8 czerwca 2016 r., odbyło się szesnaste spotkanie literacko – poetyckie w Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”. Ptasie pióro otrzymała p. Joanna Kochanowska.
Na wstępie p. Ryszard Jaśniewicz przeprowadził ćwiczenia poprawnej wymowy. Następnie uczestnicy recytowali utwory własne związane z tematem „Matkom i Ojcom”. Wyróżnienie w postaci ptasiego pióra otrzymała p. Joanna Kochanowska. Nastrój był miły i sympatyczny. Dekorację salki przygotowała p. Barbara Średniawa.
Kolejne spotkanie odbędzie się 13 lipca 2016 r., o godz.17.00 w Stowarzyszeniu „Nasz Gdańsk”, na które serdecznie zapraszamy miłośników i twórców literatury i poezji. Temat „Morze”.
Wacław Janocki
Fotorelacja: Wacław Janocki
Prezentowane wiersze
M A T E Ń K O
Kochałaś ludzi z wzajemnością
byłam Twoją niespodzianką
obdarzyłaś mnie bezgraniczną miłością
jej ciężar często przytłaczał
kiedy spłynął ze mnie trud
walki o Twe życie
nastała rozpacz
rozpamiętywałam słowa:
„ból jest wielki,
gdy bardzo się kocha
tych, co odchodzą”…
odwiedzałaś mnie
podczas niespokojnych snów
wypełnionych krzykiem tęsknoty
w otoczce moich łez…
wybierając ziemski symbol
Twego istnienia,
TY – przychodzisz do mnie z różami
Jesteś jasna, radosna …
———————————————————
brak mi Ciebie
lecz czuję Twą opiekę
dobrze, że pozwoliłaś mi być
choć przez chwilę – Twym dzieckiem.
Grażyna Brylska
* * *
D O C I E B I E, T A T K U
Twój autorytet
dla mnie wzorem
drapałam się skwapliwie
na Twe kolana
z radością zanurzałam palce
w czerń kręconych włosów
byłeś cierpliwy
uczyłeś odpowiedzialności
za każdą chwilę życia
Twe słowa
wytyczają mi szlaki
w gąszczu ludzkich zachowań
czuwasz nade mną
gdy jestem na rozdrożu
ojcowska, wymagająca miłość
była trudna
czy tak być musiało?
Mimo to,
z dumą noszę nazwisko,
które mi dałeś…
Grażyna Brylska
* * *
Gdzie jest mój dom
Tam jest mój dom,
gdzie jest serce moje
Gdzie łagodzisz bóle
wszystkie trudy, znoje
Gdzie koisz niepokój
gdy w sercu zagości
utulasz skołatane serce
załagadzasz złości.
Gdzie chwile ulotne
prawie bez znaczenia
pierwsze słowo rano,
gdy oczy przecieram.
Otulenie miękkim kocem
z drzemką na kanapie
w niedzielne popołudnie
kawa, ciepłe kapcie.
Spokojny oddech dziecka
muzyka z radia cicha
gdzie codzienna miłość
dotykana z bliska.
Coś czasem zapomniane
drzwi, okno otwarte
nieważne drobiazgi
jednak wiele warte.
Raz czułe spojrzenie
raz oczy zaspane
dziecka słowa – Mama
To dom mój kochany.
Elżbieta Aletorowicz
Twój anioł
Jestem Twoim aniołem
Twoim aniołem stróżem
Chociaż jestem na ziemi
A anioły są przecież w górze.
Zawsze byłam tuż obok
Zawsze byłam tu blisko
Chciałam Ci nieba uchylić
Już nad Twoją kołyską.
Chciałam chmury zasłonić
Chciałam zatrzymać burze
By Ci słońce świeciło
Jak najjaśniej i najdłużej.
Będę Twoim aniołem
Twoim aniołem stróżem
Chociaż Ty będziesz na ziemi
A ja będę tam , w górze.
Elżbieta Aletorowicz
* * *
ŚWIT
Dzień się już budzi!
We mnie noc uśpiona
W ramionach trzymam sen, który uleci
gdy promień słońca
światło dnia roznieci
i niczym skrzydło dotknie moich oczu
Czy warto budzić mego Morfeusza
− kochanka nocy, strażnika spokoju
który z wieczora randkę ze mną miał?
Otulił płaszczem snu dobrotliwego
powierzył ciało swoim boskim mocom
by nie ostygło kiedy wstanie świt
Radość istnienia!
To pierwsze doznanie
gdy spod powieki łza poranna spłynie
Dzwonkami życia brzęczy cały świat
zrazu cichutko, nieśmiało, przez mgłę
nim się rozniesie, nim się rozszaleje
i zacznie głosić zachwyt nowym dniem
Jak biały motyl
sfrunie na mnie blaskiem
przyniesie słodycz z pachnących jaśminów
A jeśli nawet chmura gradonośna
powita dzień mój rydwanem piorunów
przepłoszę sen mój
usta w uśmiech złożę
i perłę świtu w muszelce otworzę
Maria Weggi – Słupianek
* * *
Przychylić nieba
Mamusia – tak się nazwałaś
I tak na zawsze zostało.
Ułożyłaś imię swe z kwiatów polnych,
Które zawsze rosną i nie więdną,
Hodowane na miłości, co granic nie zna,
Mądrości twojej i minionych pokoleń.
Byłaś nauczycielką życia,
Uczyłaś słowem,
Uczyłaś przykładem,
Stawiałaś zadania.
Byłaś znawcą zdrowia,
Zawsze wiedziałaś,
Kiedy stosować leki z bożej apteki
A kiedy rady lekarza.
Niczego nie przeoczyłaś.
Byłaś przyjaciółką,
Która nie przynagla
W oczekiwaniu na zwierzenia.
Zwyczajnie, prawdziwie słuchałaś.
Nie mówiłaś słów patetycznych,
Nie udzielałaś nudnych pouczeń.
Doradzałaś ale pozwalałaś na własne wybory.
Rosłaś razem z nami,
Patrzyłaś oczyma dziecka,
Nastolatka i dorosłego człowieka.
Były pocieszenia, pochwały i upomnienia.
Budowałaś dom,
Pełen miłości ale i wymagań,
Dbałaś, by przyjaciele twoich dzieci
Dobrze się w nim czuli.
Niczego nie narzucałaś,
Sercem i mądrością kontrolowałaś.
Uplotłaś trwałą więź rodzinną
Między dziećmi i dalszymi krewnymi.
Dziś, kiedy patrzysz z nieba,
Z upodobaniem powtarzamy twoje słowa,
W żarcie, radości i smutku,
Bo tak lepiej, bo przytulniej, bo mądrzej.
Żyj w nas i prostuj nas
W szacunku do samego siebie,
W szacunku do innych,
W odpowiedzialności za wszystko co robimy.
Nie ważne, jakie trudy i wyrzeczenia
W wieku sędziwym
Dla swojej mamy poniosłaś;
Zawsze zadasz sobie pytanie,
Czy wszystko?
I wina i żal serce ściśnie,
Że nie przychyliłaś Jej nieba.
Zofia Remlinger
* * *
Dobrych snów
Dobrych snów ci życzę wśród kwiatów na łące,
Będę w śnie je zbierał – nawet niepachnące.
Może dziwnym się wydaje to moje marzenie,
być wśród traw tych dzikich, które dają ukojenie.
Tyle jest piękna na ziemi – tak jak my stworzeni,
w całym wszechświecie, w niebieskiej przestrzeni.
Lecz brakuje miłości, która nie wszystkim jest dana,
zamknij oczy i pomyśl o niej w swoim śnie do rana.
Niech cię czule obejmie i mocno do serca przytuli –
jak wspomnienie, jak dziecko do matczynej koszuli.
Śnij o matce, która miłością bezwzględną darzyła,
zawsze ochraniała, kochając nigdy nie zdradziła.
Wacław Janocki