24 MARCA 2019 MIESZKAŃCY DECYDUJĄ O KIERUNKACH ROZWOJU WŁASNEJ DZIELNICY

W historii naszej państwowości Gdańsk zapisał się złotymi zgłoskami w rozwoju samorządności. Dobry Samorząd (na każdym szczeblu i poziomie) był i jest fundamentem pomyślnego rozwoju  i harmonijnego bytowania człowieka z otaczającą rzeczywistością (z naturą martwą i żywą oraz infrastrukturą tworzoną przez pokolenia).

Po transformacji ustrojowej – Gdańsk z mozołem i potknięciami buduje samorządność lokalną w swoich Dzielnicach. Dzięki aktywności naszych mieszkańców to już trzecia kadencja wyborcza w naszej dzielnicy. W mojej pamięci utkwiły dwie osoby, które z  determinacją zbierały podpisy aby zdobyć prawo do  przeprowadzenia tych wyborów. Są to nasze mieszkanki Władzia Górska i Ula Szkutnik, które do dziś są wielce szanowane. Właśnie ja miałem szczęście trafić na dyżur Radnej Władzi Górskiej, której przedstawiłem koncepcję powołania Inżynierskiego  Koła Orunia IKO i wówczas sprawa potoczyła się błyskawicznie a przystąpienie IKO do Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” oraz wybór naszych przedstawicieli do Władz  ugruntowało naszą pozycję w tym Stowarzyszeniu. W  6-cio letnim okresie nasze przedsięwzięcia były publikowane w kilkunastu artykułach Miesięcznika Nasz Gdańsk.

Najbardziej wartościową przesłanką wynikającą z ich treści jest DOTARCIE do naszej ŚWIADOMOŚCI  – jak ważną sprawą jest budowanie symbiozy lokalnych pracodawców z mieszkańcami swego sąsiedztwa, żyjemy na tym samym terenie i wszystkie pojawiające się problemy dotyczą naszego dobrostanu. Przyszła Rada Dzielnicy Św. Wojciech-Lipce-Orunia powinna na tę problematykę obrać główny kierunek.

Sprawa jest niezwykle istotna gdyż Rada Dzielnicy Razem z Radą Miasta Gdańska z mocy prawa i swojego statutu są współgospodarzami tego obszaru(terenu) powierzonego przez Państwo i z tych nowych ustrojowych uprawnień trzeba umieć korzystać. Na naszym terenie z racji wielowiekowego najbliższego sąsiedztwa Gdańska było i jest zlokalizowanych wiele przedsiębiorstw i instytucji  –  to nasi Pracodawcy dwóch odmiennych grup interesów. Jedna grupa to przedsiębiorstwa i instytucje, które tworzą Dochód Narodowy, natomiast druga grupa to przedsiębiorstwa i instytucje oraz inne organizacje dobra publicznego, które zabiegają  u Władz miejskich  czy wojewódzkich o jak największe środki budżetowe.

Często zabiegają w tej pierwszej grupie o różnego rodzaju wsparcie. Te dwie grupy „dawców” i „biorców” są sobie niezbędne do poprawnego funkcjonowania dlatego  tak ważne jest by nasze sąsiedztwo było ze sobą zaprzyjaźnione. Rada Dzielnicy powinna większą wykazywać troskę i być wobec Władz MG – rzecznikiem interesów naszych przedsiębiorców, aby były silne ekonomicznie i stać je było na płacenie podatków, które utrzymają instytucje budżetowe. Należy uruchomić mechanizm 1 % wpłat do Rady Dzielnicy na inne wydatki niż przyznawany ( przez Miasto) budżet, ponieważ  jego wysokość zależy od procentowej frekwencji wyborczej w danej dzielnicy i  wydatkowanie jego  jest ściśle określone na jakie cele może być spożytkowany. Rada Dzielnicy nie może  wydać tych środków na inne ważne potrzeby, które mogą okazać się bardziej służące dobru społecznemu. Dlatego tak ważne jest aby taki mechanizm mógł powstać i był indywidualnie dopasowany do potrzeb każdej z dzielnic.  Dzięki uchwale Rady Miasta z 2017 roku zwiększającej budżet trzykrotne  a przekroczenie 16% frekwencji wyborczej może zwiększyć budżet nawet czterokrotnie (X4)!.

A ZATEM IDŹMY na WYBORY  CAŁYMI  RODZINAMI  i niech każdy głosuje oddzielnie  na swojego przedstawiciela. Taki udział w wyborach umożliwi stworzenie z wybranych  Radnych  komplementarną RODZINĘ  która będzie posiadać  wiarygodność, kompetencje, doświadczenie i dynamizm w działaniu – są to atrybuty skuteczności.

Nasza Rada Św. Wojciech – Lipce – Orunia powinna być  trójpokoleniowa  RODZICE  –  DZIADKI  –  WNUKI gdzie najcenniejszą sprawą  będzie liczny zróżnicowany elektorat , w którym każdy Radny będzie miał legitymację swoich wyborców przed którymi będzie zdawał sprawozdanie i gdzie może liczyć na ich wsparcie w swoim działaniu.

Niezwykle cennym skarbem naszej Dzielnicy są między innymi dwie historyczne postacie. To  Święty  Wojciech  i twórca polskiego hymnu narodowego – Józef Wybicki.

Te dwie postacie  to wielki skarb, który trzeba zagospodarować i włożyć do „Dobrego  Banku”. Na pewno przyniesie dobre owoce w kształtowaniu zdrowych więzi społecznych nie tylko dla Gdańska.

Kubicki jozef foto_leg

Józef Kubicki

„Śmierć komiwojażera” w Starej Aptece. Pięć minut przed premierą

Beznazwy-1Premiera „Śmierci komiwojażera” Arthura Millera, w reżyserii Radka Stępnia, odbędzie się sobotę, 2 marca 2019 roku, o godzinie 19, na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże.

(….) ten najsłynniejszy z dramatów Arthura Millera i kamień milowy amerykańskiej dramaturgii do dziś stanowi niezwykle trafną krytykę kapitalizmu i bezlitosne studium zjawiska mitomanii.(…) czytamy w zapowiedzi przedstawienia.

Ofiary mitu sukcesu

Reżyser, w tejże zapowiedzi, uzasadnia swoje zainteresowanie dramatem:

Bohaterowie (…) byli pierwszymi ofiarami czegoś, przez co my, żyjący w 2019 roku, zostaliśmy pożarci i wypluci – Willy Loman i jego rodzina to ofiary mitu sukcesu. Co znaczy dobre życie w świecie, gdzie naczelną wartością jest popularność, reprezentatywność i sława? Czy taki świat jest w ogóle miejscem do życia? W takim świecie dochodzi do spięć i konfliktów, które rozbijają najbliższe i najsilniejsze więzi. Problem społeczny staje się przyczyną problemów osobistych bohaterów ŚMIERCI KOMIWOJAŻERA. Propaganda sukcesu sprawia, że człowieka nie kształtuje jego życie – tylko to, jak sobie to życie opowiada.

Niedaleko do katastrofy

A kiedy dowolnie rozumiany sukces nie jest naszym udziałem – zrobimy wszystko, żeby go czuć, będziemy kłamać sobie i innym, przekonywać się do tego, że nie jesteśmy bezużyteczni i opowiadać niestworzone historie poświadczające naszą niecodzienność.

Zajęci dbaniem o wizerunek, możemy nie zauważyć, jaki efekt ma to na naszych bliskich, a stąd niedaleko do katastrofy. Miller, zanim wymyślił tytuł ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA chciał nazwać swój dramat INSIDE OF HIS HEAD. Co dzieje się w głowie człowieka, który okłamuje rodzinę i samego siebie, że jest kimś więcej niż jest – i okłamuje za wszelką cenę, byle tylko nie przyznać się, że w gruncie rzeczy nie ma w nim nic wyjątkowego? Być może to jest najsmutniejsze w tych ludziach: nie mają nic wyjątkowego, a chcą o sobie opowiedzieć… Więc teraz naszym obowiązkiem jest opowiedzenie o nich, opowiedzenie o nich dziś, kiedy fałszywy obraz świata i błędnie funkcjonujący kapitalizm nadal jeszcze zbierają swoje żniwo.

Anna Kociarz: „Trudny wybór dla kobiety między synem a ojcem”.

– Im większe pojawiają się kłopoty, tym bardziej moja bohaterka stara się zapanować nad sytuacją, czasami w nie najlepszy sposób, bo, albo zaprzeczając faktom, albo umniejszając pewne wydarzenia, stara się tonować awantury- powiedziała Anna Kociarz, występująca w roli Lindy Loman. – Ale, niestety, mam wrażenie, zostaje postawiona przed trudnym wyborem dla kobiety, między synem a ojcem, którzy nie potrafią się dogadać z powodów dla niej nie do końca jasnych.

Zostaje przy mężu i jest do końca lojalna, ale z poczuciem winy, bo, jeżeli dorośli synowie nie układają sobie życia, to pojawia się pytanie, w co nie wyposażyła tych dzieci, co się stało, że oni nie potrafią sobie ani znaleźć kobiet ani pracy, rozważa aktorka. Jest to mały koszmar, nikomu tego nie życzy, ale, są przecież teraz takie dorosłe dzieci, które mieszkają wciąż u mamy.

– Moja bohaterka stara się być ciepła, tonować wszystkich, usuwa w cień własne potrzeby, ale, czy wszystkim to wychodzi na dobre? – Trudno jej wytknąć pojedyncze złe cechy.

Natomiast, jak się to wszystko zsumuje, wychodzi osoba dość bierna, która nie podejmuje decyzji, nie stawia granic, nie mówi „nie”, stara się zadowolić wszystkich, nie zadowalając siebie.

– I w efekcie to wszystko powoduje, że tej rodziny nie ma, ona żyje w jakimś zakłamaniu i utrzymuje ten stan przez wiele lat – konkluduje aktorka.

Radek Stępień: „Staram się wyglądać zza tej bańki”

Młody reżyser zaproponował realizację przedstawienia w Teatrze Wybrzeże, i dyrektor, Adam Orzechowski, powierzył mu pracę.

Realia, panujące siedemdziesiąt lat temu w Ameryce, do nas przyszły teraz – mówi przed premierą. – Pracując, brałem pod uwagę kontekst społeczny, w którym funkcjonujemy, to, że człowiek jest trybikiem w machinie gospodarczej, a ma przecież własne potrzeby, zmartwienia.

W 2012 roku, po maturze, próbował podjąć, choćby dorywczą, pracę, i po raz pierwszy zetknął się ze światem korporacji, który odebrał jako coś koszmarnego. Dyskutowano wtedy o umowach śmieciowych. Czuł temat do poruszenia.

– Ludzie teatru troszeczkę żyją w bańce, ale ja się staram zza tej bańki wyglądać, albo przynajmniej, wiercić w niej małe otwory – zwierza się.

Pochodzi z Pionek pod Radomiem, liczących 20 tysięcy mieszkańców, realnie jest o połowę mniej, bo ci, którzy mają siłę fizyczną do pracy, wyjechali do Irlandii, Norwegii. Za każdym razem, gdy wraca do rodzinnego miasteczka, spotyka się z tymi, którzy mieli aspiracje, możliwości robienia czegoś więcej, i poszli za chęcią zysku, zamiast realizować własne potrzeby. Oni albo są za granicą – złamani, albo – także złamani, wrócili, bo im nie wyszło.

Spełnienie amerykańskiego snu

– To jest też to, co złamało Willego Lomana, przecież jego syn, Biff, wspomina, że powinni pracować na świeżym powietrzu, na farmie, albo jako stolarze. – mówi. – Willy się chwali przed przyjacielem, że zrobił dobry sufit, gdyby wykonywał to, do czego był powołany, może wszystko wyglądałoby inaczej.

– A on zajął się czymś, co było spełnieniem amerykańskiego snu, i na tym wszystkim się wywalił – mówi Radek Stępień.

Dla reżysera punktem wyjścia do realizacji przedstawienia był konflikt między dwiema sferami życia. Zadawał sobie ponadto odwieczne pytania. Jak dalece rodzice są odpowiedzialni za dzieci, i w którym momencie powinno się to skończyć? Kiedy, oraz czy w ogóle, dziecko ma odpowiadać za rodziców? I kto jest winien, że do dorosłości wszyscy startujemy z niegotowością?

Drąży uniwersalny konflikt pokoleń zarysowany między Willym Lomanem i Biffem Lomanem. Z uwagi na wiek i doświadczenia bliższy jest mu Biff, którego gra Piotr Biedroń. Czuje zmęczenie, wypalenie, poczucie bezcelowości pracy Willego, ale głębiej zrozumieć jego świat wewnętrzny pomógł Mirosław Baka, wcielający się w głównego bohatera, aktor, reżyser stwierdza z podziwem, wybitny, o niewiarygodnym warsztacie.

– Praca polegała na rozmowach o relacjach, rozpracowywaniu relacji, szukaniu sposobu ich wyrażenia – opowiada Radek Stępień. – Kontakt był satysfakcjonujący, jako młody reżyser bardzo wiele od obu aktorów się nauczyłem.

Mirosław Baka: „Postać bez metamorfozy”

– Gram biednego, sponiewieranego faceta, postać tragiczną, u schyłku swojego życia, wiele się w jego głowie, niestety, nie ma szans, zmienić, taka postać bez metamorfozy. – powiedział Mirosław Baka. – Willy, centralna postać, wszystko się dzieje wokół niego, dostaje pewien bagaż zdarzeń, doświadczeń z ludźmi, spotkań, można to zakończyć pointą: „A jednak niczego się nie nauczył”.

– Mimo to, materiał niesiony przez dramat Arthura Millera, jest tak bogaty, że daje aktorowi ogromną satysfakcję, można bardzo dobrze kolorować, pograć – kontynuuje. – Równocześnie jest pewna oś w tym dramacie, którą stanowi Willy, i nie można kombinować za dużo. Musi być linia interpretacyjna czytelna.

– Myślę, że Radek potrafił to czytelnie przeprowadzić – stwierdził Mirosław Baka. – To fantastyczny młody reżyser – z jego wrażliwością, umiejętnością obserwacji, myślenia, słuchania ludzi, błyskotliwością, w lot się rozumieliśmy – ten człowiek będzie wielki – powiedział Mirosław Bara. – A przy tym jest czytelny dla aktora w swoich uwagach, definiuje, nazywa to, o co mu chodzi, tak, że moje wielkie szczęście, że trafiłem na młodziaka, który jest taki dojrzały.

Katarzyna Korczak

Zdjęcia z próby generalnej

Fot. Dominik Werner. Materiały promocyjne Teatru Wybrzeże

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu " Śmierć Komiwojażera " .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu ” Śmierć Komiwojażera ” .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu " Śmierć Komiwojażera " .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu ” Śmierć Komiwojażera ” .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu " Śmierć Komiwojażera " .

28.02.2019 Teatr Wybrzeże , próba generalna Spektaklu ” Śmierć Komiwojażera ” .

*

Arthur Miller
ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA
Przekład: Anna Bańkowska
Reżyseria: Radek Stępień
Dramaturgia: Konrad Hetel
Scenografia i kostiumy: Eliza Gałka
Muzyka: Michał Górczyński
Reżyseria świateł i video: Natan Berkowicz
Ruch sceniczny: Wioleta Fiuk
Asystent reżysera: Piotr Chys
Inspicjent, sufler: Agnieszka Szczepaniak

W spektaklu występują: Mirosław Baka – Willy, Anna Kociarz – Linda, Piotr Biedroń – Biff, Piotr Chys – Happy, Jarosław Tyrański – Charley, Cezary Rybiński – Ben, Marcin Miodek – Howard Wagner, Justyna Bartoszewicz – Dziewczyna.

Premiera: 2 marca 2019 roku na scenie Stara Apteka
Kolejne spektakle: 3, 5, 6, 7, 12, 13 i 14 marca na scenie Stara Apteka

Arthur Miller (ur. 1915 zm. 2005) – dramaturg i prozaik amerykański. Uznawany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych twórców amerykańskich XX wieku. Zdobywca nagrody Pulitzera. Urodzony na Manhattanie w polsko-żydowskiej rodzinie imigrantów. Ukończył Abraham Lincoln High School w Nowym Yorku i anglistykę na University of Michigan. Światowy rozgłos i pozycję jednej z czołowych postaci we współczesnej literaturze zawdzięcza dwóm, klasycznym już sztukom: ŚMIERCI KOMIWOJAŻERA i CZAROWNICOM Z SALEM. Nie mniejszą popularnością cieszyły się (również w Polsce) jego sztuki WSZYSCY MOI SYNOWIE, PO UPADKU, WIDOK Z MOSTU i CENA. W Teatrze Wybrzeże w 1995 roku odbyła się premiera jego dwóch jednoaktówek: COŚ W RODZAJU MIŁOŚCI i ELEGIA DLA JEDNEJ PANI. W swoich sztukach Miller opisywał niestabilną sytuację społeczną przeciętnego człowieka, zwracał uwagę na wszechobecną korupcję i wyzysk. Opisywał kompromitację „amerykańskiego snu”. W latach 1955-1961 był mężem Marilyn Monroe.

Radek Stępień (ur. 1993) – reżyser teatralny, student V roku Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego. W latach 2011-2013 związany z Instytutem im. Jerzego Grotowskiego, w latach 2013-2018 z Ośrodkiem Praktyk Teatralnych Gardzienice. Studiował na Międzywydziałowych Interdyscyplinarnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współpracował m.in. z Krystianem Lupą przy spektaklach SPI-RA-LA (2015, asystent reżysera) i PROCES (2017, współpraca dramaturgiczna i asystent reżysera). Debiutował przedstawieniem PANNA JULIA (Teatr Ludowy w Krakowie) za który otrzymał m.in. nagrodę ZAIKS na Forum Młodej Reżyserii 2018. Wyreżyserował STUDIUM O HAMLECIE w ramach wydarzenia Wyspiański wyzwala w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie i SAMUELA ZBOROWSKIEGO w ramach przeglądu Młodzi w Starym w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Rezydent ostatniej edycji Festiwalu Teatru Dokumentalnego Sopot Non-Fiction (BIOGRAFIA, 2018). Laureat m.in. nagrody Off na 22. Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku za spektakl HAMLET i I nagrody na Przeglądzie Młodej Reżyserii 2017 w Krakowie. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego za rok 2018.

Konrad Hetel (ur. 1991) – poeta i dramaturg. Pracował w wydawnictwach Znak i a5 oraz jako sekretarz Joanny Olczak-Ronikier i asystent (współpraca dramaturgiczna) Krystiana Lupy przy PROCESIE w Teatrze Nowym w Warszawie. W teatrze pracował m.in. z Magdą Szpecht (OSTATNIE ZWIERZĘTA w krakowskiej Łaźni Nowej), Martą Streker (TRAGEDIA CORIOLANUSA Szekspira w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu) i Mikołajem Mikołajczykiem (ŚMIERĆ W WENECJI według autorskiego scenariusza w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku). Jako dramaturg stale związany z Radkiem Stępniem (m.in. PANNA JULIA w Teatrze Ludowym, STUDIUM O HAMLECIE w Teatrze Słowackiego). Współtwórca multidyscyplinarnego kolektywu KORAN. Prowadzi fanpage z poezją ±1354.

Eliza Gałka (ur. 1988) – scenograf, kostiumograf, rysownik. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dyplom magistra sztuki obroniła w 2016 roku na kierunku scenografia pod opieką dr hab. Ryszarda Melliwy. Debiutowała w Teatrze Ludowym w Krakowie w 2018 r. projektując scenografię i kostiumy do PANNY JULII w reżyserii Radka Stępnia, z którym pracować zaczęła jeszcze na studiach. Owocem tej współpracy jest m.in. HAMLET (nagrodzony na SzekspirOFF w Gdańsku w 2018 r.). Członek multidyscyplinarnego kolektywu KORAN.

Michał Górczyński (ur. 1977) – klarnecista, kompozytor, pedagog muzyczny. Jest absolwentem warszawskiej Akademii Muzycznej im. F. Chopina. Od 1998 roku skomponował szereg utworów na różne składy instrumentalne oraz muzykę do teatru (około 25 spektakli w teatrach dramatycznych i lalkowych). Zajmuje się improwizacją i interpretacją muzyki współczesnej. Występował jako solista z takimi zespołami, jak De Ereprijs, Kwartet Śląski, Orkiestra Aukso, Filharmonia Podlaska, Filharmonia Szczecińska. Uczestniczył w Międzynarodowych Kursach Wakacyjnych Muzyki Współczesnej w Darmstadt, gdzie prezentował swoje autorskie techniki wykonawcze. Od 2002 roku współtworzy zespół Kwartludium, specjalizujący się w wykonywaniu muzyki współczesnej. Stypendysta Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu tworzenia alternatywnych podręczników edukacyjnych. Od 2013 roku realizuje projekt muzyka do języków, tworząc autorską muzykę do języka jidysz (płyta została wydana przez Multikulti Records), do poezji japońskiej (For Tune Records) do perskiej poezji Dżalaluddina Rumiego, poezji Williama Blake’a, poezji indonezyjskiej Sahnila Arifa Farobiansah.

Natan Berkowicz (ur. 1998) – operator, artysta wideo, grafik. Student Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi. Pracuje z reżyserami teatralnymi nad koncepcją i oprawą wizualną spektakli, skupiając się głównie na relacji chaosu z ładem, zaciemnienia i mroku. Twórca visuali m.in. do PROCESU w reżyserii Krystiana Lupy, ZATOKI SUMA Agaty Dyczko i PANNY JULII Radka Stępnia. Współtwórca multidyscyplinarnego kolektywu KORAN.

Wioleta Fiuk (ur. 1985) – tancerka i choreograf, współzałożycielka Teatru Tańca Dzikistyl Company znanego z takich produkcji jak: RADIO ŻELAZA, UCHODŹCY/TESTIGO DOCUMENTARY, REALITY DISAPPEARS AFTER WALKING. Jest autorką ruchu scenicznego m.in. do ZACZAROWANEJ KRÓLEWNY w reżyserii Michała Derlatki, FARAONA i CZAROWNIC Z SALEM w reżyserii Adama Nalepy oraz DO KOMINA MURZYNA!MURZYNA! w reżyserii Zbigniewa Brzozy. Szerszej publiczności znana jest jako zwyciężczyni dwóch programów telewizyjnych o tematyce tanecznej: You Can Dance TVN oraz Got to dance Polsat.

 

 

„Zaczarowana Królewna” w Starej Aptece. Pięć minut przed premierą

Beznazwy-1Premiera baśni „Zaczarowana Królewna” Artura Oppmana, w reżyserii Michała Derlatki, odbędzie się w sobotę, 9 lutego 2019 roku, o godzinie 16, na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże.

Spektakl przeznaczony zarówno dla młodych jak i dorosłych widzów.

Michał Derlatka: „Najważniejsza jest baśniowość”

Michał Derlatka w zapowiedzi przedstawienia powiedział: (…) Wyobrażam sobie, że wzbogacając klasyczną baśń o Śpiącej Królewnie w krakowskie motywy lokalne, wplatając zapożyczenia z innych, znanych ówczesnemu widzowi historii: Kota w Butach, historii o Waligórze i Wyrwidębie czy Smoku Wawelskim – Oppman de facto eksplorował i tworzył kulturę popularną swoich czasów i uprawiał awangardową, intertekstualną dramaturgię skierowaną do młodego odbiorcy. ZACZAROWANA KRÓLEWNA była, można powiedzieć, SZREKIEM swoich czasów, a sam autor cieszył się popularnością i rozpoznawalnością. Czy stuletni tekst jest nadal w stanie porwać młodych widzów, czy może nadaje się już jedynie jako materiał na szkolną akademię z okazji dnia teatru? Wierzę, że także szkolne przedstawienie, za sprawą aktorskiego ducha i odrobiny magii teatru, może przejmować, poruszać, komentować rzeczywistość: mówić o nas.

Na początku rozmowy z reżyserem (rocznik 1981) ze zdziwieniem się dowiedziałam, że baśni Artura Oppmana, które – ilustrowane przez Jana Marcina Szancera – nieodłącznie towarzyszyły mi w dzieciństwie, nie znał za młodych lat.

– Tych książek wtedy nie było, Oppmana poznałem dopiero teraz – mówi Michał Derlatka. – Tekst zaproponował mi Adam Orzechowski, przeczytałem, odniosłem wrażenie że jest archaiczny, i odpowiedziałem, że raczej się nie podejmę jego realizacji na scenie.

Zastanawiał się  długo, rozmawiał z dyrektorem. Doszedł do wniosku, że najważniejsza w utworze jest baśniowość. Bohater wystawiony zostaje na poważne próby wykazania się odwagą, konsekwencją. Powstał pomysł na przedstawienie w formie teatru szkolnego, teatru w teatrze. Będzie to kolejny spektakl familijny tego reżysera przeznaczony dla dzieci i rodziców oraz dziadków.

Tekst Oppmana w dużej części zabrzmi ze sceny, aktorzy go interpretują i, zdaniem reżysera, okazał się komunikatywny.

– Ponieważ idziemy w stronę komedii bardzo często, a dowcip wymaga czasem wtrącenia aluzji, zabawienia się, nie ograniczałem aktorów, nie podchodziłem do oryginalnego tekstu restrykcyjnie – tłumaczy reżyser.

Monika Chomicka: „Przyjemny i wdzięczny materiał do grania.”

– Zrealizowałam z Michałem Derlatką kilka „Lekcji niegrzeczności”, to trzecia bajka, w której występuję – mówi Monika Chomicka, grająca Królową i kilka innych ról. – Reżyser  miał pomysł na realizację tekstu, okazało się, że wychodzimy od postaci prywatnych, wszyscy aktorzy byli otwarci.

Każdy aktor musi bardzo szybko i sprawnie przebierać się za kulisami, wszyscy pomagają w dokonywaniu zmian na scenie.

– Przede wszystkim gra w przedstawieniu powinna nam sprawiać satysfakcję i radość, ciekawi jesteśmy, jak odbiorą to, co przygotowaliśmy, widzowie, zwłaszcza najmłodsi, bardzo byśmy chcieli, żeby im się spodobało – kontynuuje.

Monika Chomicka bajek autora także wcześniej nie czytała, w szkole poznała tylko wiersze patriotyczne Oppmana.

– „Zaczarowana Królewna” to przyjemny i wdzięczny materiał do grania – stwierdza aktorka.

Katarzyna Z. Michalska: „Mamy nadzieję, że zaczarujemy widza”

– Od dziesięciu miesięcy jestem mamą i doczekałam się roli Królewny –  mówi Katarzyna Z. Michalska, ubrana w szkolny fartuszek z białym kołnierzykiem. – Cieszy mnie, że realizujemy bajkę, bo, jak się ma swoje dziecko, zaczyna się odbierać świat jego oczami.

To pierwsza duża rola bajkowa w jej karierze scenicznej.

– Mamy nadzieję, że zaczarujemy widza, każdy z aktów rozgrywa się w przestrzeni mniej szkolnej, bardziej teatralnej, światy ewoluują, aż trafiamy na księżyc, miejsce magiczne –  konkluduje Katarzyna Z. Michalska. – Będą się dziać czary, mamy nadzieję, że kilka razy zaskoczymy, może nawet przestraszymy, małych i dorosłych widzów, szczegółów zdradzać nie będę.

Piotr Łukawski: „Materiał bardzo dla aktora wymagający”.

– Bajki Oppmana pewnie funkcjonowały w okresie mojego dzieciństwa, ale ja ich nie dotykałem – mówi Piotr Łukawski, grający Króla i kilka innych postaci. – Wszyscy mamy  po parę ról, cały czas w przedstawieniu uczestniczymy, gramy na scenie, albo pomagamy zza sceny, to jest ogromny wysiłek.

– „Zaczarowana Królewna” jest literacko świetnym materiałem i bardzo dla dzisiejszego aktora wymagającym – kontynuuje. – Przyzwyczajeni jesteśmy do tekstów łatwiejszych, tu jest wysoka półka.

Aktor bardzo lubi bajki, chętnie bierze udział w przedstawieniach dla dzieci, w Teatrze Wybrzeże grał w „Arabeli”, „Podróżach Guliwera”.

– Jestem ciekawy, jak moja trzynastoletnia córka odbierze to przedstawienie – mówi Piotr Łukawski. – Ona chętnie ogląda repertuar dla dzieci, ale ciągle mówi, że chce być starsza.

Katarzyna Korczak

* * *

Artur Oppman

ZACZAROWANA KRÓLEWNA

  • Adaptacja i reżyseria: Michał Derlatka
  • Scenografia i kostiumy: Michał Dracz
  • Udźwiękowienie: Joanna Sówka-Sowińska
  • Ruch sceniczny: Wioleta Fiuk
  • Asystent reżysera: Maciej Konopiński
  • Inspicjent: Jerzy Kosiła
  • Sufler: Weronika Mathes

W spektaklu występują: Monika Chomicka-Szymaniak (Królowa, Twardowska, Wąż, Płowa Łapka, Gwiazda Poranna, Stara Baba, Pijak, Kosmiczny Krasnoludek, Chochlik), Katarzyna Z. Michalska (Królewna, Wiewiórka, Szarak, Królewic, Piernikarka, Chochlik), Małgorzata Oracz (Hulababula, Dobrotka, Migdalina, Gwiazda Wieczorna, Pijak, Kosmiczny krasnoludek, Chochlik, Przekupka Krakowska), Jerzy Gorzko (Lirnik, Twardowski, Sowizdrzał, Dziadek Kościany, Długi Ogon, Smok, Pisarz), Michał Jaros (Kot i Pieszczotek), Maciej Konopiński (Palipieca), Piotr Łukawski (Król, Rycerz, Dworzanin, Chłop, Wilk, Walek, Pająk), Marcin Miodek (Organista, Dworzanin, Niedźwiedź, Kosmyczek, Bziczek, Szarlatan, Żak, Chochlik), Jakub Nosiadek (Staszek, Dworzanin, Migdal, Kuglarz, Doktor, Żak, Chochlik).

  • Premiera: 9 lutego 2019 roku w Starej Aptece
  • Kolejne spektakle: 10, 12, 13 i 14 lutego oraz 7, 8 i 10 marca w Starej Aptece
  • Spektakl zalecany dla widzów od szóstego roku życia.

Artur Oppman (ur. 1867, zm. 1931) – poeta okresu Młodej Polski, publicysta, redaktor tygodnika Wędrowiec i Tygodnika Ilustrowanego. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Znany ze słynnych bajek i legend warszawskich, o Kocie w butach, Bazyliszku, Złotej Kaczce, napisał wierszowaną historię Polski. Dzięki prostocie i melodyjności uczynił bajkę dla dzieci swoistym dziełem sztuki. W 1928 otrzymał nagrodę literacką miasta Warszawy.

Michał Derlatka (ur. 1981) – absolwent reżyserii i aktorstwa Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, studiował też reżyserię i dramaturgię w Hiszpanii (Institut del Teatre, Barcelona). Specjalizuje się w przedstawieniach teatru formy i teatru młodego widza. Trójmiejskiej publiczność znany głównie z realizacji w Tetrze Wybrzeże (PODRÓŻE GULIWERA, PRZYGODY KOZIOŁKA MATOŁKA) oraz w Teatrze Miniatura (FAHRENHEIT, SIEDMIU KRASNOLUDKÓW, TRAMWAJE). Pod jego pieczą powstał realizowany od czterech lat cykliczny projekt lektur udramatyzowanych dla najmłodszych LEKCJE NIEGRZECZNOŚCI. Poza Trójmiastem współpracował z teatrami w całej Polsce, m. in. we Wrocławiu, Warszawie, Olsztynie, Jeleniej Górze, Kaliszu, a także za granicą: w Barcelonie, Kordobie w Czechach i na Słowacji. Stypendysta MKiDN, ma na koncie ponad 30 realizacji teatralnych oraz drugie tyle czytań udramatyzowanych.

Joanna Sówka-Sowińska (ur. 1982) – architekt, projektant przestrzeni dźwiękowych, animator kultury. Absolwentka Wydziału Architektury na Politechnice Gdańskiej oraz wydziału fotografii na uczelni Bellas Artes de Valencia w Hiszpanii. Autorka dźwięku do ponad 30 spektakli teatralnych, etiud ulicznych i czytań udramatyzowanych. m.in. do wyreżyserowanych przez Michała Derlatkę spektakli: SZNYCEL GÓRSKI, SIEDMIU KRASNOLUDKÓW, TESLA VS EDISON, RYDYGIER, MÓJ PRZYJACIEL WAMPIR, PRZYGODY KOZIOŁKA MATOŁKA, RANDKA Z FENINISTĄ i innych.

Michał Dracz (ur. 1978) – scenograf, grafik, twórca multimedialny, absolwent Akademii sztuk Pięknych we Wrocławiu na wydziale Grafika. Od 2006 roku związany z Wrocławskim Teatrem Pantominy (GASTRONOMIA, GALAPAGOS , CAFE PANIQUE ) oraz Wrocławskim Teatrem Lalek (CO W TRAWIE PISZCZY, MOŻE MORZE, TESLA V EDISON , ZIEMIANIE ). Pracował m.in. z Wiesławem Hejną, Aleksandrem Sobiszewskim, Agatą Kucińską ,Joanną Gerigk, Leną Frankiewicz. Od 2010 roku stale współpracuje z Michałem Derlatką, w Trójmieście znany z realizacji Gdańskiej Miniatury (FAHREHEIT, SIEDMIU KRASNOLUDKÓW).

Wioleta Fiuk (ur. 1985) – tancerka i choreograf, współzałożycielka Teatru Tańca Dzikistyl Company znanego z takich produkcji jak: RADIO ŻELAZA, UCHODŹCY/TESTIGO DOCUMENTARY, REALITY DISAPPEARS AFTER WALKING. Jest autorką ruchu scenicznego m.in. do FARAONA i CZAROWNIC Z SALEM w reżyserii Adama Nalepy oraz DO KOMINA MURZYNA!MURZYNA! w reżyserii Zbigniewa Brzozy. Szerszej publiczności znana jest jako zwyciężczyni dwóch programów telewizyjnych o tematyce tanecznej: You Can Dance TVN oraz Got to dance Polsat.

 

 

Spotkanie „opłatkowe” Naszego Gdańska

SONY DSC

Fot. Janusz Wikowski

29 stycznia odbyło się spotkanie „Opłatkowe” Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Fotorelacja: Janusz Wikowski

Próba wspomnienia o Pawle Adamowiczu. „Wielkich ludzi pieśni chwal”

10 listopada 2018 - Prezydent Adamowicz na Gradowej Górze (fot. A. Januszajtis)

Prezydent Paweł Adamowicz na Gradowej Górze. 10 listopada 2018 roku. Fot. Andrzej Januszajtis

Czy ta tragedia odmieni oblicze tej ziemi? Musimy w to wierzyć i w tym pomagać, zaczynając od siebie samych. Trzeba raz na zawsze skończyć z nienawiścią, jej językiem, pogardą, poniżaniem innych, wysuwaniem nieuzasadnionych oskarżeń. Musimy wrócić do podstawowych wartości: miłości, życzliwości, szacunku dla cudzych poglądów, religii, koloru skóry – nawet gdy są różne od naszych. 
    

Próba wspomnienia o Pawle Adamowiczu 

Wielkich ludzi pieśni chwal  

    Brak mi słów, żeby opisać, co czuję.  Gdy w tak oczywisty sposób Zło triumfuje nad Dobrem, wydaje się, że runął porządek tego świata. Zbrodniczy oręż nienawiści ugodził jedno serce, a krwawią ich tysiące. Nie wolno się jednak poddawać. Pociechę przynoszą wspomnienia wszystkiego, co było dobre, co nas łączyło, czym się wspólnie cieszyliśmy.

Wyróżniał się rozsądkiem i opanowaniem

Pawła Adamowicza poznałem w 1990 roku, gdy on, wówczas 24-letni, i ja znaleźliśmy się w tej samej Radzie Miasta Gdańska, pierwszej wybranej, w wolnym już państwie. Były to wybory ważniejsze niż w poprzednim roku, bo przeprowadzono je we wszystkich gminach. Wolność i demokracja ogarnęły cały kraj. Wspólnie włączyliśmy się w proces reformowania samorządu. W ciągu czterech lat Rada, której od 11 grudnia 1990 roku miałem zaszczyt przewodniczyć, podjęła 640 uchwał, z których każda coś zmieniała w przesiąkniętym komunizmem systemie prawa komunalnego. Nasz najmłodszy radny brał w tym czynny udział, a w dyskusjach wyróżniał się rozsądkiem i opanowaniem. Jako prawnik układał nowy Statut Miasta. Był to czas niezwykły, przywracaliśmy i nawiązywali partnerstwa z miastami Zachodu, które prześcigały się w zapraszaniu nas do siebie, dla organizowania pomocy i wymiany doświadczeń. Wiele się wtedy nauczyliśmy, podpatrując mnóstwo rozwiązań.

Z potrzeby serca

Pamiętam jeden taki wyjazd do Kopenhagi, w którym Adamowicz uczestniczył. W kończącej pobyt imprezie o charakterze towarzyskim trzeba było zaśpiewać jakąś polską pieśń. Najlepiej wypadła kresowa … „Hej tam gdzieś, znad czarnej wody” z refrenem „Hej, hej, hej sokoły”! Mimo doświadczenia w działalności społecznej i politycznej – w 1988 roku był przecież organizatorem strajku studentów na Uniwersytecie Gdańskim – w tamtym czasie raczej wchłaniał informacje, można powiedzieć przygotowywał się do przyszłej wielkości. W następnej kadencji był Przewodniczącym Rady, która w kolejnej wybrała go na prezydenta miasta. Potem, gdy zmieniono zasady wyboru, pięciokrotnie powtórzyli to mieszkańcy, powierzając mu rządy nad miastem. Pamiętam jak w dniu setnych urodzin mojej mamy, jako Prezydent odwiedził ją u mojej siostry, gdzie wtedy mieszkała. Nie jest to rzadkością wśród przedstawicieli władz, ale on czynił to w sposób niezwykle ujmujący– nie z obowiązku, tylko z potrzeby serca.

Nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie

Przedtem i potem nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie. Gdy po śmierci naszej młodszej córki Oli założyliśmy Towarzystwo Promocji Młodych Skrzypków i zaczęliśmy organizować Ogólnopolskie Konkursy Jej Pamięci, był sponsorem głównych nagród, a jako Prezydent Miasta objął nad nimi patronat (w tym roku ma się odbyć XIII Konkurs i z niepokojem patrzymy w przyszłość). Wspierał i sam podejmował niezliczoną liczbę inicjatyw upamiętnienia osób i wydarzeń historycznych. W wielu z nich brałem udział. W 2005 roku na fasadzie Ratusza Głównego Miasta zawisły zrekonstruowane gdańskie wzorce miar, a w 2007 tablica na frontonie domu, gdzie urodził się Daniel Gabriel Fahrenheit. W 2008 roku na Długim Targu wspólnie odsłanialiśmy niezwykły pomnik gdańskiego fizyka w postaci stacyjki meteorologicznej ze zrekonstruowanym termometrem z 1758 roku. Kiedy z naszym wspólnym przyjacielem, Jackiem Starościakiem, wysunęliśmy propozycję przyznania Honorowego Obywatelstwa ostatniemu Prezydentowi RP na uchodźstwie, Ryszardowi Kaczorowskiemu, z radością ją podtrzymał, a Rada w odpowiednim czasie podjęła stosowną uchwałę. Nigdy nie zapomnę związanego z tym spotkania naszej trójki z Prezydentem Kaczorowskim i prowadzonych wtedy rozmów.

Łączyła nas miłość do  Gdańska

Wcześniej, w 2002 roku, z inicjatywy Prezydenta Adamowicza zostałem zaszczycony najwyższą godnością, jaką może przyznać miasto – Honorowym Obywatelstwem. W 2003 roku, gdy ukazało się drugie wydanie „Z uśmiechem przez Gdańsk”, przekazał autorom – Zbyszkowi Jujce i mnie – dwa egzemplarze w ufundowanej przez siebie skórzanej oprawie, zachowując trzeci dla siebie. W 2005 roku powołał Zespół do spraw Przywracania Nazw Historycznych pod moim kierownictwem. W 2017 zaprosił mnie do Komitetu Honorowego Obchodów Stulecia Odzyskania Niepodległości, a w 2018 zorganizował w Dworze Artusa wspaniałą uroczystość na moje 90. urodziny, na której wygłosił wzruszającą laudację. Nie mówiliśmy sobie po imieniu, nie odwiedzaliśmy się w naszych domach, a mimo to mogę stwierdzić, że byliśmy przyjaciółmi. Łączyła nas miłość do  Gdańska.

    Z „Naszym Gdańskiem”. Przedsięwzięcia wagi ogólnopolskiej i międzynarodowej

Trzeba też wspomnieć o jego stosunku do Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Mimo że parę razy zaleźliśmy za skórę – nie tyle jemu, co byłemu wiceprezydentowi do spraw gospodarki przestrzennej – obdarzał nas życzliwością, objął patronatem nasze spotkania z Zasłużonymi w Historii Miasta Gdańska, odznaczał ich medalami, a w 2012 r. z jego inicjatywy Rada Miasta uhonorowała nasze Stowarzyszenie Medalem Księcia Mściwoja II. Dzięki jego poparciu udało się przywrócić historyczny kamień „Serce Gdańska” w trakcie zeszłorocznego Święta Ulicy Św. Ducha. A ileż inicjował, realizował lub pomagał zrealizować przedsięwzięć wagi ogólnopolskiej i międzynarodowej – tysiąclecie pierwszej wzmianki o Gdańsku, dwutysiąclecie chrześcijaństwa, kolejne rocznice wybuchu wojny na Westerplatte, budowa Europejskiego Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej, nowy terminal na lotnisku, hala na granicy z Sopotem i bursztynowy stadion, przebudowa układu komunikacyjnego, tunel pod Martwą Wisłą, Obwodnica Południowa, mosty Jana Pawła II i najnowszy Stulecia Odzyskania Niepodległości! Każdy z organizowanych od 2002 roku Światowych Zjazdów Gdańszczan (w sumie pięć) pogłębiał pojednanie i przyjaźń między narodami.

Nieprawdopodobnie wstrząsające

Okoliczności jego tragicznej śmierci są nieprawdopodobnie wstrząsające. Jest w nich też jakaś regularna kolejność zdarzeń, sprawiająca wrażenie, jak gdyby gdzieś, ktoś kierujący naszymi losami je tak ułożył. Człowiek niesłychanie aktywny, niespodziewanie uzyskuje chwilę wytchnienia, parę tygodni bezcennego czasu na spędzenie go zagranicą, z ukochaną żoną i córkami. Po tych dniach, pełnych rodzinnego szczęścia, wraca, by przeżyć kulminację szczęścia jako społecznik – gospodarz ukochanego Gdańska, Miasta Wolności i Solidarności, przyjaznego dla wszystkich. Wyrazem tego szczęścia były słowa, ostatnie w jego życiu, podziękowania dla gdańszczan, podobnie jak on czyniących dobro, mieszkańców miasta „najcudowniejszego na świecie”. Nie przebrzmiały jeszcze ich echa, gdy został śmiertelnie ugodzony przez zbrodniarza, zatrutego jadem nienawiści. Jak to się wszystko układa w ciąg o wręcz apokaliptycznej wymowie! Czy ta tragedia odmieni oblicze tej ziemi? Musimy w to wierzyć i w tym pomagać, zaczynając od siebie samych. Trzeba raz na zawsze skończyć z nienawiścią, jej językiem, pogardą, poniżaniem innych, wysuwaniem nieuzasadnionych oskarżeń. Musimy wrócić do podstawowych wartości: miłości, życzliwości, szacunku dla cudzych poglądów, religii, koloru skóry – nawet gdy są różne od naszych.

Plac na Górze Gradowej najwłaściwszym miejscem, by nosić Jego imię

I jeszcze jedno: jak zwykle w takim przypadku, zastanawiamy się, jak uczcić zmarłego, który ze wszech miar na to zasługuje. Czy i któremu obiektowi nadać jego imię? W żadnym razie nie powinno się to odbyć kosztem jakiejś nazwy historycznej. Padają różne propozycje, ja mam swoją. W przededniu święta narodowego, 10 listopada zeszłego roku, Prezydent Paweł Adamowicz uczcił Stulecie Odzyskania Niepodległości wystawieniem masztu na majdanie fortu Góry Gradowej, najwyższego takiego w Polsce. Wciągnięto na nim flagę państwową, również największą, na wysokość 86 m nad poziomem morza. Przemawiał, jak zwykle mądrze i pięknie, grupy rekonstrukcyjne dały pokaz musztry. Widziałem w jego oczach satysfakcję, radość i dumę z rodzinnego miasta. Ten wybrany przez niego plac, górujący nad miastem, z widoczną z oddali flagą, najwłaściwszym miejscem, by nosić imię Pawła Adamowicza.

Jego wielkość rozszerza się na Polskę, Europę, może nawet cały świat!

Choć to straszliwie trudne, próbuję też spojrzeć na jego śmierć z jeszcze innej strony. Co jest lepsze, czy umrzeć nagle w pełni życia, gdy się osiągnęło maksimum szczęścia, czy doczekać starości i przeżywać związane z nią choroby, upadek sił fizycznych i duchowych? Na to pytanie nikt dotąd nie znalazł odpowiedzi. Zadziwia inny fenomen. Są ludzie, którzy w chwili śmierci są całkowicie ukształtowani. Znamy ich walory osobiste i osiągnięcia, wiemy, co sobą przedstawiają i gdy umierają, obraz nie ulega zmianie. W przypadku Pawła Adamowicza jest inaczej. Po śmierci jego sylwetka, osiągnięcia, zasługi ciągle rosną. Wielki za życia, gdyśmy go znali i kochali, staje się jeszcze większy, gdy go już nie ma, jego wielkość rozszerza się na Polskę, Europę, może nawet cały świat! To naprawdę coś niespotykanego. Najpiękniej wyraził to Rudyard Kipling (przekład J. Birkenmajera):

Wielkich ludzi pieśni chwal

Małego imienia,

Bo ich dzieło rośnie wciąż

I ich dzieło rośnie wciąż,

W głąb i wszerz się krzewi wciąż,

Ponad ich marzenia.

Realizujmy jego marzenia!

Andrzej Januszajtis

Świętej Pamięci Prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz

Świętej Pamięci Prezydent Miasta Gdańska

P a w e ł    A d a m o w i c z

zmarł tragicznie 14 stycznia  2019 roku

ugodzony poprzedniego dnia w serce przez opętanego nienawiścią zbrodniarza.

Tragiczna śmierć najlepszego gospodarza miasta, wizjonera, Człowieka o wielkim sercu, okryła nas wszystkich żałobą.

Był przyjacielem naszego Stowarzyszenia, patronem wielu naszych inicjatyw. Będzie nam Go brakowało. Nie zapomnimy Go.

Będziemy pomagali realizować Jego przesłanie.

Wyrażamy najgłębsze współczucie Jego osieroconej rodzinie, Jego przyjaciołom i wszystkim mieszkańcom Gdańska i całej Polski, którzy, podobnie jak my, boleśnie odczuli tę stratę.

Cześć Jego Pamięci! Niech spoczywa w Bogu!

Prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

doc. dr inż. Andrzej Januszajtis

 

„Więzi” w Starej Aptece. Pięć minut przed prapremierą

WIĘZI foto Dominik Werner (2)

O życiu pomiędzy. W niedzielę, 6 stycznia 2019 roku, o godzinie 19.00, na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże odbędzie się prapremiera „Więzi” Jarosława Murawskiego i Michała Buszewicza, na podstawie dzienników i relacji Oleny Apczel, która spektakl reżyseruje.

Kolejne spektakle: 8 i 9 stycznia 2019 roku w Starej Aptece.

Z innej perspektywy

W zapowiedzi spektaklu czytamy: (…) Bohaterka urodzona w Donbasie na wschodniej Ukrainie opowiada o swoim kraju z innej perspektywy niż ta, z jaką patrzy się na Ukrainę w Polsce, czyli głównie przez pryzmat tego, co dzieje się we Lwowie i Kijowie. Mówi o tym, jak wygląda Polska z perspektywy Ukrainy, ale przede wszystkim opowiada o samej Ukrainie, kraju niezwykle zróżnicowanym, przeoranym dodatkowo przez trwający od 2014 roku wewnętrzny i zewnętrzny konflikt.

„Więzi” oparte są na dziennikach i relacjach Oleny Apczel, ukraińskiej reżyserki i performerki, która była świadkiem dramatycznych wydarzeń w Kijowie, Charkowie i innych miastach Ukrainy, które zapoczątkowały „rewolucję godności”, a w jej następstwie hybrydową wojnę. Była na froncie jako wolontariuszka, organizowała pomoc rodzinom poległych, ale przede wszystkim była świadkiem, jak wyostrzone przez Majdan podziały infekują kraj i ludzi, przechodząc w poprzek miast, grup przyjaciół, a nawet rodzin – w tym jej własnej.(…)

„Więzi” to spektakl o życiu „pomiędzy”: pomiędzy Ukrainą i Polską, pomiędzy Ukrainą wschodnią i zachodnią, pomiędzy narzucanymi przez różne środowiska narracjami. Ale przede wszystkim to rzecz o wyborze między potrzebą i chęcią służenia ojczyźnie a miłością do rodziny i rodzinnej ziemi. I o okolicznościach, które sprawiają, że obie te miłości mogą się wykluczać.

Jarosław Murawski: „Punkt wyjścia – osobista historia Oleny Apczel”
– Projekt zaczął przygotowywać kilka miesięcy temu Michał Buszewicz, scenariusz zastałem w zarysie i pracę dokończyłem – powiedział Jarosław Murawski, dramaturg. – Olena prowadziła – częściowo po rosyjsku, częściowo po ukraińsku – zapisy swoich wrażeń ze zdarzeń ostatnich lat na Ukrainie przez pryzmat swojej rodziny, powstających w jej domu podziałów, pisała na ten temat wiersze. To był materiał wyjściowy. Prowadziliśmy z nią wielogodzinne rozmowy, kontaktowaliśmy się przez Internet, potem ja byłem we Lwowie, ona przyjechała do Warszawy.

Autorzy scenariusza wyszli z założenia, że Ukraina nam, Polakom, jest bardzo bliska. Wzięli pod uwagę: obecną sytuację polityczną w tym państwie, znaną nam z relacji w mediach, imigrację naszych wschodnich sąsiadów do Polski. Wyszli z założenia, że naturalne jest zainteresowanie tym, co się tam dzieje. Zechcieli zmierzyć się z problemami Ukraińców przebywających w Polsce. Spojrzeli na nacjonalizm obecny w obu krajach, który utrudnia ułożenie wzajemnych, pozytywnych relacji. Punktem wyjścia jest osobista historia Oleny Apczel.

– To jest bardzo skomplikowany, wielonarodowy, wielo religijny kraj, który usiłuje się po wstrząsach poskładać na nowo – kontynuuje Jarosław Murawski. – Powstają pytania, co ma być wspólnym mianownikiem – język, wiara, historia? Ale na Ukrainie, zróżnicowanej, jest to bardzo trudne. Nad tym także się w Polsce zastanawiamy.

Fakty, oczywiście, wzięte są w teatralny nawias, wprowadzone są sceniczne rozwiązania, ale wszystkie wydarzenia, z jakimi zetkniemy się w sztuce, na przykład śmierć matki głównej bohaterki, ojciec, który przebywa na Krymie i nie może spotkać się z rodziną, są prawdziwe.

Katarzyna Dałek: ”Nietypowa praca”

– Pracujemy miesiąc nad spektaklem i od początku nawiązaliśmy bliski kontakt z Oleną – mówi Katarzyna Dałek wcielająca się w postać głównej bohaterki. – Jest to trudna, nietypowa, ale ciekawa praca. Opowiadamy o czyimś życiu i mamy poczucie, że ani osoba, która użycza swoich przeżyć, ani aktor, który to wszystko odtwarza, do końca nie odsłoni wszystkiego, i nie będzie całkowicie z efektów usatysfakcjonowany.

Aktorka podziwia Olenę, która przez bardzo osobiste relacje, intymne zwierzenia odsłania się, na co nie każdego stać. Oczywiście powstaje sceniczny obraz, postaci zostały scenicznie przetworzone, nie są to już w stu procentach Olena i członkowie jej rodziny.

– Olena ma duże poczucie humoru, unika martyrologicznego przeżywania, próbuje opowiedzieć o przykrych sytuacjach lekko i chciałaby też od nas tej lekkości i to jest dla aktora ciekawe – konkluduje Katarzyna Dałek.

Olena Apczel: „Dom rodzinny na linii frontu

– Wielkim eksperymentem jest reżyserowanie sztuki stworzonej na podstawie własnych wspomnień – powiedziała Olena Apczel, reżyser. – Na pomysł ten wpadła moja bardzo bliska koleżanka, reżyser Ewelina Marciniak. Kiedy opowiadałam jej o swoich przeżyciach przekonała mnie, że to niezwykle ciekawy materiał do sztuki teatralnej na scenę polską, jestem jej za to niezmiernie wdzięczna.

Doszło do spotkania z Michałem Buszewiczem, dzienniki Oleny przetłumaczono na język polski, dołączył do pracy Jarosław Murawski. I powstało scenariusz.

Dom rodzinny Oleny w Nowitroicku, małej miejscowości w Obwodzie Donieckim, znalazł się na linii frontu. Gdy zaczął się konflikt na Ukrainie sporządzała zapiski – analizy zdarzeń, politycznych zmian, powstających na tym tle napięć w rodzinie, w kręgach przyjaciół, sąsiadów. Chciała przekonać matkę dlaczego zależy jej na uzyskaniu niepodległości Ukrainy, bo matka była temu absolutnie przeciwna, cała rodzina Oleny jest temu przeciwna.

– Muszę to powiedzieć, że nie wszyscy w Ukrainie podtrzymali ideę majdanu – mówi reżyser. – W moich stronach wielu ludzi zdecydowało się iść w przeciwną stronę. – W mojej rodzinie, która jest narodowo przemieszana, nikt nie czytał książek po ukraińsku, są u nas Rosjanie Ukraińcy, Mołdawianie, ojciec pochodzi z Besarabii i mam zakaz widzenia się z nim do 2048 roku. Nie było w mojej rodzinie, tak, jak w wielu innych rodzinach na tym obszarze tego kulturowego fundamentu, który by pozwolił tak na szybko kochać Ukrainę.

Piękna narodowa mieszanka”

– Mnie się wydaje, że to jest piękna mieszanka, cała Ukraina jest narodową mieszanką, ja to uwielbiam, żeby sytuację zrozumieć pisałam dzienniki – kontynuuje reżyser. – Moje spojrzenie na to, co opisałam wcześniej, dziś jest już inne.

Trzy lata temu Olena przeprowadziła się do Polski, przez rok mieszkała w Warszawie, trochę w Gdańsku. Dopiero wtedy zaczęła rozumieć sytuację w zachodniej Ukrainie, dowiedziała się, że tak wielu mieszkańców zachodniej Ukrainy w Polsce pracuje. Nie zna nikogo ze wschodniej Ukrainy, kto przeprowadził by się i pracował tutaj. Jej mama podczas ostrzału doznała wylewu i umarła, Olena wróciła wtedy na Ukrainę, mieszkała w Charkowie, od roku mieszka i pracuje we Lwowie.

– Zespół Teatru Wybrzeże to fantastyczna ekipa – mówi reżyser. – Aktorzy wczuli się w role, od początku dużo pytali, słuchali, opowiadali o swoich rodzinach, wspólnie wypracowujemy sceniczne rozwiązania.

Katarzyna Korczak

Zdjęcia: Dominik Werner/ Materiały promocyjne Teatru Wybrzeże

*

Jarosław Murawski, Michał Buszewicz
na podstawie dzienników i relacji Oleny Apczel
WIĘZI

  • Reżyseria: Olena Apczel
    Dramaturgia: Jarosław Murawski
    Scenografia, kostiumy: Natalia Mleczak
    Światło, video,: Szymon Kluz
    Asystent reżysera: Katarzyna Dałek
    Inspicjent, sufler: Katarzyna Wołodźko

W spektaklu występują: Małgorzata Brajner – Matka oraz Urzędniczka/Obca Kobieta/Sprzedawczyni, Agata Bykowska – Babcia oraz Ukraińska Sąsiadka / Starsza Obca Kobieta, Katarzyna Dałek – Olena, Jacek Labijak – Brat oraz Chłopak/Pogranicznik/Żołnierz/Obcy Mężczyzna, Krzysztof Matuszewski – Ojciec oraz Oficer/Polski Sąsiad.

Prapremiera: 6 stycznia 2019 roku na nowej scenie Stara Apteka
Kolejne spektakle: 8 i 9 stycznia w Starej Aptece

Olena Apczel (u. 1986) – reżyserka teatralna, performerka, scenarzystka, kuratorka projektów artystycznych. Dyrektorka artystyczna Lwowskiego Akademickiego Teatru Dramatycznego im. Lesi Ukrainki. Ukończyła Wydział Sztuki Teatralnej, Filmowej oraz Telewizyjnej Państwowej Akademii Kultury w Charkowie na kierunku Reżyseria Estrady (licencjat), Sztuka Teatralna (magisterium), w tej samej uczelni uzyskała tytuł Doktora Historii Sztuki, tam też w latach 2010-2015 wykładała. Reżyserowała i realizowała liczne spektakle teatralne, m.in. PRZEWOŹNIK Anny Jablońskiej (VI Festiwal Teatrów Niepublicznych „Kurbalesija” w Charkowie, 2008, Nagroda Krytyki Artystycznej), MÓJ PIERWSZY MĘŻCZYZNA Jeleny Isajewej (VII Festiwal Teatrów Niepublicznych „Kurbalesija” w Charkowie, 2009, Najlepsza Reżyseria). Autorka performansu OPOSITORIUM. ŚCIEŻKI/SKRZYŻOWANIA będącego efektem badania stref tolerancji dialogu międzywyznaniowego we współczesnym społeczeństwie (Charków, 2016). Współtwórczyni spektakli (jako współreżyserka i aktorka) TLEN Iwana Wyrypajewa, SAMOTNY ZACHÓD Martina Mcdonagha, TITIJ NIENAGANNY Maksima Kuroczkina w Teatrze Kotielok w Charkowie. W 2016 r. razem z reżyserem Artemem Wusikiem założyła niezależny autorski Bardzo Znany Teatr, gdzie zrealizowali wspólnie sztuki MŁOTEK W GĘBIE Daniła Charmsa i RODZINNE własnego autorstwa. Autorka performansów: OPEN EYES; LUDZIE. 46; OBECNOŚĆ; 365; WAŻNE ON/OFF; TERMIN PRZYDATNOŚCI DO 28.04.2017; DO POŁOWY PUSTE/DO POŁOWY PEŁNE; PERFORMANS „№ Ja” zrealizowanych w założonej i prowadzonej przez nią Szkole Sztuki Aktorskiej „Tiesto” w Charkowie. W 2016 r. pracowała jako konsultantka spektaklu LABIRYNTY: BÓG-HONOR-EMIGRACJA Mikity Valadzko (reż. Zmicer Chartkou) w Teatrze im. L. Solskiego w Tarnowie. W 2017 r. przy wsparciu British Council zrealizowała w charkowskim teatrze TAMiJA spektakl GÓRNICY-MALARZE wg Lee Halla. We Lwowskim Akademickim Teatrze Dramatycznym wyreżyserowała w 2017 r. OPOWIEŚĆ WIGILIJNĄ Karola Dickensa, zaś jesienią 2018 r. postdokumentalny spektakl HORYZONT 200, gdzie oprócz reżyserii była autorką tekstu i scenografką.

Jarosław Murawski (ur. 1974) – dramatopisarz, scenarzysta, absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, studiował także w Instytucie Historii Sztuki UW. Ukończył kurs scenariopisarstwa w The National Institut of Dramatic Art w Sydney. Autor tekstów: NA BOGA! , wyreżyserowanego przez Marcina Libera w 2013 r. w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu, spektakl otrzymał pięć nagród na Festiwalu Polskiej Dramaturgii Współczesnej w Zabrzu oraz Boskiej Komedii w Krakowie, znalazł się w finale Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej; GAŁGAN wyreżyserowanego w 2014 r. przez Ewelinę Marciniak we Wrocławskim Teatrze Współczesnym; dla Eweliny Marciniak przygotował następnie adaptację MORFINY wg Szczepana Twardocha, wystawionej w Teatrze Śląskim w Katowicach (Grand Prix Kaliskich Spotkań Teatralnych, trzy śląskie Złote Maski, finał Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej). W 2016 r. Marcin Liber wyreżyserował w Wałbrzychu jego kolejny tekst BYĆ JAK DR STRANGELOVE, a Agata Puszcz w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej sztukę HUMANKA, która w 2017 r. była prezentowana w kilkunastu miastach kraju w ramach programu „Teatr Polska” zaś w 2018 r. pięciokrotnie w Chinach. Według tekstu HUMANKI w 2016 r. powstał także Teatr TV w reż. Katarzyny Trzaski. Autor sztuki KOMEDA (na której napisanie otrzymał stypendium Ministra Kultury) wystawionej w 2016 r. w reżyserii Leny Frankiewicz jako koprodukcja Teatru Nowego w Łodzi i warszawskiego Teatru IMKA. Z Leną Frankiewicz w 2017 r. zrealizował także eko-bajkę ZIEMIANIE oraz spektakl dla dorosłych MOSKWIN we Wrocławskim Teatrze Lalek (2018). Kilkukrotny uczestnik warsztatów teatralnych SOPOT NON-FICTION. Jego tekst KLESZCZ zdobył w 2017 r. główną nagrodę w konkursie gdańskiego Teatru Miniatura i Fundacji MiastoKreacja na sztukę teatralną dla dzieci i młodzieży o demokracji. Wraz z Piotrem Domalewskim pracuje obecnie nad serialem fabularnym dla Canal+ , a z Eweliną Marciniak nad adaptacją KRÓLA Szczepana Twardocha dla Thalia Theater w Hamburgu (premiera we wrześniu 2019).

Michał Buszewicz (ur. 1986) – dramatopisarz, dramaturg, reżyser. Absolwent specjalizacji dramatologicznej Wiedzy o Teatrze UJ (2012) i dramaturgicznej na Wydziale Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST (2015). Jest autorem tekstów: ZBRODNIA realizowanego w Teatrze Polskim w Bielsku–Białej (nagroda zespołowa dla najlepszego spektaklu XVIII Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej), MISJA (WOJNY OD KTÓRYCH UCIEKŁEM, PIOTRUSIA PANA na motywach powieści Jamesa Barrie’go oraz AKTORZY ŻYDOWSCY, OŚRODEK WYPOCZYNKOWY I KILKA OBCYCH SŁÓW PO POLSKU reżyserowane przez Annę Smolar. Współpracował jako dramaturg także z Eweliną Marciniak, z którą zrealizował m. in. NOWE WYZWOLENIE S.I. Witkiewicza w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, AMATORKI wg Elfriede Jelinek w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku i SKĄPCA na motywach komedii Moliera w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, Anną Augustynowicz przy realizacji EDWARDA II wg Christophera Marlowe’a Janem Klatą przy spektaklu WRÓG LUDU wg Henryka Ibsena w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Wyreżyserował spektakle KWESTIA TECHNIKI, KSIĄŻKA TELEFONICZNA oraz KIBICE według własnych scenariuszy. Jest także reżyserem filmu krótkometrażowego na podstawie fragmentu powieści Jamesa Joyce’a FINNEGANÓW TREN. W latach 2015-2016 pełnił funkcję kierownika dramaturgów Narodowego Starego Teatru w Krakowie.

Natalia Mleczak (ur. 1982) – scenografka kostiumograf i dyrektor kreatywna. Absolwentka intermediów na poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Autorka kreacji scenograficznych i kostiumowych do teledysków m.in Brodki, Kasi Nosowskiej, zespołu Myslovitz, spektakli teatralnych m.in. GENIUSZ W GOLFIE (Teatr Stary w Krakowie), NIEWIDZIALNY CHŁOPIEC (Teatr Współczesny we Wrocławiu), MURZYNI (Teatr Polski w Bydgoszczy), filmów m.in. JAK GŁĘBOKI JEST OCEAN, THE LIFE OF DEATH, THE BARTENDER. Współpracowała z Vogue Home Japan oraz Wallpaper, a także większością polskich magazynów ilustrowanych. Przedmiotem jej zainteresowań jest interdyscyplinarność sztuk oraz działania w przestrzeni publicznej.

Szymon Kluz (ur. 1978) – operator filmowy, reżyser światła teatralnego. Ukończył Szkołę Filmową w Łodzi. Jego film dyplomowy WAŻKI (reż. Justyna Nowak) miał premierę na 64. Festiwalu Filmowym w Wenecji i był nominowany do nagrody Prix UIP dla najlepszego krótkometrażowego filmu europejskiego. Autor zdjęć do filmów dokumentalnych, animowanych, teatrów TV, reżyser i autor zdjęć reklamowych. W teatrze współpracował z reżyserami młodego pokolenia: Agatą Baumgart (O SZCZYTACH ROZPACZY I UŚMIECHU STEWARDESSY; Teatr Nowy w Poznaniu, SPALENIE JOANNY B.; Teatr Tv), Anną Karasińską (DRUGI SPEKTAKL; Teatr Polski w Poznaniu, FANTAZJA; TR Warszawa, WSZYSTKO ZMYŚLONE; Teatr Stary Kraków, 2118. KARASIŃSKA; Nowy Teatr w Warszawie), Justyną Nowak (BEAUTY; Teatr Tv), a także z Katarzyną Szyngierą, Piotrem Ratajczakiem, Antonem Malikovem i Natalią Sołtysik.

WIĘZI foto Dominik Werner (4) WIĘZI foto Dominik Werner (3) WIĘZI foto Dominik Werner (1) Wi«zi-ok