Służąca – też człowiek

ng WP_20150124_14_03_02_Pro

Rozmowa z dr Ewą Barylewską – Szymańską, kierownikiem Domu Uphagena – Oddziału Muzeum Historycznego Miasta Gdańska

– W Domu Uphagena otwarto Izbę Kucharki.

– Nową przestrzeń muzealną urządziliśmy w pomieszczeniu na parterze, w którym, wedle wszelkich przypuszczeń, w drugiej połowie XVIII wieku, mieszkała kucharka albo służąca. Przez wiele lat pokój nie był dostępny dla publiczności, wykorzystywaliśmy go do celów biurowych i jako magazyn książek przeznaczonych do sprzedaży. Realizację przedsięwzięcia mieliśmy na uwadze od początku istnienia Oddziału. Problem polegał na tym, że bardzo mało wiedzieliśmy o służbie, która pozostawała w cieniu mieszczan. Kiedy zaczęliśmy badać inwentarze mienia z tej epoki okazało się, że jest nieco materiałów i o tym – co służba w Gdańsku miała, ile zarabiała, w jakich warunkach funkcjonowała. Do niedawna zajmowałam się wyłącznie badaniem warstwy wyższej, która posiadała własne domy albo domy wynajmowała. Z czasem zaczęłam interesować się również ubogimi w Gdańsku. Na podstawie materiałów archiwalnych, do jakich dotarłam, można rzetelnie powiedzieć jak żyła służba. Zdobytą wiedzę podsumowaliśmy przygotowując modelową Izbę Kucharki, bo nie jest to konkretne pomieszczenie, z którego określona osoba korzystała.

kucharcha Państwa Uphagenów.jpg

– Jak w drugiej połowie XVIII wieku służba mieszkała?

– Wcześniej przebywała w warunkach niekomfortowych. W pierwszej połowie XVIII wieku, na przykład w domu Schumannowej przy ulicy Piwnej, służący sypiał na rozsuwanej ławie w sieni pod schodami. W drugiej połowie XVIII wieku, w epoce oświecenia, następowała humanizacja życia, w służących zaczęto dostrzegać ludzi, przydzielano im osobne pomieszczenia. W domach gdańskich coraz powszechniejsze stawały się izby dla służby. Osoby samotne, które służyły, mieszkały w domach swoich państwa, a jeżeli miały własną rodzinę, mieszkały gdzie indziej, na przykład w domach czynszowych i przychodziły na służbę.

Znamy wiele osób z imienia i nazwiska spośród służby: kucharek, nianiek, dziewek służebnych, woźniców, pracujących w osiemnastowiecznych domach gdańskich. Jedną z nich była kucharka Anna Dorotheia Albertin.

Odnalazłam w Archiwum Państwowym w Gdańsku jej inwentarz mienia, sporządzony został w domu Matthiasa Zachowskiego przy ulicy Szopy w dniu 19 września 1775 r. po śmierci kucharki. W jej skrzyni znajdowały się ubrania, osobiste drobiazgi oraz nieco gotówki – dukaty, ruble, monety holenderskie.

Wbrew pozorom nie było wtedy w gdańskich domach aż tak wiele służby. Naturalnie wszystko zależało od zasobności domu. Zatrudniano przeważnie: kucharkę, obarczając ją dużym spectrum obowiązków, pokojową, czasem służącego do obsługi pana domu. W domach, w których były małe dzieci była niania i nauczyciele. W bogatszych domach pracował też woźnica. Temu ostatniemu przydzielano osobne lokum, państwo Uphegenowie przeznaczyli dla woźnicy niewielkie mieszkanko na tyłach posesji od ulicy Ogarnej, nad remizą, w której stały pojazdy.

– W jakich okolicznościach i w jakim celu sporządzano spisy mienia?

– Prawo podatkowe, nie tylko w Gdańsku, było takie, że gdy ktoś umierał, jego dobytek, niezależnie czy był bogaty czy biedny, inwentaryzowano. Zajmował się tym miejski urzędnik, miastu przysługiwała część z masy spadkowej. Koszty spisu inwentarza odliczano od masy spadkowej. Gdy umarł służący, spis jego rzeczy trwał krótko, bo rzeczy było niewiele, wtedy stawka za sporządzenie wykazu była niewielka. W domach zamożnych trwało to kilka dni albo kilka tygodni, co pociągało za sobą wyższą opłatę. Gdańsk ponadto odkupił od króla polskiego prawo kaduka, z którego wynikało, że jeżeli ktoś nie miał spadkobierców, wszystkie jego rzeczy przejmowało miasto. Spisów mienia sporządzono ogromnie dużo i wielce sumiennie, czemu trudno się dziwić, miasto na tym zarabiało. Takie prawo podatkowe obowiązywało od XVII do początków XIX wieku, a dokumenty zachowały się w Archiwum Państwowym w Gdańsku. Później regulacje obowiązywały trochę inne. Do końca gdańskiej niepodległości spisy jeszcze istniały, dotarłam do pochodzących z 1808 roku.

– Dzięki Annie Dorothei Albertin dowiadujemy się, jak żyły służące?

– Tak. Zawartość skrzyni tej kucharki i innych służących zainspirowały nas do stworzenia izby. Wykorzystaliśmy też opisy izb dla służby z różnych domów gdańskich. Ale kierowały nami i inne motywy. Z jednej strony chcieliśmy pokazać jak żyła służba, bo to jest ogromnie rzadko podejmowany temat w muzealnictwie wnętrz. Ani w pałacach ani w dworach ani w domach mieszczańskich się nie pokazuje jak służba spała i mieszkała. A z drugiej strony we wnętrzach naszego muzeum nie ma sypialni. Zwiedzający bardzo często pytają jak wtedy spano. Wiadomo gdzie Uphagenowie spali, natomiast nie odtwarzaliśmy tego wnętrza. Na drugim piętrze, gdzie znajdowały się sypialnie, mamy pomieszczenia wystaw czasowych, które są bardzo ważne. Dzisiaj, żeby pozyskiwać zwiedzających, potrzebne są wciąż nowe zachęty, a ekspozycje czasowe przyciągają zwiedzających. Na razie nie mamy możliwości lokalowych i finansowych, żeby sypialnię państwa Uphagenów urządzić. Udostępnienie Izby Kucharki stało się pośrednim rozwiązaniem, żeby podjąć tematykę miejsca do snu.

– Wyposażenie jest autentyczne?

– Z jednej strony do Izby Kucharki wprowadziliśmy elementy oryginalne. Do nich należy półka do wystawiania naczyń z typowym elementem – szafeczką, w której przechowywano cenniejsze drobiazgi. Ceramiczne naczynia holenderskie z XVIII wieku, z motywami tulipanów, konwalii, pochodzą ze zbiorów naszego oddziału. Trzy krzesła z 1762 roku, nieco zniszczone, ale takie właśnie chcieliśmy pokazać, bo do izb kucharek trafiały sprzęty zużyte, które w innych częściach domu nie były już potrzebne, udostępniło je Narodowe Muzeum Morskie. Oryginalna jest skrzynia, również pochodząca z Muzeum Morskiego.

Inne elementy to rekonstrukcje. Do nich należą drewniane stoły oraz łóżko, pomalowane na brązowo, z siennikiem napakowanym – pachnącym jeszcze – sianem, przywiezionym spod Bytowa. Na sienniku położyliśmy: piernat spodni – cienki, wypełniony gęsimi piórami, płócienne lniane prześcieradło, pierzynę, wypełnioną także gęsimi piórami i jedną spodnią poduszkę. Pościel była wówczas droga, dlatego służąca miała mniej pościeli i gorszej jakości niż państwo.

Uszyliśmy i prezentujemy stroje służącej. Jest też pod łóżkiem oryginalny przedmiot codziennego użytku – nocnik, naczynie cynowe, z drewnianą rączką. Podłoga wykonana została ze zwykłych desek, do szorowania. Na ścianie wisi lustro, które odtworzyliśmy, w czarnej ramie, pociemniałe, nie można się w nim dobrze przejrzeć. Takie lustro nie mogłoby zawisnąć w salonach kamienicy, bo było po prostu całkowicie niemodne. W drugiej połowie XVIII wieku w domach mieszczańskich używano zwierciadeł w ramach złoconych albo orzechowych z elementami pozłacanymi, więc stare wędrowały do izby kucharki lub podrzędnych pokoi. Jest tez kosz, w którym kucharka mogła przenosić rzeczy do prania czy prasowania, reperowania, znajdują się w nim ubrania dziecięce, uszyte wedle dawnych wzorów.

– A rzeczy osobiste?

– Przedmiotów, w które państwo wyposażali izby pokojowej, czy kucharki, było niewiele, one przeważnie wędrowały z własną skrzynią kufrową wypełnioną dobytkiem. Za pracę służba otrzymywała od państwa wynagrodzenie, nie były to duże kwoty, oraz wyżywienie, stroje, drobne podarki. Służące przez całe życie musiały tak działać, żeby zgromadzić pieniądze na swoją starość, bo kiedy nie były zdolne do pracy, zwalniano je i dom państwa musiały opuścić. Jeżeli służący przebywali w jakimś domu przez wiele lat, mogli liczyć, że w testamencie pani, czy pan domu, zapisze im drobną kwotę, ale tak być nie musiało. Dopiero po śmierci służącej dokonujący spisu dobytku otwierał wieko skrzyni i można było zobaczyć jej zawartość.

– Co w skrzyniach się kryło?

– Były to skrzynie „skarbów”, mogły się w nich znaleźć rzeczy, których nie oczekiwaliśmy. W wielu miastach obowiązywały ścisłe uregulowania mówiące co może nosić patrycjusz, co rzemieślnik, a co służąca, tak było też w Gdańsku. Gdy pani za dobrą pracę podarowywała kucharce na przykład: koronkowy kołnierz, czy sznur korali, ona tego nigdy nie mogła na siebie założyć. Wszystko chowała do kufra i kiedy była stara, mogła prezenty spieniężyć. Ciekawym spostrzeżeniem jest, że ówczesny woźnica miał bardzo często w swoim dobytku – i na co dzień z niego korzystał – srebrny zegarek kieszonkowy, podarowany zapewne przez jego pana po to, by punktualnie po swego chlebodawcę przyjeżdżał i na czas go zawoził na miejsce przeznaczenia.

Ten przedmiot, bardzo drogi, drogi, też nie należał do warstwy społecznej woźnicy, ale stanowił jego warsztatem pracy,

– W Izbie Kucharki stoją drzewka i klatka dla ptaków.

– Drzewka pomarańczowe w doniczkach też nie są przypadkiem, panowała na nie moda w XVIII wieku. Kiedy były malutkie i wymagały, żeby o nie intensywnie dbać, powierzano je opiece służby, stały w kuchni albo w izbie kucharki. Gdy urosły i uzyskały atrakcyjność, zaczynały owocować, od służby je zabierano i umieszczano na przedprożu albo we wnętrzu domu. Pokazujemy też klatkę, otwartą, bez ptaszka, ponieważ hodowca kanarków nas poinformował, że pomieszczenie dla ptaków jest za ciemne. Wymyśliliśmy więc historię, że kanarek naszej kucharki uciekł. Kanarki w domach gdańskich c hodowano chętnie. I tutaj sytuacja wyglądała podobnie. Klatki z młodymi ptaszkami wstawiano do izby służącej, żeby o nie dbała, a gdy podrosły i nauczyły się śpiewać, zabierano do izby dzieci albo do innych wnętrz mieszkalnych.

– W oknach znajdują się gustowne przesłony.

– Realizujemy w Domu Uphagena program ukazujący sposób dekorowania i zasłaniania okien. Brakowało nam przesłon okiennych, bardzo popularnych, zwłaszcza w tak zwanych izbach przednich, znajdujących się bezpośrednio od ulicy. Były to ramki drewniane, na których napinano płótno albo papier woskowany. Nie zabierały dużo światła i jednocześnie chroniły domowników przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów. Replikę takich przesłon tutaj zamontowaliśmy.

– W pomieszczeniu swobodnie buszują dzieci.

– Ważna jest funkcja dydaktyczna Izby Kucharki. Pozwalamy zwiedzającym dzieciom zobaczyć łóżko z bliska, zaścielić, porównać z kanapą, na jakiej śpią w domu. Przy łóżku postawiliśmy kosz z ubrankami dla maluchów, uszytymi według wzorów XVIII wiecznych, nasza najmłodsza publiczność może je wziąć do ręki a nawet przymierzyć.

– Wnętrze jest kompletnie urządzone?

– Pomieszczenie jest symbolem izb kucharek w Gdańsku w domach o pewnej zamożności. Otwierając je daliśmy sygnał. Nasze badania i poszukiwania trwają. Będziemy starali się uzupełniać wyposażenie o dalsze elementy. Mamy nadzieję, że znajdą się kolejne inwentarze służby, które staną się inspiracją do kontynuacji działa i że dzięki temu coraz więcej będziemy dowiadywać się na temat życia ubogich warstw gdańskiego społeczeństwa.

Rozmawiała: Katarzyna Korczak

NG WP_20150124_14_03_12_Pro

Zdjęcia: Arch. Domu Uphagena, Oddziału Muzeum Historycznego Miasta Gdańska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.