Wiersze Autorów „Kącika literackiego”

Prezentujemy wiersze Autorek i Autorów przedstawiających swoje utwory na spotkaniach „Kącika literackiego”, działającego przy Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”.

(jw)

Lato jest takie

Czas pozornie leniwy,
oczekiwanie,
dojrzewanie.
Krople ciepłego deszczu
sycące barwy ogrodów i łąk.
Falujące łany zbóż.
Spalona słońcem ziemia
pachnąca tajemniczością
i niski lot jaskółek
przed deszczem.
Chmary komarów
zawieszone w promieniach
zachodzącego słońca
i noc z księżycem
zatopionym w ciepłej
spokojnej wodzie jeziora.
Liście przydrożnych drzew
okryte kurzem.
Krótki przystanek
na ławce w ogrodzie
wśród słodkich zapachów
maciejki, tytoniu
i pachnącego groszku.
Jeszcze chwila, a
cicha nostalgia
pustoszejących plaż
przypomni, że wkrótce
nadejdzie jesień

Elżbieta Aletorowicz

* * *

Lato

Gdzie jesteś lato
któreś mieszkało w drzewach
któreś z ptakami śpiewało
ciągle mi Ciebie mało.

Gdzie jesteś lato
ukryte w skrzydłach motyla
w bukietach kwiatów i wiankach
ciepłych wieczorach i rankach.

Przebrzmiały letnie muzyki
w żab rechotaniu zaklęte
i gdy świerszcz dźwięcznie wygrywał
zaczarowane koncerty.

Jeszcze nas tylko pożegnasz
trzepotem ptasich skrzydeł
zmienisz suknie w kolory
i powiesz
za rok do was przyjdę.

Elżbieta Aletorowicz

* * *

Koniec lata tuż tuż

W kalendarzu jeszcze lato
ale już jakby go ubyło.

W powietrzu
zawisł dziwny spokój
nie, to nie cisza przed burzą.

Umilkły już letnie grzmoty
i błyskawice nie błyszczą na niebie,
teraz
przyroda przygotowuje się na sen.

Cisza, to znak
na pożegnanie
letniego gwaru ptactwa
szumiącego listowia drzew
cykania świerszczy
na pustych już polach.

Elżbieta Aletorowicz

* * *

DWOREK  ZA  WSIĄ

Kaszubska  chata

wieczerzą  wita

stare  drzwi  –  gościnne

szepczą:  wejdź

w  piecu  tańczący  płomień

przyjaźnie  skwierczy

sypią  się  skry

pachnie  szarlotką

chwiejne  na  wietrze

świetlinowskie  łany

ziołami  bogate

mimozy  malowane  słońcem

dalie  zdobione  purpurą

owoce,  owoce…

kusi  grzybowy  smak

ech…

jesień  puka  do  drzwi

Grażyna Brylska

* * *

MUZA  W  PARKU

Wrześniową  niedzielą

na  parkowej  alejce

Erato  przykucnęła

niesłyszalną  muzyką

z  nici  babiego  lata

utkała  dywan

w  tłumie  skrzydlatych  istot

maleńkie  dłonie  aniołka

z  otwartą  książką…

spod  wieśniaczej  chusteczki

dobrotliwe  spojrzenie

szepcze:  pisz…

Grażyna Brylska

* * *

     PEJZAŻ  Z  JARZĘBINĄ

W  zgiełku  miasta

pulsuje  dzień

pośpiechem,  zabawą,

światłami  reflektorów

wśród  przechowalni  snów

na  skrawku  zieleni

przycupnęła  jarzębina

delikatna,  krucha,

dzielnie  znosi  burze

opiera  porywom  wiatru

jesienią  przyobleka  korale

kiści  purpurą

w  promieniach  słońca

cieszy  moje  oczy

     Grażyna Brylska

* * *

LETNI PORANEK

Kochanym córkom

Ani i Marysi

Lato poranek

Ptasi budzik się włącza

Koncert swój zaczynają ptaki

Wschodzące słońce śpiewem witają.

Mazurek jest pierwszy, taki mały malutki

Podobny trochę do wróbla

Ładnym świergotem słoneczko wita

Potem reszta skrzydlatego towarzystwa.

Skrzecząca sroka właśnie tu leci

Krzyczy jak oszalała

Macha skrzydłami kręci się w koło

Patrzę a ona kota odgania.

Mewy sprzątaczki też hałasują

Nawołują się swym krzykiem

Latają sprawnie jak białe strzały

Pozbierają wszystko do czysta.

Wróbli gromada w krzaku urzęduje

Skacząc z gałęzi na gałąź

W języku wróblim coś mówią do siebie

Pewnie wschodzące słońce witają.

Tak dzień się budzi i ja się budzę

Słysząc tę muzykę za oknem

Raźniej się jakoś przez to czuję

Raźniej i radośniej.

Ryszard Galewicz

27.07.2015 r.

* * *

SZUKAM BOGA

Idę Boże i szukam Ciebie idę w bezgwiezdną noc

Noc ta czarne skrzydła rozpięła nade mną

I nie widać jest nic

Błądzącymi dłońmi szukam twych śladów

W bezkresie zaświatów ukrytych

Idę jak ślepiec po omacku szukając Ciebie

Gorącą głową uderzam w mur

Może za nim jesteś

Ja samotny człowieczy twór

Szukam Ciebie

Przeszedłem już wiele dróg

Dróg pokrytych pyłem

Ja niegodny człowieczy twór

Szukam Ciebie

Potykam się na wyboistych drogach życia

Lecz idę w tajemną dal – tam Ciebie szukam

Padam i podnoszę się z serca trwogą

W bezkresnej toni Ciebie szukam

Gdzie jesteś Boże gdzie się ukryłeś?

Gdzie mogę Ciebie znaleźć?

Człowiecze spojrzyj w gwiaździste niebo

Tam mnie odnajdziesz.

Ryszard Galewicz

18-03-2007

* * *

TO ZWYKLE TAK ZACZYNA SIĘ

Kiedy spojrzenia się spotkają

To zwykle tak zaczyna się

Błysk w oku wtedy się pojawia

I wtedy wiesz chwyciło cię.

W nocy trudności masz ze spaniem

Od razu byś do niej biegł

Godziny liczysz, kiedy wstajesz

I cieszysz się, że spotkasz Ją.

To wszystko nie jest takie proste

Bo Ona pokochać musi cię

I kiedy wreszcie to usłyszysz

Jak dziecko wtedy cieszysz się.

Kocham…powtarzasz wiele razy

Oddałbyś wszystko by z nią być

Za noc spędzoną z Nią, jak w raju

Oddałbyś chętnie życie swe.

Gdy brzegiem morza idziesz z Nią

Trzymając ciepłą rękę Jej

To czujesz wtedy to, że żyjesz

I nigdy nie puścisz ręki Jej.

Na koniec, kiedy do domu Ją odwozisz

Nie możesz z Nią rozstać się

Patrzysz jak we drzwiach znika

I prosisz by znowu zaczęło się.

Modlisz się by nigdy nie skończyło

By trwało to po czasów kres

Chciałbyś pójść z Nią w jesień życia

Również, gdy zima zjawi się.

Kiedy spojrzenia się spotkają

To zwykle tak zaczyna się

Błysk w oku nagle się pojawia

I wtedy śpiewasz kocham Cię.

Ryszard Galewicz

14-03-2007

* * *

TEATR MARIONETEK

Codziennie gramy jakieś role

Codziennie życie pisze nowe

Codziennie nowe scenariusze

Codziennie nowe kapelusze.

Zmieniamy pozy i ubrania

Czasami maski zakładamy

Chcemy się zgubić w ludzkim tłumie

Nie chcemy by nas ktoś rozumiał.

To wszystko nie jest takie proste

Hipokryzja też czasami gości

Dlaczego gramy takie role?

Dlaczego kłamstwo, kłamstwo goni?

Nie swoje role, czemu gramy?

Role, które „ktoś” nam pisze

Mamonie czasem ulegamy

A potem co? Dalej jesteśmy głusi?

Ryszard Galewicz

17.03.2015 r.

* * *

ZACZAROWANY OŁÓWEK

BIEDNY ZAŁAMANY OŁÓWEK

PODRAPAŁ KARTKĘ W LITERY SŁOWA

POŚWIĘCONY CZAS

SCHOWANY W KUCHNI ZEGARA

ZAMKNIĘTY W PAPIEROWY SEJF

WYMAMROTAŁ WIERSZ USTAMI POETY

ŚCIEŻKI WYDEPTANE BUTAMI PRAWDY

OMIJAM SZEROKĄ ULICĄ PIEKŁA

PRZELOTNY DESZCZ

WYLANY NA GŁOWĘ WOJNY

PRAWDZIWY ŚWIAT POETY

WYŻEBRANY Z KIESZENI BOGA

ZA NOCY SZKŁEM

BEZPAŃSKI KOT CHODZI W CHMURACH

DO LAMPY POD SUFITEM ZAGLĄDA KSIĘŻYC

NAŁADOWANY PISTOLET

ŚCISKA MOJĄ PIĘŚĆ

OSTRĄ AMUNICJĄ PRZENIKA PLAKAT NIEBA

KOSZMAR SENNY

DRUKOWANY W RODZINIE CIENI

POUKŁADANE W GŁOWIE CEGŁY

TWORZĄ MUR ZAZDROŚCI PRAGNIEŃ

KOLEJKA POŚCINANYCH KWIATÓW

KRĄŻY PO DNIE DOLINY CZASU

FABRYCZNY KOMIN

OTWIERA NIEPRZYTOMNEJ BRAMY OCZY

PORTIER ZACIĄGNĄŁ DYM Z PAPIEROSA

MIĘTOWE NUTY POWIETRZA

BIEGNĄ W SEN JAK DO TRAMWAJU

PRZELATUJĄ NAD GŁOWAMI ŻYCIA

ANDRZEJ HOPPA