradycji jest niezwykle ważne. To jest coś, co kształtuje pokolenia, co procentuje i jest niezwykłym zaczynem dla nas wszystkich, dla kolejnych pokoleń. Za to jestem Panu Komandorowi niezwykle, niezwykle wdzięczny.
– Zapisał się w naszej pamięci jako człowiek honoru, o wielkim sercu, niezwykle skromny i przyjazny, Gdańszczanin z wyboru – jak wielu przybyłych tutaj po wojnie, lecz oddany sprawom naszego pięknego miasta, zawodowo – jako spółdzielca oraz społecznie – jako niezwykle aktywny działacz organizacji kombatanckich – powiedział Stanisław Sikora, prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, który z działaczami Stowarzyszenia uczestniczył w uroczystościach pogrzebowych. – Rodzinie składamy wyrazy głębokiego współczucia. Żegnaj Komandorze.
Janusz Wikowski
Podpisy