Ostatnie pożegnanie inż. arch. Tadeusza Stasińskiego–Rogena

Stasinski Tadeusz Fot_Janusz_Wikowski sm DSC05933

Tadeusz Stasiński – Rogen. Fot. Janusz Wikowski

GDAŃSK. Zmarł inż. arch. Tadeusz Stasiński – Rogen, architekt i artysta malarz, członek Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Żegnali go ze sztandarem Stowarzyszenia, który zaprojektował, Przyjaciele, Koledzy ze Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość, że dnia 26 czerwca 2015 roku zmarł nagle nasz serdeczny Kolega inż. arch. Tadeusz Stasiński – Rogen, architekt i artysta malarz, członek Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Ukończył Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Miał na swoim koncie projekty ciekawych obiektów architektonicznych zrealizowanych w Polsce i za granicą. Jego twórczość plastyczna w technice pasteli, akwareli i oleju, niezwykle barwna, nasycona zróżnicowanymi emocjami, była pokłosiem licznych podróży do w Afryki, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Turcji, Francji, Grecji, Ameryce Północnej oraz w Niemczech.

18 lipca 2013 roku oglądaliśmy jego ostatnią wystawę obrazów w siedzibie Naczelnej Organizacji Technicznej przy ulicy Rajskiej w Gdańsku. Był autorem projektu sztandaru Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”. Pogodny na co dzień, życzliwy dla wszystkich. Do ostatnich chwil życia uczestniczył w życiu kulturalnym i społecznym Gdańska, spotykaliśmy Go na wernisażach, premierach, debatach.

Rodzinie i Bliskim serdeczne wyrazy współczucia składają

Zarząd, członkowie i sympatycy Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

* *

msza sp_Stasinski sm

Fot. Wacław Janocki

2 lipca 2015 r. o godz. 18.80 w kościele św. Katarzyny w Gdańsku odprawiona została – w obecności pocztu sztandarowego Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” – uroczysta pożegnalna msza święta w intencji śp. inż. arch. Tadeusza Stasińskiego – Rogena. Uczestniczyła Rodzina i przyjaciele Zmarłego, wśród których obecni byli działacze Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, Naczelnej Organizacji Technicznej, Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki, Towarzystwa Polska – Niemcy, architekci, artyści plastycy, sąsiedzi. Mszę św. odprawił przeor ojców karmelitów ks. Tadeusz Popiela.

Prezes Stowarzyszenia doc. dr inż. Andrzej Januszajtis, mówiąc o zasługach śp. inż. arch. Tadeusza Stasińskiego podkreślił, iż łączył w sobie architekta i artysty malarza. Zwrócił szczególną uwagę w Jego wkład w tworzenie pięknego sztandaru ufundowanego z okazji 20-lecia działalności Stowarzyszenia. Jarosława Strugałowa, członek Zarządu Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”, odmówiła Modlitwę wiernych za wszystkich zmarłych członków i przyjaciół Stowarzyszenia.

* * *

msza sp stasinki 2sm

Fot. Wacław Janocki

Wystąpienie prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” doc. dr inż. Andrzeja Januszajtisa podczas mszy św. za spokój duszy Tadeusza Stasińskiego, 2. VII. 2015 r. (fragment)

Mówię o sztandarze, bo wiem, że p. Tadeusz Stasiński – autor jego projektu – był z niego dumny i czasem odczuwał żal, że za mało podkreślaliśmy jego wkład w to piękne dzieło.

Powinno to być dla nas nauką. Nie wahajmy się chwalić tych, którzy na to zasługują, bo nigdy nie wiadomo, kiedy odejdą. Jesteśmy tylko na krótko gośćmi na tej ziemi. Na jednej z kamieniczek ul. Piwnej był napis, niestety nie odtworzony:

„Budujemy twierdze i domy

tu, gdzie nasz pobyt znikomy,

a tam, gdzie wiecznie będziemy,

nie budujemy.”

Budujmy zatem, nie tylko tu na ziemi, ale także dla naszego przyszłego, wiecznego miejsca pobytu.

Nagłe i niespodziewane odejście kogoś bliskiego jest zawsze tragedią, z której trudno się podźwignąć. Nadzieję można znaleźć w wielu miejscach. W tym kościele pokazuje ją inskrypcja na epitafium Johanna Mochingera. Pod wyobrażeniem słońca, które jest tu symbolem Chrystusa, czytamy: „Hoc Sole renascar” – w tym Słońcu się odrodzę.

Andrzej Januszajtis

Zdjęcia archiwalne inż. arch. Tadeusza Stasińskiego – Rogena- ze zbiorów Janusza WikowskiegoSONY DSC SONY DSC Stasinski kadrDSC00001 Stasinski Tadeusz fot_J_WikowskiDSC06261 Stasinski Tadeusz Fot__J_Wikowski sm DSC05859 Stasinski T_Katarzyna Korczak Fot_J_Wikowski sm DSC05929 14 NG wernisaz  Fot_J_Wikowski DSC05812 8 NG wernisaz  Fot_J_Wikowski  DSC05863 12 NG wernisaz  Obrazy Stasinskiego Fot_J_Wikowski DSC05774 2 NG wernisaz  Stasinskiego Fot_J_Wikowski DSC05921 1c NG wernisaz  Fot_J_Wikowski DSC05858

Zmarł inż. arch. Tadeusz Stasiński – Rogen

16 NG wernisaz Stasinskiego Fot_J_Wikowski 1 DSC05934

Inż. arch. Tadeusz Stasiński – Rogen przy swoim obrazie. Fot. Janusz Wikowski

Odszedł do Pana śp. inż. arch. Tadeusz Stasiński – Rogen – członek Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość, że dnia 26 czerwca 2015 r. zmarł nagle nasz serdeczny Kolega inż. arch. Tadeusz Stasiński – Rogen, architekt i artysta malarz, członek Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Ukończył Wydział Architektury Politechniki Gdańskiej oraz Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Miał na swoim koncie projekty ciekawych obiektów architektonicznych zrealizowanych w Polsce i za granicą. Jego twórczość plastyczna w technice pasteli, akwareli i oleju, niezwykle barwna, nasycona zróżnicowanymi emocjami, była pokłosiem licznych podróży do w Afryki, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Turcji, Francji, Grecji, Ameryce Północnej oraz w Niemczech.

W maju 2014 r. oglądaliśmy w siedzibie Naczelnej Organizacji Technicznej przy ulicy Rajskiej w Gdańsku jego ostatnią wystawę obrazów. Był autorem projektu sztandaru Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

Pogodny na co dzień, życzliwy dla wszystkich. Do ostatnich chwil życia uczestniczył w życiu kulturalnym i społecznym Gdańska, spotykaliśmy Go na wernisażach, premierach, debatach.

Pożegnalna msza święta odbędzie się w czwartek, 2 lipca 2015 r., o godz. 18.30 w kościele św. Katarzyny w Gdańsku.

Rodzinie i Bliskim serdeczne wyrazy współczucia

składają

Zarząd, członkowie i sympatycy Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”.

1c NG wernisaz  Fot_J_Wikowski DSC05858

Tadeusz Stasiński (po prawej) i prof. Andrzej Januszajtis. Fot. Janusz Wikowski

Stasinski Fot_J_Wikowski-DSC07677

Tadeusz Stasiński (po lewej) ze Stanisławem Michelem. Fot. Janusz Wikowski

Stasiński Tadeusz Fot_J_Wikowski DSC05858

Tadeusz Stasiński, Fot. Janusz Wikowski

12 NG wernisaz  Obrazy Stasinskiego Fot_J_Wikowski DSC05774

Obrazy autorstwa Tadeusza Stasińskiego. Fot. Janusz Wikowski

2 NG wernisaz  Stasinskiego Fot_J_Wikowski DSC05921

Wernisaż w gdańskim NOT Tadeusza Stasińskiego. Fot. Janusz Wikowski

14 NG wernisaz  Fot_J_Wikowski DSC05812 8 NG wernisaz  Fot_J_Wikowski  DSC05863

Pozytywna energia

pelIowski sm MG_0004

Fot. M. Zarzecki

Rozmowa z Gerzegorzem Pellowskim, współwłaścicielem Piekarni – Cukierni „Pellowski”, rodzinnej firmy rzemieślniczej działającej od 1922 roku, członkiem Cechu Piekarzy i Cukierników w Gdańsku, członkiem Zarządu Pomorskiej Izby Rzemieślniczej Małych i Średnich Przedsiębiorstw, uhonorowanym Medalem Mściwoja II w 2009 roku i Szablą Kilińskiego w 2014 r.

– Trzyma pan linię.

– Intensywnie jeżdżę na rowerze. Gdy byłem młodszy dużo biegałem, jeździłem konno i na motorze, to mi dawało ogromną satysfakcję. Przestałem, jak się ożeniłem, doszły obowiązki, małe dzieci, żona bardzo dobrze gotuje i wtedy zacząłem poważnie przybierać na wadze. Jak to się mówi, po trzydziestce zaczynają lecieć obwody i tak było ze mną. Ważyłem 90 kilogramów, kołnierzyki nr 42, spodnie mi się przecierały na udach i to się odbiło negatywnie na zdrowiu, miałem złe wyniki, fatalnie się czułem. Do tego piwko, papierosy, czego się teraz bardzo wstydzę, odrzuca mnie od dymu. Z dnia na dzień: zastosowałem się do zaleceń lekarza, przestałem palić, prawidłowo się odżywiałem. Zjechałem 20 kilogramów, od tego czasu ważę równo 70, katalogowo. Jazda na rowerze wyczynowym w terenie wciągnęła mnie, to jest sport, przy uprawianiu którego dużo się dzieje, a ja to bardzo lubię. Uczestniczę w różnego rodzaju kolarskich zawodach, w których startują zarówno zawodowcy, jak i amatorzy. I tak to trwa.

– Sport daje panu kondycję i zdrowie.

– Świetnie się czuję i to jest dla mnie siła napędowa do pracy. Jestem pełen pozytywnej energii. Bardzo jest ważne, żeby – oprócz pracy – mieć pasję.

– Pieczywo sprzedawane w dużych sklepach, tanie, nie znaczy dobre, cieszy się powszechnym popytem.

– Przez ostatnich 20 lat bardzo dużo się w branży piekarniczej działo, następuje ogromna komasacja, piekarstwo tradycyjne, stare technologie, receptury, znikają. Zaczyna być to wypierane przez produkty piekarsko pochodne. Konsument, kupując towar, kompletnie nie myśli o żołądku, żyje chwilą, cieszy się dobrą ceną i nieźle wyglądającym produktem. Przez lata obserwuję i widzę, że zaczyna nam rosnąć pokolenie, które nie rozumie smaku. Mamy dzisiaj na rynku bardzo dużo słodyczy, ale ja uwielbiam to, czym zajadałem się w dzieciństwie. W wieku kilkunastu lat chodziłem na Halę Targową do pani Ady i brałem, na „krechę”, tata potem płacił, „Prince Polo”, ich smak mam w pamięci do dzisiaj. Podobnie miłe wspomnienia wywołują we mnie:: „Michałki”, „Ptasie mleczko”, „Torciki Wedlowskie”. Jak ktoś u nas w firmie ma imieniny, kupujemy mu w prezencie coś z tego, bo to nasze smaki, polskie produkty. Teraz dzieci żyją globalnie i jedzą na przykład „Milkę”, a mnie szlak trafia, bo produkty „E. Wedla” są o wiele lepsze.

– Za bardzo pędzimy?

– Tempo życia jest tak duże, że mamy coraz mniej czasu na szukanie, tylko idziemy do marketu raz, dwa razy w tygodniu, robimy zakupy na cały tydzień, często nie zastanawiamy się co kupujemy. Mnie się wydaje, że ginie w nas celebracja zakupów. Ale widzę grupę ludzi dobrze wykształconych, są to: profesorowie medycyny, sędziowie, mecenasi, którzy z rodzinami, w sobotę rano, przyjeżdżają do Śródmieścia. Kupują produkty dobre, świeże, u swoich stałych dostawców. Idą do piekarza po pieczywo, potem na Halę Targową po warzywa, owoce, kalafiory im wystają z siatek i schodzą na dół po mięso, wędliny. Potem przyjdą do mnie na kawę, usiądziemy, porozmawiamy. Oni ogromną wagę przywiązują do zakupów, sięgają po produkty najmniej przetworzone i wiedzą, jak zdrowo się odżywiać. Według mojej oceny, liczba tych osób się powiększa.

– Lista członków Cechu Piekarzy i Cukierników w Gdańsku kurczy się.

– To jest bardzo smutne. Przed transformacją w Cechu było około stu członków, dziś jest nas czterdziestu jeden. Na przestrzeni dwudziestu pięciu lat walki o przetrwanie, w pogoni za zyskiem, przy cięciu kosztów, niestety, te zakłady, które nie inwestują, nie posuwają się do przodu, nie wytrzymują. To jest proces, który zachodzi w całej Europie, komasacja produkcji przesuwa się w stronę ogromnych zakładów przemysłowych. Powodów tego zjawiska jest bardzo dużo, jednym z nich jest brak następców.

– Pana piekarnia była jedyna na Podwalu Staromiejskim, teraz co drugi sklep na tej ulicy handluje pieczywem.

– Piekarń produkujących ubywa. Sklepów tej branży jest coraz więcej, ale one pojawiają się i znikają. Za komuny o tym, co i gdzie można sprzedawać, decydował urzędnik, to nie było dobre. Teraz wybiera konsument, jeśli towar jest dobry, kupi, jak nie, nie kupi. Najlepszym sprawdzianem jest rynek.

– Pojawiła się moda na pieczenie chleba w domach.

– Powiem na przykładzie pani architekt, która dla nas projektuje. Zwróciła się do mnie: „Panie Pellowski, dałby mi pan trochę kwasu chlebowego.” Spytałem:„A po co to pani?” A ona się zwierzyła, że próbowała piec chleb w domu, ale rodzina się z niej śmiała, że wyszły cegły. Mówię: „Pani Olgo, nie lepiej kupić?” A ona: „Nie, moja babcia piekła chleb, moja mama piekła chleb i ja też będę piekła chleb.” I krótko ją przeszkoliłem jak sprawić, żeby chleb był pulchny, bo kwas chlebowy nie uratuje wyrobu, jeżeli nie będą przestrzegane pewne zasady. I ona dwa razy do roku, na święta, piecze chleb.

– Zagrożenie dla piekarzy?

– Wprost przeciwnie, uważam to za zjawisko pozytywne i wychodzę temu naprzeciw. W nowym kompleksie, jaki wybudowałem na Olszynce, otwarcie przewiduję wiosną 2015 roku, przy kawiarni będzie działać mała piekarenka. W kuchni wybudowaliśmy kaflowy piec chlebowy, tak zwany piersiowy, opalany drewnem, w którym wypiekać będziemy chleb i bułki. Chleb – na oczach klientów kawiarni – będzie garował na deskach i trafi do pieca. Urządzenia udostępnimy od czasu do czasu uczestnikom ogólnodostępnych warsztatów pod nazwą: „Każda mama piecze sama”. Pierwszy termin szkolenia – przed przyszłoroczną Wielkanocą, serdecznie zapraszam.

W innej sali ustawiamy – wykonywane na nasze zamówienie – urządzenia, które niegdyś używano w piekarniach, jako eksponaty. Są wśród nich kopie tak zwanych bajt – drewnianych stołów z półokrągłą dzieżą – do wykonywania różnych czynności manualnych. Na bajtach ciasto się werkowało, to znaczy toczyło z niego kule, następnie lęgowało, czyli wydłużało i formowało bochenki. W tymże stole, wewnątrz, wyrabiano ręcznie kwas chlebowy. Powiesiłem w tym pomieszczeniu obraz, namalowany przez zaprzyjaźnionego artystę, przedstawiający naszą rodzinę w strojach starogdańskich nad brzegiem Motławy, nieopodal Żurawia.

– Wraz z zamykaniem małych, nierentownych piekarń rzemieślniczych, znikają stare maszyny.

– Pomysł na rozwiązanie problemu mam prosty. W obiektach na Olszynce przewidziałem miejsce i na zabytki. Tworzymy Izbę Pamięci Piekarstwa. Jest tam już maszyna polskiej produkcji, w której się miesiło ciasto, tak zwana miesiarka, kupił ją tata w 1968 roku, gdy nasza piekarnia, wcześniej przez państwo odebrana, ogołocona z urządzeń, wróciła do rodziny. Umieściliśmy tam także druciane kosze do pieczywa, służące nam w czasie strajków sierpniowych w latach 80. do przewożenia chleba dla robotników do Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Na początku lat 90. właścicielka cukierni „Warszawianka” przy ulicy Łagiewniki w Gdańsku, odchodząc na emeryturę, zadzwoniła do mnie, pytając, czy nie kupiłbym od niej maszyny do lodów. Jak mi powiedziała, że rezygnuje, kupiłem od niej całą cukiernię. W lokalu uruchomiliśmy sklep. Było tam też bardzo ciekawe urządzenie do mieszania ciasta z okresu międzywojennego, które poddaliśmy renowacji i ustawiliśmy jako eksponat. Kolekcja się powiększa.

– Co to za relikty przeszłości zawiera stojąca w hallu gablota?

– Są to przedmioty wykopane w trakcie budowy obiektu. A trzeba wiedzieć, że w tym miejscu na Olszynce w latach 20. było bajoro i wysypywano do niego popiół i śmiecie ze Śródmieścia. Odnaleźliśmy i wyeksponowaliśmy różne drobne, ładne, przedmioty – buteleczki od perfum, lekarstw, płynów do dezynfekcji ust oraz przypraw do zup, kapsle i zamknięcia do butelek, foremki do pierników, klucze, reklamy, kałamarze, łyżki, sygnet, orzeł polski z czapki wojskowej i in. Są też znaczki: niemiecki ze swastyką jakiegoś klubu sportowego, mosiężny klubu kajakarskiego, pocztowy z trąbką i herbem Gdańska. Cennym znaleziskiem jest reklama istniejącej do dziś, niemieckiej firmy ubezpieczeniowej, Iduna Germania, którą założyli rzemieślnicy. Wykopalisk jest znacznie więcej, wyeksponowaliśmy najciekawsze.

– Tak dużego i nowoczesnego kombinatu, jaki tworzy pan na Olszynce, nie ma na Wybrzeżu.

– Przenosimy do nowej siedziby całą produkcję. Już teraz działają tu biura. I pokój dla gości, który wyposażyłem w dzieła sztuki, rodzinne zdjęcia i pamiątki. Ten obraz olejny, z widokiem Gdańska, z gabinetu księdza prałata Henryka Jankowskiego, dostaliśmy od jego rodziny w dowód wdzięczności po odsłonięciu pomnika przed Bazyliką św. Brygidy. Dedykacja brzmi: „Kochanym przyjaciołom, Katarzynie i Grzegorzowi Pellowskim, składamy serdeczne podziękowania za okazane serce, zrozumienie, za wieloletnią pomoc, wsparcie fizyczne, psychiczne oraz materialne naszemu nieodżałowanemu Bratu, Wujkowi, Szwagrowi, księdzu prałatowi Henrykowi Jankowskiemu”. Umieściłem tu, przyznany mi w 2009 roku Medal Księcia Mściwoja II „za rozwijanie i upowszechnianie najpiękniejszych tradycji dawnego gdańskiego piekarnictwa oraz bezinteresowne zaangażowanie w sprawie edukacji młodzieży”. Na ścianie wisi moja karykatura narysowana przez Mariana Kołodzieja, którą wykupiłem na aukcji charytatywnej. Jest Szabla im Jana Kilińskiego, najwyższa rzemieślnicza Odznaka Honorowa za zasługi dla rzemiosła, którą w ostatnim czasie otrzymałem.

– Pana firma rodzinna jest odbiciem dziejów polskiego piekarstwa, wpisanych w historię Polski.

– Przetrwanie nie było łatwe, często okupione i zdrowiem i życiem. W pod koniec lat 40. władze komunistyczne gnębiły ojca, tak, jak i innych rzemieślników, coraz większymi dopłatami do podatków, tak zwanymi domiarami i kontrolami, urzędnikom towarzyszyli milicjanci z karabinami, którzy na czas „pracy” zakuwali tatę w kajdanki. Ojciec postanowił uciec z Polski do Szwecji, w 1949 roku, wraz z pięcioma kolegami, ukrył się na barce z węglem. Na Zatoce Gdańskiej barkę zatrzymał okręt patrolowy Wojsk Ochrony Pogranicza, uciekinierów przewieziono do aresztu śledczego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Gdańsku przy ul. Kurkowej, do więzienia przy ul. Okopowej w Gdańsku, następnie do więzienia Urzędu Bezpieczeństwa w Starogardzie Gdańskim. Wszyscy, w tym ojciec, podczas śledztwa, torturowani, jednego z towarzyszy ucieczki zakatowano na śmierć.

Tata mój spędził dwa lata w więzieniu i na robotach, mógł nie wrócić. W 2007 roku zadzwonił do mnie prokurator i zapytał, czy Józef Pellowski to był mój tata. Potwierdziłem, wezwano mnie, jako świadka, do prokuratury Instytutu Pamięci Narodowej w Gdyni. Dowiedziałem się, że rodzina zamordowanego kolegi ojca z barki, której ujawniono akta sprawy ucieczki, natrafiła na nasze nazwisko. Odnaleziono oprawcę, Kazimierza W., miał wtedy 85 lat, mieszkał w Świnoujściu, nie stawił się na rozprawę, przesłuchiwany na miejscu, twierdził, że niczego nie pamięta. Ja się w na tej rozprawie popłakałem. Pytano mnie, co tata opowiadał na temat swojego pobytu w więzieniu, jak był przesłuchiwany i torturowany. Relacjonowałem i przeżywałem wszystko od nowa.

– Państwo Pellowscy działają na rzecz miasta.

– Bycie piekarzem w trzecim pokoleniu zobowiązuje, żeby, oprócz pieczenia chleba, robić coś więcej. Prowadzimy z żoną i całą rodziną różnego rodzaju akcje pomocowe. Wspieramy na stałe swoimi wyrobam iDom Pomocy Społecznej Sióstr Pallotynek w Sobieszewie, jeździ tam żona z córką. Angażujemy się w mniejsze pomocowe przedsięwzięcia. Sporo czasu poświęcam samemu rzemiosłu. Udało nam się, wspólnie z kolegami, uruchomić pierwszą w Polsce szkołę rzemieślniczą – Pomorskie Szkoły Rzemiosł – przy ulicy Sobieskiego w Gdańsku – Wrzeszczu. To jest ogromny sukces. Szkoły rzemieślnicze wcześniej działały, ale, po utworzeniu gimnazjów i liceów zawodowych, władze oświatowe odeszły od typowego kształcenia zawodowego. Ten duży błąd natychmiast wyłapaliśmy i poszliśmy własną drogą. Obecnie w województwie pomorskim mamy dwie takie szkoły, druga jest w Wejherowie, bardzo dobrze prowadzona przez miejscowy Cech Rzemiosł Różnych. Jestem członkiem Zarządu Pomorskiej Izby Rzemieślniczej Małych i Średnich Przedsiębiorstw, więc mam wpływ na to, co się dzieje w województwie. Wchodzę też w skład Zarządu Związku Rzemiosła Polskiego, którego siedziba mieści się w pałacu naprzeciwko ministerstwa zdrowia przy ulicy Miodowej w Warszawie. Jesteśmy jedyną organizacją pracodawców w Polsce tak dobrze zorganizowaną, podstawowy szczebel znajduje się w mieście, potem izba, następnie związek w Warszawie, bardzo mocna struktura. Skalę odda to, że jako rzemiosło, należymy do komisji trójstronnej przy premierze.

– Szczególny wkład ma pana rodzina w budowę pomnika księdza prałata Henryka Jankowskiego.

– Byłem inicjatorem przedsięwzięcia z racji tego, że w pewnym okresie była to osoba w Gdańsku bardzo znacząca. Ksiądz prałat był filarem całej naszej Solidarności, ogromnie wspierał ją w momentach krytycznych poprzez msze, spowiedź, organizowanie pomocy dla strajkujących robotników, podnosił na duchu i dzięki temu ruch wolnościowy przetrwał. Lech Wałęsa mówił wielokrotnie, że bez księdza prałata nie byłoby Solidarności i nie byłoby też Lecha Wałęsy. Ja z tatą codziennie rozmawialiśmy, słuchaliśmy Wolnej Europy, kiedy mówiło się o wkroczeniu wojsk radzieckich, o tym nie wolno zapominać, zdawałem sobie sprawę z zagrożenia. Tata zmarł w 1989 roku, zabrakło mi jego wsparcia w momencie transformacji. Trzymałem się blisko księdza prałata, bo tam była informacja z pierwszej ręki, obiektywna, ona mnie podtrzymywała, będąc blisko księdza, miałem poczucie komfortu, że wiem, co się naprawdę w Polsce dzieje.

Ksiądz w ostatnim okresie swojego życia i po śmierci, był marginalizowany przez polityków, władze. Zaproponowałem prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi żeby na Skwerze im. ks. prałata Henryka Jankowskiego postawić pomnik kapelana Solidarności. Pomysł spotkał się z wielką aprobatą, zawiązaliśmy społeczny komitet, zebraliśmy pieniądze i wspólnym wysiłkiem przedsięwzięcie zrealizowaliśmy. O tym, że był to dobry pomysł świadczy fakt, że przy pomniku codziennie stoją świeże kwiaty. Ksiądz cały czas żyje w pamięci mieszkańców.

– Ufundował pan dzwon do karylionu na wieży Ratusza Głównego Miasta poświęcony pana ojcu, Józefowi Pellowskiemu.

– Możliwość, żeby mieć własny dzwon, zdarza się raz na pięćset lat, nie skorzystać z takiej okazji byłoby niewybaczalnym błędem. Osoby, które stać na finansowy wkład, powinny brać udział w tego typu inicjatywach, dzięki którym miasto staje się ciekawsze. Jako rzemieślnicy w Bazylice Mariackiej, po lewej stronie Ołtarza Głównego, mamy swoje piękne, pozłacane, epitafium, sfinansowaliśmy też Drogę Królewską w tej świątyni, ufundowałem jedną ze stacji.

Katarzyna Korczak

 

 

 

95. urodziny Brunona Zwarry

zwarra sm @z7

Na 95. urodziny Bronona Zwarry przybyli liczni goście. Fot. Wojtek Ostrowski

GDAŃSK. Brunon Zwarra jest cenionym autorem książek o Gdańsku: autobiograficznych Wspomnień gdańskiego bówki w pięciu tomach, czterotomowej powieści historycznej Gdańszczanie, powieści historycznej W gdańskiej twierdzy oraz zbioru wspomnień Gdańsk 1939. Wspomnienia Polaków-Gdańszczan.

Pisarz urodził się 18.10.1919 r. na Biskupiej Górce i mieszkał tam do 1939 r.

Lektura obowiązkowa

Nikt, tak wzruszająco, jak on, nie opisał tej szczególnej przestrzeni miasta. W swoich Wspomnieniach gdańskiego bówki poświęcił jej wiele miejsca, ze szczególną precyzją oddając malowniczy klimat minionego czasu.

Jak wielu ówczesnych gdańskich Polaków, należał do Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej, Zjednoczenia Zawodowego Polaków oraz Klubu Sportowego „Gedania” – w ówczesnym Wolnym Mieście Gdańsku, bycie członkiem klubu było zaszczytem i honorem patriotycznej służby wobec Polski.

We wrześniu 1939 r. został aresztowany przez Niemców i przetrzymywany w obozach koncentracyjnych – Stutthof i Sachsenhausen. Zwolniony z obozu, powrócił do Gdańska i do pracy w Emiliewerk Segor – wytwórni szyldów emaliowanych. Po wojnie ogromnym trudem odbudował ten zakład, który funkcjonował już pod nową nazwą – Zakład Lakierniczo- Emalierski Gedania.

W latach 70. XX wieku podjął pracę literacką, której owocem jest opublikowanie dwóch powieści, pięciotomowych wspomnień, zbioru 73 relacji gdańskich Polaków.

Aby uhonorować jego twórczość, która, jak podkreślił gdański prezydent Paweł Adamowicz, jest obowiązkową lekturą dla każdego gdańszczanina, Stowarzyszenie WAGA zorganizowało 18 października Święto 95. Urodzin Brunona Zwarry. Uroczystość odbyła się, a jakże, właśnie na Biskupiej Górce, w lokalu Stowarzyszenia przy ulicy Biskupiej 4, ulicy, przy której to właśnie mieszkał pisarz.

Program urodzinowych obchodów rozpoczęły warsztaty plastyczne dla dzieci, prowadzone przez wykładowczynię gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych – Agnieszkę Gewartowską. Prace namalowane przez dzieci były eksponowane w holu lokalu. Stworzyły mini wystawę dokonań małych artystów.

Tajemnice uliczki Biskupiej

Już nieco zróżnicowane wiekowo, liczne grono przybyłych, uczestniczyło w organizowanej przez gdańską przewodniczkę Agnieszkę Mencel grze miejskiej – Tajemnice uliczki Biskupiej. Nagrodami w grze były m.in. egzemplarze I tomu Wspomnień gdańskiego bówki oraz limitowana edycja przypinek z wizerunkiem gdańskiego bówki właśnie.

W międzyczasie pojawiali się już pierwsi goście wernisażu, który o godzinie 18.00 rozpoczęła Grażyna Knitter, członkini Stowarzyszenia WAGA i współorganizatorka wystawy poświęconej osobie i twórczości Brunona Zwarry. Uroczysta mowa powitalna była doskonałą okazją, aby podkreślić wyjątkowe dokonania pisarza dla zachowania historii Biskupiej Górki, a także, często tragicznych, losów gdańskich Polaków. Na uroczystości obecna była również rodzina jubilata, który ze względu na stan zdrowia nie mógł w spotkaniu uczestniczyć. Córka pisarza podkreśliła, że sobotnia uroczystość była niezwykle ważna dla jej ojca, bowiem jego niezmiennym celem było zawsze podtrzymywanie ognia pamięci minionego czasu, a licznie zgromadzeni goście dowiedli, że tak właśnie się stało, że pamięć żyje w nich.

Gromkimi brawami nagrodzono zaprezentowany film Biskupia Górka Brunona Zwarry, zrealizowany przez uznanego fotografika Wojtka Ostrowskiego, przy współpracy z członkiniami WAGI: Grażyną Knitter i Krystyną Ejsmont. Zawarto w nim m.in. archiwalne wypowiedzi Brunona Zwarry. Nie zabrakło również tradycyjnego urodzinowego akcentu, czyli wspólnego toastu lampką szampana, uroczystego dzielenia tortu, który przygotowała i ofiarowała gdańska Cukiernia Płończak, a także odśpiewania 100 lat na cześć jubilata.

Maszynopisy dzieł, fotografie, świadectwo z Gimnazjum Polskiego

Profesjonalnie przygotowana wystawa przyciągała zainteresowanie licznie zgromadzonych gości. Wśród eksponatów znalazły się m.in. oryginalne maszynopisy dzieł pisarza, wielkoformatowe kopie fotografii dokumentujące życie autora, świadectwo szkolne ze słynnego gdańskiego Gimnazjum Polskiego, do którego w latach 1929 – 1935 uczęszczał Brunon Zwarra, z podpisem legendarnego dyrektora szkoły – Jana Augustyńskiego, a także materiały i notatki stanowiące warsztat pisarski autora. Nieocenioną pomocą w organizowaniu wystawy była współpraca z Ewą Lichnerowicz z Pracowni Rękopisów Biblioteki Gdańskiej Państwowej Akademii Nauk (PAN). Pozwoliło to na wypożyczenie części eksponatów ze zbiorów PAN, której to pisarz je wcześniej ofiarował. Szczególne podziękowania należą się również wnukowi Brunona Zwarry – Adamowi Choroszkiewiczowi, który od początku bardzo serdecznie odniósł się do pomysłu zrealizowania uroczystych urodzin jego dziadka, wypożyczając rodzinne pamiątki na czas wystawy. Zgromadzone eksponaty można oglądać codziennie do końca października w siedzibie Stowarzyszenia WAGA.

Dwa dni po uroczystościach przedstawicielki Stowarzyszenia WAGA spotkały się z Brunonem Zwarrą. Opowiedziały pisarzowi o przebiegu zorganizowanych urodzin oraz wręczyły urodzinowe kartki z życzeniami od przybyłych na wernisaż gości.

– Mimo skromności i ostrożności dla wyróżniania jego osoby jubilat był zadowolony z przebiegu urodzin. Odsłuchał nagrania z wzniesionego spontanicznie toastu i odśpiewanych „Stu lat.” Był w znakomitej formie, żeby nie powiedzieć – nastroju wręcz figlarnym- wspomina Grażyna Knitter.

Sukces zorganizowanego Święta Urodzin Brunona Zwarry, zainteresowanie wystawą, które przerosło oczekiwania, zachęca Stowarzyszenie WAGA do zorganizowania kolejnych, 96. Urodzin uznanego pisarza. Czego życzę państwu, sobie, a przede wszystkim Brunonowi Zwarrze.

Dominika Ikonnikow

zwarra sm HPIM3550

Gra miejska Tajemnice uliczki Biskupiej zainteresowała przede wszystkim młodzież. Fot. Krystyna Ejsmont

zwarra tort fot waga

Jubileuszowy tort przygotowała i ofiarowała gdańska Cukiernia Płończak. Fot. Wojtek Ostrowski

Organizator: Stowarzyszenie WAGA

Partner: Partnerstwo dla Biskupiej Górki. Partnerzy medialni: BiskupiaGórka.pl, iBedeker, Dziennik Bałtycki, Radio Gdańsk. Projekt dofinansowany ze środków Miasta Gdańska.

zwarra  sm 3 zwarra kADR ul otka d zwarra sm 1 zwarra sm 2 zwarra SM ul otka d

 

Prof. Witold Andruszkiewicz – aktywny do ostatnich chwil życia

GDAŃSK. Prof. Witold Andruszkiewicz nie żyje. Zmarł w wieku 97 lat, do ostatnich chwil bogatego w przeżycia oraz dorobek zawodowy i społeczny życia bardzo aktywny…

—————————————————————————————————————————————————-

Z głębokim żalem zawiadamiamy, że dnia 29 października 2014 r.,

w wieku 97 lat odszedł

ś.p.

Prof. Witold Andruszkiewicz

Wybitny specjalista w dziedzinie portów morskich i żeglugi.

Był aktywny zawodowo do ostatnich chwil życia.

Rodzinie Zmarłego i Bliskim

Wyrazy serdecznego współczucia

składają

Zarząd, Członkowie i Sympatycy

Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk”

znicz 2

——————————————————————————————————————–

*  *  *

Zasnął spokojnie w Panu syty swych dni pomimo tak wielkiego apetytu na życie kochany nasz Pan Profesor Witold Andruszkiewicz. Z żalem i nadzieją musieliśmy oddać Ciebie Niebu. Chociaż stąpałeś po ziemi niestrudzenie to głowę miałeś wysoko w chmurach.

Twoje idee z przed 70 laty zmaterializowały się jako Gazoport w Świnoujściu i Port Północny, do którego mogą wpływać największe statki świata i skroplony gaz. Dziś to rozumiemy ale wtedy musiałeś zmagać się z ogromnymi trudnościami. Wiele z Twych cennych pomysłów ciągle czeka na realizację.

Z żalem żegnają Ciebie członkowie „Koła Inżynierów i Pasjonatów Nasz Wrzeszcz”, którego również byłeś budowniczym. Dopłynąłeś do ostatniego portu Twojego życia. Będzie nam bardzo Ciebie brakować.

Arkadiusz Kowalina

Koło Inżynierów i Sympatyków „Nasz Wrzeszcz”

Zmarł prof. Witold Andruszkiewicz

andruszkiewicz jwGDAŃSK. 29 października zmarł prof. Witold Andruszkiewicz, specjalista w dziedzinie ekonomiki portów i żeglugi. Miał 97 lat.

Pogrzeb prof. Witolda Andruszkiewicza odbędzie się w środę, 5 listopada. Msza rozpocznie godz. 11:00 w Kościele Garnizonowym przy ul. Matejki we Wrzeszczu. Uroczystości pogrzebowe odbędą się na cmentarzu Łostowickim o godz. 12:30.

Prof. Witold Andruszkiewicz to osoba niezwykła –  „Zasłużony w historii Miasta Gdańska”. Jego wiedza i wielki talent przyczyniły się w ogromnym stopniu do rozwoju polskich portów, a w szczególności portu Gdańsk.Z jego inicjatywy i według jego pomysłu został zbudowany i otwarty w 1974 r. Port Północny, najgłębszy na Morzu Bałtyckim, z torem wodnym głębokości 17 m, co umożliwia wchodzenie statków o nośności 150 tys. ton. Oznacza to obniżkę kosztów jednostkowych transportu morskiego o 50 proc.– w porównaniu z kosztami dla statków o nośności 15 tys. ton, największych jakie wchodziły do portu w Szczecinie. Prof. Andruszkiewicz wysunął swój pomysł już w pracy doktorskiej, napisanej w 1947 r., a obronionej dopiero w 1962 r. w Katedrze Portów Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie. Promotorem był kierownik Katedry prof. Bolesław Kasprowicz.

Projekt techniczny Rejonu Przeładunku Towarów Masowych (RPTM) w porcie gdańskim sporządziło Biuro Projektów Budownictwa Morskiego „Projmors” w Gdańsku. Obiekty techniczne wykonało około 30 przedsiębiorstw budowlanych z Hydrobudową na czele. RPTM zatwierdziła Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej w Moskwie, ale to Polacy zbudowali najgłębszy port na Bałtyku dla węgla i ropy naftowej, nazwany od 1970 r. Portem Północnym Gdańska.

Poparcie decyzyjne dla tego pomysłu okazali ministrowie żeglugi – prof. Stanisław Darski (zatwierdzający budowę) i mgr inż. Jerzy Szopa, oraz Przewodniczący Zespołu Ekspertów Komisji Planowania przy Radzie Ministrów, członek rzeczywisty PAN prof. zw. dr hab. Stanisław Leszczycki. Głównym odpowiedzialnym za budowę był Naczelny Dyrektor Zjednoczenia Portów Morskich mgr inż. Zbigniew Teplicki.

Za to wielkie osiągnięcie prof. Witold Andruszkiewicz otrzymał Zespołową Nagrodę Państwową Pierwszego Stopnia. Wcześniej, również z jego inicjatywy i według jego pomysłu powstał głębokowodny port Świnoujście z torem wodnym o głębokości 14,5 m, umożliwiającym wchodzenie statków o nośności 65 tys. ton. Zapewniło to obniżkę kosztów jednostkowych transportu morskiego o 30 proc.

Za zrealizowane pomysły rozbudowy polskich portów prof. Witold Andruszkiewicz otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (11 listopada 1985 r.) i Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (już w Polsce Niepodległej – 28 maja 1997 r.).

Profesor zdobywał wyróżnienia również za granicą, gdzie został zatwierdzony jako ekspert ONZ ds. portów morskich i transportu międzynarodowego. Jako taki wygrał światowy konkurs ONZ i został z jej ramienia doradcą premiera oraz ministra transportu Republiki Kongo w Afryce, gdzie pełnił misję 9 miesięcy w latach 1971–1972.

Oto jeden z ostatnich wywiadów z prof. Andruszkiewiczem

– Panie Profesorze, proszę przybliżyć naszym czytelnikom i sympatykom Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” prawdę historyczną, że urodził się Pan na Syberii w Omsku 29.09.1917 r.

– Pradziadek Antoni Busowski (od strony Mamy) za udział w powstaniu styczniowym w 1863 r., został zesłany na 25 lat katorgi (więzienie) w kopalni złota w Usolu Sybirskim koło Irkucka niedaleko granicy z Chinami. Po odbyciu kary nie miał prawa wrócić do miejsca zamieszkania czyli do Choroszczy koło Białegostoku. Musiał zostać do końca życia na Syberii, ale miał prawo zaprosić swoją rodzinę na przyjazd na Syberię, aby tam została na stałe. Patriotyczne Polki jechały na Syberię ze swoimi rodzinami. W ten sposób moja Mama Adela z domu Waszkiewicz z Matki z domu Bogusławskiej znalazła się w Omsku nad Irtyszem w centralnej Syberii, gdzie otrzymała telegram, że jej Dziadek Antoni Busowski zmarł nagle na serce w domu kuracyjnym w wannie z gorącą wodą. Dlatego do Usola nie pojechali i zostali w Omsku, gdzie Mama poznała młodego Antoniego Andruszkiewicza, który tam przybył też w rodzinnej grupie zesłańców i tam zawarli związek małżeński.

W wyniku zwycięstwa Polski pod wodzą Marszałka Józefa Piłsudskiego nad armią sowiecką, Piłsudski wymusił na sowietach wypuszczenie ze Związku Radzieckiego wszystkich zesłańców wraz z ich rodzinami, które przyjechały do nich na Sybir, przydzielenie pociągu i przywiezienie ich do granicy z Polską.

Powrót do Polski w wagonach bydlęcych trwał 3 miesiące (maszyniści podwozili wagony trochę parowozem i wracali do domu, a wagony z ludnością stały na stacjach węzłowych).

Granicę sowiecko-polską przekroczyliśmy w Baranowiczach, gdzie jak pamiętam otrzymałem polską chorągiewkę biało-czerwoną z papieru oraz konika wyciętego z dykty na deseczce z kółkami ciągnięty na sznurku oraz spodenki uszyte z amerykańskiego płaszcza wojskowego.

Miałem 5 lat jak w 1922 r. przyjechałem z rodzicami do Niepodległej Polski. Zamieszkaliśmy w Bydgoszczy. Tam skończyłem trzy klasy Szkoły Podstawowej, a następnie Miejskie Gimnazjum Matematyczno-Przyrodnicze im. Mikołaja Kopernika. W 1937 r. zdałem maturę i rozpocząłem studia w Akademii Handlowej w Poznaniu.

W gimnazjum byłem harcerzem z najwyższym stopniem – Harcmistrz Rzeczypospolitej Polski (złota lilijka w złotym kółku i ze złotym wieńcem na Krzyżu, oraz stopień instruktorski podharcmistrza i 32 sprawności).

Do Gdańska przyjechałem na stałe w 1945 roku.

Motto prof. Witolda Andruszkiewcza brzmiało: „Chcemy służyć Polsce i w tym szczególnie Gdańskowi”

Więcej na ten temat w publikacji „Nasz Gdańsk”/Rufin Godlewski)

Ks. infułat Stanisław Bogdanowicz – „Zasłużony w Historii Miasta Gdańska”

bogdanowicz swiderski

Wspólne zdjęcie. Fot. P. Świderski (DB)

21 października 2014 r. podczas uroczystego spotkania ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz, wieloletni proboszcz Bazyliki Mariackiej uhonorowany został Medalem przez Prezydenta Miasta Gdańska.

Ks. Bogdanowicz był przez wiele lat proboszczem Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. Jest autorem 53 książek i ponad 320 artykułów dotyczących historii, architektury i dziejów gdańskich kościołów. Został odznaczony tytułem Honorowy Obywatel Miasta Gdańska, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta

Przed spotkaniem na przedprożu Dworu Artusa goście i turyści zwiedzający Gdańsk wysłuchali przepięknej melodii „La ci darem la mano” z opery „Don Giovanni” Wolfganga Amadeusza Mozarta. Tę ulubioną i wybraną przez ks. inf. Stanisława Bogdanowicza kompozycję zagrała na karylionie Anna Kasprzycka.

W Dworze Artusa uczestników uroczystości powitał dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska – Adam Koperkiewicz. Następnie wystąpili: Anna Korzeniowska – Konserwator Dzieł Sztuki w Bazylice Mariackiej w Gdańsku i Tomasz Korzeniowski – prezes Oddziału w Gdańsku Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, dyrektor Zbiorów Bazyliki Mariackiej w Gdańsku.

Na zakończenie odbyła się część artystyczna – według pomysłu Joanny Orzeł, Organisty – Kantora – Kapelmistrza Kapeli Mariackiej w Gdańsku. Spotkanie w Dworze Artusa z ks. infułatem Stanisławem Bogdanowiczem – „Zasłużonym w historii Miasta Gdańska” uświetnił recital z udziałem muzyków: Tomasza Szpica (tenor, kontratenor) i Joanny Orzeł (sopran, kapelmistrz) z Kapelą Mariacką. Muzyczne chwile wypełniła twórczość geniusza W. A. Mozarta, jednego z ulubionych kompozytorów naszego honorowego Gościa,. Specjalnie dla niego artyści wykonali wybrane części efektownego motetu „Exsultate jubilate” kv 165 oraz ulubione arie z oper „Wesele Figara” i „Don Giovanni” („Voi che sapete”, „La ci darem la mano”).

Ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz to niezwykła, interesująca i aktywna osobowość – wielce zasłużony Polak i Gdańszczanin. Bazylika Mariacka w Gdańsku w czasach PRL, gdy od 1979 roku jej proboszczem został Stanisław Bogdanowicz, była oparciem dla prześladowanych ludzi „Solidarności”. Tu odbywały się msze patriotyczne w dniach 3 maja, 15 sierpnia i 11 listopada, które gromadziły liczne rzesze wiernych. Przez 35 lat, wykonując posługę kapłańską jako jej proboszcz, z uporem i odwagą przywracał jej dawny blask, jednocześnie ubiegając się o zwrot rozproszonych po II wojnie światowej dzieł sztuki. Dzięki jego staraniom, które nadal kontynuuje, do wnętrza bazyliki powróciła znaczna część średniowiecznych zabytków ruchomych, po wojnie przejęta przez placówki muzealne Polski i Niemiec.

Warto przypomnieć, że Bazylice Mariackiej  znajduje się duży zbiór zabytkowych obiektów sakralnych, które budzą żywe zainteresowanie pielgrzymów, turystów oraz licznych badaczy. Bazylika Mariacka – zwana „Koroną Miasta Gdańska” – jest jednym z głównych magnesów przyciągających do Gdańska turystów krajowych i zagranicznych.

Ks. inf. Stanisław Bogdanowicz jest trzecim w historii gdańskiej świątyni proboszczem najdłużej wykonującym w niej posługę kapłańska przez 35 lat (1979–2014). Dłużej funkcję proboszcza pełnili tylko: Andrzej Slommow przez 40 lat (1398–1438) i Stanisław Alojzy Rossołkiewicz przez 37 lat (1818–1855). Jako proboszcz nie szczędził swoich sił i  dążył aby posługa kapłańska i jego niezwykła działalność kulturalno-publicystyczna prowadzona była w Bazylice Mariackiej z autentycznym zaangażowaniem zgodnie z jego mottem życiowym: Cooperatores sinus veritatis – „Bądźmy współpracownikami prawdy”.

* * *

Było to już siódme spotkanie z cyklu „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska” organizowane przez Stowarzyszenie Nasz Gdańsk. Wcześniej gośćmi honorowymi byli: Tadeusz Matusiak, prof. Jerzy Młynarczyk, Krystyna Stankiewicz, prof. Witold Andruszkiewicz, Halina Winiarska i Stefan Jacek Michalak.

Więcej na ten temat: w tekście Cooperatores sinus veritatis (Bądźmy współpracownikami prawdy) Rufina Godlewskiego.

Cooperatores sinus veritatis (Bądźmy współpracownikami prawdy)

bogdanowicz kadrGDAŃSK. 21 października 2014 r. w Dworze Artusa – spotkanie z ks. inf. Stanisławem Bogdanowiczem.

Uroczyste spotkanie z księdzem infułatem Stanisławem Bogdanowiczem – długoletnim proboszczem Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, autorem 53 książek i ponad 320 artykułów dotyczących historii, architektury i dziejów gdańskich kościołów, Honorowym Obywatelem Miasta Gdańska, polskim duchownym katolickim odznaczonym Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta – odbędzie się we wtorek 21 października 2014 r. w Dworze Artusa.

Będzie to już siódme spotkanie z cyklu „Zasłużeni w Historii Miasta Gdańska”.

Mozart na karylionie, rodzinna fotografia, koncert – niespodzianka

Wcześniej naszymi gośćmi byli: Tadeusz Matusiak, prof. Jerzy Młynarczyk, Krystyna Stankiewicz, prof. Witold Andruszkiewicz, Halina Winiarska i Stefan Jacek Michalak.

W trakcie uroczystości ks. inf. Stanisław Bogdanowicz uhonorowany zostanie Medalem przez Prezydenta Miasta Gdańska. Wcześniej, o godz. 12.50 na przedprożu Dworu Artusa zgromadzą się zaproszeni goście i wysłuchają o godz. 13.00 przepięknej melodii „La ci darem la mano” z opery „Don Giovanni” Wolfganga Amadeusza Mozarta. Tę ulubioną i wybraną przez ks. inf. Stanisława Bogdanowicza kompozycję zagra na karylionie Anna Kasprzycka. Tradycyjnie już, wszyscy zaproszeni goście zostaną uwiecznieni na pamiątkowym zdjęciu przez fotoreportera „Dziennika Bałtyckiego”, patrona medialnego spotkania. Uczestnicy przejdą do Dworu Artusa, gdzie wyjątkowo tym razem odbędzie się główna uroczystość. Księdzu infułatowi asystować będą dwie postacie w strojach starogdańskich.

Uczestników uroczystości powita dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska – Adam Koperkiewicz. Następnie wystąpią: Anna Korzeniowska – Konserwator Dzieł Sztuki w Bazylice Mariackiej w Gdańsku i Tomasz Korzeniowski – prezes Oddziału w Gdańsku Towarzystwa Opieki nad Zabytkami, dyrektor Zbiorów Bazyliki Mariackiej w Gdańsku.

Po laudacji i wręczeniu wyróżnień wystąpi ks. inf. Stanisław Bogdanowicz, który wcześniej zwrócił się do organizatorów – „Zespołu Koordynacyjnego” i zaproponował aby na zakończenie jego wystąpienia dodać 15 minutową część artystyczną według pomysłu Joanny Orzeł, Organisty – Kantora – Kapelmistrza Kapeli Mariackiej w Gdańsku. Propozycja została natychmiast przyjęta z wielkim entuzjazmem jako nowy element spotkań z osobami „ZASŁUŻONYMI W HISTORII MIASTA GDAŃSKA”. Jeżeli się sprawdzi, to będziemy się starać aby występy artystyczne znalazły się również w programie kolejnych spotkań.

Oparcie dla ludzi „Solidarności”, przywracanie dawnego blasku świątyni

Po części artystycznej ksiądz infułat wpisze się do „Księgi Pamiątkowej”. Prawo wpisu będą miały również wszystkie osoby oficjalnie zaproszone i biorące udział w uroczystym spotkaniu.

Ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz to niezwykła, interesująca i aktywna osobowość – wielce zasłużony Polak i Gdańszczanin. Bazylika Mariacka w Gdańsku w czasach PRL, gdy od 1979 roku jej proboszczem został Stanisław Bogdanowicz, była oparciem dla prześladowanych ludzi „Solidarności”. Tu odbywały się msze patriotyczne w dniach 3 maja, 15 sierpnia i 11 listopada, które gromadziły liczne rzesze wiernych. Przez 35 lat, wykonując posługę kapłańską jako jej proboszcz, z uporem i odwagą przywracał jej dawny blask, jednocześnie ubiegając się o zwrot rozproszonych po II wojnie światowej dzieł sztuki. Dzięki jego staraniom, które nadal kontynuuje, do wnętrza bazyliki powróciła znaczna część średniowiecznych zabytków ruchomych, po wojnie przejęta przez placówki muzealne Polski i Niemiec.

W bazylice Mariackiej w Gdańsku znajduje się już duży zbiór zabytkowych obiektów sakralnych, które budzą żywe zainteresowanie licznych badaczy oraz niezliczonych rzesz pielgrzymów i turystów nawiedzających świątynię. Warto przytoczyć dane zawarte w Raporcie Instytutu Eurotest wykonanym na zlecenie władz Gdańska, a dotyczącym gdańskiej turystyki w III kwartale 2013 roku. Według wspomnianego Raportu najczęściej zwiedzanym przez turystów miejscem w Gdańsku było Główne Miasto (89,1%), na drugim miejscu znalazła się Bazylika Mariacka (54,6%), na trzecim ulica Mariacka (50,6%), na czwartym Stadion PGE Arena (33,9%), na piątym „inne dzielnice miasta” (32%), na szóstym Ratusz Głównego Miasta (29,8%), na siódmym Żuraw (20%), na ósmym statek „Sołdek” (18,9%), na dziewiątym Westerplatte (15,2%) zaś na dziesiątym Katedra w Oliwie (15%). Z przedstawionego zestawienia wynika, że Bazylika Mariacka – słusznie zwana „Koroną Miasta Gdańska”, jest jednym z głównych magnesów przyciągających do naszego miasta turystów krajowych i zagranicznych, którzy w roku 2013 pozostawili w Gdańsku ok. 700 milionów złotych. Dlatego służby konserwatorsko-remontowe Bazyliki Mariackiej w Gdańsku mają prawo i obowiązek występowania do władz miejskich, wojewódzkich i centralnych o coroczne środki finansowe na pilne zadania remontowe i konserwację.

35 lat posługi kapłańskiej

Warto również wiedzieć, że ks. inf. Stanisław Bogdanowicz jest trzecim w historii gdańskiej świątyni proboszczem najdłużej wykonującym w niej posługę kapłańska przez 35 lat (1979–2014). Dłużej funkcję proboszcza pełnili tylko: Andrzej Slommow przez 40 lat (1398–1438) i Stanisław Alojzy Rossołkiewicz przez 37 lat (1818–1855).

Jako młody ksiądz był także więźniem politycznym.

W latach 1981–1982 w Bazylice Mariackiej odbywały się niejednokrotnie uroczystości religijne związane z działalnością NSZZ „Solidarność”,

12 września 1983 roku obchodzono w niej 399-lecie Wiktorii Wiedeńskiej,

2 lutego 1987 roku Ks. Biskup Ordynariusz Tadeusz Gocłowski, na mocy upoważnienia ks. Arcybiskupa Francesco Colasunno nuncjusza apostolskiego do specjalnych poruczeń, promulgował dekret Kongregacji do Spraw Biskupów podnoszący Bazylikę Mariacką do godności gdańskiej konkatedry,

Najważniejszym wydarzeniem o charakterze historyczno-zbawczym w dotychczasowych dziejach Konkatedralnej Bazyliki Mariackiej w Gdańsku była wizyta Ojca Świętego Jana Paweła II 12 czerwca 1987 roku. W ramach Kongresu Eucharystycznego Ojciec Święty spotkał się w tej świątyni z chorymi oraz służbą zdrowia,

W latach 1977–2001 był członkiem Kapituły Medali św. Wojciecha i Księcia Mściwoja, nadawanych przez Radę Miasta Gdańska. Od wielu lat jest kapelanem kombatantów, w tym także byłych więźniów politycznych,

W 2001 roku Kapituła odznaczyła Ks. inf. Medalem św. Wojciecha za całokształt dokonań z wiązanych z popularyzacją dziejów Gdańska, szczególnie gdańskiego Kocioła i podejmowanych działań na rzecz ocalenia gdańskich zabytków,

W 2004 roku uhonorowany został tytułem Honorowego Obywatela Miasta Gdańska,

W 2008 roku odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Polonia Restituta przez Prezydenta Rzeczypospolitej – Lecha Kaczyńskiego.

Z Wileńszczyzny do Gdańska

Stanisław Bogdanowicz urodził się 6 listopada 1939 r. w Żwiryni na Wileńszczyźnie z ojca Jana Bogdanowicza i matki Stanisławy Borodo. W 1957 roku zdał maturę w VI LO w Gdańsku, a w 1962 otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował w Biskupim Seminarium i na KUL. W latach 1963–1964 był wikariuszem w Pruszczu Gdańskim, a następnie referentem w kurii biskupiej, a od 1969 roku rektorem kościoła pw. Św. Andrzeja Boboli w Sopocie. W latach 1975-1979 był proboszczem parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w Gdańsku, a następnie proboszczem parafii Mariackiej w Gdańsku, pełniąc posługę kapłańską nieprzerwanie przez 35 lat. Stanisław Bogdanowicz jako proboszcz nie szczędził swoich sił i zawsze dążył by posługa kapłańska i jego niezwykła działalność kulturalno-publicystyczna prowadzona była w Bazylice Mariackiej z autentycznym zaangażowaniem zgodnie z jego mottem życiowym: Cooperatores sinus veritatis – „Bądźmy współpracownikami prawdy”.

Muzyczna laudacja

Spotkanie w Dworze Artusa z ks. infułatem Stanisławem Bogdanowiczem – „Zasłużonym w historii Miasta Gdańska” uświetni recital z udziałem muzyków: Tomasza Szpica (tenor, kontratenor) i Joanny Orzeł (sopran, kapelmistrz) z Kapelą Mariacką. Muzyczne chwile wypełni twórczość geniusza W. A. Mozarta, jednego z ulubionych kompozytorów naszego honorowego Gościa,. Specjalnie dla niego artyści wykonają wybrane części efektownego motetu „Exsultate jubilate” kv 165 oraz ulubione arie z oper „Wesele Figara” i „Don Giovanni” („Voi che sapete”, „La ci darem la mano”).

Muzyka dedykowana tego dnia ks. Proboszczowi Konkatedralnej Bazyliki Mariackiej w Gdańskiej będzie swoistą laudacją za 20-letnią żywotność idei przywrócenia monumentalnej świątyni, ikonie grodu nad Motławą, świetnych tradycji muzycznych obecnych przed 205 laty w kościele Najświętszej Marii Panny w dzisiejszym kształcie zespołu kapeli Mariackiej.

Ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz jest niewątpliwie czynnikiem sprawczym wyróżnienia Kapeli Mariackiej Dyplomem Uznania „Pro Ecclesia et populo” w dniu 16.01.2011 r. przez poważną część środowiska lokalnego.

Uczynił Piękno dla Bazyliki Mariackiej rzeczą obiektywnie ważną i potrzebną społecznie.

Rufin Godlewski

Niezwykły człowiek – Stefan Jacek Michalak

4 DSC0679417 czerwca 2014 r. – szóste spotkanie z cyklu „Zasłużeni w historii miasta Gdańska”. O godzinie 12.55 do licznie zebranych na przedprożu Ratusza Głównego Miasta osób dołączył honorowy gość tegoż spotkania – Stefan Jacek Michalak, aby w skupieniu wysłuchać pięknego fragmentu I Koncertu fortepianowego Fryderyka Chopina, zagranego na carillonie przez Annę Kasprzycką.

Następnie, po wykonaniu pamiątkowego zdjęcia dla „Dziennika Bałtyckiego”, uczestnicy spotkania przeszli do Wielkiej Sali Wety.

Kupił zabytkową XIX-wieczną latarnię morską

Przybyli: uczniowie gdańskich gimnazjów – Nr 10 z Oruni, Nr 33 z Osowej i Nr 48 z Jasienia; przedstawiciele gdańskich przewodników turystycznych z prezesem Gdańskiego Oddziału PTTK – Stanisławem Sikorą i Krystyną Stankiewicz; przedstawiciele gdańskiego magistratu – dyrektor Kancelarii Prezydenta Helena Chmielowiec i z-ca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Grzegorz Graefling. Nie zabrakło członków Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” z prezesem doc. dr. hab. Andrzejem Januszajtisem i prof. Witoldem Andruszkiewiczem. Zjawili się redaktorzy „Dziennika Bałtyckiego”. Przybyli główny laudator – prof. dr hab. Błażej Śliwiński, kierownik Zakładu Historii Średniowiecza Polski na UG; pracownicy Muzeum Historycznego Miasta Gdańska z dyrektorem Adamem Koperkiewiczem na czele; przedstawiciele gdańskich firm w tym DART DG, oraz liczne grono przyjaciół i sympatyków Pana Stefana Jacka Michalaka.

Gość honorowy uroczystego spotkania został wprowadzony do sali w asyście dwóch pięknych dam ubranych w historyczne stroje i zajął miejsce w rzeźbionym gdańskim fotelu. Zebranych w imieniu organizatorów i patronów spotkania (Prezydenta Miasta Gdańska i Redakcji „Dziennika Bałtyckiego”) powitał dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska – Adam Koperkiewicz. W sposób szczególny, co też wywołało aplauz – został powitany Pan Stefan Jacek Michalak – niezwykły człowiek, który w roku 2001 roku kupił zabytkową XIX-wieczną latarnię morską w Nowym Porcie. Po wykonaniu niezbędnych prac remontowych udostępnił ją zwiedzającym w 2004 roku, zaś w roku 2008 doprowadził do uruchomienia zrekonstruowanej „kuli czasu”. To sprawiło, że latarnia w Gdańsku Nowym Porcie jest jedną z kilku tego typu działających czasomierzy, a zarazem jedyną na świecie, której kula jest ażurowa.

Za wkład w życie kulturalne miasta Gdańska

Warto wspomnieć, że wielu uczestników spotkania było wdzięcznych organizatorom za zaproszenie, gdyż miało okazję wysłuchać ciekawych informacji na temat życia i twórczej działalności Stefana Jacka Michalaka z laudacji wygłoszonych przez doc. dra inż. Andrzeja Januszajtisa – prezesa Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” i prof. dra hab. Błażeja Śliwińskiego – kierownika Zakładu Historii Średniowiecza Polski na UG oraz z wystąpienia dr. inż. Grzegorza Szychlińskiego – z-cy dyrektora MHMG ds. Ochrony Dziedzictwa Kulturowego, na temat rekonstrukcji „kuli czasu” na latarni morskiej w Nowym Porcie.

W trakcie spotkania, w dowód uznania i szacunku za zaangażowanie na rzecz kultywowania morskiej tradycji oraz wkład w życie kulturalne miasta Gdańska, Stefan Jacek Michalak został wyróżniony przez:

Prezydenta Miasta Gdańska – Medalem XX-lecia Samorządności Gdańskiej, który wręczyła Helena Chmielowiec, dyrektor Kancelarii Prezydenta;

Muzeum Historyczne Miasta Gdańska – medalem wybitym z okazji 400-lecia urodzin Jana Heweliusza, który wręczył dr inż. Grzegorz Szychliński, z-ca dyrektora MHMG ds. Ochrony Dziedzictwa Kulturowego;

Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” – Srebrną Odznaką Stowarzyszenia „Nasz Gdańsk” oraz dyplomem i kwiatami, które wręczyła delegacja z prezesem doc. dr. inż. Andrzejem Januszajtisem na czele;

Zarząd Główny PTTK – medalem PTTK, który wręczył Stanisław Sikora, wiceprezes Zarządu Głównego PTTK.

Zaczarowany ogród dzieciństwa

Na zakończenie wystąpił Stefan Jacek Michalak. Jego Wypowiedź była przepełniona głębokim patriotyzmem oraz miłością, a zarazem tęsknotą, do miasta jego dzieciństwa –Gdańska, co wyraził również w swoim wpisie do księgi pamiątkowej:

To jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Moje rodzinne miasto (a za takie Gdańsk uważam, bo przybyłem tu z rodzicami jako 1,5 roczny brzdąc 6 kwietnia 1945 roku, honoruje mnie w tak wspaniały sposób! W 1950 roku, w wieku 7 lat, zmuszony przez ówczesne władze, wyjechałem z tego utrwalonego na siatkówce oka małego dziecka nie dający się wymazać obraz kolorowego, słonecznego, zaczarowanego ogrodu dzieciństwa jakim był i jest dla mnie Gdańsk, a zwłaszcza ulice Dębinki, Hojne -Wrońskiego, Śniadeckich, Smoluchowskiego, Curie-Skłodowskiej, Fahrenheita i … plac Dra Stefana Michalaka, aby powrócić do niego już jako dorosły człowiek i odwdzięczyć się Mojemu Miastu dokładając moją małą cegiełkę do jego wspaniałego rozwoju.”

Stefan Jacek Michalak,

właściciel i opiekun Latarni Morskiej Nowy Port, 17 czerwca 2014 r

 

W wywiadzie udzielonym po uroczystym spotkaniu „Dziennikowi Bałtyckiemu” – patronowi spotkania, Stefan Jacek Michalak powiedział m.in.:

Cieszę się, że swoim czynem mogłem zrobić coś dla miasta, bowiem, mimo że zwiedziłem wiele zakątków świata, a dziś większość czasu spędzam w Kanadzie, sercem i myślami od dzieciństwa związany jestem z Gdańskiem.”

Rozumiem i podziwiam tego niezwykłego człowieka, którego najlepiej charakteryzuje jego motto życiowe: „Tylko pracując dla dobra innych można być w pełni szczęśliwym”.

Rufin Godlewski

12 DSC06868 13 DSC06880 11 DSC06862 10 DSC06860 SONY DSC 8 DSC06961 9 DSC06807 9 DSC06808 7 DSC06818 6  DSC06797 5 DSC06795 5 a DSC06795 4 DSC06794 4 a DSC06794 3 DSC06744 3 a DSC06744 2 DSC06779 1 DSC06979

Odszedł ś.p. dr med. Roman Okoniewski

okuniewski fot.Anna Jakubowska 02.03.11.-338 czerwca 2014 r. po długiej i ciężkiej chorobie zmarł dr med. Roman Okoniewski, wybitny specjalista chirurgii urazowej i ortopedycznej. Urodził się i wychował w Gdyni. Ukończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Mieszkał w Sopocie. Przez blisko pięćdziesiąt lat pracował jako chirurg ortopeda, w tym dwadzieścia lat pełnił funkcję ordynatora Oddziału Ortopedii Szpitala Miejskiego w Gdyni. Zasłużył się ratując rannych podczas wypadków grudniowych w 1970 roku w Gdyni. Był członkiem Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia’ 70, oddział w Gdyni.

Prawdziwy lekarz humanista. Kochał przyrodę, muzykę, poezję, teatr. Był zapalonym narciarzem i żeglarzem. Pięknie fotografował. Dużo podróżował. Przez dwa lata był kierownikiem Kliniki Ortopedyczno-Urazowej na University of Nigeria.

 

Pogrzeb odbędzie się 17 czerwca 2014 r.

Msza o godz. 11 w kościele św. Jerzego w Sopocie.

Wyprowadzenie zwłok o godz. 13 w kaplicy na Cmentarzu Katolickim w Sopocie.

 

Na zdjęciu dr med. Roman Okoniewski podczas wernisażu wystawy swoich zdjęć pt. Ptasie impresje” 31 marca 2011 r. w siedzibie Okręgowej Izby Lekarskiej przy ul. Śniadeckich 33 w Gdańsku – Wrzeszczu. Fot. Anna Jakubowska