„Quo vadis Trójkącie Weimarski?” w Centrum św. Jana

Galerie der Ort w Berlinie i Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku zapraszają na forum dyskusyjne  „Quo vadis Trójkącie Weimarski / Quo Vadis Weimarer Dreieck?” 16 września, w godz. 18.00–20.00, Centrum św. Jana przy ul. Świętojańskiej 50 w Gdańsku.

Tematem rozmowy będzie rola i przyszłość działalności Trójkąta Weimarskiego w kontekście ciągle zmieniającej się sytuacji politycznej Europy, a przede wszystkim sytuacji na Ukrainie.

W dyskusji udział wezmą:

  • Cornelia Pieper – Konsul Generalna RFN w Gdańsku,
  • Krystyna Wróblewska – zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Gospodarczego ds. współpracy zagranicznej Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku,
  • prof. Klaus-Heinrich Standke – Przewodniczący Komitetu Popierania Trójkąta Weimarskiego,
  • dr Pierre-Frederic Weber – prof. wizytujący w Katedrze Filologii Romańskiej Uniwersytetu Szczecińskiego.

Debatę poprowadzi Cornelius Ochmann, ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych, specjalista do spraw Europy Wschodniej, Dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Forum, które jest częścią autorskiego projektu Magdy Potorskiej, realizowanego od 14.08.2014 do 16.09.2014 przez Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku, będzie jednocześnie finisażem wystawy Wielanda Zeitlera pt. „W podróży po Polsce – w domu w Europie. Mój prywatny Trójkąt Weimarski”.

Elżbieta Pękała

zastępca dyrektora NCK

Kącik literacki w Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk

W Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk rozpoczyna działalność „kącik literacki”, gdzie będą przedstawianie i recytowane własne utwory autorskie. Spotkania odbywać się będą każdego miesiąca w uzgodnionych terminach.

Komunikat
Zapraszamy miłośników poezji i literatury do nowo powstającego kącika literackiego
w Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk, działalnością kącika będzie przedstawianie własnych
utworów oraz recytowanie. Spotkania odbywać się będą każdego miesiąca w uzgodnionych terminach.

Prosimy osoby zainteresowane o kontakt e-mail : janocki@wp.pl
lub osobiście do Stowarzyszenia Nasz Gdańsk ul. Św. Ducha 119/121, w każdy wtorek
od godz. 17.00 do 18.00.

Zgłaszanie osób zainteresowanych uczestnictwem do 31 grudnia 2014 r. Formalne rozpoczęcie działalności sekcji od 7 stycznia 2015 r.

Wacław Janocki

 

Barwy jesieni

Jesień już sypie nam złote liście,

Rozściela wkoło kobierce z mgły,

Z podmuchem wiatru wirują myśli

W tych myślach moich jesteś i ty.

 

Ta polska jesień jest romantyczna,

Bez słów zbytecznych otwiera nam;

Ubraną złotem, tkaną czerwienią –

Jedną z jesiennych, tak wielu bram.

 

I w nią wkroczymy zauroczeni

W ciszy, skupieniu i zadumaniu,

Że myśli nasze będą tak blisko-

To jesień czyni jak w zakochaniu.

 

I nim nadejdą dni wiatrów, słoty,

Okryci szalem z jesiennej mgły,

Będziemy dalej tak szli w milczeniu;

Jesienną bramą, by wierzyć w sny.

 

Gdy z drzew opadną ostatnie liście,

Barwy jesieni zgasi nam słońce,

Czy nasze myśli nią tak natchnione

Zostaną dłużej w nas tak gorące?

Wacław Janocki

Gdańsk.8.10.2008

 

Nie pytajcie nas o wiek, podziwiajcie to, co robimy

NG sm 000 strona tytulowa

„Katalog miejsc i zdarzeń Dolnego Miasta Gdańska” – strona tytułowa

Na naszej stronie internetowej gdanskodnowa.wordpress.com i w pierwszych zeszytach wydanych w wersji elektronicznej, dzięki wsparciu finansowemu Centrum Wolontariatu w Gdańsku, opisywaliśmy nasze motywy zajęcia się dzielnicą.

Dolne Miasto – poza budynkami powstałymi po roku 1950 – jest zarejestrowane jako zabytek, kamienice i obiekty są pod ochroną Służb Konserwatorskich.

Zaktywizować mieszkańców

Nie znaczy to jednak, że są traktowane jak zabytki. Według służb konserwatorskich ważniejsze obiekty do natychmiastowej rewitalizacji są na terenie Głównego Miasta.

Na skutek wieloletnich błędów administracyjnych dzielnica charakteryzuje się tym, że jej mieszkańcy stanowią specyficzną grupą, w większości są to ludzie starzy i z marginesu społecznego.

Kilka instytucji, takich jak: Centrum Caritas, Parafia Kościoła pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, czy Fundacja „Fosa” i Stowarzyszenie „Mrowisko” czynią starania o pozyskiwaniu mieszkańców do udziału w życiu społecznym. Działają na rzecz dzieci, młodzieży, ludzi czynnych zawodowo, jak i seniorów.

Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia”, czy Kolonia Artystów z kolei organizują wiele przedsięwzięć o charakterze kulturalnym. Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych Bliżej Centrum i kilka innych organizacji starają się, aby Dolne Miasto nie stało się pustynią kulturalną.

W swoich działaniach usiłują nadrobić brak jakichkolwiek państwowych instytucji kulturalnych takich jak ośrodki kultury, biblioteki, czy choćby świetlice środowiskowe.

Powoli mieszkańcy, do których adresowane są te działania, zaczynają w nich uczestniczyć, ale wciąż są to nieliczne grupki, stale tych samych osób. Mieszkańcy przez lata zostawieni samym sobie, nie wyrobili jeszcze potrzeby uczestniczenia w społecznych wydarzeniach. Na spotkaniach, działaniach, imprezach, czy wystawach, spotyka się widzów i uczestników z innych i nie całkiem pobliskich dzielnic. Ale to też nas cieszy.

Nasz projekt mogliśmy zrealizować dzięki dotacji Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolność (PAFW) w ramach programu „Uniwersytety Trzeciego Wieku – Seniorzy w Akcji” realizowanego przez Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”.

W ciągu dziesięciu miesięcy pozyskaliśmy do działań seniorów – obecnych mieszkańców Dolnego Miasta, jak i tych, których dzieciństwo i młodość upłynęły w tej dzielnicy.

Czujemy się dumni

Jak jeden z realizatorów powiedział: „ Tu się bawiliśmy, tu się uczyliśmy, tu zaczęła się moja przygoda z kolarstwem, tu zaczęło się wszystko”.

Dzięki naszym staraniom po kursach i szkoleniach fotograficznych seniorzy po raz pierwszy zobaczyli swoją dzielnicę „okiem obiektywu”. Chodząc z nami ulicami, poznawali style architektoniczne, obiekty zabytkowe, ich historię, której dotąd nie znali, mieszkając tu nawet 60 -70 lat.

Inna uczestniczka stwierdziła: „ Teraz, jak przechodzę ulicami, to nie patrzę w ziemię, tylko na kamienice, na ozdoby, wcześniej nie zwracałam na to uwagi”. Takie wypowiedzi sprawiają, że czujemy się dumni z naszych dokonań.

Ile materiałów, informacji i ikonografii zdobyliśmy! Jesienią, zimą, wiosną i wczesnym latem wykonaliśmy ponad 800 zdjęć. Nie zdołamy wykorzystać wszystkiego w katalogu. Już zaczynamy szukać innych możliwości, żeby wszystko, co mamy i co zdobędziemy, wykorzystać w katalogach. Tak wiele jest do zbadania, zwiedzenia, sfotografowania.

Rozpoczęliśmy też badania opinii mieszkańców przy pomocy wywiadów pogłębionych. Tu też nas jeszcze czeka trochę pracy. Ale robimy to z przyjemnością.

Gotowy katalog zostanie przekazany administracji państwowej, samorządom i służbom konserwatorskim. Będzie w całości dostępny na stronie gdanskodnowa.wordpress.com Mamy nadzieję, że pomoże spojrzeć innym okiem na tę wyjątkowo ciekawą dzielnicę, może też wspomóc o staranie się o kolejne granty na rewitalizację, o czym poinformowali nas pracownicy wydziałów Urzędu Miasta Gdańska.

Ale żeby rzeczywiście mógł katalog pomóc – musi być jeszcze uzupełniony o inwentaryzację obiektów, na których nam bardzo zależy – oczywiście naszą, senioralną.

Tak więc przed nami dużo satysfakcjonujących działań. Projekt pokazał nam nowe drogi i szerszą perspektywę do działań. Seniorzy mogą więcej – kiedy tylko zechcą!!!

Nasze najnowsze hasło brzmi: „ Nie pytajcie nas o wiek, podziwiajcie to, co robimy.

Pochwalić się musimy tym, że zostaliśmy zaproszeni do Koalicji Dla Dolnego Miasta zawiązanej z inicjatywy Wydziału Urbanistyki Architektury i Ochrony Zabytków Urzędu Miasta Gdańska, Koalicją kieruje Agata Korpysz.

Nasz katalog nie powstałby, gdyby nie pomoc wielu wspaniałych ludzi, na czele z Panem Profesorem Andrzejem Januszajtisem. Długa lista osób, której winniśmy wdzięczność znajduje się we wstępie do Katalogu.

Barbara Średniawa

animator projektu

NG sm IMG_0631

Z przewodnikiem na Opływie Motławy. Lubimy wycieczki

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Spotkanie z prof. Andrzejem Januszajtisem

NG sm IMG_0220

Kościół na Łąkowej

Czas na taniec retro!

swing impreza_z archiwum Swing Revolution Trójmiasto

GDAŃSK. Swing Revolution Trójmiasto zaprasza. Swingową rewolucję na Wybrzeżu zapoczątkowały w kwietniu 2013 roku dwie studentki, organizując warsztaty taneczne w Akademickim Klubie Politechniki Gdańskiej „Kwadratowa”. Sukces wydarzenia dodał skrzydeł i rozpoczął przygodę z tańcem Lindy Hop w Trójmieście.

Letnie spontaniczne potańcówki na Głównym Mieście, zwłaszcza ich klimat, stroje z epoki i zjawiskowy styl, zachęciły gdańskich restauratorów do organizowania nieformalnych wieczorków tanecznych z udziałem turystów i mieszkańców grodu nad Motławą.

Nowe przyjaźnie, niezapomniane chwile

Pub „Bruderschaft” przy ul. Długiej był ich nieoficjalną siedzibą, a spotkania z muzyką i tańcem trwały całą zimę, wiosnę i kolejne lato. Uniwersalny język tańca i wspólna zabawa stały się okazją do zawierania wielu przyjaźni i przeżywania niezapomnianych chwil.

Grupa pasjonatów tego tańca w Gdańsku stale rośnie po każdej potańcówce i każdych zajęciach. Najbardziej zapaleni wyjeżdżają na festiwale do Krakowa i Warszawy, gdzie swing i muzyka retro przeżywają renesans już od wielu lat.

Występ grupy Swing Revolution Trójmiasto podczas zorganizowanego w czerwcu 2014 roku Święta Jaśkowej Doliny, gdzie na wspólnym koncercie z grupą Old Timers porwali publiczność Teatru Leśnego do tańca, zaowocował współpracą z Klubem „Winda” Gdański Archipelag Kultury. Dzięki uprzejmości dyrektor Katarzyny Burakowskiej grupa ma przyjazne miejsce i salę do ćwiczeń, co daje im możliwość rozwoju. W każdą środę prowadzą tam otwarte zajęcia na poziomach Improwers (dla początkujących) oraz Beginners (dla zaawansowanych). Zajęcia dla zaawansowanych pozwalają uczestnikom na szlifowanie nabytych w Polsce i za granicą umiejętności. Dzieląc się swoją wiedzą doskonalą umiejętności. Na zajęciach skupiają się na technicznych aspektach tańca, rozumieniu i interpretowaniu muzyki.

Weź udział w Amber Swing Festiwal

Grupa początkujących prowadzona jest  pod czujnym okiem Agnieszki Pluwak i Roberta Lew-Kiedrowskiego. Agnieszka, tancerka i choreograf z wieloletnim doświadczeniem scenicznym oraz Robert, który miłość do Lindy Hop przelewa na żądnych wiedzy początkujących, stanowią niezwykłą mieszankę uzupełniających się charakterów. Na zajęciach tworzą niepowtarzalną atmosferę, łącząc podstawy Lindy Hop z zabawą. Środowe, bezpłatne, spotkania, cieszą się ogromnym zainteresowaniem, a zapalonych do tańca swingowego przybywa.

W dniach 10 – 12 października 2014 r. odbędzie się pierwszy międzynarodowy festiwal tańca Lindy Hop na Pomorzu pod nazwą Amber Swing Festiwal.

W ramach festiwalu przewidziane są weekendowe warsztaty tańca, połączone z wieczorami tanecznymi w klimacie lat 20., 30., sobotni wieczór uświetni muzyka na żywo w wykonaniu zespołu Inner Out.

Pośród wielorakiej oferty kulturalnej warto zainteresować się zjawiskiem tańca swingowego oraz powrotem mody na muzykę retro. Miłej zabawy życzy autor z żoną, który ma nadzieję, że jego drewniane nogi pod okiem instruktorów i instruktorek staną się równie elastyczne, jak młodych ludzi w latach 30. ubiegłego wieku.

Arkadiusz Kowalina

Przewodniczący Rady Dzielnicy Wrzeszcz Górny

swing ulotka Amber Swing swing Teatr Leśny Jaśkowa Dolina na tle Zabytkowy Cafe Buzz Swing Revolution  i Old Timers zgrany duet po koncercie i tańcach w Teatrze Lesnym żegnają się z publicznością swing Potańcówka w Teatrze Leśnym do muzyki Old Timers bisom nie było końca swing logo Swing Revolution TrójmiastoZdjęcia z archiwum Swing Revolution Trójmiasto

 

 

Skwer Anny Walentynowicz – tam gdzie mieszkała

skwer projekt-page-001 sm

GDAŃSK. Drogi do Wolności we Wrzeszczu. Skwer Anny Walentynowicz – patriotyczną refleksją gdańszczan.

„Anna Walentynowicz była skromną mieszkanką Wrzeszcza. Zwykłą kobietą. Codziennie chodziła Grunwaldzką. Szła do „naszego sklepu” na końcu Czarnieckiego. Idąc od Waryńskiego skracała sobie drogę przez skwerek i już była koło Kawiarni Morskiej. Skręcała w pierwszą bramę – tam mieszkała..

Nic nadzwyczajnego. My wszyscy mieszkańcy tamtego podwórka tak robiliśmy. Ale…

Z okienek na strychu, wówczas można było zobaczyć Westerplatte. Otrzeć się o dumę. Przez chwilę dostrzec zasady i te odległe refleksy niezłomności, sprawy „której nie można nie przegrać”, honoru.

I znowu podwórko. I jeszcze wtedy spotykany Pan ostrzący noże i nożyczki.

Zatrzymany kadr.. Ale…

I tutaj – na tym zwyczajnym, gdańskim podwórku mieszkała Ona – jedna z tych nielicznych, którzy zmienili losy świata.”

Jest to fragment uzasadnienia dla wniosku w ramach Budżetu Obywatelskiego na 2015 rok dotyczącego zagospodarowania skwerku znajdującego się we Wrzeszczu przy Alei Grunwaldzkiej i ulicy Waryńskiego. Obecnie znajduje się w tym miejscu skwer, jest jednak zaniedbanym miejsce spotkań osób nadużywających alkohol.

Celem projektu jest budowa skromnego, ale dobrze urządzonego skweru i nadanie mu charakteru upamiętniającego gdańską bohaterkę. To zadanie ma być zrealizowane m.in. przez instalację witryn przybliżających postać Anny Walentynowicz oraz historię, której my mieszkańcy Gdańska byliśmy albo świadkami albo uczestnikami. Skwer w ten sposób ma oddawać autentyczny charakter tamtych, z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, oczekiwań wobec naszej Ojczyzny. Solidarności społecznej. Pokazać obywatelski charakter ruchu „Solidarność” – ten związany z ludźmi, a nie wyłącznie z patosem. To mieszkańcy Gdańska rozsiani po wielu jego zakątkach tworzyli historię. Natchnieni morską bryzą zmieniali świat. To ich duma. Poza tym przyjemny i ciepły skwerek (jest dobrze nasłoneczniony) będzie służył okolicznym mieszkańcom.

Uzupełnieniem projektu zagospodarowania jest inicjatywa nadania skwerowi imienia Anny Walentynowicz.

Na projekty Budżetu Obywatelskiego będzie można głosować w dniach od 29 września do 12 października 2014 r.

Ireneusz Lipecki

wnioskodawca projektu

Szkic możliwego zagospodarowania skwerku. Ostateczny projekt koncepcji – być może – będzie przedmiotem np. konkursu urbanistycznego dla uczniów i/lub studentów.

Oruńskie wędrówki – opowieści o ludziach i domach

Historie po orunsku_Oruńskie wędrówki - opowieści o lu-dziach i domach_do netu kadrGDAŃSK. Kolejny spacer  „Oruńskie wędrówki – opowieści o ludziach i domach” w ramach projektu „Historie po Oruńsku”. Trasa prowadzić będzie przez miejsca które tworzą bogatą i ciekawą historię dzielnicy.

Korzystając z uroków jeszcze letniej pogody proponujemy spacer  pt. „Oruńskie wędrówki – opowieści o ludziach i domach”. Spacer poprowadzi dr Aleksander Masłowski. Spotykamy się w sobotę 23 sierpnia  2014 o godz. 12.00. Zbiórka przed Kuźnią oruńską przy ul. Gościnnej 10.

Trasa spaceru powiedzie przez miejsca powszechnie znane mieszkańcom Oruni, ale nie zawsze przez nich zauważane, które tworzą bogatą i ciekawą historię dzielnicy. Pójdziemy ulicami, zajrzymy do parków, przyjrzymy się budynkom i przypomnimy niektórych z ich mieszkańców. Wszystko to by lepiej poznać przeszłość Oruni, a tym samym lepiej zrozumieć jej teraźniejszość.

Prowadzący spacer – dr Aleksander Masłowski

Znany i ceniony badacz oraz popularyzator historii Gdańska. Przewodnik gdański, stający konsekwentnie w obronie prawdy historycznej oraz dążący do odbudowy gdańskiej tożsamości. Opowiadający z pasją i humorem o poznawaniu historii jako o warunku zrozumienia teraźniejszości, w której żyjemy.

Miejsce zbiórki: Kuźnia – ul. Gościnna 10

Kiedy: Sobota, 23 sierpnia 2014, godz. 12.00

Wstęp wolny

Organizator: Gdański Archipelag Kultury

Projekt dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Partnerzy: Gdańska Fundacja Innowacji Społecznej, Dom Sąsiedzki – Gościnna Przystań, Rada Osiedla Orunia –Św. Wojciech – Lipce.

Kontakt:

  • Dworek Artura GAK
  • Aleksandra Abakanowicz, Anna Kaźmierczak tel. 58 306 66 76 w. 37
  • Teatr GAK
    Jarosław Rebeliński tel. 693 721 003

Skomplikowana historia – wspomnienia prof. Andruszkiewicza

SONY DSC

40 lat temu otwarto Port Północny w Gdańsku. Gdy w 1947 r. zostałem powołany na stanowisko profesora w Katedrze Portów Wyższej Szkoły Handlu Morskiego w Sopocie, natychmiast rozpocząłem pisać moją pracę doktorską pod kierownictwem prof. zw. dr Bolesława Kasprowicza, który był kierownikiem Katedry Portów. Doktorat miałem robić w Szkole Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie według planu od października 1949 r.

Przy czym istniała wówczas praktyka, że doktorant na 3-letnie Studium Doktorskie przybywał do SGPiS w Warszawie z gotową pracą doktorską i dlatego należało spieszyć się.

Praca doktorska

W uczelni pracowałem po południu na drugim etacie, a do obiadu pracowałem, jako kierownik (dyrektor), spółdzielczego przedsiębiorstwa spedycji międzynarodowej morskiej i przeładunków portowych „Społem” w Gdańsku Nowym Porcie na pierwszym etacie. Łączyłem więc praktykę z teorią, co ułatwiało mnie pisanie pracy doktorskiej, dotyczącej rozwoju polskich portów morskich.

W pracy doktorskiej przedstawiłem szereg swoich pomysłów, z których głównym był pomysł zbudowania najgłębszego nad Morzem Bałtyckim Portu Północnego Gdańska, z torem wodnym, mającym aż 17,5 metra głębokości, dostępnym dla statków o nośności 150.000 ton, jakich jeszcze wówczas nie było na świecie. Wyliczyłem, że taki statek będzie zapewniać obniżkę jednostkowego kosztu transportu morskiego o 50% w porównaniu do jednostkowego kosztu transportu na statku o nośności 15.000 ton, czyli największym , jaki wchodził do portu Szczecin.

Pisałem, że wcześniej aniżeli w Gdańsku,  powinien być zbudowany głębokowodny port w Świnoujściu na Wyspie Wolin o głębokości toru wodnego wynoszącej 14,5 m, umożliwiający zawijanie do tego portu statków o nośności 65.000 ton i zapewniających obniżkę jednostkowego kosztu przewozu morskiego o 30% w porównaniu do kosztu jednostkowego transportu na statku 15.000 ton. Lansowałem budowę głębokowodnego portu Świnoujście, aby Szczecin nie przeszkadzał w staraniach o budowę Portu Północnego Gdańska.

Brak doświadczenia politycznego sprawił, że w tej pracy napisałem też, że doradzam władzom PRL zbudowanie w tych portach baz przeładunku paliw płynnych dla dywersyfikacji dostaw głównie ropy naftowej do PRL. Mój promotor oficjalny w SGPiS w Warszawie, prof. dr Leon Koźmiński stwierdził, że ten pomysł  dywersyfikacji dostaw paliw płynnych do PRL należy usunąć w czystopisie pracy, który będzie wykonany za 3 lata, gdyż za ten pomysł możemy dostać się na Sybir. Posłuchałem profesora , ale myślałem, że trochę przesadza. Okazało się, że miał rację, której ja na moje i innych nieszczęście, nie doceniałem wówczas wielkiej siły groźnego działania Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej w Moskwie, która w PRL odgrywała rolę decydującą, gdyż jej decyzje w obozie socjalistycznym musiały być wykonywane bez dyskusji.

Nie nadający się do socjalistycznej uczelni

Gdy ukończyliśmy 3-letnie Studium Doktorskie i wyznaczono nam terminy obron prac doktorskich, był już rok 1952 i egzamin miał odbyć się za miesiąc. Nie doszło jednak do niego, gdyż do uczelni przyjechał zespół  Komisji Partyjnej Personalno Naukowej dla przeglądu kadry naukowej. Poufnie dowiedzieliśmy się, że mają być z uczelni usunięte osoby nie nadające się do pozostania w socjalistycznej uczelni.

I tak wydalony został z uczelni nasz promotor prof. dr Leon Koźmiński  za to, że nauczał,  nas przez 3 lata zabronionego w PRL przedmiotu marketing, oraz za tolerowanie nie socjalistycznych prac doktorskich i wraz z profesorem wydalonych zostało 7 jego doktorantów z tym , że każdemu podano za co jest wydalany. Mnie wydalono za to że w dobrej pracy napisałem błędną radę, aby rząd PRL w Porcie Północnym Gdańska, zbudował bazę przeładunkowo składową ropy naftowej, która jest  PRL nie potrzebna, gdyż mamy rurociągi, którymi dostajemy tyle paliw płynnych ile chcemy, więc nie należy wydawać miliardów niepotrzebnie na bazę paliw płynnych w tym potrzebnym porcie.

Wróciłem do Sopotu po 3-ch latach bez dyplomu. Prof. zw. dr Bolesław Kasprowicz był zmartwiony i przewidywał, że będą dalsze kary i będę zwolniony ze stanowiska Dyrektora C. Hartwig w Gdyni i wydalony z WSHM w Sopocie.

Stało się jednak gorzej, w 1954 roku, do kierowanego przeze mnie przedsiębiorstwa spedycji międzynarodowej morskiej C. Hartwig w Gdyni (w którym połączono w jedno – upaństwowione 42 przedsiębiorstwa spedycji międzynarodowej morskiej prywatne i spółdzielcze, działające w porcie Gdynia), przybyła z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie – Komisja Śledcza, której przewodniczył naczelnik wydziału z tego ministerstwa. Poufnie zawiadomiono mnie, że jest to Polak z Moskwy członek KGB, który jest „wtyczką” w tym ministerstwie i wraz z grupą podobnych mu członków KGB dozoruje kierownictwo naszego ministerstwa i on ma wielki uprawnienia z Moskwy.

Ten przewodniczący Komisji Śledczej oskarżył mnie , że jestem szpiegiem USA i przemycam z  Nowego Jorku 600.000 paczek przez Gdynię wysyłanych pocztą na południe Polski do wskazanych nam odbiorców. Oświadczył on, że zorganizuje proces pokazowy, na którym będę skazany na karę śmierci. Zapytałem czy obywatel ma taka władzę, aby mnie skazać na śmierć, a on odpowiedział przerażająco otwarcie. Ja nie, ale na tym procesie podam kartki świadkom, aby wiedzieli, jak obywatela oskarżać, podam kartkę prokuratorowi, aby on wnioskował dla obywatela karę śmierci i podam kartkę sędziemu , aby on zasądził karę śmierci. Byłem przerażony , gdyż słyszałem, że tak odbywają się te procesy pokazowe. Domyślałem się że mój pomysł dywersyfikacji dostaw paliw płynnych do PRL jest tak groźny dla sąsiada, że ja zasługuję już na to , aby mnie nie było.

Chce doprowadzić mnie do kary śmierci

W czasie śledztwa pokazałem przewodniczącemu legitymację do otrzymanego Srebrnego Krzyża Zasługi, który otrzymałem za te paczki „amerykańskie”, za które obywatel naczelnik chce doprowadzić mnie do kary śmierci. W porcie będą mówić jedni nagradzają krzyżem a inni za to samo karzą śmiercią. Dodałem, że  za  obsługę tych paczek dostajemy z Nowego Jorku – dla PRL rocznie 30.000.000 dolarów wymienialnych na złoto, w relacji 1 dolar = 1 gram czystego złota. Czyli rocznie zarabiamy dla PRL 30.000 kilogramów czystego złota. Widziałem, że to zrobiło na nim wrażenie. Powiedziałem też , że ten donosiciel nieźle obywatela naczelnika wprowadził w błąd nie znając się na spedycji.

Mówiłem też, że obywatel naczelnik oskarża mnie, że przemycam 600.000 paczek z Nowego Jorku, ale my wcale ich nie musimy przemycać , gdyż robimy je w porcie Gdynia w magazynie H na ulicy Polskiej i dopiero z Gdyni wysyłamy je pocztą na południe Polski. Na to naczelnik krzyknął pokażcie to. Pojechaliśmy samochodami do portu, do magazynu H. . Jak naczelnik to wszystko zobaczył na własne oczy, widziałem , że był mocno zdenerwowany tymi kłamstwami w oskarżeniu. Znów krzyknął – wracamy!

Jechał moim samochodem z kierowcą, a ja zapytałem – to co teraz ze mną będzie, a naczelnik spokojnie powiedział – nie będzie pokazowego procesu i nie będzie dla obywatela kary śmierci. Widziałem, że on jest panem mojego życia lub śmierci. Zapytałem ponownie – ale co teraz ze mną będzie ? Myślałem , że powie wracacie na swoje stanowisko dyrektora, a on na to – będziecie publicznie zdegradowany z dyrektora na najniższe stanowisko pracownika umysłowego i przeniesiony do Zarządu Portu Gdynia. Powiedziałem – z takiej niskiej pensji nie wyżyję w pięcioosobowej rodzinie. On na to – a właśnie o to chodzi. Tak, jak powiedział tak się stało. Nie pytałem za co ta kara, gdyż cieszyłem się że żyję.

Ten rok 1954 był najgorszy w moim życiu. Moja mama zmartwiona moim nieszczęściem przyjechała z Bydgoszczy do Gdyni, do mojej siostry Janiny mieszkającej na ulicy Tatrzańskiej. Starała się w nieszczęściu jakoś podnieść mnie na duchu, ale sama była chora na serce. Poszła do kościoła na Tatrzańskiej i zasłabła. Wyniesiono  ją do ogrodu przy kościelnego , ale tam umarła na zawał serca.

Od 1954 do 1957 poniewierałem się w porcie, a do tego wszyscy ode mnie uciekali, jak od trędowatego – miał być zabity , ale chodzi żywy – coś jest podejrzanego. Po „bezkrwawej rewolucji” 1956 r. nastąpiła odwilż polityczna i w 1957 r. zostałem zrehabilitowany, jako fałszywie , bezpodstawnie oskarżony, ale na stanowisko mnie nie przywrócono, ( taka to była socjalistyczna sprawiedliwość). Miałem jednak poza nieszczęściami w życiu raz po raz wielkie, niesamowite szczęście i tak było tym razem w 1957 r.

Mój kolega uczelniany dr Stanisław Darski, też powołany na stanowisko profesora ta jak ja, też był wydalony ze stanowiska dyrektora GAL, tak, jak ja z Hartwiga. Jego w ramach odwilży politycznej powołano na stanowisko Ministra Żeglugi i on nie zapomniał o mnie, gdyż dobrze z sobą współpracowaliśmy, a był do tego dobrym polskim patriotą i mnie za takiego uważał, w tych skomplikowanych czasach.  Ten kolega zaprosił mnie do siebie do ministerstwa i wręczył nominację na dyrektora eksploatacji w Zarządzie Portu Gdynia, tym samym  do którego mnie „zesłano” po degradacji, gdzie wszyscy ode mnie uciekali, jak od trędowatego.

Będzie panu podlegało 6000 pracowników

Minister Żeglugi dr Stanisław Darski powiedział będzie panu podlegało 6000 pracowników, wszystkie żurawie i nabrzeża przeładunkowe oraz magazyny itd. Wszyscy którzy od pana uciekali, jak od trędowatego teraz będą starali się być jak najbliżej pana – takie jest życie. Teraz zbuduję według pana pomysłu i z pana inicjatywy ten najgłębszy na Bałtyku Port Północny Gdańska, kupię te zbiornikowce o nośności 150 000 ton, zbuduję według pana pomysłu głębokowodny port w Świnoujściu i kupię dla PZM masowce o nośności 65.000 ton, które będą wchodzić do Świnoujścia. Zbuduję też nie jawnie nieco w konspiracji dla przyszłej Polski bez zezwolenia RWPG w Moskwie tę bazę przeładunkowo – składową  ropy naftowej w Gdańsku. Przygotowanie i jej budowa wymagać będzie wielkiej ostrożności i odwagi. Wtajemniczymy w to jedynie  kilka osób.

Aby łatwiej uzyskać zgodę RWPG w Moskwie na budowę Portu Północnego Gdańska nazwiemy go skromnie – Rejon Przeładunku Towarów Masowych w Gdańsku w skrócie nazywać się on będzie RPTM w Gdańsku,  z klauzulą poufne, aby małe grono ludzi znało szczegóły. W Warszawie pomoże mnie tę bazę ropy naftowej sfinansować nieformalnie członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, prof. zw. dr hab. Stanisław Leszczycki, który też chce po sobie coś Polsce zostawić i który zwróci się do pana o współpracę w stosownym okresie. Ja wtajemniczyłem V-Ministra Jerzego Szopę w sprawę budowy nieformalnej bazy przeładunkowo – składowej ropy naftowej w Gdańsku, gdyż mogę nie zdążyć wszystkiego załatwić przed przejściem na emeryturę. Minister Jerzy Szopa też zgodził się uczestniczyć w nieformalnym zbudowaniu tej bazy ropy naftowej dla przyszłej Polski. Pana proszę, aby pan wtajemniczył w tę nieformalną budowę  dyrektora naczelnego Zjednoczenia Portów Morskich w Gdyni Zbigniewa Teplickiego i poinformował go , że ja z nim też o tym porozmawiam.  Dyrektor Teplicki choć był politycznie bardzo czynny bez wahania podjął się tej niebezpiecznej pracy nieformalnego zbudowania bazy przeładunkowo – składowej ropy naftowej, też był patriotą nie demonstrującym tego. Minister Żeglugi prof. dr Stanisław Darski kierował grupą wtajemniczonych. Po nim tę niebezpieczną rolę  pełnił Minister Żeglugi Jerzy Szopa. Dyskrecja była wspaniała.

W końcu lat sześćdziesiątych XX wieku zwrócił się do mnie członek rzeczywisty PAN Stanisław Leszczycki, abym poza Instytutem Morskim, na zlecenie Komisji Planowania przy Radzie Ministrów RP, napisał na około 100 stron swoją koncepcję zmian w polskich portach morskich. Gdy wręczyłem mu gotowe moje opracowanie, poprosił mnie, abym podał nazwisko profesora ze Szczecina, któryby zrobił krytyczna recenzję mojej pracy. Podałem nazwisko prof. zw. dr inż. Piotra Zarembę, członka korespondenta PAN.

Występuję przeciwko Uchwale Biura Politycznego partii

Recenzja była bardzo krytyczna i recenzent wytknął mnie jako główny błąd, że występuję przeciwko Uchwale Biura Politycznego partii i uchwale rządu PRL które gwarantują portowi Szczecin, że będzie on miał planowo największe przeładunki z wszystkich polskich portów morskich a ja przewiduję największe  przeładunki w Gdańsku, czyli degraduję Szczecin.

Nie przewidzieliśmy tego co zrobi prof. Piotr Zaremba, który spowodował zwołanie nagłe posiedzenia Komisji Morskiej KW Szczecin, na którym podjęto uchwałę o wystąpieniu do KC w Warszawie z wnioskiem o zwolnienie mnie z pracy w Instytucie Morskim, zwolnieniu z funkcji dyrektora Instytutu Morskiego w Gdańsku prof. dr inż. Tadeusza Jednorała, za brak nadzoru nade mną oraz udzielenie nagany Ministrowi Żeglugi  Jerzemu Szopie za barak nadzoru nad resortowym Instytutem Morskim. Ja zostałem wezwany do Sekretarza ekonomicznego KW Szczecin dr Rychlika.

Gdy zgłosiłem się do niego on powiedział co mnie wpadło do głowy, ze krytykuję Uchwałę Biura Politycznego o prymacie portu Szczecin. Wyjaśniłem dr Rychlikowi jako jednocześnie pracownikowi naukowemu wyższej uczelni w Szczecinie, że dbam o ekonomiczne postępowanie w Polsce. Planowe utrzymywanie Szczecina jako portu o najwyższych przeładunkach w Polsce powoduje ogromne dodatkowe koszty przewozów kolejowych milionów ton ładunków importowych i eksportowych, które zamiast być przeładowywane w Gdańsku i Gdyni, jak to było poprzednio, wiezione są 400 km dalej do portu Szczecin. Poza tym do Szczecina wchodzą stosunkowo małe statki  co zwiększa też koszty przewozów morskich.

Wyjaśniłem też dr Rychlikowi , że wprowadzono w błąd KC w Warszawie , gdyż referowano jedynie to, że chcę zdetronizować Szczecin, ale nie powiedziano, że w moim opracowaniu  wnioskuję zbudowanie w pierwszej kolejności przed Gdańskiem,  nowoczesnego, głębokowodnego portu Świnoujście, na Wyspie Wolin o głębokości na wejściu 14,5 metra, co pozwoli na wchodzenie do tego dodatkowego dużego portu w województwie szczecińskim statków o nośności 65.000 ton, które zapewnią obniżenie jednostkowego kosztu przewozu morskiego o 30 % w porównaniu z jednostkowym kosztem na statku 15.000 ton największym, jaki wchodzi do portu Szczecin, dzięki czemu województwo szczecińskie zagrozi Gdyni, gdyż te duże statki ściągną do Świnoujścia dodatkowe ładunki. Te i inne słowa przekonały dr Rychlika, że przyznał on, że popełniono błąd we wniosku do KC w Warszawie i zaraz to naprawimy przepraszając KC, że zaszła omyłka i wycofujemy nasz wniosek. I tak zrobiono.

Proponowane przeze mnie porty Gdańsk i Świnoujście powinny być zbudowane

Wróciłem ekspresem do Gdańska i w domu zastałem spłakaną żonę, do której kilka razy dzwonił dyrektor Instytutu Morskiego Jednorał informując, że napisałem jakieś straszne opracowanie, za które zostałem zwolniony z pracy w Instytucie, a on został zwolniony ze stanowiska dyrektora, a minister dostał naganę. Opowiedziałem żonie, że wszystko jest już inaczej załatwione i o tym też telefonicznie powiadomiłem dyrektora Jednorała.

Po kwadransie dyrektor Jednorał powiedział, że wszystko przekazał ministrowi, ale ten poleca ci dać twój jedyny egzemplarz tej pracy kurierowi z instytutu, który do północy zawiezie tę pracę wice ministrowi Pietraszkowi, aby ją przeczytał w nocy i rano zreferował w ministerstwie, a ciebie wzywa na jutro rano do ministerstwa.

Następnego dnia w ministerstwie wice minister Pietraszek zreferował moją pracę i na zakończenie powiedział, że proponowane przeze mnie porty Gdańsk i Świnoujście powinny być zbudowane. Ja opowiedziałem co było w KW Szczecin.

W czasie tego posiedzenia był telefon z KC, w którym przepraszano Ministra za zamieszanie oraz anulowano naganę.

W lecie 1974 roku uroczyście otwarto Port Północny Gdańska, przy czym, zamiast uznania mojego pomysłu zrealizowanego w postaci tego portu, spotkała mnie po 22 latach od pierwszej następna kara. Przyznano mnie za pomysł Portu Północnego Gdańska Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski ale go zatrzymano w Warszawie i nie wręczono na uroczystości i tego odznaczenia nie dostałem dotychczas, ale za to mam dwa wyższe to jest Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (noszony na szyi), oraz wyższy Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski ( też noszony na szyi).

W lecie 1975 roku otwarto też uroczyście nielegalnie zbudowaną , bez zezwolenia RWPG w Moskwie, bazę przeładunku ropy naftowej.

Za karę RWPG w Moskwie zastosowała surowe kary: zakupione dla tej bazy zbiorniki mieszczące 450 000 ton ropy naftowej przydzielono Rafinerii Gdańskiej i PERN w Gdański. W bazie ich nie ma do dziś. Zlikwidowano Zjednoczenie Portów Morskich  w Gdyni. Przerwano dalszą budowę Portu Północnego Gdańska . W 1975 roku była już prawie gotowa następna to jest trzecia baza przeładunkowo składowa rudy, w której zamrożono do dziś 1,5 miliarda złotych przez 39 lat i nadal stoi nie ukończona, a od 21 lat mamy już Polskę niepodległą – czy tak powinno być? Były dyrektor Zbigniew Teplicki, gdy z Nowego Jorku wrócił do kraju, za karę, że zbudował bazę ropy naftowej, nie dostał żadnej posady i  umarł przedwcześnie w kwiecie wieku.

Prof. zw. dr s.p.n.b. Witold Andruszkiewicz

Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku – Logistyka

Z udziałem GTPS

NG bal budynek POSK

Budynek Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie. Fot. Arch.

50-lecie Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego w Londynie. Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny w Londynie obchodzi jubileusz 50–lecia powstania tej zasłużonej placówki. Swój wkład w docenienie jednego z najważniejszych ośrodków aktywności społeczno-kulturalnej Wspólnoty Polskiej w Wielkiej Brytanii wniesie też Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki.

Idea powołania w Londynie ośrodka skupiającego działalność kulturalną, społeczną, naukową, oświatową i towarzyską Polaków ma długą historię.

Więź wśród Polonii, łączność z Krajem

Największą rolę w organizowaniu tego skomplikowanego przedsięwzięcia odegrał inż. Roman Wajda.

Ostatecznie decyzję podjęto w roku 1963. Natomiast osobowość prawną POSK uzyskał 19 sierpnia 1964 r. W programie działalności podkreślono m.in. konieczność wzmacniania więzi kulturowej wśród Polonii na całym świecie, w duchowej łączności z Krajem.

W roku 1971 w londyńskiej dzielnicy Hammersmith poświęcono kamień węgielny pod budowę reprezentacyjnej siedziby. Już po trzech latach otwarto zachodnią część budynku. Natomiast 3 maja 1977 r. następuje otwarcie przeniesionej tu Biblioteki Polskiej, której prawnym właścicielem staje się POSK. W jej zbiorach udaje się zgromadzić największy poza granicami Polski zbiór wydawnictw niezależnych z lat 1976 – 1989. Finansowaną dzięki niezwykłej ofiarności polskiego wychodźstwa inwestycję wieńczy otwarcie w 1982 r. teatru. Warto dodać, że na 7 grudnia 2014 r. zaplanowano prezentację książki „Historia POSK”. Niewątpliwie było o czym pisać.

Budynek POSK (ang. Polish Social and Cultural Association) stał się siedzibą licznych organizacji jak: Zjednoczenie Polskie, Instytut Józefa Piłsudskiego, Polski Uniwersytet na Obczyźnie, Stowarzyszenie Polskich Kombatantów. Trudno przecenić ich znaczenie dla podtrzymania polskości na obczyźnie.

Wystawa i promocja książki

Pod koniec września 2014 r. w obchody 50-lecia powstania POSK włączy się Gdańskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuki. Zaprezentuje w Londynie wystawę plastyczną o Janie Heweliuszu i jego Gdańsku połączoną z promocją wydanej przez Gdańskie Towarzystwo Naukowe książki pod red. prof. Mariana Turka „Johannes Hevelius and his Gdańsk”. Książka została wydana na światowym poziomie, a jej współautorami są m.in. profesorowie z uniwersytetów w Oxfordzie, Paryżu i Parmie.

Wykłady o Heweliuszu wygłoszą  współautorzy tej publikacji m.in. prof. Andrzej Januszajtis oraz dr Jarosław Balcewicz. Natomiast skomplikowany proces powstawania książki przybliży prof. Marian Turek. Warto wspomnieć, że ten ostatni został wraz z małżonką Elisabeth Turek (rodowitą angielką) laureatem tegorocznej Nagrody Honorowej GTPS w dziedzinie nauki i kultury za przygotowanie i wydanie wspomnianej już książki „Johannes Hevelius and his Gdańsk”. Dodajmy, że tak o tej książce pisze przewodniczący Komitetu Nauk o Sztuce Polskiej Akademii Nauk w Warszawie prof. dr hab. Juliusz Chrościcki. „Książka złożona z prac 19 wybitnych autorów, wyróżnia się pośród innych publikacji naukowych z zeszłego roku i stanowi znaczny wkład do interdyscyplinarnej wiedzy o badaniach astronomicznych Heweliusza i kulturze Gdańska w XVII w.

Dla środowisk polonijnych i brytyjskich

Trudno mi nawet wymieniać wszystkich znanych autorów czy same tytuły ich prac, które w zasadniczy sposób poszerzają stan naszej wiedzy. Ze względu na wyjątkowo staranne wydanie nowatorskiej publikacji naukowej, bezbłędny język angielski, ten nagrodzony Tom spotka się z szerokim odzewem na świecie. Wierzę, że ułatwią w jego rozpowszechnianiu pochwalne recenzje, o których wiem, że są już złożone do druku w Polsce i we Francji”.

Oba wydarzenia doskonale się uzupełniają. Wspomniana wystawa, której kuratorem został (znany i ceniony artysta plastyk) prof. Marek Model oraz książka zostaną zaprezentowane środowiskom polonijnym i brytyjskim oraz naukowym i mediom. Czasu starczy też na wizytę w legendarnym  Royal Society. Ponadto w sali teatralno-widowiskowej POSK zaprezentuje się gdański Baltic kwartet wraz z jego liderem Tomaszem Diakunem.

– Możliwość włączenia się w jubileuszowe obchody powstania POSK to dla nas olbrzymi zaszczyt – podkreśla prezes Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki Beniamin Koralewski. – Słowa podziękowania należą się również Prezydentowi Miasta Gdańska Pawłowi Adamowiczowi za okazaną pomoc i wsparcie.

Jarosław  Balcewicz

Dr Jarosław Balcewicz jest wiceprzewodniczącym Wydziału I Nauk Humanistycznych i Społecznych Gdańskiego Towarzystwa Naukowego.

NG  Bal Heweliusz okładka

Okładka książki „Johannes Hevelius and his Gdańsk”.

 

Marcin Wolski w gdańskim Domu Technika

Spotkanie z Marcinem Wolskim, satyrykiem, prozaikiem, poetą, autorem piosenek kabaretowych – autorem „7:27 do Smoleńska”, odbędzie się w gdańskim Domu Technika 11 lipca o godz. 19 w sali B.

Natomiast 12 lipca br. g. 16:00 odbędzie się spotkanie z Marcinem Wolskim połączone z promocją nowej książki „7:27 do Smoleńska” w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, ul. 10 Lutego 33,  I p.

W piątek 11 lipca br. g. 17:30 w Cechu Rzemiosła i Przedsiębiorczości w Gdyni, ul. 10 Lutego 33,  I p. będzie występ  Andrzeja Rosiewicza połączony z promocją nowej płyty „Bando, bando”.

Andrzej Rosiewicz

Polski piosenkarz estradowy, kompozytor, satyryk, gitarzysta i choreograf.

W okresie studiów w latach 60. występował w warszawskich klubach jazzowych i restauracjach. Między 1963 a 1965 rokiem związany był z zespołem Pesymiści. W latach 1967–1968 związał się z formacją jazzową Old Timers, a następnie w latach 1970–1978 tworzył muzykę, teksty oraz występował z zespołem Asocjacja Hagaw. W latach 1971, 1974 i 1977 występował na festiwalu Jazz Jamboree. Występował także na licznych festiwalach w Opolu i Sopocie. Od 1978 poświęcił się karierze solowej.

Najpopularniejsze jego przeboje z lat siedemdziesiątych to „Najwięcej witaminy”, „Czy czuje pani cha-chę”, „Zakochany bałwan”, „Żaba story”, „Zenek blues”; na występach wykonywał również piosenki, których nie nadawano w radiu i telewizji (Usta Mariana). Po powstaniu „Solidarności” powstały piosenki „Chłopcy radarowcy” oraz dostępne w owych latach jedynie na kasetach nagranych amatorsko na koncertach, wykonane na Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Gdańsku Propaganda sukcesu, Chcemy prawdy, Książeczka wojskowa i Wincenty Kalemba czyli Pieśń o zachodnich bankierach (Graj cyganie graj). Jego twórczość była utożsamiana z etosem pierwszej Solidarności oraz stanem wojennym – okresem, kiedy jego piosenki identyfikowane były jako głos antykomunistycznej opozycji.

W sierpniu 2007 z okazji  28 rocznicy Sierpnia 80 nagrał dla mediów założonych przez o. Tadeusza Rydzyka piosenkę Jak Gwiazda w noc czarną, swoiste podziękowanie Andrzejowi Gwiaździe i Annie Walentynowicz za ich zasługi w obaleniu komunizmu.

Obecnie można go  usłyszeć w Radiu Maryja i Telewizji Trwam, dla których tworzy piosenki satyryczne, komentujące wydarzenia polityczne oraz piosenki o miłości do ojczyzny i religijne.

 Marcin Wolski

Satyryk, prozaik, poeta, autor piosenek kabaretowych, z wykształcenia historyk.

Ukończył historię na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutował w roku 1966 na łamach „Szpilek”.

W latach 2006-2007 dyrektor Programu I Polskiego Radia. Przez wiele lat współpracował z Programem 3 Polskiego Radia. Stały felietonista  ”Gazety Polskiej”.

Twórca słynnego magazynu „60 minut na godzinę”, „Polskiego zoo”, a także  audycji „ZSYP” w Programie 1 Polskiego Radia. Autor wielu humorystycznych powieści o wartkiej akcji, łączących klasyczną  sf z innymi gatunkami literackimi.

Od stycznia 2013 r. jest publicystą tygodnika „Do Rzeczy”. Od maja 2013 prowadzi magazyn satyryczny „Tydzień do rymu” na antenie stacji Telewizja Republika.