Wanda Neumann będzie czytać wiersze podczas Wieczoru Poezji w Galerii „Punkt” w Gdańsku.Poezja na Chlebnickiej
Wanda Neumann będzie czytać wiersze podczas Wieczoru Poezji w Galerii „Punkt” w Gdańsku.
Wanda Neumann będzie czytać wiersze podczas Wieczoru Poezji w Galerii „Punkt” w Gdańsku.
Z tamtych piekieł strony…
Czy potrafimy z Polakami – repatriantami z Kazachstanu, którzy do upragnionej, wyidealizowanej, ukochanej Ojczyzny przybywają po osiemdziesięciu latach zesłania – usiąść przy jednym stole i porozmawiać tym samym językiem? Co nas łączy, a co dzieli?
Prapremiera spektaklu „Ruscy” Radosława Paczochy, w reżyserii Adama Orzechowskiego, odbyła się 11 listopada 2018 roku.
Fakty historyczne i prawdziwe postacie
Teatr Wybrzeże uczcił w ten sposób 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości i zainaugurował działalność nowej sceny – Starej Apteki.
Zainteresowanie tematem u Radosława Paczochy zaczęło się od znajomości z repatriantką z Kazachstanu, Julią Sałacińską, która napisała doktorat, wydany jako książka „Deportowani i repatrianci”, a obecnie mieszka i pracuje w Niemczech w obozie dla uchodźców. Tekst „Ruskich” to efekt wieloletnich studiów autora nad tematem, odzwierciedla także jego osobisty stosunek do zagadnienia. Przedstawienie utkane jest z autentycznych opowieści uczestników historycznych wydarzeń oraz fragmentów „Poematu bez bohatera” Anny Achmatowej, wierszy „Silentium” Fiodora Tiutczewa, „Obca” Niny Kuczyńskiej, Mariana Jonkajtysa z tomów „Kazachstan”, „Co to jest Syberia”, „Żywa pamięć”.
Realizatorzy zapraszają publiczność do podróży w czasie. Wszystko zaczyna się jak w starożytnym eposie. Kobiety słowami wierszy, z patosem, relacjonują tragiczne losy.
Pytajcie, proszę, moje rówieśnice,
Te „stopiątki”, branki, katorżnice,(…)
Zacisnąwszy usta zsiniałe
My, Hekuby, wpółoszalałe,
My, Kassandry z dalekiej Czuchłomy…
O, zagrzmimy milczącym chórem
Uwieńczone hańbą ponurą:
„My jesteśmy z tamtych piekieł strony…”
Żyć po swojemu i nie zawieść rodziny
Akcja dzieje się w Kazachstanie. Przyglądamy się dziejom członków polskiej diaspory pochodzącej z Żytomierza. Główną bohaterką jest Wiera w wykonaniu Magdaleny Gorzelańczyk, która jest w grze spontaniczna, jak żywe srebro, miota się pomiędzy emocjami, pragnie żyć po swojemu i nie zawieść rodziny, wkładającej w nią wszystkie nadzieje. Przeciwstawieniem postaci jest wyciszona, rozsądna Natasza (Agata Woźnicka), jej powiernica, głos rozsądku. Do wyjazdu do Polski Wierę przygotowuje matka, która w wydaniu Sylwii Góry Weber jest stonowana, zmęczona życiem, troskliwa i zapobiegliwa, zbiera zapasy żywności, żeby zawsze było co jeść. Sekunduje im dziadek, Krzysztof Matuszewski, Polak z krwi i kości, buńczuczny, tkwi w przeszłości i narodowych ideałach, uparty, zamknięty na nowe, pierwszą miłość do Barbary (piękna rola Katarzyny Dałek), córki polskiego oficera zamordowanego w Katyniu, przechowuje w pamięci jak relikwię. Wspomnienia przenikają się z marzeniami o zamieszkaniu u swoich, w Polsce. Przejmujące są rozmowy w święta Bożego Narodzenia w 1936 roku, kobiety nie mając do jedzenia nic, dzielą się przepisami na ciasta i tłuste potrawy. Porażają opowieści o tym, co zdarzało się zjeść z głodu. Jest fragment lekcji w szkole ze stalinowskim drylem oraz scena przybycia księdza Bukowińskiego (Piotr Biedroń), który potajemnie spowiada, chrzci, śluby daje, mszę odprawia i błogosławi groby.
Euforię wzbudza wizyta antropologów z Polski (Marek Tynda i Piotr Chys), pryska czar, gdy zesłańców traktują jak eksponaty, mówią naukowym żargonem, chłodno inwentaryzują święte dla nich pamiątki, a zaproszenie od serca na wieczerzę ignorują. Bolesnym doświadczeniem jest egzamin na Kartę Polaka, nie wystarczy, że Wiera mówi: Ja urodziła się w Kazachstanie, ale ja nie jestem Kazaszka, ja najlepiej mówię po rosyjsku, ale nie jestem Rosjanka, ja jestem Polka, ale nie z Polski… , musi wymienić dopływy Warty. Główna bohaterka, a następnie cała jej rodzina, oko w oko stają z Polakami w Polsce, tej: w nocy wymadlanej i wyśpiewywanej latami. Wiera – mając w uszach wpajane słowa: Pani Polsko, Pani Polsko/ Kiedy byłam małym dzieckiem/ Matki się pytałam/Jak wygląda moja Polska?/Bardzo chciałam wiedzieć/Twoja Polska, moje dziecko/To przepiękna pani, w białej sukni/ haftowanej białymi różami.- czuje się obca. Pierwszy napotkany Polak wyzywa ją „Ruska” i traktuje jak intruza.
Można zapomnieć, że jesteśmy w teatrze
Jura, urodzony w Żytomierzu, od razu rozumiał, że Wiera jest Polką. Śpiewa dziewczynie ukraińską piosenkę, którą w dzieciństwie nauczył ją dziadek, recytuje, przetłumaczony na ukraiński, fragment „Stepów Akermańskich”. Słyszałaś?- pyta. Słyszałam. Mickiewiczius! Młodzi czują się rodakami, rozumieją się, łączy ich podobna wrażliwość, zakochują się w sobie. Ojciec Jury, syn nieżyjącej już, Barbary, romantycznej miłości dziadka Wiery, pomaga jej i rodzinie w osiedleniu się w Polsce. Nie akceptuje Jury dziadek, snuje domysły: (…) A jak jego pradziadek albo dziadek albo nawet dalszy stryj, albo daleki wuj był jednym z tych, którzy przyszli w nocy po mojego stryja, tego, który czwórkę dzieci osierocił!?
Rozdarta pomiędzy własnymi pragnieniami i presją rodziny Wiera wybiera własną drogę życiową. Obie dziewczyny – gówna bohaterka i Natasza stwierdzają zgodnie: Najlepiej rozumiem się z ludźmi, którzy przyjechali tu ze Wschodu.
Reżyseria Adama Orzechowskiego jest taka, że chwilami można zapomnieć, że jesteśmy w teatrze, to walor przedstawienia. Wszyscy aktorzy wykazują wyjątkową empatię w stosunku do powierzonych im postaci. Scenografia Magdaleny Gajewskiej – rozbity „bydlęcy” wagon, wryty w pamięć zesłańców i repatriantów, tłuczeń, ponadczasowe kostiumy – jest prosta i wyrazista. Muzyka Marcina Nenko, inkrustowana polskimi, rosyjskimi i ukraińskimi pieśniami dopełnia całości.
Przed premierą Radosław Paczocha powiedział:
– Tytuł „Ruscy” na Święto Niepodległości nie wydaje się dość oczywisty, jest trochę prowokacyjny, chcemy symbolicznie włączyć Polaków z Kazachstanu w obręb naszej wspólnoty, która świętuje wspólną sprawę, niepodległość.
I wydaje mi się, że to zamierzenie udaje się realizatorom uzyskać. „Ruscy” wzruszają i delikatnie uczą nie tylko historii. Mają szansę – poprzez autentyczność, dosłowność wręcz tkanki tekstowej, wypchnąć widzowi z myślenia schematyzm i obudzić w nim empatię. Mogą widzom pomóc otworzyć się nie tylko na repatrianta Polaka z Kazachstanu, ale na każdego, czyje losy potoczyły się inaczej, niż nam. Czy nakłonią tych, którym by się to przydało, do zweryfikowania nietolerancyjnych, egotycznych zachowań?
Julia Sałacińska – Rewiakin, na prapremierę przybyła z Berlina, powiedziała wzruszona:
– „Ruscy” się udali!
Para innych polskich repatriantów z Kazachstanu odebrała przedstawienie ze łzami w oczach, w foyer usłyszałam od nich „Tak było!”.
Publiczność na prapremierze odebrała spektakl z uwagą i długimi oklaskami na stojąco nagrodziła wykonawców.
„Ruskich” gorąco polecam widzom w każdym wieku!
Katarzyna Korczak
Fot. Dominik Werner. Materiały promocyjne Teatru Wybrzeże

Radosław Paczocha
RUSCY
Reżyseria: Adam Orzechowski
Scenografia, kostiumy, światło: Magdalena Gajewska
Muzyka: Marcin Nenko
Inspicjent, sufler: Agnieszka Szczepaniak
W spektaklu występują: Katarzyna Dałek, Magdalena Gorzelańczyk, Sylwia Góra-Weber, Katarzyna Z. Michalska, Agata Woźnicka, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Krzysztof Matuszewski, Robert Ninkiewicz, Marek Tynda
Prapremiera: 11 listopada na scenie Stara Apteka
Kolejne spektakle: 13, 14 i 18 listopada oraz 1, 2, 8 i 9 grudnia
Sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022.
Spektakl bierze udział w 25. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Adam Orzechowski (ur. 1957) – reżyser. Absolwent Wydziału Reżyserii PWST w Krakowie. W latach 2000-2005 dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Od 2006 roku dyrektor Teatru Wybrzeże. Powołał do życia Festiwal Prapremier i przegląd Wybrzeże Sztuki. Jako dyrektor naczelny i artystyczny stoi za jednym z największych sukcesów gdańskiej sceny od lat. Reżyserował teksty klasyczne i współczesne w teatrach całej Polski, m.in. SZALEŃSTWO WE DWOJE Eugene Ionesco w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi, AKTORA Bogusława Schaeffera w Teatrze Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego we Wrocławiu, PRZERŻNĄĆ SPRAWĘ Davida Mameta w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, NIEPOROZUMIENIE Alberta Camusa w Teatrze Polskim w Warszawie, CZAROWNICE Z SALEM Arthura Millera w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, BOGA Woody’ego Allena w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, OŻENEK Nikołaja Gogola w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu, DZIEŃ DOBRY I DO WIDZENIA Athola Fugarda w Teatrze Polskim w Poznaniu, DZIADY Adama Mickiewicza w Lubuskim Teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze, POSKROMIENIE ZŁOŚNICY Williama Shakespeare’a w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie, I. ZNACZY INNA Andreasa Sautera i Bernharda Studlara oraz SKÓRZANĄ MASKĘ Helmuta Kraussera w Teatrze Polskim im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. Jako etatowy reżyser (w latach 1993-1996) Teatru Wybrzeże w Gdańsku wyreżyserował tam m.in. MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ Gabrieli Zapolskiej i WESOŁE KUMOSZKI Z WINDSORU Williama Shakespeare’a. W ostatnim 10-leciu na gdańskiej scenie zrealizował m.in. INTYMNE LĘKI Alana Ayckbourna, FARSĘ Z WALWORTH Endy Walsha, WIELE HAŁASU O NIC Williama Shakespeare’a, OŻENEK Nikołaja Gogola, TAJEMNICZĄ IRMĘ VEP Charlesa Ludlama, PER PROCURA Neila Simona, FAZĘ DELTA Radosława Paczochy, BABĘ CHANEL Nikołaja Kolady, spektakl (G)DZIE-CI FACECI, wielokrotnie nagradzanego BRONIEWSKIEGO Radosław Paczochy (m.in. Nagroda dla najlepszego spektaklu na 21. Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi oraz drugie miejsce w plebiscycie na najlepszy spektakl Telewizyjnego Festiwalu Teatrów Polski), MURZYNA WARSZAWSKIEGO Antoniego Słonimskiego, PEŁNIĘ SZCZĘŚCIA Charlesa den Texa i Petera de Baana, URODZINY CZYLI CEREMONIE ŻAŁOBNE W CZAS RADOSNEGO ŚWIĘTA Radosława Paczochy i MARY PAGE MARLOWE Tracy’ego Lettsa. Jedną z jego ostatnich realizacją jest spektakl TANGO ŁÓDŹ Radosława Paczochy wystawiony na deskach Teatru Powszechnego w Łodzi, który otrzymał Nagrodę publiczności dla najlepszego spektaklu na 22. Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Adam Orzechowski jest laureatem wielu nagród i wyróżnień m.in. prestiżowego odznaczenia Srebrny Medal Zasłużony kulturze Gloria Artis, nagrody Gazety Wyborczej POMORSKI SZTORM w kategorii CZŁOWIEK ROKU, Honorowej Nagrody Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki, Nagrody Teatralnej Miasta Gdańska oraz Nagrody Teatralnej Marszałka Województwa Pomorskiego.
Radosław Paczocha (ur. 1977) – dramatopisarz, scenarzysta i dramaturg Teatru Wybrzeże. Jest absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej w Warszawie. Autor sztuk: ZAPACH CZEKOLADY, PRZYJACIEL, BAR BABYLON, BENIAMIN, EMIGRANTKI, REWOLUCJA ZWIERZĄT, KOŚCIUSZKO. OSTATNIA BITWA, POWSTANIEC THIEL, TANGO ŁÓDŹ, UWODZICIEL, WIZYTA, FAZA DELTA, BRONIEWSKI, BYĆ JAK KAZIMIERZ DEYNA, URODZINY CZYLI CEREMONIE ŻAŁOBNE W CZAS RADOSNEGO ŚWIĘTA. Jego sztuki tłumaczone były na języki: niemiecki, angielski, czeski, słowacki, rosyjski i gruziński.
Magdalena Gajewska – scenograf. Absolwentka wydziału Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego poznańskiej ASP oraz Wydziału Scenografii ASP w Krakowie. Pracowała m.in. w Teatrze Powszechnym w Łodzi, Teatrze Polskim w Bydgoszczy, Teatrze Polskim we Wrocławiu oraz w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Od 2006 roku scenograf Teatru Wybrzeże. Laureatka nagrody im. Teresy Roszkowskiej przyznawanej przez Polski Ośrodek Międzynarodowego Instytutu ITI. Jest autorką scenografii m.in. do FARSY Z WALWORTH, BABY CHANEL, BRONIEWSKIEGO, MARY PAGE MARLOWE w reżyserii Adama Orzechowskiego oraz do ARABELI, WESOŁYCH KUMOSZEK Z WINDSORU i ZAKOCHANEGO SZEKSPIRA w reżyserii Pawła Aignera.
Marcin Nenko (ur. 1984) – kompozytor, kontrabasista. Absolwent Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie (socjologia) oraz Akademii Muzycznej w Krakowie (Katedra Muzyki Współczesnej i jazzu). Debiutował jako autor i wykonawca muzyki do spektaklu ZBRODNIA Michała Buszewicza w reżyserii Eweliny Marciniak. Jest współautorem muzyki do spektaklu MORFINA w reżyserii Eweliny Marciniak, za którą wraz z zespołem Chłopcy Kontra Basia otrzymał Nagrodę Ministra Kultury za najlepszą muzykę teatralną w ramach 21. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Współpracował z Adamem Orzechowskim, Robertem Talarczykiem, Gabrielem Gietzkym, Eweliną Marciniak, Wojtkiem Klemmem. Jest także współzałożycielem zespołu Chłopcy kontra Basia dwukrotnie nominowanego do nagrody Fryderyk.
GDAŃSK. Pięć minut przed premierą „Ruskich” w Teatrze Wybrzeże.
(…) to sztuka o Polakach, którzy nie z własnej woli i winy zostali skazani na rozłąkę z krajem, a z powodu swojej tożsamości narodowej byli prześladowani. (…) czytamy w zapowiedzi premiery „Ruskich” Radosława Paczochy, w reżyserii Adama Orzechowskiego, która odbędzie się w niedzielę, 11 listopada 2018 roku.
Spektakl powstał dla uczczenia 100. Rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, zainauguruje działalność Starej Apteki – nowej sceny Teatru Wybrzeże, i otworzy przegląd przedstawień naszego teatru związanych z tematyką niepodległościową.
Radosław Paczocha: „Stygmat obcości”
Dalej w zapowiedzi czytamy: (…)Uwzględniając perspektywę historyczną autor przygląda się również losowi dzisiejszych polskich repatriantów, ich zmaganiom z własną tożsamością rozpiętą w dramatyczny sposób pomiędzy polską martyrologią a kulturową rosyjskością, na którą wyrokiem historii zostali skazani. A opowiadając o repatriantach, autor przygląda się również polskiemu losowi i zadaje pytania o prawo do bycia Polakiem na przekór historii.
– Dwanaście lat temu poznałem repatriantkę z Kazachstanu, Polkę, Julię Sałacińską, socjologa, która, mając siedemnaście lat, w latach 90. XX wieku, przyjechała do Polski, sama, potem ściągnęła rodzinę – opowiada Radosław Paczocha. – Pisała doktorat o trzech pokoleniach Polaków najpierw deportowanych do Kazachstanu, a potem repatriowanych do Polski. Wykonała ogromną pracę i dała osobiste świadectwo przeżyć, poprzez opisane przez nią losy poznałem dramat wielu repatriantów.
Miał przyjemność trochę pomagać Julii przy językowej korekcie doktoratu, który ukazał się jako książka pt. „Deportowani i repatrianci”. Po kilku latach pobytu w Polsce Julia Sałacińska – Rewiakin wyprowadziła się do Berlina, pracuje w obozie dla uchodźców.
– Powiedziała mi, że repatrianci czują się uchodźcami i mają dla nich duże zrozumienie, czego nierzadko nam brakuje. – kontynuuje dramaturg. – Jej życiorys pokazuje, że adaptacja do polskości, poczucie własnej polskości repatriantów, było i jest narażone, nie tylko w przypadku tej osoby, na stygmat obcości.
Polacy, którzy mają bardzo silne poczucie narodowej tożsamości, oczekują potwierdzenia tego w Polsce, odrzucenie jest dla nich niebywale bolesne, stygmatyzujące, niesprawiedliwe i to właśnie było dla autora bardzo silnym impulsem do napisania sztuki. Przeczytał inne książki, wspomnienia repatriantów, śledził aktualne publikacje na ten temat w prasie, uczestniczył w seminarium na Uniwersytecie Warszawskim.
Włączyć Polaków z Kazachstanu w obręb naszej wspólnoty, która świętuje wspólną sprawę – niepodległość
– Tytuł „Ruscy” na Święto Niepodległości nie wydaje się dość oczywisty, jest trochę prowokacyjny, chcemy symbolicznie włączyć Polaków z Kazachstanu w obręb naszej wspólnoty, która świętuje wspólną sprawę, niepodległość – mówi Radosław Paczocha. – Oczywiście, że Polacy z innych krajów czymś się od nas różnią, akcentem, wzrastają w obrębie innej kultury, nie ma co do tego złudzeń. Ale, czy to ich eliminuje z bycia częścią nas? Mam co do tego bardzo duże wątpliwości.
Dramaturg mówi ze smutkiem, że my, którzy jesteśmy u siebie, wynosimy z tego faktu poczucie pewności, czy lepszości, w stosunku do repatriantów. Polskość, to nie są liczby, to nie sytuacja raz na zawsze zdefiniowana, gdy się tu urodziliśmy, tu przyszli na świat nasi rodzice i dziadkowie, zwykle nie zadajemy sobie pytania o polskość, bo nikt jej nie podważa. Ta polskość jest nam nawet czasem zwyczajnie obojętna. Radosław Paczocha chciałby skłonić widzów do zadumy nad tym, czy nasza polskość więcej waży, od tej patriotycznej, potwierdzonej gorącym uczuciem polskości, jak to jest w przypadku Polaków repatriowanych z Kazachstanu.
Diaspora polska pochodząca z Żytomierza
– Polacy w mojej sztuce to diaspora polska pochodząca z Żytomierza, oni stracili kontakt z ojczyzną już po drugim zaborze – wyjaśnia autor sztuki. – Bo czym innym było mieszkać pod zaborem rosyjskim w okolicach Żytomierza, a inaczej sytuacja wyglądała w Kongresówce. W momencie, kiedy Stalin podpisywał deportacje, stanowili mniejszość narodową, ale taką, której wciśnięto na siłę sowieckie paszporty.
W czasie drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu nie mieli dokumentów upoważniających ich do powrotu do Polski, byli obywatelami Związku Radzieckiego. O tych Polakach opowiada sztuka. Ich repatriacja mogła się odbywać dopiero po rozpadzie Związku Radzieckiego w latach 90. XX wieku.
– Dopiero wtedy mogła się odbywać ich repatriacja, która przebiegała też z dużymi problemami – przypomina autor tekstu. – Jak prześledzimy procedury, na przykład pytania na egzaminie przed otrzymaniem Karty Polaka typu: „Kto jest patronem Krakowa?”, czy „Wymień lewobrzeżne dopływy Warty”, widać wyraźnie, że ocierało się to o absurd.
– Ci ludzie, którzy mają bogatą, martyrologiczną kartę, tak wiele wycierpieli za to, że byli przywiązani do polskości, są stawiani w sytuacji petentów, którzy się muszą nieustannie starać, żeby wrócić do ojczyzny – konkluduje autor sztuki. – We wspomnieniach czytałem, że dla wielu z nich pierwsza wizyta w polskiej ambasadzie była doświadczeniem, delikatnie mówiąc, trudnym. Czuli się jak intruzi, spodziewali się większej gościnności, otwartości, a zderzyli się z zimną procedurą.
Magdalena Gorzelańczyk: „Wytęskniony i upragniony świat”
– Podobnego przypadku w mojej rodzinie nie ma – mówi grająca główną postać, Wierę, Magdalena Gorzelańczyk, która w dniu próby medialnej obchodziła swoje urodziny. – Siostra mojego dziadka, jako mała dziewczynka, ze względu na perypetie wojenne, wyjechała do Ameryki. Dopiero w trakcie tworzenia spektaklu zaczęłam się zastanawiać na przykład nad tym po jakiemu ona myśli – po angielsku, amerykańsku, czy po polsku, albo czy się czuje bardziej Polką, czy Amerykanką. Jej historia jest nie taka sama, ale zbliżona z losem bohaterów przedstawienia.
Aktorka, przygotowując się do roli, przeczytała wiele wspomnień Sybiraków, śledziła losy rodaków znajdujących się tam w czasie wojny i dopiero niedawno do niej dotarło, że ci ludzie mieli i mają problem, żeby wrócić do Polski, myślała, że tam już ich nie ma. Stopniowo poznawała zagadnienia związane z losem zesłańców i ich potomków, by jak najlepiej wczuć się w powierzoną rolę.
Ci ludzie mają bardzo dużą potrzebę dzielenia się swoimi przeżyciami, nie chcą, aby zostały zapomniane, są bardzo uczuciowi, cieszą się z każdego spotkania z rodakami, podchodzą do nich z wielkim sercem, kontynuuje rozważania Magdalena Gorzeleńczyk. Ale, niestety, nie są tu przyjmowani tak, jak oczekują. Z powodu bariery językowej przyjmowani są jako Rosjanie i od razu skreślani, szufladkuje się ich jako przybyszy skądś tam i nie traktuje jak rodowitych Polaków.
– Kultywowane przez nich tradycje są nieco przefiltrowane, zmienione i tu muszą się pewnych rzeczy uczyć na nowo, ale bardzo im na tym zależy, bo to jest ich wytęskniony i upragniony świat, Polska – mówi aktorka. – Uświadomiłam sobie, że będąc w sklepie, tramwaju, tak łatwo nam pomyśleć, powiedzieć: „O, to jest ktoś z Rosji, z Ukrainy”, że nie zastanawiamy się nad losami tych ludzi, które może właśnie są takie, jak postaci z przedstawienia.
– Staramy się opowiedzieć o wielkich, niedoścignionych przez lata marzeniach bohaterów, wkładanych w młodsze pokolenia, którzy do Polski przybywają i mają te marzenia poprzednich pokoleń spełnić – konkluduje aktorka.
Adam Orzechowski: „Nie laurka, lecz gorzka przypowieść”
– Tekst nie był pisany specjalnie na ten dzień, Radosław Paczocha stworzył go kilka lat temu, zastanawialiśmy się w jakim momencie sztukę zrealizować w Teatrze Wybrzeże – mówi Adam Orzechowski, reżyser. – Myślę, że dobrze się złożyło, że premiera inauguruje nową scenę i uświetnia 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.
– Spektakl nie jest laurką o Polsce i Polakach, to gorzka przypowieść, która zmusza nas do refleksji o tym, co myślimy o sobie – kontynuuje reżyser. – Wiadomo, że w ostatnim czasie trudno nam razem funkcjonować, nie rozmawiamy wspólnie, lecz w enklawach, które nie chcą się komunikować.
– Zapominamy też o ludziach, którzy żyją poza granicami – rozważa Adam Orzechowski. – Pojawia się w sztuce pytanie, co to znaczy być Polakiem i kto o tym decyduje? Czy dziewczyna od ośmiu pokoleń oderwana od Polski ma prawo jeszcze się nazywać Polakiem, czy jest Polakiem? Czy człowiek używający tego języka, chodzący do naszych szkół, coś niecoś wiedzący o historii jest w wystarczającym stopniu Polakiem?
Katarzyna Korczak
Zdjęcie z próby spektaklu „Ruscy”
Fot. Materiały promocyjne Teatru Wybrzeże
*
Radosław Paczocha
RUSCY
Reżyseria: Adam Orzechowski
Scenografia, kostiumy, światło: Magdalena Gajewska
Muzyka: Marcin Nenko
Inspicjent, sufler: Agnieszka Szczepaniak
W spektaklu występują: Katarzyna Dałek, Magdalena Gorzelańczyk, Sylwia Góra-Weber, Katarzyna Z. Michalska, Agata Woźnicka, Piotr Biedroń, Piotr Chys, Krzysztof Matuszewski, Robert Ninkiewicz, Marek Tynda
Prapremiera: 11 listopada na scenie Stara Apteka
Kolejne spektakle: 13, 14 i 18 listopada oraz 1, 2, 8 i 9 grudnia
Sfinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach Programu Wieloletniego NIEPODLEGŁA na lata 2017-2022.
Spektakl bierze udział w 25. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Adam Orzechowski (ur. 1957) – reżyser. Absolwent Wydziału Reżyserii PWST w Krakowie. W latach 2000-2005 dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Od 2006 roku dyrektor Teatru Wybrzeże. Powołał do życia Festiwal Prapremier i przegląd Wybrzeże Sztuki. Jako dyrektor naczelny i artystyczny stoi za jednym z największych sukcesów gdańskiej sceny od lat. Reżyserował teksty klasyczne i współczesne w teatrach całej Polski, m.in. SZALEŃSTWO WE DWOJE Eugene Ionesco w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi, AKTORA Bogusława Schaeffera w Teatrze Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego we Wrocławiu, PRZERŻNĄĆ SPRAWĘ Davida Mameta w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, NIEPOROZUMIENIE Alberta Camusa w Teatrze Polskim w Warszawie, CZAROWNICE Z SALEM Arthura Millera w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, BOGA Woody’ego Allena w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, OŻENEK Nikołaja Gogola w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu, DZIEŃ DOBRY I DO WIDZENIA Athola Fugarda w Teatrze Polskim w Poznaniu, DZIADY Adama Mickiewicza w Lubuskim Teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze, POSKROMIENIE ZŁOŚNICY Williama Shakespeare’a w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie, I. ZNACZY INNA Andreasa Sautera i Bernharda Studlara oraz SKÓRZANĄ MASKĘ Helmuta Kraussera w Teatrze Polskim im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. Jako etatowy reżyser (w latach 1993-1996) Teatru Wybrzeże w Gdańsku wyreżyserował tam m.in. MORALNOŚĆ PANI DULSKIEJ Gabrieli Zapolskiej i WESOŁE KUMOSZKI Z WINDSORU Williama Shakespeare’a. W ostatnim 10-leciu na gdańskiej scenie zrealizował m.in. INTYMNE LĘKI Alana Ayckbourna, FARSĘ Z WALWORTH Endy Walsha, WIELE HAŁASU O NIC Williama Shakespeare’a, OŻENEK Nikołaja Gogola, TAJEMNICZĄ IRMĘ VEP Charlesa Ludlama, PER PROCURA Neila Simona, FAZĘ DELTA Radosława Paczochy, BABĘ CHANEL Nikołaja Kolady, spektakl (G)DZIE-CI FACECI, wielokrotnie nagradzanego BRONIEWSKIEGO Radosław Paczochy (m.in. Nagroda dla najlepszego spektaklu na 21. Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi oraz drugie miejsce w plebiscycie na najlepszy spektakl Telewizyjnego Festiwalu Teatrów Polski), MURZYNA WARSZAWSKIEGO Antoniego Słonimskiego, PEŁNIĘ SZCZĘŚCIA Charlesa den Texa i Petera de Baana, URODZINY CZYLI CEREMONIE ŻAŁOBNE W CZAS RADOSNEGO ŚWIĘTA Radosława Paczochy i MARY PAGE MARLOWE Tracy’ego Lettsa. Jedną z jego ostatnich realizacją jest spektakl TANGO ŁÓDŹ Radosława Paczochy wystawiony na deskach Teatru Powszechnego w Łodzi, który otrzymał Nagrodę publiczności dla najlepszego spektaklu na 22. Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Adam Orzechowski jest laureatem wielu nagród i wyróżnień m.in. prestiżowego odznaczenia Srebrny Medal Zasłużony kulturze Gloria Artis, nagrody Gazety Wyborczej POMORSKI SZTORM w kategorii CZŁOWIEK ROKU, Honorowej Nagrody Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki, Nagrody Teatralnej Miasta Gdańska oraz Nagrody Teatralnej Marszałka Województwa Pomorskiego.
Radosław Paczocha (ur. 1977) – dramatopisarz, scenarzysta i dramaturg Teatru Wybrzeże. Jest absolwentem polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim oraz Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej w Warszawie. Autor sztuk: ZAPACH CZEKOLADY, PRZYJACIEL, BAR BABYLON, BENIAMIN, EMIGRANTKI, REWOLUCJA ZWIERZĄT, KOŚCIUSZKO. OSTATNIA BITWA, POWSTANIEC THIEL, TANGO ŁÓDŹ, UWODZICIEL, WIZYTA, FAZA DELTA, BRONIEWSKI, BYĆ JAK KAZIMIERZ DEYNA, URODZINY CZYLI CEREMONIE ŻAŁOBNE W CZAS RADOSNEGO ŚWIĘTA. Jego sztuki tłumaczone były na języki: niemiecki, angielski, czeski, słowacki, rosyjski i gruziński.
Magdalena Gajewska – scenograf. Absolwentka wydziału Architektury Wnętrz i Wzornictwa Przemysłowego poznańskiej ASP oraz Wydziału Scenografii ASP w Krakowie. Pracowała m.in. w Teatrze Powszechnym w Łodzi, Teatrze Polskim w Bydgoszczy, Teatrze Polskim we Wrocławiu oraz w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Od 2006 roku scenograf Teatru Wybrzeże. Laureatka nagrody im. Teresy Roszkowskiej przyznawanej przez Polski Ośrodek Międzynarodowego Instytutu ITI. Jest autorką scenografii m.in. do FARSY Z WALWORTH, BABY CHANEL, BRONIEWSKIEGO, MARY PAGE MARLOWE w reżyserii Adama Orzechowskiego oraz do ARABELI, WESOŁYCH KUMOSZEK Z WINDSORU i ZAKOCHANEGO SZEKSPIRA w reżyserii Pawła Aignera.
Marcin Nenko (ur. 1984) – kompozytor, kontrabasista. Absolwent Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie (socjologia) oraz Akademii Muzycznej w Krakowie (Katedra Muzyki Współczesnej i jazzu). Debiutował jako autor i wykonawca muzyki do spektaklu ZBRODNIA Michała Buszewicza w reżyserii Eweliny Marciniak. Jest współautorem muzyki do spektaklu MORFINA w reżyserii Eweliny Marciniak, za którą wraz z zespołem Chłopcy Kontra Basia otrzymał Nagrodę Ministra Kultury za najlepszą muzykę teatralną w ramach 21. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Współpracował z Adamem Orzechowskim, Robertem Talarczykiem, Gabrielem Gietzkym, Eweliną Marciniak, Wojtkiem Klemmem. Jest także współzałożycielem zespołu Chłopcy kontra Basia dwukrotnie nominowanego do nagrody Fryderyk.

Rozmowa z Leszkiem Pochroń-Frankowskim, członkiem Stowarzyszenia Nasz Gdańsk startującym w wyborach samorządowych do sejmiku pomorskiego.

Leszek Pochroń-Frankowski
– Skąd pomysł na start do sejmiku woj. pomorskiego? Myślałam, że Pana teren działalności społecznej to Śródmieście Gdańska.
Leszek Pochroń-Frankowski: Zgadza się. Od prawie ośmiu lat jestem radnym dzielnicy śródmieście i chyba dziesięciu lat członkiem Stowarzyszenia Nasz Gdańsk. Uznałem, że to wystarczający czas, abym nabrał doświadczenia i zwiększył zakres swoich możliwości w oddziaływaniu na nasze miasto.
– Idąc do Sejmiku Województwa Pomorskiego przeskakuje Pan poziom Rady Miasta, która jest mniej ważna od Sejmiku. Nie chciał się Pan sprawdzić w radzie miejskiej?
– Miałem taką propozycję i już się zdecydowałem, ale w ostatniej chwili okazało się, że jest dobre 7 miejsce na liście do sejmiku, które może być moje. To bardzo duże wyróżnienie znaleźć się na krótkiej liście osób, które startują do tej instytucji. Pomyślałem, że to dla mnie wielka szansa a siódemka jest szczęśliwą liczbą. Zaryzykowałem i wierzę, że wyborcy mi ponownie zaufają i zostanę wybrany.
– Jakie są Pana najważniejsze osiągnięcia w Radzie Dzielnicy Śródmieście?
– Myślę, że ogromnym osiągnięciem, o którym już dziś mało kto pamięta było samo utworzenie rad dzielnic do czego bardzo mocno przyczyniło się nasze stowarzyszenie. Zwłaszcza Pan Stanisław Michel i Rufin Godlewski, którzy nawoływali do utworzenia rady dzielnicy. Zbieraliśmy podpisy na targowiskach i pod kościołami, które były niezbędne, aby rada powstała. Pamiętam bardzo szczególną rolę gdańskich parafii, które włączyły się w naszą akcje.
– A Pana inicjatywy jako radnego?
– Pierwszą moją inicjatywą było wybudowanie siłowni zewnętrznej dla młodzieży i dorosłych przy ul. Krosnej. Wraz z radną Martą Mężyk przygotowaliśmy plan rewitalizacji zaniedbanego parku Świętej Barbary, który z roku na rok coraz bardziej pięknieje. Park Świętopełka też dzięki pracy Rady Dzielnicy zmienił się nie do poznania. Wystarczy go odwiedzić i samemu się przekonać.
– A po za działaniami inwestycyjnymi?
– W drugiej połowie pierwszej kadencji zobaczyłem, że mieszkańcy naszej dzielnicy to w dużej mierze seniorzy. Zaczęliśmy pierw od projektu “Kawa i Herbata dla Seniora”. Przez te wszystkie lata zaprzyjaźniłem się z wieloma seniorami i już tradycyjnie organizuje coroczne wigilie, wycieczki, turniej golfowy na polu w Postołowie, a ostatnio ogólnomiejską Gdańską Paradę Seniorów, ale chyba największy sukces to jest praca przy utworzeniu Gdańskich Rad Seniorów. Mało kto o tym wie, ale wraz z przewodniczącą Klubu Seniora Motława panią Heleną Turk zainicjowaliśmy tą idee na spotkaniu poświęconym seniorom z ówczesnym prezydentem RP Bronisławem Komorowskim i Pierwszą Damą w pałacu prezydenckim. Jak widać mała rada dzielnicy, a możliwości ogromne!
– Jakie cele stawia Pan sobie po objęciu mandatu radnego sejmiku?
– Chciałbym kontynuować to co zacząłem w Radzie Dzielnicy tylko na dużo większą skalę. Sejmik to przede wszystkim ogromne pieniądze z UE dla naszego miasta. Będę zabiegał o powstanie Centrum Aktywności Senioralnej, rewitalizacje Motławy, Odpływu Motławy i Martwej Wisły tak, aby były przyjazne żeglarzom, kajakarzom i motorowodniakom, wraz z grupą pasjonatów staram się, aby w Gdańsku utworzony Centrum Szkutnictwa Tradycyjnego wraz z modelarnią dla młodzieży. Mieszkańcy wciąż mówią, że w centrum miasta brakuje publicznej pływali. W mieście brakuje zieleni, chcę to zmienić. To są niektóre z moich celów programowych.
Leszek Pochroń-Frankowski, urodzony Gdańszczanin. Członek Stowarzyszenia Nasz Gdańsk


Fot. Anna Żelechowska
12 września br. w siedzibie Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” odbyło się comiesięczne spotkanie poetyckie na temat „Nie obawiaj się być sobą”.
Być sobą? – co to znaczy w trudnych czasach pogoni za dobrobytem, powierzchowności, alienacji i podziałów? Odpowiedź odnajdziemy w wierszach naszych poetów. Bycie sobą to zatrzymanie się i wpatrzenie w naturę, szukanie w niej piękna, optymizmu, nadziei. To deklaracja niezależności poglądów, mówienie prawdy, wsłuchanie w głosy miasta w którym mieszkamy.
Na początku spotkania pan Jaśniewicz otrzymał od nas książkę wydaną na 90-lecie urodzin profesora Januszajtisa oraz 20-lecie przewodniczenia Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk” a także omówiliśmy sprawy związane z organizacją święta ulicy św. Ducha. Spotkanie urozmaiciła jak zwykle ciekawa dyskusja i ćwiczenia dykcyjne przygotowane przez aktora.
Nagrodę spotkania „Zieloną Gęś” otrzymała Jolanta Kaizer za Haiku wydane w tomiku dla Stanisławy Przybyszewskiej.
Nasze następne spotkanie odbędzie się 10 października. Tematem będzie „Natchnienie”. Zapraszamy.
Tekst i zdjęcia Anna Żelechowska
Na zdjęciu Alina Kolińska, Jolanta Kaizer, Anna Kuskowska, Zbigniew Wojciechowski, ….
KOLORY ŻYCIA
Kocham życie w kolorach
Szukam słów wielobarwnych
Najpiękniejsze są barwy jesieni
W złotych liści odcieniach
Zima w mieniących się soplach lodu
Różowe mgły wiosną o poranku
Czerwone barwy lata
Życie jest tylko chwilą
Patrzę na słodycz
W kolorowym szkle
Życie nabiera cudownego smaku
Kiedy bujam się w hamaku
A gdy przyjdzie życia jesień
W sercu niech zawsze będzie maj.
A nie wrzesień.
wrzesień 2018
Alina Kolińska
Drzewa pysznią się zielenią
Nie obawiają się być sobą
Pelargonie, gladiole, róże
Swą wyniosłością są sobą
Deszcz srebrzysty bezczelny
Jest sobą
Filiżanka z kawą zwyczajnie zaprasza do picia
Nie obawia się być sobą
A ja uśmiecham się, mówię, zachwalam, zachwycam się
Kłaniam się, rozmawiam, idę, wracam, napalam się
Milczę, głowę opieram o stół, myślę
Kładę się spać, zasypiam
Jestem sobą!!!
24.VIII 2018
Ryszard Jaśniewicz
NIE BÓJ SIĘ
Nie obawiaj się być sobą
życie masz tylko jedno
przeżyjesz je szczęśliwie
kiedy odnajdziesz sedno.
Kiedy odnajdziesz istotę
I życia znajdziesz cel
nie ważne czy to Everest
czy tylko wycieczka na Hel
Ważne byś sobą pozostał
nawet w te szare dni
ktoś cię kiedyś pokocha
tęsknie o tobie śni.
20.08.2018
Zbigniew Wojciechowski
POZOSTAŃ SOBĄ
Ludzie patrzą na ciebie
I ciągle coś oceniają
Lecz ty pozostań sobą
Choć czasem ciężko jest.
Żyjesz przecież dla siebie
swe szczęście budować masz
Innym to może nie pasi
radości życia im brak.
A więc pozostań sobą
I swoim życiem żyj
Ono jest takie krótkie
nie będziesz się więc krył.
30.07.2018
Zbigniew Wojciechowski
MOJE CREDO
/Dum spiro – spero*/
Przysiadłszy na łące maj…
sypnął kwieciem
i brzęczeniem pszczół
słońcu dodał żaru
przywrócił nadwątlone siły
z werwą wychodzę naprzeciw wyzwaniom
z życia odmierzanego zegarem
chłonę bezcenne chwile
wśród najbliższych
za ciemnym horyzontem
złote światło – źródło
chcę go dotknąć
Grażyna Brylska
*-dum spiro – spero – z łac. dopóki żyję – oddycham, mam nadzieję
HORYZONT
Horyzont określa cel
droga naprzód prowadzi
na morzu, na lądzie
a choćby tylko we własnych snach
idź naprzód
gdzie świat piękniejszy i dobro
11.09.2018
Anna Żelechowska
NIE OBAWIAJ SIĘ BYĆ SOBĄ
Nie obawiaj się być sobą, szukaj ludzi podobnych do Ciebie.
Dadzą nowe wiadomości i dobro w nas rozgości.
Osobowość to cecha ważna, uszlachetnia i spoważnia.
Mądrość w życiu i wybraństwo nie pozwala iść w poddaństwo.
Szukaj zawsze lepszej drogi by nie zboczyć z życia celu
które zwiedzie nas w dążeniu dobrego.
Pomoc bliźnim to rzecz ważna, daje radość, przyjaźń wokół.
Bo to siła jest radości być pomocnym i żyć wśród radosnych.
Słońce twarze rozpromienia, wdzięczność ludzka jest nie do zastąpienia.
Gdy bogactwo widzisz wkoło, nic to myślisz, to nie twoje,
nie zazdrościsz, idziesz dalej, czynisz dobro nie zwalniając.
Bo być sobą utrwalone, dusza czysta i nikt tego nie zagłuszy!
Boże dziękuję Ci za zdrowie, wiarę i spokój
by żyć dalej aż po kres drogi.
12.09.2018
ułożyła Anna Kuskowska
BĄDŹ SOBĄ
Przypominano mi ciągle w domu
Powiedz coś bądź sobą
Uśmiechnij się bądź sobą
To znajomy bądź sobą
Nie krzycz bądź sobą
Ukłoń się bądź sobą
Trzeba załatwić nie bój się być sobą
Uważaj bądź sobą
Nie daj się bądź sobą
Dołóż mu bądź sobą
Zaproś Ją bądź sobą
Popracuj bądź sobą
Co wyprawiasz bądź sobą
A ja litanię za drzwiami zostawiałem
Po swojemu byłem
Z przykazań się śmiałem
29.08.2018
Ryszard Jaśniewicz
STREFA TURBULENCJI
Strefa turbulencji pokonana
po burzach – wyciszenie
emanuje ciepłem
zaraża radością
nadwrażliwa, krucha
kiedyś pełna obaw….
za nią serca galop
burze emocjonalne
odnalazła własne
centrum grawitacji
już tak bardzo
nie czeka na akceptację
na przyjaciół wybiera
podobnych sobie
NIE BOI SIĘ BYĆ SOBĄ
Joanna Kochanowska
Od początku tzw. zmian ustrojowych w Polsce, wysuwane są żądania gruntownej reformy szkolnictwa wyższego i instytucji naukowo-badawczych, szczególnie Polskiej Akademii Nauk, swoistej „Wieży z Kości Słoniowej”, tworu na wzór byłego Związku Radzieckiego.
W rankingu innowacyjności znajdujemy się w ogonku Europy i Świata; co jest więc tego przyczyną?
Odpowiedzi jest wiele – skoncentrujmy się na jednej: brak dekomunizacji i lustracji środowiska ludzi, pełniących w przeszłości i obecnie funkcje kierownicze. Utworzył się swego rodzaju system feudalny zarządzania nauką, a więc i drogą do awansu ludzi młodych, niekonformistycznych, stąd rezultaty są takie jakie widzimy. Stan wojenny też poczynił znaczne spustoszenie w kadrach, co do których „władza ludowa” miała wątpliwości.
Od ponad dwóch lat Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego pracowało nad tzw. „Konstytucją dla Nauki”, która miała zrewolucjonizować tą dziedzinę i wprowadzić Polskę do czołówki światowej. Cel ambitny. Przeprowadzono dziesiątki spotkań i konsultacji z setkami osób ze środowiska akademickiego i w rezultacie skierowano projekt do Sejmu, gdzie został w końcu uchwalony.
Z miejsca rozgorzała dyskusja w środkach przekazu, zaczęły się protesty studentów i naukowców obawiających się nadmiernego wzmocnienia roli Rektorów i wprowadzenia instytucji Rad, złożonych w znacznej części z osób spoza uczelni. Inną konsekwencją nowej ustawy mogłaby być polaryzacja – podział cywilizacyjny na Polskę A i B, poprzez wzmocnienie największych ośrodków akademickich. To jest jedna tzw. „strona medalu”. Brak nacisku na dekomunizację środowiska spowodował zaniechanie tego postulatu przez Ministerstwo.
W grudniu 2015 r. skierowałem pismo do Wicepremiera Jarosława Gowina, wręczone mu do rąk własnych, a następnie w lutym 2016 r. w towarzystwie min. prof. Andrzeja Stepnowskiego przedstawiliśmy konkretne propozycje: dekomunizacja kadr kierowniczych, utworzenie paru silnych ośrodków tzw. Narodowych Uczelni Badawczych z połączenia Instytutów PAN i resortowych z uczelniami, celem wzmocnienia potencjału badawczego z projektami pilotażowymi na bazie Politechniki Gdańskiej jako liderem, czy też Centrum Nauki i Techniki Morskiej na terenach postoczniowych. Projekt nasz zyskał poparcie Rektora Politechniki Gdańskiej.
Nowoczesna gospodarka bazuje na innowacyjności, a tą tworzą na ogół młodzi ambitni wynalazcy, naukowcy, przedsiębiorcy przy wsparciu merytorycznym starszych kolegów. Przykład „Doliny Krzemowej” w Kalifornii czy chociażby tzw. „Doliny Lotniczej” na Podkarpaciu. Stworzono tam silny Klaster Lotniczy i po paru latach efekty były zdumiewające. A pomyśleć, że jeszcze w 1999 r. podczas konferencji na Politechnice Rzeszowskiej z udziałem władz centralnych, wojewódzkich i miejskich, jako jedyny przedstawiłem koncepcję „Klastra” (vide: www.sedler.pl). Na zlecenie władz miasta przygotowałem opracowanie z tematyki, którą referowano na konferencji Miast Europejskich w 1997 r. w Monachium. Była to nowość. Podano czynniki rozwoju miast i regionów i przykłady, których najlepszym przykładem były Helsinki (Nokia) i Bawaria (czołowy region High-Tech w Europie).
Wydawałoby się, że nic prostszego jak tylko naśladować dobre przykłady. Niewiele się jednak dalej w tej materii działo, zostaliśmy z nielicznymi wyjątkami montownią a ośrodki produkcji jak ZAMECH w Elblągu sprywatyzowano i zaprzestano produkcji turbin, nie mówiąc o rozwoju tej gałęzi przemysłu. Zachodnie koncerny mają swoje centra badawczo-rozwojowe u siebie, technologii się nie odsprzedaje konkurencji .Podobnie rzecz się miała z przemysłem budowy statków, jak to widać na przykładzie Stoczni Gdańskiej, którą wpierw doprowadzono do ruiny, sprzedano oligarsze z Donbasu, a ostatnio odkupiono i będzie się ją „reanimować”. Pytanie: gdzie są te kadry: biura konstrukcyjne, zaplecze naukowo-badawcze, przemysły towarzyszące?
Aż pojawiła się propozycja „Konstytucji dla Nauki”. Ma ona w krótkim czasie wyprowadzić naukę polską do czołówki europejskiej. Do tego potrzebne są oprócz ustawy konkretne działania w postaci wzmocnienia wyższych uczelni zapleczem naukowo-badawczym i wdrożeniowym w postaci instytutów PAN i resortowych. A w Gdańsku zlikwidowani Instytut Elektrotechniki O/Gdańsk, który powstał na początku lat 50. ub. wieku na potrzeby gospodarki morskiej, obecnie rewitalizowanej. Do tego kadry z minionej epoki. Ponieważ istniała uzasadniona obawa, że przed jej wejściem w życie szereg osób skompromitowanych przynależnością w przeszłości do PZPR i współpracujących ze służbami bezpieczeństwa wystartuje w konkursach na stanowiska kierownicze, czy też występować będzie o odznaczenia państwowe, skierowałem pismo z prośbą o interwencję do Premiera. W odpowiedzi poinformowano mnie, że pismo przesłano do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego z prośbą o ustosunkowanie się i udzielenie odpowiedzi, tak do Biura Premiera jak i do Fundacji Naukowo-Technicznej „Gdańsk”. Czekamy już trzy miesiące. Widocznie istnieje obawa, że za bardzo „wytrzebią” układ panujący w PAN i na Uczelniach od lat.
Istnieje jednak nadzieja, że żądania podnoszone z wielu stron doprowadzą do zmian w proponowanej ustawie o nauce, tak by mogła nazywać się „KONSTYTUCJĄ DLA NAUKI”.
Dr inż. Bogdan Sedler, Pr Eng
Fundacja Naukowo-Techniczna “Gdańsk”

Pochód ulicą Św. Ducha. Fot. Janusz Wikowski

Pochód ulicą Św. Ducha. Fot. Janusz Wikowski
GDAŃSK. 15 września Stowarzyszenie Nasz Gdańsk zorganizowało obchody Święta ulicy Św. Ducha.
Fotorelacja Janusza Wikowskiego
SPONSORZY
ZOBACZ
Pięć minut przed premierą „Trojanek” Eurypidesa w Teatrze Wybrzeże.
– To jest świetny teatr z fantastycznym zespołem, jeden z najlepszych w Polsce, przyjechałem zrobić w miarę interesujący spektakl, dopóki mogę pracować z wybitnymi zespołami, czynię to – powiedział przed pierwszą próbą generalną „Trojanek” Eurypidesa reżyser Jan Klata. – Tutejszą publiczność bardzo cenię, jak jest w drugą stronę, zobaczymy od soboty. W miarę optymistycznie patrzę w przyszłość, choć, oczywiście, z natury, jestem fatalistycznym pesymistą w duchu antycznym.
Premiera tragedii antycznej „Trojanki” Eurypidesa, w reżyserii Jana Klaty, która odbędzie się w sobotę, 8 września o godzinie 19.00, na Dużej Scenie, zainauguruje sezon 2018/2019 w Teatrze Wybrzeże oraz X Wybrzeże Sztuki – przegląd polskich najnowszych spektakli.
Ostry zmysł publicysty
W zapowiedzi premiery czytamy: Do naszych czasów nie zachowały się żadne wzmianki, by Eurypides angażował się w jakąkolwiek działalność publiczną na rzecz swojego miasta. Nie wiemy również, by przyjaźnił się z wpływowymi politykami. Możliwe, że właśnie dlatego najczęściej przegrywał w konkursach tragediowych, które każdego roku odbywały się w Atenach ku czci Dionizosa…
Eurypidesa, który pozostawał na uboczu życia swojej społeczności cechował jednak ostry zmysł publicysty. Ten enfant terrible ówczesnej dramaturgii miał odwagę, by przemawiać własnym, często odosobnionym głosem. Doświetlał znane mity z nowej, nieoczywistej strony. Wykorzystywał je do stawiania trudnych, często bardzo niewygodnych pytań i nie podpowiadał łatwych, konsolidacyjnych odpowiedzi. W odróżnieniu od współczesnych mu artystów – przełamywał dotychczasowe konwencje tragediopisarskie i w sposób zupełnie nowy przedstawiał postaci kobiecie, które często stawały się protagonistkami jego utworów. Niejednokrotnie w sposób znaczący przewyższały inteligencją swoich scenicznych partnerów – jeżeli pamiętamy, że o wyniku konkursu tragediowego decydowali mężczyźni, tym bardziej nie powinny nas dziwić kolejne klęski Eurypidesa.
Nie dostarczał obywatelom swojego miasta łatwej i przyjemnej rozrywki. W TROJANKACH pokazał to, czego nie opowiedział nam Homer w ILIADZIE. Jak wyglądał poranek po zdobyciu Troi. Jak kobiety, do tej pory przedstawicielki królewskiego rodu, zostały zepchnięte na samo dno ludzkiej egzystencji. Jak wygląda ich relacja ze zwycięzcami, przedstawicielami wysokiej kultury helleńskiej, którzy mordując niewinnych i bezbronnych przekraczają granice barbarzyństwa. Pracując nad tym spektaklem twórcy starali się przyjrzeć procesowi dojrzewania do zemsty – ofiar na oprawcach. Pisząc TROJANKI w kontekście trwającej wojny peloponeskiej Eurypides otwarcie krytykował imperialne ambicje Ateńczyków. Starał się im uświadomić, że w żadnym konflikcie zbrojnym nie ma zwycięzców ani zwyciężonych. Grecy z eposu Homera podobnie, jak współcześni Eurypidesowi Ateńczycy, uwierzyli, że są niepokonani i to sprawdziło na nich zgubę.
Dorota Kolak: „Nowy język”. Katarzyna Dałek: „Ciemne rzeczy”. Magdalena Gorzelańczyk: „Wspólnota”
– Państwo pamiętacie jak wiele lat temu Jan Klata realizował w Gdańsku przedstawienia i ja, mówiąc kolokwialnie, na nie się nie załapałam. – powiedziała Dorota Kolak, kreująca rolę Hakebe. – Zastanawiałam się, dlaczego te spektakle były dla nas ważne, mnie się wydaje, że wtedy na Wybrzeżu udawało się reżyserom, którzy tu byli, kształtować kompletnie nowy język, ten język się rodził i mnie fascynował, był ciekawy, absolutnie nowy i rewolucyjny. Jakoś się wtedy nie spotkaliśmy, dlatego z wielką radością i ciekawością zaproszenie przyjęłam. Powiem szczerze, nie zdawałam sobie sprawy, że będzie to tak trudne spotkanie, mówię o liczbie i różnorodności zadań, jakie zostały przed całym zespołem podstawione. Podróż niezwykle interesująca, a jaki efekt? My i reżyser się przekonamy, kiedy na widowni zasiądzie publiczność i usłyszymy, czy coś się sprzęga, czy nie, wszystko się okaże.
Katarzyna Dałek, wcielająca się w Andromachę, wdowę po Hektorze, stwierdziła, że to rola bardzo trudna, a praca interesująca, sam temat wojny, cierpienia, wymaga zanurzenia się w ciemne rzeczy, wyobrażenia sobie siebie w sytuacjach i okolicznościach niewyobrażalnych. Historyczno – mitologiczne postaci aktor musi przyłożyć do swojego wnętrza i pomyśleć o nich w sposób zupełnie inny, niż znamy je z książek.
– Z koleżankami aktorkami cały czas pracujemy we wspólnocie, tworzymy spektakl razem, a każda z nas jest inna, i przez to wymowa przedstawienia staje się jeszcze bardziej nasycona treścią i emocjami – mówi Magdalena Gorzelańczyk – Polyksena
Jan Klata: „Mięso armatnie w następnych wojnach”
– Pracowałem nad – „Oresteją” Ajschylosa, potem wyreżyserowałem spektakl, który nie był z różnych powodów tak długo grany, ile powinien, „Króla Edypa” Sofoklesa, teraz przyszedł czas na Eurypidesa, który, wydaje mi się, z tych trzech wielkich tragików, jest osobą najbliższą mnie, z powodów bardzo wielu, przede wszystkim dlatego, że był twórcą, wbrew wszystkim stereotypom. Był twórcą nieprawdopodobnie nowoczesnym, do bólu uczciwym w pokazywaniu wspólnocie jej kłamstw, błędów, oszustw, które są związane z zakłamywaniem historii po to, żeby na niej budować lepsze jutro. – mówi Jan Klata. – Gdy o tym mówię, widać wyraźnie, że od 415 roku przed – jak to się określa – a naszą erą, 2018 rokiem, jest bardzo niedaleko.
– Jest dla mnie absolutnie fascynujące, że uprawiam dziedzinę sztuki, która ma taką pamięć, kontekst, kotwice, takie korzenie – kontynuuje reżyser. – Ale, jak śpiewała grupa Sepultura, jesteśmy bardzo blisko nieskłamanych korzeni wspólnoty ufundowanej na ludobójstwie, na cierpieniu innych, wykluczaniu innych, i potem wspaniale przez naszych cudownych odysów opakowywane, i do wierzenia podawane dalszym pokoleniom, które będą stanowić mięso armatnie w następnych wojnach. Zadaję sobie pytanie, czy ta wojna trojańska była komuś potrzebna i czemuś służyła, i kto jest jej zwycięzcą, a kto jest przegranym? To jest fascynujące, gdyż mamy co czynienia z fundamentami cywilizacji, bo rozmawiamy o Troi i myślimy o wszystkich klęskach, które kiedykolwiek jakaś wspólnota doznała, o ostatecznej klęsce, ostatecznej porażce. To jest coś, co można nazwać modelem przeżywania katastrof na ogromną skalę zbiorowości. No i potem myślimy o poszczególnych jednostkach, postaciach, o żonie Priama, Hekabe, o Poliksenie, ich córce, złożonej w ofierze na grobie Achilla, o Kasandrze, która sama w sobie jest nieprawdopodobną opowieścią i toposem, i myślimy o Andromasze, żonie największego wodza i autorytetu Trojan. I śledzimy ich losy.
Olga Śmiechowicz: „Język nie stoi w miejscu”
Jan Klata powiedział o Oldze Śmiechowicz, wybitnym naukowcu, która zajmuje się światem antycznym, czyta teksty w oryginale, podkreślił, że ich praca wynika z bardzo uważnego wczytywania się w dramat, co we współczesnym teatrze nie często się zdarza, bywa, że pozostaje sam tytuł dzieła. Reżyser w ten sposób podchodząc do oryginału mocno się zastanawia, z jaką reakcją tragedia „Trojanki” mogła być odbierana za czasów Sofokleja, po rzezi dokonanej przez wspaniałe, imperialne wojska greckie, a przed totalną, ostateczną, klęską tych wojsk w wyprawie na Sycylię i przegraną wojną peloponeską. Tamta wspólnota oglądająca sztukę chciała się dowiedzieć o sobie czegoś wspaniałego, a w zamian za to dostała, w ramach uroczystości państwowych, opowieść o swoich bohaterach jako o zbrodniarzach wojennych, o ludobójstwie, którego właśnie się dopuściła. Czyli była to opowieść o wojnie trojańskiej, a w oparciu o te wydarzenia dowiadywano się o aktualnej sytuacji politycznej.
– To są tropy dla mnie absolutnie fascynujące, nie wymagające wykreślania z dramatu, czy dopisywania czegoś na nowo, rzecz polega na uważnym wczytywaniu się w tekst i wpatrywaniu w kontekst korzeni naszej cywilizacji, i dla zawodu, który uprawiamy, to jest niesamowite. Eurypides, oczywiście, był pisarzem, ale i reżyserem, mam zaszczyt powiedzieć, że jesteśmy kolegami po fachu – skonkludował Jan Klata.
– Język nie stoi w miejscu – mówi Olga Śmiechowicz. – Przekład, który my bierzemy z lat 70. XX wieku, Jerzego Łanowskiego, nie zawsze jest jasny w czytaniu, pewne znaczenia , niuanse, nie są dziś zrozumiałe, metaforyka nie łatwa w odbiorze, w takich momentach sięgaliśmy do oryginału. Mogą być pewne podmiany tekstowe jeżeli chodzi o słownictwo, sformułowania synonimiczne, ale nie dopisaliśmy Eurypidesowi ani jednego słowa, którego on nie chciał powiedzieć. To była absolutnie rzecz prymarna w pracy nad tekstem. Na przykład gdybyśmy powiedzieli Iljon, nie wszyscy wiedzieliby o co chodzi, gdy powiemy Troja, jest jasne. Natomiast jeśli chodzi o uwspółcześnianie tekstu – absolutnie nie.
Na pytanie, czy realizacja spektaklu w Gdańsku w okresie 79. Rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej i 38. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych ma wpływ na jego kształt, reżyser odpowiedział tylko tyle, że Troja, tak jak i Gdańsk, była bardzo ważnym portowym, bogatym, z wieloletnią kulturą, wyrafinowanym ośrodkiem cywilizacji. Troja i Gdańsk, miasta portowe, które charakteryzuje związana z tym otwartość, rodzaj kosmopolityzmu, jakiegoś wyrafinowania.
– Ta sztuka jest związana z każdą wojną światową – podkreślił reżyser. – Z trzecią wojną światową więcej ma wspólnego niż z drugą. – Ale tak, to inny spektakl, niż ten, który powstał by gdzieś w niecce. To opowieść o ofiarach i o zemście ofiar, nie jest, oczywiście, czarno – biała, żadna tragedia taka nie jest, zwłaszcza Eurypidesa.
Żmudne budowanie czegoś bardzo kruchego
Gościnnie występuje Małgorzata Gorol, jako Kasandra, aktorka która sukces odniosła w filmie „Twarz”, w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej, nagrodzonym na Berlinale Srebrnym Niedźwiedziem. Reżyser mówi, że zaistniał w głowie tej postaci świat, który się dopiero zdarzy, straszny świat, chciałby się co do tego mylić, ale, wydaje mu się, że świat, który przed nami jest, będzie znacznie gorszy od tego, w którym jesteśmy, do którego się przyzwyczailiśmy. Rozwija reżyser wątek wspólnoty pracy nad przedstawieniem, który nazywa chórem artystek, z których każda jest w stanie zagrać główną rolę.
– Mam wrażenie zachwytu nad tym, w jaki sposób aktorki pracują, tworzą nie egoistycznie coś, bez czego ten spektakl by się rozpadł kompletnie, gdybyśmy mieli do czynienia z walką ego – mówi Jan Klata. – To jest dla mnie bardzo pokorne ćwiczenie podziwiania żeńskiego elementu. Mówiłem to wielokrotnie, że gdybyśmy mieli w tym chórze panów, efekt byłby zupełnie inny. Dla mnie to doświadczenie w kategoriach nie warsztatowych, lecz ludzkich, super doznanie. Jesteśmy jeszcze na tym etapie pracy, że wiele może zaskakujących sytuacji się zdarzyć, z pokorą podchodzimy do rzeczywistości, ale już teraz wyraźnie podkreślamy, że rodzaj wspólnoty w zespole polega na żmudnym budowaniu czegoś bardzo kruchego. Może dziewięćdziesiąt siedem procent widzów w ogóle tego nie zauważy, potraktuje jako oczywistość, ale gdyby ta wspólnota się miała posypać, wszystko by się rozleciało, to jest ciekawe doznanie.
– Jest to moja druga najtrudniejsza teatralna premiera ze względu na postawione zadania, pierwszą była „Śmierć i dziewczyna”, teraz – „Trojanki”– powiedziała Małgorzata Gorol.
Katarzyna Korczak
*
Eurypides
TROJANKI
Reżyseria: Jan Klata
Współpraca dramaturgiczna: Olga Śmiechowicz
Scenografia i kostiumy: Mirek Kaczmarek
Muzyka: Michał Nihil Kuźniak
Ruch sceniczny: Maćko Prusak
Asystent reżysera: Marcin Starosta
Inspicjent: Jerzy Kosiła
Sufler: Katarzyna Wołodźko
Osoby dramatu: Dorota Kolak – Hekabe, Jacek Labijak – Posejdon, Sylwia Góra-Weber – Atena, Piotr Biedroń – Zjawa Polydora, Magdalena Boć – Akanta, Sylwia Góra-Weber – Apolonia, Agata Bykowska – Enyo, Małgorzata Brajner – Sophia, Cezary Rybiński – Talthybios, Małgorzata Gorol – Kasandra, Magdalena Gorzelańczyk – Polyksena, Michał Kowalski – Odyseusz, Katarzyna Dałek – Andromacha, Michał Jaros – Neoptholemos, Grzegorz Gzyl – Menelaos, Katarzyna Figura – Helena, Robert Ninkiewicz – Agamemnon, Krzysztof Matuszewski – Polymestor, Jacek Labijak – Theoklymenos
Premiera: 8 września 2018 roku na Dużej Scenie
Jan Klata (ur. 1973) – reżyser teatralny, dramaturg. Od 2013 do 2017 pełnił funkcję dyrektora Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Studiował na Wydziale Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie, a następnie na Wydziale Reżyserii Dramatu PWST w Krakowie. Zadebiutował jako reżyser w 2003 REWIZOREM w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Na swoim koncie ma ponad 40 spektakli zrealizowane na deskach teatrów m.in. we Wrocławiu (TRANSFER!, SPRAWA DANTONA, UTWÓR O MATCE I OJCZYŹNIE, JERRY SPRINGER THE OPERA), w Gdańsku (H.), Krakowie (ORESTEJA, TRYLOGIA, KRÓL LEAR, WRÓG LUDU,) oraz Bochum (HAMLET), Berlinie (INFINITE JEST) Moskwie (MAKBET), Pradze (MIARKA ZA MIARKĘ). Jego spektakle były grane kilkadziesiąt razy na całym świecie od Seulu po Buenos Aires, na najbardziej prestiżowych festiwalach m. in. na weneckim Biennale i paryskim Festiwalu Jesiennym. Jest laureatem m.in. Paszportu Polityki, nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Nagrody im. Konrada Swinarskiego. W tym roku WESELE w jego reżyserii zostało bezdyskusyjnym zwycięzcą 43. Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Żywa”, otrzymując nagrody m.in. za spektakl, dla zespołu aktorskiego czy za reżyserię właśnie. Jego ostatnią realizacją jest WIELKI FRYDERYK w Teatrze Polskim w Poznaniu.
Olga Śmiechowicz (ur. 1987) – filolog klasyczny, historyk teatru. Pracownik naukowy w Katedrze Teatru i Dramatu na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współpracuje z The Centre for Aliative Research działającym przy Faculteit der Geesteswetenschappen Universitat vam Amsterdam, gdzie prowadzi zajęcia poświęcone polskiemu teatrowi współczesnemu. Prowadziła również gościnne wykłady na Uniwersytetach im. Iwana Franki we Lwowie, im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Ruprechta-Karola w Heidelbergu. Stypendystka University of Cambridge, Sankt-Peterburskogo Gosudarstvennogo Universiteta oraz L’Université Paris-Sorbonne. Odbyła również staże postdoktorskie na uniwersytetach w Wiedniu oraz Heidelbergu. Członek kolegium recenzenckiego „Frammenti sulla scena. Studi sul drama antico frammentario” wydawanego przez Centro Studi sul Teatro Classico Università degli Studi di Torino. Autorka monografii: POECI SCENICZNI W KOMEDIACH ARYSTOFANESA (2014), ARYSTOFANES (2015), POLISH THEATRE AFTER THE FALL OF THE COMMUNISM. DIONYSUS SINCE 89’ (2018). Współautorka WILEY-BLACKWELL ENCYCLOPEDIA OF GREEK COMEDY (2018).
Mirek Kaczmarek (ur. 1970) – scenograf, absolwent Wydziału Komunikacji Wizualnej poznańskiej ASP. Od debiutu w 2001 roku stworzył scenografie, kostiumy i oprawę multimedialną do ponad 100 przedstawień. Jest stałym współpracownikiem reżyserów: Piotra Kruszczyńskiego (m.in. ODEJŚCIE GŁODOMORA Tadeusza Różewicza, NIE/BOSKA KOMEDIA. RZECZ O KRZYŻU Zygmunta Krasińskiego), Jarosława Tumidajskiego (m.in. KREACJA Ireneusza Iredyńskiego, G®UPA LAOKOONA Tadeusza Różewicza, PAN TADEUSZ wg Adama Mickiewicza, SOLARIS wg Stanisława Lema), Wiktora Rubina (m.in. ORGIA Passoliniego oraz CARYCA KATARZYNA, JONANNA SZALONA, MICHAEL J. Jolanty Janiczak), Jana Klaty (m.in. SPRAWA DANTONA Stanisławy Przybyszewskiej i DO DAMASZKU Strindberga) i Marcina Libera (m.in. FAHRENHEIT 451 Raya Bradbury’ego, BYĆ JAK STEVE JOBS Michała Kmiecika oraz WESELE Stanisława Wyspiańskiego). W 2012 roku był nominowany do Paszportów Polityki. Laureat wielu nagród artystycznych m.in. nagrody za scenografię do SPRAWY DANTONA na 33. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych Klasyka Polska, na I Międzynarodowym Festiwalu Teatrów BOSKA KOMEDIA oraz na Festiwalu KONTAKT.
Michał Nihil Kuźniak (ur. 1983) – muzyk, kompozytor, współtwórca licznych projektów z pogranicza muzyki metalowej i alternatywnej. Lider zespołu FURIA, jednego z najważniejszych przedstawicieli nowej fali polskiego black metalu. Oryginalny styl grupy, czerpiący ze śląskiego folkloru i młodopolskich powidoków, zyskał uznanie na Ziemi i pod ziemią, co potwierdzają występy na najbardziej prestiżowych festiwalach muzycznych (Primavera Sound, Off, Open’er, Roadburn) oraz liczne koncerty, m.in. w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Ukrainie, Mołdawii, Japonii, a także w kopalni Guido, gdzie zarejestrowali jedną z płyt. Są odpowiedzialni za muzykę w WESELU w reżyserii Jana Klaty w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Ich ostatnia płyta KSIĘŻYC MILCZY LUTY została uznana przez polskich krytyków za jedną z najlepszych w 2016 roku.
Maćko Prusak (ur. 1975) – choreograf i reżyser. Na scenie debiutował w połowie lat dziewięćdziesiątych jako aktor Wrocławskiego Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego, z którym był związany przez blisko 10 lat. Od 2003 roku zajmuje się głównie tworzeniem ruchu scenicznego w teatrze dramatycznym, współpracował m. in. z Krystyną Meissner, Rudolfem Ziołą, Wojtkiem Klemmem, Pawłem Miśkiewiczem, Arturem Tyszkiewiczem, Nikołajem Koladą, Małgorzatą Bogajewską, Michałem Liberem. Reżyser spektakli dla dzieci i dorosłych, m. in NOCY BEZ KSIĘŻYCA na podstawie książki Etgara Kereta i Shiry Geffen (Wrocławski Teatr Lalek, 2015), BACHANTEK wg Eurypidesa (Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego, 2016), SALTA W TYŁ wg reportaży sportowych Oty Pavla (Teatr Ludowy w Krakowie, 2018). Za swój pierwszy autorski spektakl KLAUS DER GROSSE, otrzymał Grand Prix Nurtu Off 31. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu (2010). Na tegorocznych 43. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych Klasyka Żywa otrzymał nagrodę za choreografię do spektaklu WESELE w reżyserii Jana Klaty, z którym stale współpracuje.
Marcin Starosta (ur. 1994) – absolwent teatralnej szkoły Łejery w Poznaniu, gdzie stawiał pierwsze sceniczne kroki. Działał offowo w Studiu Teatralnym Próby, CK Zamek, w którym wyreżyserował spektakle POZA FANTAZMATEM NORMALNOŚCI oraz ANGST. Studiował Wiedzę o Teatrze na UJ, reżyserując etiudy na podstawie MAKBETA oraz TRZECH SIÓSTR, a także spektakl SEN NOCY LETNIEJ. Asystent Kuby Skrzywanka przy KORDIANIE oraz Jana Klaty przy WIELKIM FRYDERYKU w Teatrze Polskim w Poznaniu.