
Ronda – widok z punktu widokowego Mirador de Ronda, na zdjęciu od lewej Maciej, Ewa i Piotr. Fot. Marek Świtała.
21 – osobowa grupa polskich rekonstruktorów historycznych doby napoleońskiej, w tym z Gdańska wzięła udział w inscenizacjach potyczek upamiętniających walki Hiszpanów z wojskami napoleońskimi, w tym polskimi w Andaluzji.
Publikujemy relację z tej „Wyprawy do Malagi” Piotra Zawady – dowódcy gdańskich rekonstruktorów historycznych epoki napoleońskiej reprezentujących Pułk 12 Piechoty Księstwa Warszawskiego.
* * *
No i stało się. Nadszedł piąty ostatni dzień pobytu grupy rekonstrukcyjnej w Hiszpanii. Jeszcze poprzedniego dnia wieczorem spakowaliśmy nasze graty, aby mogły pojechać naszym busem do Polski. Nasza piątka, która wracała do Gdańska, miała samolot dopiero wieczorem około godziny 21, więc mieliśmy jeszcze cały dzień na zwiedzanie.
Zapisaliśmy się na wycieczkę autokarową do Ronda. Tak jak poprzednio nasz autobus wystartował z miejsca koło portu w Maladze. Byliśmy rozrzuceni po całym autokarze, a mnie trafiło się miejsce wśród trzech pięknych młodych arabskich dziewcząt ubranych w tradycyjne arabskie ubrania, stroje. Chusty na głowach i długie szaty, spod których wystawały stopy w butach znanej sportowej firmy z trzema paskami. Oczywiście wszystkie trzy przez cały czas trzymały w rękach telefony, jakby czekały, że zaraz zadzwonią do nich ze znanej polskiej stacji radiowej z informacją, że odbierając ten telefon wygrały właśnie gwarantowane kilkaset tysięcy złotych.
Oczywiście sobie żartuję, ale fakt jest faktem, że telefony miały jakby przyspawane do dłoni i co chwila do nich spoglądały robiąc fotki i relacje z podróży. Zupełnie jak moja córka. Aż było mi głupio tak na nie zerkać, ale naprawdę wyglądały jak z obrazka, a połączenie tradycjonalizmu z nowoczesnością wyglądało bardzo zabawnie. Wreszcie dojechaliśmy do miasta Ronda. Ten kto tam nie był, niech żałuje i przy najbliższej okazji tam pojedzie.
Naszą wizytę rozpoczęliśmy od zwiedzenia Kościoła i Klasztoru Karmelitanek Bosych, Iglesia de Nuestra Senora – de la Merced (Kościół Matki Bożej Łaskawej, Miłosierdzia), w którym można zobaczyć rękę, a właściwie dłoń świętej Teresy z Avili, która jest jedną z najważniejszych relikwii w Hiszpanii.

Ronda – relikwia (dłoń) św. Teresy z Avili w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Łaskawej, Miłosiernej w Ronda. Fot. Marek Świtała
Podobno po zakończeniu wojny domowej w 1936 roku, dyktator generał Francisco Franko znany ze swojej żarliwej katolickiej wiary przywłaszczył sobie relikwię i przez cały okres swoich rządów trzymał ją w swoim domu wierząc, że przynosi mu ona siłę i zdrowie do sprawowania władzy. Na szczęście po śmierci Franco w 1975 roku relikwia wróciła na swoje miejsce. Podczas zwiedzania kościoła, a właściwie kościołów w Hiszpanii, szczególnie zwróciło moją uwagę to, że figury Matki Bożej i Pana Jezusa ubrane były w przepiękne szaty, często ozdobione drogocennymi kamieniami.

Ronda – figura Matki Bożej w przepięknej sukni zdobionej często drogocennymi kamieniami w kościele w Ronda. Fot. Marek Świtała
Następnie udaliśmy się do miejskiego parku, na którego końcu znajduje się punkt widokowy, Mirador de Ronda nad około stu metrową przepaścią, z którego można podziwiać wspaniałe widoki okolicy, w tym leżący poniżej wąwóz. Stojąc tak przy samej barierce punktu widokowego, nie powiem, ale czuło się tą wysokość i przestrzeń.

Ronda – widok na most Puente Nuevo w Ronda. Fot. Marek Świtała
Pięknem miasta zafascynowany był również słynny amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway, który uważał Rondę za jedno z najpiękniejszych miejsc w Hiszpanii. Ronda była inspiracją dla jego twórczości, a opisy scen okrucieństwa do jakich dochodziło w Rondzie podczas hiszpańskiej wojny domowej, zawarł w swojej słynnej powieści pt. „Komu bije dzwon”. Popiersie pisarza można zobaczyć w pobliżu Plaza de Toros, areny walk byków, która jest jedną z najstarszych aren w Hiszpanii. Sam Hemingway był zafascynowany korridą i przyjaźnił się z torreadorami. W pobliżu areny walk byków można zobaczyć pomnik przedstawiający byka oraz podobizny najlepszych torreadorów.

Pomnik byka przed areną. Fot arch. Janusz Wikowski


Arena w Rondo. Fot. arch. Janusz Wikowski
Kulminacyjnym punktem naszej wyprawy była wizyta na Puente Nuevo (Nowy Most), około 100 metrów wysokości, który dzielił miasto na część arabską i chrześcijańską, a z którego rozpościera się wspaniały widok na skalisty wąwóz rzeki Geadalevin zwany El Tayo. Podczas wojny domowej w Hiszpanii z tego mostu republikanie zrzucali ludzi w przepaść.
Ruszyliśmy w miasto i idąc jego uliczkami podziwialiśmy architekturę zabudowy, przechodziliśmy przez skwerki i placyki z różnymi rzeźbami i fontannami przy okazji podziwiając miejscowe fascynujące widoki. Doszliśmy do Pałacu Mandragon, który kiedyś był pałacem arabskiego władcy, a obecnie znajduje się tutaj Miejskie Muzeum Archeologiczne, które zdecydowaliśmy się zwiedzić.

Ronda – moja koleżanka Ewa w Muzeum Archeologicznym w Pałacu Mandragon w Ronda. Fot. Piotr Zawada

Ronda – wspaniałe ogrody w Muzeum Archeologicznym w Pałacu Mandragon w Ronda. Fot. Piotr Zawada
Możemy tam podziwiać pomieszczenia z bogato zdobionymi sufitami, posadzkami i dziedzińcem. Znajdują się tam piękne ogrody w arabskim stylu z fontannami z bijącymi źródełkami na tle bujnej zieleni w pełnej krasie. Podobno niektórzy uważają, że te ogrody są jakby miniaturą ogrodów w Granadzie. Na piętrze znajduje się Muzeum Archeologiczne dokumentujące historię Rondy i całego regionu, począwszy od czasów prehistorycznych.
Następnie ruszyliśmy w stronę Kolegiaty Santa Maria la Mayor (Świętej Marii Większej) przy Plaza Duguesa de Parcent ( plac księżnej Parcent), który jest głównym placem w starej zabytkowej części miasta. Zwiedziliśmy kolegiatę i muzeum kościelne, w którym można zobaczyć stare biblie i księgi, rzeźby, obrazy i ikony. Po wąskich schodkach dostaliśmy się na taras widokowy, z którego podziwialiśmy przepiękny widok na plac i okolicę.

Ronda – widok na wąwóz El Tayo z mostu Puente Nuevo w Ronda. Fot. Marek Świtała

Z kolegiaty wyszliśmy na Plaza Duguesa i zapragnęliśmy nieco odpocząć i napić się kawy. Zasiedliśmy przy stoliku na świeżym powietrzu i delektowaliśmy się widokiem zabudowy wokół placu no i oczywiście aromatem kawy. Nagle ku naszemu zdziwieniu na plac zajechała wojskowa ciężarówka, która zaparkowała naprzeciw wejścia do kolegiaty. Wyskoczyło z niej kilku rosłych hiszpańskich żołnierzy, którzy zniknęli we wnętrzu kościoła. Przyznam się, że wyobrażałem sobie Hiszpanów jako niezbyt wielkich facetów, a tu takie chłopiska. Nagle zobaczyliśmy jak owi żołnierze wynoszą na swych barkach figurę Pana Jezusa na Krzyżu i delikatnie wsuwają ją na pakę wojskowej ciężarówki. Coś takiego? Figura Pana Jezusa pojedzie wojskową ciężarówką. Zapewne do pracowni konserwatorskiej, pomyślałem.

Ronda. Umieszczenie figury Pana Jezusa na Krzyżu na wojskowej ciężarówce przez hiszpańskich żołnierzy w Ronda. Fot. Katarzyna Rojek
Po tym zaskakującym zdarzeniu i dopiciu ostatniego łyka kawy ruszyliśmy w drogę powrotną przez miasto i przy arenie walk byków wstąpiliśmy do pobliskiego hotelu na lody i piwko, którymi delektowaliśmy się na tarasie na piętrze, z którego mieliśmy idealny widok na arenę. Teraz już naprawdę musieliśmy wracać do naszego autobusu, do którego idąc rozglądaliśmy się na boki, aby nic ciekawego nam nie umknęło.
Ale to jeszcze nie był koniec naszych atrakcji tego dnia. Po niedługim czasie nasz autobus zatrzymał się i zaparkował na rogatkach miasteczka Setenil, jednego z tzw. białych miasteczek ,Pueblos Blancos. Dlaczego białych, ano dlatego, że wszystkie domki pomalowane są na biało. Miasteczko zostało właściwie zbudowane w szczelinie wąwozu, gdzie uliczki wbudowane są pod skałą. Często poszczególne domostwa za dach mają naturalną skałę, co daje mieszkańcom schronienie przed upałami oraz tworzy jakby naturalną lodówkę. Za drobną opłatą można zwiedzić wnętrze takiego domu. Wzdłuż nawisu skalnego, a właściwie pod nim wiją się uliczki z kafejkami, restauracjami i wszelkiego rodzaju kramikami z pamiątkami i wyrobami miejscowego rzemiosła. Niestety na zwiedzanie Setenil mieliśmy niespełna godzinę, ale na pewno warto było, choć tak na szybko je zobaczyć. Czas było wracać.
Na pewno przez te pięć dni pobytu w Andaluzji nie udało nam się wszystkiego zobaczyć, ale i tak sądzę, że nasza ekipa wykorzystała ten czas na maxa. W drodze powrotnej znowu siedziałem obok, znajomych trzech młodych arabek, które gorączkowo wysyłały przez telefon zdjęcia i filmiki z wycieczki. Wreszcie wczesnym wieczorem dojechaliśmy do Malagi i od razu udaliśmy się na lotnisko. Mieliśmy jeszcze z dwie, trzy godziny czasu do odlotu, więc coś zjedliśmy i rozbiegliśmy się po sklepach, aby zakupić pamiątki i prezenty dla najbliższych. Po trzy i pół godzinnym niewygodnym locie byliśmy w Gdańsku – Rębiechowie, gdzie zaskoczyła nas zimowa aura z minusową temperaturą. W Hiszpanii w lutym było co najmniej kilkanaście stopni na plusie i często chodziliśmy z krótkim rękawkiem, a tu taka odmiana. Po dotarciu do domu, leżąc już w swoim ciepłym łóżeczku nie mogłem uwierzyć, że jeszcze kilka godzin temu byłem w innym świecie, a teraz jestem we Wrzeszczu i za kilka godzin będę musiał wstać do roboty, nie wspominając już o skrobaniu zamarzniętej szyby w służbowym samochodzie. Ot taka proza życia.
Piotr Zawada
Relacja z napoleońskiej wyprawy do Hiszpanii w dniach 5-10 lutego 2025 r. Pięć niesamowitych dni.