Kresowe historie (1) Tragedie wciąż nie do końca zbadane

SONY DSC

Zbigniew Socha. Fot. Janusz Wikowski

Publikujemy cykl materiałów na temat Kresów Wschodnich Zbigniewa Sochy. Obszar ten po drugiej wojnie światowej znalazł się poza granicami Polski. Przypominamy mieszkających tam ludzi i zdarzenia, w których uczestniczyli, próbujemy odsłonić tajemnice zaginionych, lub rozproszonych tamtejszych zbiorów dziedzictwa narodowego.
Wielu kresowiaków repatriowało się na tereny Gdańska i Pomorza. Sądzimy, że nie tylko oni i ich potomkowie zainteresują się tekstami.
200 – 250 tysięcy Polaków zniknęło z Litwy Kowieńskiej po 1918 roku
Za życia dwóch pokoleń, w ciągu niespełna 50 lat, z tak zwanej Litwy Kowieńskiej, liczącej niewiele ponad 2 mln ludności, zniknęło ponad 200 tysięcy Polaków, zamieszkujących głównie Kowno i okolice.
W 1916 roku 35 procent ludności Kowna stanowili Polacy, a w całym okręgu, to jest w Kiejdanach, Uścianie, Wędziagole, Wodoktach, sienkiewiczowskiej Laudzie mieszkało ponad 200 tysięcy Polaków.
Już w 1918 roku rozpoczęły się, na wcześniej nie spotykaną skalę, represje. Polacy pozbawiani byli ziemi (bez odszkodowań), pod pozorem reformy rolnej, zamykano polskie szkoły, wprowadzano zakazy eksponowania symboli związanych z polskością, umieszczania napisów, szyldów, reklam w języku polskim. Represje szczególnie dotykały prasę polską poprzez stopniową jej likwidację, organizacje społeczne oraz ich członków.
Była to lituanizacja zaborcza i bezwzględna, wykorzystująca wszystkie służby w państwie do walki z Polakami, presja i przemoc fizyczna występowała na porządku dziennym.
Niestety te działania w pełni popierał kościół katolicki litewski, przenosząc praktycznie wszystkich polskich księży z Kowna i okolic do miejscowości, gdzie większość stanowili Litwini, a w to miejsce przysyłając księży litewskich, najczęściej nie mówiących po polsku.
Był to bardzo duży cios zadany głęboko wierzącej autochtonicznej ludności polskiej, sytuacja ta negatywnie odbiła się na morale Polaków.
W taki to oto sposób, przede wszystkim bez własnych szkół, przy agresywnie i bezwzględnie działającym aparacie państwa litewskiego, braku oparcia w kościele, likwidacji prasy polskiej i, z biegiem czasu, wszystkich organizacji polskich, Polacy w Kownie i regionie zostali wynarodowieni.
W 2020 roku narodowość polską w Kownie deklaruje 0,6 proc. mieszkańców, natomiast w regionie – od 1 do 3 proc. ludności czuje się Polakami.
Temat zniknięcia Polaków z Kowna i regionu nie jest dogłębnie zbadany i opisany przez polskich historyków, problem jest raczej przemilczany.
Operacja polska” NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) w latach 1937 – 1938
Jest to pierwsze ludobójstwo na tle narodowościowym na terenach Europy Środkowej.
Po zakończeniu wojny polsko – sowieckiej 18 marca 1921 roku podpisano Traktat Ryski, w wyniku którego, poza granicami Polski pozostało ponad milion Polaków, w większości mieszkających blisko nowej granicy z Polską.
Stalin, w wyniku przegranej wojny z Polską latach 1919 – 1920 oraz tego, że wszelkie próby sowietyzacji Polaków, zamieszkujących Rosję bolszewicką, nie powiodły się miał szczególny uraz do Polaków i Polski.
Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Bolszewików 9 sierpnia 1937 roku podjęło decyzję o rozprawieniu się z Polakami pod pretekstem rzekomego zagrożenia Rosji Sowieckiej ze strony tychże Polaków.
Stalin wydaje rozkaz rozpoczęcia akcji przeciwko Polakom Nikołajowi Jeżowowi, Komisarzowi Ludowemu do spraw Wewnętrznych, który 11 sierpnia 1937 roku podpisał rozkaz nr 00485 rozpoczęcia represji przeciwko Polakom. NKWD rozpoczęło na masowa skalę rozstrzeliwania, zamykanie w więzieniach i deportacje.
Aresztowanych Polaków dzielono na dwie kategorie: zakwalifikowanych do kategorii pierwszej przeznaczono na rozstrzelanie, włączonych do kategorii drugiej osadzano w więzieniach i wywożono do łagrów.
Na rozstrzelanie skazywani byli Polacy, którym zarzucano członkostwo, czy też współpracę z Polską Organizacją Wojskową, ze 160 tysięcy aresztowanych pod tym pretekstem rozstrzelano przytłaczającą większość.
Szacuje się, że w ramach operacji sowieckiej zamordowano ponad 111 tysięcy Polaków. Dużą część, około 29 tysięcy, z fikcyjnymi zarzutami, deportowano do Kazachstanu i do Komi.
Dzieci po zamordowanych rodzicach umieszczano w sowieckich sierocińcach, skutecznie ich wynaradawiając. Część ludności polskiej, głównie kobiet, dzieci i starców, zsyłano w głąb Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich.
Należy podkreślić, że deportacji bolszewicy dokonywali masowo już od 1936 roku w ramach, jak określali, oczyszczania pasa przygranicznego.
Szacuje się, że łącznie w ten sposób zesłano około 100 tysięcy Polaków.
26 listopada 1938 roku zakończono operację mordowania, osadzania w więzieniach i deportacji do Kazachstanu, Komi, czy też na Syberię Polaków dlatego, że byli Polakami.
Praktycznie co piąty Polak został zamordowany, lub dotknięty represjami. Miejscowości opustoszały, społeczności uległy w dużej mierze rozproszeniu, a rodziny zostały rozdzielone.
Stalin osiągnął cel, ponad milionowa społeczność polska została rozbita, a ci, co pozostali, walczyli o przetrwanie, przytłoczeni bezmiarem okrucieństwa.
Archiwa Rosyjskie i Białoruskie w kwestii operacji NKWD przeciw Polakom w latach 1937-1938 są zamknięte przed historykami, dlatego do dnia dzisiejszego nieznane są wszystkie miejsca kaźni oraz dokładna liczba pomordowanych Polaków.
Ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939 – 1945
W lutym 1943 roku nastąpiły pierwsze masowe mordy na bezbronnych Polakach. Zbrodni tych dokonywali członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej
Armia, z szerokim udziałem Ukraińców sąsiadów mordowanych Polaków.
W kolonii Porośla banderowcy zamordowali od 149 do 173 mieszkańców tej wsi. Cudem ten mord przeżyło 12 osób. W kwietniu zniszczono 17 wsi, natomiast w Janowej Dolinie banderowcy zamordowali 607 osób, pomimo stacjonowania w tej miejscowości Niemców.
Od maja 1943 roku na Wołyniu działały już duże jednostki UPA, które rozpoczęły eksterminację polskiej ludności, głównie mieszkającej na wsi.
Kulminacja rzezi Polaków nastąpiła 11 lipca 1943 roku. Oddziały UPA i okoliczna ludność Ukraińska zaatakowały jednocześnie 99 polskich wsi. Ponieważ była niedziela, większość mieszkańców znajdowała się na mszach w kościołach i tam rozpoczęły się mordy, tylko w tym dniu zginęło ponad 8 tysięcy bezbronnej ludności – kobiet, dzieci, starców.
Organizacja mordów miała swój określony schemat. Najczęściej otaczano dokładnie wieś, aby nikt nie uciekł. Następnie w pierwszym szeregu atakowało od 15 do 30 uzbrojonych osób z OUN – UPA, za nimi biegła okoliczna ludność ukraińska, zwykle byli to sąsiedzi, zwani „siekiernikami”, uzbrojeni w siekiery, kosy, widły, młoty, pałki, noże, sierpy, piły, łomy.
Rytuał zabijania przewidywał znęcanie się, tortury. Rozcinano brzuchy, odcinano kończyny, wbijano gwoździe w głowę, dzieci przybijano do ściany, lub nabijano na płot.
Kompletny zestaw tortur fizycznych, jakie stosowali Ukraińcy, po wielu latach badań, zliczył i opisał Aleksander Korman, wyszczególnił 362 pozycje.
Ten sposób mordowania miał, w zamyśle Ukraińców, spowodować takie przerażenie wśród ludności Polskiej, iż sami będą opuszczać swoje zagrody, uciekając do Polski centralnej.
Po wymordowaniu mieszkańców oprawcy zabierali wszystko, co miało jakąś wartość, na wcześniej przygotowane furmanki. Zabudowania starannie palili tak, aby pozostało jak najmniej śladów istnienia polskiej wioski. W ten sposób zniknęło ponad 1800 polskich wiosek.
Według ustaleń badaczy Ewy i Władysława Siemaszków w latach 1939 – 1947 szacunkowo wymordowano do 130 tysięcy Polaków, według Grzegorza Motyki około 100 tysięcy, a według Czesława Portacza około 120 tysięcy.
Z upływem czasu, wobec niewyobrażalnego bestialstwa w mordowaniu Polaków przez banderowców, mieszkańcy wiosek polskich rozpoczęli organizować samoobronę .Takich miejscowości było około 100.
Do nich zaliczała się Rybcza, położona 20 km od Krzemieńca. Rybcza miała dużo szczęścia, gdyż kilku mieszkańców należało do organizującego się Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej, a byli to Franciszek Mytkowski, Marcin Mysłowski, Jan Niewiński, ponadto dowództwo ZWZ – AK przysłało wachmistrza, Henryka Butyńskiego, mającego dowodzić obroną. Broń kupowano od Niemców i Węgrów, stacjonujących w Krzemieńcu.
Banderowcom i okolicznym Ukraińcom udało się zabić trzech mieszkańców Rybczy i spalić 42 zabudowania. Rybcza obroniła się, ale już pobliski Wiśniowiec spalono, a większość mieszkańców wymordowano.
W maju 1945 roku Rybcza została ekspatriowana na Opolszczyznę do Mąkoszyc. Z Wołynia i Małopolski Wschodniej po wojnie ekspatriowano do Polski ponad 90 proc. ocalałej z pogromu ludności polskiej.
Państwo Ukraińskie z dniem 27 września 2019 roku odblokowało zakaz poszukiwań pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich i innych, którzy zginęli na terenie dzisiejszej Ukrainy.
Jest szansa, że zostaną wznowione poszukiwania przez polski IPN.
Ukraina, nasz strategiczny partner, gloryfikuje UPA i OUN, przedstawiając je jako formacje wolnościowe, a przywódców jako przykład bohaterstwa, którym są stawiane pomniki. Potwierdzają to ustawy przyjęte przez Sejm Ukraiński.
W Ponarach pod Wilnem wymordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II RP

Według ostatnich badań dr hab. Moniki Tomkiewicz w Ponarach pod Wilnem wymordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II RP.
W Ponarach w latach 1941-1944 oprawcami byli Litwini działający pod nadzorem niemieckich okupantów, gdzie zamordowano 80 – 100 tysięcy obywateli II Rzeczpospolitej Polskiej.
Szacuje się, że w tej liczbie znajdowało się 70 tysięcy osób narodowości żydowskiej. Polaków mogło tam zginąć od 2 do 20 tysięcy.
Zamordowano też kilka tysięcy jeńców rosyjskich, ginęli też Białorusini, Romowie, Tatarzy oraz działacze komunistyczni Litwini, współpracujący podczas okupacji sowieckiej z Rosjanami oraz kilkudziesięciu oficerów i żołnierzy litewskich.
Polaków mordowano – była to głównie młodzież i elity polskie – według list, które przygotowywali Litwini z Saugumy (litewska policja bezpieczeństwa).
Jesienią 1943 roku rozpoczęto zacieranie śladów zbrodni w Ponarach, a od grudnia do kwietnia 1944 roku wydobywano z dołów i palono ciała, mieląc niedopalone kości, popiół mieszano z piaskiem i ponownie wsypywano do dołów, w których wcześniej znajdowały się zwłoki rozstrzelanych.
Niemcy, tworząc administrację okupacyjną, opierali się na Litwinach, a oddziały policji litewskiej, powołane do pilnowania porządku okupacyjnego, składały się z ochotników, wśród których szczególną rolę odgrywali członkowie przedwojennej organizacji litewskiej – Związku Strzelców Litewskich, który charakteryzował się bardzo dużym nacjonalizmem, antysemityzmem i antypolonizmem.
Specjalny oddział, dokonujący rozstrzeliwań w Ponarach, w początkach liczył kilkuset żołnierzy i oficerów, składał się z ochotników litewskich, głównie z organizacji Lietuvos Sauliu Sajunga, w oddziale było kilku Rosjan i czterech Polaków, którzy, wstępując do oddziału, zrzekli się obywatelstwa polskiego. Komendy wydawano w języku litewskim, a umundurowanie początkowo składało się z sortów mundurowych armii litewskiej z insygniami litewskiej Pogoni.
Dowódcami oddziału byli oficerowie armii litewskiej w kolejności Juozas Sidlau, Balys Norvaisza, Jonas Tumas. To właśnie ten oddział litewski ludność Polska nazywała z odrazą, pogardliwie – strzelcy ponarscy, lub potocznie szaulisi’”.Ten oddział był dodatkowo obsługiwany przez batalion ochrony, który dowoził skazanych, pilnował zatrzymanych przed egzekucją, pełnił służby wartownicze.
Litwini wiele razy prowokowali sytuacje, które miały usprawiedliwiać ich ataki przeciwko bezbronnym Polakom.
Największa akcja odbyła się w maju 1942 roku w Święcianach. Policja litewska, z udziałem oddziału specjalnego z Wilna, pod dowództwem mjr Jonasa Maciuleviciusa, zamordowała 450 Polaków,,a łącznie z zamordowanymi w okolicy było to 600 osób.
Najlepiej stan ducha i mentalność oddziałów litewskich wobec mieszkańców Wilna i Wileńszczyzny oddaje list – skarga napisana do Komisarza SS Okręgu Wilno, Hansa Christiana Hingsta.
Dowódca oddziału, Balys Norvaisza, w imieniu swoim i żołnierzy, zwracam się o naprawienie krzywd i prosi o wyrażenie zgody, aby ubrania i kosztowności po mordowanych przechodziły na ich własność za ich trud likwidowania wrogów Rzeszy i Litwy, głównie Żydów i Polaków, w trudnych warunkach, deszcz, mróz, ciemności oraz niekończące się transporty więźniów do likwidacji.
W ten sposób pozyskane części ubrań po rozstrzelanych były sprzedawane na pobliskich targowiskach przez członków oddziału specjalnegostrzelcy ponarscy” i ich rodziny.
Przed wejściem na teren ludobójstwa obywateli II RP w Ponarach brak jest tablicy w języku polskim.
c.d.n.

Zbigniew Socha

  • Bibliografia:
    Marian Kałuski – Litwa Kowieńska – tam była Polska
    Prof. dr hab. Piotr Niwiński – Ponary miejsce „ludzkiej rzeźni”
    Andrzej Chodacki – Ponary

Nr 3/2021 Nasz Gdańsk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.