Święto ul. Św. Ducha

SONY DSC

Pochód ulicą Św. Ducha. Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Pochód ulicą Św. Ducha. Fot. Janusz Wikowski

GDAŃSK. 15 września Stowarzyszenie Nasz Gdańsk zorganizowało obchody Święta ulicy Św. Ducha.

Fotorelacja Janusza Wikowskiego

SPONSORZY

ZOBACZ

BYLIŚMY PEŁNI ENTUZJAZMU

portal ok Pani Jadwiga Wasiluk z opiekunką NataliąRozmowa z Jadwigą Wasiluk, z domu Szulecką, rodowitą warszawianką, uczestniczką Powstania Warszawskiego, od 1945 roku mieszkanką Gdańska.

Dziś też bym poszła, gdyby była taka potrzeba

Spotykamy się we Wrzeszczu Górnym, w mieszkaniu mojej sąsiadki Jadwigi Wasiluk z domu Szuleckiej. Rodowita Warszawianka, dziś, 91-letnia kobieta łączniczka batalionu „SOKÓŁ” – 2. kompanii szturmowej w Dzielnicy Śródmieście, chętnie dzieli się wspomnieniami tamtego czasu – porównując je do dzisiejszej rzeczywistości. Rozmowa odbyła się 8 kwietnia 2018 r.

Pani Jadwigo proszę opowiedzieć swoje wspomnienia z Warszawy.

Sasiedzka wizyta z Pania Jadwigą zawsze wesoło okPrzed wojną mieszkaliśmy z rodziną w osobnym domku w Yacht Klubie Polskim nad Wisłą, gdzie ojciec był bosmanem, przychodziło do nas dużo młodzieży. Obecnie przez te tereny biegnie Trasa Łazienkowska. Często odwiedzał nas „Dziadek” Piłsudski” przyjeżdżając ze swoim kierowcą pięknym Cadillakiem z białymi oponami. Szofer trąbił a my dzieciaki biegliśmy otwierać bramę wjazdową i przejechać się na progu auta trzymając za jego burty. Wtedy dziadek sięgał do kieszeni płaszcza, dostawaliśmy cukierki i lecieliśmy dalej do swoich zabaw.

Od 1 września 1939 r. byłam świadkiem zmagań warszawiaków z okupacją. Najpierw naloty, potem po wkroczeniu wojsk do Warszawy okrutnych niemieckich rządów, represji, łapanek aresztowań i rozstrzeliwań. Dojeżdżałam na Plac Bankowy tramwajem na kurs maszynopisania, w drodze powrotnej konduktor krzyczy wysiadać „łapanka”. Jakoś się nie przestraszyłam i samiuteńka w tramwaju dotarłam na Saską Kępę. A tam wokół biegający Niemcy, krzyczący i wymachujący karabinami. Z podniesioną wysoko legitymacją szkolną, wysiadłam na przystanku końcowym i bezpiecznie przeszłam pomiędzy żołnierzami udając się do domu. Dzisiaj motorniczy nie poczeka na starszą panią zbyt wolno idącą do tramwaju.

Podczas okupacji wielokrotnie widziałam jak od ulicy Francuskiej przyjeżdżały nad Wisłę wojskowe samochody, gdzie wyrzucano z nich ludzi na plażę, a potem były publiczne egzekucje. Przeważnie mężczyzn, którzy przed śmiercią krzyczeli\: „Niech żyje Polska”. Później oprawcy przywozili już tylko związanych więźniów a wcześniej wlewano im gips w usta, by nie mogli nic krzyczeć. I tak ich rozstrzeliwali.

Gdy słyszę jak politycy wykrzykują „Niech żyje Polska!” i to z pokolenia, które nie zaznało wojny, chciałabym by znali wagę tych słów. Myślę, że nie wiedzą co znaczyło to hasło dla ludzi, którzy musieli niewinnie umierać i dla nas – bezsilnie patrzących na ich śmierć.

Pani Jadwigo jak to się stało, że młodzi ludzie, jak wówczas Pani, mając w chwili wybuchu powstania kilkanaście lat, trafiali jako ochotnicy do powstania.

W czasie wojny zamieszkał u nas student medycyny Antek Godlewski. Jego rodzice ze Śródmieścia, bali się by nie został złapany przez Niemców i umieścili go w naszym klubie bo to było bezpieczniejsze.

1 sierpnia 1944 r. przyszedł adiutant ojca Antka, który działał w Armii Krajowej, z wiadomością, żeby o godzinie 17 nigdzie nie wychodzić, bo będzie początek powstania. Antek od razu zapisał mi adresy kolegów i mówi: Jaga ty leć i zawiadamiaj szybko chłopaków. Jak wróciłam, to wybierałam się razem z nimi ale nie chcieli mnie wziąć i zostawili z Panią Godlewską w mieszkaniu na ul. Marszałkowskiej. Widziałam w bramie przebiegających, ubranych w hełmy i biało czerwone przepaski na rękach powstańców, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Okupacja trwała już 5 lat i to wystarczyło, że szczerze nienawidziliśmy Niemców. My z siostrą rwałyśmy się do powstania, aby roznosić ulotki, pomagać. Entuzjazm niesamowity panował, ludzie wynosili własne meble na barykady, z okien leciały sprzęty na głowy Niemców, co kto miał. Niemcy się pochowali w schronach, zniknęli na jakiś czas z Warszawy jakby ich wcale nie było.

Ja już przeprowadzałam ludzi z ul. Piusa. Antek widząc, że nie popuszczę stwierdził: Lepiej już będziesz pod moją opieką na Nowogrodzkiej, gdzie dowódca rotmistrz „Sokół” Olszowski organizował oddział. Nazywał mnie swoją narzeczoną i miejsca dostałam pseudonim „JAGA”. Jak wszystkie inne dziewczęta przepadałyśmy za nim. Zawsze elegancki: bryczesy, buty wojskowe, kolorowa chustka pod szyją – czerwona w białe kropki. Raz maszerował w tych butach i bryczesach i w damskim futrze tak dziarsko, że zasalutowali mu nawet Niemcy, taką miał fantazję.

Byliśmy pełni entuzjazmu wyzwalając Warszawę z okupacji. Większość to inteligencja z Powiśla, jak np.: aktorka Helena Grossówna, która była u nas Komendantką, ale też podwórkowa ferajna – fajne chłopaki. Dziś też bym poszła, gdyby była taka potrzeba. Wtedy nikt z nas nie myślał o stanowiskach, pieniądzach, zagrożeniu życia. Dostaliśmy przydział do grupy technicznej porucznika „Litwosa” – cichociemnego, specjalizującej się w rozbrajaniu niewypałów, produkcji granatów i materiałów zapalających. Części robiło się nawet z oparć od łóżek. Raz, zamiatając podłogę miotłą uderzyłam w skrzynkę granatów. Jak na komendę wszyscy wyskoczyli z pomieszczenia drzwiami oknami a ja zostałam jak sparaliżowana. Po chwili jakieś silne ręce złapały mnie w pół i wyciągnęły przez okno. Na szczęście nic się nie stało.

Nosiłam wiadomości, pełniłam warty nocne. Potem awansowałam na łączniczkę szturmową, trzeba było przenosić rozkazy od „SOKOŁA” i majora „JANKA” do dowództwa batalionu „KILIŃSKI”. O zmroku dziewczyny, łączniczki, zbierałyśmy się w bramach przy Alejach Jerozolimskich, po których za dnia jeździły niemieckie czołgi i trwał nieustanny ostrzał. Było to bardzo niebezpieczne i trzeba pędem z całych sił przebiegać na drugą stronę a kule świstały. Będąc dobrze wysportowana, miałam dobre wyniki w bieganiu, ale mój pierwszy „przelot” omal nie skończył się katastrofą. Po ciemku wpadłam nogą w wiadro a to uczepiło się uchem do nogawki i narobiło wiele hałasu. Później jeszcze 40 razy przebiegałam aleje. Za ten wyczyn dostałam Krzyż Walecznych, który gdzieś mi się zapodział.

Mój „opiekun” zdobył angielskiego stena i dzięki swojej brawurze zyskał przydomek „Antek rozpylacz”. Płynęła w nim gorąca polska i gruzińska krew po babce, wszędzie wlazł, osłaniał kolegów, zawsze szedł do akcji jako pierwszy, po prostu wariat. Zginął w ósmym dniu powstania trafiony serią prosto w pierś. Jak zginął Antek Pan Godlewski jego ojciec załamał się strasznie. Przestał normalnie funkcjonować i wycofał się z dowództwa od „MONTERA” – To był przecież, jego jedyny syn. Jego żona Aniela wcześniej bardzo wesoła kobieta, zajęła się mężem oraz siostrą i razem wyszli z Powstania.

Mieliśmy w oddziale dwóch chłopców, wszyscy dobrze wiedzieli, że podający za ulicznych cwaniaków, są żydowskimi sierotami, którzy po śmierci rodziców i ucieczce z getta zostali sami. Zalman Hochman stał się Zenkiem a jego brat Perc – Piotrkiem. Przez rok tułali się po Warszawie, sprzedając papierosy i gazety na Placu Trzech Krzyży. Do grupy „Sokoła” zostali przyjęci jako najmłodsi powstańcy, świetnie znając wszystkie przejścia i zakamarki, otrzymali pseudonimy „Mikiego i Cwaniaka”. Po śmierci Antoniego, w którego byli zapatrzeni jak w bożyszcze zrozpaczeni chłopcy przylgnęli do mnie jak do matki chociaż byli niewiele młodsi ode mnie.

Gdzie powstańcy tam wesoło. Gramofony poustawiane po piwnicach, były potańcówki i śpiew. Jak zwyciężamy to ogromna radość. Deklamowaliśmy piękne wiersze, był też taki jeden bardzo wymowny „Czekamy na ciebie czerwona zarazo”. Pamiętam jedyny koncert Mieczysława Fogga na jakim byłam. Niewielka kawiarenka na ul. Kruczej, do której można było dojść korytarzami przez piwnice. Serwowano takie maleńkie filiżaneczki kawy zbożowej i miniaturowe kanapeczki z czarnego chleba, czuło się atmosferę właśnie śpiewał Mieczysław Fogg, ktoś grał a po chwili słyszymy przerażający i złowieszczy zgrzyt – ryczących krów *. Acha zaraz będzie eksplozja i wtedy wszyscy rzucają się za worki z piaskiem. Widziałam kiedyś jak taki pocisk padł. Ulicą biegła dziewczyna sanitariuszka albo łączniczka i raptem golusieńka została w jednej chwili wszystko na niej spłonęło i padła, to był straszny widok…

Ile osób przewinęło się przez oddział Sokoła, a ile zginęło?

Przewinęło się około 400 osób, ale ile zginęło tego nikt nie zliczy. Oddziały powstańcze łączyły się do wspólnych akcji i dzieliły, wielu ginęło jedni przychodzili inni odchodzili. Byliśmy jedną wielką rodziną nie było podziałów jak dziś na tych z Armii Krajowej czy z Armii Ludowej. Razem walczyli mijali się pozdrawiali wzajemnie. Nie było nieporozumień, gdy ktoś znalazł woreczek sucharów, nie zjadł nie schował dla siebie, od razu dzieliło się między wszystkich. Na parterze Nowogrodzkiej mieliśmy naszą szturmówkę. Dziś pod tym adresem jest siedziba PIS a w partiach ciągłe przepychanki kto lepszy. Nie wiem dlaczego nikt nie pytał nas o zgodę. Nie ma już „naszych” bo byśmy tam poszli zrobić porządki.

Tu pod numerem wtedy 3/5 gromadziliśmy się wszyscy na odprawy przed akcjami na Bank Gospodarstwa Krajowego, Muzeum Narodowe. Tam też mieszkałam na 3 piętrze z koleżanką „Niną”, bo bardziej bałam się zasypania pod gruzami niż śmierci od bomb. Zatrzymałyśmy się u chłopaków którzy pełnili wartę przed naszą „szturmówką” i właśnie wychodziłyśmy gdy spadł granatnik. Z chłopców z którymi przed chwilą żartowałyśmy niewiele zostało. Przybiegło wiele osób a ja nie mogłam się ruszyć bo zrobiło mi się słabo. Nina podniosła się z kolan, podbiegła i wyrżnęła mi prosto w twarz. Od razu pomogło i ruszyłyśmy do pomocy, wspólnie zaniosłyśmy ich na noszach do punktu sanitarnego. Wróciłyśmy na naszą kwaterę i płakałyśmy. Było wiele takich sytuacji rozmawiało się z kimś znajomym, zaraz przybiegają z wiadomością, że już nie żyje. Śpiewało się wtedy taką piosenkę : .. w mogile ciemnej, śpij na wieki ojra, ojra, rach, ciach, ciach…

Zginąć można było wszędzie. Na przykład apel był, żeby wyjść ogniska palić, bo będą zrzuty żywności i amunicji, rosyjskie kukuruźniki już nad nami latały. A ja z koleżanką ranną w nogę nie poszłam bo zasypiałam na stojąco ze zmęczenia. Przybiegają Jaga wstawaj dużo rannych zabitych – zamiast żywności spadły bomby. To był widok makabryczny układałyśmy w bramie trupy warstwami do wysokości półtora metra. Patrzyłyśmy tylko czy ktoś jeszcze żywy, bo jak żywy to do szpitala polowego pod siódemkę, do doktora Wężyka. On był dermatologiem ale musiał zająć się wszystkimi pacjentami mając do pomocy tylko studenta. Do dziś nie wiadomo, kto zrzucił te bomby. Czy to spod Banku Gospodarstwa Krajowego czy z tych kukuruźników. W każdym razie z naszego oddziału zginęło wtedy 17 osób i wielu cywili, którzy też wyszli w nadziei na znalezienie żywności, gdyż głód już panował okropny. Ranni i starsi umierali piwnicach, w tych samych gdzie rodziły się dzieci.

Jeden mały chłopiec 8-9 lat, pamiętam miał zawadiacką czapkę z okrągłym daszkiem, kręcił się ciągle koło naszego oddziału i pewnego dnia usłyszał, że będzie akcja. Niemcy dobrze przygotowali zasadzkę – znów dużo naszych zginęło. Chłopak przyszedł ponownie i powstańcy go przepytali. Okazało się, że mieszkał niedaleko z rodzicami w domu przy ul. Brackiej 5 i był synkiem folksdojcza a ten wysyłał go na przeszpiegi. Co z nim zrobić przecież taka zdrada była karana śmiercią. Ale nikt nie chciał zabijać dziecka. Puściliśmy chłopaka a rodziców wygoniliśmy na niemiecką stronę.

Powstanie paradoksalnie uratowało mi życie, gdyż cała moja najbliższa rodzina: ojciec, mama, siostra, brat i wujek – wszyscy zginęli od wybuchu bomby, która trafiła w dom na Pradze gdzie wtedy przebywali. Łącznie z mojej rodziny zginęło kilkanaście osób.

Ponownie spotykamy się z Panią Jadwigą 3 sierpnia 2018 r. Chodzą mi po głowie różne pytania o powstanie no i muszę dopisać zakończenie wywiadu. W telewizyjnych wiadomościach przewijają pasek o śmierci generała Ścibora Rylskiego. Miał 101 lat i zawsze podkreślał, że „w Warszawie walczono nie tylko o Warszawę, lecz o Polskę”.

Pani Jadwigo jak Pani ocenia decyzję o wybuchu powstania a w konsekwencji śmierć 200 tysięcy ludzi oraz całkowite zburzenie Warszawy?

Nawet bez decyzji MONTERA – komendanta okręgu warszawskiego Antoniego Chruściela powstanie na pewno by się rozpoczęło, bo warszawiacy sami poszliby do walki.

A jak dalej potoczyły się Pani losy po kapitulacji powstania?

Nas prowadzono Aleją Niepodległości do Pruszkowa. Był rozkaz Hitlera by zniszczyć Warszawę i zabić wszystkich jej mieszkańców. Oprawcy brali nawet małe dzieci za nogi i strzelali im w głowę. Mimo podpisanych przez gen. Tadeusza „Bór” Komorowskiego warunków kapitulacji, niektórych jeńców Niemcy rozstrzeliwali a resztę prowadzono do obozów przejściowych a później do koncentracyjnych. Części żołnierzy udało się wmieszać w tłum ludności cywilnej wypędzanej z Warszawy. Ja odpowiada Pani Jadwiga – po prostu uciekłam.

Po wojnie komunistyczna bezpieka zaczęła rozpytywać o „CIOTKĘ JAGĘ” do głowy im nie przyszło, że podczas powstania mogłam być młodą siedemnastoletnią dziewczyną, szukali starszej i to mnie uratowało z opresji. Ale wtedy gdy mnie szukali wzięłam i zapakowałam w torbę wszystkie zdjęcia, zawiozłam do syna jednego profesora – Na Wzgórze. Mówię macie i przechowajcie. Później gdy upłynęło trochę czasu i więcej o mnie nie pytali, pojechałam po te moje zdjęcia ale się okazało, że Jurek syn tego profesora tak się kiedyś przeraził, że wsadził wszystko do pieca i spalił. A to były bardzo unikalne zdjęcia zrobione z różnych aparatów. To było archiwum.

Po wojnie nie było gdzie mieszkać Warszawa zrujnowana a najbliższa rodzina zginęła i tak trafiłam do Gdańska. W każdą rocznicę powstańcy spotykali się w gronie najbliższych przyjaciół na cmentarzu w Warszawie. Częścią tych spotkań były odwiedziny miejsc gdzie zginęli ich koleżanki i koledzy. Zamknięte środowisko powstańców zaakceptowało przyszłego męża Pani Jadwigi – Wiktora Wasiluka wysokiego i wysportowanego, później wieloletniego profesora na Politechnice Gdańskiej, odtąd jeździli na rocznicowe spotkania razem. Wspomnienia, wspomnienia a pamiętasz to…, a pamiętasz tamtego… ,. Z czasem jest nas coraz mniej a bywało, że odchodzili tego samego dnia więc mówiliśmy, że dwójkami poszli do nieba, że się umówili na spotkanie.

Czy oglądał Pan jak przedwczoraj śpiewano zakazane piosenki z okazji w 74 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego?

Ja pierwszy raz w tym roku nie pojechałam do Warszawy na obchody rocznicowe. Ach jakie były ładne uroczystości chwytające za serce. Wszystkie uliczki na Placu Piłsudskiego zapełnione, widok budujący, że Polska pamięta o powstaniu. Tylu ludzi przyjechało i nawet z zagranicy niektórzy. Starsi ludzie śpiewali, widać było jak łzy się leją. Harcerze też byli bardzo ładnie ubrani jak my kiedyś. Przed wojną harcerze byli dobrze prowadzeni i nie wolno im było palić papierosów ani pić alkoholu – wcale. Obowiązkiem harcerza było pomagać starszym dbać o tężyznę fizyczną i ducha. Nie wiem jak dzisiaj jest w harcerstwie, czy kontynuowane są te nasze wartości.

Widzę, że martwi Panią dzisiejsza polityka.

Patrzę z przerażeniem na widomości w TV. Nie daj Boże żeby wojna kiedyś wróciła. Wojna domowa to by była najgorsza bo brat nie może strzelać do brata. Tego nigdy nie może być!

* „Dziadek” Piłsudski – marszałek Józef Piłsudski premier i naczelnik Państwa Polskiego zm. 12 maja 1935.

**Ryczące krowy – potoczna nazwa pocisków artyleryjskich, pochodzi od ryku silników rakietowych. Niemcy używali do walki przeciwko powstańcom w Warszawie ciężkich wyrzutni rakietowych kal. 28-35 cm. 

Jerzy Grzelak uczestnik Powstania Warszawskiego PS. „PILOT”, po wojnie mistrz rzemiosła zegarmistrzowskiego – precyzyjnych mechanizmów odmierzających godziny, minuty i sekundy zanotuje w książce M. Kowaleczko-Szumowskiej pt. Fajna ferajna:

„…stałem się stróżem czasu choć nie potrafię go zatrzymać ani cofnąć. My powstańcy powoli odchodzimy ale zostajecie Wy, którym chcemy opowiadać nasze historie.”

W książce Fajna Ferajna znajduje się również opowieść o Jadwidze Wasiluk ps. „Jaga” – jednej z najmłodszych uczestniczek Powstania Warszawskiego.

Arkadiusz Kowalina

Zdjęcia Jan Kowalina

portal ng Sasiedzka wizyta z Pania Jadwigą zawsze wesoło - ok

90. urodziny prof. Andrzeja Januszajtisa

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis wśród członków i sympatyków Naszego Gdańska. Fot. Janusz Wikowski

W Dworze Artusa 18 sierpnia br. odbyła się uroczystość z okazji 90. urodzin prof. Andrzeja Januszajtisa, prezesa Stowarzyszenia Nasz Gdańsk.

Januszajtis Fot_J_Wikowski IMG_5530Stowarzyszenie Nasz Gdańsk przygotowało w prezencie wydanie książkowe „Gdańskie ABC” – publikacji prof. Januszajtisa na temat Gdańska.

Fotorelacja: fot. Janusz Wikowski

Uroczystość – urodziny prof. Januszajtisa. Zdjęcia: Janusz Wikowski

STO LAT! Urodziny prof. Andrzeja Januszajtisa

Prof Janiszajtis Andrzej Fot _J_Wikowski IMG_5060

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

GDAŃSK. Prof. Andrzej Januszajtus – Honorowy Obywatel Miasta Gdańska, Prezes Stowarzyszenia NASZ GDAŃSK, wybitnie zasłużony działacz na rzecz lokalnej społeczności, popularyzator wiedzy o Gdańsku obchodzi 90. urodziny.

Uroczystości Jubileuszowe odbędą się 18 sierpnia br. w Dworze Artusa. Stowarzyszenie Nasz Gdańsk z tej okazji przygotowało Jubilatowi niespodziankę. Wydana została książka „Gdańskie ABC” z niezwykłymi publikacjami autorstwa prof. Januszajtisa.

gdanski abc okladka a Document-page-001 sm– Książka powstała z zamysłem, aby na 90. urodziny prof. Andrzeja Januszajtisa, osobowości niezwykłej, wydać zbiór Jego artykułów na temat Gdańska, publikowanych na przestrzeni 18 lat, głównie w ukazującym się od ponad 20 lat Miesięczniku „Nasz Gdańsk” – mówi Zbigniew Socha, wiceprezes, współzałożyciel Stowarzyszenia. – Warto, aby te bezcenne perełki, wydobyte z archiwum były dostępne Czytelnikom.

Książka składa się z cyklu artykułów opublikowanych głównie w Miesięczniku „Nasz Gdańsk”. Jak Autor podkreśla, opisując w cyklu publikacji „Gdańskie ABC” historię ponad tysiącletniego miasta, nie stara się, aby to był encyklopedyczny, suchy, uszeregowany zbiór informacji. Ukazuje piękno Gdańska, żeby pobudzić ciekawość, zachęcając do odkrywania uroków miasta, poznawania jego historii i zrozumienia istoty przemian w życiu gdańszczan.

W publikacjach ułożonych alfabetycznie Autor podejmuje różnorodne tematy, wydobyte z archiwów i na nowo odkrywane historie, fascynujące ciekawostki oraz fachowe oceny. W ten sposób zespół redakcyjny chciał zachować przesłanie Autora, ukazującego wielokulturowość, różnorodność społeczności, dbałość o architekturę, tradycję oraz piękno Gdańska.

Panu Profesorowi Januszajtisowi dziękujemy za udostępnienie swoich publikacji dla wydania w formie książkowej i wyrażamy wdzięczność za jego ponad 20-letnie przewodniczenie Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk.

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis i Zbigniew Socha, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis, Fot. Janusz Wikowski

SONY DSC

Prof. Andrzej Januszajtis i Zbigniew Socha Fot. Janusz Wikowski

SAMORZĄDNOŚĆ W GDAŃSKU NA PRZESTRZENI WIEKÓW

Opłatek NG Fot_Diana _Nowosielska DSC_0530GDAŃSK. Zbliżają się wybory samorządowe. Jaka była samorządność w Gdańsku w dawnych czasach – na ten temat odbędzie się debata w Domu Technika. KT_SAM_A3_maj-page-001SAMORZĄDNOŚĆ W GDAŃSKU NA PRZESTRZENI WIEKÓW

POD WŁADZĄ POLSKICH KRÓLÓW

SPOTKANIE POPROWADZI

PROF. ANDRZEJ JANUSZAJTIS

prezes Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” – pasjonat i znawca historii Gdańska

  • 29 maja 2018 r., godz. 17:00
  • Dom Technika w Gdańsku, ul. Rajska 6, sala B

Prosimy o potwierdzenie udziału do dnia 28.05.2018 r. (projekty@gdansk.enot.pl, 58 321 84 84)

WSTĘP WOLNY

Młode kadry kształcone w gdańskiej szkole

Jesteśmy szkołą z ponad 70-letnią tradycją. Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego nr 2 w Gdańsku powstało w 2013 roku z połączenia Zespołu Szkół Inżynierii Środowiska Centrum Kształcenia Ustawicznego i Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego i Chemicznego w Gdańsku.

Siedziba szkoły mieści się na Oruni. Kształcimy w zawodach ważnych i strategicznych dla rozwoju województwa pomorskiego. Posiadamy świetną bazę dydaktyczną i doskonałe zaplecze sportowe – halę sportową, boisko do piłki nożnęj i boisko wielofunkcyjne, a od 1 września  basen. Mamy  również internat z własną stołówką. Znajdujemy się w odległości 3 km od centrum Gdańska.

W ramach współpracy nasi uczniowie uczestniczą w wykładach organizowanych przez Stowarzyszenie Nasz Gdańsk (prowadzone przez prof. Andrzeja Januszajtisa) i pomagają w ich organizacji, zawsze kiedy jest taka potrzeba.

Barbara Mizerska

dyrektor CKZiU nr 2 w Gdańsku

NGplakat263x151_plakat_cmyk300_5mm-page-001

Spotkanie poetycko-literackie

SONY DSC

Ryszard Jaśniewicz, Skarbnik Stowarzyszenia Anna Kuziemska i Wiceprezes Stowarzyszenia Zbigniew Socha.

W 11 kwietnia miłośnicy literatury pięknej spotkali się na kolejnej sesji Koła poetycko-literackiego działającego przy Stowarzyszeniu Nasz Gdańsk.

Spotkania odbywają się w siedzibie Stowarzyszenia Nasz Gdańsk. Na wstępie uhonorowano Ryszarda Jaśniewicza, który od początku działania moderuje spotkania Koła poetycko-literackiego. Wiceprezes Stowarzyszenia Zbigniew Socha i Skarbnik Stowarzyszenia Anna Kuziemska wręczyli panu Jaśniewiczowi pamiątkowy dyplom i obraz.

Podczas nastrojowego spotkania recytowano wiersze, dyskutowano o prezentowanych utworach i warsztacie poety. Na początku z okazji urodzin odśpiewaliśmy panu Ryszardowi „sto lat” oraz wręczyliśmy pamiątkową rycinę z widokiem Gdańska i podpisami uczestników spotkania.

Potem przeszliśmy do prezentacji wierszy na temat  „Wiosna i pamięć”, którą pan Jaśniewicz rozpoczął interpretacją fragmentu „Powrotu Odysa” Wyspiańskiego.

Wiosna to nie tylko budząca się do życia przyroda, to także wiosna uczuć – miłość przynosząca wspomnienia pierwszych randek, powroty pamięcią w przeszłość, krainę dzieciństwa, podziw dla natury i słuchanie tego co ma nam do powiedzenia. Ptaki, łabędzie, kaczeńce uczą optymizmu. Wiersze mówią o rozkwicie wiosny, miłości, życia. Przynoszą wspomnienia minionych zdarzeń.

Nagrodę spotkania „Zieloną Gęś” otrzymał Stanisław Michel.

Serdecznie zapraszamy miłośników i twórców poezji na kolejne spotkanie w maju.

Tekst i zdjęcia: Anna Żelechowska


 

O życie nasze!

Utkane przez Pana Wszechświata, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych…

Jakie jest piękne i jednocześnie cierniste, zawarte w misternym planie stworzenia.

Łzy szczęścia mieszają się z łzami żalu i zwątpienia.

I tylko niezachwiana wiara w Pana pozwala nam nieraz, w szarej codzienności, przeżyć godnie to, co Pan nam podarował, też poprzez miłość.

Uczymy się ciągle przez całe życie iść z tą miłością.

Człowiek jest niedoskonały, lecz nauka wpleciona w jego życiu powinna wypełniać to, co dał nam Pan.

Czasami wystarczy ciepłe słowo, czasami gest, odruch serca.

Nie zawsze otrzymujemy to, czego byśmy sobie życzyli.

A czas płynie nieubłaganie cicho, a nieraz z łoskotem.

Nagle uświadamiamy sobie co jest w życiu ważne, jak byśmy postępowali jeżeli mielibyśmy zaczynać od nowa.

Więc kochajmy  ludzi, bo czas ucieka i bądźmy przez nich kochani.

Szanujmy i uwielbiajmy to, co nam Pan dał, nie zmarnujmy tej szansy…

Wacław Janocki


 

Żonie w dniu poezji

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

Łąka strojna zawita w południe

Będą tańce i muszek i trzmieli

Tańczą cienie i drzew i latarni

A biedronki w orkiestrze z kropkami

Psy w zachwycie z bukietami błądzą

I zaczyna się z deszczem zabawa

Chmury w kroplach fryzury swe gładzą

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

My zaczniemy oddychać radośniej

I do lata będziemy wydzwaniać

Serce tęskni do kwietnych przekonań

Zabłąkany powraca wodzirej

Okno staje się rajem dla oczu

Tu sikorki w tanecznym pokazie

A jemioły zielono pęcznieją

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

Czapkę zdejmę i płaszcz zimowaty

I do słońca modlitwy zaniosę

Dni zaczynam kolorowym błyskiem

Czerwonawe niebieskie zielone

Wiatr mój wieje znad rzeki prześwistem

Kot na górce wypatruje łupu

I już bajka w rzeczywistości

Idę sobie i śpiewam i śpiewam

Niech no tylko zakwitną kaczeńce

Ty z uśmiechem pozwalasz na te moje swawolne dziwności

Ryszard Jaśniewicz


Rozmowa o wiośnie

– Powiedz o czym teraz myślisz?

– O kwiatach które wkrótce zakwitną.

– Jeszcze śnieg biały leży.

– Już ptaki wesoło ćwierkają.

– Sople zimą jak kryształ się mienią.

– Wystawiamy twarz do słońca.

– Czasem wiatr zimny powieje…

– A w tej chwili o czym myślisz?

– Kiedy nadejdzie wiosna…

– Wiosna stoi już za progiem

– Powitajmy ją z radością.

Alina Kolińska


 

Epitafium

W dziejowej zawierusze

runął bezpieczny dom

dziecięce pożegnanie z ojcowizną

życie

zamknięte w tekturowej walizce

podskakuje na wybojach tułaczego szlaku

w uszach

pobrzmiewa skowyt psa złowieszczy

codzienność z piętnem strachu

chowana pod poduszką

powraca krzyk – echo sprzed lat

przywołuje pamięć

zaklęte w spiżu epitafium:

WYSIEDLONYM GDYNIANOM

dramat historii

ocalony od zapomnienia

Grażyna Brylska

(14 października 2014 roku – ku czci w/w odsłonięto pomnik w Gdyni przy ul. Starowiejskiej.)


 

Pamięć

Nadmorski wiatr

rozwiewa mgłę wspomnień.

odległy czas

lata studenckie

 

poupychane emocje

wydostają się z kryjówek

twoje nagłe odejście

nieodwołalne…

 

żal , ból, niemoc

pytanie bez odpowiedzi

co dalej?

jak żyć bez ciebie?

 

czas nie goi ran

uparcie powraca myśl

dlaczego nie zdążyłam

powiedzieć?

 

znów wiosna – teraz

w rozkwicie żonkile, bratki

coś się rozpoczyna na nowo….

Joanna Kochanowska

Taniec łabędzia

Tańczą łabędzie na wodzie

swojej miłości taniec

one jak nikt inny w świecie

na zawsze łączą się w pary.

 

Taniec ten pełen uroku

na długo w nas pozostanie

można im tylko zazdrościć

że tyle radości im daje.

 

I żyją razem łabędzie

bez swarów i nienawiści

razem pływają w stawie

kochając się rzeczywiście.

 

Czemu tak ludzie nie mogą

nie biorą z ptaków przykładu

byliby wtedy szczęśliwi

nawet nie jedząc owadów.

Zbigniew Wojciechowski


 

Pamięć i kwiecień

Pamięć i kwiecień to tak się plecie,

plecie i plecie bo to jest kwiecień.

Pamięć po zimie też trochę drzemie.

Kwiecień plecień bo przeplata trochę zimy

trochę lata.

28 kwietnia gdy się rodziłam to zima

już się dawno skończyła, słońce

świeciło i miło było. Przyszłam na świat

z darem głosu śpiewnego od BOGA….

Rozłam gdzie ulubione żółte kaczeńce

często oglądane w dzieciństwie rosnące

nad rowami utkwiłam w pamięci.

Kwiecień to pierwsze pąki na kasztanowcach

i bzach, pierwsze krzewy zazielenione.

Minęły już święta Wielkanocy i pozostaną

w pamięci przez rok. Pamięć to wspaniały zmysł u człowieka,

pamiętamy piękne chwile a złe wypieramy. Czasem bujamy

w obłokach i myślimy co minęło, co trwa,

co nadejdzie. Oby zdrowie dopisało

i nic złego się nie stało. Życie trwaj,

trwaj, i rozumu i zdrowia na dalsze

lata nam daj!

Anna Kuskowska


 

PRZEBUDZENIE

Pamięć nie zawsze schowana

w półkulach myślenia

Odpoczywa czasem

w miękkich fotelach zadumy

Otwiera oczy gdy zajdzie potrzeba

Obudzi ją ktoś znienacka

Zapuka do podświadomości

Wtedy sięga w przestrzenie

możliwości nieprzebytej

Pomyśli przez chwilę

odezwie się gromkim głosem

Pozostawi nie tylko echo

Lecz ważne przesłanie

Dla siebie i potomności

Barbara Dębska


VENUS

Ty jesteś Venus

Odarta z przywilejów hołdów i zaszczytów

z pamięci marmurów i z barw Botticellego

Z darem uwodzenia nie odległym od tego

w którym nagość była cnotą

Dzisiaj jest to już tylko

kwestia wyobraźni i odwagi

aby odnaleźć i kroczyć tą drogą

która z powrotem prowadzi do wzorca

Dziś nikt już takiej piękności nie tworzy

Są też tacy którym wystarczy

drobne przechylenie głowy,

albo zmiana światła

by zjawiła się Venus

doskonała galaktyczna

zimna daleka i martwa

Czy warto dla niej tracić

fortuny talentów

A przecież tyś dzisiaj

Venus

chociaż nie ta sama

Jak z głębokiego snu

w niedowierzaniu

wznosisz ponad fale światła

umęczoną głowę

i spojrzenie ożywione

Jego ciepłym słowem

Dariusz Wróblewski

Gdańsk, 28.03.2018 r.

SONY DSC

 

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Wielkanocny Koncert Dobroczynny

koncert dobroczynnyWielkanocny Koncert Dobroczynny na rzecz budowy oddziału dziecięcego Hospicjum bł. Michała Sopoćki w Wilnie odbędzie się w sobotę, 24 marca br. o godz. 17.00 w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Podczas około 1,5 godzinnego wydarzenia wystąpią goście z Wileńszczyzny:  znany i ceniony Zespół Tańca Ludowego „Perła” z Niemenczyna, wykonujący tańce narodowe i ludowe polskie, litewskie, ukraińskie, rosyjskie i innych narodów oraz Zespół „Mejszagolanki”, wokalny zespół kobiecy, na którego repertuar składają się polskie pieśni ludowe i patriotyczne, pieśni autorskie, biesiadne i estradowe.

Po koncercie będzie można kupić wspaniałe palmy wileńskie i kaziukowe serca z piernika. Gościem specjalnym będzie siostra Michaela Rak, założycielka i dyrektor wileńskiego hospicjum.

Całkowity dochód uzyskany ze sprzedaży biletów oraz palm i serc wielkanocnych zostanie przeznaczony na rzecz budowy oddziału dziecięcego wileńskiego hospicjum. 

Piękną oprawą wydarzenia będą oryginalne, wileńskie palmy i ręcznie robione piernikowe serca, tradycyjnie obecne podczas Kaziuków – barwnego jarmarku obchodzonego od ponad 400 lat w Wilnie, 4 marca, ku czci św. Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Gościem specjalnym będzie siostra Michaela Rak – założycielka i dyrektor wileńskiego hospicjum.

Bilety w cenie 30 zł do nabycia na stronie Internetowej Muzeum oraz w kasach Muzeum (w godz. 9.30-17.00) przez koncertem. 

Organizatorami koncertu są: Muzeum II Wojny Światowej, Dom Kresy w Gdańsku i Gmina Kolbudy.

Sprzedaż biletów:

https://bilety.muzeum1939.pl/impreza/wielkanocny-koncert-dobroczynny,103.html

Informacja na stronie:

http://muzeum1939.pl/wielkanocny-koncert-dobroczynny-na-rzecz-hospicjum-w-wilnie/aktualnosci/1182.html

Wydarzenie na fb

https://www.facebook.com/events/208302146587439/

Michał Rzepiak
Stowarzyszenie Wspólnota Polska, Oddział Pomorski
koordynator projektu Dom Kresy